Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień Dobry,

 

Tytuł nie jest przypadkowy. W takiej sytuacji się znajduje(my). Jestem ze swoją partnerką ponad 4 lata i rzeczą normalną mogłoby się wydawać jest Ślub. Gdy się temat pojawił rok temu świat zaczął wymykać mi się z rąk. Ustalenia -> Nerwowe sytuacje -> Przełożenie ślub -> Chwila oddechu -> Druga Szansa -> Ustalenia (Data, Kosciol, Sala, Zespol itp.) -> Oczekiwanie, które jest dla mnie udręką.

 

Czy to normalne, że mając u boku: ładną, inteligentną, skromną,troskliwą, opiekuńczą,oszczędną, z poczuciem humoru, bezkonfliktową, szukającą w każdym człowieku dobra kobietę czegoś mi brakuje, coś mnie powstrzymuje, sprawiają, że na słowo ślub, który jest ustalony za kilka miesięcy drżą mi ręce?

 

Analizuję nasz cały związek, zacząłem się czepiać wszystkiego, zaczynam się zamykać w sobie...

 

 

Chodzę do psychologa...

a jednak czas ucieka...

 

 

 

To jest w skrócie opis sytuacji (problemu) w jakim się znajduję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Formy pośredniej już nie ma. Tak ustalilismy nie chce drugi raz przekladać bo to nie ma sensu. Tak bylo za pierwszym razem i z dwojga zlego wybralem slub. Nie wyszlo. Myslalem ze drugi raz bedzie latwiej. Niestety... Zobowiązałem się do czegoś (zmuszając się można powiedzieć) - nie byla to decyzja plynąca prosto z serca (moze tu jest problem), bardziej by zatrzymać narzeczoną, aby nie cierpiała, bardziej by spelnic oczekiwania nablizszych. Jednak byl tydzien, po tym jak udalo sie zalatwic, ze bylem szczesliwy. Jednak z kazdym dniem rozmyslania - co będzie? co się stanie? ja na srodku kosciola? tyle ludzi i scenki milosci? slub przedstawienie- co mi to da? czy to pierwsza kobieta i ostatnia?

 

było gorzej...duzo dni w totalnym dolku, sporo sil aby z niego wyjsc.

 

Jest teraz dobrze gdy nie mysle o ślubie, gdy nie mysle o nas, gdy jestem sam...

jednak... czy cos mozna planowac w takiej sytuacji. Jak mozna patrzec w oczy? Jak mozna patrzec w lustro?

czuje jej ogromną milość, czuje jej wsparcie. Mieszkamy ze soba 2 lata. Jest to osoba bardzo konkretna, bardziej doswiadczona przez zycie niż ja. Uważam, że to Ona jest motorem napędowym tego związku od samego początku (to mnie tak blokuje?). Oddala by za mnie zycie. Pokochała mnie takiego jakim jestem (albo bylem).

a Ja.... taki niepewny... a czas ucieka...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nie byla to decyzja plynąca prosto z serca (moze tu jest problem), bardziej by zatrzymać narzeczoną, aby nie cierpiała, bardziej by spelnic oczekiwania nablizszych.
Nie sądzisz, że narzeczona zasługuje na prawdę ? uważasz, ze jeśli nie weźmiecie ślubu, to nie będzie Ciebie kochać ? Nie rozumiem tego "przymusu" ożenku z jej strony i najbliższych .... dlatego tego typu pytania mogłabym dalej mnożyć ;)

IMHO bierzesz udział w nie swojej bajce, spełniasz cudze oczekiwania, dlatego źle się czujesz. Nie chcesz zawieść narzeczonej i najbliższych - ale robisz to swoim kosztem, bo nie jesteś do końca przekonany do tej decyzji. Albo tak zostanie, albo będziesz asertywny i pogadasz szczerze z dziewczyną. Na Twoim miejscu wybrałabym szczerość, nawet jeśli kogoś mogłoby to urazić. Uważam, że ślub to rzecz której trzeba w 100% chcieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy to normalne, że mając u boku: ładną, inteligentną, skromną,troskliwą, opiekuńczą,oszczędną, z poczuciem humoru, bezkonfliktową, szukającą w każdym człowieku dobra kobietę czegoś mi brakuje, coś mnie powstrzymuje, sprawiają, że na słowo ślub, który jest ustalony za kilka miesięcy drżą mi ręce?

A czego się boisz wiesz? Tego papierka czy jeszcze czegoś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcus26, chyba zabrakło najważniejszego, nie napisałeś że ją kochasz. W zasadzie wychodzi na to że nie, a jeśli nie to choćby była najwspanialsza to zawsze czegoś Ci będzie brakować i być może dlatego nie jesteś w stanie wziąć tego ślubu. Po prostu kłóci Ci się teraz serce z rozumem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Formy pośredniej już nie ma. Tak ustalilismy nie chce drugi raz przekladać bo to nie ma sensu. Tak bylo za pierwszym razem i z dwojga zlego wybralem slub. Nie wyszlo. Myslalem ze drugi raz bedzie latwiej. Niestety... Zobowiązałem się do czegoś (zmuszając się można powiedzieć) - nie byla to decyzja plynąca prosto z serca (moze tu jest problem), bardziej by zatrzymać narzeczoną, aby nie cierpiała, bardziej by spelnic oczekiwania nablizszych. Jednak byl tydzien, po tym jak udalo sie zalatwic, ze bylem szczesliwy. Jednak z kazdym dniem rozmyslania - co będzie? co się stanie? ja na srodku kosciola? tyle ludzi i scenki milosci? slub przedstawienie- co mi to da? czy to pierwsza kobieta i ostatnia?

 

marcus26 uważaj proszę na deklarowanie siebie czy swoich zamiarów (które jak czytam nie są za bardzo Twoje, ale dyktowane tym, czego oczekuje od Ciebie otoczenie i co Ty byś chciał otoczeniu przekazać). Łatwo jest na początku zignorować sygnały, które płyną w postaci niepewności, a później obudzić się w środku złego snu, który stanie się rzeczywistością. Kluczem powinna być szczera rozmowa o tym, co się dzieje i - w końcu Waszym - wspólnym życiu... A skoro Twoja partnerka jest taka, jak ją opisujesz, to powinna zrozumieć co się w Tobie dzieje...

 

Czy w odwrotnej sytuacji, tzn. takiej, w której to Twoja partnerka zmagałaby się z takimi myślami, chciałbyś, aby podejmowała te ważne życiowe decyzje z powodów takich, jak Twoje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepiej to weź narzeczoną za rękę, usiądźcie razem i wyjaśnij jej wszystkie swoje lęki i obawy. Jeśli jest taka

 

ładną, inteligentną, skromną,troskliwą, opiekuńczą,oszczędną, z poczuciem humoru, bezkonfliktową, szukającą w każdym człowieku dobra

 

..to powinna Cię zrozumieć i pomóc w przełamaniu lęku.

 

Jeśli jej nie kochasz, a jesteś z nią tylko dlatego że nie wierzysz w to iż znajdziesz kogoś lepszego to odpuść sobie...w przeciwnym razie będziesz budził się co dzień rano obok kobiety której nie będziesz mógł dać w pełni szczęścia, w chwilach złości pewnie towarzyszyć Ci będzie stwierdzenie " i na choy mnie to było ". Nic na prędko..nic na siłę..to nie zakupy w Tesco tylko decyzja na całe życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcus26, niewątpliwe zalety Twojej narzeczonej tak na prawdę o niczym nie wyrokują. Może być najidealniejsza na świecie, ale jeśli nie będzie między wami odpowiedniej ilości uczucia nic z tego nie będzie.

Więc pytanie: czy boisz się, bo to poważna decyzja (a Ty jesteś naciskany) czy boisz się, bo nie wiesz, co czujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Popieram zdanie tutaj osoby, która napisała, że zabrakło najważniejszego, nie napisałeś, że ją kochasz.....Chyba z nią jesteś, żeby po prostu z kimś być i jest Ci z nią wygodnie, ale uczucia dla niej nie masz. W takiej sytuacji to się lepiej rozstać niż robić dziewczynie nadzieję na szczęśliwy związek z Tobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zgadzam się ze wszystkimi - spełniasz cudze oczekiwania i nawet nie wspomniałeś że ją kochasz mimo że jest taka wspaniała...

 

szczerze mówiąc to jej współczuję bo Wasz związek opiera się na nieszczerości. okłamujesz ją, siebie i innych.

 

najlepiej byłoby gdybyś wykazał się odwagą cywilną i szczerze z nią o tym porozmawiał.

 

zachowujesz się teraz jak aktor odgrywający cudze życie, a nie swoje.

 

mam nadzieję że zdobędziesz się na rozmowę - Twojej dziewczynie się to po prostu należy. myślę że będzie to bardzo trudne i bardzo ją to zaboli ale w takich sprawach lepsza straszna prawda niż kłamstwo.

 

przynajmniej to otworzy Ci sytuację i na pewno pojawią się inne pomysły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcus26, rady Ci nie dam, ale mogę powiedzieć jak to było u mnie. Ja panicznie bałam się wyjść za mąż, ale u mnie to było spowodowane tym że moi rodzice rozwiedli się jak miałam rok i naprawdę miałam ciężkie dzieciństwo. Bałam się strasznie, że też zostanę sama jak moja matka.

W końcu w wieku 29lat wzięłam ślub bo już nie mogłam znieść ględzenia matki. Na początku ryczałam po nocach. Niejednokrotnie wyżalałam się tutaj na forum jaki to mój mąż straszny. Musieliśmy się "dotrzeć" po prostu. Teraz po 5 miesiącach wspólnego życia mogę powiedzieć, że dobrze zrobiłam a nawet jest między nami lepiej niż przed ślubem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może Was zaskoczę, ale jeśli chodzi o szczere rozmowy to prowadzimy je juz od bardzo dawna. O wszystkich swoich obawach jej mowie lub jej powiedziałem. Wiecie jakie to są ciosy dla kobiety? Łzy, nadzieja, obawa... Słowa ranią niesamowicie. Bardziej niz rany cielesne - gdyz trafiaja w serce. A świadomość, że wypowiadam je bedac szczery przygnebiaja mnie.

Ktoś pewnie powie, że po co to robić. Nie wiecie jak trudno jest odejść, zostawić osobę z którą się dzieliło życie. Myslicie ze mozna od siebie odpocząć... Moja partnerka nie widzi takiej opcji. Jesli sie rozstaniemy to nie zobaczymy sie do konca zycia. A co jesli tego bedziemy zalowac. Zyc oddzielnie, a wyrzuty sumienia i swiadomosc ze bylo tak blisko ciazyly przez cale zycie.

 

Możliwe ze mam za bardzo wyidealizowane podejscie do zwiazku. Trudno powiedzieć czego się tak boje. Myślę, że punktem początkowym była ta cała ceremonia (strach przed wystąpieniami, bycie na swieczniku) oraz okoliczności ustalenia początkowej daty. Ja chcialem daty jak najpozniejszej, moja narzeczona wraz ze swoimi rodzicami jak najszybciej.

Jak jest miedzy nami... hmm nie zaczelo się to od wielkiej milosci rodem z Hollywood. Znalismy się od dawna. Wspolna praca. To ona wyznala mi uczucie, ja nie chcialem jej zlamac serca i zaczelismy sie spotykac. Jednak od razu znalezlismy wspolny jezyk. Bardzo duzo moglismy rozmawiac na rozne tematy, ogromne zaufanie, wszystko robilismy wspolnie. Kosztem wlasnego zycia i tej swojej strefy prywatnosci. Wszystko ustalalismy pod siebie. Malo spontanicznych chwil. Wyjazdy wakacyjne podczas ktorych bylo wspaniale. Zawsze podczas nich wszystkie moje watpliwosci byly rozwiewane. Nadawanie na tych samych falach - to byla i jest nasza domena. Pewna dziewczyna ktora poznala Nas na wakacjach stwierdzila, ze tak idealnej pary jeszcze nie widziala. Duzo kolegów mowilo, nad czym ty sie zastanawiasz, masz aniola, idealna kobiete, na Twoim miejscu juz dawno bym to zrobil.

Z tym, że jest to Mój pierwszy powazny zwiazek... Gdzies przeczytalem: Motyle z brzucha czasem odlatują, a prawdziwy przyjaciel pozostanie na zawsze. Tylko czemu tak bardzo zaczałem chcieć tych motyli...

 

-- 06 sty 2013, 13:45 --

 

Po prostu kłóci Ci się teraz serce z rozumem.

 

To akurat usłyszałem od swojej narzeczonej. Z tym, że Ona jest przekonana, że to serce nie pozwala odejsc...

 

Czy uważasz, że żyjąć z Kimś, spędzać niemal każdą wolną chwilę, ufać, pomagać, dochodzić do porozumienia, mając wspolne pasje, podobną wrażliwość i skromność można go nieKochać? Nawet czując, że ta osoba jest bratnią duszą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

marcus26, jak widac mozna. Ty po prostu sie tlumaczysz tym, ze nie chcesz jej zostawic bo sie boisz zostac sam. Taki z Ciebie tchorz, mocno slowo ale prawdziwe. Jakbys ją kochał to nie zniosłbys mysli, ze Twoja kobieta moze byc z innym. A Ty wciaz szukasz usprawiedliwien. Dziewczyna Ciebie kocha i jak sam napisales, mysli, ze sie tylko boisz slubu i ze masz dla niej uczucie, moze i nawet mowisz jej ze ją kochasz ale to jest dla Ciebie puste slowo. Tak jak dzien dobry dla kogos innego. Wg mnie jezeli jej nie kochasz - a raczej na to wyglada, bo jestes w zwiazku bo nie miales innej opcji, to nawet jak wezmiesz slub to predzej czy pozniej Wasz zwiazek sie rozwali, bo co zrobsiz jak spostkasz kobiete na ktorej bedzie Ci zalezec i poczujesz motyle? Teraz myslisz, tylko o sobie boisz sie zostac sam i boisz sie wziac slub, a pozniej bedzie jeszcze gorzej. Chyba ze bedzie Ci odpowiadac taka sytuacja, albo kochanki na boku albo tego ze zranisz akurat te dziewczyne. W sumie to pewnie wtedy akurat tę dziewczyne bedziesz mial ......w.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Może Was zaskoczę, ale jeśli chodzi o szczere rozmowy to prowadzimy je juz od bardzo dawna. O wszystkich swoich obawach jej mowie lub jej powiedziałem. Wiecie jakie to są ciosy dla kobiety? Łzy, nadzieja, obawa...
Fakt mnie zaskoczyłeś. Przyjęłam, ze ona nic nie wie o Twoich obawach, bo gdyby wiedziała, po prostu odpuściła by ślub. Nie jestem idealna kobieta, ale gdyby mój facet miał takie lęki jak Ty, to na pewno nie zmuszałabym go do niczego. Najwyraźniej dla niej ślub jest ważniejszy niż Twoje odczucia. Wazniejszy niż własna godność, bo nigdy nie chciałabym sie żenic z facetem, który sie wacha... dla mnie to byłoby poniżające.
Ktoś pewnie powie, że po co to robić. Nie wiecie jak trudno jest odejść, zostawić osobę z którą się dzieliło życie. Myslicie ze mozna od siebie odpocząć... Moja partnerka nie widzi takiej opcji. Jesli sie rozstaniemy to nie zobaczymy sie do konca zycia. A co jesli tego bedziemy zalowac. Zyc oddzielnie, a wyrzuty sumienia i swiadomosc ze bylo tak blisko ciazyly przez cale zycie.
Chcesz się rozstać czy tylko nie zawierać małżeństwa ? Jeśli przed ślubem myślisz o rozstaniu, to nie żeń się.
Z tym, że jest to Mój pierwszy powazny zwiazek... Gdzies przeczytalem: Motyle z brzucha czasem odlatują, a prawdziwy przyjaciel pozostanie na zawsze. Tylko czemu tak bardzo zaczałem chcieć tych motyli...
Wcale sie nie dziwię. To chyba normalne, że kazdy pragnie chociaz raz przezyć wielką miłość, a nie wielką przyjaźń.
Czy uważasz, że żyjąć z Kimś, spędzać niemal każdą wolną chwilę, ufać, pomagać, dochodzić do porozumienia, mając wspolne pasje, podobną wrażliwość i skromność można go nieKochać? Nawet czując, że ta osoba jest bratnią duszą...
Najpierw najlepszy przyjaciel, teraz bratnia dusza.... w Twoich opisach nie ma ani słowa o fascynacji, namiętności, uwielbieniu, zachwycie .... pewnie gdyby były, nie miałbyś wątpliwości, że to "ta jedyna".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcus26, a może Ty się boisz że ślub oznacza koniec - amen klamka zapadła i Twoja kobieta zamieni się z anioła w potwora. Nie będzie tak jak teraz tylko tak jak to się mówi "po slubie to Ty dopiero zobaczysz co to za miód" "koniec wolności, więzienie" itp

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy uważasz, że żyjąć z Kimś, spędzać niemal każdą wolną chwilę, ufać, pomagać, dochodzić do porozumienia, mając wspolne pasje, podobną wrażliwość i skromność można go nieKochać? Nawet czując, że ta osoba jest bratnią duszą...

To co opisałeś to typowy przykład przyjaciela :) a nie osoby, której poza tymi wszystkimi rzeczami także pożądasz, pragniesz, która sprawia, ze na jej widok masz "motyle" w brzuchu .......

 

Każdy ma przed ślubem troszkę strachu - w końcu to ważna rzecz, jak napisała tahela to jednak spore zobowiązanie i wiążące się z nim konsekwencje.

 

Dla mnie ślub to raczej mało istotna sprawa, absolutnie nie czuję potrzeby brania go a pewnie mój 11 letni związek kiedyś tak się skończy, bardziej ze względów technicznych ( jako ateistka - nie mam tutaj żadnych religijnych rozkmin) to samo nazwisko, później dzieci itd.

 

Myślę, że po nim i tak nic się nie zmieni więc i strachu nie mam :)

Na szczęście w moim związku to nie jest kwestia sporna.

 

Może czas na kompromis? Ty chcesz żeby była szczęśliwa więc bierzesz ślub - ok, a może ona powinna też iść na ustępstwo i zaiast ceremonii z pompą zrobić małą skromną, tylko w gronie najbliższych ludzi? To samo z weselem? Bez kasety, ustalić z zespołem że nie będą się nad wami "znęcać" przyśpiewkami gorzka wódka itd? Bez oczepin?

 

Właściwie czego się boisz? Chwili ceremonii? Czy życia w małżeństwie? Jak zmieni się wasze życie? Zamieszkacie razem? Ile macie lat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, ale może dla niektórych to taki punkt zwrotny ...... moment w którym wszystko zaczyna się traktować bardziej poważnie, wkraczanie w dorosłe życie itd?

 

Dla mnie takim momentem była wyprowadzka z domu i wspólne zamieszkanie.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mieszkamy ze soba od dwóch lat. Ja 26, Ona 27. Czy można mieć motyle patrząc na osobe z które sie jest tak dlugo? Wydaje mi sie ze tu przychodzi cos co sie nazywa przyzwyczajenie. Namietnosc w jakims stopniu tez jest obecna. Wczoraj niewiele brakowalo a moglo byc juz po wszystkim. Moja narzeczona traci juz resztki sil. Spakowala sie kolejny raz. Kolejny raz nie potrafilem jej puscic. Zrobilem sie taki slaby. Bylo mi jej tak zal. Nie potrafil bym zniesc tego ze sobie wyjdzie, a ja bede mial to gdzies. Chyba sobie nie zdaje sprawy z tego jaka jest dla mnie wazna, nie potrafie tego nazwac po imieniu. Zawsze bylismy obok siebie. Jak mozna to wszystko skreslic? Na slub i wszytsko z nim zwiazane reaguje jak na ogien.

 

-- 07 sty 2013, 15:27 --

 

A gdybym dodał, że dostrzegam u Siebie oznaki osobowosci zaleznej lub borderline? czy to moze miec wplyw na to wszystko?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie wiecie jak trudno jest odejść, zostawić osobę z którą się dzieliło życie.

 

Wiemy.

 

Myslicie ze mozna od siebie odpocząć... Moja partnerka nie widzi takiej opcji. Jesli sie rozstaniemy to nie zobaczymy sie do konca zycia

 

Nie dziwię jej się, z pewnością jest wyczerpana związkiem z Tobą i nie chce już więcej cierpienia. Ale to nie znaczy, że nie ma powrotu. Zawsze jest powrót, jeśli ludzie tego chcą. Ryzyko polega na tym, że któreś z Was może tego nie chcieć. Zawsze też można spróbować renegocjować zasady, może na razie jednak wizja ślubu to dla Ciebie za duża presja, może jednak warto być na razie razem bez takich planów? To może być dla niej mniej raniące niż ciągłe huśtawki. To "widmo" ślubu chyba tylko pogarsza sprawę, a na razie nie wygląda na to, żebyś był gotowy.

 

Tylko czemu tak bardzo zaczałem chcieć tych motyli.

 

Motyle w brzuchu to tylko jedna z form miłości. W kolejnym związku też po pewnym czasie motyle oklapną.

 

A gdybym dodał, że dostrzegam u Siebie oznaki osobowosci zaleznej lub borderline? czy to moze miec wplyw na to wszystko?

 

Jak najbardziej ma. Takie osoby zwykle mają problemy ze związkami/wiązaniem się. Nie darmo borderline to osobowość "chwiejna emocjonalnie". Choć możesz się mylić w diagnozie.

 

 

Kiedy Ciebie czytam, to nie wiem czy chodzi o to, że chcesz się ożenić pod presją okoliczności, a sam tego nie pragniesz czy może masz syndrom "a co jeśli kobieta mojego życia czeka za rokiem", który nieraz dopada mężczyzn przed ślubem (moim zdaniem to piękna iluzja). Być może jedno i drugie. Kluczowe jest chyba, żebyś poczuł, że nie ma żadnego jedynie słusznego rozwiązania, nie ma dowodów, które potwierdzą, że masz wziąć ślub ani dowodów, które ostatecznie Ciebie z tego "zwolnią" i "usprawiedliwią". To Ty wybierasz i decydujesz o swoim życiu. Będzie tak, jak zrobisz.

 

Odejść można zawsze. Być może musisz się jeszcze przekonać czego chcesz, być może musisz popełnić jakiś błąd, być może Twoja dziewczyna musi się od Ciebie uniezależnić (choć nie wiadomo czy będzie chciała wtedy powrotu), być może musisz dopiero dojrzeć do chęci ślubu, być może nigdy nie będziesz dojrzały, żeby się wiązać, być może musisz dopiero zrozumieć, kim dla Ciebie jest ta dziewczyna... Jest masa scenariuszy. Jestem ciekawa, co będzie dalej, ponieważ Twoje problemy nie są mi obce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×