Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
slow motion

Twoje miejsce na ziemi.

Rekomendowane odpowiedzi

Pusta pustka.

Stoję na autostradzie Highway 401 torując samochody, które w pędzie jadą przez wytyczoną drogę.

Jakiś kierowca z samochodu x chcąc mnie ominąć wjeżdża na trawnik i w akcie wkurwienia pokazuje mi środkowy palec po czym odjeżdża zapewne docierając do wyznaczonego celu. A ja... nadal stoję. Jak zalęknione dziecko we mgle, które nie potrafi samo wrócić do domu... chciałoby aby wziąć je za rękę i zaprowadzić.

 

Ja i setki rozwidleń, ja i setki wątpliwości, zwątpień, chęci i niechęci.

Zacząć czy nie, chciałabym, a boje się. A jeśli zacząć to co?

Zazwyczaj po maturze człowieka dopadają takie pytania, szuka swojego miejsca na ziemi, poznaje swoje predyspozycje idzie na wymarzone studia. (lub i nie-zdaje sobie z tego sprawę)

Ja w wieku 20+ czuję, że moja ścieżka potoczyła się nie tak jak trzeba. W którymś momencie swojego życia skręciłam w lewo zamiast w prawo, a teraz nie potrafię zrobić żadnego kroku.

 

Mam kochającego partnera, żbika, który udaje kota jednak nie mam posady, etatu, pół etatu, które sprawiłoby, że czułabym się poniekąd spełniona, usatysfakcjonowana. Zastanawiam się nad podjęciem nauki w szkole policealnej jednak też nie mam pojęcia gdzie mogłabym się nadać.

Cholera ja chyba mogę nawet sortować swetry, bo serio oddaje się temu co robię jednak nie mam doświadczenia.

 

Znacie to uczucie? Pustki, stania w miejscu? Może któreś z was obecnie jest na takim etapie życia, czuje się zagubione, wie, że stać go na więcej jednak jednocześnie jak sierota boi się zrobić krok, a co najgorsze nie wie kuźwa w którą stronę iść?

 

Czy korzystaliście może z usług doradcy zawodowego? Co sądzicie o takiej pomocy?

Zapraszam do dyskusji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja też nie mam swojego miejsca na ziemi. Marzyłem o karierze naukowej, ale nauka nie wchodzi mi tak jak kiedyś. A jakieś inne zawody, które mnie nie interesują, z braku laku mógłbym robić, a realizować się po pracy. Tylko, że trzeba mieć trochę siły w sobie. Ja ledwo rano wstaje z łóżka. W sumie to stoję w miejscu i chyba tylko cud mógłby to zmienić. :/

 

Pomóżcie slow motion, bo dla mnie już za późno. :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monk.2000, Ja czuję, że mam tą siłę tylko najgorszy jest ten nieuzasadniony lęk przed wszystkim. Niemożność zrobienia jakiegokolwiek kroku + setki wątpliwości.

 

monk.2000, Może nadejdą te lepsze dni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj taa,znam to bardzo dobrze,zawiasy,ni w jedną ni w drugą stronę,zanik motywacji do czegokolwiek,brak pomysłu,planów,ambicji ,jakiegoś głębszego sensu czy celu do którego chciałbym dążyć.

Ot egzystuje sobie,mając tam jakieś pomniejsze plany,ale nic specjalnego.

Żyje czy mieszkam,siedze tam gdzie jest...najlepsza sytuacja finansowa i święty spokój ,życie przeliczam na gotówkę i własną wygodę.

 

A miejsce na ziemi? Wszędzie i nigdzie,nie mam takowego miejsca ani idei gdzie,czy co to by mogło być.

Płytka egzystencja,bez jakiejś idei.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie i niefajnie wiedzieć, że nie jestem sama. Właśnie w takie dni jak dziś te wyrzuty się bardziej nasilają.

Mój Partner się super rozwija, jestem z niego dumna, ale jednocześnie dostrzegam co raz bardziej te swoje zatrzymanie.

 

Najgorsze, że nie wiem co z tym fantem zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Najgorsze, że nie wiem co z tym fantem zrobić.

Imho - nie ma złotej recepty na coś tego typu...albo okoliczności zmuszają do czegoś takiego (inni ludzie,zdrowie,zdarzenia przypadkowe,whatever),albo sam nie wiem...może czasem "ot tak" samo od siebie,przylezie jakaś "inspiracja" czy wzór,zwał jak zwał D:

Fajnie i niefajnie wiedzieć, że nie jestem sama. Właśnie w takie dni jak dziś te wyrzuty się bardziej nasilają.

hahah,zawsze to człeka cieszy jak w jakimś tam rodzaju szamba nie jest sam :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zawsze chciałem skorzystać z usług doradcy zawodowego, ale jakoś nigdy nie miałem do tego wystarczającego samozaparcia, żeby pójść, spotkać się i z nim pogadać. W internecie jak robiłem takie testy predyspozycji zawodowych to wynikało z nich, że mam umysł naukowca, a z nauką nie mam i raczej nie będę mieć zbyt wiele wspólnego, także hm... Nigdy człowiek nie wie jak się mu życie potoczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W internecie tych testów jest od groma i nie wiadomo czy faktycznie oddają rzeczywistość.

W UP miałam takowe spotkanie, ale byłam w trakcie zmiany miejsca zamieszkania o czym Doradczyni wiedziała, więc całe spotkanie trwało około 10 min.

 

Myślałam o zrobieniu kursu instruktora fitness jednak przy moich schorzeniach raczej bym się nie kwalifikowała lub coś związanego z weterynarią-jednak jestem kiepska z nauk ścisłych. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...jednak jestem kiepska z nauk ścisłych. :bezradny:

 

Ja już tutaj przegrałam życie, bo przez to nie robię tego, co mnie zawsze fascynowało. Także zamiast być lekarzem medycyny sądowej będę bezrobotnym specjalistą od literatury i malarstwa amerykańskiego. :lol:

 

Lubię moje studia, ale nie są one dla mnie wielkim wyzwaniem i czuję, że stać by mnie było na więcej. W ogóle stać byłoby mnie na więcej, gdyby nie te wszystkie psychiczne blokady.

 

Pozdrawiam wszystkich, co się pogubili ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak Ci doradcy zawodowi są na takim samym poziomie jak urząd pracy to dziękuje za takiego doradcę choć wiadomo wszystko zależy od konkretnego człowieka. Ja miałem kiedyś styczność z doradcą i nic ciekawego i tego czego przeciętnie rozgarnięty człowiek by wiedział nie powiedział, ogólnie strata czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też kiedyś w poważnych planach miałem medycynę, ale za mało się uczyłem i się nie dostałem (za czasów egzaminów wstępnych materiał na egzaminach znacznie przekraczał ramy programowe liceum). Teraz się cieszę, że się nie dostałem. Kiedyś krew czy wnętrzności itd. mnie kompletnie nie ruszały, teraz na samą myśli wolałbym uciec jak najdalej. Jeszcze jak sobie pomyślę, że codziennie użeram się z tymi samymi debilami i jest ciężko, a co dopiero codziennie użerać się z coraz to nowymi debilami i ponosić o wiele większą odpowiedzialność niż teraz. Dziękuję za takie "przyjemności". :D

 

-- 11 Feb 2014, 23:12 --

 

Bardziej udanej porażki w życiu to chyba nie miałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość SmutnaTęcza
Napisano (edytowane)

Czy skręciłam kiedyś w lewo? Oczywiście, że to zrobiłam. Okazałam się być aż tak głupia.

 

Po skończeniu gimnazjum mogłam iść do technikum. Albo inaczej - wybrać w liceum klasę językową.

 

Aurora, kretynko!!! Gdybyś to zrobiła, na pewno miałabyś certyfikaty, maturę rozszerzoną z niemieckiego, a co za tym idzie, nie musiałabyś się od dwóch lat męczyć z geografią...

 

A może wybrałabym najlepsze liceum w moim mieście? Albo nawet któreś z najlepszych gdyńskich liceów?

 

Tak w ogóle szkoda, że nie jestem umysłem ścisłym. Dlaczego musiałam znaleźć się w gronie humanistów, tych "nieudaczników"?! Tylko czekam, aż "kochana" rodzinka znowu będzie mi wypominać moją "gorszość" na wielkanocnym spędzie rodzinnym... :roll: Bo przecież jestem jedyną humanistką w tej rodzinie...

 

wallbash.gif

 

A teraz...?

 

Dzięki swojej nadzwyczajnej głupocie połączonej z alkoholizmem ojca (wybuchającym zawsze przed okresem matur, chyba na złość) musisz poprawiać w nieskończoność ten jeb*ny egzamin jak jakiś najgorszy koszmar!!! Nie!!! Tym najgorszym koszmarem są Twoje obecne studia, na które poszłaś tylko dla tego, że jesteś tępakiem i na nic innego nie było Cię stać! Żałuj, płacz, wyj nad swoją głupotą! Mogłaś być tłumaczką norweskiego, ale teraz zostaniesz najwyżej głupią, bezrobotną nauczycielką polskiego (cóż za "osiągnięcie"!), która nie zna się nawet na literaturze i szczerze jej nie cierpi!!!

 

Co zrobić, jeśli w tym roku znowu mi się nie uda z maturą? A jeśli głupota i problemy nie pozwolą mi zdać wszystkich egzaminów, napisać pracy dyplomowej i obronić się w terminie? Iść do szkoły policealnej? Tylko gdzie... Co wybrać - przecież do niczego się nie nadaję, nic nie potrafię, nawet rozmawiać z ludźmi... :(

 

wallbash.gif

 

A może Fortuna w końcu się zlituje i pozwoli mi spełnić choć to marzenie?

Edytowane przez SmutnaTęcza

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Łapa, ja jestem doradcą zawodowym z wykształcenia, choć tylko licencjat :) ale nie mam dostępu do testów, tych takich poważnych, mogę Ci powiedzieć gdzie możesz je zrobić. mogę też polecić szkolenia z odkrywania swojego potencjału i planowania kariery, nawet jeśli jeszcze nie wiesz co chciałbyś robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pusta pustka.

Może któreś z was obecnie jest na takim etapie życia, czuje się zagubione, wie, że stać go na więcej jednak jednocześnie jak sierota boi się zrobić krok, a co najgorsze nie wie kuźwa w którą stronę iść?

Ha! Strzał w 10tkę :mrgreen: Tak, świetnie wiem, że marnuję się w swojej robocie, ale masowe rozsyłanie CV odkładam w nieskonczoność. Powiem więcej - kupiłam sobie mieszkanie na tym zadupiu, żeby mieć pretekst żeby tutaj zostać. Co mnie tutaj trzyma? Nie mam bladego pojęcia, ale stawiam na strach, że jak zwykle sobie nie poradzę. Nowi ludzie, nowe sytuacje, nowe lęki - jakoś mnie to kuźwa nie przekonuje. I chociaż szczerze nienawidzę swojej roboty najwyraźniej wolę to niż wjazd na inne tory. W każdym razie moim miejscem na ziemi jest teraz moje skromne mieszkanko. To tutaj pewnie jeszcze nie raz zawyję do księżyca i przeżyję chwile krótkiego szczęścia. Odgrodziłam się wielkim murem od rodziny i zaczynam stawiać granice z drutu kolczastego. Dziwne rzeczy się dzieją w wielu relacjach, ale nie zamierzam ich rozkminiać, już dość się o tym wszystkim w życiu namyślałam. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia, nie mam planu B. Plan A był taki, że chciałam studiować medycynę, ale wpojony przymus walki o uwagę matki spowodował, że wylądowałam na informatyce. Przełknęłam gorycz. Dalej chciałam zostać na uczelni, ale nie! I tu już wkroczyła głupota w czystej postaci zdecydowałam się porzucić marzenia i wrócić do miejsca, w którym teraz tkwię. A może miało to jakiś cel? Ciekawe, kuźwa, jaki :?::why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wniosek z tego pochopny, a taki, że niedoszli lekarze/niedoszłe lekarki to szczególna grupa ryzyka jeśli chodzi o zaburzenia psychiki. :pirate:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wniosek z tego pochopny, a taki, że niedoszli lekarze/niedoszłe lekarki to szczególna grupa ryzyka jeśli chodzi o zaburzenia psychiki. :pirate:

Pocieszające :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widać może też niszczyć życia, a nie jedynie ratować ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za komentarze, widzę że jednak tu na forum to szerszy problem. Chciałabym pewnego dnia się obudzić z tą zapaloną żarówką ukierunkowaną na jedną konkretną rzecz i dążyć tak do tego. Jestem uparta, więc dałabym radę.

 

idle, ale zobacz jak fajnie ta literatura i malarstwo amerykańskie będzie wyglądać w CV :P

 

veganka, dlaczego nie krzyczałaś, że jesteś doradcą? odezwij się ino na PW do mnie dobra kobieto ;)

 

-- 12 lut 2014, 08:41 --

 

Pusta pustka.

Może któreś z was obecnie jest na takim etapie życia, czuje się zagubione, wie, że stać go na więcej jednak jednocześnie jak sierota boi się zrobić krok, a co najgorsze nie wie kuźwa w którą stronę iść?

Ha! Strzał w 10tkę :mrgreen: Tak, świetnie wiem, że marnuję się w swojej robocie, ale masowe rozsyłanie CV odkładam w nieskonczoność. Powiem więcej - kupiłam sobie mieszkanie na tym zadupiu, żeby mieć pretekst żeby tutaj zostać. Co mnie tutaj trzyma? Nie mam bladego pojęcia, ale stawiam na strach, że jak zwykle sobie nie poradzę. Nowi ludzie, nowe sytuacje, nowe lęki - jakoś mnie to kuźwa nie przekonuje. I chociaż szczerze nienawidzę swojej roboty najwyraźniej wolę to niż wjazd na inne tory. W każdym razie moim miejscem na ziemi jest teraz moje skromne mieszkanko. To tutaj pewnie jeszcze nie raz zawyję do księżyca i przeżyję chwile krótkiego szczęścia. Odgrodziłam się wielkim murem od rodziny i zaczynam stawiać granice z drutu kolczastego. Dziwne rzeczy się dzieją w wielu relacjach, ale nie zamierzam ich rozkminiać, już dość się o tym wszystkim w życiu namyślałam. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia, nie mam planu B. Plan A był taki, że chciałam studiować medycynę, ale wpojony przymus walki o uwagę matki spowodował, że wylądowałam na informatyce. Przełknęłam gorycz. Dalej chciałam zostać na uczelni, ale nie! I tu już wkroczyła głupota w czystej postaci zdecydowałam się porzucić marzenia i wrócić do miejsca, w którym teraz tkwię. A może miało to jakiś cel? Ciekawe, kuźwa, jaki :?::why:

 

 

Informatyka przyszłościowa jest i zapewne tym się kierowałaś Ty bądź Twoja matka. Tylko właśnie...dlaczego inni mają decydować o naszej przyszłości, o tym kim chcemy być, co chcemy robić. Często jest tak, że w rodzinie wszyscy są lekarzami i wręcz wymaga się od dziecka aby to poszło na medycynę. I nikt nie rozumie tego, że być może marze o studiach na ASP. :bezradny:

 

Tylko Wy przynajmniej wiecie co chcielibyście robić, a ja zagubiona sierotka NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA :(

 

-- 12 lut 2014, 08:42 --

 

Wniosek z tego pochopny, a taki, że niedoszli lekarze/niedoszłe lekarki to szczególna grupa ryzyka jeśli chodzi o zaburzenia psychiki. :pirate:

 

chyba coś w tym jest 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Informatyka przyszłościowa jest i zapewne tym się kierowałaś Ty bądź Twoja matka. Tylko właśnie...dlaczego inni mają decydować o naszej przyszłości, o tym kim chcemy być, co chcemy robić. Często jest tak, że w rodzinie wszyscy są lekarzami i wręcz wymaga się od dziecka aby to poszło na medycynę. I nikt nie rozumie tego, że być może marze o studiach na ASP. :bezradny:

To nie tak, że ja się czymś kierowałam czy moja matka. Moja matka była/jest/będzie zakochana w mojej siostrze, która to jako jedyna na uczelni razem ze szwagrem dostała jakieś tam wyróżnienie za pracę dyplomową, kończyła ekonomię, więc uznałam, że muszę wybrać trudniejszy kierunek, a nie taki, który może ukończyć baba-żaba. Medycyna odpadała, za dużo było złych wspomnień w domu związanych z tym kierunkiem, ponieważ moja druga siostra startowała na medycynę 3 razy, w końcu z braku laku skończyła analitykę medyczną. Kiedy ja "decydowałam" o swojej przyszłości informatyka dla dużej większości była kierunkiem owianym wielką tajemnicą, mało kto miał wtedy telefon komórkowy nie mówiąc już o komputerze w domu czy internecie. Ale nigdy nie doczekałam się słowa pochwały czy podziwu z tego tytułu, że wypruwałam sobie flaki na uczelni technicznej i suma sumarum nawet to polubiłam. Nie ma to dla nikogo znaczenia. I tak byłam/jestem/będę dla wszystkich nieudacznikiem. Zasadniczo staram się nie myśleć o tym jak spieprzyłam sobie życie, ale doskonale wiem, że gdybym robiła to co dla mnie jest wazne dziś byłabym w zupełnie innym miejscu. Na mnóstwo rzeczy jest już za późno. Żyję sobie w stanie całkowitego zawieszenia, gdzieś w głowie kołacze mi myśl, że to wszystko jest tylko na chwilę, przysiadłam sobie tylko i zaraz spadam. Ale dokąd? Tego to chyba nawet najstarsi indianie nie wiedzą. Nie mam żadnego celu w życiu, bo w zasadzie nie wiem czego chcę. Wszystko co do tej pory robiłam, robiłam dla kogoś, nie dla siebie, w imię nieosiągalnej akceptacji, która była w sferze marzeń. Szkoda, że życiowe decyzje takie jak zawód podejmuje się będąc jeszcze całkowicie uzależnionym od starych i finansowo i mentalnie, bo pewnie wielu z nas nie miałoby dziś takich problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co mi z tego, że wiem co bym chciała robić, skoro nigdy nie pójdę na medycynę :roll: Mam też w sumie problem innego typu - aż za dużo wizji na siebie i przez to nigdy nie mogę się zdecydować na żadną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam podobnie jak idle, .

A mianowicie w wieku dorastania byłam zakompleksiona,targały mną wszelkiego rodzaju lęki przez co nauka nie szła mi tak dobrze. Brak koncentracji, mój świat fantazji potem pobyty w szpitalach ze względu na operacje. Dopiero 2 lata temu zaczęłam się leczyć. Od niedawna czuje taką zajebiście wielką pustkę, tak jakbym coś straciła przez te lata.

Zawsze chciałam tańczyć, kocham zwierzęta, aktywność fizyczną, którą udało mi się wdrążyć, potrafię być empatyczna i w relacji klient-osoba obsługująca(stawiam tu siebie) wcale nie jestem taka beznadziejna(chociaż zawsze przed czymś nowym mam mega srakę na początku, ale i podekscytowanie), potrafię się angażować w to co robię. Może gdyby nie moje kompleksy i problemy od najmłodszych lat to może dziś byłabym gdzieś indziej?

 

I pojawia się też pewna sprzeczność. Nie wiem co chciałabym robić albo też mam jakieś tam pomysły(nawet kilka), ale je umniejszam, bo mówię sobie, że nie ogarnę tego. Bądź też nie nadaje się :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Od niedawna czuje taką zajebiście wielką pustkę, tak jakbym coś straciła przez te lata.

 

Ja to w ogóle straciłam prawie całe swoje nastoletnie życie na internet, anime i żarcie :? Dzięki temu teraz nie wiem, co się robi z ludźmi, życiem i ze sobą. Generacja Y pełną gębą, nie ma co. Szkoda, że młodsza już nie będę, bo teraz trudno się przyswaja takie umiejętności, które dla innych są naturalne. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

slow motion, Ja jestem od Ciebie 9 lat starszy a tez nadal nie wiem co chciałbym w życiu robić, właściwie nie mam już żadnych wymagań od życia czy pracy aby tylko nie była przesadnie stresująca(a stresuje się byle czym), bo to mnie wykańcza. Nie znam Cie za dobrze ale wg mnie może sprawdziłaś by się z pracy z ludźmi zwłaszcza w pomaganiu im np pielęgniarka, przedszkolanka, recepcjonistka. MalaMi1001, Jeżeli Ty uważasz że spieprzyłaś życie to co ja mam powiedzieć ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość SmutnaTęcza
Od niedawna czuje taką zajebiście wielką pustkę, tak jakbym coś straciła przez te lata.

 

Ja to w ogóle straciłam prawie całe swoje nastoletnie życie na internet, anime i żarcie :? Dzięki temu teraz nie wiem, co się robi z ludźmi, życiem i ze sobą. Generacja Y pełną gębą, nie ma co. Szkoda, że młodsza już nie będę, bo teraz trudno się przyswaja takie umiejętności, które dla innych są naturalne. :bezradny:

Mam identycznie. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×