Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Męczyłam sie owszem, a co do dupka sie zgodzić nie mogę. Wiele mi pomógł w zyciu a dobry kontakt, przyjacielski mamy do tej pory. Każdy bladzi, on tez nie miał zamiaru mnie krzywdzić ale wie ze to robił. Zapisał mnie na terapie, opłacał ja, chciał abym była szczęśliwa i godnie żyła. Potem i tak rzuciłam wszystko i żyłam po swojemu, schodząc na zła drogę. Teraz kolejny fajny, wyrozumiały ale z innym problemem, jak widać nie mam szczęścia, wybieram wciąż trudnych partnerów, wielu ma dzieci, taki wiek...

 

Obsesja... Owszem zakocham sie w nowym i mija, ale po czasie przechodzi na nowego. Czasem myśle ze z niej sie nie uwolnię. Czuje sie lepiej, smutno, samotnie ale w miarę spokojnie. Na tyle dobrze, ze znów mam chęć odstawić leki.

 

Nie dawaj sie swoim złym emocjom. Przypominaj sobie o nich zawsze wtedy kiedy zaczynaja sie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Osoby z BPD nie potrafią regulować własnych emocji. Są bardzo wrażliwe, łatwo je zranić. Zdarzenie bez znaczenia dla kogoś innego, dla tej osoby może być katastrofą. Emocje są bardzo intensywne, życie jest pełne dramatów, skrajnych przeżyć. Łatwo się zakochują, łatwo wpadają w zachwyt i entuzjazm. Równie łatwo ogarnia je czarna rozpacz, wściekłość, czy gorzkie upokorzenie. Emocje długo się utrzymują, niejednokrotnie osoba potrzebuje kilku dni, żeby dojść do siebie. Zwykle są świadome tej wrażliwości, podatności na zranienie."

 

To niestety nie jest diagnoza osoby z BPD. Ja też mógłbym powiedzieć że to mam, ale nie mam BPD. To charakterystyka neurotyka o szeroko pojętych zaburzeniach ja, w którym konkretny typ zaburzeń dotychczas się nie rozwinął. Idź na terapię, porozmawiaj o swoich problemach, spróbuj je rozwiązać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obsesja... Owszem zakocham sie w nowym i mija, ale po czasie przechodzi na nowego. Czasem myśle ze z niej sie nie uwolnię. Czuje sie lepiej, smutno, samotnie ale w miarę spokojnie. Na tyle dobrze, ze znów mam chęć odstawić leki.

 

 

No właśnie... ta obsesja to chyba jest wpisana w skrajne przeżywanie uczuć. Ja kiedyś męczyłam się z nią rok po rozstaniu. bleah.

 

Nie odstawiaj leków :( zazwyczaj nie kończy się to dobrze u nas.

 

PS: http://web.archive.org/web/20130116033123/http://bpd.szybkanauka.net/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To w takim razie jak zdiagnozować borderline, jeśli nawet lekarze, bardzo rzadko to robią i wrzucają ludzi do worka z deprechą. W ogóle wy mieliście robione testy na pierwszych spotkaniach z psychiatrą? Moje wizyty zawsze trwały 3-5 min. i tyle. "Co panu dolega?" i "Przepisze panu te tabletki" to jedyne co zawsze od nich słyszałem. Może gdy ktoś się leczy prywatnie jest inaczej, ale publiczne to śmiech na sali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy po takim jednym spotkaniu z psychologiem, który dogłębnie wszystko 'obada', można już mieć wystawioną diagnozę, czy trzeba do niego chodzić dłuższy okres czasu? Pytam, bo po pół roku brania prochów, tak naprawdę dalej nie wiem co mi dolega, gdyż nigdy moja 'lekarka' mi tego nie przedstawiła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie miałam żadnych testów.

ale po jednym spotkaniu na bank nie dostaniesz żadnej diagnozy, zresztą nawet idąc do psychologa oni uprzedzają Cię, że sam wywiad będzie trwał pewnie z cztery najbliższe spotkania zanim zaczniecie własciwą terapię więc nie ma szans żeby ktoś po godzinie rozmowy zdiagnozował Ci zaburzenie osobowosci, zwłaszcza, że jest ich pare, niektóre są do siebie podobne więc to wymaga czasu. A nawet jeśli uzyskasz jakąkolwiek diagnozę to co ona dla Ciebie zmienia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, leki biorę 3 miesiące, chce odstawić bo coraz gorzej sie od nich czuje, poza tym ja zaczęłam brać kiedy zaczęły sie problemy i tkwiłam w nich, a kiedy teraz jestem juz sama, większość zniknęła, dlatego myśle ze mogę odstawić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, leki biorę 3 miesiące, chce odstawić bo coraz gorzej sie od nich czuje, poza tym ja zaczęłam brać kiedy zaczęły sie problemy i tkwiłam w nich, a kiedy teraz jestem juz sama, większość zniknęła, dlatego myśle ze mogę odstawić.

 

no to co innego - jeśli czujesz się coraz gorzej.

A lekarz o tym wie? co w ogóle bierzesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy po takim jednym spotkaniu z psychologiem, który dogłębnie wszystko 'obada', można już mieć wystawioną diagnozę, czy trzeba do niego chodzić dłuższy okres czasu? Pytam, bo po pół roku brania prochów, tak naprawdę dalej nie wiem co mi dolega, gdyż nigdy moja 'lekarka' mi tego nie przedstawiła.

 

Trzeba dłużej pochodzić np. na terapię i tam okaże się jakie masz trudności. Wtedy te Twoje zachowania, że się tak wyrażę można przypisać do konkretnych zachowań charakterystycznych dla danego zaburzenia.

Zresztą... co to zmienia, że będziesz wiedziała czy masz zaburzenia osobowości jakiegoś typu? Terapia jest po to, żeby te destrukcyjne zachowania uświadomić i ewentualnie sprawić, żeby pacjent sobie z nimi radził.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Długo mnie nie było. Wróciłam. Problemy też wróciły, ba ze zdwojoną siłą nawet!

Ja dla odmiany zaczęłam od godzinnego wywiadu u psychiatry-miałam szczęście. Ale to też do czasu. Po półtora roku moja terapeutka dosłownie mnie 'olała' a potem ja się uniosłam. Albo nie wiem, może zrobiłam dobrze. Ale zniknęła na urlop zdrowotny chwile po tym jak odstawiłam leki. Co tydzień dzwonili z poradni i przekładali wizytę. Trwało to w sumie 3 miesiące a ja popłynęłam jak nigdy. Kiedy wreszcie nadszedł dzień kiedy miałam spotkać się po tej przerwie z T. nawet dostałam smsa z przypomnieniem daty i godziny od recepcjonistek to ta... nie przyszła. Tak się zdenerwowałam i zasmuciłam że nawet nie pytałam nigdzie czy coś się stało. Wyszłam i do tej pory zastanawiam się czy wrócić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Długo mnie nie było. Wróciłam. Problemy też wróciły, ba ze zdwojoną siłą nawet!

Ja dla odmiany zaczęłam od godzinnego wywiadu u psychiatry-miałam szczęście. Ale to też do czasu. Po półtora roku moja terapeutka dosłownie mnie 'olała' a potem ja się uniosłam. Albo nie wiem, może zrobiłam dobrze. Ale zniknęła na urlop zdrowotny chwile po tym jak odstawiłam leki. Co tydzień dzwonili z poradni i przekładali wizytę. Trwało to w sumie 3 miesiące a ja popłynęłam jak nigdy. Kiedy wreszcie nadszedł dzień kiedy miałam spotkać się po tej przerwie z T. nawet dostałam smsa z przypomnieniem daty i godziny od recepcjonistek to ta... nie przyszła. Tak się zdenerwowałam i zasmuciłam że nawet nie pytałam nigdzie czy coś się stało. Wyszłam i do tej pory zastanawiam się czy wrócić.

 

Synsa, nie zastanawiaj się, wróć. Ja też biorę Setaloft, 19 dzień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie? Dlaczego?

Bo chyba Ci, którzy są w pewien sposób niedostępni są bardziej pociągający, a kiedy wyczuwam łaknienie kontaktu ze mną, automatycznie zaczyna mi to przeszkadzać; pojawiają się myśli, że próbują mnie kontrolować, za bardzo się zbliżyć do mnie, osaczyć? Pojawia się niechęć, pomimo początkowych pozytywnych odczuć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

inmate, może po prostu lubisz wyzwania. Nic co przychodzi zbyt łatwo nie jest atrakcyjne. Problem w tym, że jak już zdobędziemy to, o co walczyliśmy, to zaczyna się okres nudy, stagnacji i emocjonalnej stabilności. A przecież to jest coś, czego tygrysy najbardziej nie lubią...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego kontrola Ci przeszkadza? Czemu aż tak brniesz w niezależność?

Bo chyba wtedy czuję, że to ja mam kontrolę, że co by się nie stało/jakkolwiek ktoś by mnie nie zranił, zawsze jestem ja i to, co osiągnąłem/zdobyłem i mogę iść dalej, że nikt mi nie odbierze, erm, cząstki mnie, a nawet jeśli, to co z tego? Będę potrafił ją odbudować/stworzyć nową. Trochę to chaotycznie napisałem, nie wiem czy ktoś to zrozumie lol.

 

inmate, może po prostu lubisz wyzwania. Nic co przychodzi zbyt łatwo nie jest atrakcyjne. Problem w tym, że jak już zdobędziemy to, o co walczyliśmy, to zaczyna się okres nudy, stagnacji i emocjonalnej stabilności. A przecież to jest coś, czego tygrysy najbardziej nie lubią...

Chyba tak. Byłem w związku z borderem i to był istny rollercoaster, cały czas coś się działo, sam zresztą bardzo często wywoływałem różne nieprzyjemne sytuacje/problemy (raz to on przeze mnie płakał, raz ja przez niego i tak w koło Macieju), ale w pewien sposób czułem, że żyję, że nie stosuję w miejscu. Nie wiem, czy będę w stanie stworzyć coś z kimś, kto nie jest zaburzony w jakimś stopniu, większym lub mniejszym. Może ja potrzebuję czuć tę adrenalinę; zamartwiać się, być olewanym i vice versa - sprawiać, by to ktoś się o mnie martwił i kogoś olewać. Zresztą - przyciągam samych mających problemy ze sobą, tak czy siak. Swój ciągnie do swego, heh?

 

-- 11 kwi 2015, 18:14 --

 

Siedzę i ryczę. Znowu zostałem olany przez kogoś, na kim mi zaczęło zależeć a myślałem, że już będzie dobrze, a ta osoba mnie olała i nawet nie odpisuje na moje wiadomości...

Znowu tęsknię za swoim byłym, chociaż tak bardzo mnie skrzywdził i tak bardzo go przecież nienawidzę. Kiedy oddawałem mu rzeczy, które od niego dostałem podczas trwania naszego związku, zapomniałem o płycie z piosenkami, które kojarzą mu się ze mną/z nasza relacją i przed chwilą ją włączyłem... Właśnie słucham "Nie opuszczaj mnie" Bajora i czuję się okropnie, kiedy on najprawdopodobniej ułożył sobie życie, o mnie już w ogóle nie myśli/nie pamięta i ma kogoś (wiem, że kogoś sobie znalazł, ale nie wiem czy dalej jest z tą osobą).

Pamiętam jak 1 listopada tamtego roku wyszeptywał mi właśnie "Nie opuszczaj mnie" do ucha nad ranem w pokoju, kiedy leżeliśmy na jego łóżku i jak prawdziwie jego słowa brzmiały, kiedy mówił: "Kocham cię... naprawdę". Ech. :roll:

Frajer ze mnie, co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

inmate,

Nie jesteś frajerem.Takie uczucia są normalne kiedy ludzie się rozstają.

Piszesz że Ci ciężko myśleć że on najprawdopodibniej ułożył sobie życie z kimś innym.Ale nie wiesz tego,więc dlaczego niepotrzebnie się nakręcasz.A tak w ogóle z jakiego powodu rozstaliście się? Czyja to była decyzja?

Myślę też że nie tyle lubisz "adrenalinę" tylko może tak byłeś nauczony-żyć w ciągłej niepewności-więc sam nakręcasz sytuacje które pomimo że nie są przyjemne,są czymś znanym.Ale powiem Ci że stabilność emicjonalna nie jest zła,chociaż z własnego doświadczenia wiem że do niej trzeba się przyzwyczaić.

Piszesz w tym wątku bo miałeś partnera bordera czu uważasz że to zaburzenie dotyczy też Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×