Skocz do zawartości
Nerwica.com

Utrata oddechu !!!


Rekomendowane odpowiedzi

Cześć!!

Mam pytanie czy ktoś z Was traci oddech w czasie bardzo stresujących chwil?

Nie wiem jak to nazwać bo jak rozmawiam z lekarzami to nie wiedzą o czym ja mówie.

Najczęsciej pojawia się to jak bardzo mocno się kłóce z kimś na kim mi bardzo zależy. Najpierw okropnie płacze a chwilke później trace na kilka sekund oddech. Mam wrażenie może mieć to związek z paniką. Zdarza się też przy wysiłku połączonego ze stresujacą sytuacja(najczęsciej). Dodam też, ze mam niedoczynność tarczycy hasimoto.

Bardzo się tym przejmuje bo jestem w ciąży i boję się, ze to mi się przytrafi na sali porodowej.

L

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałam kiedyś taka sytuacje...

Choruje na agorafobie..bałam sie wyjsc z domu znajomego..strasznie..i nagle zaczełam płakać.. szlochac a nie płakac! A potem myslalam ze sie udusze... zaczełam strasznie szybko oddychac , ciezko mi było złapać powietrze..

Potem mogłam prawie nie oddychać...

 

To podobno jest atak paniki..

Więc rozumiem cie , wiem co to znaczy...

 

Myśle ze my ci nie pomozemy .. musisz skonsultować sie KONIECZNIE z lekarzem.. i mysle ze powinnas poinformowac ginekologa..czy pozniej poloznika!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie.

A u mnie to występuje coraz częściej. Dzieje się tak kiedy jestem bardzo bardzo zdenerwowana/zestresowana.

To nieprzyjemne. ale u mnie zaczyna być normą.

 

 

Zastanawiam się nad przeniesieniem tego tematu do innego subforum, ale o tym poinformuję.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też wpadam w panikę w stresujących sytuacjach i przez to tracę oddech... To moja największa zmora, bo kompletnie nie umiem nad tym zapanować, pojawia się złość, rozpacz, bezradność... i łzy, których nie potrafie powstrzymać :oops: Najgorsze są egzaminy-wyobraźcie sobie tę sytuację: studentka ma problemy z odpowiedzią na pytanie, jąka się, trzęsie i w końcu zaczyna beczeć... (oczywiście skutkuje to niezaliczeniem...) Żałosny widok! Nasuwa się pytanie-co ona tu robi?!? Jej miejsce jest w wariatkowie, a nie na renomowanej uczelni, przynosi wstyd jej wykładowcom i studentom!

To nie jest mój wymysł ani biadolenie, niestety słyszałam nieraz tego typu rozmowy :( ale co zrobić, skoro tak wygląda rzeczywistość??

Proszę, napiszcie jak radzicie sobie z nagłymi atakami paniki, bo jestem totalnie zdruzgotana... :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cześć wszystkim!moja terapeutka twierdzi,że to przez to zbyt szybkie oddychanie.spróbujcie uregulować oddech.wiem,że to b.trudne w czasie ataku paniki ale postarajcie się.ostatnio też wybuchnęłam płaczem podczas potwornie stresującej kłótni w mojej pracy,ale pierwszy raz od ponad roku spróbowałam rozluźnić mięśnie i zaczęłąm regulować oddech.byłó naprawdę ciężko i mimo,że serce waliło mi ze 130 to udało mi się powstrzymać atak.mam nadczynność tarczycy i całą ciąże byłam pod opieką endokrynologa.bralam też isoptin bo okazuje się,że szybkie walenie serca przy chorej tarczycy może powodować napady lęku.

 

[ Dodano: Pią Gru 15, 2006 11:22 pm ]

samotniczko!w mojej pracy mają mnie za wariatkę tylko dlatego pewnie,że nie bałam sie mówić o tym co mi dolega otwarcie i o tym,że się leczę chodząc na terapie.oczywiście o tym również powiedziałam.wszyscy się tego wyparli ale na skierowaniu na badania kontrolne wpisano bez mojej zgody-pozostaje pod opieką psychologa.a!i jeszcze zatelefonowano do lekarza medycyny pracy i poinformowano o moich rzekomych zaobserwowanych anormalnych zachowaniach(m.in.płacz i napady duszności).rezultat był taki,że w ciągu dwóch dni musiałam odnaleźć lekarza psychiatrę z fundacji do której chodzę na terapie(LEKARZ PRZYJMUJE TAM TYLKO RAz W TYGODNIU) i przywieźć od niego zaświadczenie,że mogę pracować przy...komputerze...w biurze.nie,nie jestem strażakiem,kierowcą,policjantem.po tym zdarzeniu ataki w pracy już nie są tak silne o dziwo a ja nabieram niezbitego przeświadczenia,że w naszym społeczeństwie lepiej mówić,że się ma raka bo wtedy tylko w ludziach odzywa się zrozumienie i współczucie dla choroby i cierpienia.broń Boże nie mówić,że chodzi się do psychologa albo co gorsza do psychiatry i jeszcze mówić,że wtedy człowiek czuje się doskonale.jak chorować to najlepiej nieuleczalnie i raz a porządnie, a nie jakieś tam pierdu,pierdu użalanie się nad soba,ataki duszności,płakanie i tym podobne bzdety.niestety,ale takie mam odczucia po tym co przeszłam przez ostatnie dni.na szczęście nie zniszczyło mnie to tylko bardziej zmobilizowało.będę systematyczniej chodzić na terapię i walczyć z całych sił z atakami lęku.pozdrawiam kochani.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje wsytskim za informacje.

Myślałam, ze zostane przez internautów wyśmiana bo lekarze tak reagują na mój problem ( czuję sie wtedy jakbym była osobą chorą psychicznie). Badań neurologicznych nie robiłam. Widze, ze powinna się udać do neurologa i psychiatry.

Jeszcze raz dziękuje.

Pozdrawiam

K

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam jedną taką sytuację. Byłam na pewnym spotkaniu i wydarzyło się na nim coś bardzo dla mnie przykrego. Jak wracałam do domu, to poczułam się bardzo źle. Jak już byłam przed domem, to nie mogłam oddychać i zaczęłam płakać. Ta sytuacja była jakby kulminacją jednego z moich kryzysów, ponieważ wystąpiła po kilku dniach złego samopoczucia. Po prostu to wydarzenie na tyle przeważyło szalę, że doszło do tak dramatycznej sytuacji. Na szczęscie dałam radę dojść do domu i tam się uspokoiłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8876p

nie przejmuj sie! to swiadczy jedynie o tym ze polscy lekarze sa mocno niedouczeni! (tak z tego powodu mozna sie martwic;/)

a nie o tym ze ty jestes "nienormalna"

no i badz dobrej mysli

moim zdaniem najlepiej udac sie do psychologa na terapie behawioralno- poznawcza np

a tam nauczyc sie technik relaksacyjno-oddechowych. to na prawde dziala a nie tam zadne wschodnie czary mary jak sie o tym czasem mysli

z takim problemem mozna sie uporac:)

 

pzdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lekarze... ! Miałam to samo. Jako dziecko, miałam ataki niemożnosci złapania tchu tylko podczas płaczu. W wieku 22 lat, po następnym traumatycznym przeżyciu, przez kilka następnych lat zaczęły się regularne ataki duszności. Pojawiały się co ok. dwa tygodnie i trwały ok. tydzień, bez przerwy (poza snem). Byłam u lekarza, bo myślałam, że to astma, badania wykazały ze jestem zdrowa. Ja, na skutek tej bezradności, dusiłam się jeszcze bardziej. Zaczęłam pić alkohol który mnie rozluźniał (nie dla przyjemności tylko dla złagodzenia duszności) po kilku miesiącach przestał rozluźniać. Dziś mam prawie 30 lat, od ok. dwóch lat moje życie jest bardzo spokojne i ataki ustał (cykle pojawiały się coraz rzadziej).

Przez przypadek, rok temu koleżanka mi opowiadała, że pracowała u pewnej staruszki przed setką, jako opiekunka. Strasznie sie jej bała (że umrze), mieszkanie ją przerażało - stare szafy i podłoga mówiły coś w swoim języku, w mieszkaniu cisza, staruszka leżąca jak trup... Po kilku tygodniach jej oddech stał sie bardzo płytki, nie mogła chwycić powietrza, zaczęła sie dusić. Po tygodniu poszła do lekarza. Okazało sie, ze to objaw nerwicy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj, też borykam się z tym problemem. I żadna hiperwentylacja czy liczenie oddechów, relaksacja i sama już nie pamiętam, czego probowałam, nie działają. U mnie wygląda to jak atak astmy. Nie kurczą mi się oskrzela a gardło. Zaufany lekarz pierwszego kontaktu, który orientuje się w historii mojej choroby przepisał mi taki inhalator działający rozkurczowo. Z czasem wystarczały preparaty ziołowe. Obecnie liczenie i relaksacja działają :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie przy atakach duszności towarzyszy również odczucie spuchniętego języka. Ciągle go w tedy chwytam, bo myślę,że to on ogranicza mi oddech. A lekarze rzeczywiście bywają różni. Ja kiedyś wylądowałam z moim atakiem na pogotowiu i tam lekarz potraktował mnie jak skończoną kretynkę! Zjechał mnie z góry na dół, że mu zawracam gitarę a nic mi przecież nie dolega! Zapisał m aspirynę(?). Wracałam do domu z głębokim poczuciem winy i zdruzgotana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×