Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

natomiast w życiu wszystko jest po coś

 

Więc wytłumacz mi po co światu i mi moje zaburzenia? Jakiś wyższy cel? Upodlenie i w związku z tym lepsze rozumienie innych w celu bohaterskich czynów, czy co? (jedna z możliwości)

 

Wierzysz w przeznaczenie? Że tak miało być w jakimś bliżej nie określonym celu, tak?

Let them suffer!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eteryczna, ale, że za cierpienia jest później jakaś nagroda, czy po prostu mój los taki miał być i marnie skończę?

 

Jak jest jakaś nagroda pod postacią szczęścia to ja jestem happy, choć podejrzewam, że nie ma i skończę maksymalnie upodlony, takie są moje przewidywania.

Let them suffer!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eteryczna, ale, że za cierpienia jest później jakaś nagroda, czy po prostu mój los taki miał być i marnie skończę?

 

Jak jest jakaś nagroda pod postacią szczęścia to ja jestem happy, choć podejrzewam, że nie ma i skończę maksymalnie upodlony, takie są moje przewidywania.

Na to Ci nie odpowiem ,ale sam wiesz jak nastawienie i nasze myśli są ważne w tym aspekcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam .Jestem nowa na tym forum i za bardzo nie orientuje sie co mam robic.Nie wiem do kogo mam zglosic sie o pomoc albo o jakiekolwiek wsparcie.Mianowicie zostalam zdradzona i opuszczona przez meza.Zostawil mnie dla nowo poznanej dziewczyny ktora ma dziecko jednoczesnie opuszczajac mnie i nasze wspolne dziecko i kolejne ktore urodzi sie za 4 miesiace.Nie wiem co mam robic jak sobie pomoc.POMOZCIE

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam .Jestem nowa na tym forum i za bardzo nie orientuje sie co mam robic.Nie wiem do kogo mam zglosic sie o pomoc albo o jakiekolwiek wsparcie.Mianowicie zostalam zdradzona i opuszczona przez meza.Zostawil mnie dla nowo poznanej dziewczyny ktora ma dziecko jednoczesnie opuszczajac mnie i nasze wspolne dziecko i kolejne ktore urodzi sie za 4 miesiace.Nie wiem co mam robic jak sobie pomoc.POMOZCIE

 

Witaj, no cóż twój mąż podjął decyzję od której nie ma odwrotu. Niestety nie jest to proste i łatwe do zrozumienia czy ogarnięcia. Czeka Cię bardzo długa droga do równowagi emocjonalnej ale również do tego by wszystko sobie w życiu uregulować. Jestem rozwódką więc wiem że nie jest to łatwa droga. A kręta i nie zawsze prosta. Chyba że obydwoje a przede wszystkim mąż stanie na wysokości zadania i przynajmniej ułatwi Tobie życie i mimo wszystko okaże się ojcem nie tylko na papierze. Musisz rozplanować teraz sobie wszystko. Przebrnąć przez trud rozwodu który zapewne jest nieunikniony i który powinien być orzekany z jego winy (wtedy przez 5 lat po rozwodzie będzie musiał płacić alimenty nie tylko na dzieci ale również i na Ciebie) a po rozwodzie starać się o alimenty na dzieci.

Nie musisz udawać, że jesteś silny.

Nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze.

Nie martw się tym, co pomyślą inni.

Jeśli musisz, płacz - to dobrze wypłakać łzy do końca!

Tylko wtedy wróci uśmiech.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samotność mnie dobija.. Coraz częściej sobie myślę, że przecież to się już nigdy nie zmieni. A ja chyba gdzieś w środku ciągle mam nadzieje, że ktoś mnie "uratuje" , że w końcu przyjdzie taki moment, że będą "żyła" naprawdę.. Ciągle chyba czekam na jakieś zbawienie.. Nie nadaje się chyba do ludzi, a jednak ludzie to jedyne czego potrzebuje.. Boję się, bo budzę się z myślą, że jeśli te dni mają być tak smutne i samotne już do końca to po co to dalej ciągnąć? Czy to ma sens w ogóle..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:roll: Mi wlasna rodzina nie chce pomoc, wrecz na tyle nie rozumieja, ze jeszcze jest chyba gorzej w tej kwestii.

 

Dlaczego ludzie odchodza, kiedy powiesz im jak bardzo zle sie czujesz? Znikaja z Twojego zycia bezpowrotnie... Oprocz mojego chlopaka praktycznie nikomu juz nie ufam. Po prostu przestalam... Tyle razy zawiodlam sie. Czemu Polacy traktuja choroby psychiczne jak trad? Ogromna nietolerancja jak i braki edukacji, swiadomosci w ludziach. Pamietam nawet, ze dwie z moich kolezanek cierpialy i trafialy do szpitali na leczenie psychiatryczne. Praktycznie wszyscy jakos sie odsuwali sie od nich.

 

 

Czy spotkaliscie sie z ludzmi, ktorzy nie podchodza w ten sposob?

Ja chyba trafilam na nieodpowiednich ludzi w swoim zyciu... Pamietam, ze w stanie depresji jeszcze obrywalam. To tak jakby nie bylo nadzieji...

Zostajesz sam, a pozniej jeszcze w tym stanie zostajesz zmuszony wyciagnac wnioski. Caly ten wstyd zostaje z Toba i masz wrazenie, ze wszyscy juz wiedza, widza, ale pozwalaja Ci w tym tkwic.

'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:roll: Mi wlasna rodzina nie chce pomoc, wrecz na tyle nie rozumieja, ze jeszcze jest chyba gorzej w tej kwestii.

 

Dlaczego ludzie odchodza, kiedy powiesz im jak bardzo zle sie czujesz? Znikaja z Twojego zycia bezpowrotnie... Oprocz mojego chlopaka praktycznie nikomu juz nie ufam. Po prostu przestalam... Tyle razy zawiodlam sie. Czemu Polacy traktuja choroby psychiczne jak trad? Ogromna nietolerancja jak i braki edukacji, swiadomosci w ludziach. Pamietam nawet, ze dwie z moich kolezanek cierpialy i trafialy do szpitali na leczenie psychiatryczne. Praktycznie wszyscy jakos sie odsuwali sie od nich.

 

 

Czy spotkaliscie sie z ludzmi, ktorzy nie podchodza w ten sposob?

Ja chyba trafilam na nieodpowiednich ludzi w swoim zyciu... Pamietam, ze w stanie depresji jeszcze obrywalam. To tak jakby nie bylo nadzieji...

Zostajesz sam, a pozniej jeszcze w tym stanie zostajesz zmuszony wyciagnac wnioski. Caly ten wstyd zostaje z Toba i masz wrazenie, ze wszyscy juz wiedza, widza, ale pozwalaja Ci w tym tkwic.

 

Zdarzają się ludzie którzy nie podchodzą w ten sam sposób i nie odrzucają z powodu choroby,ale według mnie to wyjątki. Staram się ukrywać depresję bo gdybym tego nie robił był bym zupełnie sam w sumie wstydził bym się komuś powiedzieć prosto w oczy,że jest kiepsko i mam depresję.Zawsze jedna,dwie osoby znajome to coś.

 

Kiedyś pisałem z jedną osobą i pytała mnie się jaki jestem a ja na to "jestem normalny" Pozniej jak się dowiedziała,ze mam depresję to powiedziała "Przecież mówiłeś,że jesteś normalny" Tak się dziwnie poczułem jak jakiś psychol :shock:

Młody człowiek sporo przeszedł, psychika przegania ciało

Marszczy się gdzieniegdzie, trzęsie - tak zostało

Nie patrz po wyglądzie, ludzi już pojebało

Prawdziwość leży w sercu, natural - tak przystało

I tak by zabolało, nie chce tego, zero bzdur

Zero przypadkowych twarzy, bo przytrafi się szur

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:roll: Mi wlasna rodzina nie chce pomoc, wrecz na tyle nie rozumieja, ze jeszcze jest chyba gorzej w tej kwestii.

 

Dlaczego ludzie odchodza, kiedy powiesz im jak bardzo zle sie czujesz? Znikaja z Twojego zycia bezpowrotnie... Oprocz mojego chlopaka praktycznie nikomu juz nie ufam. Po prostu przestalam... Tyle razy zawiodlam sie. Czemu Polacy traktuja choroby psychiczne jak trad? Ogromna nietolerancja jak i braki edukacji, swiadomosci w ludziach. Pamietam nawet, ze dwie z moich kolezanek cierpialy i trafialy do szpitali na leczenie psychiatryczne. Praktycznie wszyscy jakos sie odsuwali sie od nich.

 

 

Czy spotkaliscie sie z ludzmi, ktorzy nie podchodza w ten sposob?

Ja chyba trafilam na nieodpowiednich ludzi w swoim zyciu... Pamietam, ze w stanie depresji jeszcze obrywalam. To tak jakby nie bylo nadzieji...

Zostajesz sam, a pozniej jeszcze w tym stanie zostajesz zmuszony wyciagnac wnioski. Caly ten wstyd zostaje z Toba i masz wrazenie, ze wszyscy juz wiedza, widza, ale pozwalaja Ci w tym tkwic.

 

Zdarzają się ludzie którzy nie podchodzą w ten sam sposób i nie odrzucają z powodu choroby,ale według mnie to wyjątki. Staram się ukrywać depresję bo gdybym tego nie robił był bym zupełnie sam w sumie wstydził bym się komuś powiedzieć prosto w oczy,że jest kiepsko i mam depresję.Zawsze jedna,dwie osoby znajome to coś.

 

Kiedyś pisałem z jedną osobą i pytała mnie się jaki jestem a ja na to "jestem normalny" Pozniej jak się dowiedziała,ze mam depresję to powiedziała "Przecież mówiłeś,że jesteś normalny" Tak się dziwnie poczułem jak jakiś psychol :shock:

 

 

Widzisz, Ty ukryles. Mi sie nie udalo... A to dlatego, ze czulam sie okropnie odizolowana ze swiata. Mowilam kiedys o tym kilku osobom, teraz juz pewnie wiekszosc ludzi wie...

Jedna kolezanka nawet kiedys mi powiedziala 'Nie pomoge ci, tym bardziej nie na odleglosc'. W sumie to ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego czym jest wlasciwie depresja, zal, traumy, patologia w rodzinie. Jak tak sobie pomysle o tych, ktorzy wszystko zawsze mieli. Skad tacy ludzie maja wiedziec jak moze byc naprawde zle...

Potrzeba przyjaciol i bliskich ci ludzi jest na tyle wielka, ze trudno z tym sie pogodzic. Nie zywie juz zalu do tych ludzi, ale bardziej teraz przechodza mi po latach przez pamiec rozne przykre sytuacje z nimi zwiazane. Najgorzej jest kiedy ludzie po prostu odchodza bez slowa, a pozniej rownie bez slowa przestaja sie z Toba kontaktowac. Napiszesz cos i wiesz, czujesz ze oni juz Ciebie nie chca... Nie potrzebuja kogos takiego wiecej. Ludzie zasluguja na cieplo i milosc. Chyba nie kazdemu jest to pisane... Ten swiat to pieklo na ziemi dla niektorych z nas.

'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Napiszesz cos i wiesz, czujesz ze oni juz Ciebie nie chca... Nie potrzebuja kogos takiego wiecej. Ludzie zasluguja na cieplo i milosc. Chyba nie kazdemu jest to pisane... Ten swiat to pieklo na ziemi dla niektorych z nas.

 

O tak, bo odpiszą ci zdawkowym jednym wyrazem, którym cię spławią. Gdy zadzwonisz spytać się co u nich, nagle się wykręcają że oddzwonią itp choć w ogóle nie oddzwaniają. Ojj ... to straszne.

Nie musisz udawać, że jesteś silny.

Nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze.

Nie martw się tym, co pomyślą inni.

Jeśli musisz, płacz - to dobrze wypłakać łzy do końca!

Tylko wtedy wróci uśmiech.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi wlasna rodzina nie chce pomoc, wrecz na tyle nie rozumieja, ze jeszcze jest chyba gorzej w tej kwestii.

 

Moja rodzina jest tak pochrzaniona ze jakbym miala w jakikolwiek sposob na nia liczyc, to juz dawno lezalabym w zimnym grobie.

 

Dlaczego ludzie odchodza, kiedy powiesz im jak bardzo zle sie czujesz? Znikaja z Twojego zycia bezpowrotnie... Oprocz mojego chlopaka praktycznie nikomu juz nie ufam. Po prostu przestalam... Tyle razy zawiodlam sie. Czemu Polacy traktuja choroby psychiczne jak trad? Ogromna nietolerancja jak i braki edukacji, swiadomosci w ludziach. Pamietam nawet, ze dwie z moich kolezanek cierpialy i trafialy do szpitali na leczenie psychiatryczne.

 

Tak to juz jest, nikt nie chce babrac się z toba w twoim gownie, zeby sie przypadkiem nie ubabrac, boja sie bo nie rozumieja tego. Ciesze sie mam conajmniej 2 takie osoby, ktore od lat sa ze mna- zawsze, a nie tylko wtedy kiedy jestem "fajna"

 

Samotność mnie dobija.. Coraz częściej sobie myślę, że przecież to się już nigdy nie zmieni. A ja chyba gdzieś w środku ciągle mam nadzieje, że ktoś mnie "uratuje" , że w końcu przyjdzie taki moment, że będą "żyła" naprawdę.. Ciągle chyba czekam na jakieś zbawienie.. Nie nadaje się chyba do ludzi, a jednak ludzie to jedyne czego potrzebuje.. Boję się, bo budzę się z myślą, że jeśli te dni mają być tak smutne i samotne już do końca to po co to dalej ciągnąć? Czy to ma sens w ogóle..

 

Mam to samo, ale nawet juz o tym nie mowie nikomu, bo raz- to i tak niczego nie zmienia w moim stanie, a dwa, ze zawsze konczylo sie to frustracja z powodu poczucia niezrozumienia. Stwierdzilam, ze jak mam sobie jakos z tym poradzic to musze to zrobic sama, bo nikogo to tak naprawde nie obchodzi, takie czasy egoistyczne.

W tym momencie duze nadzieje pokladam w oslawionym F7 w Kobierzynie. I nawet nie chce sie teraz nad tym zastanawiac: "co bedzie jesli...."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samotność mnie dobija.. Coraz częściej sobie myślę, że przecież to się już nigdy nie zmieni. A ja chyba gdzieś w środku ciągle mam nadzieje, że ktoś mnie "uratuje" , że w końcu przyjdzie taki moment, że będą "żyła" naprawdę.. Ciągle chyba czekam na jakieś zbawienie.. Nie nadaje się chyba do ludzi, a jednak ludzie to jedyne czego potrzebuje.. Boję się, bo budzę się z myślą, że jeśli te dni mają być tak smutne i samotne już do końca to po co to dalej ciągnąć? Czy to ma sens w ogóle..

 

Mam to samo, ale nawet juz o tym nie mowie nikomu, bo raz- to i tak niczego nie zmienia w moim stanie, a dwa, ze zawsze konczylo sie to frustracja z powodu poczucia niezrozumienia. Stwierdzilam, ze jak mam sobie jakos z tym poradzic to musze to zrobic sama, bo nikogo to tak naprawde nie obchodzi, takie czasy egoistyczne.

W tym momencie duze nadzieje pokladam w oslawionym F7 w Kobierzynie. I nawet nie chce sie teraz nad tym zastanawiac: "co bedzie jesli...."

 

 

Musze nauczyc sie tego podejscia. Moja mama twierdzi, ze jetem jeszcze dzieckiem skoro nie potrafie tak zyc... Ze nie jestem dorosla w jej mniemaniu. Wiem, ze gdzies tam ma racje, ale ludzie po prostu zawodza i bezpowrotnie podejmuja decyzje, ktore maja wplyw na czyjes zycie...

Na moje, decyzje niektorych ludzi wplynely okropnie zlym samopoczuciem i wspomnieniami, bo w koncu budzisz sie ktoregos ranka i powracaja te wszystkie teksty z przeszlosci a la 'lecz sie' na forum spolecznosciowym, gdzie wszyscy takie rzeczy widza, taki rodzaj wysmiewania sie, od niegdys najlprzychylniejszych Ci osob. Gdzie uwazam swoja droga, ze Polska jest zasciankowa i jezeli ktos jets chory (czyli cierpi) slowa takie sa nie tyle co nieprzemyslane, ale zwyczajnie celowane w kogos, by zrobic przykrosc, na pewno nic nie wnosza pozytywnego.

 

 

Dziekuje Ci Ana_88. Twoje slowa w jakis sposob dodaly mi otuchy. Od dzisiaj bede probowac nie myslec juz wiecej tyle o ludziach z przeszlosci.

To mnie tylko rani. Nikomu nie zyczylabym spotkac sie z takim niezrozumieniem, z jakim niestety ja sie spotkalam. Te wspomnienia musze wreszcie przerwac i skupic sie na terazniejszosci.

'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam to samo, ale nawet juz o tym nie mowie nikomu, bo raz- to i tak niczego nie zmienia w moim stanie, a dwa, ze zawsze konczylo sie to frustracja z powodu poczucia niezrozumienia. Stwierdzilam, ze jak mam sobie jakos z tym poradzic to musze to zrobic sama, bo nikogo to tak naprawde nie obchodzi, takie czasy egoistyczne.

W tym momencie duze nadzieje pokladam w oslawionym F7 w Kobierzynie. I nawet nie chce sie teraz nad tym zastanawiac: "co bedzie jesli...."

 

 

Musze nauczyc sie tego podejscia. Moja mama twierdzi, ze jetem jeszcze dzieckiem skoro nie potrafie tak zyc... Ze nie jestem dorosla w jej mniemaniu. Wiem, ze gdzies tam ma racje, ale ludzie po prostu zawodza i bezpowrotnie podejmuja decyzje, ktore maja wplyw na czyjes zycie...

Na moje, decyzje niektorych ludzi wplynely okropnie zlym samopoczuciem i wspomnieniami, bo w koncu budzisz sie ktoregos ranka i powracaja te wszystkie teksty z przeszlosci a la 'lecz sie' na forum spolecznosciowym, gdzie wszyscy takie rzeczy widza, taki rodzaj wysmiewania sie, od niegdys najlprzychylniejszych Ci osob. Gdzie uwazam swoja droga, ze Polska jest zasciankowa i jezeli ktos jets chory (czyli cierpi) slowa takie sa nie tyle co nieprzemyslane, ale zwyczajnie celowane w kogos, by zrobic przykrosc, na pewno nic nie wnosza pozytywnego.

 

 

Dziekuje Ci Ana_88. Twoje slowa w jakis sposob dodaly mi otuchy. Od dzisiaj bede probowac nie myslec juz wiecej tyle o ludziach z przeszlosci.

To mnie tylko rani. Nikomu nie zyczylabym spotkac sie z takim niezrozumieniem, z jakim niestety ja sie spotkalam. Te wspomnienia musze wreszcie przerwac i skupic sie na terazniejszosci.

'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem bardzo samotny. Wciaz nie znalazlem mojej Marli Singer :(

 

czasem trzeba się naczekać trochę dłużej.

Nie musisz udawać, że jesteś silny.

Nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze.

Nie martw się tym, co pomyślą inni.

Jeśli musisz, płacz - to dobrze wypłakać łzy do końca!

Tylko wtedy wróci uśmiech.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Caly ten wstyd zostaje z Toba i masz wrazenie, ze wszyscy juz wiedza, widza, ale pozwalaja Ci w tym tkwic.
poruszyło mnie to zdanie i rezonuje

 

edycja: Szukasz "swoich" i jesteś skłonna pomagać innym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej wam!

Siedzę, nie mogę spać, jak to zwykle w nocy (przesypiam dnie, nie śpię w nocy). Jestem wkurzona i myślę o tym, że w dzisiejszych czasach (przynajmniej w moim otoczeniu) aby być akceptowanym trzeba być "cool", podążać za modą w znaczeniu ciuchów, "muzyki" (czyli tego szitu zalewającego kluby). Znać nowe bary, kluby, wiedzieć które są "lamerskie", które "glamour", wrzucać słodkie fotki na insta i być takim pięknym modnym sexy. Nieraz dano mi odczuć, że nie pasuję do jakiejś paczki, bo jestem "zwyczajna", nieatrakcyjna. Nie jestem brzydka, jestem przeciętna. Dbam o siebie (chociaż żadnego sportu nie uprawiam, nie mam na to sił). Czytam książki (tyle ile jestem w stanie się skupić), mam parę różnych hobby, które obecnie różnie realizuję (deprecha). I wiecie co? Pozostanę przeciętna, nie chcę być "glamour". Nie zafarbuję włosów na blond, nie będę nosić tipsów i nie będę polować na najmodniejsze ciuchy. Już mi ubywa znajomych, ale jakoś mi lżej.

Taka moja luźna refleksja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej wam!

Siedzę, nie mogę spać, jak to zwykle w nocy (przesypiam dnie, nie śpię w nocy). Jestem wkurzona i myślę o tym, że w dzisiejszych czasach (przynajmniej w moim otoczeniu) aby być akceptowanym trzeba być "cool", podążać za modą w znaczeniu ciuchów, "muzyki" (czyli tego szitu zalewającego kluby). Znać nowe bary, kluby, wiedzieć które są "lamerskie", które "glamour", wrzucać słodkie fotki na insta i być takim pięknym modnym sexy. Nieraz dano mi odczuć, że nie pasuję do jakiejś paczki, bo jestem "zwyczajna", nieatrakcyjna. Nie jestem brzydka, jestem przeciętna. Dbam o siebie (chociaż żadnego sportu nie uprawiam, nie mam na to sił). Czytam książki (tyle ile jestem w stanie się skupić), mam parę różnych hobby, które obecnie różnie realizuję (deprecha). I wiecie co? Pozostanę przeciętna, nie chcę być "glamour". Nie zafarbuję włosów na blond, nie będę nosić tipsów i nie będę polować na najmodniejsze ciuchy. Już mi ubywa znajomych, ale jakoś mi lżej.

Taka moja luźna refleksja

zadajesz się z ciotami po prostu

"Biegnę przez ten świat jak dusza bez zameldowania,

Obserwator i szyderca, spec od brudów świata prania,"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej wam!

Siedzę, nie mogę spać, jak to zwykle w nocy (przesypiam dnie, nie śpię w nocy). Jestem wkurzona i myślę o tym, że w dzisiejszych czasach (przynajmniej w moim otoczeniu) aby być akceptowanym trzeba być "cool", podążać za modą w znaczeniu ciuchów, "muzyki" (czyli tego szitu zalewającego kluby). Znać nowe bary, kluby, wiedzieć które są "lamerskie", które "glamour", wrzucać słodkie fotki na insta i być takim pięknym modnym sexy. Nieraz dano mi odczuć, że nie pasuję do jakiejś paczki, bo jestem "zwyczajna", nieatrakcyjna. Nie jestem brzydka, jestem przeciętna. Dbam o siebie (chociaż żadnego sportu nie uprawiam, nie mam na to sił). Czytam książki (tyle ile jestem w stanie się skupić), mam parę różnych hobby, które obecnie różnie realizuję (deprecha). I wiecie co? Pozostanę przeciętna, nie chcę być "glamour". Nie zafarbuję włosów na blond, nie będę nosić tipsów i nie będę polować na najmodniejsze ciuchy. Już mi ubywa znajomych, ale jakoś mi lżej.

Taka moja luźna refleksja

 

Nie zmieniaj się, nie naginaj i nie dopasowuj do innych. Tylko bycie sobą i realizowanie własnych planów i marzeń daje poczucie szczęścia. Nie patrz co inni mają i co robią. Ważne jest tylko to, co Tobie tak naprawdę daje radość. Nie ważne, że to nie jest cool, ważne, że Ty to lubisz i Ty tego chcesz. Nawet jeśli Twoje marzenia wydają Ci się dziś nie realne, nie zapominaj o nich i zbliżaj się do ich realizacji jak tylko nadarzy się okazja. Nie szukaj tematów zastępczych, lecz tych, które potencjalnie (w przyszłości) pozwolą Ci na realizację tych właściwych.

"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."

"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają samotnie.podobnie jak narkomani.narkomani umierają w jakimś śmierdzącym sraczu a psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają za murami obozów psychiatrycznych we własnych odchodach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Caly ten wstyd zostaje z Toba i masz wrazenie, ze wszyscy juz wiedza, widza, ale pozwalaja Ci w tym tkwic.
poruszyło mnie to zdanie i rezonuje

 

edycja: Szukasz "swoich" i jesteś skłonna pomagać innym?

 

 

 

Jezeli dobrze rozumiem, to tak szukam takich ludzi i jestem sklonna pomagac. Przed tym etapem w moim zyciu probowalam pomagac innym jak tylko moglam.

Jednak nie moge znalezc takich jak ja gdzies blisko. Zanim zaczelam chorowac mialam wielu znajomych i chyba iluzje na temat mojego znaczenia dla nich.

Teraz zyje w izolacji z jedyna bliska mi osoba. Zaczelam bac sie kontaktow z ludzmi, bo bardzo cierpialam po utracie wiekszosci z nich. Najgorsze sa sytuacje bez pozegnan, kiedy ktos nie chce cie juz znac, a jednak ty w jakis sposob wiesz o tym, czujesz to... Bylam bardzo przywiazana do ludzi, pozniej to mnie zniszczylo. Tesknota za nimi jest, ale juz nie ta sama. Teraz przybrala postac bardziej ponura, taka z zalem nieutulonym.

'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

insadness, Do ludzi nie wolno się zbyt przywiązywać ,inaczej się cierpi gdy odchodzą lub coś się zmienia z drugiej strony nie można się też alienować bo każdy z nas potrzebuje drugiego człowieka choćby nie wiadomo jak był dzielny.Jestem otwarta na kontakty z ludżmi,ale nie gonie za nimi tego z czasem się nauczyłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

insadness, Do ludzi nie wolno się zbyt przywiązywać ,inaczej się cierpi gdy odchodzą lub coś się zmienia z drugiej strony nie można się też alienować bo każdy z nas potrzebuje drugiego człowieka choćby nie wiadomo jak był dzielny.Jestem otwarta na kontakty z ludżmi,ale nie gonie za nimi tego z czasem się nauczyłam.

 

Mysle, ze po prostu musze sie z tym pogodzic. Na przestrzeni miesiecy, lat nauczylam sie troche odpuszczac sobie takie smutne myslenie, jednak to powraca co jakis czas. Masz racje z przywiazaniem... Musze to pokonac w pewnym momencie.

'Można utracić wiele, aby zatrzymać w sobie to, co się kocha.'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×