Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

little_girl

Użytkownik
  • Zawartość

    56
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. little_girl

    Depresja objawy

    Dzięki, jestem umówiona na wtorek:)
  2. little_girl

    Depresja objawy

    Heh dzięki, tu jest "pies pogrzebany" że nie mogę spać w nocy...
  3. little_girl

    Depresja objawy

    Miałam podobnie przy niewyregulowanej niedoczynności tarczycy.
  4. little_girl

    Depresja objawy

    naprawdę nikt nic nie pomoże?
  5. little_girl

    Depresja objawy

    Bardzo proszę o szczere wypowiedzi! Staram się opisać jak najkrócej, zawierając ważne informację. Otóż borykam się z depresją i lękami. Testowałam różne leki - nie pomagają. Od ponad 3 lat jestem na SSRI. Od ponad 3 lat biorę codziennie benzo (obecnie klona). Od 2 lat biorę kodeinę. Ogółem depresję i objawy nerwicowe, coś jak fobia społeczna towarzyszyły mi od gimnazjum. Na 1. roku studiów próbowałam terapii, o kant d... rozbić. Na 2. roku lekarz przepisał mi SSRI i benzo (wtedy nie wiedziałam, że to uzależnia, cóż - peszek). SSRI to był przełom - zniknęły lęki i fobia społeczna, nastrój się wyrównał. Już nie mówię o benzo - przez całe życie odczuwałam w sobie niepokój, lęk, poczucie pustki, nic mi nie pomagało, a tu taki "balsam dla duszy"... Po nieco ponad roku działanie SSRI zaczęło słabnąć. Pustka zaczęła wracać. W końcu wyczarowałam sobie kodeinę, już po 1szym razie wiedziałam, że to będzie nałóg. Jeśli benzo to balsam dla duszy, to kodeina to hmm... kominek dla duszy? Ok, koniec z bzdurami. Tak więc bralam sobie SSRI, obecnie escitalopram, benzo i kodę przez cały ten czas, aż do teraz. Ponad rok temu zdiagnozowano u mnie sporą niedoczynność tarczycy, obecnie hormony są wyrównane, dawka leku dobrze ustawiona. Co ważne, parę tygodni przed diagnozą źle się czułam i pewnego dnia dostałam ataku padaczki typu grand mal (nie choruje na epilepsję, EEG później wyszło prawidłowe). Właśnie od czasu pojawienia się problemów z tarczycą zaczęłam się czuć: - zmęczona, wyczerpana, niewydolna - pojawiły się problemy z zapamiętywaniem i kojarzeniem - dostałam takiej depresji, przy której moje poprzednie to pikuś Zawaliłam jeden rok studiów i boję się, że teraz zawalę kolejny. Dodam, że robiłam też przeróżne badania w kierunku poszukiwania chorób somatycznych - nic nie znaleziono. Cierpliwości, zmierzam do końca. Lekarz psychiatra stwierdził że mam zachwianą biochemię mózgu poprzez benzo i kodeinę. Kazał szybko odstawić. Tydzień temu zaczęłam powoli redukować dawki klona. Proszę Was o opinie. W ostatnich miesiącach nawet wyjście po zakupy to dla mnie wysiłek psychiczny (pokonanie lęku) i fizyczny (jestem potwornie słaba, nie mogę też jeść). Właśnie wróciłam na studia po dziekance i panikuję, że będę musiała wziąć kolejną. Dziś wykład na 8 rano, nie kładę się spać bo jak zasnę, to już nie wstanę do 15. Jestem bezradna, lekarz nie chciał zamienić mi antydepresanta na inny, gdyż twierdzi, że to nie ma sensu, skoro biorę te "moje substancje". Wyjaśniam - chcę je rzucić, wspominalam, że redukuję dawkę klona. Ale przy tak, przepraszam, ch****ym samopoczuciu motywacja jest wręcz zerowa. Nic innego nie daje mi przyjemności, nie mam siły na ćwiczenia fizyczne. Tak, wiem, dużo sama zawiniłam. Ale chcę zwrócić na coś uwagę - najpierw była depresja, później prochy. Powiedzcie mi, czy według was, tak beznadziejny stan to wina tylko i wyłącznie moich uzależnień? Moim zdaniem jestem i uzależniona, i mam depresję, ale lekarzowi by chyba korona z głowy spadła gdyby mi wypisał nowy antydepresant.
  6. Też zaczęłam odstawiać, konkretnie klona, moim zdaniem wart uwagi jest ten poradnik: http://benzo.org.uk/polman/index.htm
  7. little_girl

    Samotność

    Kiedyś owszem, stawiałam sobie za cel więcej kontaktu z ludźmi... Ostro się przejechałam. Co do zdziwaczenia to chyba jestem zdziwaczała od urodzenia - ogółem lubię rozmawiać, ale na konkretne tematy. Nie znoszę plotkowania, gadania o pierdołach.... Nie mam umiejętności "społecznych", nie rozwinęłam ich chyba w okresie dzieciństwa i dojrzewania. Oczywiście potrzebuję tej jedynej osoby do kochania, ale wiem że nie zasłużyłam.... Taki los.
  8. To znaczy konkretnie czego dawania? Opieki, kochania... No nie umiem inaczej ująć.
  9. little_girl

    Samotność

    Nie napisałam że bliższe, ale już chyba mówiłam - jestem sama, rodzice daleko, przelewam miłość na moje koty, co w tym dziwnego? Czasem chcę z kimś porozmawiać a nie ma z kim, to do zwierzaka się odezwę Albo piszę tutaj.
  10. Dodam jeszcze, że tym się różnimy, że mnie nikt jakoś wybitnie nie zranił, nie noszę w sobie urazy. Co jest najgorsze, mam silną potrzebę dawania miłości, chyba nawet silniejszą niż jej brania. Działam w wolontariacie, lubię pomagać, to jedyny ze mnie pożytek. I dla mnie to jest męczarnią, że nie mam nikogo "swojego" do kochania. Dlatego, tak jak wspominałam już, łykam prochy by to uciszyć. Pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę miała nikogo, po prostu intuicyjnie to czuję. Przepraszam że post pod postem, ale nie mogłam edytować poprzedniego.
  11. Rozumiem Ciebie, przynajmniej tak mi się wydaje - czytając Twoje posty miałam odczucia jakbym czytała o sobie. Długo się zastanawiałam, na ile problem ze znalezieniem miłości wiąże się z depresją. Doszłam do wniosku, że skoro masa ludzi z deprechą i innymi zaburzeniami jest w związkach, to nie w tym rzecz, chociaż na pewno te zaburzenia utrudniają życie w związku. Myślę że u mnie przeszkodą jest to, że właściwie mało wychodzę do ludzi, jestem bardzo spięta w kontaktach z nimi (resztki fobii społecznej). W dodatku niska samoocena robi bardzo dużo złego. Chociaż ja akurat jestem przekonana że jestem osobą złą, dziwaczną, trudną, bezwartościową, gorszą, do bólu nudną i zewnętrznie nieatrakcyjną. I nie wiem, czy cokolwiek to zmieni. Ćpam by nie myśleć o tym, jaka jestem beznadziejna i żeby uciszyć uczucia. Leki nie pomagają, jutro wizyta u psychiatry, może da mi w końcu lek który zadziała.... PS. przepraszam, nie pocieszyłam Ciebie Jestem w złym stanie, deprecha jakiej chyba jeszcze nigdy nie miałam. A Ty zawalcz o siebie, dobry psychoterapeuta podobno potrafi zdziałać cuda :) Mi psychoterapii odmówiono...
  12. little_girl

    Samotność

    Przechodziłam przez to. Teraz jestem 'prawie' sama. Okropne chwile. Witam w klubie. No ja jestem prawie sama, są jednak rodzice. Tata cicho wspiera, mama codziennie trajkocze do telefonu że mam wziąć się w garść. Mam jeszcze koty, które szczerze kocham i ta miłość trzyma mnie przy tym moim "życiu".
  13. little_girl

    Samotność

    Hej wam! Siedzę, nie mogę spać, jak to zwykle w nocy (przesypiam dnie, nie śpię w nocy). Jestem wkurzona i myślę o tym, że w dzisiejszych czasach (przynajmniej w moim otoczeniu) aby być akceptowanym trzeba być "cool", podążać za modą w znaczeniu ciuchów, "muzyki" (czyli tego szitu zalewającego kluby). Znać nowe bary, kluby, wiedzieć które są "lamerskie", które "glamour", wrzucać słodkie fotki na insta i być takim pięknym modnym sexy. Nieraz dano mi odczuć, że nie pasuję do jakiejś paczki, bo jestem "zwyczajna", nieatrakcyjna. Nie jestem brzydka, jestem przeciętna. Dbam o siebie (chociaż żadnego sportu nie uprawiam, nie mam na to sił). Czytam książki (tyle ile jestem w stanie się skupić), mam parę różnych hobby, które obecnie różnie realizuję (deprecha). I wiecie co? Pozostanę przeciętna, nie chcę być "glamour". Nie zafarbuję włosów na blond, nie będę nosić tipsów i nie będę polować na najmodniejsze ciuchy. Już mi ubywa znajomych, ale jakoś mi lżej. Taka moja luźna refleksja
  14. Jako że jutro sylwester, mam pytanie o wasze doświadczenia z łączeniem lamotryginy z alkoholem. Normalnie w ogóle nie piję, ale jutro chciałabym wypić np. 2 kieliszki wina, lampkę szampana ... Jak to jest u was?
  15. little_girl

    Depresja objawy

    Hej wszystkim! Od wielu miesięcy dokuczało mi bardzo silne osłabienie. Zdiagnozowano wtedy chorobę Hashimoto. Na studiach wzięłam urlop dziekański, właściwie wyłączyłam się z życia. Minęły 3-4 miesiące, poziom hormonów doszedł do normy dzięki braniu Euthyroxu. A ja ciągle źle się czułam. Wykonałam wiele badań, nic nie stwierdzono, więc w końcu wysłąno mnie do psychiatry. Lekami SSRI leczę się od 3 lat i myślałam że żaden objaw depresji nie jest mi obcy.... A tu jednak od dwóch lekarzy padła diagnoza: depresja. Chciałam was zapytać, czy wy też doświadczaliście skrajnego fizycznego wyczerpania przy depresji? Mogłabym cały czas spać i płakać. Gdy rano dzwoni budzik i próbuję wstać, przewracam się. Ciągle jestem na urlopie dziekańskim. Zwykłe zrobienie zakupów to wielkie wyzwanie. Nie mam objawów typu kołatanie serca, duszności. "Tylko" wyczerpanie no i brak apetytu. Aż mi ciężko uwierzyć, że za to wszystko odpowiedzialna jest depresja. Obecnie biorę lamotryginę i escitalopram. Niedługo mam wizytę u jeszcze jednego lekarza w celu potwierdzenia diagnozy. Proszę, powiedzcie co sądzicie.
×