Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

etien, chorowanie na osobowość zależną nie wyklucza ZOK (nerwicy natręctw). Oba zaburzenia mogą ze sobą koegzystować. I często tak się dzieje. Dodatkowo, tak jak napisałaś, jedno zaburzenie może być powiązane z drugim, np. ciągła niepewność wynikająca z osobowości zależnej może być źródłem dla natrętnych myśli w nerwicy natręctw ("Zamknęłam te drzwi czy nie?", "Wyłączyłam żelazko, a może nie wyłączyłam?" itp.).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Denerwuje mnie, że ja potrafię zajmować się, skupiać tylko na jednej sprawie, jednym problemie. Dotyczy to zazwyczaj spraw silnie oddzialowywujących na moje emocje.

I wówczas ten mój problem, sprawa urasta do rangi wręcz obsesji, gdzie cała moja energia (myśli, uczucia, zachowania) jest kierowana na tą sprawę, a wszystko inne leży.

 

Jeśli np. mam problem dot. kogoś bliskiego - partnera to nie potrafię już skupić się na niczym innym. Nie potrafię skupić się na pracy, na nauce, innych obowiązkach, zadaniach. Owszem wykonuje te zadania jeśli muszę ale bardziej automatycznie i jestem zła, (w pewnym sensie cierpię) że muszę robić coś innego niż zajmować się swoim "problemem". Jeśli zaś inne zadania zależą tylko ode mnie to je zaniedbuje na rzecz problemu.

 

To mnie strasznie dezorganizuje bo mam poczucie, że nie potrafię tego wszystkiego ze sobą pogodzić. To powoduje, że często stoję w miejscu...

 

Oprócz terapii czy jest "coś" co osoba o osobowości zaleznej może zrobić sama dla siebie aby móc sobie pomóc?

Co sama dla siebie może zrobić, aby "ruszyć z miejsca", coś zmienić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

etien, rozumiem, że dany problem staje się centrum Twojego dotychczasowego życia, spychając na dalszy plan inne problemy czy trudności. Fiksujesz się na danym problemie tak, że pozostałe rzeczy stają się mniej pilne czy ważne. Co możesz dla siebie zrobić, jak walczyć z osobowością zależną? Psychoterapia to priorytet - co do tego nie ma wątpliwości. Samemu sobie trudno sobie poradzić, a terapia nadaje ramy, ukazuje nad czym warto pracować i w jaki sposób to robić. Oczywiście, celu nie osiągnie się po kilku spotkaniach. Trzeba pracować metodą małych kroków. Co można robić na własną rękę? Możesz pisać plan dnia, w którym określisz dokładnie, co musisz koniecznie zrobić, bez względu na zajmujący Cię aktualnie problem, ile czasu poświęcisz na realizację danego zadania itp. Więcej o metodach zarządzania czasem możesz przeczytać pod poniższym linkiem: http://portal.abczdrowie.pl/zarzadzanie-czasem. Pamiętaj jednak, że samodzielne sposoby radzenia sobie mają zwykle charakter doraźny i nie rozwiązują problemu. Można złagodzić objawy, ale przyczyny zaburzeń się nie zlikwiduje. Zaburzenia osobowości leczy się głównie za pomocą psychoterapii i to często psychoterapii długoterminowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naszły mnie dziwne wątpliwości.

 

Czy można mówić o jakiejś osobowości pierwotnej, którą człowiek posiadał zanim została ona zaburzona?

 

Moja osobowość zależna pewnie powstała na gruncie pewnych okoliczności, doświadczeń, określonego sposóbu wychowywania itp. Jakieś przyczyny z pewnością musiały istnieć, coś miało na to wpływ.

 

Czyli rozumiem, że od początku musiałam wykazywać pewne skłonności, predyspozycje do okreśłonych zaburzeń? Zakładam, że nie każda osoba w podobnych okolicznościach, warunkach zapadłaby na to własnie zaburzenie?

 

Czy może jednak każda osoba, która np. odczuwała brak zaspokojenia podstawowej potrzeby bezpieczeństwa, miała nadopiekuńczą matkę itp; doswidczyła podobnych rzeczy będzie mieć osobowość zależną?

 

Jaką miałabym osobowość gdyby nie została ona zaburzona? Czy da się w ogóle na takie pytanie jakkolwiek odpowiedzieć?

 

Czy np. moja ogromna skłonnośc do nieustannego analizowania, pewna retrospektywnośc są cechami, które były we mnie od zawsze? Czy może wręcz przeciwnie należy uważać, że są wynikiem zaburzenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

etien, osobowość to złożony konstrukt - wypadkowa ewolucji, biologii, temperamentu, rozwoju, kultury, wychowania i relacji społecznych. Nie da się mówić o niej w sposób prosty, ograniczony do jakichś sztywnych ram.

Czy można mówić o jakiejś osobowości pierwotnej, którą człowiek posiadał zanim została ona zaburzona?

Psychologowie ową "pierwotną" osobowość określają po prostu osobowością przedchorobową.

Moja osobowość zależna pewnie powstała na gruncie pewnych okoliczności, doświadczeń, określonego sposobu wychowywania itp. Jakieś przyczyny z pewnością musiały istnieć, coś miało na to wpływ.

Czyli rozumiem, że od początku musiałam wykazywać pewne skłonności, predyspozycje do określonych zaburzeń? Zakładam, że nie każda osoba w podobnych okolicznościach, warunkach zapadłaby na to właśnie zaburzenie?

Nie da się odpowiedzieć precyzyjnie i jednoznacznie na Twoje pytania. Owszem, człowiek może wykazywać pewne tendencje czy predyspozycje w kierunku zaburzeń osobowościowych, np. mieć problemy z podejmowaniem decyzji, być nieśmiały albo lękliwy, ale to zbyt mało, by postawić diagnozę orzekającą o zaburzeniu osobowości. Po prostu, wykazuje predyspozycje, ale nie choruje. Czasami te predyspozycje się uaktywniają, np. pod wpływem błędów wychowawczych i faktycznie człowiek zaczyna cierpieć na pełnoobjawowe zaburzenie osobowości. Ale nie jest tak zawsze. Na kształt naszej osobowości ma wpływ wiele zmiennych - wczesnodziecięce doświadczenia, modelujące zachowania osób dorosłych, typ układu nerwowego, styl wychowawczy rodziny, inne środowiska wychowawcze (szkoła, rówieśnicy), decyzje okresu dojrzewania. Czasem może być tak, że człowiek ma predyspozycje w kierunku osobowości lękliwej, np. ma słaby typ układu nerwowego, np. temperamentalnie jest melancholikiem, ale nie zachoruje na osobowość lękliwą, bo jego "deficyty" były równoważone, np. przez wspierające środowisko kolegów i koleżanek czy rozsądnych rodziców.

Czy może jednak każda osoba, która np. odczuwała brak zaspokojenia podstawowej potrzeby bezpieczeństwa, miała nadopiekuńczą matkę itp; doświadczyła podobnych rzeczy będzie mieć osobowość zależną?

Nie zawsze. Każdy człowiek ma inną konstytuantę biologiczną, wrażliwość emocjonalną, system wartości. Brak zaspokojonej potrzeby bezpieczeństwa w dzieciństwie przez matkę, owszem, może skutkować w życiu dorosłym, różnymi problemami o charakterze psychologicznym, ale niekoniecznie musi to być osobowość zależna. Może to być osobowość neurotyczna, niskie poczucie własnej wartości, tendencja do wchodzenia w burzliwe i niestabilne związki itp.

Jaką miałabym osobowość, gdyby nie została ona zaburzona? Czy da się w ogóle na takie pytanie jakkolwiek odpowiedzieć?

Czy np. moja ogromna skłonność do nieustannego analizowania, pewna retrospektywność są cechami, które były we mnie od zawsze? Czy może wręcz przeciwnie należy uważać, że są wynikiem zaburzenia?

Nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania, bo najzwyczajniej w świecie się nie da. Nie cofniemy się w czasie, nie wymażemy Twoich doświadczeń życiowych, które ukształtowały obraz Twojej osoby, by zobaczyć, co by było, gdybyś była inaczej wychowywana, innych ludzi byś spotkała itd. Nie wiem też, jaka byłaś przed postawieniem diagnozy, dlatego nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy cechy, o których wspomniałaś, są konsekwencją zaburzenia, czy raczej osobowość zależna bardziej uwypukliła skłonności do danych zachowań, które niejako były wdrukowane u Ciebie już od początku. To trochę takie gdybanie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam ogromne tendencje do analizowania. Poświęcam tym analizom, refleksją mnóstwo czasu. Ciągle też powracam w myślach do przeszłości, analizuję to co było, wyciagam wnioski, próbuje zrozumieć siebie lepiej. W zasadzie lubię analizować, dzieki temu mam poczucie, że mam jakiś wpływ na swoje życie gdyż to daje mi dużą świadomość siebie. Ta świadomośc daje mi wiedzę do wdrażania zmian w życiu. Jest motywacją. Kiedy już coś przeanalizuję, wyciagnę wnioski, zrozumię to wszystko to staje się dla mnie takim dobrym gruntem aby "posiać " coś nowego, takim punktem wyjścia do NOWEGO, do działania.

 

Jednak są też takie momenty jak dzisiaj kiedy mam poczucie, że nic nie rozumiem. Tak jakbym nie pamiętala o tym co już "wypracowałam" i to mnie strasznie załamuje i dołuje. Czuje się tak jakbym straciła całą motywację, przegapiła cos ważnego. Tak jakbym się bała i nie rozumiała, choć nie wiem czego się boje i czego nie rozumiem. Teraz żałuję, że nie dzialam kiedy faktycznie czułam w sobie tą potrzebną mi energię do zmian.

 

Czuje się zagubiona. Czuje się bezradna.

 

Zauwazyłam, że złosc dodaje mi energii. Powoduje we mnie chęć "wkurzenia się" i w końcu COŚ ZROBIENIA bez czekania na innych. Tyle, że ja boje się złości i za chwlę czuję się z tą emocją źle, bo czuję się ZŁą osobą z powodu tej złosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

etien, Ty wyraźnie nie pozwalasz sobie na ekspresję swoich własnych emocji i uczuć. To niezdrowe. Kumulujesz to wszystko w sobie, a kiedyś przyjdzie taki czas, że "miarka się przebierze". Ścieśnione w Tobie emocje i tak kiedyś znajdą jakiś wentyl, którym będą chciały uciec. Czasem możesz dać się ponieść tym emocjom w najmniej oczekiwanym dla siebie momencie. Nie da się tak bezustannie kontrolować, być na autocenzurze dla własnych uczuć, bać się pokazać, co się czuje. Każdy z nas potrzebuje się wyżalić, wypłakać, wykrzyczeć, wyzłościć, wyładować gniew na siłowni albo biegając po lesie. Każdy z nas potrzebuje nazwać uczucia i powiedzieć, co odczuwa w kierunku do innych. Bez tego nie da się żyć w społeczeństwie. Pozwól sobie na przeżywanie nawet tych negatywnych emocji. Chcesz płakać - płacz, chcesz krzyczeć - krzycz, chcesz się wkurzyć - wkurz się...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam pytanie do eksperta.

 

Z róznych źródeł wiem, że przy leczeniu osobowści zależnej najlepiej sprawdza się terapia poznawczo - behawioralna oraz systemowa, łączenie ich.

 

Ja pare lat temu uczestniczyłam w terapii analitycznej, która pomogła mi uporać się z newicą natręctw, obsesyjnymi myślami. Ta terapia dużo mi dała, bardzo dobrze ją wspominam. Ogólnie w tym nurcie analitycznym czułam się bardzo dobrze.

 

Natomiast przyznaję, że totalnie nie odnajduje się w terapii tej poznawczo - behawioralnej. Nie rozumiem tej terapii, jej przebiegu. Jest to dla mnie sytuacja strasznie denerwująca, dołujaca. Gdzie czuje się beznadziejna, do niczego...

 

I zastanawia mnie, czy terapia powinna być dostosowana przede wszystkim do rodzaju zaburzenia, czy naturalnych predyspozycji pacjenta?

 

Co daje lepsze efekty? Terapia dostosowana do zaburzenia, która jednak dobija i dołuje, wprowadza zamęt, poczucie dezorientacji i załamania? (Czy może takie odczucia są wpisane w tego typu terapię? Terapia ma na celu wprowadzenie pacjenta w szereg trudnych emocji?)

Czy terapia, która może nie pasuje idealnie do rodzaju zaburzenia, ale daje ogromny komfort psychiczny, poczucie zrozumienia, poczucie bezpieczeństwa itp.?

 

Czy terapia analityczna może przynieść oczekiwane rezultaty przy leczeniu os. zależnej?

 

Natomiast jaki rodzaj terapii najbardziej sprawdza się przy leczeniu borderline?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

etien, masz rację, że w wielu publikacjach pojawia się informacja, iż najbardziej skuteczne terapie w leczeniu osobowości zależnej to terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym i systemowym. Psychoterapia analityczna (psychodynamiczna), której jesteś zwolenniczką, zazwyczaj kojarzy się z osobą Zygmunta Freuda. Obecne szkoły psychoterapii są dalekie od ortodoksyjnej szkoły freudowskiej i przejęły więcej ze szkół neofreudowskich, np. od Karen Horney czy Anny Freud. Psychoterapie analityczne wychodzą z założenia, że źródłem zaburzeń są konflikty wewnątrzpsychiczne i traumatyczne doświadczenia, szczególnie z okresu wczesnego dzieciństwa. Proces wyparcia konfliktowych i traumatycznych treści oddala je od świadomości, ale manifestują się one poprzez objawy chorobowe. Drogę do usunięcia objawów stanowi pełny wgląd oraz interpretacja mechanizmów obronnych ego. Metody pracy terapeutycznej to m.in.: poszukiwanie symbolicznego ujęcia konfliktu (znaczenia objawu), analiza marzeń sennych, analiza wolnych skojarzeń oraz czynności pomyłkowych. W podejściu poznawczo-behawioralnym, które stanowi niejako syntezę twardego behawioryzmu z koncepcją Aarona Becka, zaburzenia wyjaśnia się za pomocą procesów uczenia się, np. warunkowania instrumentalnego (kary, nagrody), modelowania, niewłaściwej percepcji i interpretacji zdarzeń. Proces kształtowania się zaburzeń wyjaśnia analiza zachowania, treści ujawnianych w wypowiedziach oraz błędów logicznych w myśleniu. Celem terapii jest wyeliminowanie dezadaptacyjnych nawyków lub schematów poznawczych i zastąpienie ich bardziej przystosowawczymi. Terapeuci zwracają uwagę na takie rzeczy, jak: wzmocnienia, nawyki, proces podejmowania decyzji, analiza schematów poznawczych, wyuczona bezradność, proces atrybucji (lokowanie przyczyn zdarzeń) itp.

 

Pytasz, czy terapia powinna być dostosowana do rodzaju zaburzenia, czy do naturalnych predyspozycji pacjenta. Odpowiem, że ani do tego, ani do tego. Metody pracy powinny być tak dobrane, by dawały, jak najlepsze efekty. Nie istotny jest nurt, czy to, co przyjemniejsze dla pacjenta. Psychoterapia często nie jest przyjemna, bo jest wymagająca. Nie ma co się czarować. To, że nie "lubisz" psychoterapii behawioralno-poznawczej wcale mnie nie dziwi. Jest to terapia mało wygodna dla wielu pacjentów, bo udowadniająca im w wielu miejscach, że się mylą, że nie mają racji, że są w błędzie. A przecież nikt nie lubi nie mieć racji :) Czy terapia analityczna może przynieść oczekiwane rezultaty przy leczeniu osobowości zależnej? Jak najbardziej, może. Poza tym, większość szkół nie jest "czysta metodologicznie", tzn. większość terapeutów może mieć certyfikat takiej a takiej szkoły psychoterapii i głównie się w tym nurcie lokować, ale dodatkowo stosować metody zaczerpnięte z innych podejść.

 

Jaki rodzaj terapii najbardziej sprawdza się przy leczeniu borderline? W literaturze najczęściej wymienia się psychoterapię DBT (dialectical behavioral therapy) - dialektyczną terapię behawioralną (rodzaj podejścia poznawczo-behawioralnego), terapię TFT (Schema-Focused Therapy), czyli terapię skoncentrowaną na schemacie i terapię skoncentrowaną na rozwiązaniu SFT (Solution Focused Therapy).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
etien, rozumiem, że dany problem staje się centrum Twojego dotychczasowego życia, spychając na dalszy plan inne problemy czy trudności. Fiksujesz się na danym problemie tak, że pozostałe rzeczy stają się mniej pilne czy ważne. Co możesz dla siebie zrobić, jak walczyć z osobowością zależną? Psychoterapia to priorytet - co do tego nie ma wątpliwości. Samemu sobie trudno sobie poradzić, a terapia nadaje ramy, ukazuje nad czym warto pracować i w jaki sposób to robić. Oczywiście, celu nie osiągnie się po kilku spotkaniach. Trzeba pracować metodą małych kroków. Co można robić na własną rękę? Możesz pisać plan dnia, w którym określisz dokładnie, co musisz koniecznie zrobić, bez względu na zajmujący Cię aktualnie problem, ile czasu poświęcisz na realizację danego zadania itp. Więcej o metodach zarządzania czasem możesz przeczytać pod poniższym linkiem: http://portal.abczdrowie.pl/zarzadzanie-czasem. Pamiętaj jednak, że samodzielne sposoby radzenia sobie mają zwykle charakter doraźny i nie rozwiązują problemu. Można złagodzić objawy, ale przyczyny zaburzeń się nie zlikwiduje. Zaburzenia osobowości leczy się głównie za pomocą psychoterapii i to często psychoterapii długoterminowej.

 

Witam...

Mam takie myśli i pytanka - chodzę na terapię psychodynamiczną od prawie 6 miesięcy, raz w tyg. na NFZ. Zauważam sporą różnicę już we mnie. Moja terapeutka w przeciwieństwie do tego co zazwyczaj czytam, parę razy zasugerowała a nawet powiedziała wprost na jakie zaburzenia osobowości cierpię. Ale zrobiła to tylko dlatego, że ja po pierwsze nigdy nie pytałam jej co mi jest, dwa jak kiedyś od słowa do slowa wyszło o narcyzmie, zapytała jak się czuję z taką diagnozą, zobaczyła że mnie to nie przeraża i nie wpływa na terapię, więc zaczęła bardziej sie otwierać, pod co moje konkretne zachowania mogą podlegać. Zresztą sama jej powiedziałam, że rozpoznaję w sobie kilka osobowości.

No i wyszło póki co, że: o.symbiotyczna, narcyzm, masochizm, agresja. Może coś pominęłam na ten moment.

I w czym jest mój problem? nie w tych nazwach, tylko w tym że ja się gubię czasem podczas tych spotkań.

W takim sensie, że tematy psychologii nie są mi obce, studiowałam pokrewny kierunek, dwa w świecie rzeczywistym mam alergię na jakąkolwiek formę manipulacji mną. Wyczuwam i demaskuję to na odległość. Lubię jasne i klarowne sytuacje bez owijania w bawełnę. Natomiast na terapii czasem się czuję jakbym musiała odszyfrowywać rebusy. Czasem nie wiem, jaka reakcja jaki tekst powinnam powiedzieć. Cokolwiek bym nie powiedziała i nie zachowała się jakoś to będzie skomentowane, pod coś podciągnięte np. płacze - robię z siebie ofiarę, na tekst że jestem agresywna i masochistyczna reaguje śmiechem, usłyszałam że to taka moja maska-a podobno reagowanie śmiechem to dojrzała forma odreagowywania stresu czy rozładowywania ciężkiej atmosfery?!, jeśli nie wpadam w furię i tłumię emocje w sobie to słyszę że cały czas chcę kontrolować przebieg terapii. Ale w tym wszystkim nigdy nie słyszę jak dokładnie powinnam się zachować i wiem że nigdy tego nie usłyszę. Zaczynam już głupieć w tym, co jest właściwe a co nie i co powinnam.

Druga rzecz to ta, że czasem czuję się jak taka laleczka w która wbija się szpilki z różnych stron w różnym czasie. Mam na myśli, że działa się na różne moje zaburzenia wyżej wymienione. I tak np. mam problemy z asertywnością, która zamienia się w agresję. I słyszę np. że nie daje sobie pomóc, odrzucam pomoc, nie wykorzystuje terapii, tego szczęścia które mam. Ale z drugiej strony kiedy mówię, spokojnie że nie muszę wszystkiego przyjmować tak od razu, bezkrytycznie tylko dlatego że Pani tak mówi. To chyba z kolei zdaję test na asertywność I teraz jak czerpać z tej terapii jak najwięcej? mam wyrzuty sumienia i zastanawiam się jak przyjąć pomoc a jednocześnie zachować siebie. Po to tam jestem przecież, bo jednak coś ze mną nie tak, i poszłam po pomoc i nauczyć się czegoś ale z drugiej strony nikt nigdy nie mówi na co teraz działamy, na jaki defekt osobowości ani jaka powinna być właściwa pomoc. Trudno jest mi tak po prostu wszystko przyjąć co moja terapeutka mi daje, choć może ma rację i szczere chęci...

Po raz kolejny upomniała się, że nie nawiązuje z nią kontaktu wzrokowego. Ale mi jest trudno z nią nawiązać kontakt. To nie jest dla mnie spotkanie przy kawie. Oczekuje ode mnie szczerości, ale to ja jestem ciągle obserwowana przez nią, oceniana,i to ja tylko o sobie mówię, otwieram się przed nią i nie gram. Trudno jest mi się do końca przed nią otworzyć, a kontakt wzrokowy byłby chyba właśnie takim czymś, skoro wiem że ona nie jest ze mną szczerą i na swój sposób bawi się mną. To nie jest naturalna relacja a ode mnie oczekuje szczerości. ehhhh.

Zadaje mi pytania typu, co by Pani chciała na dzisiaj ode mnie? a ja głupieje! co mam jej powiedzieć, skoro i tak na moje postawione pytanie usłyszę: a wg pani jak powinno być? itp. wiec po co ta cala szopka. Zazwyczaj mówię, że nic nie chce, albo nie wiem. Poproszę o coś to będzie że jestem zależna, nie jestem samowystarczalna, nie poproszę to z kolei podejdzie pod narcyzm. O cokolwiek bym nie poprosiła będzie pod coś zaklasyfikowane a ja będę się czuła jak czubek, tak jak w życiu. więc o nic nie proszę i wolę liczyć na siebie. Wkurza mnie to udawanie przyjaciółki która powtarza ze nie chce przyjąć jej pomocy a jednocześnie to ciągłe pilnowanie się jej i bycie terapeutką.

Czy ktoś rozumie to co ja czuje i jest w stanie w jakikolwiek sposób pomóc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eve11 nie jestem w stanie Ci pomóc, ale doskonale Cię rozumiem.

 

Niektóre opisane przez Ciebie sytuacje odnośnie terapii przypominaja mi moją własną terapię.

 

Też tej terapii długo nie rozumiałam, nie umiałam się w niej odnaleźć. Też miałam poczucie, że cokolwiek powiem będzie niewłasciwe i zostanie w pewnym sensie skrytykowane. Też odczuwałam manipulację, a z pewnością jakiś rodzaj prowokacji ze strony psychologa, co było dla mnie niezrozumiałe i nieszczere.

 

Na początku długo czulam się tak jakby na tej terapii panowały jakieś z góry określone zasady, regulamin tylko jakoś psycholog zapomniał mi o tym wspomnieć zatem na zasadzie prób i błędów próbowałam się jakoś w tym odnaleźć bez większych efektów.

 

Jak powiedziałam coś po swojemu było źle, jak przyznałam rację psychologowi i się dostosowałam do uwag, sugesti też było źle, jakby ten psycholog sam nie pamiętał co mówi, albo zmieniał zdanie w zalezności od tego co mu akurat w danym momencie pasuje.

 

Obwiniałam się o taki przebieg terapii i czułam jeszcze bardziej chora.

Nie wiem do dziś, czy to świadome, zamierzone działanie psychologa, jakieś super techniki, czy po prostu niewłasciwa osoba na niewłasciwym miejscu.

 

W każdym razie myślę, że jedyne co możesz zrobić to zmienić terapeutę jeśli ta współpraca Cię zadręcza, a niespecjalnie pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Etien, ile chodziłaś na tą terapię? przerwałaś ją czy dotrwałaś do końca? zamieniłaś na coś innego?

U mnie Z tą zmianą terapii, to raczej nie jest takie proste. Chodzę bowiem na NFZ 1x w tyg. więc mam duże szczęście. Dwa może się mylę, ale nie chcę się też zachowywać jak naburmuszony bachor, któremu nikt i nic nie pasuje i w innych tylko upatruje winy itp. I rzuca coś jak mu nie pasuje i bierze się za nowe. Tym bardziej, że oprócz tego że mnie czasem wkurza ona, nie rozumiem jej i mam wrażenie że ona mnie nie rozumie...to jednak czuję się lepiej po tych 6 miesiącach i czasem jest fajnie, choć nadal jest dystans i nie czuję wielkiej więzi z nią. Ale może ona odbija tylko to co ja daje do terapii, a jestem raczej nieufna do ludzi, zamknięta, powściągliwa.

Zresztą parę jej chłodnych zachowań i tekstów szybko mnie sprowadziło na ziemie, więc nie spodziewam się między nami jakiejś przyjaźni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eve11, widzę, że zamieściłaś ten sam fragment swojego wpisu tutaj, co w wątku "Narzędzia terapeutyczne". Tam pisałam o przeniesieniu, przeciwprzeniesieniu i identyfikacji projekcyjnej, więc nie będę się powtarzała. Myślę jednak, że być może wątpliwości dotyczące Twojej psychoterapii w nurcie psychodynamicznym wynikają też u Ciebie z nieświadomego oporu przed zmianą i mechanizmów obronnych. Przeniesienie (najczęściej przeżyć i emocji, jakimi darzy się bliskie czy znaczące osoby w swoim życiu) na osobę terapeuty też wiąże się z mechanizmem obronnym przemieszczenia. Ludzie już tak mają, że bronią się przed negatywnymi emocjami i niechcianymi impulsami, stosując cały arsenał technik obronnych ego. Mechanizmy obronne to nieświadome zabiegi, które mają na celu zaprzeczenie i zniekształcenie rzeczywistości. Psychologowie mówią o zachodzących automatycznie manewrach poznawczych, które stosują właściwie wszyscy ludzie, broniąc się przed negatywnymi emocjami (lękiem, strachem, złością, gniewem, agresją, chęcią zemsty itp.). Mechanizmy obronne nie są całkowiecie "be". Są nam do życie potrzebne :D i wykazują czasem zalety. Np. gdy uczennica przygotowująca się do egzaminów lepiej się koncentruje, obniżając znaczenie dobrej oceny ("najważniejsze, żebym zdała"), to wprawdzie zniekształca rzeczywistość, ale jednocześnie stwarza sobie lepsze warunki uczenia się (mniej się stresuje). Gdy jednak mechanizmy obronne są zbyt silne, jest gorzej. Takie udawanie przed samą sobą może mieć negatywne następstwa, gdy uczennica tak skutecznie się oszukuje, że zaniedbuje naukę i zwiększa prawdopodobieństwo otrzymania złej oceny. Terapia w nurcie psychodynamicznym bazuje w dużej mierze na demaskacji mechanizmów obronnych, blokujących proces terapii, i ich przepracowanie. Najczęściej występujące mechanizmy obronne u pacjentów, to: wyparcie, zaprzeczanie, racjonalizacja, projekcja, reakcja upozorowana i intelektualizacja. Zachęcam do zapoznania się z tematyką mechanizmów obronnych. Myślę, że to byłaby dla Ciebie ciekawa lekcja, z której wiele wyniosłabyś dla siebie. Może to być zawsze jakaś forma psychoterapii ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam,

mam takie pytanie, tym razem od drugiej strony - nie ja, lecz mój partner ma problemy z zależnością od innych i teraz ja stałam się jego punktem zaczepienia, jego decyzje i emocje stały się uzależnione ode mnie, starania i słowa przesadne byle by tylko utrzymać mnie przy sobie, nawet nałogi i przyzwyczajenia. nie chcę uciekać, chciałabym pomóc, ale nie bardzo wiem jak mam się zachowywać i co mówić, jak zwrócić na to jego uwagę, żeby przy tym nie nabałaganić?

 

osobowość zależną stwierdzono też u mojej siostry, podobna sytuacja, zbyt wymagający i surowy ojciec, oziębłość emocjonalna ze strony rodziców, strach przed samotnością, ocenianie swojej wartości poprzez swój związek (jestem ok, bo on/ona ze mną jest) tylko, że u niej problem zauważono bardzo późno, rozmawiałam z nią, o tym nie wiem czy mój osąd jest prawidłowy, ale wszystko na to wskazuje z tego co widzę sama, co mówi mój partner i jak się zachowuje, co mu się śni i jak układa mu się z rodzicami itp.itd.. jeśli to zmierza w tym kierunku u niego nie to chciałabym pomóc mu nad tym zapanować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mln, sama na własną rękę nie jesteś w stanie za bardzo pomóc swojemu parterowi. Najlepszą pomocą będzie dla niego psychoterapia. Jeżeli Twój partner przejawia cechy charakterystyczne dla osobowości zależnej, to najlepiej, byś zachęcała go do podejmowania nawet błahych decyzji - niech sam dokonuje wyboru, co chce zjeść, jaką pizzę zamówicie w restauracji, na jaki film pójdziecie do kina, jaki kolor spodni będzie najlepiej pasował do koszuli itp. Nie pozwól, by uczynił z Ciebie wyrocznię we wszystkich kwestiach, byś tylko Ty brała odpowiedzialność za decyzje. Musisz prowokować sytuacje, w których to on będzie musiał dokonać wyboru. Więcej o osobowości zależnej przeczytasz tutaj: http://portal.abczdrowie.pl/osobowosc-zalezna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam!

bardzo się cieszę , że znalazłam tutaj ten wątek. osobowość zależna to także mój problem niestety. opis się zgadza niemal w 100%. bardzo długo sobie tego nie uświadamiałam, dopóki nie wpadłam w depresje i nie wylądowałam u lekarza. wszelkie moje próby usamodzielnienia się od innej osoby kończyły sięnawrotem depresji, a sama terapia nie wiem, czy mi pomaga (poza tym, że mi uświadomiła moje słabości i problemy)... co mogę zrobić sama, żeby sobie pomóc radzić z depresja połączoną z osobowością zależna (poza lekami i terapią)?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lucynna, farmakoterapia i psychoterapia to dwie podstawowe metody leczenia zarówno w przypadku depresji, jak i osobowości zależnej. Osobowość zależna to trwałe wzorce postępowania, których trudno się wyzbyć. Po prostu "ten typ tak ma". Psychoterapia nie ma polegać na "naprawianiu" pacjenta z osobowości zależnej na jakąś idealną wzorcową osobowość, ale ma pomóc pacjentowi zrozumieć mechanizmy swojego zachowania, motywy i nauczyć go akceptacji tych mechanizmów, życia z nimi tak, by nie wywierały mocnego wpływu na jakość funkcjonowania pacjenta. Co mogłoby Ci pomóc w walce z depresją i osobowością zależną? Przede wszystkim bliska i życzliwa osoba, która znałaby Twoje problemy, ale nie wykorzystywała wiedzy o Twoich "słabościach" przeciwko Tobie, tylko wspierała Cię, motywowała do niezależnych decyzji, świadomego podejmowania decyzji, wychodzenia do ludzi itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

Ja również zauważam u siebie wiele cech osobowości zależnej: uzależnienie od partnera, lęk przed podejmowaniem decyzji, zrzucanie odpowiedzialności na inne osoby, lęk przed popełnianiem błędów. Co chwile jakiś nowy związek, bo bez związku przecież nie potrafię istnieć. Najbardzej martwi mnie, że za 2 lata zacznę pracę i dalej będę taka nieporadna i zamiast robić karierę będę wiecznie sabotować swoje działania. Do tego od 2 lat jestem uzależniona od mężczyzny, który moim zdaniem ma osobowość dyssocjalną. Pozornie jest dobry, ciepły, troskliwy. Ale kiedy widzi, że go potrzebuję, odsuwa się ode mnie, sprawia że bardzo cierpię. Czuję, że on mną manipuluje i czasami mam wrażenie, że on lubi sprawiać mi ból, tak jakby eksperymentuje ze mną. Kiedy raz na jakiś czas usiłuję się od niego uwolnić- on dzwoni, chcę żebym wróciła, bo mu mnie brakuje. Jest chyba uzależniony od znęcania się psychicznego nade mną, chociaż nie jest tego świadom. Sam o sobie myśli, że jest dobrym człowiekiem. Czekam obecnie na terapię, tzn zaczynam ją niedługo, ale będę chyba musiała ją przerwać po wakacjach, bo nie pasuje mi godzina (z NFZ) i poczekać aż coś się zwolni. Chciałabym jak najszybciej coś z tym zrobić. Najlepsze, że dopóki o tym nie myślę, czuję względną równowagę- cierpię, rozpaczam co jakiś czas, ale jestem do tego przyzwyczajona. Myślenie o tym, że mam problem i próba zmiany siebie przeraża mnie najbardziej.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jagoda999, najważniejsze, że zauważyłaś problem, nazwałaś go i chcesz podjąć terapię, by przepracować swoje problemy :great: Każda zmiana jest trudna i wymaga wysiłku. Nie jestem w stanie ocenić Twojego związku z partnerem, czy on rzeczywiście ma osobowość dyssocjalną. Być może, znając Twoje słabości i cechy charakteru, wie, jak to wykorzystać, by ugrać coś dla siebie. Może Tobą manipulować, wpędzać Cię w poczucie winy czy indukować lęk, co tym bardziej uzależnia Cię od niego, bo im mniej czujesz się pewnie, tym bardziej poszukujesz wsparcia u innych. Prawdopodobnie Twój partner manipuluje stopniem zależności-niezależności w związku i raz daje oznaki miłości, by za chwilę je wycofać. Trzymam kciuki za terapię! Myślę, że to bardzo słuszna decyzja! ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli miałabym być szczera, nie wiem, czy dotrwam do momentu, gdy wydostanę się z domu, spod skrzydeł rodziców. I z jednej strony nie mogę się tego doczekać, a z drugiej, chorobliwie się boję. Nie umiem podjąć żadnej decyzji sama, często kupno nawet głupiej drobnostki powoduje u mnie niemałe zamieszanie. Boję się ludzi, ale jednocześnie potrzebuję kogoś, kto poprowadzi mnie za rękę. Jestem pełna przeciwieństw, które wzajemnie powodują chaos w mojej głowie. Ilekroć chcę coś zrobić sama, boję się tego, szukam kogoś, kto będzie mi podpowiadał. Popadam w coraz dziwniejsze 'przyjaźnie', gdzie druga osoba zostaje 'zawalona' wszystkimi moimi problemami. I raz po raz się uzależniam od tych ludzi. Wyczekuję ich powrotu, zajmuję całe dnie rozmowami, nie umiem bez nich funkcjonować... :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie to przez przypadek trafiłem do tego wątku. Strach mnie obleciał, boję się, że "to" mi dolega. Znalazłem coś takiego w Wikipedii.

- pozwalanie innym na przejmowanie odpowiedzialności za swoje decyzje

- podporządkowywanie potrzeb potrzebom innych

- niechęć do stawiania wymagań osobom, od których jest się zależnym

- obawa przed niezdolnością do zatroszczenia się o siebie wynikająca z osamotnienia, powodujące dyskomfort

- obawa przed opuszczeniem

- ograniczona zdolność podejmowania decyzji bez radzenia się innych

 

Wszystko się pokrywa :( Jutro mam wizytę u terapeutki, postaram się z nią o tym porozmawiać. Głupio się teraz czuję. Nie jestem idealny :( Kurcze, jestem facetem, a nie potrafię odmawiać, często na wiele się godzę, nie umiem wyrażać swojego zdania bo obawiam się, ze ktoś źle sobie o mnie pomyśli. Jestem cichy jak myszka. Eh, cały dobry nastrój prysł...

 

Abbey, Też masz tak, że idąc np do sklepu po daną rzecz dostępną np. w kilku kolorach, długo zastanawiasz się, który odcień wybrać ? Wiele razy pytałem psychologa o receptę na życie, bo przecież tak byłoby prościej. U mnie jest tak, że zbytnio nie przejmuję się innymi, ale jeśli ktoś mi towarzyszy to nie umiem odmawiać. :(

 

Dopisze jeszcze, że często usprawiedliwiam się przed ludźmi. Często mówię dziewczynom, że jestem wyobcowany emocjonalnie, że nie umiem się zaangażować w związek. To ma uchronić mnie przez konsekwencjami. Czyli gdy się nie uda, albo się "znudzę" to Kobieta nie ma prawa do reklamacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Transfuse, ubrań sama nie kupię. Nie ma mowy. A czasem jest mi mnie żal, bo potrafię stać dłuższy czas przy półce z np. budyniem, bo nie wiem jaki kupić. Głupie to, ale mnie męczy... :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też mam chyba osobowość zależną a nie mam 16 lat tak jak Abbey tylko 2 razy więcej. Abbey w Twoim wieku wielu a może i większość osób nie wie do końca czego chce, radzi się innych, jest zależna od innych nie popadałbym z tego powodu w rozpacz choć na pewno lepiej już teraz zacząć robić coś na własną rękę, uczyć się samodzielności i jakiegoś powolnego usamodzielnienia dokonywać żeby potem nie zostać kimś takim jak ja który nadal nie wie czego chce od życia i oczekuje nakierowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tyle, że nie powiedziałabym, że funkcjonuję tak samo jak ludzie w moich okolicach życiowych, oni jakoś normalnie wychodzą z domu i żyją itd :blabla:

 

Zapędziłam się przez ten moment. Dla wyjaśnienia - ok, oni nie wiedzą rzeczy jak np.:

co chcą robić w życiu

gdzie i czy iść na studia

gdzie pracować

Ale wiedzą te podstawowe błahostki, których ja najzwyczajniej sama nie 'ogarniam' :bezradny:

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wiem czy to źle że nie jesteś taka jak inni choć wiadomo zwłaszcza w wieku nastoletnim nikt nie chce by gorszy, inny od innych. Z reszta ja to odczuwałem zarówno kilkanaście lat temu jak i teraz tą inność i nienormalność, z wiekiem to chyba jeszcze bardziej różnie się od swoich rówieśników bo kiedyś to udawałem normalnego( co polegało głównie na piciu i imprezowaniu) a teraz już na to sił i ochoty nie mam. Już w podstawówce dzieci mi dokuczały i mówiły że jestem kosmitą, kimś z innego świata no i taki zostałem może to samospełniające się proroctwo bo jakoś nigdy nie wierzyłem że uda mi się normalnie żyć tak jak inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×