Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

dialektyczna - nie chce mi się wchodzić z Tobą w polemikę, ani się tłumaczyć. Oczywiście Ty masz najgorzej, więc niech tak zostanie. Widać nie jest jednak tak źle, jak to opisujesz, skoro zamiast udać się po pomoc wolisz chrzanić na forum bądź wertować wikipedię w celu znalezienia odpowiedniej choroby psychicznej, która tłumaczyłaby wszystkie Twoje zachowania. Wiem, co to są działania autodestrukcyjne z autopsji i wybacz, ale brzydko jest porównywać np. okaleczanie się do dawania dupy na cztery strony świata. Nie piłam do nikogo konkretnego swoimi postami, jeśli stwierdziłaś, że odnoszę się akurat do Ciebie - cóż :) Szczekaj dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W ogole zauważyłam na niejednym forum,ze osoby zdiagnozowane pod kątem bpd czują się "wyróżnione"i jeśli ktoś śmie się babrać na własną rękę jest wyśmiewany.A podobno u osób z borderline nie ma mowy o leczeniu,tak się wzbraniają
wydaje mi się, że to wymaga wyjaśnienia, bo spiny tego typu wracają na ten wątek co jakiś czas.

ja się z powyższym zupełnie nie zgadzam. po prostu często osoby niezdiagnozowane pojawiają się na wątku o bpd ze świętym objawieniem, że "to mają", a na poradę, żeby udały się do lekarza (co nie jest żadnym wywyższaniem się, tylko normalną logiczną reakcją... skoro ktoś podejrzewa u siebie borderline, to musi bardzo cierpieć przecież, niezależnie od tego, czy faktycznie zmaga się z akurat tym zaburzeniem?) reagują stwierdzeniem, że im lekarza nie trzeba, one po prostu wiedzą. trochę ciężko z tym dyskutować jak ktoś wszystkie rozumy pozjadał i czasem aż kusi, żeby być trochę złośliwym, zwłaszcza na borderowym wątku, gdzie łatwo ulegamy emocjom przecież :D

a co do drugiego zdania - tej tezie przeczy nawet zdrowy rozsądek. jeśli ktoś zmaga się przez całe życie z nawałem bardzo silnych emocji i jest autodestrukcyjny, musi w końcu trafić do specjalisty. czy to sam, czy to umieszczony na oddziale po próbie samobójczej, czy to zawleczony do lekarza przez bliskich, ale w końcu do tego dojdzie. żeby nie szukać daleko - strona internetowa Peron 7f, punkt 6., proszę: http://www.peron7f.pl/zaburzenia-osobowosci-2/krotko-o-zaburzeniach-osobowosci/

są, oczywiście, wyjątki.

 

a ja czytałam,że neurotycy tak,a borderline nie.Ludzie,co źródło to inna bajka,więc nie przywiązujcie aż tak wagi do artykulików niespełnionych dziennikarzy.
wydaje mi się, że źle zrozumiałaś to, co przeczytałaś. chodzi o to, że osoby na neurotycznym poziomie organizacji osobowości nie stawiają "oporu" w terapii, co odróżnia je od osób z poziomu borderline, które się opierają. Kernberg. chodzi tylko i wyłącznie o zachowanie pacjenta w psychoanalizie, nie ma tu mowy o udawanie się po pomoc.

a co do źródeł - faktycznie różnią się jeśli chodzi o etiologię czy sposób leczenia, ale nie jeśli chodzi o obraz kliniczny. przynajmniej tak ja to odbieram. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, co to są działania autodestrukcyjne z autopsji i wybacz, ale brzydko jest porównywać np. okaleczanie się do dawania dupy na cztery strony świata.
dopiero teraz to zauważyłam :shock:

dobra, ja rozumiem, że emocje i tak dalej, ale wtf?

 

 

AddictGirl21, zdradź mi, proszę, w jaki sposób udało Ci się namówić lekarza na clonazepam? ja też chcęęęę, może być lorafen, relanium, xanax, cokolwiek :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chalkwhite, Ojej, wiesz Chalkwhite, ze szczerego serca nie polecałabym Ci zaczynać zabawy z tymi lekami bo strasznie uzależniają a wyjść z tego to istny koszmar.................a jak namówiłam lekarza? - powiedziałam prawdę, że mam straszne lęki, napady paniki z którymi bez leków sobie nie radzę no i recepta gotowa... :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, co to są działania autodestrukcyjne z autopsji i wybacz, ale brzydko jest porównywać np. okaleczanie się do dawania dupy na cztery strony świata.
dopiero teraz to zauważyłam :shock:

dobra, ja rozumiem, że emocje i tak dalej, ale wtf?

 

przecież nie napisałam, że któraś z Was daje, więc o co chodzi? Dla mnie zwyczajnie jedno różni się od drugiego. Rozumiem, że osoba zaburzona tego nie kontroluje i nie potępiam. Co innego gdy ktoś próbuje tłumaczyć swoją rozwiązłość chorobą, zaburzeniem, a nie ma zamiaru zwrócić się do kogoś o pomoc w samokontroli. Uprzedzę pytanie - nie, nie mam na myśli nikogo konkretnego z tego forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To może sprostuję - mi nie o to chodziło ok, wiem, że nie tylko o mnie tutaj chodzi, ale zaczęłam temat), że naumyślnie siebie krzywdziłam poprzez kontakty seksualne z byle kim i byle gdzie. Jeśli tak zabrzmiało i wprowadziłam was w błąd, to wybaczcie. Raczej miałam na myśli to, że później okazywało się to dla mnie destrukcyjne (nie chce mi się rozpisywać teraz na ten temat, bo to bardziej skomplikowane), ale mimo wszystko brnęłam dalej. Nie znaczy to, że takich sytuacji było wiele... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To może sprostuję - mi nie o to chodziło ok, wiem, że nie tylko o mnie tutaj chodzi, ale zaczęłam temat), że naumyślnie siebie krzywdziłam poprzez kontakty seksualne z byle kim i byle gdzie. Jeśli tak zabrzmiało i wprowadziłam was w błąd, to wybaczcie. Raczej miałam na myśli to, że później okazywało się to dla mnie destrukcyjne (nie chce mi się rozpisywać teraz na ten temat, bo to bardziej skomplikowane), ale mimo wszystko brnęłam dalej. Nie znaczy to, że takich sytuacji było wiele... ;)

 

Spoko, fajnie, że wytłumaczyłaś o co chodzi :)

Żeby było jasne ja też nigdy święta nie byłam, miałam może trochę więcej partnerów niż koleżanki w moim wieku, ale żyłam głownie w związkach - a że często toksycznych, to inna sprawa. Piszę to żebyście nie uznały mnie za świętą zaprzysiężoną dziewicę, która brzydzi się seksem - nie jest tak :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mistyday...

proszę,proszę jak zadyma.W sumie się nie dziwię,bo w życiu prywatnym też potrafię wywołać dym,kiedy ktos wystarczająco mnie podk...i. Tyle jadu i licytacji w tym kto ma gorzej dawno nie spotkałam.Podobnie jak kółka wzajemnej adoracji co pośród tutaj niektórych.Mistyday you make my day ;) Po pierwsze powiem,że nie wiem od czego zacząc,tyle wątków poruszyłyście,że cięzko wybrać najważniejszy. Krew mnie zalewa i staram się nie dać sprowokować,ale wszystko ma swoje granice niby.Jak śmiesz powoływać się na wszechwiedzącą? Pierwsza zaczęłaś wylewając swój jad na osoby,ktore przejawiąją zachowania autoagresyjne podobne do moich,nawet nie starając się zrozumieć co chciały powiedzieć i co przeżywają oddając się przeciwdziałaniom swojej osobie poprzez ten niefortunny seks bez zobowiązań.Gdybym np.ja czerpała radość z tego,co zdarzyło mi się robic,ok można byloby się zastanowić czy nie jest to kamuflarz dla rozwiązłości,ale przepraszam bardzo,a czy ja musiałam się tutaj zwierzać i spowiadać z tego komuś,czy ktoś mnie do tego przymusił,coś zarzucił,ze się tutaj"tłumaczę"?Nie.Gdybyś wczytała się i przejawiała choć trochę empatii dla drugiego człowieka miałabyś mgliste choćby rozeznanie w tym,na czym to polega.Widać jednak jest jakiś nieopsany ból skoro robię sobie coś,co mnie upadla.Nie odczuwam żadnej przyjemności w seksie,który zadaję sobie jako karę.Ostatnio robiąc to sobie w pewnym momencie się ropłakałam i chłopak kazał mi sp...ać,bo miało być"miło i przyjemnie"a nie płacz k...z niewiadomo jakiego powodu.Dalej nawiesz to puszczaniem się? Sorry,ale nie stoję przy drodze i nie czekam na okazję by sobie poużywać,choć zdarzają się i takie skrajne przypadki bpd.Uważasz,że cięcie się jest czyms lepszym od "dawania dupy na cztery strony świata"? A może to jakiś lekarz konował wystawił Ci diagnozę,bo idąc Twoim tokiem rozumowania nie spełniasz wszystkich kryteriów klasyfikacji DSM? Jednocześnie przyznajesz,ze nie jestes święta i miałaś wielu partnerów seksualnych.Jak dla mnie jesteś conajniej hipokrytką i to Tobie nie chce się dłuzej tłumaczyć więc Twoje wypowiedzi więcej mnie nie sprowokują i nie zatrują krwi.Choroba psychiczna czy zaburzenie to jeszcze nie cały czlowiek,a Ty najwidoczniej jesteś uboga w wahlarzu emocji i cech,ktore pretendowałyby Cię do osoby wrażlwej,co rzekomo cechuje osoby z borderline.Kumasz coś? Jak w ogole możesz kpić z tego czy ktoś ma faktyczne problemy ze sobą czy nie,na podstawie takiej czy byl u lekarza czy nie? Masa ludzi popełnia samobójstwa na tle psychicznym nigdy wcześniej nie będąc ze sobą u specjalisty.Czyżby rózny sposób chęci pomocy sobie? Może to z Tobą własnie nie jest tak źle skoro widzisz szansę dla siebie i z pomocą psychiatrii próbujesz poskladać siebie kawałek po kawałku,a inni nie widzą tego sensu i uważają,że i tak im nic już nie pomoże.W takim klimacie wypowiadają się nawet psychiatrzy,ale widać Ty wiesz najlepiej.Sama zaczęłaś tę spiralę nienawiści na forum,czego nie da się ukryć.Przeczytałam z grubsza kilka Twoich wypowiedzi,w ktorych rowniez masz siebie za wszechwiedzącą i kpisz ze zdań odmiennych od Twoich.I nie przeczytam opisów twoich przeżyć do końca nigdy bo na to nie zasługujeszs skoro to samo robisz w wypowiedziami innych osób.

Jak ktoś ciekawy-do lekarza można nie chcieć się udać z pobudek czysto ideologicznych i cierpieć w samotności,a ten ból widać w trybie życia i bagażu doświadczeń,które się dźwiga i które kładą się cieniem na całą przyszłość.

 

-- 19 mar 2014, 00:20 --

 

do immych jeszcze z tego forum-do lekarza probowali mnie zawlec bliscy i przyjaciele,nie udało im się,czyli ktoś coś zauważa,coś jest nie tak.a że jeszcze nie poszłam,a może pojde? w sumie to co tu się dzisiaj dzieje jest "normalne"-nie ma poparcia faktami i logiką,a są emocje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyno o co Ci chodzi? Jesteś przewrażliwiona na swoim punkcie, co w sumie nie jest dziwne, ale ile razy mam pisać, że nie chodzi mi o Ciebie, ani o nikogo innego? Chyba forum jest po to, żeby wyrazić własną opinię na dany temat. Ja już swoje myśli wyraziłam i ok, może przesadziłam momentami ze słownictwem, za co przepraszam, ale nazywanie mnie hipokrytką, a moich lekarzy konowałami naprawdę nie jest na miejscu. Nigdy jakoś nikt inny tutaj nie uważał mnie za wszechwiedzącą ani "jadowitą", więc nie wiem na jakiej podstawie wysnuwasz to z moich poprzednich postów. Może po prostu nie umiesz czytać ze zrozumieniem, skoro nie zauważyłaś zdania, że przeważnie byłam w związkach, a nie doświadczałam cały czas przygód na jedną noc. Nie jest to hipokryzja, bo nigdy nie napisałam, że krzywdziłam się w ten sposób jakkolwiek. Także może zamiast analizować w kółko moje posty, spójrz co mają Ci do powiedzenia inni, bo nie tylko ja jedna zaproponowałam Ci wizytę u lekarza :? Oczywiście jak bym do Ciebie nie pisała i jakich użyła słów oczywiście będzie źle i dalej będziesz na mnie naskakiwać - nie wiem, może ktoś inny powinien się obiektywnie wypowiedzieć w tej całej gadaninie. Ja przeprosiłam za ostre słowa i nie czuję się winna za to, że mówię to co myślę, chociaż nie wszystkim się to podoba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przecież nie napisałam, że któraś z Was daje, więc o co chodzi? Dla mnie zwyczajnie jedno różni się od drugiego. Rozumiem, że osoba zaburzona tego nie kontroluje i nie potępiam. Co innego gdy ktoś próbuje tłumaczyć swoją rozwiązłość chorobą, zaburzeniem, a nie ma zamiaru zwrócić się do kogoś o pomoc w samokontroli. Uprzedzę pytanie - nie, nie mam na myśli nikogo konkretnego z tego forum.
wiem, że nie napisałaś, dla mnie to po prostu zabrzmiało bardzo, bardzo obraźliwie. nie wiem, może mnie to zabolało, bo sama mam bardzo duże problemy z seksualnością, byłam molestowana w dzieciństwie, zdarzało mi się używanie seksu w niewłaściwych celach, między innymi w celu autoagresywnym właśnie. bywa też tak, że sama siebie za to obrażam w myślach, karzę się samookaleczeniami. blablabla, nieważne, nie chcę robić z siebie ofiary teraz. :roll: wydaje mi się, że sprawa jest wyjaśniona.

 

AddictGirl21,

ja doświadczenie z benzo mam, tylko w warunkach szpitalnych ;) a tak to wszyscy się boją zapisać po próbach s i nadużywaniu dragów i leków (mam problemy neurologiczne przez to). mimo wszystko chciałabym mieć w pogotowiu chociaż jedną tabletkę... żeby w chwilach kryzysu nie czuć się tak, jakbym była zdana wyłącznie na siebie i na to, co mi za chwilę do łba strzeli.

 

dialektyczna,

nie jestem pewna, czy coś z tego postu jest w moją stronę i czy wolno mi się wcinać, ale zatrzymaj się trochę, bo z boku to wygląda trochę tak, jakbyś była sama przeciwko całemu światu. nie widzę jakiegoś zmasowanego ataku na Ciebie, poprztykałyście się trochę z MistyDay i tyle. nie wydaje mi się, żebyśmy się tu licytowały kto ma gorzej. czemu ktokolwiek miałby się "szczycić" swoją diagnozą? znasz kogoś, kto cieszy się z tego, że choruje na raka? i czemu "kółko wzajemnej adoracji"?

Jak ktoś ciekawy-do lekarza można nie chcieć się udać z pobudek czysto ideologicznych i cierpieć w samotności,a ten ból widać w trybie życia i bagażu doświadczeń,które się dźwiga i które kładą się cieniem na całą przyszłość.
tutaj też chyba czegoś nie rozumiem. jesteś na forum psychologicznym i nie chcesz korzystać z pomocy psychologicznej i/lub psychiatrycznej z pobudek ideologicznych? możesz rozwinąć, co to dla Ciebie znaczy? wracając do analogii z rakiem - nie pomyślałabyś, że to dziwne, gdyby na forum onkologicznym pojawił się ktoś, kto mówi, że z pewnością go ma, ale ze względów ideologicznych nie pójdzie się leczyć mimo cierpienia, które odczuwa? nawet pacjenci, którzy nie mają już nadziei, korzystają z pomocy. z raka ich to nie wyleczy, ale żyje im się mimo wszystko łatwiej.

 

to wszystko bez żadnej ukrytej lub jawnej drwiny, pytam serio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chalkwhite, Rozumiem, jeżeli masz już doświadczenia z benzo sprawa wygląda inaczej. Szczerze polecam Sedam < bromazepam> Możesz się zaopatrzyć w ten lek i w razie silnej potrzeby siup do buzi. Działa rewelacyjnie ale naprawdę trzeba się pilnować, żeby się nie uzależnić ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja doświadczenie z benzo mam, tylko w warunkach szpitalnych ;) a tak to wszyscy się boją zapisać po próbach s i nadużywaniu dragów i leków (mam problemy neurologiczne przez to). mimo wszystko chciałabym mieć w pogotowiu chociaż jedną tabletkę... żeby w chwilach kryzysu nie czuć się tak, jakbym była zdana wyłącznie na siebie i na to, co mi za chwilę do łba strzeli.

 

Ja biorę doraźnie od jakichś dwóch lat. Udało mi się obejść moment, w którym prawie byłam już uzależniona. Jakby co, mogę odpowiedzieć na jakieś pytania dot tych leków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

AddictGirl21, dzięki. :*

 

Keji, jak wyglądał ten moment, gdy byłaś bliska uzależnieniu? w jakich sytuacjach głównie brałaś wtedy benzo i czy to się zdarzało często?

 

Czy Waszym zdaniem benzo jest w stanie opanować coś w rodzaju histerycznego napędu psychoruchowego, np. nieuzasadnioną potrzebę ucieczki? mam na myśli coś takiego wcale nie lękowego, raczej wynikającego z natłoku emocji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja czytałam,że neurotycy tak,a borderline nie.Ludzie,co źródło to inna bajka,więc nie przywiązujcie aż tak wagi do artykulików niespełnionych dziennikarzy.
wydaje mi się, że źle zrozumiałaś to, co przeczytałaś. chodzi o to, że osoby na neurotycznym poziomie organizacji osobowości nie stawiają "oporu" w terapii, co odróżnia je od osób z poziomu borderline, które się opierają. Kernberg. chodzi tylko i wyłącznie o zachowanie pacjenta w psychoanalizie, nie ma tu mowy o udawanie się po pomoc.

a co do źródeł - faktycznie różnią się jeśli chodzi o etiologię czy sposób leczenia, ale nie jeśli chodzi o obraz kliniczny. przynajmniej tak ja to odbieram. :)

 

racja,dziękuję za rzeczowe wyjaśnienie.

 

-- 20 mar 2014, 10:52 --

 

przecież nie napisałam, że któraś z Was daje, więc o co chodzi? Dla mnie zwyczajnie jedno różni się od drugiego. Rozumiem, że osoba zaburzona tego nie kontroluje i nie potępiam. Co innego gdy ktoś próbuje tłumaczyć swoją rozwiązłość chorobą, zaburzeniem, a nie ma zamiaru zwrócić się do kogoś o pomoc w samokontroli. Uprzedzę pytanie - nie, nie mam na myśli nikogo konkretnego z tego forum.
wiem, że nie napisałaś, dla mnie to po prostu zabrzmiało bardzo, bardzo obraźliwie. nie wiem, może mnie to zabolało, bo sama mam bardzo duże problemy z seksualnością, byłam molestowana w dzieciństwie, zdarzało mi się używanie seksu w niewłaściwych celach, między innymi w celu autoagresywnym właśnie. bywa też tak, że sama siebie za to obrażam w myślach, karzę się samookaleczeniami. blablabla, nieważne, nie chcę robić z siebie ofiary teraz. :roll: wydaje mi się, że sprawa jest wyjaśniona.

 

AddictGirl21,

ja doświadczenie z benzo mam, tylko w warunkach szpitalnych ;) a tak to wszyscy się boją zapisać po próbach s i nadużywaniu dragów i leków (mam problemy neurologiczne przez to). mimo wszystko chciałabym mieć w pogotowiu chociaż jedną tabletkę... żeby w chwilach kryzysu nie czuć się tak, jakbym była zdana wyłącznie na siebie i na to, co mi za chwilę do łba strzeli.

 

dialektyczna,

nie jestem pewna, czy coś z tego postu jest w moją stronę i czy wolno mi się wcinać, ale zatrzymaj się trochę, bo z boku to wygląda trochę tak, jakbyś była sama przeciwko całemu światu. nie widzę jakiegoś zmasowanego ataku na Ciebie, poprztykałyście się trochę z MistyDay i tyle. nie wydaje mi się, żebyśmy się tu licytowały kto ma gorzej. czemu ktokolwiek miałby się "szczycić" swoją diagnozą? znasz kogoś, kto cieszy się z tego, że choruje na raka? i czemu "kółko wzajemnej adoracji"?

 

 

moje słowa byly skierowane głownie do MistyDay.Ale tak,zauważyłam tutaj niestety tendencję do licytacji,już np.samo stwierdzenie,że skoro nie korzystam z pomocy lekarza,widać nie mam tak źle jak ci,ktorzy po tę pomoc sięgają...Błąd...Nie wiem czy można nazwać "poprztykaniem się wymianę postów między MistyDay a mną.Dziewczyna wyraźnie określiła ten rodzaj autodestrukcji"dawaniem dupy na cztery strony świata",zupełnie jakbyśmy tlumaczyły rozwiązłość,która defacto nią nie jest,poza tym te zachowania nie dają żadnej przyjemności.Jeśli chodzi o kółko wzajemnej adoracji to tak,widzę-osoby z postawioną diagnozą trzymają swoją stronę,osoby bez diagnozy uważane są za egzaltowane jedynie,a nie jako osoby z faktycznym problemem.

Sam temat raka ciężki,ale spotkałam się z takim sposobem myślenia u osób zyjących z depresją:"wolalbym mieć raka,niż problemy psychiczne,bo tych społeczeństwo nie rozumie".Powiem też,że ja również często miewam takie myśli,w momentach naprawdę kryzysowych"błagam boga"by zabrał raka od kogoś kto na tym świecie jest bardziej potrzebny,i dał go mnie.Uprzedzę-nie uważam by rak był czymś mniej poważnym od depresji np,ani że ktoś mialby się cieszyć z tego powodu.Zresztą nowotwór a choroba psychiczna są czymś zgoła tak odmiennym w swej naturze,że porównywanie ich ze sobą jest conajmniej bezcelowe i zwyczajnie nie trafione.

 

 

Jak ktoś ciekawy-do lekarza można nie chcieć się udać z pobudek czysto ideologicznych i cierpieć w samotności,a ten ból widać w trybie życia i bagażu doświadczeń,które się dźwiga i które kładą się cieniem na całą przyszłość.
tutaj też chyba czegoś nie rozumiem. jesteś na forum psychologicznym i nie chcesz korzystać z pomocy psychologicznej i/lub psychiatrycznej z pobudek ideologicznych? możesz rozwinąć, co to dla Ciebie znaczy? wracając do analogii z rakiem - nie pomyślałabyś, że to dziwne, gdyby na forum onkologicznym pojawił się ktoś, kto mówi, że z pewnością go ma, ale ze względów ideologicznych nie pójdzie się leczyć mimo cierpienia, które odczuwa? nawet pacjenci, którzy nie mają już nadziei, korzystają z pomocy. z raka ich to nie wyleczy, ale żyje im się mimo wszystko łatwiej.

 

to wszystko bez żadnej ukrytej lub jawnej drwiny, pytam serio.

 

 

Pobudki ideologiczne? Już wyjaśniam.Psychiatrię w pewnych jej punktach uważam za quasinaukę,za możliwość jej luźnej interpretacji.U jej źródeł Jung czy Freud to rozważania czysto szarlatańskie,a mimo tego wielu psychologów nadal z nich korzysta.Oczywiście nie stwierdzam,że jest ona jednym wielkim złem,ale wciąż są w niej ustępstwa na swobodne żonglowanie terminami i przypasowywanie ich do zachowań u ludzi,których problem ciężko wyjaśnić.Jest również przyzwolenie na używanie "zaburzenia mieszane",kiedy co poniektórym lekarzom nie chce się podjąć trudu w dochodzeniu,co tak naprawdę komuś dolega.Znam osoby,które pomimo regularnego przyjmowania leków i udziału w psychoterapii tkwią latami w swoich zaburzeniach,a o pomocy im wypowiadają się jednoznacznie-co lekarz to inna diagnoza,tego nie spotyka się zazwyczaj w medycynie konwencjonalnej.Jeszcze jedna sprawa-brak możliwości racjonalnego,popartego czysto klinicznym obrazem danego zaburzenia,pozwala na stawianie dowolnej diagnozy u każdego,u kogo się podoba.Robiono wiele doświadczeń,gdzie osoby z rzekomymi problemami na tle psychicznym"podstawiano"psychiatrom i ci z przekonaniem nadawali etykietkę konkretnym ludziom.Również obserwuje się dzisiaj tendencję do opisywania zaburzeniami zwykłych ludzkich zachowań,jak nadmierne nerwy,nieprzeciętna wrażliwość itp.Problem uważam zaczyna się jednak tam,gdzie czyjś bagaż doświadczeń uniemożliwia normalne funkcjonowanie "teraz "i "później".

 

-- 20 mar 2014, 10:56 --

 

przepraszam za balagan przy cytowaniu poszczegolnych wypowiedzi,to z pośpiechu,bo mam mało czasu do wyjścia z domu.

 

-- 20 mar 2014, 11:06 --

 

Dziewczyno o co Ci chodzi? Jesteś przewrażliwiona na swoim punkcie, co w sumie nie jest dziwne, ale ile razy mam pisać, że nie chodzi mi o Ciebie, ani o nikogo innego? Chyba forum jest po to, żeby wyrazić własną opinię na dany temat. Ja już swoje myśli wyraziłam i ok, może przesadziłam momentami ze słownictwem, za co przepraszam, ale nazywanie mnie hipokrytką, a moich lekarzy konowałami naprawdę nie jest na miejscu. Nigdy jakoś nikt inny tutaj nie uważał mnie za wszechwiedzącą ani "jadowitą", więc nie wiem na jakiej podstawie wysnuwasz to z moich poprzednich postów. Może po prostu nie umiesz czytać ze zrozumieniem, skoro nie zauważyłaś zdania, że przeważnie byłam w związkach, a nie doświadczałam cały czas przygód na jedną noc. Nie jest to hipokryzja, bo nigdy nie napisałam, że krzywdziłam się w ten sposób jakkolwiek. Także może zamiast analizować w kółko moje posty, spójrz co mają Ci do powiedzenia inni, bo nie tylko ja jedna zaproponowałam Ci wizytę u lekarza :? Oczywiście jak bym do Ciebie nie pisała i jakich użyła słów oczywiście będzie źle i dalej będziesz na mnie naskakiwać - nie wiem, może ktoś inny powinien się obiektywnie wypowiedzieć w tej całej gadaninie. Ja przeprosiłam za ostre słowa i nie czuję się winna za to, że mówię to co myślę, chociaż nie wszystkim się to podoba.

 

 

Przykro mi,ale uważam że się teraz tłumaczysz.Pomimo,że emocje mi opadly nadal jestem tego zdania.Nie chodzi o przesadę ze słownictwem,a o odbiór osób przejawiających takie zachowania jako puszczalskie.Dlaczego osoba jak Ty,zdiagnozowana na podstawie klasyfikacji DSM,dyskutuje z kryterium odnośnie niewłaściwych zachowań seksualnych.Zupełnie jakbyś poddawała w wątpliwość to,co ustaliły "mądre głowy psychiatrii"? Wiem,że termin "rozwiązłość"można rozumieć poprzez kazde zachowanie seksualne poza związkiem małżeńskim,ale to byloby chyba przesadą?Zresztą najbardziej chodzi o przyrownanie ich do cięcia się.Równie dobrze ja moglabym uznać,że cięcie się to nie pomoc sobie w bólu psychicznym,a szopka pt"patrzcie,jakie mam zajebiste sznyty,taka twarda jestem".Użylas takieg stwierdzenia,czy chodzi nam może o opinię latawic i to nas kręci.Otóż nie,njaprawdopodobniej tu u siebie nie mamy takiej opinii,jaka przytrafiła się nam tam,gdzie najmniej się jej spodziewałyśmy-na forum o borderline :)

 

-- 20 mar 2014, 11:28 --

 

przepraszam również za swoją odpowiedz,która w moim odczuciu jest mało wyczerpująca temat.Nie potrafię w pełni oddać swoich poglądów ze względu na natłok myśli i chaos w głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pobudki ideologiczne? Już wyjaśniam.Psychiatrię w pewnych jej punktach uważam za quasinaukę(....)

 

Dlaczego osoba jak Ty,zdiagnozowana na podstawie klasyfikacji DSM,dyskutuje z kryterium odnośnie niewłaściwych zachowań seksualnych.Zupełnie jakbyś poddawała w wątpliwość to,co ustaliły "mądre głowy psychiatrii"?

 

no bo nie wytrzymię...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no bo nie wytrzymię...

Ej no, przynajmniej jest śmiesznie :D

 

racja,mamy tu doczynienia z pograniczem logiki :)

 

A poważnie,

zajrzałam tu aby zapytać was o pare spraw:

W karcie mam wpisany epizod depresyjny i obserwację pod kątem zaburzeń osobowości.

Nie wiem które mój lekarz u mnie podejrzewa ale ze względu na to jak buduję relację z bliskimi to chyba tu mi najbliżej niestety.

Tak naprawdę nie zależy mi na tej diagnozie bo nic ona nie zmienia, zapisałam się jednak na terapię by uporać się ze swoimi mrokami które czynią moje życie bolesnym nie do zniesienia. A właściwie to ja je takim czynię bo gdy tylko się układa, sabotuje je nie mogąc znieść napięcia i czekania aż coś się popsuje, tak więc mam pytania:

 

- na skierowaniu do psychologa z NFZ mam rozpoznanie depresji, jednak to nie z jej powodu muszę iść do terapeuty, tak naprawdę myślę, że wyleczyłam się już z depresji a do wizyty u psychologa pewnie będę już nawet szczęśliwym człowiekiem gdyż jest dopiero za miesiąc (hell jeah, NFZ) czy mogę się przyznać, że nie przyszłam tu z powodu depresji? Czy to nie unieważni mojego skierowania i nie zostanę "wyrzucona" ? wiecie, trochę się boję bo jestem zdesperowana, to ten etap w życiu w którym albo coś zmienię albo umrę.

 

- jeśli wyleczę się z depresji, zacznę odstawiać leki i tym samym skoncze leczenie u psychiatry co z "obserwacją" w kierunku zaburzeń osobowości?

 

- czy na terapii mogę się skupić na pozbyciu się toksycznych schematów myslenia i działania czy znów będę musiała w kółko opowiadać o swoich uczuciach i odczuciach blablabla?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, to wszystko zależy, myślę że głównie od tego jakie Twoje problemy wysuną się na pierwszy plan i od stylu pracy terapeuty.

Pierwsze wizyty będą bardziej przypominały wywiad, trochę bardziej konkretną ale jednak rozmowę niż typową sesję. Depresja i zaburzenie osobowości to tylko wskazówki dla terapeuty. Ja nawet nie wiem co mam wpisane w kartę do tej pory :D

To na czym się skupisz a raczej skupicie na terapii będzie decyzją Twoją i terapeuty, wspólnie. Tak czy inaczej na pewno będziesz musiała pogadać i o uczuciach i o odczuciach, chociaż czasami ;p

Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze!

Ja mam cudowną terapeutkę na NFZ i później jeśli nie zapomnisz pilnować rejestracji na wizyty to będziesz miała ciągłość i NFZ nie będzie wydawał się już takim złym potworem ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

- na skierowaniu do psychologa z NFZ mam rozpoznanie depresji, jednak to nie z jej powodu muszę iść do terapeuty, tak naprawdę myślę, że wyleczyłam się już z depresji a do wizyty u psychologa pewnie będę już nawet szczęśliwym człowiekiem gdyż jest dopiero za miesiąc (hell jeah, NFZ) czy mogę się przyznać, że nie przyszłam tu z powodu depresji? Czy to nie unieważni mojego skierowania i nie zostanę "wyrzucona" ? wiecie, trochę się boję bo jestem zdesperowana, to ten etap w życiu w którym albo coś zmienię albo umrę.

 

Hmm no tak to już jest z NFZ :) Myślę, że nikt Cię nie wyrzuci - wiadomo, że jak czeka się tyle czasu na wizytę dużo się może pozmieniać. Ja np. ponad miesiąc temu zapisałam się na konsultację w sprawie przyjęcia mnie na oddział dzienny. W międzyczasie doszłam do ładu z lekami i poprawiło mi się na tyle, że wystarcza mi psychoanaliza jak dotąd. No ale na tą wizytę poszłam i wprost powiedziałam, że kiedy się zapisywałam czułam się koszmarnie, ale teraz jest lepiej i przyszłam po prostu porozmawiać o moim zaburzeniu i "ofercie" poradni. NIkt mnie nie wyrzucił więc nie martw się :)

 

 

- czy na terapii mogę się skupić na pozbyciu się toksycznych schematów myslenia i działania czy znów będę musiała w kółko opowiadać o swoich uczuciach i odczuciach blablabla?

 

Wydaje mi się, że to zależy od rodzaju terapii. Na psychoanalizie głownie muszę wywlekać jakieś syfy i nie jest to przyjemne, no ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana :P Co do innych rodzajów terapii, może wypowie się ktoś, kto miał z nimi styczność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moje słowa byly skierowane głownie do MistyDay.Ale tak,zauważyłam tutaj niestety tendencję do licytacji,już np.samo stwierdzenie,że skoro nie korzystam z pomocy lekarza,widać nie mam tak źle jak ci,ktorzy po tę pomoc sięgają...
chyba tylko MistyDay tak napisała i to na dodatek w reakcji na Twoją zaczepkę dotyczącą diagnozy. wiesz co, przykro mi to mówić, ale chyba nie inne użytkowniczki się licytują, a Ty właśnie. póki co jesteś osobą, która najwięcej mówiła na ten temat w tej dyskusji. przeczytaj jeszcze raz swoje wypowiedzi, zastanów się nad tym.

poza tym... no nie wiem, może wyjaśnię to na swoim przykładzie. kiedyś, dawno trafiłam na jakiś tekst o bpd, pomyślałam, że właściwie jest kropka w kropkę o mnie, szybko zamknęłam stronę i starałam się wydarzenie wyrzucić z pamięci. nie poszłam na wątek o bpd, żeby przekonywać wszystkich o tym, że cierpię w samotności. to się wydaje w jakiś sposób nienaturalne. i tym bardziej Ty, skoro psychiatrię uważasz za quasi naukę, czemu tak się wkręciłaś w borderline? widać po Twoich postach, że sporo o tym czytałaś. przecież to jest poparte na "szarlatańskich rozważaniach" Junga i Freuda, więc po co Ci to?

 

Nie wiem czy można nazwać "poprztykaniem się wymianę postów między MistyDay a mną.Dziewczyna wyraźnie określiła ten rodzaj autodestrukcji"dawaniem dupy na cztery strony świata",zupełnie jakbyśmy tlumaczyły rozwiązłość,która defacto nią nie jest,poza tym te zachowania nie dają żadnej przyjemności.
dawanie dupy na cztery strony świata to faktycznie nie jest określenie na poziomie, o czym wyraźnie i dobitnie dałam znać (więc nie wiem gdzie tu widzisz "trzymanie strony" itede). i podtrzymuję swoje zdanie odnośnie powagi tej sprzeczki.

 

Jeśli chodzi o kółko wzajemnej adoracji to tak,widzę-osoby z postawioną diagnozą trzymają swoją stronę,osoby bez diagnozy uważane są za egzaltowane jedynie,a nie jako osoby z faktycznym problemem.
proof or it didn't happen.

 

Sam temat raka ciężki,ale spotkałam się z takim sposobem myślenia u osób zyjących z depresją:"wolalbym mieć raka,niż problemy psychiczne,bo tych społeczeństwo nie rozumie".Powiem też,że ja również często miewam takie myśli,w momentach naprawdę kryzysowych"błagam boga"by zabrał raka od kogoś kto na tym świecie jest bardziej potrzebny,i dał go mnie.Uprzedzę-nie uważam by rak był czymś mniej poważnym od depresji np,ani że ktoś mialby się cieszyć z tego powodu.Zresztą nowotwór a choroba psychiczna są czymś zgoła tak odmiennym w swej naturze,że porównywanie ich ze sobą jest conajmniej bezcelowe i zwyczajnie nie trafione.
co do chęci chorowania na raka - nie wiem czemu udajesz, że nie wiesz, o jaki rodzaj chęci mi chodziło, ale nie robisz w ten sposób miejsca na zwykłą rozmowę. co do ostatniego zdania - czy ja wiem, czy takie bezcelowe? w tej prostej analogii wręcz akurat, jedno i drugie jest przypadłością, za sprawą której można umrzeć, bardzo zmienia życie, wymaga leczenia. "odmienność w naturze" nie ma tu nic do rzeczy.

 

Psychiatrię w pewnych jej punktach uważam za quasinaukę,za możliwość jej luźnej interpretacji.U jej źródeł Jung czy Freud to rozważania czysto szarlatańskie,a mimo tego wielu psychologów nadal z nich korzysta.
jakie rozważania? którzy psychologowie z nich korzystają?

 

Oczywiście nie stwierdzam,że jest ona jednym wielkim złem,ale wciąż są w niej ustępstwa na swobodne żonglowanie terminami i przypasowywanie ich do zachowań u ludzi,których problem ciężko wyjaśnić.Jest również przyzwolenie na używanie "zaburzenia mieszane",kiedy co poniektórym lekarzom nie chce się podjąć trudu w dochodzeniu,co tak naprawdę komuś dolega.Znam osoby,które pomimo regularnego przyjmowania leków i udziału w psychoterapii tkwią latami w swoich zaburzeniach,a o pomocy im wypowiadają się jednoznacznie-co lekarz to inna diagnoza,tego nie spotyka się zazwyczaj w medycynie konwencjonalnej.
ewidentnie nigdy nie chorowałaś somatycznie, bo inaczej na pewno byś tego nie napisała. ;) ja akurat miałam nieprzyjemność, znam też inne osoby, które miały, i nie masz racji. gdyby iść tym tokiem rozumowania, okazałoby się, że cała medycyna jest quasinauką. nauka nie traci na znaczeniu i wartości tylko dlatego, że niektórzy jej specjaliści są do dupy. w psychiatrii akurat to jest fajne, że nawet bez ściśle postawionej diagnozy można leczyć efektywnie, bo panuje otwartość umysłu, która sprawia, że leczy się człowieka!!!, a nie zaburzenie. (nie mówię, że zawsze tak jest, ale konowałów znajdziesz wszędzie.) wydaje mi się, że za bardzo przywiązujesz się do tych efek, etykietek. a "zaburzenia mieszane" często dają najmądrzejsi psychiatrzy, którzy robią to, bo a) nie chcą wkręcać pacjenta w stereotypowe myślenie o sobie; b) wiedzą, że coś takiego jak czysty model kliniczny nie istnieje i że większość zaburzonych osób przejawia cechy mieszane. co do osób leczących się bez skutku - warunkiem koniecznym do korzystania z terapii jest praca nad sobą, same pójście i pogadanie jeszcze nic nie zmienia. leki mają wspomagać, a nie załatwiać sprawę (mówię teraz o zaburzeniach osobowości).

 

Jeszcze jedna sprawa-brak możliwości racjonalnego,popartego czysto klinicznym obrazem danego zaburzenia,pozwala na stawianie dowolnej diagnozy u każdego,u kogo się podoba.Robiono wiele doświadczeń,gdzie osoby z rzekomymi problemami na tle psychicznym"podstawiano"psychiatrom i ci z przekonaniem nadawali etykietkę konkretnym ludziom.
przykro mi, ale o tym też czytałam i faktycznie, osoby zdrowe zostały w tym eksperymencie zdiagnozowane jako chore, ale zapomniałaś dopisać, że osoby te były specjalistami, miały doświadczenie z chorymi, znały schizofrenię od podszewki i w związku z tym nie dziwi, że doskonale udawały chorych.

 

Również obserwuje się dzisiaj tendencję do opisywania zaburzeniami zwykłych ludzkich zachowań,jak nadmierne nerwy,nieprzeciętna wrażliwość itp.Problem uważam zaczyna się jednak tam,gdzie czyjś bagaż doświadczeń uniemożliwia normalne funkcjonowanie "teraz "i "później".
owszem, jest taka tendencja, która wynika z czasów. tak samo jak jest tendencja do doszukiwania się zaburzeń hormonalnych u owłosionych kobiet w obliczu bezwłosych ideałów. no i?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brawa dla chalkwhite! Przyznalam juz wczesniej, ze mnie poniosło i przeprosilam. A odnośnie tego, ze raka nie można porównać do choroby psychicznej - moim zdaniem tak samo nie można porównywać okaleczania ciała do okaleczania umyslu( w następstwie zdarzeń o charakterze seksualnym), a co za tym idzie mowić "lepsze/gorsze". Z tego co mi sie wydaje pisałam o porównaniu a nie o stopniowaniu wlasnie w tej skali - oczywiście moge sie mylić, ale nie mam jak w tej chwili tego sprawdzić. Prawda jest tez niestety taka, ze byc moze w stanie kiedy pisałam poprzednie posty uważałam co innego. Tak niestety miewam wiec wybaczcie, jest to bardzo upierdliwe :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×