Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Na terapii czuję się jak nieznośne, kapryśne dziecko, czasem mam wrażenie że terapeutka mnie tak traktuje. Nie wiem czy tak jest naprawdę, czy to moja projekcja. Zapał do terapii uleciał, jest pustka. I zawieszenie w czasie, a czas pędzi do przodu i to co teraz zaprzepaszczam już nie wróci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co, jeśli nigdy nic nie było, nie ma i nie będzie - triumf Platona, a ja ciągle myślę, myślę, myślę, myślę, pomocy...

 

Już mnie głowa boli.

 

Dosłownie ,,zeszłam z rozuma", co za człowiek, najgorsze jest to lekceważenie [?!] albo i nielekceważenie, tylko że i tak wszystko utkwiło w martwym punkcie i nie rusza w żadną stronę... I nawet nie ma jak tego wyjaśnić, a ja tak cholernie nienawidzę stanu niewiedzy, domysłów...

 

Po co się kręci i zachowuje w sposób dwuznaczny, skoro potem wieje? Może to taka fajna zabawa, wykończ kretynkę, ale radocha.

 

Żeby w końcu mi to przeszło. Jedyny pozytywny aspekt - resztki złudnej nadziei zgasły, chyba ostatecznie się poddałam. Nie mam siły płakać, nie mam siły na niczym się skupić, nie mam siły spać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rozmawiałam o moim funkcjonowaniu w relacjach z t. i z psychiatrą też.

od t. usłyszałam, że przerwa w kontakcie (np. z nią) jest dla mnie jak śmierć (było już o tym na wcześniejszych sesjach) i na tej samej zasadzie postrzegam swoją zdolność do kochania, troszczenia się, połączenia z innymi ludźmi: gdy przestaję to wszystko czuć, przestaję też wierzyć, że w ogóle jestem do tego zdolna. negatywne emocje uśmiercają uczucia budujące relację, bo nie ma między nimi żadnego połączenia.

natomiast psychiatra zaczęła mi tłumaczyć, że to jest klasyczny mechanizm w bpd. kiedy moja miłość przybliża się do stabilizacji, pewności, zaufania, to wpadam w panikę z lęku przed bliskością i dlatego nagle moich uczuć nie ma - muszę się natychmiast wycofać z zagrażającej sytuacji. więc to, że nagle przestawałam kochać, nie znaczyło, że nie kochałam w ogóle.

 

kurde, niby oczywiste, ale dopiero jak mi to wyłożono czarno na białym, to jakoś się przekonałam.

Między czym a czym nie ma połączenia?

Tak, pomocne;]

Ja mam podobnie po śmierci matki - wydaje mi się że nigdy matki nie miałam.

Zastanawia mnie co to znaczy 'poczuć odrębność terapeutki"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że zbyt duży nacisk wkładacie w temat terapii i nazbyt drążycie szczegóły. A może inaczej, i chciałabym tu przytoczyć pewien fajny wywiad o terapii z "Wysokich obcasów", niestety nie posiadam, przydałaby się niektórym...terapia, mówiąca nie tylko o pokładaniu zbyt wielkich nadziei w terapeucie, jak i tym, jak cholernie to jest niebezpieczne, to zaangażowanie emocjonalne. Jako osobie patrzącej na sprawę z boku, wydaje mi się to straszne, jak wielką częścią życia niektórych jest relacja z osobą, która nie dość, że nie jest jakoś życiowo ,,wyższa", a na pewno nie jest Bogiem, to często jest, dajmy na to, przeciętnym absolwentem szkoły średniej po kursie terapeutycznym, albo magistrem. I są ludzie, którzy w ich ręce pokładają całe swoje życie bez cienia obiektywizmu, do którego mają święte prawo. Niektóre z zachowań terapeutów, które czasem analizujecie w stylu "czego ode mnie oczekiwała, mówiąc to", "co za wyzszy cel miała w zamykaniu mi drzwi przed nosem tego dnia", bywają całkowicie niedorzeczne i nie ma w nich namiastka żadnego wielkiego oświecenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Między czym a czym nie ma połączenia?
konkretnie między "dobrymi" a "złymi" uczuciami względem obiektu, co wynika z samej niestałości obiektu, czyli klasyka.

co do odrębności t., ciężko mi to wyjaśnić, ale myślę, że może chodzić o kiepskie granice "ja"?

 

teoria teorią, znam ją (chyba) na całkiem przyzwoitym poziomie, ale specjalistą nie jestem, a już na pewno nie specjalistą od siebie.

 

Conessa,

gdybyś była słaba, w ogóle nie dostałabyś się na to stanowisko. nie wiem, jak Ci powiedzieć to, co mam na myśli... to nie jest słabość, tylko kruchość, wrażliwość. najprawdopodobniej będzie Ci pasowała praca właśnie taka spokojna, stała, jak mówisz. a co do tego, co się zadziało w Twoim życiu - nie wiem dlaczego, ale aż boję się spytać, co Cię spotkało. :? ważne, żebyś czuła się bezpiecznie, wiesz? a przebojowość i te tematy to kwestia poboczna.

 

Keji,

na to, do kogo idziemy, mamy przecież wpływ: na stronach stowarzyszeń danych nurtów mamy listę t. certyfikowanych, a buźka też przydatne urządzenie, dobrze używać ;) można zapytać o to, jakie wykształcenie ma terapeuta, czy przeszedł własną terapię, czy ma certyfikat, czy poddaje się superwizji, od ilu lat pracuje w zawodzie.

nie od dziś wiadomo, że na leczenie bpd jest terapia i no sorry, ale artykuł z wysokich obcasów to nie jest coś, do czego mocno bym się przywiązywała :lol:

niezdrowy sposób funkcjonowania w relacji terapeutycznej tak samo przytrafia się w innych bliskich relacjach.

myślę, że 'patrząc z boku" mało się widzi i wie;]
jw. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj zostałem wstępnie zdiagnozowany jako borderline, chciałem się Was zapytać, czy jest tutaj też ktoś z taką diagnozą, ale nie mający takich typowych dla borderline problemów w relacjach międzyludzkich, bo ja mimo tej diagnozy mam z ludźmi dość stabilne relacje, a moim głównym problemem są natrętne myśli, wmawianie sobie winy, oczekiwanie na karę oraz w pewnym ograniczonym zakresie zaburzenia psychotyczne. Działań autoagresywnych nie mam (myśli tak, ale działania - nie) niestabilne związki - miałem w życiu tylko dwie dziewczyny więc ciężko mówić o niestabilnych związkach, zwłaszcza że z jedną (licząc z przerwą) jestem ponad 5 lat. Impulsywność w autodestrukcyjnych sprawach - nie - nie zażywam narkotyków, nie nadużywam alkoholu, nie wydaję lekkomyślnie pieniędzy, nie ryzykuję zdrowiem czy życiem.

 

Ma ktoś jakiś pomysł skąd się więc to borderline mogło w moim przypadku wziąć? Ufam psychiatrze która postawiła tą diagnozę (a właściwie wstępną diagnozę) ale po prostu jestem mocno zaskoczony i też czuję, że to się nijak ma do tego jak ja się czuję, bo moimi największymi problemami są wmawianie sobie win, oczekiwanie kary, natrętne myśli, strach przed ludźmi (umiarkowany, dużo mniejszy niż kiedyś) czyli nic z tych specyficznych dla borderline problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że zbyt duży nacisk wkładacie w temat terapii i nazbyt drążycie szczegóły. A może inaczej, i chciałabym tu przytoczyć pewien fajny wywiad o terapii z "Wysokich obcasów", niestety nie posiadam, przydałaby się niektórym...terapia, mówiąca nie tylko o pokładaniu zbyt wielkich nadziei w terapeucie, jak i tym, jak cholernie to jest niebezpieczne, to zaangażowanie emocjonalne. Jako osobie patrzącej na sprawę z boku, wydaje mi się to straszne, jak wielką częścią życia niektórych jest relacja z osobą, która nie dość, że nie jest jakoś życiowo ,,wyższa", a na pewno nie jest Bogiem, to często jest, dajmy na to, przeciętnym absolwentem szkoły średniej po kursie terapeutycznym, albo magistrem. I są ludzie, którzy w ich ręce pokładają całe swoje życie bez cienia obiektywizmu, do którego mają święte prawo. Niektóre z zachowań terapeutów, które czasem analizujecie w stylu "czego ode mnie oczekiwała, mówiąc to", "co za wyzszy cel miała w zamykaniu mi drzwi przed nosem tego dnia", bywają całkowicie niedorzeczne i nie ma w nich namiastka żadnego wielkiego oświecenia.

Moja jedna koleżanka chyba traktuje tak właśnie swojego terapeutę jak kogoś najważniejszego na świecie. Ona chyba z czasem przestała myśleć samodzielnie i tak wierzy we wszystko co jej powie terapeuta. Owszem jeśli ktoś całkowicie jest rozbity i nie wie od czego ma w życiu zacząć i sam nie ma pomysłów co z tym bagnem dalej zrobić to nie ma i tak wyjścia i musi komuś zaufać. Z czasem jednak jak lata się na te spotkania bo np darzy się terapeutę ogromną sympatią to ja nie wiem czy wtedy cel nie znika ci z oczu. Wydaje mi się, że ludzi nie chodzą tam dla towarzyskich spotkań tylko żeby rozwiązywać swoje fobie, lęki czy inne problemy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co przeżyłeś?

Jakaś poważna trauma?

 

 

Nie wiem... Jakiegoś jednego wydarzenia raczej nie było, ale kilkuletnie mniejsze i większe problemy w szkole (z rówieśnikami, z nauką nie) i poważne problemy w domu z rozwodem rodziców, alkoholizmem ojca i wszystkimi rzeczami które się z tym wiązały. Czyli długotrwały silny stres, ale jakiejś jednej konkretnej traumy nie miałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Conessa,

gdybyś była słaba, w ogóle nie dostałabyś się na to stanowisko. nie wiem, jak Ci powiedzieć to, co mam na myśli... to nie jest słabość, tylko kruchość, wrażliwość. najprawdopodobniej będzie Ci pasowała praca właśnie taka spokojna, stała, jak mówisz. a co do tego, co się zadziało w Twoim życiu - nie wiem dlaczego, ale aż boję się spytać, co Cię spotkało. ważne, żebyś czuła się bezpiecznie, wiesz? a przebojowość i te tematy to kwestia poboczna.

 

Ale na stanowisko dostałam się jak jeszcze nie miałam takich problemów, mając jakieś 22 lata. Przez ten czas wiele się zmieniło i już nic nie jest takie samo. Trudno, pracuję nad sobą.

 

Ja znów dół. Az się wstydzę pisać, choć panicznie dopadł mnie lęk i nie wiem gdzie i komu się wygadać. Boję się i mam ochotę spieprzać gdzie popadnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze w życiu dużo uwagi przykładałam do intuicji i tego, co mówią pewne zdarzenia w życiu. Raz tej intuicji nie posłuchalam i dzięki temu mam parę nieznośnych wspomnień więcej. Jednocześnie dołujący jest fakt, że pieprzę wszystko, za co się w życiu wezmę, zawsze zrobię coś w sposób dziwny i często szkodliwy. Ale może na plus wyszło, że nigdy nie udało mi się z żadną z trzech osób, którymi byłam zafascynowana/których kochałam i uwielbiałam. Mój gust także okazał się nędzny i zwodniczy. Gdzieś podświadomie zawsze wiedziałam, że żadna z nich nie byłaby odpowiednia.

 

Pierwsza z nich okazała się narcystyczną zołzą, dla której cały świat istnieje tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje. ,,Wydymała" mnie na kilka rzeczy, które dlań zrobiłam i olała, do tego stopnia, że od trzech miesięcy ucieka przede mną, by tylko nie oddać mi czegoś tak trywialnego, jak moje cenne rzeczy o wartości pieniężnej, która bardzo by mi się przydała. Na każdym kroku udowadnia wielkie ,,mam cię w dupie", a ja zaczęłam ziać nienawiścią.

 

Druga osoba także była tylko, gdy chodzilo o nią. I byłam w stanie to tolerować, znając patologię jego rodziny i w jak pokrętny sposób działa, dopóki nie wpadł, nie zabrał czego potrzebował i wyjechał do swojej dziewczyny, od 3 tygodni nie dając żadnego znaku życia, procz wysłania mi jej zdjęcia.

 

Z trzecią...Bywało fajnie, po czym kontakt się urwał. Nie chcę się już rozdrabniać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje pytanie kierowane jest wyłącznie do osób ze stwierdzoną chorobą jaką jest borderline.

 

Jakie były wasze początki? Jakie mieliście początkowe i bardziej zaawansowane objawy tej choroby?

Podejrzewam to u siebie, tzn. to jedna z użytkowniczek tego forum podsunęła mi to zapoznając się ze skróconą wersją mojej historii życiowej. Napiszcie proszę jak się z tym czujecie, jak sobie radzicie? Za każdą informację będę bardzo wdzięczna.

 

Pozdrawiam i czekam na wasze historie :*

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

and94, Ja chyba nie jestem w stanie do końca odpowiedzieć na Twoje pytania. U mnie nie było (nie jest) to wszystko zbyt jasne, by jednoznacznie stwierdzić. Ale na pewno dużo możesz się dowiedzieć czytając posty w tym wątku. No i raczej bym się nie diagnozowała sama. Pozdrawiam. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój pierwszy dziwny raz jaki zapamiętałam, to gdy miałam 19-20 lat podczas kłótni z chłopakiem nie wytrzymałam i pobiegłam po nóż do kuchni, usiadłam na podłodze i chyba tylko chciałam mu pokazać, że coś sobie zrobię. To chyba próba zwrócenia na siebie uwagi. I tak się zaczynało i trwa z 8 lat.

 

Jakoś tu spokojnie ostatnio? wczoraj miałam iść na swoją nową grupę - nie poszłam :/ bałam się i nie chciało mi się też. Coś nie fajnego się ze mną dzieje.. nie mogę złapać dystansu do niczego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, dostałaś na papierze? ja czułam, że nim jestem 4 lata wcześniej zanim mi to napisano. To tylko papier.

Selma, mnie jakby nie koniecznie ;) ale dobrze, że Tobie tak ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, dostałaś na papierze? ja czułam, że nim jestem 4 lata wcześniej zanim mi to napisano. To tylko papier.

tak, w karcie pacjenta. Wiem, żetylko papier. A czy się czułam? nie. wypierałam wszystko bardzo pięknie. Za to nikogo komu mówię o tej diagnozie z moich bliskich to nie dziwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×