Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
MalaMi1001

Przegrałam swoje życie.......

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie. Przegrałam swoje życie. Nie ma już dla mnie szansy i chyba zaczynam się z tym godzić, że kiedyś pewnego dnia poprostu nie wytrzymam. Spieprzone dzieciństwo, spieprzone związki, goowniana praca + bezrobocie = brak szans na zamianę. Co z tego, że wysyłam CV, żeby wszystko zmienić, zafundować sobie totalny reset życia jak poprostu nie ma odzewu? Jak jeszcze raz mi ktoś powie, że w Polsce potrzebni są inżynierowie to mu wsadzę kij do tyłka! I wiecie jaka jestem głupia? Polazłam z wielką nadzieją na hipnozę, stwierdziłam, że jak ktoś zrobi mi pranie mózgu to jakoś się ogarnę, ale efekt utrzymał się tylko jakiś tydzień. Ale chociażby dla tego tygodnia watro było, bo śmiem przypuszczać, że tak właśnie czuję się normalny człowiek - szczęśliwy. We wtorek idę znowu, podobno potrzeba kilka sesji, ale nie wiem. Przestaje wierzyć, że kiedykolwiek się cokolwiek zmieni. Znowu wydymał mnie facet, tzn on myśli, że ja o tym nie wiem, ale wiem. Sądzi, że jestem głupia. Heh, proszę bardzo, życie wyczuliło mi zmysły tak, że chyba skoro nie słyszę żadnego dźwięku poza głosem rozmówcy, kiedy twierdzi on że jest na stacji beznynowej to chyba wiadomo, że coś jest nie tak. Mam to gdzieś. Nigdy więcej żadnych prób. Ja się od ludzi bardzo szybko uzależniam, ach ta pieprzona potrzeba miłości, której nie dała matka, nie dał ojciec i której nie odda mi już nikt. Wszystko pięknie, że znamy mechanizmy swoich chorób, a nie nie jestesmy w stanie pozbyć się tych cholernych instynktów, które ciągną nas jeszcze bardziej na dno. Ja juz swoje życie załatwiłam doszczętnie. Zmarnowane tyle lat, całe 27 na szukanie czegoś, czego nie ma. Więc co mi pozostało skoro jestem juz na taka stara a nie osiągnęłam nic? Czasami mam ochotę to wszystko pieprznąc, wyjechać za granicę i swoim zafajdanym dyplomem wycierać naczynia na zmywaku. Tylko wiecie co? Jestem do tego wszystkiego jeszcze tchórzem, bo nie mam na to odwagi. Nie wiem czy urodziłam się z dystymią, czy mamusia z tatusiem mi ją zafundowali, jedno jest pewne, to jest straszne goowno, nie działają leki, nie działa terapia, nie działa nawet hipnoza. Coś mi jeszcze zostało? Chyba już nic...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ej, głowa do góry..

W żadnym wypadku nie przegrałaś swojego życia.. Nie mozesz tak stwierdzać.. :roll:

To ,że jest źle , że były porażki, ze coś nie wyszło nie znaczy ,ze wszystko było do du..

Mimo wszystko dalej musisz próbować.. Myslisz,że 27lat to koniec zycia???

Przeciez są szanse jeszcze ,ze możesz osiągnąć jeszcze w życiu coś co sparawi ,iż staniesz się szczęśliwa..

Ale trzeba w to wierzyć a tym bardziej poczynać jakies kroki w tym kierunku a to ,ze na poczatku nie wychodzi to niezniechęcaj się od razu tylko próbuj do skutku. !

 

Nie taki diabeł zły jak go malują.. Iskierka nadziei zawsze istnieje!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko pięknie, że znamy mechanizmy swoich chorób, a nie nie jestesmy w stanie pozbyć się tych cholernych instynktów, które ciągną nas jeszcze bardziej na dno.

No jak sie chodzi na hipnoze zamiast na terapie to calkiem mozliwe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czasami mam ochotę to wszystko pieprznąc, wyjechać za granicę i swoim zafajdanym dyplomem wycierać naczynia na zmywaku. Tylko wiecie co? Jestem do tego wszystkiego jeszcze tchórzem, bo nie mam na to odwagi.

 

 

Jezeli mialas na mysli ucieczke od problemow, to ze swojego doswiadczenia zdecydowanie odradzam. To od czego uciekasz i tak do Ciebie wroci i dobije jeszcze bardziej..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Od siebie problemow swoich nie uciekniesz niestety nawet za granica tez czesc z nich bedzie z Toba .Strasznie jestes zgorzkniala

27 lat majac to wszystko przed Toba hipnoza nie zlikwiduje twoich problemow doradzalabym wizyte u psychologa abys dostrzegła obiektywnie swoje problemy,popracowala nad nimi

i bedzie ci latwiej zmienic swoje zycie.Wszystko zaczyna sie od myslenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy, uważasz, że nie chodziłam na terapie? Całe 3 lata. Tyle też trwało moje leczenie najróżniejszej maści psychotropami. I co? I nic! Co z tego, że wiem jak wygląda choroba, co z tego, że wiem, że w chwile zwiątpienia to zazwyczaj moja głowa, gra substancji chemicznych, które powodują taki, a nie inny stan. I co mi to daje? O ile lęk da się opanować, można to ogarnąć głową, tego ludzie się uczą, o tyle napadu zwątpienia, smutku już nie? Co mam sobie wmawiać, że to tylko moja głowa? Gdyby to było takie proste ludzie nie potrzebowaliby leczenia. Kiedyś taki supermądry psychiatra mi powiedział, że tylko terapia jest mnie w stanie uratować, leki tylko stłumią moją chorobę ale pozytywnego myślenia trzeba się nauczyć. Roześmiałam mu się w twarz. No to niech mi pokaże jak się "nauczyc" pozytywnego myślenia. Co mam chodzić jak idiotka i wmawiać sobie, że wszystko jest ok, wszystko jest piękne i wyolbrzymiam i to tylko moja głowa? hehe, no powodzenia. A hipnoza? Super przeżycie. Pisałam kiedyś w jakimś wątku, że zazdroszcze osobom, które potrafią choć na chwilę rzestac myśleć, choć na chwilę przestać czuć, ANALIZOWAĆ. I to jest własnie takie uczucie. Kompletna pustka. Zero myśli, zero uczuć, pustka. Nie da się tego opisać słowami. Stan wyluzowania trwał około tygodnia. Ale nie było to coś w rodzaju "mam to gdzieś" tylko ja to nazwałam racjonalnością. Spokojny trzeźwy osoąd tego co się dzieje, a nie emocjonalne wciskanie się w bagno własnych emocji. Tak chyba funcjonują normalni ludzie.

 

@hasacz - tak, 27 lat, 3 lata zmarnowane w byle jakiej pracy, byle tylko była praca to zmarnowane życie zawodowe. Teraz niby pracuję w zawodzie, ale co z tego? technologia zmieniła się na tyle przez ten czas, że w zasadzie uczę się od nowa. 3 lata poza obiegiem to bardzo dużo jeśli chodzi o mój zawód. A pracodawcy o tym doskonale wiedzą. Taka jest rzeczywistość.

 

@Brus - a co mnie za grancą znajdzie? Przede wszystkim nikt nie bedzie mnie szukał. Moja słodka rodzinka wpoiła mi poczucie winy, wyssałam je z mlekiem matki. Nie ważne co się dzieje, to moja wina, nie ważne, że zawinił ktoś inny, nie ważne, że mnie to wcale nie powinno ochodzić, ale zawsze to ja jestem za coś odpowiedzialna, zawsze ja powinnam sie ugiąć, przepraszać, starać się. Więc da się od tego uciec. Wyjechać, zerwać kontakt i tyle. Może i to poczucie winy by mnie pogrążyło jeszcze bardziej. Ale nie musiałbym znów słuchać tych samych farmazonów, że to JA powinnma się starać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak w temacie. Przegrałam swoje życie. Nie ma już dla mnie szansy i chyba zaczynam się z tym godzić, że kiedyś pewnego dnia poprostu nie wytrzymam. Spieprzone dzieciństwo, spieprzone związki, goowniana praca + bezrobocie = brak szans na zamianę. Co z tego, że wysyłam CV, żeby wszystko zmienić, zafundować sobie totalny reset życia jak poprostu nie ma odzewu? Jak jeszcze raz mi ktoś powie, że w Polsce potrzebni są inżynierowie to mu wsadzę kij do tyłka! I wiecie jaka jestem głupia? Polazłam z wielką nadzieją na hipnozę, stwierdziłam, że jak ktoś zrobi mi pranie mózgu to jakoś się ogarnę, ale efekt utrzymał się tylko jakiś tydzień. Ale chociażby dla tego tygodnia watro było, bo śmiem przypuszczać, że tak właśnie czuję się normalny człowiek - szczęśliwy. We wtorek idę znowu, podobno potrzeba kilka sesji, ale nie wiem. Przestaje wierzyć, że kiedykolwiek się cokolwiek zmieni. Znowu wydymał mnie facet, tzn on myśli, że ja o tym nie wiem, ale wiem. Sądzi, że jestem głupia. Heh, proszę bardzo, życie wyczuliło mi zmysły tak, że chyba skoro nie słyszę żadnego dźwięku poza głosem rozmówcy, kiedy twierdzi on że jest na stacji beznynowej to chyba wiadomo, że coś jest nie tak. Mam to gdzieś. Nigdy więcej żadnych prób. Ja się od ludzi bardzo szybko uzależniam, ach ta pieprzona potrzeba miłości, której nie dała matka, nie dał ojciec i której nie odda mi już nikt. Wszystko pięknie, że znamy mechanizmy swoich chorób, a nie nie jestesmy w stanie pozbyć się tych cholernych instynktów, które ciągną nas jeszcze bardziej na dno. Ja juz swoje życie załatwiłam doszczętnie. Zmarnowane tyle lat, całe 27 na szukanie czegoś, czego nie ma. Więc co mi pozostało skoro jestem juz na taka stara a nie osiągnęłam nic? Czasami mam ochotę to wszystko pieprznąc, wyjechać za granicę i swoim zafajdanym dyplomem wycierać naczynia na zmywaku. Tylko wiecie co? Jestem do tego wszystkiego jeszcze tchórzem, bo nie mam na to odwagi. Nie wiem czy urodziłam się z dystymią, czy mamusia z tatusiem mi ją zafundowali, jedno jest pewne, to jest straszne goowno, nie działają leki, nie działa terapia, nie działa nawet hipnoza. Coś mi jeszcze zostało? Chyba już nic...

 

 

Ja za kilka dni koncze 30 lat .... jesli uwazasz ze przegralas juz wszystko, to wiedz ze mozna wiecej ... osobiscie czuje sie jakbym zycie od zera zaczynal ...

Pamietaj zawsze moze byc gorzej, ale uzalaniem sie nic nie zmienimy, ostatnie moze 5 moich lat to wieczne uzalanie sie nad soba i ucieczka w alkohol, by pokazac ze chociaz na chwile jestem szczesliwy ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale to nie jest kwestia tego, że siedzę i sie użalam i nic nie robię w tym kierunku, żeby było lepiej. Robię. Szukam roboty, teraz już po całej Polsce, nie zależy mi, żeby tutaj zostać, nic mnie nie trzyma. Robię studia podyplomowe (jakby to cokolwiek mogło zmienić, hehe, ale nadzieja jest głupia nie?), wysyłam codziennie CV i co? I nic. Ja doskonale wiem, że do chwili, kiedy nie wyprowadze się z domu nie mam szans na normalne życie. A żeby się wyprowadzić od matki potrzebna jest kasa, żeby mieć kasę trzeba mieć normalną pracę, a nie dostawać 1500zł i jeszcze być traktowanym jak popychadło. Moja praca, która wpędza mnie tylko w jeszcze większego doła to już zupełnie inny temat na inną historię. W skrócie kobieta inżynier wśród samych facetów to jak zajączek wśród rozwścieczonych lwów. Nie muszę chyba pisać jak jestem traktowana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem. Czasem trzeba położyć wszystko na jedną kartę, i myśleć pozytywnie. Z jakich rejonów pochodzisz, że tak ciężko z tą pracą ?

 

U mnie sytuacja jest odwrotna, możliwości mam, mógłbym wiele, ale mi się nie chce, wolałem uciec w alkohol niż popracować ....

Może gdyby to była praca fizyczna to dałbym radę, niestety mam umysłową, pracę, którą de facto lubię, ale umysł zajęty czym innym ... niestety ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pochodzę z rejonów Łodzi, mam jakieś 70km do tego miasta. Gdybym nie była taka głupia i nie wróciła dla faceta na to zadupie byłoby zupełnie inaczej. Ale miał być ślub, miała być wspólna firma więc zostawiłam mozliwość zostania na uczelni i robienia doktoratu. Czego się nie robi dla miłości prawda? Hehe, 2 miesiące po moim powrocie zostawił mnie dla innej, bo okazało się, że mogę być poważnie chora. I tak teraz wegetuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehhh, coś o tym wiem, ja do swojej ex, wracałem z 8 jak nie więcej razy, i zawsze też rzucałem wszystko co się dało w imię miłości :(

Więc rozumiem Cię doskonale ... ale nie dam się, wiem że wiele będzie mnie to kosztowało, lecz zewrze dupę w kroki, i postawie wszystko na nogi ... (tak myślę teraz, za 2 godziny znów może być dolina i wielka pustka, oraz jedyne co najbardziej będzie mi się chciało robić, to nic).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to masz tak jak ja. Ja też miewam momenty kiedy wszystko wydaje mi sie kolorowe. Potem bez żadnej przyczyny stan chronicznego smutku wdziera się w mózg i pozamiatane. I tak trwa i trwa. Tygodniami, miesiącami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko pięknie, że znamy mechanizmy swoich chorób, a nie nie jeśtesmy w stanie pozbyć się tych cholernych instynktów, które ciągną nas jeszcze bardziej na dno.

No jak sie chodzi na hipnoze zamiast na terapie to calkiem mozliwe

Ja chyba pójdę na hipnozę i dam się zahipnotyzować żeby być wiecznie młoda, bardzo piękna i bogata a dodatkowo bardzo mocno utalentowana we wszystkich dziedzinach życia, ludzie na hipnozę wszyscy wio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piękna, młoda i bogata od tego nie będziesz. Z tym się albo trzeba urodzić albo zapracować. A zestarzejesz się i tak. A ładując się w siebie tony prochów psychotropowych będzie z tym szybciej :angel:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasem jak tak czytam o tych terapiach, psychotropach i innych rzekomo pomocnych metod leczniczych

to się sam zastanawiam czy lepiej nie zostać przy tylko alko .... :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MalaMi1001,

co ty nie powiesz kiedys w serialu dynasita widzialam jak Cristel czy jak jej tam było zahipnotyzowali zeby kogos zabiła, utalentowanych we wszystkich dziedzinach to w ogóle nie ma na tym swiecie a ja sie che dac zahipnotyzowac na wszytkie dziedziny, wiecznie młodych tez w ogóle nie ma , raczej nikt sie z tym nie rodzi z wyjatkiem bogactwa a hipnoza moze wszystko podobno, znam kilka osób co sie hipnotyzowało na palenie papierosów(zaprzestanie palenia) i pomogło im to tak sami jak innym by pomogło na wieczna młodosc i pewnie na wszytko, tobie tez nie pomogło z tego co piszesz.Oczywiscie z tym serialem to cynizm i ironia bo zauwazyłam ,że wiele osób traktuje takie moje przykłady , które słuza do nabijqania sie zbyt powaznie , ale cóz.Nadzwyczajne talenty i wieczna młodosc moze to jakas mutacja genetyczna jak X-meni hehe, to ci wyszło urodzic sie z tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Sądzi, że jestem głupia. Heh, proszę bardzo, życie wyczuliło mi zmysły tak, że chyba skoro nie słyszę żadnego dźwięku poza głosem rozmówcy, kiedy twierdzi on że jest na stacji beznynowej to chyba wiadomo, że coś jest nie tak. Mam to gdzieś. Nigdy więcej żadnych prób.
Może siedział w samochodzie, dlatego było cicho ?
Moja praca, która wpędza mnie tylko w jeszcze większego doła to już zupełnie inny temat na inną historię. W skrócie kobieta inżynier wśród samych facetów to jak zajączek wśród rozwścieczonych lwów.
A gdybyś poszukała pracy w zawodzie za granicą ? Nie musisz siedzieć na zmywaku jak masz dobre wykształcenie. Może kultura w zakładzie pracy też byłaby inna niż w PL. Wyjeżdzając mogłabys uwolnic sie od dołującej rodziny. Raczej trudno wyzdrowiec kiedy siedzi sie w toksycznym środowisku. Dla mnie byłoby to niemożliwe.
No to niech mi pokaże jak się "nauczyc" pozytywnego myślenia.
"Optymizmu mozna sie nauczyć" - Seligmana. Proste a skuteczne wskazówki jak sie pozbyć negatywnego myślenia.
Polazłam z wielką nadzieją na hipnozę, stwierdziłam, że jak ktoś zrobi mi pranie mózgu to jakoś się ogarnę, ale efekt utrzymał się tylko jakiś tydzień. Ale chociażby dla tego tygodnia watro było,
Hipnoza jest o tyle dobra, jesli usunie przyczynę Twojego stanu. Jeśli się do tego nie dojdzie, będzie działac tylko objawowo. Ja korzystałam z hipnozy, regresji, terapii i leków, afirmacji itp. każda metoda trochę mi pomogła i rozwiązywała inne problemy. Do tego pozbycie się stresorów w pracy czy w życiu prywatnym, czyli praktyczne posunięcia na co dzień i da sie żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmarnowane tyle lat, całe 27 na szukanie czegoś, czego nie ma. Więc co mi pozostało skoro jestem juz na taka stara a nie osiągnęłam nic?

 

 

Dokładnie jak ja, nawet wiek się zgadza, też nic nie osiągnąłem. Nie mam wykształcenia, pracy, dziewczyny, nawet samochodu, niczego się nie dorobiłem. Żyje z dnia na dzień w 4 ścianach bo co pozostaje mi? jak straciłem wszystko i zostałem sam z niczym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

czyli widocznie słabe te terapie. :(

z drugiej strony masz wykształcenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@hasacz - tak, 27 lat, 3 lata zmarnowane w byle jakiej pracy, byle tylko była praca to zmarnowane życie zawodowe. Teraz niby pracuję w zawodzie, ale co z tego? technologia zmieniła się na tyle przez ten czas, że w zasadzie uczę się od nowa. 3 lata poza obiegiem to bardzo dużo jeśli chodzi o mój zawód. A pracodawcy o tym doskonale wiedzą. Taka jest rzeczywistość.

 

 

 

Chciałbym być na twoim miejscu. To ze uczysz sie od nowa to tylko plus bo człowiek sie rozwija. Uwierz mi, zmien nastawienie. Ja marze o pracy majacej chociaz otarcie o moje wyksztalcenie tj. Budownictwo, o mojej spec Drogowej juz nawet nie mysle...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...Znowu wydymał mnie facet, tzn on myśli, że ja o tym nie wiem, ale wiem. Sądzi, że jestem głupia. Heh, proszę bardzo, życie wyczuliło mi zmysły tak, że chyba skoro nie słyszę żadnego dźwięku poza głosem rozmówcy, kiedy twierdzi on że jest na stacji beznynowej to chyba wiadomo, że coś jest nie tak....
Nic nie wiadomo. Co miałoby być słychać? Brzęczenie much?

Gdyby było słychać coś niezgodnego ze stacją benzynową, to ok, ale wniosek z ciszy nie ma podstaw.

 

1. Kanał transmisyjny jest silnie nieliniowy.

2. Możliwe przetwarzanie różnicowe.

 

No ale jak wiadomo, to wiadomo. Wszystkowiedza jest dość powszechną przypadłością. Szkoda, że nie idzie w parze z inną wiedzą (np. wiedzą o eliminacji zakłóceń metodą fazową).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×