Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Pobudki ideologiczne? Już wyjaśniam.Psychiatrię w pewnych jej punktach uważam za quasinaukę(....)

 

Dlaczego osoba jak Ty,zdiagnozowana na podstawie klasyfikacji DSM,dyskutuje z kryterium odnośnie niewłaściwych zachowań seksualnych.Zupełnie jakbyś poddawała w wątpliwość to,co ustaliły "mądre głowy psychiatrii"?

 

no bo nie wytrzymię...

 

 

 

przykro mi ,ale to Wy macie problem ze zrozumieniem,i wyłapaniem ironii ;) Proponuję przeczytac kilka razy,a może któras z Was bardziej logiczna wpadnie na to ,co chcialam powiedziec.Tam jest logika,i to sama,czysta...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rozumiem ironię, ale uważam, że skoro sama z czegoś kpisz(psychiatrie), to oczekiwanie, że inni będą to traktować śmiertelnie poważnie jest imho słabe.

 

a co do autodiagnozy...

moim zdaniem jedyne choroby jakie powinno się w ten sposób diagnozować to: katar i biegunka. Z każdą inną lepiej udać się do specjalisty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rozumiem ironię, ale uważam, że skoro sama z czegoś kpisz(psychiatrie), to oczekiwanie, że inni będą to traktować śmiertelnie poważnie jest imho słabe.

 

a co do autodiagnozy...

moim zdaniem jedyne choroby jakie powinno się w ten sposób diagnozować to: katar i biegunka. Z każdą inną lepiej udać się do specjalisty.

 

 

ale,że co? dopiero teraz rozumiesz,a wcześniej to "mamy do czynienia z pograniczem logiki"? proszę Cię... Napisałam wyraźnie"psychiatrię w PEWNYCH JEJ PUNKTACH" a nie jako całość! Jak ktoś cierpi na psychozy nie śmiem odmawiać jej racji bytu,ale wszystkie borderline kto wie czym są? Nie mam sił się tłumaczyc,jakos dziwnie mnie przytłoczyłyście...To że szukam odpowiedzi na swoje problemy w borderline moze oznaczać choćby zobrazowanie za jego pomocą tego co mnie dręczy.Taki ładny,poetycki opis...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Synsa, MistyDay, dzięki za odpowiedź kochane :) tak naprawdę już nie mogę doczekać się tej terapii bo teraz mam poczucie pustki i stania w miejscu a ja ciągle muszę coś robić, nadawać sens, mieć poczucie, że idę do przodu, nawet jeśli w rzeczywistości się cofam lub stoję. :?

 

-- 21 mar 2014, 00:59 --

 

rozumiem ironię, ale uważam, że skoro sama z czegoś kpisz(psychiatrie), to oczekiwanie, że inni będą to traktować śmiertelnie poważnie jest imho słabe.

 

a co do autodiagnozy...

moim zdaniem jedyne choroby jakie powinno się w ten sposób diagnozować to: katar i biegunka. Z każdą inną lepiej udać się do specjalisty.

 

 

ale,że co? dopiero teraz rozumiesz,a wcześniej to "mamy do czynienia z pograniczem logiki"? proszę Cię...

 

Rozumiem ironię i uzasadniłam czemu uważam to za pogranicze logiki w słowach które sama zacytowałaś przed chwilą. :roll:

 

PS: osobowo-histrioniczna-t24495.html ot kwintesencja tej całej dyskusji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moje słowa byly skierowane głownie do MistyDay.Ale tak,zauważyłam tutaj niestety tendencję do licytacji,już np.samo stwierdzenie,że skoro nie korzystam z pomocy lekarza,widać nie mam tak źle jak ci,ktorzy po tę pomoc sięgają...
chyba tylko MistyDay tak napisała i to na dodatek w reakcji na Twoją zaczepkę dotyczącą diagnozy. wiesz co, przykro mi to mówić, ale chyba nie inne użytkowniczki się licytują, a Ty właśnie. póki co jesteś osobą, która najwięcej mówiła na ten temat w tej dyskusji. przeczytaj jeszcze raz swoje wypowiedzi, zastanów się nad tym.

poza tym... no nie wiem, może wyjaśnię to na swoim przykładzie. kiedyś, dawno trafiłam na jakiś tekst o bpd, pomyślałam, że właściwie jest kropka w kropkę o mnie, szybko zamknęłam stronę i starałam się wydarzenie wyrzucić z pamięci. nie poszłam na wątek o bpd, żeby przekonywać wszystkich o tym, że cierpię w samotności. to się wydaje w jakiś sposób nienaturalne. i tym bardziej Ty, skoro psychiatrię uważasz za quasi naukę, czemu tak się wkręciłaś w borderline? widać po Twoich postach, że sporo o tym czytałaś. przecież to jest poparte na "szarlatańskich rozważaniach" Junga i Freuda, więc po co Ci to?

 

 

nie wkręcilam się w borderline,nie twierdzę w zadnym punkcie,ze je mam,szukam odpowiedzi na swoje problemy,ktore jak widac zauwazylyscie zaiste dobitnie-brak logiki,,podejrzliwosc,nadwrazliwosc itd...no ale nic mi przeciez nie dolega poki nie mam postawionej diagnozy.

 

Nie wiem czy można nazwać "poprztykaniem się wymianę postów między MistyDay a mną.Dziewczyna wyraźnie określiła ten rodzaj autodestrukcji"dawaniem dupy na cztery strony świata",zupełnie jakbyśmy tlumaczyły rozwiązłość,która defacto nią nie jest,poza tym te zachowania nie dają żadnej przyjemności.
dawanie dupy na cztery strony świata to faktycznie nie jest określenie na poziomie, o czym wyraźnie i dobitnie dałam znać (więc nie wiem gdzie tu widzisz "trzymanie strony" itede). i podtrzymuję swoje zdanie odnośnie powagi tej sprzeczki.

 

Jeśli chodzi o kółko wzajemnej adoracji to tak,widzę-osoby z postawioną diagnozą trzymają swoją stronę,osoby bez diagnozy uważane są za egzaltowane jedynie,a nie jako osoby z faktycznym problemem.
proof or it didn't happen.

 

Sam temat raka ciężki,ale spotkałam się z takim sposobem myślenia u osób zyjących z depresją:"wolalbym mieć raka,niż problemy psychiczne,bo tych społeczeństwo nie rozumie".Powiem też,że ja również często miewam takie myśli,w momentach naprawdę kryzysowych"błagam boga"by zabrał raka od kogoś kto na tym świecie jest bardziej potrzebny,i dał go mnie.Uprzedzę-nie uważam by rak był czymś mniej poważnym od depresji np,ani że ktoś mialby się cieszyć z tego powodu.Zresztą nowotwór a choroba psychiczna są czymś zgoła tak odmiennym w swej naturze,że porównywanie ich ze sobą jest conajmniej bezcelowe i zwyczajnie nie trafione.
co do chęci chorowania na raka - nie wiem czemu udajesz, że nie wiesz, o jaki rodzaj chęci mi chodziło, ale nie robisz w ten sposób miejsca na zwykłą rozmowę. co do ostatniego zdania - czy ja wiem, czy takie bezcelowe? w tej prostej analogii wręcz akurat, jedno i drugie jest przypadłością, za sprawą której można umrzeć, bardzo zmienia życie, wymaga leczenia. "odmienność w naturze" nie ma tu nic do rzeczy.

 

Psychiatrię w pewnych jej punktach uważam za quasinaukę,za możliwość jej luźnej interpretacji.U jej źródeł Jung czy Freud to rozważania czysto szarlatańskie,a mimo tego wielu psychologów nadal z nich korzysta.
jakie rozważania? którzy psychologowie z nich korzystają?

 

wszelkie psychoanalizy ,ktorymi tak się podniecacie ,są dziecmi Junga i Freuda.

 

Oczywiście nie stwierdzam,że jest ona jednym wielkim złem,ale wciąż są w niej ustępstwa na swobodne żonglowanie terminami i przypasowywanie ich do zachowań u ludzi,których problem ciężko wyjaśnić.Jest również przyzwolenie na używanie "zaburzenia mieszane",kiedy co poniektórym lekarzom nie chce się podjąć trudu w dochodzeniu,co tak naprawdę komuś dolega.Znam osoby,które pomimo regularnego przyjmowania leków i udziału w psychoterapii tkwią latami w swoich zaburzeniach,a o pomocy im wypowiadają się jednoznacznie-co lekarz to inna diagnoza,tego nie spotyka się zazwyczaj w medycynie konwencjonalnej.
ewidentnie nigdy nie chorowałaś somatycznie, bo inaczej na pewno byś tego nie napisała. ;)

 

chorowałam,choruję.

ja akurat miałam nieprzyjemność, znam też inne osoby, które miały, i nie masz racji.

 

jedna jaskolka wiosny nie czyni ;)

 

gdyby iść tym tokiem rozumowania, okazałoby się, że cała medycyna jest quasinauką. nauka nie traci na znaczeniu i wartości tylko dlatego, że niektórzy jej specjaliści są do dupy. w psychiatrii akurat to jest fajne, że nawet bez ściśle postawionej diagnozy można leczyć efektywnie, bo panuje otwartość umysłu, która sprawia, że leczy się człowieka!!!, a nie zaburzenie. (nie mówię, że zawsze tak jest, ale konowałów znajdziesz wszędzie.) wydaje mi się, że za bardzo przywiązujesz się do tych efek, etykietek. a "zaburzenia mieszane" często dają najmądrzejsi psychiatrzy, którzy robią to, bo a) nie chcą wkręcać pacjenta w stereotypowe myślenie o sobie; b) wiedzą, że coś takiego jak czysty model kliniczny nie istnieje i że większość zaburzonych osób przejawia cechy mieszane. co do osób leczących się bez skutku - warunkiem koniecznym do korzystania z terapii jest praca nad sobą, same pójście i pogadanie jeszcze nic nie zmienia. leki mają wspomagać, a nie załatwiać sprawę (mówię teraz o zaburzeniach osobowości).

 

Jeszcze jedna sprawa-brak możliwości racjonalnego,popartego czysto klinicznym obrazem danego zaburzenia,pozwala na stawianie dowolnej diagnozy u każdego,u kogo się podoba.Robiono wiele doświadczeń,gdzie osoby z rzekomymi problemami na tle psychicznym"podstawiano"psychiatrom i ci z przekonaniem nadawali etykietkę konkretnym ludziom.
przykro mi, ale o tym też czytałam i faktycznie, osoby zdrowe zostały w tym eksperymencie zdiagnozowane jako chore, ale zapomniałaś dopisać, że osoby te były specjalistami, miały doświadczenie z chorymi, znały schizofrenię od podszewki i w związku z tym nie dziwi, że doskonale udawały chorych.

 

 

co nie zmienia faktu,ze zdiagnozowano osoby zdrowe.

 

Również obserwuje się dzisiaj tendencję do opisywania zaburzeniami zwykłych ludzkich zachowań,jak nadmierne nerwy,nieprzeciętna wrażliwość itp.Problem uważam zaczyna się jednak tam,gdzie czyjś bagaż doświadczeń uniemożliwia normalne funkcjonowanie "teraz "i "później".
owszem, jest taka tendencja, która wynika z czasów. tak samo jak jest tendencja do doszukiwania się zaburzeń hormonalnych u owłosionych kobiet w obliczu bezwłosych ideałów. no i?

 

 

generalnie jestes osobą tutaj najabrdziej sklonną do dialogu,ale nie zmienia to faktu,ze bardzo bym prosiła o poradę gdzie tu jest opcja usunięcia konta,bo szukam i nie widzę.Jako borderki macie zapewne mgliste pojęcie jak bardzo się rozpadam po Waszych wypowiedziach,Owszem kazdy ma prawo do swojego zdania,widac oprocz mnie.

 

-- 21 mar 2014, 01:17 --

 

Jeśli chodzi o kółko wzajemnej adoracji to tak,widzę-osoby z postawioną diagnozą trzymają swoją stronę,osoby bez diagnozy uważane są za egzaltowane jedynie,a nie jako osoby z faktycznym problemem.

proof or it didn't happen.

 

 

za duzo do cytowania,ale wystarczy ze ktoras ma podobne zdanie i juz jest uwielbienie ;)

 

-- 21 mar 2014, 01:30 --

 

PS: osobowo-histrioniczna-t24495.html ot kwintesencja tej całej dyskusji.

 

 

no żesz... wg Was zdignozowałam siebie sama,cojest niewybaczalne i na podstawie tego,że bronię siebie i swoich wypowiedzi jakie by nie były,to juz objaw brakuodpornosci na krytykę,a co za tym idzie-osobowość histrioniczna. :D :D :D Świetnie,widać nie tylko ja jestem tutaj samozwańczym psychiatrą ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie diagnoza tylko podsumowanie stylu wypowiedzi więc za samozwańczego psychiatrę się nie uważam.

nie ważne, dobranoc!

 

 

 

tak samo jak to,ze u siebie podejrzewam borderline zostalo potraktowane tutaj jako autodiagnoza,ale nie jako podsumowanie moich problemów ze sobą.Oczywiście zapominam,ze jestescie pelnoprawnymi borderkami i macie święte prawo mnie denerwować,łagodnie mówiąc...Gdzie tu jest miejsce do kasacji konta,bo nie wytrzymam?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

musisz napisać do administracji, ale czy warto kasować konto z powodu niezgodności poglądów?

Ja nie jestem borderką, a denerwujesz się sama.

 

 

jak do tej pory to Wy nie zgadzacie się ze mną,więc przypuściłyście zmasowany atak :D w ogole strach używac tu ironii,wyrażen-opatrznie rozumianych,emocji nawet,równie dobrze mogłabym się przenieść do działu"nic nie czuję" i może tam swobodnie bym się wypowiedziała.Denerwuję się sama,ale dzięki Wam.Najpierw "daje dupy na cztery strony świata",choć nie przeczytano dokładnie a wyjęto fragment,jedno zdanie ledwie i poddano obróbce,jednak większość potraktowała to jako checę i dalej w to graj.Dziwne,że kpina z czyjegoś cierpienia znajduje tutaj takie przyzwolenie.I pewnie zaraz ostatnie zdanie potraktujecie jako użalanie się nad sobą,a nie jako że piszę o problemie takich osób ogolnie.Co mam robić na tym forum,kiedy raptem jedna osoba wykazała umiejętność dialogu i prawdziwy poziom dyskusji,a reszta ograniczyła się do docinek? Wstyd przywoływać niektore zdania,chocby o tym,że mogę "szczekać dalej" albo znajduję się na pograniczu logiki,nawet jesli,widać mam problem.

p.s.dzięki za informację.

p.s p.s.szkoda,ze jak kiedys napisalam posta o chęci wyjścia na prostą i prosilam o fachową literaturę,nikt się nie pokwapił.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To Ty mielisz ciągle te same tematy, nikt nic nie traktuje jako checę bo Twoja dupa to Twoja sprawa i jak narazie Ty ciągle przywołujesz ten temat. Zresztą, w wątku dla osób z BPD które jak wiadomo, mają tendencje do skrajnych ocen i popadania w różne konflikty, więc czego się spodziewałaś?

A teraz serio: jeśli nie jesteś przekonana do psychiatrii spoko, idź do psychologa, na terapię.

Pisanie o problemie niestety go nie załatwi, czytanie fachowej literatury też nie, bo nigdzie nie znajdziesz instrukcji "zrób to sam: napraw swoje życie"

dam przykład: bez terapii udało mi się zapanować nad swoimi destrukcyjnymi odruchami, ale uczucia które mnie do nich pchały pozostały.

Ilość wiedzy teoretycznej nie jest w stanie zmienić Twoich emocji, to rzecz którą trzeba przepracować a nie da się tego zrobić samemu.

Dlatego jeśli masz problem - szukaj pomocy bo będziesz się męczyła. Im szybciej po nią sięgniesz tym szybciej wyjdziesz na prostą.

I nie mówię tu o diagnozie u psychiatry przed czym tak się wzbraniasz, sama diagnoza jeszcze nikogo nie wyleczyła, tak naprawdę to jest najbardziej zbędny element układanki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To Ty mielisz ciągle te same tematy, nikt nic nie traktuje jako checę bo Twoja dupa to Twoja sprawa i jak narazie Ty ciągle przywołujesz ten temat. Zresztą, w wątku dla osób z BPD które jak wiadomo, mają tendencje do skrajnych ocen i popadania w różne konflikty, więc czego się spodziewałaś?

A teraz serio: jeśli nie jesteś przekonana do psychiatrii spoko, idź do psychologa, na terapię.

Pisanie o problemie niestety go nie załatwi, czytanie fachowej literatury też nie, bo nigdzie nie znajdziesz instrukcji "zrób to sam: napraw swoje życie"

dam przykład: bez terapii udało mi się zapanować nad swoimi destrukcyjnymi odruchami, ale uczucia które mnie do nich pchały pozostały.

Ilość wiedzy teoretycznej nie jest w stanie zmienić Twoich emocji, to rzecz którą trzeba przepracować a nie da się tego zrobić samemu.

Dlatego jeśli masz problem - szukaj pomocy bo będziesz się męczyła. Im szybciej po nią sięgniesz tym szybciej wyjdziesz na prostą.

I nie mówię tu o diagnozie u psychiatry przed czym tak się wzbraniasz, sama diagnoza jeszcze nikogo nie wyleczyła, tak naprawdę to jest najbardziej zbędny element układanki.

 

 

wszystko fajnie napisałaś,naprawdę.A nie mogłaś sobie darować tych zwrotów,że moja dupa moja sprawa? Nie wiem dlaczego tak na mnie naskakujecie,az kipi irytacją.Czyli będąc na wątku o borderline powinnam spodziewać sie skrajnych emocji u innych,ale swoje emocje to już powinnam wyłączyć? Dziewczyny....same się uspokójcie to i ja się uspokoję,jak na razie wzajemnie się nakręcamy i też niestety macie problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to idź na terapię bo już nie ma opcji, że przejdzie samo lub wyrosniesz/dorosniesz/dojrzejesz. A ataki sama prowokujesz swoją postawą - przestań

 

 

 

masz rację.nie ma co się kopać z końmi ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dialektyczna,

gdyby faktycznie było tak, że każdą osobę bez diagnozy się tutaj linczuje, to ciągle byłby dym. poczytaj posty, spójrz, jak wiele osób tutaj nie dostało stosownej efki.

coś więcej napiszę pewnie później

 

 

i tak dobiłyśmy do trzechsetnej strony na bezsensownym flejmie. bpd, abc czy hwdp - kur.wa, dziewczyny, po co? :D

polecam spacer i dobrą muzykę w słuchawkach: https://www.youtube.com/watch?v=SdOEindANdY

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dialektyczna,

gdyby faktycznie było tak, że każdą osobę bez diagnozy się tutaj linczuje, to ciągle byłby dym. poczytaj posty, spójrz, jak wiele osób tutaj nie dostało stosownej efki.

coś więcej napiszę pewnie później

 

 

i tak dobiłyśmy do trzechsetnej strony na bezsensownym flejmie. bpd, abc czy hwdp - kur.wa, dziewczyny, po co? :D

polecam spacer i dobrą muzykę w słuchawkach: https://www.youtube.com/watch?v=SdOEindANdY

 

 

jesteś tutaj osobą najbardziej obiektywną.Zwróccie uwagę,że chalkwhite w wielu miejscach się ze mną nie zgadza,a mimo tego prowadzi rzeczową dyskusję,bez inwektyw.I w tej chwili nie otwieram kółka wzajemnej adoracji,a doceniam czyjeś staranie.Reszta to naprawdę chęć dobicia i wywleczenie swojego na wierzchu,oczywiście łącznie ze mną,czego mam świadomość ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Synsa, :D

 

A ja dziś mam taki humor, że wszystko mnie bawi, ach ta wiosna ;)

Czuję jakieś zmiany w sobie, a raczej chęć zmian bo jeszcze nie zaczęłam kolejnej terapii. Znów podjęłam się pewnego wyzwania nie wiedząc chyba co mnie czeka... trochę się boję, bo to nie na moje nerwy, ale taki był impuls i nie mogę się już wycofać.

Na dodatek odczułam silną potrzebę bycia normalną, żyć jak normalna... cokolwiek to znaczy. Dokładniej wyjaśniając: robić wszystko po kolei, na spokojnie. Do tego przyczyniła się pewna osoba, która pewnie nawet o tym nie wie, ale to trafiło do mej głowy i tak dorastało we mnie. Mam nadzieję, bo może znów będzie spadek. Zauważyłam, że od pewnego czasu mam wydłużające się stany dołków i euforii. Nie tak jak wcześniej, że zmieniało się w ciągu minuty, godziny, dnia. Może dlatego, że nie mam bodźców.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dialektyczna, masz lit 'fachową' : http://koniectoksycznych.blogspot.com/

 

wiecie co? kocham pewnego mężczyznę, niestety jestem emocjonalną inwalidką, pokazałam mu tą stronę żeby

a) mógł mnie zrozumieć, nawet jeśli to będzie bardziej krytyczne "rozumienie"

b) mógł się bronić przed moimi atakami i destrukcyjnymi, raniącymi zachowaniami

c) mógł świadomie ocenić czy w ogole chce pchać się w to gówno

 

wiecie co otrzymałam w zamian? Prawie na co 2gie zdanie słyszałam, że to manipulacja... trochę smutne. Gdybym chciała nim manipulować to nie pokazałabym tej strony a koleś wpadł w paranoję doszukiwania się u mnie symptomów tam opisanych nawet gdy ich nie było co uniemożliwiło nam jakąkolwiek dyskusję. smutne.

chociaż myślę, że osoby czytające o BPD i podejrzewające to u siebie też wpadają w ten schemat doszukiwania się w sobie symptomów choroby i charakterystycznych zachowań a później to już samospełniająca się przepowiednia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Conessa, mam dziś to samo. Ogólnie przeprowadziłam rozmowę z przyjacielem, i po raz kolejny usłyszałam to, czego słyszeć nie lubię:

 

"Serio, stara, jesteś zajebista. Niewiarygodne jest tylko to, do tej pory nie jestem w stanie tego zrozumieć, że cały twój dobry humor i zajebistość są w stanie ulecieć w ułamku sekundy przez jedną pierdołę, która dla innych wydaje się śmieszna. To jest w twojej osobie najbardziej irytujące. Wszystko fajnie, pięknie, po czym bang, i stajesz się kimś innym. Znajomość z tobą to jak pokonywanie coraz to kolejnych bram. Cholernie mnie ciekawisz"

 

Niestety poruszona została także kwestia bardziej drażliwa...

 

"Poznając cię, strasznie zafascynował mnie fakt, że twierdziłaś, iż jesteś lesbijką. Przyznaję się. Po czym wyszło na jaw, że w ogóle lesbijką nie jesteś, nie nazwałbym cię osobą nawet biseksualną"

"Jakby ci to wytłumaczyć. Kwestia seksu jest dla mnie ciężka,źle trafiłam. Chciałabym uprawiać seks z kobietami, a kochać mężczyzn, ponieważ seks heteroseksualny nie jest dla mnie godny zachodu, nie pasuje mi. A najchętniej nie zajmowałabym się tą kwestią w ogóle. To tyle w tej materii. Ogólnie mam problem ze znalezieniem kogokolwiek. Ludzie, których kocham, zawsze patrzą i będą patrzeć w innym kierunku. Nie odpowiada im moja płeć, albo chcą rodziny, chcą dzieci i będą do tego dążyć. Ja tego nie chcę, dla mnie partnerstwo ma zupełnie inny wymiar. A jeśli nie bedziemy patrzeć w tą samą stronę, to jaki ma to sens? Zamęczymy się. Zrujnowałabym każdego człowieka, z którym bym była."

"No widzisz, nie pokochałabyś kobiet. Za to mężczyzn kochasz pełną piersią. Co jest ważniejsze, seks czy uczucia?"

 

Już kiedyś zresztą pisałam o tym przy jakiejś okazji:

Leżałam wczoraj w nocy i z przygnębieniem stwierdziłam, a propos właśnie tych ludzi, których kochałam, że znalezienie osoby właściwej jest dla mnie niemożliwe. Ci, do których coś czuję, zawsze stoją do mnie tyłem, patrząc w zupełnie innym kierunku. Mają cele. Ja tych celów nie mam, niezbyt do nich dążę. Okej, w przypadku jednej osoby chodziło o niewłaściwą płeć moją. Drugi facet, jakiego przyszło mi kochać... Zrujnowałabym go. Tak jak wielu mężczyzn, jego celem były dzieci, rodzina, dom. Dla mnie to coś niewyobrażalnego, poza domem naturalnie. Być może uszłabym kiedyś w życiu jako czyjaś kochanka, dodatek do życia, ewentualnie jakiś wolny związek. Ale partnerstwo, polegające na budowaniu wspólnego życia? To nie dla mnie. Ciężko byłoby mi odnaleźć się w heteroseksualnym związku, i pomijając już ten seks, znam mniej więcej pragnienia i postawy takiego przeciętnego faceta, i totalnie gryzą się one z moimi. Chcą dawać bezpieczeństwo, opiekę, zabiegać, wspierać, ale ja tego nie wezmę, bo jestem po tej samej stronie barykady, co oni.

 

Boże, czemu muszę być taka nieprzystająca do niczego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej,

dawno mnie tu nie bylo, ze niby no wiecie 'juz nic mi nie jest' 'przeszlo mi na zawsze', taa to po prostu kolko o wiekszym promieniu, dluzej czekalam aby wrocic do punktu wyjscia. Borderline to nie przelewki, chcialam to zignorowac i jakos tak nie zauwazylam, ze stopniowo coraz bardziej dawal o sobie znac. Za oknem piekna wiosna a ja sobie mysle dlaczego robie w zyciu to czego nie lubie? studiuje ale nie chce juz tego robic ani mieszkac w Polsce. Co mnie powstrzymuje przed zmiana? kasa jak zawsze. Rzuce to to skonczy sie kasa, bo to znowu jakas moja fanaberia, lenistwo. Nie wiem jak to sie dalej potoczy, czy zgine bez kasy, ale te dni przezyje jako czlowiek wolny a nie podporzadkowany rodzinie, ktora sle kase. Koniec, jestem wolna. Trzymajcie sie dziewczyny

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

outsiderka., masz rację...

U mnie znowu źle. Od przedwczorajszego wieczoru czułam, że odpływam daleko, przestawałam być realna. To było... przyjemne. Wczoraj z rana, do, powiedzmy, południa, wręcz unosiło mnie zbyt mocno. Wieczorem poczułam się okropnie samotna, bezradna i zdesperowana, ale też wiedziałam, że nic mi nie pomoże i jakoś trzeba to przeczekać... Ja to nie ja, bla bla bla... Nie rozumiem dlaczego od kilku dni czuję jak bym miała zapomnieć wszystkie chwile lub zapamiętać je skrajnie szczątkowo.

Dziś? Czuję, że znów usuwam się w pustkę i nie mam pojęcia jak mam wypłynąć z powrotem na powierzchnię. Oczywiście cała sytuacja poprzedzona tym, że kogoś poznałam... A jakże. :roll: Tyle że teraz naprawdę chcę dla siebie dobrze, chcę żyć, ale z tym chorym poczuciem zależności - które z kolei jest związane z pustką - nie potrafię jest to cholernie trudne, nie wiem jak go usunąć. Nie chcę znów być pustą lalką... Naprawdę zaczęłam rozumieć co znaczy ŻYĆ i znowu mam przechodzić przez to samo?

Czuję, że bliskość - a może nie tyle bliskość, co to, że komuś na mnie zależy, że czegokolwiek ode mnie oczekuje - uśmierca mnie, więzi, ale przecież nie chcę z niej rezygnować...

A mówiłam sobie, że jeśli już będę miała wpadać w koleiny, to chociaż nie w te same...

 

Dystans, nie kombinować, śmiać się z samej siebie... Żeby tak móc w ten sposób na to spojrzeć i nie topić się...

Myślałam, że TO już mnie nie dotyczy, że będę mogła budować relację czując się przy tym komfortowo. I co? ... A może jeszcze nie wszystko skreślone, może to chwilowy kryzys...

 

-- 25 mar 2014, 16:17 --

 

Już lepiej.

Jestem z siebie dumna, bo po prostu CHCĘ czuć się normalnie i daję z siebie wszystko... Mam nadzieję, że ta normalność kiedyś będzie gościła nie tylko u mnie, ale i u was - na stałe... :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj wszyscy mnie drażnią. Jednocześnie czuję potworny lęk przed ludźmi, który nasilil sie do tego stopnia, ze już dziś widziałam siebie jak spędzam resztę zycia zamknieta w swoim domu. Studia kosztują mnie tyle stresu, ze czasem sie zastanawiam czy sa tego warte. Ale z drugiej strony zmarnowałabym swój talent do wkuwania złożonych wzorów chemicznych i wielu innych równie przydatnych mądrości. To nie nauka stanowi mój problem, tylko lęk przed prowadzącymi i przebywanie wśród "normalnych" ludzi z grupy. Gdyby wiedzieli gdzie byłam rok temu o tej porze! W życiu by nie uwierzyli, gdyby się dowiedzieli kim jestem naprawdę.

 

Szłam dzisiaj na uczelnie i minęłam jakąś wycieczkę ludzi niepełnosprawnych umysłowo i naszło mnie, że nawet oni mają lepiej w życiu, bo przebywają w towarzystwie podobnych do siebie. A ja nie znam nikogo kto ma tak jak ja. Poza tym mają opiekę i ich potrzeby są zaspokajane, no i nikt nie wymaga żeby byli niewiadomo kim. A patrząc na mnie- wygladam niestety na zdrową (co nawyżej przyćpaną bo od strachu mam wiecznie rozszerzone źrenice) ludzie przypiszą mi niemile cechy w stylu duma, wyniosłość czy znudzenie innymi, albo lenistwo. Będą sie dziwić, czemu ktoś taki nie ma pracy itp.

 

Myślałam też, że nie mam za bardzo gdzie się udać po pomoc. Chciałabym być w jakiejś grupie wsparcia dla osób z borderline, ale nic takiego nie istnieje. Jak do cholery mam się trzymać, kiedy wiem że nie ma dla mnie miejsca nigdzie? Gdybym ćpała, piła, może by mnie upchnęli w jakieś grupie.

 

Mam myśli by się pociąć, bo nie wiem jak się wyżyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×