Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

O tak, tak! Gdy komuś zależy, a ja mam tę osobę gdzieś (tak naprawdę), to czuję się świetnie. Tak fajnie i błogo jest, kiedy to ja jestem górą. No przecież.

TO rzeczywiście okrutne.

Ha! Najlepsze jest to, że towarzystwo otaczające mnie na co dzień nie wie, że ja taka. Ale prawda i tak kiedyś wychodzi. W sumie to i byłoby mi z tym lepiej. O ile by mnie zaakceptowali. Sama nie wiem. W "euforii" (czy czymś podobnym?) zdarza mi się pokazywać, że mam wszystko w nosie. To tak jedynie. Pamiętam jak uśmiechem (satysfakcją?) na ustach powiedziałam, że z kimś tam niczego nie będzie. A chłopakowi chyba przykro było i w ogóle. Sama nie wiem jak do tego podchodziłam, ale z taką reakcją się spotkałam "i jeszcze się śmieje".

Chyba powinnam zniknąć z tej planety, bo skoro w rok się tak pogorszyło, to co będzie za dwa? :mrgreen:

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Transfuse, tak. Mam w tym mistrza chyba. Takie zbyt normalne osoby to idą w odstawkę (ale mówię tu o facetach). A jak ktoś ma problemy to włącza mi się tryb Matki Teresy z Kalkuty chyba. Wtedy wszystko znoszę. Do czasu. Tylko jak ta osoba pojawi się ponownie, to na 99 procent znowu się w to wpakuję.

Jak jest normalnie, to musi być nudno i aż mdłości biorą (przynajmniej dzisiaj tak sądzę).

(tak apropo - fajny podpis :mrgreen: )

 

Myślałam sobie przez te kilka dni, że normalne życie jest fajne. Chcę być szczęśliwa i inne pierdoły. Te wszystkie moje problemy to jakieś wyssane z palca itd. A teraz znowu myślę, że to były jakieś klapki na oczach i tyle. Nic w tym ciekawego. Życie zawodzi, więc nie warto żyć i myśleć normalnie. Znowu mi się włączają jakieś głupie marzenia :? . Wstyd gadać.

W ogóle terapeutka tak zgadywała, że ja sądzę, że normalność jest nudna właśnie i tak dalej. Coś w tym guście. No i jestem między młotem, a kowadłem. No bo niby chcę, żeby mnie cudownie uzdrowiła, ale i pytanie "no co ze mnie zostanie? takie NIC" mi się pojawia. Raz jedno przeważa, potem drugie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ubierając w słowa swoje przemyślenia czy postawy również miałem na myśli płeć przeciwną. Normalność w relacji to coś na wzór przyzwyczajenia. Z każdym przecież może być tak zwyczajnie... jeśli z wieloma osobami można tak funkcjonować, więc co mam rozumieć pod pojęciem miłości ? Wiesz, mi też trudno określić swój cel w życiu. Po studiach nie mogę znaleźć pracy, to strasznie frustrujące.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No przecież innego można postawić na czyimś miejscu i też będzie dobrze. Chętnie bym czasem zamknęła gęby na kłódkę, wyłączyła mózg i była tylko ciałem. Tak bezpieczniej pewnie. Chciałoby się bliskości fizycznej, ale takiej "prawdziwej" to nie wiem... Chyba nie potrafię. A może zbyt surowo siebie oceniam. Może. Może. Ale ile razy można popełniać te same błędy? Zaczęłam od drugiej podstawówki szukać kogoś kto by zastąpił ojca. Tak mi się wydaje. Czegokolwiek bym nie robiła, to i tak jest źle, jeśli zależy. Dystans? Niemożliwy chyba. Może umiem sobie racjonalnie coś wytłumaczyć, ale co z tego?

Ja już w miłość nie wierzę. Powierzę przez kilka dni, pragnę być blisko kogoś i dostaję w d^pę, i już nie wierzę. Za dużo z tym zachodu, za dużo mi się w głowie pierniczy.

A co do takich "nienormalności" w relacji... Przy takich ludziach z problemami to ja się staję tą przymilną raczej i czuję się w związku z tym beznadziejnie. Ale tak, czy inaczej - do bliższych kontaktów nie dochodzi.

 

Przynajmniej te studia masz ;). Ja nie wiem jak to ma niby wyglądać. Za rok pójdę pewnie. Tylko u mnie taki lęk jest przed sprawdzianami, że w szkole się nie zjawiam, więc co dopiero matura, egzaminy... W ogóle mam wielki lęk przed szkołą. Czasem nawet nie wiem o co chodzi. Nie wyobrażam sobie tego. W dodatku jak jest coś co MUSZĘ, to mam ochotę uciec od tego, staje się to wielkim ciężarem i wątpię, bym wytrwała w swoich planach (jak będą) w takim razie. A co w tym aspekcie życia, to chyba i w innych.

 

Uff. Jak dobrze, że jest to forum. Chyba bym zwariowała, gdyby nie fora.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uniwersalność; przecież nie ma czegoś takiego jak ta jedyna, wyjątkowa osoba... zawsze można kimś kogoś zastąpić. Co do "wyłączenia" mózgu; wystarcza mi jakieś formalne zajęcie, wysiłek fizyczny. Bliskość fizyczna, mówią, że jest niczym bez uczucia. Też mi tego brakuje, chociaż po każdym obcowaniu z Kobietą mam wyrzuty sumienia. Przecież ona nie powinna być tylko kimś do zaspokojenia popędów. Również wychowałem się bez ojca. Trudno ocenić jaki byłbym teraz, gdyby w dzieciństwie towarzyszył mi męski wzorzec. Podobno miłość wymaga kompromisów, a ja nie lubię gdy ktoś narzuca mi swoje schematy. Poczucie wyższości ? Rola wybawicielki ? To takie "podniecające"...

 

Co do wątku o studiach. To zupełnie inna bajka niż szkoła średnia. Nie jest tak źle :) Człowiek uczy się wszystkiego od początku... Na pewno poznasz nowych, interesujących ludzi. W takim trybie przyswajania wiedzy nic nie MUSISZ :) to wielki plus studiowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysiłek fizyczny... Za dużo przeciwności :mrgreen: . Trzeba wyjść, trzeba się przebrać, trzeba to, tamto... Za dużo roboty. :roll: .

No tak bliskość fizyczna bez uczucia rzeczywiście jest niczym (chodzi mi tu i o przytulanie, cokolwiek). To fakt. I nawet alkohol nie sprawi, że stanie się inaczej. Ale człowiek i tak próbuje.

Jak się trafi dwóch takich samych - ciekawie by było. Ale to chyba tylko w filmach tak działa. Rzeczywistość jest okrutniejsza :P .

 

Poczucie wyższości ? Rola wybawicielki ? To takie "podniecające"...

Piona :great: .

 

Oby nie było tak źle z tymi studiami jak myślę :D .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moyraa, Fajnie jest się zmęczyć, to też daje możliwość poczucia się "lepszym". Czasami jakaś dziewczyna się uśmiechnie, zwróci na mnie uwagę... albo gdy idzie z chłopakiem, który w dłoni trzyma papierosa... Pisząc o zbliżeniu, miałem na myśli coś więcej niż pocałunek czy przytulenie się. Może to zabrzmi okrutnie ale ciesze się, ze ktoś czuje podobnie jak ja...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miętówko, czy to nie za bardzo podręcznikowe? ;)

Miałam styczność 100 lat wstecz przez rok prawie z bordem najbardziej ze wszystkich borderowym, ale za każdym razem, gdy ktoś ją zostawiał, rozstawałyśmy się, czy, ostatecznie, to ja zostawiłam, nie reagowała wściekłością "out", absolutnie nie. Zadręczała siebie i autoagresja potęgowała się.

True. Dokonałam sporego skrótu myślowego pomijając starą, dobrą autodestrukcję, podciągając ją poprostu do "głupich rzeczy" ;) thx za ręke na pulsie :great:

 

Pamiętam, dobry rok temu, gdy odeszła ode mnie przyjaciółka (naturalnie, sprowokowałam ją ku temu, a może i ja ją zostawiłam, ale łatwiej mi wchodzić w rolę ofiary), miałam ochotę poderżnąć sobie krtań, by wpędzić ją w poczucie winy. Zamiast tego, sic!, między innymi, rozpieprzyłam sobie brzuch myśląc: "i co? teraz cię boli? (nie mnie, przyjaciółkę), w ten sposób karzę ciebie (nie mnie, przyjaciółkę)". Ładna irracjonalka.... :roll:

wcale nie taka irracjonalka! ja to bym powiedziała, że całkiem logiczne. U mnie dzieje się to na bieżąco :? . już samo utrzymywanie niemoralnie niskiej wagi ciała jest ponoć moją zemstą na matce (i bardzo dobrze jej tak :twisted: ).

 

innymi słowy - bpd rządzi się poprostu odrębną, dość ekscentryczną logiką :roll:

 

Spadam na terapię. Boję się. Jeszcze wczoraj zamierzałam wjechać z uśmiechem szerokim jak u Jokera, prowokująco ubrana, dziś stać mnie tylko na lekko prowokujący imidż zewnętrzny, w środku chcę milczeć i być niewidzialną. Boję się, bo jestem bezprogresywna, zaraz się mnie odstawi, bo marnuję święty czas terapeutki... :-|

Babe, wrażenia w takiej sytuacji zawsze są paskudne. ale obiektywnie nie widze powodu żeby wywalać dziewczynę która to całkiem niedawno poczyniła spory krok do przodu, a teraz zbiera wtórne żniwa tego osiągnięcia. tak myślę. Pamiętam siebie, zawalającą czerwcową sesję egzaminacyjną. wchodząc na terapię, byłam śmiertelnie pewna, że ona nie może już patrzeć na tą nieudolną ofiarę losu co to nawet do sesji nie potrafi podejść jak człowiek. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak. Ja miałam świetny przykład = brak przykładu. Już chyba mówiłam, że trochę ich było w domu, ale matka nie miała szczęścia (też brednie, popełniała błędy (?)). Było ich przeszło 10. Także tego...

No. Stałości za grosz nie doznałam w tej sferze. I amen. Teraz mam.

Chciała dobrze. Wyszło źle. Ale przecież miało być pięknie, cudownie i miała mi stworzyć dom.

ja jestem taka jak twoja mama...........

przynajmniej tak samo postepuje

chcialabym , zeby dzieciaki byly szczesliwe, ciezko mi samej i nic sie nie udaje...

mam nadzieje , ze po tej terapii znormalnieje......

licze na to

jesli nie pozostaje mi samobojstwo

tylko nie jestem pewna czy z tatausiem bedzie im lepiej

jest jeszcze pies i kot , ktorych nikt nie wezmie a sa po przejsciach :(

 

-- 09 sie 2012, 17:54 --

 

 

 

innymi słowy - bpd rządzi się poprostu odrębną, dość ekscentryczną logiką :roll:

jaka???

jakbys mogla pare slow napisac na ten temat bylabym wdzieczna

ja wiem ,z e przez cale zycie robie samej sobie na zlosc

nie dzialam na swoja korzysc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie o to chodzi, ale o to, abyś im bezpieczeństwo jakieś zapewniła. I jak będzie jakiś facet to nie od razu do domu z nim przychodzić, tylko dać sobie czas. Moja matka dość wcześnie z nimi przychodziła (zdaje mi się) i to był chyba błąd. Ale nie wiem. Może wcale to nie jej wina, a w większości wina ojca, a wszystko na nią zwalam tak często?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

thx za ręke na pulsie :great:

Masz ładny (że puls, w sensie), to se trzymam :mrgreen:

 

Dałam dziś czadu.

Spotkałam znajomego, jednego z tych, którzy darzą mnie odwiecznym sentymentem, którego ni w ząb nie rozumiem.

No, to żeśmy swoim zachowaniem skrępowali dziewczynki w przedziale.

Macał mnie i całował, a ja ...histerycznie zanosiłam się śmiechem. Po czym rozstaliśmy się i uderzyłam w straszny płacz, bo pozwoliłam sobie na dotyk drugiej osoby, jako, że ona chciała, a ja nie mam prawa głosu i każdy może zrobić ze mną, co się tylko podoba. Terapia w tym tonie...

Ja pierdolę....

Przecież ja się dziś nie domyję... :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

goddamn it. nic, jak tylko za jajca powywieszać to plugawe tałatajstwo na widoku publicznym :? ale w ogóle co za czelność?! co za hucpa tak się spoufalać?! :?

 

mordka36, przez tą ekscentryczną logikę nie miałam nic konkretnego na myśli ;) raczej ogółem całe spektrum dziwacznych pomysłów i poczynań borderowych, które z boku patrząc wydają się bezsensem, ewentualnie pospolitą głupotą.

 

-- 09 sie 2012, 19:09 --

 

aczkolwiek chyba "uratuj mnie" dostarczy ci konkretnych przykładów ;) ew. 'walking on eggshells' (nie pamietam w tej chwili jak sie to pisze)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie o to chodzi, ale o to, abyś im bezpieczeństwo jakieś zapewniła. I jak będzie jakiś facet to nie od razu do domu z nim przychodzić, tylko dać sobie czas. Moja matka dość wcześnie z nimi przychodziła (zdaje mi się) i to był chyba błąd. Ale nie wiem. Może wcale to nie jej wina, a w większości wina ojca, a wszystko na nią zwalam tak często?

najgorsze jest to ze ja bez faceta nie czuje sie bezpiecznie i skoro jeden zwiazek sie konczy zaczynam nastepny...

zawsze to twa klika miesiecy zanim przprowadze kogos do domu, ale i tak kiedys sie to konczy :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

najgorsze jest to ze ja bez faceta nie czuje sie bezpiecznie i skoro jeden zwiazek sie konczy zaczynam nastepny...

zawsze to twa klika miesiecy zanim przprowadze kogos do domu, ale i tak kiedys sie to konczy :(

 

a jaką masz sytuację w domu? mieszkasz z rodzicami czy z kim? pare miesięcy moim zdaniem to o wiele zawcześnie żeby "wprowadzać" do rodziny nową osobę jako wybranka ;) chociaż to zależy od kultury danej rodziny. w bardziej otwartych domach to pewnie typowe, u mnie nie miałoby szans

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

najgorsze jest to ze ja bez faceta nie czuje sie bezpiecznie i skoro jeden zwiazek sie konczy zaczynam nastepny...

zawsze to twa klika miesiecy zanim przprowadze kogos do domu, ale i tak kiedys sie to konczy :(

 

a jaką masz sytuację w domu? mieszkasz z rodzicami czy z kim? pare miesięcy moim zdaniem to o wiele zawcześnie żeby "wprowadzać" do rodziny nową osobę jako wybranka ;) chociaż to zależy od kultury danej rodziny. w bardziej otwartych domach to pewnie typowe, u mnie nie miałoby szans

Też myślę, że powinno się dłużej poczekać, jeśli w domu masz dzieci. Wiesz o co mi chodzi, bo wiesz jak to u mnie było. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie chce być złym prorokiem, ale jeśli facet mówi wprost o braku uczuć (jeśli coś mylę to porpawcie mnie), to nic dobrego nie może z tego wyniknąć. bez miłości nie ma związku i udanej rodziny. a jeśli chodzi o dzieci, to częsta zmiana "wujków" w ich otoczeniu na pewno nie działa dobrze, powstaje niepewność sytuacji, brak stabilności obrazu rodziny, brak poczucia bezpieczeństwa itp, itd. no lepiej ogólnie sie powstrzymać z wprowadzaniem obcych za próg :roll:

 

-- 10 sie 2012, 13:16 --

 

Żadna czelność, żadna bezczelność... Sama na to pozwoliłam... :-|

to nigdy nie jest tak proste. ja, albo on. poprostu splot okoliczności spowodował taką, a nie inną kombinację wydarzeń. and also - na tej zasadzie można by dojść do wniosku, dzieci nadużywane seksualnie (w tym ja) też najpierw się zgadzały przecież iść za dorosłym :roll: . za prawdę powiadam ci, nie widzę w tym Twojej winy.

 

-- 10 sie 2012, 13:18 --

 

wlasnie tylko z dziecmi....

i czuje sie masakrycznie samotna, wlasnie dlatego , ze nie mam nikogo bliskiego doroslego

a co ze znajomymi? przyjaźniami jakimiś, wspólnymi wyjściami, wizytami koleżanek? masz jakieś bliskie relacje przyjacielskie? wychodzisz z domu sama, na spotkania czy imprezy jak za dobrych nastoletnich lat ;)?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×