Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
niosaca_radosc

Karanie dzieci klapsem

Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 12.03.2019 o 16:00, rupert napisał:

Czy jest w takim razie możliwe nie używanie kar w ogóle?  Zastanawiam się. Brak kar w ogóle + niewykorzystywanie przewagi fizycznej w ogóle (czytałem książkę Eichelbergera w której to postuluje - poza właśnie skrajną sytuacją czyli złapaniem dziecka wybiegającego na ulicę) tworzy nam trudną sytuację gdy 3-letnie dziecko np. bawi się od pół godziny wodą z kranu mocząc kolejne ubranko, obciążając nasze rachunki i ekologiczne sumienie.

- książeczka, zabawa w berka, taniec, skakanie po kanapie są fajne, ale przegrywają konkurencję z wodą; przegrywa ją nawet wyjście na plac zabaw

- groźbę kary (np. brakiem bajki w TV) odrzucamy

- zabranie dziecka jako wykorzystujące przewagę fizyczną odrzucamy, bo sytuacja mu nie zagraża

- przekupienie nadprogramową bajką albo czekoladką jest z innych przyczyn chyba jeszcze mniej wychowawcze niż 2 poprzednie opcje

- próbę przeniesienia zabawy w kontrolowane środowisko "- Może się wykąpiemy?" dziecko odrzuca.

Czy jeśli dziecko w takiej sytuacji nie słucha, to znaczy że nie zostało wystarczająco uwrażliwione na dobro? To chyba przesadne uproszczenie.

Bicie i klapsy - zgadzam się, nie.  Podobnie za cenne uważam stwierdzenie, że gniew, smutek są uczuciami nie gorszymi od radości, tzn. mniej przyjemnymi, ale nie niewłaściwymi. Choć tu też można pomyśleć o sytuacjach gdzie gniew dziecka trzeba jednak utemperować najlepiej oczywiście prośbą, podobnie zresztą jak głośną radość - co nie znaczy że te uczucia są złe. Ale czy wszystko można załatwić rozmową - temat do dyskusji.

Dla mnie "niewykorzystywanie przewagi fizycznej" w tym rozumieniu jest fanatyzmem, nie wiedzę problemu w tym, żeby zakręcić dziecku wodę i je zabrać z łazienki, raczej każdy normalny rodzic tak zrobi, tłumacząc mu, że koniec tej zabawy, trzeba się przebrać i zakręcić wodę.  Traktowanie dziecka podmiotowo nie oznacza, że ma ono robić co mu się podoba, a rodzic nie może ingerować albo ma przekonywać bez końca 3-latka, który nie ma wystarczających mechanizmów samokontroli, że stanie w mokrym ubraniu mu zaszkodzi. Wychowanie w postaci biernego podążania za dzieckiem dla mnie to też patologia, niebicie czy niestosowanie kar nie oznacza, że rodzic nie ma być dyrektywny. Raczej każdy rodzic musi taki być w wielu przypadkach. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do niestosowania kar  nie uważam, że rodzic  powinien ich nie używać z zasady. Uważam, że należy raczej wiązać prawdziwe przyczyny ze skutkami i uświadamiać dziecku prawdziwe konsekwencje "złych" zachowań, a nie ustanawiać sztucznie wtórne konsekwencje ("jesteś niegrzeczny, to nie pójdziesz jutro na urodziny Zosi"). Lepiej też w porę nakłaniać dziecko do konstruktywnego zachowania, a nie reagować po fakcie. 

Może nie powinnam uogólniać swojego przypadku, ale byłam wychowywana bez kar, więc uważam, że jest to możliwe.  Nie dlatego, że moja mama była fanatyczką bezstresowego wychowywania, ale dlatego, że nie były one potrzebne. Co nie znaczy, że nie musiałam naprawiać tego, co zrobiłam źle i mogłam robić cokolwiek, a nikt mi nic nie narzucał. Narzucano mi niektóre rzeczy metodą zdartej płyty, ale była to stanowcza argumentacja, a nie agresja. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uważam, może naiwnie, że większość rzeczy da się dziecku wytłumaczyć. U mnie działało. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Wydaje mi się też, że dziecko będzie raczej słuchało rodziców, o ile będą oni autorytetem i będzie zaufanie oraz dziecko będzie się czuło kochane. Żeby to zaufanie było są pewne warunki np. rodzic musi być sprawiedliwy. Dziecko ma naturalne, mocne poczucie sprawiedliwości i jeśli zostanie np. ukarane za coś niesłusznie, to zaufanie jest naruszone, a dziecko ma poczucie krzywdy. Podobnie zaufanie i autorytet narusza, jeśli dziecko zostanie okłamane przez rodziców albo jeśli sami oni mówią co innego, a co innego robią (na przykład domagają się szacunku dla starszych, a nie szanują własnych rodziców). Dziecko bierze przykład z rodziców, więc jeśli będę oni dawać zły przykład, to lipa. 

Edytowane przez refren

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie nie bicie czy nie dawanie klapsów jest poza dyskusją. Ale: nigdy nie kłamię, nigdy nie stosuję przekupstwa, nigdy nie stosuję kar, zawsze stosuję żelazną konsekwencję (w tych zasadach i we wszystkich innych zasadach które wymyślili mądrzy ludzie, i we wszystkim co powiem) - dla mnie taki zestaw może nie wytrzymać zderzenia z rzeczywistością. Z kolei sugerowanie, że sytuacja z dzieckiem, które nie daje sobie czegoś wytłumaczyć i się wścieka jest efektem zaniedbań moim zdaniem nadmiernie obciąża rodziców.

"Nie mam pieniędzy" już zwykle jest małym kłamstwem. Z którego zresztą już małe dziecko szybko da nam szansę się wyzwolić (albo zmusi żeby brnąć w kłamstwo), pytając czy nie mamy na zabawkę, czy w ogóle - wtedy albo brniemy w kłamstwo że nie mamy wcale, albo mówimy że nie mamy na zabawkę co oznacza że nie chcemy jej kupić i nie jest już ładnie pięknie. Bo że nie ma w domu miejsca na kolejną zabawkę to nie jest już taki obiektywny fakt. Dla dziecka obiektywny fakt może być taki, że ładniejszej zabawki w życiu nie widział.

Żelki się skończyły, czy ten drugi na pewno popsuje zęby, choć pierwszy można było zjeść?

Scenka o żelaznej konsekwencji: rodzice wiozą małe dziecko w wózku, wózek pcha mama, tata idzie za rękę z ok. 6-latką. Dziecko w wózku dostaje spazmów. Mama się pochyla, próbuje uspokoić bez efektu, jedzie dalej. I tak parę razy. Idę za nimi dobre parę minut, płacz jest naprawdę głośny, dziecko jest czerwone i ma spazmy. W końcu 6-latka mówi to co myślę od dłuższego czasu: "Może ją po prostu weźmiecie na ręce". Mama mówi: "taty jutro nie będzie, i co wtedy, jak będę ją niosła i pchała wózek?" Czyli postanowili stosować żelazną konsekwencję. Mówi się, że do jakiegoś okresu życia (może roku) dziecko nie wymusza, tylko sygnalizuje potrzeby, jak przestanie to nie dlatego, że przestało wymuszać, tylko zrezygnowało i wie że jego potrzeby nikt nie zaspokoi. Może jakby dodali taką wiedzę do "zasady żelaznej konsekwencji" to miałoby to większe ręce i nogi. Albo w ogóle jakby reagowali bardziej instynktownie a nie nasłuchali się czegoś o tym żeby nie dawać sobie dziecku wejść na głowę.

Dziecko które się wścieka nie koniecznie jest rozpuszczone bo nauczyło się wymuszać płaczem. Może mieć tak dużą zajawkę na coś, że przerwanie tego uważa za dramat. Odciągnięcie dziecka od kranu (chwilowo najciekawszej rzeczy na świecie), to jak danie dziecku całej czekolady, i jak zje trochę zabranie mówiąc, że wystarczy. Tak samo super zabawka w sklepie. Nawet jeśli rodzice nigdy nie dali się złamać dziecku, czyli jak mówią "nie kupię", to nie kupią nawet (a raczej tym bardziej) jeśli dziecko płacze, to dziecko może się wściekać z powodu nie kupienia zabawki bo wie że czasem taka wizyta kończy się kupnem i jest zawiedzione że tak się nie stało teraz (kiedy akurat widzi taką ładną zabawkę), a nie dlatego że pamięta, że wściekanie się kiedyś popłaciło.

Z kolei scenka o wymuszaniu: dziecko ma zajawkę na przebieranie się w coraz to nowe ubranka, robi tak cały dzień, rodzice to akceptują a nawet w tym uczestniczą. Jak mówią że dość, przy najbliższej okazji dziecko sika w majtki - bo wie co się stanie, dostanie nowe ubranko. Ma utwierdzić się w tym że to dobra metoda, marznąć, czy ponieść jakieś inne konsekwencje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rupert, 

wszystko w granicach rozsądku. Nie ma jednej żelaznej zasady, która rozwiąże wszystkie problemy, a każdą zasadę można traktować sztywno i doprowadzić do fanatyzmu, z tym że w życiu jakoś tak ludzie nie robią, a tu teoretyzujemy.

Wychowanie to cały szereg oddziaływań, dziecko nie jest maszyną, którą można zaprogramować jednym kodem. Ale tak, rodzic musi być konsekwentny i to jest podstawa. Z tym że konsekwencja to nie jest trzymanie się jakiejś reguły (lepiej samemu sobie nie zaprzeczać, ale rodzic to nie esesman), tylko nieustawanie w działaniach wychowawczych i nie zostawianie dziecka samemu sobie. 

Wychowywanie to kształtowanie osobowości dziecka i jak pisałam, wrażliwości na dobro, budowanie relacji, a nie stosowanie kar i nagród (tak się tresuje zwierzęta) oraz opanowywanie jedynie niegrzecznych zachowań, co by dziecko sobie nie zrobiło krzywdy i nie robiło siary przy ludziach. 

12 godzin temu, rupert napisał:

"Nie mam pieniędzy" już zwykle jest małym kłamstwem.

W dzisiejszych czasach może by było, choć nie w każdej rodzinie, ale dzieci są często przyzwyczajone do dobrobytu. Kiedyś to nie było kłamstwo. Poza tym jest wiele innych wyjaśnień i można się w przybliżeniu trzymać prawdy. Jeżeli rodzic np. uważa, że zabawka jest dla dziecka nieodpowiednia/głupia/niepotrzebna, to dziecko też się musi nauczyć takie rzeczy przyjmować, choć jest tu możliwość dyskusji. 

12 godzin temu, rupert napisał:

Dziecko które się wścieka nie koniecznie jest rozpuszczone bo nauczyło się wymuszać płaczem. Może mieć tak dużą zajawkę na coś, że przerwanie tego uważa za dramat.

Dla małego dziecka wiele rzeczy jest dramatem, zwykle rodzice sobie radzą przez odwrócenie uwagi, jeśli dziecko jest za małe, żeby przyjmować argumenty. Ale jeśli próby wymuszania nie działają, to dziecko nie będzie tak robić. Jeśli dziecko ma zajawkę, to i tak niekoniecznie musi robić sceny, może "męczyć duszę" w domu i prosić przez kilka dni, a jak pisałam, jeśli robienie scen w sklepie jest zlewane przez rodziców, to dziecko nie będzie tak robić, spróbuje raz albo dwa i jak się przekona, że to nie działa, to odpuści. Chyba że ma zaburzenia, np. dziecko autystyczne jest dużo bardziej sztywne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poza tym jeśli zabawka nie jest wściekle droga, głupia albo dziecko nie ma całego składu podobnych, a nie widziało nic piękniejszego w życiu, to myślę, że każdy rodzic wymięknie i kupi, bo czemu nie. A jeśli nie chce, to ma jakiś powód.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kończę już chyba tę dyskusję, nie mam zamiaru się wymądrzać jako ekspert od dzieci.

Mogę tylko powtórzyć, że w moim przypadku zadziałało wychowywanie nie tylko bez bicia, ale i bez kar. Nie sprawiałam żadnych większych problemów, szanowałam swoją rodzinę, nie robiłam złych ani szkodliwych rzeczy, uczyłam się dobrze. Miałam normalne, szczęśliwe dzieciństwo, nikt mnie nie trzymał pod kloszem ani nie zamykał. Moja mama była raczej liberalna, niewielu rzeczy mi zabraniała, z drugiej strony nie chciałam robić rzeczy wymagających zabraniania. Mogłam chodzić na imprezy, wyjeżdżać ze znajomymi itp. Celem mojej mamy było przede wszystkim, abym była dobrym człowiekiem, nie wiem czy jej wyszło, bo materiał oporny, ale mogło być gorzej, gdyby się nie starała. 🙂

Definicję wychowania jako uwrażliwiania na dobro przedstawił mój profesor na pedagogice, świetny człowiek, wieloletni nauczyciel uwielbiany przez uczniów i dyrektor gimnazjum/liceum. Przeciwstawiał wychowywanie "hodowaniu" dziecka (zapewnianiu mu jedynie warunków bytowych i komfortu) i "tresowaniu" (wychowywanie tylko przez kary i nagrody).

Bicie wyrządza szody w psychice, uczy stosowania przemocy, rodzi poczucie krzywdy i jest absurdalne - bo człowiek jest istotą sterowaną rozumem a nie klapsem.

Nie uważam jednak, że państwo powinno prześladować rodziców za klapsy. Bicie jest błędem wychowawczym, ale rodzic nie musi być wychowawczym geniuszem - ludzie popełniają najróżniejsze błędy i krzywdzą nimi dzieci i nikt ich za to nie karze - poza ich własnymi dziećmi w przyszłości. Idealnych domów nie ma i wszyscy jakoś żyją. Terroryzowanie rodziców i odbieranie dzieci za klapsa czy podniesienie głosu jest absurdalne oraz tworzy systemu, w którym rodzic jest ubezwłasnowolniony a dziecko się uczy na niego donosić,. Nie należy jednak szerzyć przyzwolenia na "klapsy" i bagatelizować, że to nic złego, bo od klapsa do znęcania się, wcale nie taka daleka droga. Rodzice powinni panować nad agresją.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 15.03.2019 o 02:19, refren napisał:

Nie uważam jednak, że państwo powinno prześladować rodziców za klapsy. Bicie jest błędem wychowawczym, ale rodzic nie musi być wychowawczym geniuszem - ludzie popełniają najróżniejsze błędy i krzywdzą nimi dzieci i nikt ich za to nie karze - poza ich własnymi dziećmi w przyszłości. Idealnych domów nie ma i wszyscy jakoś żyją. Terroryzowanie rodziców i odbieranie dzieci za klapsa czy podniesienie głosu jest absurdalne oraz tworzy systemu, w którym rodzic jest ubezwłasnowolniony a dziecko się uczy na niego donosić,. Nie należy jednak szerzyć przyzwolenia na "klapsy" i bagatelizować, że to nic złego, bo od klapsa do znęcania się, wcale nie taka daleka droga. Rodzice powinni panować nad agresją. 

Trochę się boję tego, że wiele osób nie rozróżnia klapsa od bicia. Stąd wolę by państwo miało narzędzie do studzenia "rodziców". Niestety wszędzie pojawiają się nadużycia. Wątpię osobiście by za jeden klaps ktoś odebrał dzieci rodzicom.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×