Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Stumm

Użytkownik
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. A co, jeśli nigdy nic nie było, nie ma i nie będzie - triumf Platona, a ja ciągle myślę, myślę, myślę, myślę, pomocy... Już mnie głowa boli. Dosłownie ,,zeszłam z rozuma", co za człowiek, najgorsze jest to lekceważenie [?!] albo i nielekceważenie, tylko że i tak wszystko utkwiło w martwym punkcie i nie rusza w żadną stronę... I nawet nie ma jak tego wyjaśnić, a ja tak cholernie nienawidzę stanu niewiedzy, domysłów... Po co się kręci i zachowuje w sposób dwuznaczny, skoro potem wieje? Może to taka fajna zabawa, wykończ kretynkę, ale radocha. Żeby w końcu mi to przeszło. Jedyny pozytywny aspekt - resztki złudnej nadziei zgasły, chyba ostatecznie się poddałam. Nie mam siły płakać, nie mam siły na niczym się skupić, nie mam siły spać.
  2. Indifference1: ,,To i tak szans nie mam bo jestem mało atrakcyjna, nudna i, jakby tego było mało, mam okropny charakter" - jakbym odczytała własny sposób myślenia na własny temat. I chyba pora coś z tym zrobić? Teraz pora na bardzo poranne jęczenie: i znowu nie mogę spać, i znowu nie mogę się skupić, i znowu mam wahania oklapnięcie/nadmiar energii, i znowu, i znowu się zadręczam kimś, kim nie powinnam. I myślę, i analizuję, choć nie ma czego, rozdrapuję rany, płaczę i śmieję się na przemian, nie widzę wyjścia. Niech to się wreszcie skończy, jestem już tak strasznie zmęczona...
  3. Conessa, jedyne, co mogę Ci doradzić, to... przeczekać? Sama próbuję - stosunkowo nieudolnie, ale jednak - zająć czymś umysł. Pomaga mi... nawet głupie sudoku. Widzę, że istotnie jest wiele przyczyn, które się skumulowały i całkowicie Cię podminowały. Sarkazm, sceptycyzm i dystans mogą czasem uratować. Żart i śmiech przez łzy.
  4. Conessa, nie wzięłam tego do siebie, spokojnie. :) Sama traktuję to z jednej strony z dystansem (mówiąc), a z drugiej ryczę jak krowa w polu (siedząc i myśląc w samotności). Sens czy bezsens, trudno jest zidentyfikować, skoro ktoś daje sprzeczne komunikaty. Najlepiej po prostu... odciąć się od tego, trudno zrozumieć, o co chodzi komuś innemu. Może o nic? A to lekceważenie byłoby najgorszym ciosem, co się, zdaje, potwierdziło. Żal rzyć ściska.
  5. Artykuł, że Polacy są niemili. Co za masochistyczna satysfakcja. Biała czekolada instant. Zaczynam czuć smak.
  6. Stumm

    Samotność

    Samotność, ta swołocz zaraz mnie zeżre, połknie w całości
  7. Nie potrzeba odpowiadać. Pytanie rzuca się w przestrzeń dla zasady, by nadać ton dramatyczny. Ot, retoryka wypowiedzi. Tylko to przykre jest. Jak i ja. Nie.angażować.się.olać. Bardzo trudne.
  8. Myślałam, że tylko ja mam obsesję związaną z ,,miłością" (jakkolwiek sceptycznie dotychczas do tego pojęcia bym nie podchodziła, nim mnie nie trafiło). Dlaczego, do cholery, tak muszę się angażować w coś, co nie ma jakichkolwiek szans ani na zaistnienie, ani na przetrwanie, jednostronne, beznadziejne, półplatoniczne... Tyle czasu łudzenia się, zmarnowanej energii, utraty wszelkich zainteresowań, koncentracja na jednym, wyczerpanie i pustka, negacja innych problemów, dużo istotniejszych i bardziej naglących, które nagle dały się we znaki. Wszystko skumulowane, ta sigma rozpaczy szczerzy się z moim uśmiechem Pan American: ,,jestem taka wesoła i >>fajna<<". Wracam do domu i... i koszmar.
  9. Stumm

    Depresja objawy

    Co się dzieje? - Nie widzę przyszłości, nie chcę jej znać. - Nie mam sił fizycznych, z trudem się ruszam, jestem strasznie ociężała. - Nie potrafię się skoncentrować, moje myśli są rozproszone wokół... wokół niczego? Problemy, owszem, są, ale nie stanowią one przedmiotu moich ,,rozterek wewnętrznych": pojawił się skrajny marazm, zobojętnienie. - Brak odczuwania satysfakcji z czegokolwiek. Widzę tylko obowiązki, którym nie jestem w stanie sprostać. Jem i nie czuję smaku. Czytam ulubioną książkę/gazetę i odkładam po przewertowaniu kilku stron bez zrozumienia. - Zapominam. Nie pamiętam, co miałam zrobić. Czasem nie słyszę, co inni do mnie mówią. - Zawieszam wzrok, nieraz na 20 minut, siedzę, nie odbierając bodźców, słuchając muzyki, dopóki nie skończy się ścieżka dżwiękowa, bo nie mam siły wstać, żeby uruchomić od nowa. - Wstydzę się siebie. Wstydzę się tego, co tu piszę. Jestem ekstrawertykiem, ale ile można zadręczać otoczenie... - Coś, do czego dążyłam od pół roku, stało się nieosiągalne, zaprzepaszczone. Cele pośrednie, mniejsze plany też nie zostają zrealizowane, wszystko robię niepoprawnie, niedbale, nie angażuję się w to tak, jak niegdyś. Miało być bardzo dobrze. Zawsze. A teraz... teraz często nawet nie zaczynam tego, za co mam się wziąć. - Czas ucieka mi przez palce. Nie wiem, jak spędzam dni.
  10. Stumm

    Witam.

    Tytuł stosunkowo pompatyczny. Jak ostatnio każda moja wypowiedź, nieudolnie kamuflująca to, co się dzieje. O sobie mówię albo za dużo, albo tłamszę wszystko w sobie. To, co istotne, to wiek (21), płeć (K) i specyfika ,,przypadłości". Nie wiem, co mi dolega. Czy też co mi nie dolega. Od ośmiu lat zmagam się z zaburzeniami odżywiania - typ mieszany, nie lubię wymieniać ,,po imieniu". Było już bardzo źle, bywały momenty poprawy. Wszystko jednak zdawało się być podszyte bardzo silnymi zaburzeniami osobowości, nieumiejętnością radzenia sobie ze stresem, z otoczeniem, a przede wszystkim z sobą samą. Aktualnie? Aktualnie... od, bo ja wiem, pół roku, nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Ogarnęła mnie koszmarna anhedonia, nie potrafię skupić się na na dotychczasowych obowiązkach, czynności wykonuję z przymusu lub... lub nie robię dosłownie nic, jak od jakichś kilku tygodni. Z początku były stany przejściowe - dni ,,wspaniałe" i dni ,,spalone". Od jakiegoś miesiąca natomiast tendencja utrzymuje się, że tak to ujmę, poniżej osi OX. Jest strasznie. Czasem płaczę. Głównie jednak siedzę przy komputerze, z zawieszonym wzrokiem. Kiedyś dużo czytałam. Uczyłam się, interesowałam światem, angażowałam w pracę dorywczą (jako studentka), wolontariat, inicjowałam spotkania ze znajomymi. Wszystko podszyte chęcią - dramatyczną - zapełnienia pustki. Dwa tygodnie temu, podczas silnego ataku... depresji [?] dostałam zapaści - dramatyczny spadek ciśnienia, osłabnięcie, chciano wzywać pogotowie. Okazało się, że mogłam mieć zagrożenie życia. Czy to psychika, czy też somatyka? Przyczyny znam, jednak... wstyd mi się nimi dzielić. Nie widzę wyjścia. I ciągle przepraszam.
×