Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
typ_spokojny

Wszystko się sypie

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

Zarejestrowałem się tutaj, bo ostatnio przechodzę ciężkie chwile w moim związku i chciałbym, żeby ktoś napisał co o tym myśli. Podejrzewam u mojej dziewczyny depresję lub coś podobnego. Opowiem dokładnie co się stało.

Odkąd wróciliśmy z wyjazdu (koniec sierpnia) Sandra była jakaś dziwna. Po części wiem, czym było to spowodowało - nie zdała egzaminu na technika (jak wróciliśmy odebrała wyniki). Wkurzało ją jak koleżanki piszą o swojej robocie, a ona nic nie ma. I jakoś w pierwszym/drugim tygodniu września Sandra stała się jakaś obojętna dla mnie. Przez parę dni, po małej sprzeczce, nawet w ogóle się do mnie nie odzywała.

Raz już zaczęła pisać rzeczy (na gg) w stylu 'nienawidzę siebie', 'nic nie potrafię', czy że ja i ona razem - to nie ma sensu.Już miałem dość takiego gadania i powiedziałem, że do niej jadę. Wyszliśmy trochę, wyjaśniłem jej sporo. Co do mnie to powiedziała, że jestem mało czuły. Fakt, parę razy mogłem się tak zachować, ale nie przyznam, że byłem jakiś ozięmbły.

Raz jak się do niej przytulałem to ona rzuciła tekstem 'dlaczego tak nie robiłeś jak byliśmy nad jeziorem'. Trochę mnie to zabolało. Od tego miesiąca około nie słyszałem żadnego 'kocham cie'. A kiedy o tym mówię, to ona na to, żebym 'nie zmuszał'. Więc nic na ten temat się nie odzywałem, chociaż mnie to dobijało i nie wiedziałem co się dzieje.

Byliśmy ostatnio na imprezie w plenerze. Prawie od początku Sara siedziała ze swoimi znajomymi na ławkach, a ja przeważnie blisko sceny ze znajomymi słuchałem i rozmawiałem. Było okropnie zimno i o 17/18 już byłem mocno zmarźnięty. Wtedy poczułem jakby zaczęła mnie łapać gorączka. Widziałem jak Sara dobrze się bawi w tamtym towarzystwie i ją na chwilę poprosiłem i wytłumaczyłem, że zmarzłem mocno i będę szedł (tej nocy jeszcze kumpla nocowałem, bo miał auto w naprawie). Powiedziała, że z kimś do domu wróci i się pożegnaliśmy.

Po 22.00 sms ' Krzysiek to nie ma sensu ...' . Miałem gorączkę, a tu jeszcze to. Dzwonię do niej to wyłącza telefon. Następny sms 'nawet nie widziałeś, że mnie tam samą zostawiłeś' (coś w tym stylu). Napisałem jej, że idę do niej pod klatkę to wyjaśnić. Czekam pod klatką parę minut. Podjeżdża auto, ona wychodzi. Ja podchodzę z podwórka do schodów do niej. Wystarszyła się jakby nie wiem co (była po 5 piwach się dowiedziałem później). Pytam 'O co chodzi ? Miałem gorączkę i jestem chory.' Ona mówi, że ją to nie obchodzi. Złapałem ją za ręcę i 'I co, będziesz mnie bił ?' 'Nigdy cię nie uderzyłęm i bym cię nigdy nie uderzył. Przychodzę tu z gorączką, a ty nawet pogadać nie chcesz ?' I wtedy wszystko co dusiłem w sobie wybuchło i wykrzyczałem parę zdań, których żałuję. Jestem spokojnym kolesiem, ale po prostu to wszystko mnie strasznie męczyło i do tego ta gorączka.

Przeprosiłem ją za to wszystko wczoraj i wytłumaczyłem jej wszystko, m.in. jak się czułem ostatnio, dlaczego tak wybuchłem i jak wiele to dla mnie znaczy. Kupiłem jej takie serce na łańcuszku to mi to oddała. Byliśmy na spacerze i próbowałem chwycić jej dłoń, ale wtedy się rozpłakała. 'Wszyscy czegoś ode mnie chcą ... Dajcie mi podjąć swoją decyzję .... ' Zapytałem się jej, czy jestem jakimś typem, który ją bije, zdradza, czy nie troszczy się o nią. Sam już się wtedy na maksa rozkleiłem. Ostatecznie ustaliliśmy, że nie oddajemy sobie żadnych rzeczy i mam jej dać czas.

Nie potrafiłbym bez niej żyć. Nie miałem wielkich planów, ale myślałem, że za rok/2/3 postaramy się coś wynająć. Z drugiej stronie nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej. Czasami się wkurza na mnie za różne drobne rzeczy, ale staram się o tym pamiętać i zmieniać to w sobie. Rozmawiałem z paroma osobami o tym i kilka powiedziało, żebym odpuścił sobie jak Sandra nie wie, czego chce. Ale nie chce. Zależy mi na niej, chociaż czuję na sobie to przez co przechodzimy.

Jeszcze co mogę napisać ... Ten tekst o biciu jej to może wpływ tego, że jej ojciec uderzył matkę kiedyś i przez to rodzina się rozpadła. Ona też ostatnio mnie pytała czy robiłem sobie wobec niej jakieś plany. To pewnie efekt tego, że ciągle ma w głowę historię swoich rodziców. Nie zdała matury za 1 razem i teraz oblała tego technika. Dlatego jakoś niechętnie idzie jej szukanie jakiejkolwiek pracy, bo pewnie z góry zakłada, że niczego nie znajdzie. Ostatnio miałem z nią napisać CV, ale znowu 'nie chce mi się'. Wydaje mi się, że ten stan to trochę efekt nie robienia nic.

Byliśmy ostatnio na wycieczce to jej próbowałem wytłumaczyć 'Zdasz za rok i znajdziesz sobie pracę.' A ona 'Nie, w tym mieście (40 000 miesz.) nie znajdę w zawodzie pracy ... Nie chcę tu mieszkać, bo jest nudno.' Wcześniej raczej nic w tym stylu nie słyszałem. Ogólnie same takie pesymistyczne myśli ...

Będę bardzo wdzięczny za jakąkolwiek poradę. Gdyby to pomogło to poszedłbym z nią do psychologa, ale boję się nawet o czymś takim jej wspomnieć, bo uzna, że mam ją za wariatkę i to skończy.

 

Pozdrawiam.

 

P.S. Imiona i miejsca nie są zgodne z prawdą. Mam nadzieję, że zrozumiecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

typ_spokojny, Ona sobie nie radzi ze swoimi trudnościami. NIe wierzy w swoje możliwości, bardzo szybko się zniechęca.

Na pewno przeżyła zawód w związku z rozstaniem rodziców, wtedy runął jej świat.

Nie wiem też czy ona ma w swojej matce oparcie.

Tak na prawdę, to odnoszę wrażenie, że ona nie wie czego chce.

Może pokaż jej tego posta, jak bardzo się o nią martwisz, może da się namówić na wizytę u specjalisty?

Przeczytaj sobie na temat syndromu DDD. To wiele Tobie wyjaśni.

ddd-dzieci-dysfunkcyjnych-domow-t20122.html

 

ddrr-doros-e-dzieci-rozwiedzionych-rodzicow-syndrom-t16250.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem też czy ona ma w swojej matce oparcie.

Ma oparcie, chociaż czasami się kłócą.

 

Tak na prawdę, to odnoszę wrażenie, że ona nie wie czego chce.

Tak samo to widzę. I to nie tylko teraz.

 

Może pokaż jej tego posta, jak bardzo się o nią martwisz, może da się namówić na wizytę u specjalisty?

Boję się jej to pokazać i zaczynać temat wizyty u psychologa. Zacznie mówić, że jest dla mnie wariatką i związek się już na pewno zakończy.

 

Dzięki, już czytam ! Ona ma teraz 21 lat, a rodzice się rozstali kiedy miała 19, więc myślę, że efekt jednak nie było aż tak wielki, bo była już dojrzała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki, już czytam ! Ona ma teraz 21 lat, a rodzice się rozstali kiedy miała 19, więc myślę, że efekt jednak nie było aż tak wielki, bo była już dojrzała.

Nic nie szkodzi. Nie wiadomo jakie były relacje między jej rodzicami. Patrzyła na to wszystko i wzrastała w takim domu. Wiele mechanizmów przejęła.

Przeczytaj na temat tych syndromów, to wiele wyjaśni, zrozumiesz z jakimi trudnościami może borykać się Twoja dziewczyna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może powiedz jej to osobiście co napisałeś w tym poście, może ona czuje się niepewnie w tym wszystkim również chciałaby żebyś też pokazał ze Ci zależy i nie wie do końca jak się zachowywać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Może powiedz jej to osobiście co napisałeś w tym poście, może ona czuje się niepewnie w tym wszystkim również chciałaby żebyś też pokazał ze Ci zależy i nie wie do końca jak się zachowywać.

 

Ona to wszystko wie, oprócz tego wątku dotyczącego problemów psychicznych. W niedzielę wypłakaliśmy się jak nigdy dotąd i wszystko sobie wytłumaczyliśmy. Nie potrafiła sprecyzować dlaczego ze mną chce skończyć (wyjaśniłem dlaczego tak wybuchłem w sobotę w nocy - wykrzyczałem, że jak nie chcę ze mną pogadać to koniec z tym. te słowa niby ją poważnie zabolały i wtedy jak przepraszałem na drugi dzień to ona już chciała oddawać moje rzeczy). Ostatecznie po tym spacerze i dyskusji, spytała czy dam jej czas i odpowiedziałem 'tak'.

 

Najbardziej mnie zastanawia jak można po 2,5 roku nie potrafić powiedzieć tej drugiej osobie 'kocham cię'. Ona mi mówiła, że nie chodzi o mnie, tylko o nią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie potrafiłbym bez niej żyć. Nie miałem wielkich planów, ale myślałem, że za rok/2/3 postaramy się coś wynająć. Z drugiej stronie nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej.

 

Najgorszy błąd! Teraz wyobraź Sobie, że byś ją stracił i co byś zrobił zabił się z tego powodu? Tak na prawdę musisz zrozumieć to, że trzeba być najpierw sam ze Sobą szczęśliwy i cieszyć się życiem, żeby potem ja dawać komuś innemu, tak to tylko jesteśmy uzależnieni od Osoby.

 

P.S. Rozstałem się niedawno z dziewczyną(mieliśmy wielkie plany, było niesamowicie, cudownie jak w bajce, trudno ona się poddała nie chciała mi dać szansy poprawienia pewnej rzeczy) no początek nie był łatwy, ale zrozumiałem bardzo ważną rzecz Trzeba się nauczyć żyć TU i TERAZ(Być Tutaj) i BYĆ SZCZĘŚLIWYM SAM ZE SOBĄ(BEZWARUNKOWO).

 

Wsadzanie kogoś w szufladkę DDA i DDD jest do kitu, bo od razu z góry się zakłada, że te wszystkie rzeczy co DDD lub DDA ma trzeba leczyć, skupić się na tym co jest złe i pracować na przykład na poczuciem własnej wartości.

 

 

Pozdrawiam

 

 

Nie ma nic mojego, nie ma nic twojego

 

Zaimki dzierzawcze sa przyczyna wielu cierpien - moja dziewczyna, moje pieniadze, moje cialo, moja wiedza, itd. Wszystko to daje podloze do bolu, bo w rzeczywistosci nie istnieje cos takiego, jak wlasnosc. Zlodziej jest tego najlepszym nauczycielem.

Toltecy lata temu pisali o aniele smierci, ktory przychodzil i pytal, czy mu wszystko oddasz. Jesli tak, to pozwalal ci byc bardzo czasowym posiadaczem twych dzieci, partnera, rzeczy, zdrowia, ale w kazdej chwili mogl je odebrac. Ten, kto sie go nie bal, dawal mu wszystko, i schodzilo z niego przywiazanie i pozadanie - dwie wielkie, bolesne historie umyslu. Ten, ktory oddac nie chcial, mial na sobie tykajaca bombe zegarowa; aniol smierci przychodzi zawsze, chyba ze.. go poznasz za zycia.

 

W czystym umysle nie ma podzialow. A moje i twoje to wielki podzial, zwiazany z istnieniem JA i INNI.

 

Mateusz Grzesiak

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najgorszy błąd! Teraz wyobraź Sobie, że byś ją stracił i co byś zrobił zabił się z tego powodu? Tak na prawdę musisz zrozumieć to, że trzeba być najpierw sam ze Sobą szczęśliwy i cieszyć się życiem, żeby potem ja dawać komuś innemu, tak to tylko jesteśmy uzależnieni od Osoby.

 

Tak, to prawda.

P.S. Rozstałem się niedawno z dziewczyną(mieliśmy wielkie plany, było niesamowicie, cudownie jak w bajce, trudno ona się poddała nie chciała mi dać szansy poprawienia pewnej rzeczy) no początek nie był łatwy, ale zrozumiałem bardzo ważną rzecz Trzeba się nauczyć żyć TU i TERAZ i BYĆ SZCZĘŚLIWYM SAM ZE SOBĄ(BEZWARUNKOWO).

Popieram!

Wsadzanie kogoś w szufladkę DDA i DDD jest do kitu, bo od razu z góry się zakłada, że te wszystkie rzeczy co DDD lub DDA ma trzeba leczyć, skupić się na tym co jest złe i pracować na przykład na poczuciem własnej wartości.

Podałam wątki, aby użytkownik przeczytał z czym może borykać się jego dziewczyna.

Jedną z trudności w syndromie DDA/DDD jest właśnie niskie poczucie własnej wartości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie potrafiłbym bez niej żyć. Nie miałem wielkich planów, ale myślałem, że za rok/2/3 postaramy się coś wynająć. Z drugiej stronie nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej.

 

Najgorszy błąd! Teraz wyobraź Sobie, że byś ją stracił i co byś zrobił zabił się z tego powodu? Tak na prawdę musisz zrozumieć to, że trzeba być najpierw sam ze Sobą szczęśliwy i cieszyć się życiem, żeby potem ja dawać komuś innemu, tak to tylko jesteśmy uzależnieni od Osoby

Jestem szczęśliwy ze samym sobą, ale ona jest dużą części mojego życia. Nie, nie zabiję się jak ją stracę :smile: Po prostu wierzę, że jak się kogoś kocha, to jest się z nim na dobre i na złe. To jest właśnie to złe i ja chcę jej pomóc.

 

Wsadzanie kogoś w szufladkę DDA i DDD jest do kitu, bo od razu z góry się zakłada, że te wszystkie rzeczy co DDD lub DDA ma trzeba leczyć, skupić się na tym co jest złe i pracować na przykład na poczuciem własnej wartości.

 

jaki to ma związek z moją sytuacją ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie potrafiłbym bez niej żyć. Nie miałem wielkich planów, ale myślałem, że za rok/2/3 postaramy się coś wynająć. Z drugiej stronie nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej.

 

Najgorszy błąd! Teraz wyobraź Sobie, że byś ją stracił i co byś zrobił zabił się z tego powodu? Tak na prawdę musisz zrozumieć to, że trzeba być najpierw sam ze Sobą szczęśliwy i cieszyć się życiem, żeby potem ja dawać komuś innemu, tak to tylko jesteśmy uzależnieni od Osoby

Jestem szczęśliwy ze samym sobą, ale ona jest dużą części mojego życia. Nie, nie zabiję się jak ją stracę :smile: Po prostu wierzę, że jak się kogoś kocha, to jest się z nim na dobre i na złe. To jest właśnie to złe i ja chcę jej pomóc.

 

Nie może ktoś być częścią Twojego życia to jest iluzja, robisz Sobie obrazy jej(tzw. wspomnienia), masz odczucia związku z nią i tak mówisz.

 

Zgadzam się, jasne że pomagać warto.

 

 

O Tym DDD I DDA tylko napomknąłem, przeczytaj post Moniki1974.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie może ktoś być częścią Twojego życia to jest iluzja, robisz Sobie obrazy jej(tzw. wspomnienia), masz odczucia związku z nią i tak mówisz.

 

Zgadzam się, jasne że pomagać warto.

 

 

O Tym DDD I DDA tylko napomknąłem, przeczytaj post Moniki1974.

 

Granie muzyki - to może być część życia. Rozmawianie z kumplami przy piwie - tak samo. Spędzanie weekendów we dwójkę - identycznie. Nie rozstaliśmy się, więc jest częścią mojego życia tak jak każda inna osoba, czy rzecz, z którą regularnie mam kontakt. Iluzją może być np. Jezus, którego niektórzy usilnie chcą wpasować do tego świata (nie miałem na celu obrażenia nikogo).

 

Skupmy się, na tym, że warto pomagać, bo w tym się zgadzamy. Będę wdzięczny za jakiekolwiek rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przypowiesci religijne są mądre a w Biblii pisze cos takiego jak dobrze zajrzysz stworzyłęm mężczyznę i kobietę , stworzyłem człowieka, czyli calość chodzimy po świecie i sie szukamy jesli spotkasz te odpowiednia osobę to stworzysz z nia jako całość człowieka , który sie dopełnia i zawsze juz bedziesz odczuwał brak tej osoby nawet jak umrze, ja w Boga specjalnie nie wierzę, ale wierzę w madrość ludzi, którzy to kiedyś spisywali

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
przypowiesci religijne są mądre a w Biblii pisze cos takiego jak dobrze zajrzysz stworzyłęm mężczyznę i kobietę , stworzyłem człowieka, czyli calość chodzimy po świecie i sie szukamy jesli spotkasz te odpowiednia osobę to stworzysz z nia jako całość człowieka , który sie dopełnia i zawsze juz bedziesz odczuwał brak tej osoby nawet jak umrze, ja w Boga specjalnie nie wierzę, ale wierzę w madrość ludzi, którzy to kiedyś spisywali

 

Ja też nie wierzę w Boga, chociaż zgadzam się z większością rzeczy, które nauczał Jezus.

No właśnie ja się czuję całością z Sandrą (co by nie napisać 'moją dziewczyną') i dlatego nie zrezygnowałem z tego związku, bo on dla mnie dużo znaczy. Jestem tu i próbuje znaleźć sposób, żeby jej pomóc, bo myślę, że problem jest w niej (jak sama stwierdziła jakiś miesiąc temu), a nie w naszym związku.

 

Zakończmy już temat religii, bo nie o to w tym temacie chodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i macie rację dwie osoby tworzą całość - Człowieka w jednej książce tak wyczytałem.

 

Wiesz musisz tak czy siak ją wziąć do specjalisty - najlepszy wybór.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz musisz tak czy siak ją wziąć do specjalisty - najlepszy wybór.

 

Dzięki za radę (naprawdę), ale już wyżej napisałem jak to się może skończyć. Czekam na inne pomysły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz musisz tak czy siak ją wziąć do specjalisty - najlepszy wybór.

 

Dzięki za radę (naprawdę), ale już wyżej napisałem jak to się może skończyć. Czekam na inne pomysły.

 

Halucynujesz co mogło by się stać. A jakby ona inaczej zareagowała to co? Tak na prawdę kwestia to jest przekonania do specjalisty, wywołania pozytywnych emocji, powiedzenia w taki sposób, że ona sama Sobie uświadomi, że potrzebuje specjalisty, tylko nie umiesz tego zrobić.

 

Powiedzenie czegoś w stylu takim: Wiesz Skarbie ostatnio jakoś się nie dogadujemy, a bardzo bym chciał to zmienić, tylko sam Sobie nie daje z tym rady i Ty tak samo. Myślę, że powinniśmy się poradzić bardziej kompetentnych ludzi jak naprawić nasz związek i podbudować Ciebie co Ty na to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie, zgadzam się z Best, związek polega między innymi na zaufaniu, nie chcesz przecież jej krzywdy.Sądzę, że nawet jeżeli w pierwszej chwili zareaguje tak jak się tego spodziewasz, to nie należy się zniechęcać tylko dać jej czas.Może mieć problem (chociaż już chyba to zrobiła) z przyznaniem się przed samą sobą czy Tobą, że ma problem.Ale jestem raczej zdania, że uświadomi sobie, że coś jest nie tak.Przy czym sądzę, że powinieneś pozwolić jej działać samej.To ją dowartościuje, coś w końcu osiągnie.Bądź przy niej to wystarczy.W zasadzie więcej nie możesz.Obawiam się, że nie ma innej rady jak tylko pomoc specjalisty, wyciszy się, dowie się o co jej samej chodzi, dlaczego tak reaguje...Oczywiście bzdurą totalną jest myślenie, że u terapeuty leczą się wariaci.Nie ma wariatów.To pogubieni ludzie.Delikatnie spróbuj jej wytłumaczyć, że to dla jej dobra, męczy się, niech chociaż spróbuje.Jeżeli uzna, że to nic nie daje, nikt do niczego nie będzie jej zmuszał.Chociaż obawiam się, czy nie jest tak z tą terapią, że sama musi poczuć, że jej potrzebuje, bo takie chodzenie na siłę jest bezsensu.No ale spróbować można.Ja np.będąc w takiej sytuacji - gdzie mój mąż proponuje mi terapię bym się zirytowała i buntowała jak pieron.Ale wiem, że nie umiałabym się przyznać przed kimkolwiek, że potrzebuję pomocy =)

 

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja np.będąc w takiej sytuacji - gdzie mój mąż proponuje mi terapię bym się zirytowała i buntowała jak pieron.Ale wiem, że nie umiałabym się przyznać przed kimkolwiek, że potrzebuję pomocy =)

 

no właśnie tacy są ludzie. w chwili obecnej czuje od niej ogromny dystans i na pewno nie zareaguje pozytywnie. ogolnie zastanawiam sie, czy spotykac sie z nia normalnie i 'dawac jej czas', czy olac to i poczekac az sama zateskni (lub nie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
no właśnie tacy są ludzie. w chwili obecnej czuje od niej ogromny dystans i na pewno nie zareaguje pozytywnie. ogolnie zastanawiam sie, czy spotykac sie z nia normalnie i 'dawac jej czas', czy olac to i poczekac az sama zateskni (lub nie).

 

może to drastycznie zabrzmi, ale to też jest jakiś sposób.Pisze tylko i wyłącznie z mojego punktu widzenia.Może troszkę "poczuła się"osaczona i duszona w związku?piszę "" dlatego, że to wynika z problemów jej z samą sobą-Tobie niczego nie zarzucam w tej kwestii.A takie odrzucenie,dystans do niej może zdziałać cuda.Pytanie tylko, czy to ma sens?Czy będziesz umiał wejść raz jeszcze w taki związek?to nie jest łatwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
no właśnie tacy są ludzie. w chwili obecnej czuje od niej ogromny dystans i na pewno nie zareaguje pozytywnie. ogolnie zastanawiam sie, czy spotykac sie z nia normalnie i 'dawac jej czas', czy olac to i poczekac az sama zateskni (lub nie).

 

może to drastycznie zabrzmi, ale to też jest jakiś sposób.Pisze tylko i wyłącznie z mojego punktu widzenia.Może troszkę "poczuła się"osaczona i duszona w związku?piszę "" dlatego, że to wynika z problemów jej z samą sobą-Tobie niczego nie zarzucam w tej kwestii.A takie odrzucenie,dystans do niej może zdziałać cuda.

 

Na początku po jej słowach, żeby to kończyć czułem się jak zero. A teraz wydaje mi się, że spotykając się z nią normalnie, robię z siebie głupka. Dziewczyna mnie chyba nie kocha (bo tego nie mówi) wywaliła wszystkie nasze zdjęcia z portali, a ja dalej próbuje coś zmienić.

 

Pytanie tylko, czy to ma sens?Czy będziesz umiał wejść raz jeszcze w taki związek?to nie jest łatwe.

 

Nie wiem, czy ma sens. Zależy mi na niej i dalej ją kocham, chociaż odczuwam jakąs mniejszą chęć zobaczenia się z nią. Najgorzej będzie na weekend, bo to masa wolnego czasu. Mieliśmy gdzieś wyjść coś zjeść (jej urodziny), ale mam ochotę to odwołać. To jest głupota - dziewczyna ze mną zrywa, a ja jej stawiam obiad, czy kolacje. Czyż nie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×