Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Gość abstrakcyjna

karoll007, Sądzę, że powinnaś zaakceptować fakt, że nie zmienisz ich myślenia. Co byś nie zrobiła czy powiedziała to podejrzewam, że i tak będą myśleć, że oni byli idealni, a to zwyczajnie z Tobą jest coś nie tak. Generalnie ja dlatego odpuściłam, nie mam zamiaru uświadamiać nikogo w tym co mi zrobili. Jeśli ktoś jest dla Ciebie toksyczny albo Cię niszczył/ niszczy to najlepiej oddalić się, oczywiście o ile jest to możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I tłukę to z terapeuta juz rok. Powoli przyzwyczajam sie do myśli ze w tym domu nikt mi nie pomoże, wręcz przeciwnie. Jestem juz zrezygnowana, od czterech dni leżę i patrzę sie w sufit albo śpię. Brak mi sił, przestalam juz sie odzywać, a oni dalej mnie gnoją. Wiecie jak to jest, kiedy jestescie juz w takim stanie, że macie sił nawet sie podniesc, a tu ktoś perfidnie wbija wam kołek i wciąż uświadamia, ze jestescie złem tego swiata.

No i wiecie co dzieje sie dalej. Moze pójść w dwie strony. Albo w chore poczucie winy, albo w agresje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ja nie mam takiego objawu złości i obwiniania innych za mojego bordera. Owszem często wspominam, że jest to pewnie wina ojca, ale jakoś nie męczy mnie ten temat. Zawsze myślałam o tym, że już taka jestem. U mnie najgorzej jest tylko ze złością, agresją no i emocjami w sferze uczuć. Moze gdyby to był partner "tylko dla mnie" to bym miała mniejsze powody do ataków.

 

Cięzko jest. Staramy się oboje. Bo on tak tęskni do dziecka....czasem widzę, że jest ze mną i jest smutny. Ze mną ma w domu życie młodej parki, a tam.... jednak jakiś pierwszy rodzinny dom, hałas dziecka itd.. Ze mną tego nie ma, mam poczucie wtedy, że jestem NUDNA, nie ma ze mną atrakcji, jest spokój. No nic... jedno jest pewne, że dziecko jest coraz starsze, coraz mniej "słodkie" więc może i jemu będzie łatwiej z czasem. Ja pozostaje cierpliwa.

 

 

Co do terapii, to ostatnio zaczęłam zastanawiac się nad tym Krakowem. Wizja zamknięcia na kilka miesięcy budzi we mnie lęk okrutny, z drugiej strony nadzieja na lepsze panowanie nad sobą kusi.

Któraś z Was pisała, że czeka tam? długi jest czas?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Muszę się pożalić, byłam wczoraj na piwie z koleżankami, temat zszedł jakoś na moją terapię i co usłyszałam? oczywiście standardowe "musisz sama coś z tym zrobić, sama możesz sobie poradzić!" serio? ale mnie to irytuje. dobrze o tyle, że moja matka ostatnio jakby zaczęła to rozumieć. nie, nie radzę sobie sama. i wcale nie muszę! mogę korzystać z pomocy innych! nie jestem na świecie sama! eh....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Synsa, każda z nas pewnie to przerabiała. Ja oprócz swojego partnera i terapeutów to z nikim nie mogłam nigdy rozmawiać na ten temat. Mam może ze 2 koleżanki, które nie znają mojej diagnozy, ale wiedzą, że korzystałam z terapeuty i nie widzą w tym nic złego, bo teraz chodzić do psychologa to takie normalne się robi. Nie opowiadam nikomu co konkretnie ze mną, bo ludzie tego nie potrafią zrozumieć (jak same nawet nie rozumiemy :) zresztą mój psychiatra kiedyś powiedział, żebym się nie chwaliła ludziom, bo nie ma czym.

Z rodziną w ogóle nie rozmawiam na ten temat. Nikt się nigdy nie zainteresował. Mamie powiedziałam o diagnozie, chciałam porozmawiać by wiedziała i by wyjaśnić niektóre moje zachowania, by lepiej zrozumieć. Przeczytała 1 zdanie z Internetu na temat BPD i stwierdziła, że każdy może mieć takie objawy ... tematu dalej nie ciągnęłam. Podejrzewam, że moje karty szpitalne czytała dopiero jak prosiłam ją by kiedyś mi zeskanowała i wysłała @ bo potrzebowałam. Było tam wypisane m.in okaleczanie i inne ... nie spytała nigdy. Nie winie jej za to. Widocznie nie potrafi o tym rozmawiać.

 

Także nie przejmuj się, po prostu nie rozmawiaj z takimi osobami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale nie, przecież to ja mam nierówno pod sufitem i ja jestem źródłem wszystkich problemów a moja rodzina wcale nie jest upośledzona emocjonalnie..

U mnie jest dokładnie tak samo. Teraz idą święta, a ja zaczynam już się rozjeżdżać, bo ciągle myślę o tym jak wytrzymam z rodziną lub bez niej. Tak źle i tak niedobrze.

 

A jeśli chodzi o rozmawianie z innymi o zaburzeniach, to ja nie wierzę, że osoby nie mające podobnych problemów nie oceniają. Mogą się dobrze maskować, ale dla nich to zawsze będzie głupota bądź lenistwo albo cokolwiek innego, ale na pewno nie choroba. Wg mnie tak zwana "normalna" osoba nie jest w stanie sobie wyobrazić jak bardzo można nie móc zapanować nad sobą, swoim zachowaniem, emocjami. Wiec ja rozmawiam tylko ze "świrami". Nawet pracownicy apteki zmieniają zachowanie jak słyszą o co proszę. Może to moja borderowa paranoja, ale prawie zawsze tak jest, kiedy kupuje leki psychiatryczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jeśli chodzi o rozmawianie z innymi o zaburzeniach, to ja nie wierzę, że osoby nie mające podobnych problemów nie oceniają. Mogą się dobrze maskować, ale dla nich to zawsze będzie głupota bądź lenistwo albo cokolwiek innego, ale na pewno nie choroba. Wg mnie tak zwana "normalna" osoba nie jest w stanie sobie wyobrazić jak bardzo można nie móc zapanować nad sobą, swoim zachowaniem, emocjami. Wiec ja rozmawiam tylko ze "świrami". Nawet pracownicy apteki zmieniają zachowanie jak słyszą o co proszę. Może to moja borderowa paranoja, ale prawie zawsze tak jest, kiedy kupuje leki psychiatryczne.

 

A ja uważam, że niektórzy na prawdę rozumieją. Zależy ile dla nich znaczysz i na ile potrafią się wczuć w czyjąś sytuacje. Ja myślę, że to ja nie rozumiem normalności. Ale gdy zaczynam ją rozumieć to wtedy czuję, że inni mi na prawdę współczują i rozumieją mnie. Moja mama rozumiała mnie jeszcze... miesiąc temu. Heh... Teraz nie rozumie znów. Bo normalny przeciętny człowiek żyje półświadomie, tylko ma zdrowe mechanizmy. Przynajmniej w moim małomiasteczkowym otoczeniu. W mieście jest inaczej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

karoll007, Też mam w sobie pełno nienawiści, dlatego się odcięłam od nich. Mam inne problemy, ale nie muszę na nich patrzeć.

 

Ja też uważam, że ludzie nie rozumieją. Jak powiedziałam przyjaciółce to przeczytała na wikipedii parę zdań i stwierdziła, że to nic takiego, że to wymysł i że każdy w sumie ma te cechy. Heh.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może jest za młoda, może nie widzi tego co Ty widzisz u innych. Bordery mają paranoje. Ja pamiętam jak ja zawsze wnikliwie analizowałam innych... Ludzie aż tak nie robią. Po ssri w sumie to skumałam. Źle jest mieć paranoje. Dobrze jest mieć trzeźwą wrażliwość, rozumieć innych w taki fajny niewymuszony sposób. Ja np. swojego chłopaka kiedyś rozumiałam w taki sposób. Ostatni rok patrzyłam na niego przez pryzmat tego kiedy odejdzie. Nie odszedł, mimo że się rozwaliłam jak idiot. No i teraz dopiero mogę normalnie zaufać. Niestety, nie wiem jak to zrobić. Ale już się tak nie denerwuję tym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

robotnica, Tak, mam popieprzone myślenie i wyolbrzymiam. Ale ona tego nie rozumie i żałowałam potem, że jej cokolwiek powiedziałam (a wspomniałam tylko o tym, że zaczęłam terapię i mam bordera. O innych rzeczach nawet nie mówiłam.), ale na szczęście ani razu nie wróciłyśmy do tego. Po prostu uważa, że choroby psychiczne czy jakieś zaburzenia to domena ludzi słabych. "Jak można się dołować jak życie jest takie piękne?". Zwyczajnie nikomu nie mówię o tym wszystkim, wiem że mało kto to by zrozumiał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

abstrakcyjna, serio tak powiedziała Twoja przyjaciółka? To na prawdę niefajnie brzmi. Nawet moja babcia zaczęła wierzyć w tego bordera i chcieli mi nawet jakoś pomóc, chociaż mnie irytują i stąd mam deperso.

 

Rozumiem mniej więcej jak się czujesz - ja od zawsze mam jakiś problem ze sobą, nie wiedziałam co jest nietak, a nikt nie widział tego... A wołałam o pomoc, potem już nawet chodząc do psychologa sama z siebie... Też jak 3 lata temu mamie mówiłam co mi jest to ona kiwała głową, albo nawet wyśmiewała. Teraz już ludzie patrzą inaczej - widzą jak mi się życie posypało, studia, wszystko...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nawet pracownicy apteki zmieniają zachowanie jak słyszą o co proszę. Może to moja borderowa paranoja, ale prawie zawsze tak jest, kiedy kupuje leki psychiatryczne.

 

Ja mam tak samo. Mam wrażenie (na pewno wrażenie?) że od razu zmienia się mina farmaceuty i zachowanie. Nawet mnie to trochę bawi :D Teraz mam 'swoją' aptekę i Pana w fartuchu bo apteka jest tania a pan sztucznie, ale zawsze miły a do tego całkiem przystojny ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj, Swieta. Wiele przeszlas, bardzo Ci wspolczuje. Dobrze, ze znalazlas jakies oparcie. Moj ojciec pil i mieszkal w Niemczech. Nigdy sobie nie poradzil z nalogiem.

Ale Ty masz w sobie sile by walczyc i jeszcze znajdujesz dobre slowo dla nas na forum. Bardzo Ci kibicuje, jak i nam wszystkim. Nie jestes sama!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie ludzie wiedzą, bo dużo gadam. Jako, że przebywam w towarzystwie przeważnie od 17 do 20 paru lat, niektórzy przychodzą po rady i pomoc; w sprawie leków, dolegliwości i czuję się zawsze dziwnie, gdy słyszę "'Bo ty doświadczenie masz", inni wierzą w moje żarty o lekomanii i uważaja,że mi nic nie ma prawo być, a leki to dla czilu i bo tak lubię. Bądź zwyczajnie nie chcą wiedzieć, szczególnie faceci, którzy nie uznają takich rzeczy.

 

 

Chryste. Przechodzę od paru dni od emocjonalnej zemsty na ludziach za to, że konkretne jednostki nie odwzajemniły moich uczuć, ilozuję ich od siebie, jestem zua i niemiła, przez pełne wyczucia zrozumienie, po stwierdzenie, że niepotrzebnie ta cała walka nieudolna, bo i tak nie dałabym rady w żadnym związku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Idę do szpitala psychiatrycznego, jakiegoś niby dobrego, coś tam o instytucie mowiła. W każdym razie będą mi dawać leki. Słuchajcie, jak to jest, już wiem, że się pytałam, ale ponawiam pytanie, może ktoś jeszcze dopisze - bo ja się bardzo boję przytyć 'brzydko' po lekach, tak spuchnąć, jak przeciętna osoba z psychiaryka tyje to nieładnie potem wygląda. A lekarz mi mówi, że ja bez leków nie przytyję bo mam tak ciężką nerwicę i lęki już... że chudnę bardzo znów i serce tyka nietak...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja wczoraj miałam jakiś chory atak w samochodzie jadąc z partnerem.... wspomniał, że go czasem wszystko przytłacza, że każdy czegoś od niego chce i użył określenia "wy wszyscy myślicie" ..... reakcja w moim mózgu była jak uderzenie pioruna.. rzuciłam futerałem z okularami, które akurat trzymałam w rękach pod nogi na szczęście i prosto w twarzy mu wykrzyczałam a wręcz wydarłam się, że JA KUR** NIE JESTEM WSZYSCY! za chwilę zaczęłam płakać i jakby nigdy nic mi potem przeszło a 30 minut później spytałam, czy jest na mnie zły? - odpowiedział, że nie... i śpiewałam piosenki z radiem... Ech.. żal mi go. Jest zmęczony a siebie nienawidzę bo wyglądam wtedy pewnie jak istna wariatka i pewnie odrzucam go.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

Conessa, Dopiero później można spojrzeć na takie sytuacje z dystansem, że reakcja nie była odpowiednia etc. Smutne w sumie. :?

 

Chyba nie zasługuję na nic dobrego. Mam tak skrajne uczucia, że nie mogę wytrzymać. Mam dość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hejka. Zaginelam w akcji. Mialam komplikacje na uczelni z powodu nieobecnosci. Tak jak wcześniej pisalam, mialam isc pogadac z prowadzacym, usprawiedliwić sie no i sie zaczelo. Dzień wcześniej wzielam pewien lek przeciwbolowy i wywolalam interakcje z innym. Jak szlam do typka to mnie nieźle telepalo. Zobaczyl ze na usprawiedliwieniu lekarskim data wystawienia byla 12 grudnia a zwolnienie bylo wystawione wstecznie na od 4 do 13. Powiedzialam mu ze chce z nim porozmawiać na osobnosci. I tak wiedziałam ze mi to usprawiedliwi ale chciałam go zaszokowac, w pewnym sensie wymusic na nim lagodne traktowanie. Nienawidzę tego. Zaczelam mu plakac na glos, mówić ze mam zaburzenia osobowosci. Rzecz jasna poszedl mi na reke jak tylko mogl. Niby fajnie ale to byl ten doktorek ktory mi się mega podoba. Teraz w jego oczach jestem bidulka. Czuję się z tym zle. Czuję się gorsza. Patrzy na mnie, uśmiecha sie ale nie zartuje ze mna jak z innymi. W ogóle jestem jakos tak na uboczu posrod kolegów z roku. Jutro kolokwium. Nic nie umiem. Zajadam to i trace kase zeby sie uszczęśliwić ale znow tyje i nie podobam sie sobie. Same sprzecznosci.. jutro wstanę jakby nigdy nic...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiedziałam, że ten grudzień będzie trudny. I oto jestem, przytłoczona przeklętymi wspomnieniami tamtego roku. Wydawałoby się, że już dawno przeszłam do porządku dziennego, że dzięki temu opanuję stany manii w przyszłości, ale że pewne rzeczy zdarzyły się mniej więcej rok temu, toteż czuję się, jakbym ponownie je przeżywała; nienawidzę siebie, nie czuję się godna niczego i nikogo. Może i potrafię sobie to wybaczyć, ale wciąż nie potrafię zrozumieć. Dlaczego przez okres paru miesięcy zachowywałam się jak ostatni śmieć wyprany z mózgu. Robiłam rzeczy totalnie irracjonalne, zaczynając od małostkowych głupot, po bycie z chorą psychicznie, zakłamaną, odpychającą pod każdym względem dziewczyną z chorymi upodobaniami, a przez to wepchnąwszy się w sytuację niebezpieczną i jako tako samą zresztą chorą, z której popierdolenia nie zdawałam sobie sprawy, dopóki inni mnie nie uświadomili, odchodząc. Mówiłam o niej jak gdyby nigdy nic. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w pewnych momentach pozwoliłam na wszystko, bez cienia krytycyzmu. Rzeczy bardziej irracjonalne niż ćpanie i przypadkowy seks. Tylko ten brak zrozumienia mnie dręczy. Tamten rok był potworny. I dopiero po tym roku, teraz, zdałam sobie sprawę, jak nie doceniałam ludzi, którzy pomimo tego ze mną zostali. Zdałam sobie sprawę, jak trudne musiało być, by mnie znosić i jak trudną do kochania muszę być osobą. Jak mogłam być zatem tak krytyczna wobec innych, leży chyba teraz na mnie odpowiedzialność, by być pełną wyrozumiałości dla wszystkiego i wszystkich... Jak odpychać muszę wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×