Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Mitchell

Psycholog, nazwał mnie psychopatą.

Rekomendowane odpowiedzi

Jakiś czas temu analizując swoje dotychczasowe życie, zacząłem postrzegać że tak naprawdę jestem zapatrzonym w siebie, wyzbytym uczuć, sumienia i poczucia moralności "potworem".

Już w dzieciństwie odbiegałem od reszty rówieśników. Już wtedy uważałem siebie, za kogoś lepszego, stąd moje skłonności do imponowania innym, wywyższania się i pogardy. Jestem mitomanem, manipuluję i oszukuje ludzi żeby osiągnąć korzyść, lub dla zwykłej przyjemności, zrobienia kogoś w konia. W gimnazjum chodziłem do psychologa, ze względu na zaburzenia osobowości- rzeczywistość zlewała mi się ze światem wyimaginowanym. Nie były to zaburzenia schizofreniczne, lecz wiara we własne oszustwa, nie potrafiłem odróżnić kłamstwa od rzeczywistości. W pierwszej klasie liceum byłem jednym z lepszych uczniów w szkole, natomiast już w kolejnej klasie miałem zagrożenie niemalże z każdego przedmiotu. Kiedy byłem na I roku studiów, zmarł mój ociec. Nie czułem smutku, żalu, rozpaczy- jego śmierć była dla mnie całkowicie obojętna. Dodam, że w dzieciństwie rodzice, dziadkowie mnie rozpieszczali, moim rodzicom dobrze się powodziło, niczego mi w życiu nie brakowało, nie mogę powiedzieć niczego złego nt. mojej rodziny. A jednak- stojąc nad trumną mojego ojca- nie czułem nic, udawałem łzy, a tak na prawdę byłem wypruty całkowicie z emocji. Tak na prawdę nudziło mi się na pogrzebie i "grałem" rozpacz.

Wszystkie swoje dziewczyny oszukiwałem, kłamałem i zdradzałem. Zawsze przyznawałem się do swoich zdrad, chodziło o sprawianie komuś przykrości.Od zawsze czułem wstręt do agresji fizycznej i jestem osobą raczej spokojną i opanowaną, ale uwielbiałem pomęczyć kogoś psychicznie.

Na studiach wyjechałem na rok do Paryża- na wymianę studencką. Tam mogłem "rozwinąć swoje skrzydła"- nocami lubiłem włóczyć się po brudnych dzielnicach miasta i korzystać z usług prostytutek. Nie chodziło o sex, ale o obcowanie z ludźmi z marginesu społecznego. Poza tym w Paryżu spotykałem się z dwiema dziewczynami i jedną Francuską starszą ode mnie o 10lat. Była mężatką z dzieckiem- pod koniec naszego romansu szantażowałem ją i groziłem, że wyjawię wszystko jej mężowi- nie zrobiłem tego, chodziło mi władzę psychiczną i wywołanie strachu oraz lęku.

Jakiś czas temu byłem u psychologa, który stwierdził że jestem socjopatą..Zrezygnowałem z jego usług, bo nudziłem się na wizytach i miałem wrażenie, że on mnie nie rozumie.

Miesiąc temu poznałem kolejną bardzo ładną dziewczynę, chciałbym poczuć do niej coś więcej ale tak naprawdę chodzi o sex. Zawsze chodziło tylko o to, miłość myliłem z pożądaniem, nie potrafię kogoś pokochać.

Uświadomiłem sobie, że jestem wyrachowany i patologiczny emocjonalnie. Nie wiem czy takie zdeprawowane jednostki mogą mieć prawo bytu w społeczeństwie czy lepiej by było gdyby umarły? Chciałbym być i czuć jak człowiek, ale chęć sprawainia innym przykrośći psychicznej jest bardzo duża, doszedłem już do tego stopnia, że kłamię non stop, nawet w najbardziej błahych sprawach. Wszystkie swoje niepowodzenia życiowe, zrzucam na innych, nie potrafię ponieść odpowiedzialności za własne czyny. Już dawno przekroczyłem pewną granicę moralności, nie wiem czy rzeczywiście- tak jak nazwał mnie psycholog- jestem psychopatą? A może moje zachowania mieszczą się w granicach normalności?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Interesujący, ale i niebezpieczny osobnik z Ciebie. Nie nam wytyczać, co jest normalne, a co nie jest, ale z pewnością mogę stwierdzić, że Twoje zachowanie jest zdumiewające.

Czy od zawsze taki byłeś? Od kiedy sięgasz pamięcią? Czy może coś Cię zmieniło, sprawiło, że blokujesz swoje uczucia, że masz o coś żal do świata?

Czy z łatwością wstajesz rano z łóżka, czy miewasz myśli samobójcze?

Czy ranisz innych, żeby czuć cokolwiek, czy robisz to tylko i wyłącznie dla przyjemności? Co czujesz, kiedy masz nad kimś władzę? Satysfakcję? Spełnienie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Interesujący, ale i niebezpieczny osobnik z Ciebie. Nie nam wytyczać, co jest normalne, a co nie jest, ale z pewnością mogę stwierdzić, że Twoje zachowanie jest zdumiewające.

Czy od zawsze taki byłeś? Od kiedy sięgasz pamięcią? Czy może coś Cię zmieniło, sprawiło, że blokujesz swoje uczucia, że masz o coś żal do świata?

Czy z łatwością wstajesz rano z łóżka, czy miewasz myśli samobójcze?

Czy ranisz innych, żeby czuć cokolwiek, czy robisz to tylko i wyłącznie dla przyjemności? Co czujesz, kiedy masz nad kimś władzę? Satysfakcję? Spełnienie?

 

Odkąd pamiętam, byłem wypruty uczuciowo, a kłamałem już od wczesnego dzieciństwa i zawsze przychodziło mi to z łatwością.

Nigdy nie miewałem myśli samobójczych, ale zdarzało mi się "straszyć" innych swoim samobójstwem, kiedy traciłem "grunt pod nogami". a manipulowanie i kłamanie nie dało zamierzonego skutku.

Ranię ludzi dla własnej przyjemności, satysfakcji i poczucia dominacji. W podstawówce szczułem całą klasę na jednego chłopaka, ale robiłem to po cichu i w wyrafinowany sposób, wiem że robiłem źle ale nie czuje wyrzutów sumienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sądząc z postu tak - jesteś modelowym wręcz psychopatą. Czego jeszcze oczekujesz po tym temacie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale na forum nic nie zmienisz. Btw - prędzej niż w zakładzie psychiatrycznym skończysz w więzieniu - nie tylko przemoc fizyczna jest karalna, szantaże, wymuszenia, groźby też. Psychopatia wprawdzie chyba wyleczalna nie jest, ale można łagodzić jej skutki, uczyć się funkcjonować w społeczeństwie.

 

-- 02 lut 2013, 17:33 --

 

PS.

A najbardziej prawdopodobne jest, że skończysz w szpitalu. Ty się może brzydzisz przemocą fizyczną, ale ja przykładowo nie tak bardzo. Jakby moja przyjaciółka trafiła na takiego faceta jak Ty, to bym momentalnie skrzyknęła znajomych i byśmy dynamicznie porozmawiali o krzywdzeniu i szantażowaniu naszej przyjaciółki. :) Zastanawiam się, czy do tej pory liczyłeś się z taką ewentualnością.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No ale na forum nic nie zmienisz. Btw - prędzej niż w zakładzie psychiatrycznym skończysz w więzieniu - nie tylko przemoc fizyczna jest karalna, szantaże, wymuszenia, groźby też. Psychopatia wprawdzie chyba wyleczalna nie jest, ale można łagodzić jej skutki, uczyć się funkcjonować w społeczeństwie.

 

-- 02 lut 2013, 17:33 --

 

PS.

A najbardziej prawdopodobne jest, że skończysz w szpitalu. Ty się może brzydzisz przemocą fizyczną, ale ja przykładowo nie tak bardzo. Jakby moja przyjaciółka trafiła na takiego faceta jak Ty, to bym momentalnie skrzyknęła znajomych i byśmy dynamicznie porozmawiali o krzywdzeniu i szantażowaniu naszej przyjaciółki. :) Zastanawiam się, czy do tej pory liczyłeś się z taką ewentualnością.

 

Nie, nie odczuwam strachu przed czyjąś zemstą, jeśli o to Ci chodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Śmieszne - jak pisałam tamten post to nie myślałam o zemście, raczej o obronie. Dla nie-psychopatów dość normalne jest, że bliskich się chroni, siłą jeśli trzeba, prawda? Nie interesowało mnie też, czy się boisz, bo logiczne, że jakbyś się bał, to byś tego nie robił, tak? Raczej zaskoczyło mnie, że napisałeś "nie chcę iść do psychiatryka", kiedy o wiele bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest to, że ktoś z bliskich osób, które zraniłeś czy wykorzystałeś, po prostu zrobi Ci krzywdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy ranisz innych, żeby czuć cokolwiek, czy robisz to tylko i wyłącznie dla przyjemności? Co czujesz, kiedy masz nad kimś władzę? Satysfakcję? Spełnienie?

 

Raz w życiu, zdarzyło mi się pomóc drugiemu człowiekowi. Zrobiłem to bezinteresownie, nie było to spowodowane żadnymi wyższymi emocjami, zrobiłem to odruchowo i bezwarunkowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie pomagam bliskim bezinteresownie, mam w tym swój biznes - po prostu nie chcę ich stracić. Ich komfort to też mój komfort (bo się o nich nie martwię), więc jak ktoś ma na pieńku z nimi, ma i ze mną. Ja też mam przyjaciół, dla których z kolei moje bezpieczeństwo i komfort jest ważny. Tak to działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja nie pomagam bliskim bezinteresownie, mam w tym swój biznes - po prostu nie chcę ich stracić. Ich komfort to też mój komfort (bo się o nich nie martwię), więc jak ktoś ma na pieńku z nimi, ma i ze mną. Ja też mam przyjaciół, dla których z kolei moje bezpieczeństwo i komfort jest ważny. Tak to działa.

 

Chodziło mi o pomoc obcemu człowiekowi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To czasem też robię - wtedy się lepiej czuję ze sobą. Ty pewnie nie, skoro to jednostkowy przypadek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
To czasem też robię - wtedy się lepiej czuję ze sobą. Ty pewnie nie, skoro to jednostkowy przypadek.

 

Tylko, że ja nie zrobiłem tego w celu poprawienia sobie samopoczucia- tak jak Ty to czasem robisz, tylko zrobiłem to bezinteresownie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdybyś był psychopatą za jakiego się uważasz, to byś się nie ''żalił'' na forum. Nie czuł byś raczej strachu przed więzieniem itd :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mitchell, nie istnieje coś takiego jak idealny altruizm.

Ktoś sie przewraca, ja go podnoszę, otrzepuję, pytam, czy nic się nie stało, czy nie wezwać karetki - logiczne że w tym momencie nie myślę "hm... jak mu pomogę to sobie poprawię humor, no dobrze", bo takie decyzje mózg podejmuje dość mocno nieświadomie. Niemniej fakt faktem, że gdyby pomaganie komuś z jakiegoś powodu sprawiało dyskomfort psychiczny zamiast dyskretnej poprawy samopoczucia "o, zachowałam się odpowiedzialnie i porządnie, mogę być z siebie zadowolona!", pewnie nikt by nikomu w takich sytuacjach nie pomagał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mitchell, nie istnieje coś takiego jak idealny altruizm.

Ktoś sie przewraca, ja go podnoszę, otrzepuję, pytam, czy nic się nie stało, czy nie wezwać karetki - logiczne że w tym momencie nie myślę "hm... jak mu pomogę to sobie poprawię humor, no dobrze", bo takie decyzje mózg podejmuje dość mocno nieświadomie. Niemniej fakt faktem, że gdyby pomaganie komuś z jakiegoś powodu sprawiało dyskomfort psychiczny zamiast dyskretnej poprawy samopoczucia "o, zachowałam się odpowiedzialnie i porządnie, mogę być z siebie zadowolona!", pewnie nikt by nikomu w takich sytuacjach nie pomagał.

 

Być może jest tak jak piszesz. Raz w życiu pomogłem, całkowicie obcej mi osobie. Ale po fakcie nie czułem nic- ani poprawy humoru, ani dyskomfortu psychicznego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mitchell, masz w ogóle jakichś przyjaciół lub choćby znajomych czy jesteś samotny jak palec?

Zauważyłem, że ludzie początkowo do mnie lgną, a dopiero później zaczynają mnie unikać. Prawdziwego przyjaciela mam jednego, jeszcze z czasów szkoły średniej, nie raz doprowadziłem go do skraju załamania psychicznego, on nie wie o mnie wszystkiego. Jestem typem- samotnika, lubię wyjechać gdzieś sam na kilka dni, powałęsać się po ulicach, usiąść w kawiarni i przyglądać się ludziom...Mam opinię marzyciela i romantyka, chociaż ja bym siebie tak nie opisał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mitchell

 

Napewno twoje zachowanie nie mieści się w granicach normy. Lubisz sprawiać ludziom ból lecz nie fizyczny a psychiczny.

Ból psychiczny jest czasami bardziej bolesny od fizycznego i to ten ból bardziej cię kręci.

Lubisz kiedy ludzie cierpią to raczej nie jest normalne.Dziwne iż piszesz że to masz od kiedy pamiętasz a rodzice nic z tym nie robili? napewno widzieli twoje zachowanie. Psycholog nazwała cię psychopatą hm..pewnie rzadko się spotyka z pacjętami którzy mają aż taką znieczulice. Jak tak dalej pójdzie gdzieś wylądujesz. Spróbuj współpracować z psychologiem ,lekarzem jeśli naprawde zamierzasz coś w tym kierunku robić. Jak zauważyłeś już ludzie lgną do ciebie ale tylko na chwile dopółki cię lepiej nie poznają.

Wiesz ja mam znajomego który był cwaniaczkiem wszystkich obrażał, wyzywał i uważał że jest pępkiem świata wkońcu go tak pobili że miał robioną trepanacje czaszki i został kaleką. Jeżdzi samotnie na wózku inwalidzkim i nikt mu nawet nie współczuje tak dał ludziom w kość. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mitchell

 

Napewno twoje zachowanie nie mieści się w granicach normy. Lubisz sprawiać ludziom ból lecz nie fizyczny a psychiczny.

Ból psychiczny jest czasami bardziej bolesny od fizycznego i to ten ból bardziej cię kręci.

Lubisz kiedy ludzie cierpią to raczej nie jest normalne.Dziwne iż piszesz że to masz od kiedy pamiętasz a rodzice nic z tym nie robili? napewno widzieli twoje zachowanie. Psycholog nazwała cię psychopatą hm..pewnie rzadko się spotyka z pacjętami którzy mają aż taką znieczulice. Jak tak dalej pójdzie gdzieś wylądujesz. Spróbuj współpracować z psychologiem ,lekarzem jeśli naprawde zamierzasz coś w tym kierunku robić. Jak zauważyłeś już ludzie lgną do ciebie ale tylko na chwile dopółki cię lepiej nie poznają.

Wiesz ja mam znajomego który był cwaniaczkiem wszystkich obrażał, wyzywał i uważał że jest pępkiem świata wkońcu go tak pobili że miał robioną trepanacje czaszki i został kaleką. Jeżdzi samotnie na wózku inwalidzkim i nikt mu nawet nie współczuje tak dał ludziom w kość. Pozdrawiam

 

Nie jestem "typem" Twojego kolegi. Nie wyzywam i nie obrażam innych. Jednak, wszystkie moje relacje z innymi ludźmi w tym -związki, kończyły się bardzo źle. Kończyły się tym, że musiałem kogoś zranić, dopiec czy sprawić przykrość. I to nie tyczy się tylko relacji z kobietami, ale w ogóle ze wszystkimi ludźmi. Powierzchniowo sprawiam wrażenie człowieka- przyjacielskiego, wesołego, uwielbiam uwodzić rozmową. A tak na prawdę w środku jestem zepsuty i zgniły. Nie czuje wyrzutów sumienia, czy wstydu. Psycholog powiedział, że socjopatą się rodzi, a nie staje.

Myślałem o skorzystaniu z pomocy psychiatry. Podobno to że zdaje sobie sprawę ze swojej "mrocznej" strony, to już pierwszy krok w stronę poprawy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a z czego wynika lek/obawa przed szpitalem? zeby sie w nim znależc to trzeba zostać uznanym niepoczytalnym i niebezpiecznym. Ty piszesz, że brzydzisz sie przemocą fizyczną i czerpiesz satysfakcje z sprawiania bólu w sensie psychicznym... ja sie nie znam, ale nie bardzo widzę tutaj jakąś szanse na zadekowanie w szpitalu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za przemoc psychiczną, psychiczne nękanie i znęcanie się można wylądować we więzieniu, mieć zakaz zbliżania się lub płacić grzywny/odszkodowania... Niebezpieczna gra znęcać się psychicznie nad ludźmi, tym bardziej skoro samemu z pewnością nie chciałoby się otrzymać tego samego. Czemu zwyczajnie nie będziesz posługiwać się zasadą "nie rób innym co tobie nie miłe"? :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Za przemoc psychiczną, psychiczne nękanie i znęcanie się można wylądować we więzieniu, mieć zakaz zbliżania się lub płacić grzywny/odszkodowania... Niebezpieczna gra znęcać się psychicznie nad ludźmi, tym bardziej skoro samemu z pewnością nie chciałoby się otrzymać tego samego. Czemu zwyczajnie nie będziesz posługiwać się zasadą "nie rób innym co tobie nie miłe"? :?

 

Nie wiem czy można to nazwać przemocą psychiczną. Zazwyczaj, kiedy w związku zaczęło mi się nudzić, odchodziłem bez słowa albo przyznałem się do zdrady, nie czulem wtedy wstydu i skruchy. I to się dotyczy nie tylko relacji z kobietami, ale w ogóle z ludźmi z otoczenia.

Zastanawiam się czy psycholog, nie poszedł trochę za daleko nazywając mnie -socjopatą. Czy jako psychopata nie zdawałbym sobie sprawy z problemu? A może jestem skrajnym narcyzem z zaburzeniami osobowości?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mitchell, To co masz ma swoje nazwy w języku psychopatologicznym. Powiedzenie psychopata ma dość pejoratywny wydźwięk (i nie bez przyczyny). Nie wydaje mi się że gdybyś zgłosił się na leczenie to zamknęli by cię w zakładzie. Już bardziej prawdopodobny by było gdybyś się nie leczył i popełnił jakieś przestępstwo.

Chcę zwrócić uwagę, że mimo że nie czujesz poczucia winy (psycholodzy chyba mówią na to niedorozwój superego), to jednak zdajesz sobie sprawę z tego że niektóre twoje czyny są złe i ranią innych, ale także potrafisz komuś pomóc pomimo że nic nie czujesz i nagroda jest właściwie żadna. Być może trudno ci wczuć się w ich, bo sam specjalnie nie odczuwasz takich emocji jak zranienie, ale jednak możesz jakoś starać się to kontrolować i dobrze by było gdybyś nauczył się tego na terapii, nawet jak będzie nudna. Mimo wszystko wydaje się że potrafisz odróżnić dobro od zła, nawet potrafisz się do wszystkiego przyznać bez jakiś oporów.

Moim zdaniem masz silny układ nerwowy i potrzebuje on dużych bodźców żeby coś poczuć i stąd pociąg do szukania wrażeń. Jest to korzystne kiedy na przykład byś wykonywał zadania wymagające dużego opanowania typu operacja, obrona przed atakiem, gaszenie pożaru itp. ale niestety utrudnia ci to zwykłe, rutynowe życie i kontakty z innymi, bo nawet nie wiedząc albo nie panując nad tym, depczesz ich delikatne (przynajmniej w porównaniu do twoich) uczucia. Większość z forumowiczów tutaj ma ich za dużo i (gdyby mogli to) mogli by się z tobą podzielić.

Nie jest tak że nie odpowiadasz za swoje czyny, jednak twój post świadczy o tym że nie jesteś "potworem" tylko człowiek z pewnymi negatywnymi zaburzeniami (z tego co wiem w większości wrodzonymi) nad którymi możesz i powinieneś pracować. Niestety terapia może być długotrwała i trudna, ale rezultaty mogą pomóc ci w miarę normalnie żyć z innymi i nauczyć zwracać uwagę na drugiego człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zazwyczaj, kiedy w związku zaczęło mi się nudzić, odchodziłem bez słowa albo przyznałem się do zdrady, nie czulem wtedy wstydu i skruchy.

Przyznawanie się do zdrady jest ok - tak się powinno robić. Lepiej znać brutalną prawdę niż żyć w kłamstwie. Natomiast odchodzenie bez słowa nie jest w porządku - powinieneś dawać znać osobie, żeby nie czekała. :? Co do czucia skruchy czy nie... Nikt Ci nie karze jej czuć, po prostu "nie rób drugiemu co tobie nie miłe".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×