Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

2Proof, Abbey, witamy w klubie :cry:

Ja chyba dalej nie radze sobie z samokaraniem :cry: kiedyś ostro piłam i się puszczałam, myślę, ze to była zawoalowana autodestrukcja :cry: teraz jestem bardziej świadoma ale podejmuje mnóstwo nielogicznych decyzji, pewnie żeby sobie dowalić, np : zwalniam sie z dobrze płatnej pracy, niszczę dobrze funkcjonujący związek albo tkwię w toksycznych relacjach, które przynoszą tylko cierpienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

właśnie dlatego rozpoczynam terapię - ponieważ sama nie nauczę się innych schematów postępowania nie bez przyczyny powstają one w okresie dziecięcym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, ile masz lat jeśli można zapytać ? Postaraj się troszkę polepszyć komfort swojego życia. Chodzisz na terapię ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Transfuse, cudak wylągł się z jaja w epoce dinozaurów ;) zdiagnozowano mnie niedawno, byłam na razie na jednej terapii grupowej, teraz powinnam kontynuować indywidualną :P jak tylko będę miała taka możliwość, skorzystam z niej, chociaż ... oczywiście mam wrażenie, że jak zawsze poradzę sobie ze wszystkim sama :-| czyli :arrow: niechęć do jakiejkolwiek zależności, w tym od terapeuty :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, hehe, witamy w czwartorzędzie w takim razie :mrgreen: Nie rezygnuj, to naprawdę fajna sprawa, taka psychoterapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Transfuse, fajna sprawa tak... może dla Ciebie ... ja na swojej próbowałam zmanipulować terapeutów, uczestników grupy... dopiero wyżylam swoje zaburzenie :oops: no i sama strasznie przeżyłam koniec terapii, złapałam strasznego doła. To nie było przyjemne :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałem cały wątek...Nie wiem co napisać..Mimo,że pisaliście o sobie ja widziałem siebie. Jakby wszystko zostało podane na tacy "Spójrz oto ty". Dziwne uczucie...

I co dziwne poczułem do was ogromna sympatie/bliskość :) az mi niezręcznie takie rzeczy pisac ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że jest cieńka linia pomiędzy borderline, a osobowością zależną. Pod niektórymi względami z pewnością te osobowści są do siebie podobne - mam tu na myśłi sferę zależności, która też jest bardzo zauważalna w os. borderline.

 

Czytając niektóre tu wypowiedzi mam wrażenie, że niektóre osoby balansują na tej linii pomiędzy borderline, a os. zależną.

 

Prawdę mówiąć nie rozumiem jak z osobowścią zależną można chcieć manipulować terapeutów? Ja powiedziałabym, że raczej w terapeucie zawsze poszukiwałam zrozumienia, ogromnego zrozumienia dla moich uczuć, doświadczeń, potrzebowałam empatii, jak również potwierdzenia, że nie muszę się bać, że moje dyzycje są w porządku. Zawsze chciałam współpracować z terapeutą i nawet jak ewidentnie się z nim nie dogadywałam to wychodziłam z założenia, że nie mogę przerwać terapii, że z pewnoscią to moja wina, że ta współpraca jest trudna. Czasem odczuwałam ogromną frustrację ale i tak zakładałam, że jak się bardziej postaram i wysile to terapauta zrozumie, że nie mam złych intencji, że da mi to potrzebne zrozumienie. I pomimo coraz trudniejszej sytuacji, ja nie potrafiłam z tego zrezygnować.

 

Ogólnie mam trudności aby zakańczać relacje nawet te, które mnie niszczą, wykańczają. Jest we mnie taka niezrozumiała upartość. Nieumięjętność zaakceptowania, że nie z każdym da się dogadać, nieakceptowalność, że jakieś węzi mogą zostać zerwane. Przywiązuje jakby nadmierną wagę do relacji z ludźmi. Nie radzę sobie z rozstaniami.

 

Zawsze wydaje mi się, że mogę kogoś zranić oraz jakby zakładam, że ta druga osoba będzie jakoś bardzo cierpieć. Wystarczy, że ktoś się na mnie obrazi, a ja rezygnuję ze swoich potrzeb bo wydaje mi się, że ten ktoś będzie przeze mnie cierpieć albo zwyczajnie boje się, że starcę przychylność tej danej osoby, na której mi zależy.

 

Mam monco rozwiniętą empatię, zawsze staram się zrozumieć drugą osobę, a co za tym idzie często usprawiedliwiam innych, a sama obrywam.

 

Samokaranie! To prawa wymagam od siebie wiele, perfekcjonizm - jakbym chciałam zasłużyć sobie na czyjąś sympatię tym, że będę niemalże doskonała. Zawsze mnie to gubi. I starsznie wykańcza, stresuje, takie przejmowanie się wszystkim..., i ta wieczna obawa przed popełnieniem błedu.

Trudno czasem sobie odpuścić, samej sobie wybaczyć, pozwolić sobie na błędy i nie bać się, że z tego powodu jednak świat się nie zawali.

 

Kiedyś obwiniajłam się za wszystko i co za tym idzie karałam. Dziasiaj już w tej kwestii jest ogromna poprawa.

 

Jednak nigdy nie podejmowałam nieprzemyślanych decyzji. Impuslywnych decyzji. Jeśli podejmowałam decyzję to musiała ona być na tyle przemyślana aby mieć niemalże 100 % pewność, że nie będę jej za chwilę żałować. Co powodowało, że zazwyczaj stałam w miejscu bojąc się, że mogę niechcący podjąć złą decyzję.

 

Czy dowalałam sobie? Owszem ale bardziej poprzez oszukiwanie samej siebie, że czegoś nie potrzebuję, nie chcę. Taka nieumijętność bycia szczerą ze sobą oraz jakiś dziwny lęk przed spełnieniem własnych pragnień. Zatem dowałałam sobie tym, że utrudniałam sobie życie, wszystko maksymalnie komplikując, tak jakbym bała się przyznać do tego co chce. Jakby to wydawało mi się być złe - sięgać po swoje pragnienia.

Np. chcąc bliskości świadomie izolowałam się od ludzi, bo nie umiałam wprost zakomunikować tego czego chcę, rezygnowałam ze swoich potrzeb itp.

 

Lubię trwałość. Np. nie zwolniłabym się z pracy nawet jakbym się w niej męczyła (co jest oczywiście złe). A z pewnością nie zwolniłabym się gdyby była to dobra praca. Nawet chcąc zmienić pracę musiałabym rozważyć tysiące za i przeciw aby mieć pewność, że przypadkiem nie popełniam błedu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lubię trwałość. Np. nie zwolniłabym się z pracy nawet jakbym się w niej męczyła (co jest oczywiście złe). A z pewnością nie zwolniłabym się gdyby była to dobra praca. Nawet chcąc zmienić pracę musiałabym rozważyć tysiące za i przeciw aby mieć pewność, że przypadkiem nie popełniam błedu.

 

U mnie z praca jest inaczej. Jeżeli chodzi o nią to jeśli czuje, ze nie jestem w niej dość dobry ( w moim przekonaniu ), że robie tam błędy, to zaczyna mi być wstyd przed innymi i przed sobą. Myślę wręcz, ze nie zasługuje na wypłatę i do niczego się nie nadaję. Inne osoby w pracy wogóle nie zwracają na to uwagi, a dla mnie ten wstyd za błędy to pępek świata. Wtedy zaczyna się panika, wszystko zaczyna mi lecieć z rąk, rzeczy umykają z głowy, zaczynam się w pracy dusić. Zaczyna się wewnętrzna szamotanina. Wtedy mam wrażenie trzymania mnie na smyczy i wręcz obsesyjnie pragnę chwili oddechu/spokoju. W końcu staje się to tak nieznośne, że z dnia na dzień rzucam prace. Nie mysle o konsekwencjach. Od lat powtarzam ten schemat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
rawdę mówiąć nie rozumiem jak z osobowścią zależną można chcieć manipulować terapeutów? Ja powiedziałabym, że raczej w terapeucie zawsze poszukiwałam zrozumienia, ogromnego zrozumienia dla moich uczuć, doświadczeń, potrzebowałam empatii, jak również potwierdzenia że nie muszę się bać, że moje dyzycje są w porządku. Zawsze chciałam współpracować z terapeutą i nawet jak ewidentnie się z nim nie dogadywałam to wychodziłam z założenia, że nie mogę przerwać terapii, że z pewnoscią to moja wina, że ta współpraca jest trudna. Czasem odczuwałam ogromną frustrację ale i tak zakładałam, że jak się bardziej postaram i wysile to terapauta zrozumie, że nie mam złych intencji, że da mi to potrzebne zrozumienie. I pomimo coraz trudniejszej sytuacji, ja nie potrafiłam z tego zrezygnować.

 

Manipulacja moze tu polegac na tym, ze "za bardzo chcesz wspolpracowac, po to by od ciebie nie odszedl, nie zostawił. Mozesz umiejszac swoje sukcesy itd., robićz siebie "sierotkę" by terapeuta tak powspierał, pogłaskał etc. nie musi to być swiadome, ale tak mi sie zdaje.

Samokaranie, też moze być manipulacja, nie tylkow stosunku do ter, ale do siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z pracą mam tak samo... daję z siebie wszystko chociaż wiem, że jestem wykorzystywana. nigdy nie rozmawiałam o podwyżce bo nie potrafiłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2Proof, ja za prace biore "co laska" :mrgreen: Najchętniej to uprawiałbym wolontariat :mrgreen: Wydaje mi sie duzym nietaktem, by domagać sie jakiejś zadowalającej mnie kwoty za pracę. Takie sytuacje strasznie mnie krępują i wydaje mi sie, ze mówiąc o pieniądzach jestem jakiś zachłanny. Wiem, ze to chore.

Gdy zapytałem na terapii, co z tym zrobic uslyszalem :" wstań z kolan" :) Oby sie kiedys udalo :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tia, pamiętam, jak miałam zapalenie płuc i lekarz zaczął wzywać karetkę a ja na niego nawrzeszczałam, że muszę przecież napisać sprawozdanie... albo z zapaleniem krtani prowadziłam lekcje... czy też... aaaa szkoda pisać :lol: i kogo tu winić, skoro samemu się uprasza uprzejmie o wykorzystywanie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Widzę, że jest cieńka linia pomiędzy borderline, a osobowością zależną. Pod niektórymi względami z pewnością te osobowści są do siebie podobne - mam tu na myśłi sferę zależności, która też jest bardzo zauważalna w os. borderline.

Czytając niektóre tu wypowiedzi mam wrażenie, że niektóre osoby balansują na tej linii pomiędzy borderline, a os. zależną.

Tak, te cechy cześciowo sie pokrywają :roll: osobiście boje się borderów, w/g mnie są agresywni i nieobliczalni, a sama zapewne mam te cechy :-| w osobowości zaleznej wydaja mi się one złagodzone o empatie i zainteresowanie innymi ludźmi, borderzy wydaja mi się bardziej skoncentrowani na sobie, IMHO.

Prawdę mówiąc nie rozumiem jak z osobowścią zależną można chcieć manipulować terapeutów?

Kiedy ktos z róznych wzgledów staje sie dla mnie ważny / grupa i tery oczywiście byli dla mnie kimś takim, na tym chyba polega sens terapii, że projektujesz na tych ludzi swoje emocje/ staram sie, żeby mnie zaakceptował i pokochał :P nie jest to trudne w relacjach z "normalnymi", natomiast tery z oczywistych względów staraja sie nie angazować w pacjentów ;) ale sa tylko ludźmi :P cześciowo udało mi sie osiagnąc ten cel, sposoby i środki przemilczmy :mhm:

Ogólnie mam trudności aby zakańczać relacje nawet te, które mnie niszczą, wykańczają. Jest we mnie taka niezrozumiała upartość. Nieumięjętność zaakceptowania, że nie z każdym da się dogadać, nieakceptowalność, że jakieś węzi mogą zostać zerwane. Przywiązuje jakby nadmierną wagę do relacji z ludźmi. Nie radzę sobie z rozstaniami.

Widzisz, ja mam wrazenie ze istnieję tylko poprzez relacje z innymi - jesli ktos znika z mojego życia, czuje sie nic nie warta. Jakbym nie potrafiła istnieć samodzielnie. Wtedy to miejsce musi momentalnie zająć ktoś nowy. Zastanawiałam sie nad tym, myśle ze mam nieustajaca potrzebe bycia kochaną. Deficyt powstały w dzieciństwie. Niezależnie ile miłości, sympatii, akceptacji dostanę - nic nie jest w stanie zapchac tej czarnej dziury, ciągle mało i mało... to strasznie wykańczające :cry: Chwilowa ulgę przynoszą symbiotyczne związki, ale one poprze swoja intensywność i patologiczny charakter skazane są z góry na porażkę.

Zawsze wydaje mi się, że mogę kogoś zranić oraz jakby zakładam, że ta druga osoba będzie jakoś bardzo cierpieć. Wystarczy, że ktoś się na mnie obrazi, a ja rezygnuję ze swoich potrzeb bo wydaje mi się, że ten ktoś będzie przeze mnie cierpieć albo zwyczajnie boje się, że starcę przychylność tej danej osoby, na której mi zależy.

Nadmierna empatia ... wszystko to strasznie skomplikowane. Empatia mnie bardzo obciąża, ale tez daje możliwośc wpływania na innych. Bo wiem, co czują... to jakby woda na mój młyn. Chciałabym każdego zadowolić, uszczęśliwić... wtedy tez jestem szczęśliwa, a empatia daje mi taka możliwość. Niestety wiele osób to wykorzystuje :roll:

Samokaranie! To prawa wymagam od siebie wiele, perfekcjonizm - jakbym chciałam zasłużyć sobie na czyjąś sympatię tym, że będę niemalże doskonała. Zawsze mnie to gubi. I starsznie wykańcza, stresuje, takie przejmowanie się wszystkim..., i ta wieczna obawa przed popełnieniem błedu.

Ja z perfekcjonizmu wyszłam tylko dzięki zwiększeniu pewności siebie. Ale to była droga przez mękę. Musiałam sobie udowadniać, ze jednak coś potrafię osiagnąć a i tak było wiecznie mało. Ciągle czułam sie nic nie warta.... niezależnie jaki wynik osiagnełam, ile komplementów sie nasłuchałam... jakby to do mnie nigdy nie trafiało. Pewnie wszystko znika w tej "czarnej dziurze".

Kiedyś obwiniałam się za wszystko i co za tym idzie karałam.

Karanie się .... w głębi duszy myśle, ze gdyby ktos mnie naprawde poznał, prawdziwą i niezafałszowaną, mógłby zareagowac tylko wstrętem .... więc z pewnościa zasługuje na karę. No i wiecznie staram sie wszystkim zrekompensowac, to jaka jestem "naprawdę", więc gram kogoś innego .... kogoś kto się wszystkim podoba :-|.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cudak!

Ja osobiście nie uważam abym była zła, nie uważam aby ktoś miał na mnie reagować wstrętem. Nikogo nie gram, nie staram się nikogo grać. Nikomu niczego nie rekompensuję, nie uważam abym musiała.

Nie potrzebuję też aby wszyscy mnie kochali itp.

 

Problem pojawia się wtedy kiedy zaczyna mi na kimś zależeć, kiedy angażuje się emcjonalnie. Wówczas od takich osób nie potrafię wymagać, nie potrafię zwrócić im uwagi, okazać niezadowolenia nawet jak mam powody. Nie potrafię otwarcie mówić czego chcę jeśłi wiem, że się inni ze mną nie zgodzą. Robię się wóczas birena i uległa. Często dla takich relacji rezygnuję z siebie. Towarzyszy mi relany lęk przed stratą. Boje się stracić ważne dla mnie relację i obawiam się, że bez tych relacji, ludzi nie dam sobie rady. Nie czuję się "nic nie warta" kiedy tracę daną osobę, np. partnera tylko cierpię z powodu straty, że tej osoby już nie będzie. Cierpię, że nie będę już dla tego kogoś ważna, że ten ktoś kiedyś mi też zobojętnieje, a ja tego nie chcę. Cierpię bo nie rozumiem dlaczego się nie udało itp.

Nawet jak zakańczam jakieś relacje to mam potrzebę rozstawać się w zgodzie, w dobrych stosunkach.

 

Nikogo nie gram, a mimo to i tak mam problem aby być sobą, gdyż strasznie lękam się okazywać swoje potrzeby, pragnienia. Boje się niekiedy sama przed sobą przyznać się do tego co czuję. Ignoruje często swoje uczucia, uważając je za mniej ważne. Uważając, że z pewnością się mylę.

Zawsze staram się być idelanie poprawna i szczerze chciałabym aby wszyscy byli zadowoleni łącznie ze mną co zazywczaj jest niemożliwe. W takich sytuacjach łatwiej jest mi zrezygnować z tego co ja chcę, niż pozwolić aby druga osoba się gniewała. Ludzie to bardzo wykorzystują - niestety!

 

Co do perfekcjonizmu to zawsze wydaje mi się, że jeden mój błąd przekreśla wszystko, tak jakbym ja nie miała prawa do błędów. Wydaje mi się, że to własnie ludzie oczekują ode mnie tej idealności. Wiem, że tak nie jest ale trudno zmienić swój spośób myśłenia tak od razu.

Ja często czułam się tak jakbym musiała innym udowadniać, że coś potrafię, że nie jestem jakaś dziwna ale tak naprawdę to sama sobie to cały czas musiałam udowadniać aby poczuć się pewniejsza siebie, wartościowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co do perfekcjonizmu to zawsze wydaje mi się, że jeden mój błąd przekreśla wszystko, tak jakbym ja nie miała prawa do błędów. Wydaje mi się, że to własnie ludzie oczekują ode mnie tej idealności. Wiem, że tak nie jest ale trudno zmienić swój spośób myśłenia tak od razu.

Ja często czułam się tak jakbym musiała innym udowadniać, że coś potrafię, że nie jestem jakaś dziwna ale tak naprawdę to sama sobie to cały czas musiałam udowadniać aby poczuć się pewniejsza siebie, wartościowa.

Dla mnie porażka, jakaś niewiedza jest okropnym wstydem wobec drugiej osoby. Wyobrażam sobie cały czas, że oni wymagają ode mnie perfekcji w każdej, KAŻDEJ sprawie, że tylko ja mogę i powinnam to zrobić...

Tak samo jest z samotnością - gdy tylko kogoś nie ma to nie dość, że czuję się bezradną, głupią owieczką, to też głupio mi przed ludźmi bo przecież 'WIDZĄ, ŻE JESTEM SAMA, JAKIE TO IDIOTYCZNE!!'. Muszę każdemu udowadniać, że kogoś potrzebuję, że sama się gubię, jakbym na litość szukała kolejnych 'ofiar' :?

 

przepraszam, że trochę chaotycznie - późna pora...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Problem pojawia się wtedy kiedy zaczyna mi na kimś zależeć, kiedy angażuje się emcjonalnie. Wówczas od takich osób nie potrafię wymagać, nie potrafię zwrócić im uwagi, okazać niezadowolenia nawet jak mam powody. Nie potrafię otwarcie mówić czego chcę jeśłi wiem, że się inni ze mną nie zgodzą. Robię się wóczas birena i uległa. Często dla takich relacji rezygnuję z siebie. Towarzyszy mi relany lęk przed stratą. Boje się stracić ważne dla mnie relację i obawiam się, że bez tych relacji, ludzi nie dam sobie rady. Nie czuję się "nic nie warta" kiedy tracę daną osobę, np. partnera tylko cierpię z powodu straty, że tej osoby już nie będzie. Cierpię, że nie będę już dla tego kogoś ważna, że ten ktoś kiedyś mi też zobojętnieje, a ja tego nie chcę. Cierpię bo nie rozumiem dlaczego się nie udało itp.

Nawet jak zakańczam jakieś relacje to mam potrzebę rozstawać się w zgodzie, w dobrych stosunkach.

Miałam dokładnie tak samo. Z czasem nauczyłam sie tylko, że to normalne, że ludzie odchodza i przychodzą, nawet jesli to pierwsze boli :-| poboli i przestanie, zaakceptowałam to. Teraz jest mi łatwiej, bo wiem, ze taka jest kolej rzeczy. Albo staram sie relacje transformowac w inne, żeby dalej mieć z kimś kontakt, nie zrywać go ... np ex-faceta w przyjaciela /nigdy sie nie udaje/, dawnych przyjaciół w znajomych itd.

Zawsze staram się być idelanie poprawna i szczerze chciałabym aby wszyscy byli zadowoleni łącznie ze mną co zazywczaj jest niemożliwe. W takich sytuacjach łatwiej jest mi zrezygnować z tego co ja chcę, niż pozwolić aby druga osoba się gniewała. Ludzie to bardzo wykorzystują - niestety!

Właśnie tak... ludzie to wykorzystują i potem jeszcze nie szanują, za to, że się dajesz wykorzystywać...

Co do perfekcjonizmu to zawsze wydaje mi się, że jeden mój błąd przekreśla wszystko, tak jakbym ja nie miała prawa do błędów. Wydaje mi się, że to własnie ludzie oczekują ode mnie tej idealności. Wiem, że tak nie jest ale trudno zmienić swój spośób myśłenia tak od razu.

Ja często czułam się tak jakbym musiała innym udowadniać, że coś potrafię, że nie jestem jakaś dziwna ale tak naprawdę to sama sobie to cały czas musiałam udowadniać aby poczuć się pewniejsza siebie, wartościowa.

Ja olałam perfekcjonizm, kiedy zauważyłam, jakie inni robią błędy... i mają to w dupie. Nie jestem chirurgiem ani pilotem, żeby sie przejmować, ze cos zrobie źle. Jak sie pomylę, jest to do odkręcenia. Tak staram sie mysleć na co dzień, ale i tak jak zaliczam jakąś wtopę bardzo to przeżywam.

Dla mnie porażka, jakaś niewiedza jest okropnym wstydem wobec drugiej osoby. Wyobrażam sobie cały czas, że oni wymagają ode mnie perfekcji w każdej, KAŻDEJ sprawie, że tylko ja mogę i powinnam to zrobić...

Tak samo jest z samotnością - gdy tylko kogoś nie ma to nie dość, że czuję się bezradną, głupią owieczką, to też głupio mi przed ludźmi bo przecież 'WIDZĄ, ŻE JESTEM SAMA, JAKIE TO IDIOTYCZNE!!'. Muszę każdemu udowadniać, że kogoś potrzebuję, że sama się gubię, jakbym na litość szukała kolejnych 'ofiar' :?

@Abbey, mi się zdaje, ze ludzie wcale nie lubią kogos, kto wszystko wie, potrafi, zawsze sobie radzi... bo wtedy sami automatycznie czują sie gorsi, głupsi. Ja nauczyłam sie mówić "nie wiem, nie umiem, ty wiesz lepiej..." na takie komunikaty ludzie reagują zazwyczaj pozytywnie ;)

Jeśli chodzi o samotność, to mi zawsze imponowali właśnie samotnicy, ze sa samodzielni i samowystarczalni.. zawsze byli dla mnie atrakcyjni, bo ja nie moge wytrzymać sama, potrzebuje czyjejś uwagi i akceptacji... ciągłe otaczanie sie innymi to dla mnie wyraz słabości. Inni tez widza te potrzebę i potrafią to wykorzystać, jak każda słabość. Lepiej kogoś zlewać a sam do Ciebie przyjdzie ;) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

przeczytałam cały wątek dot. osobowości zależnej, którą u mnie zdiagnozowano. To co pisze etien jest dokładnie moim przypadkiem. Chciałabym zapytać użytkowników w jaki sposób oprócz psychoterapii można sobie samemu pomóc? Czy można w sobie 'wypracować' pewne zachowania jak brak nadmiernej analizy (co jest moją zmorą), odblokowanie samego siebie i wiary w swoje możliwości. Czy ktoś z Was próbował? jeśli tak, w jaki sposób i z jakim skutkiem?

 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że bez psychoanalizy się nie obejdzie ale zanim ruszę temat lekarza to muszę najpierw przeanalizować wybór właściwego..

Pozdrawiam,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam depresję... Może to co piszę jest nie na temat ale potrzenuje sie wygadać.

 

Jednak nic więcej nie napiszę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam,

przeczytałam cały wątek dot. osobowości zależnej, którą u mnie zdiagnozowano. To co pisze etien jest dokładnie moim przypadkiem. Chciałabym zapytać użytkowników w jaki sposób oprócz psychoterapii można sobie samemu pomóc? Czy można w sobie 'wypracować' pewne zachowania jak brak nadmiernej analizy (co jest moją zmorą), odblokowanie samego siebie i wiary w swoje możliwości. Czy ktoś z Was próbował? jeśli tak, w jaki sposób i z jakim skutkiem?

 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że bez psychoanalizy się nie obejdzie ale zanim ruszę temat lekarza to muszę najpierw przeanalizować wybór właściwego..

Pozdrawiam,

 

Witaj

Mam ten sam problem co Ty, od wielu lat probuję coś zmieniać są i wzloty i upadki ( ale tych chyba narazie więcej , no może jestem dla siebie oczywiście zbyt krytyczna ). Zaczynałam od tego by zapisywać swoje automatyczne myśli , przyglądać się im, kiedy jakie, w jakich sytuacjach. Tak tez poznawałam siebie i dlaczego tak się czuję a nie inaczej.Ciągle siebie krytykuję, stawiam sobie warunki do akceptowania siebie ( perfekcjonizm dla siebie i aby nie być czasem odrzucona prez innych przez swoje niedoskonałości. by nikt nie pomyślał że jestem nic nie warta )Potem próbuję je przeramowywać , te myśli , stawiać sobie mnijsze wymagania , realne. uczę się opierać na dowodach a nie wyobrażeniach co jest trudne, np. napewno o mnie źle pomyśleli , nie mogę wyjśc na nieudacznika, przyniosę sobie wstyd\ ////nie czytam w myślach innych ludzi, nikt mi przecież nie powiedział że o mnie żle pomyślał, gdyby tak było pewnie przerwał by rozmowę a jednak kontynuował i chcieli dalej rozmawiać, jakie mam dowody przemawiające za tym że jestem nieudacznikiem, czym jest wstyd??? to toksyczny wstyd którym się karmię, bo myślę ze będę tylko warta coś wtedy gdy spełnię oczekiwania innych , gdy się dostosuję do nich - a to jest niemożliwe!!!!!!//// jestem jak wiele innych ludzi którzy gdy coś robią to popełniają błędy a one nie wpływają na wartość człowieka,. Spójrz na kogoś innego , za co byś kogoś innego ceniła, jakie cechy innych tworzą ludzi wartościowych mimo , że są niedoskonali: wrażliwość którą posiadasz, tolerancję, empatię, pomoc innym, czego masz się wstydzić, tak , to tak fajnie brzmi ale to trudne przekonywać się że z nami tak naprawdę jest wszystko ok , że to my musimy być ważni dla siebie. Godzenie się na sibie i swoje niedoskonałości jest trudne. Próbuję więcej prosić o pomoc i okazuje się , ze nie tracę nikogo a otrzymuje wsparcie. Wczoraj ryczałam jak bóbr bo chciałam zadawalać innych kosztem siebie , znalazłam te forum szukając dla siebie otuchy,nie znam przez to swoich potrzeb, nie stawiam granic innym a później nie mogę na siebie patrzeć.Dziś już lepiej ale wiem ze czeka mnie jeszczesporo pracy.

Gdy przesadnie analizujesz , zapisz sobie wszystkie te mysli jakie przychodza ci do głowy , a potem odtwórz film w głowie jakbyś była nad ta sytuacja jakie miała miejsce,JAK BYS BYŁA WIDZEM W KINIE i zastanów się jakbyś oceniła osobę gdyby nią był ktoś inny. Nie wiem czy o takie analizowanie ci chodziło czy o gonitwe mysli ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Cię,

dziękuję za odpowiedź. Po części zaczęłam myśleć właśnie w taki sposób o sobie - że mam prawo do słabości, gorszych dni, humorów. Że nie sprostam wszystkim, że nie muszę być fajna i miła zawsze i wszędzie dla każdego. Ktoś tu już wcześniej dobrze napisał, że przestał się tym przejmować, kiedy zobaczył jakie błędy potrafią popełniać ludzie i zupełnie się tym nie przejmować. A dodatkowo ich życie płynie dalej i świat się z tego powodu nie skończył.

Mało tego - dzięki mojej empatii i zrozumieniu, osoby z bliskiego mi otoczenia zwracają się do mnie o pomoc albo o zwykłe słowo pocieszenia, czy potrzebę wygadania. I dlaczego ja nie miałabym też do tego prawa? Odkryłam, że oczywiście mam i zaczęłam to trochę 'wykorzystywać'. A tak naprawdę uczyć się rozmawiać z innymi o tym co mnie boli, smuci, z czym mam problem. I znowu odkrycie - ludzie chcą pomóc, pocieszyć. To bardzo pomaga.

Myślę, że zmiana podejścia a przede wszystkim przełamania w tym temacie, nawet tak trochę na siłę jest dobrą drogą. Sądzę, że z czasem zacznie przychodzić mi to łatwiej i nawet nie będzie odczucia że robię to wbrew sobie.

 

Analizowanie dotyczy spraw związanych głównie z relacjami międzyludzkimi, podejmowaniem decyzji. Pytania - co by było gdyby; co będzie jeśli zachowam się tak i tak; co oznacza, że ktoś powiedział/zrobił to czy tamto; czy dobrze zrobiłam/zrobię kiedy powiem to i to; a jeśli powiem tak, to co się stanie; a jeśli inaczej.. i tak w kółko. Muszę poznać wszystkie za i przeciw a dodatkowo ułożyć plan B a najlepiej jeszcze C! To strasznie obciąża i wykańcza psychikę. Bardzo hamuje i nie pozwala na jakiekolwiek działania. Z tym aspektem mam właśnie największy problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no i właśnie przez te analizowanie często unikamy zrobienia lub powiedzenia czegoś co by było w zgodzie z nami .bo boimy się że nie dostosujemy się do tego czego chcą innii własnym wymaganiom, bo już w głowie masz schemat że musisz postąpić tak by temu pasowało, tamtemu pasowało, tego nie urazić, tamtemu nie przeszkodzić, temu zrobić dobrze , dla tamtej być miła , i jeszcze dla siebie dobrze i szukasz zestresowana takiego rozwiązania by wszystkim pasowało a uciekasz przez to co by było z tobą w zgodzie. To straszne ale aby nie wypaść żle robimy dobrze innym a nie sobie. Unikasz więc siebie jak Ja. Nie ma schematu , jak ułożysz sobie co masz powiedzieć bądź co masz zrobić to i tak nie masz gwarancji , że będzie to wszystkim pasować i nic strasznego się nie wydarzy , bo nie mamy najmniejszego pojęcia co zrobią bądź pomyślą inni. A jak źle pomyślą to co??? Co się z Tobą stanie???Jaka będziesz??? Co stracisz?? Analizujesz co myślą inni o tobie, analizujeszx co Tobie powiedzxieli bo lękasz się czy aby nie żle , a wierzysz że żle.

Ja jestem osobą unikającą,zależną, wciąż ze sobą rozmawiam, krytykuję siebie, pocieszam , analizuję w tę i w tatmtą każde zachowanie, myśl, powiedzenie czegoś lub nie powiedzenie , wiem skąd się to bierze , znam u siebie podłoże i mechanizm, ale powoli uczę się,wiedzieć co jest dla mnie ważne i z jakimi myślami ja się czuję dobrze. Gdy zaczynam nadmiernie analizować to wtedy czuję że zrobiłam coś wbrew sobie., że nie postawiłam granic . na przykład coś miałam zaplanowane, ale sytuacja wynikła taka że ktoś coś ode mnie chciał, jeszcze ktoś inny mówi że coś innego jest do zrobienia i już się zaczyna co robić ??/,albo WIERZĘ że ktoś oczekuje ode mnie właśnie bym postąpiła bądź powiedziała tak a nie inaczej,// jaką podjąć decyzję , jak powiem temu to to tamten będzie niezadowolony, a jak tak to też żle, a może dobrze, w końcu podejmuję jakąs decyzję i sama nie wiem czy dobrą, dalej po głowie lata czy i jak odebrane to zostało, bo ten powiedział tak, a tamten inaczej. a minę miała taką a taką, a ja byłam taka a taka.Warto dać sobie czas na podjęcie decyzji, czas na zastanowienie, na postawienie granic, nawet na to że nie muszę wiedzieć jaką mam teraz podjąć decyzję choćby wszyscy tupali nogami. STOP nie mam takich mocy by wiedzieć co pomysleli inni, nie mam takich mocy by wiedzieć co czują dopóki nie spytam, STOP mam prawo postąpić zgodnie ze sobą i tym czego ja chcę STOP mam prawo odmówić nawet gdy innym to nie pasuje,STOP mam prawo miec swoje zdanie, przeciez inni też tak robią i nic z tego tytułu nie tracą tylko im zazdrościmy że umieją wypowiedzieć to czego chcą, zazdrościmy innym asertywnym osobom ale co się dzieje , jakoś nikt ich nie wyśmiewa, nie odrzuca. Później jestem sama nie siebie zła że tak się próbuję dostosowywać i cierpię i płaczę i lęk się nasila i tak dalej.............

temat rzeka , może jeszcze porozmawiamy, powiem Ci że pierwszy raz dzielę się swoimi przezyciami z kimś kto ma podobny problem co ja, czuję ulgę że nie jestem z tym sama, ciszę się że odpisałaś

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno mam dzisiaj duzo większą świadomość siebie. Wiem, że mam problemy z zależnością, wiem na czym te problemy polegają, szczególnie jakich kwestii dotyczą. Myślę, że świadomośc zaburzenia to duży krok do przodu, to mały sukces. Następnym sukcesem jest uświadomienie sobie własnych zachowań, reakcji, schematów myślenia, które są właśnie typowe dla tego zaburzenia, z niego wynikają.

Następnie trzeba umieć zatrzymać się choćby na seksundę przed typowoą dla nas reakcją, podejść do niej z dystansem i postąpić inaczej...

 

Ja ogólnie mam problem z pakowaniem się w toksyczne, tragiczne relacje, które mnie dobijają, unieszczęśliwiają, jednak paradoksalnie w nich trwam bo naiwnie zawsze mi się wydaje, że jak bardziej się postaram i wysilę to na pewno z danej relacji coś uda się sensownego zbudować. To powodowało, że bardzo długo się męczyłam i wykańczałam psychicznie dając z siebie wszystko i tym samym pozbawiając się samej siebie, pozbawiając się własnych pragnień, siły, chęci. Druga kwestia, nie potrafiłam zaakceptować faktu, że z niektórymi ludźmi zwyczajnie nie da się dogadać. Nie potrafiłam nigdy tego zaakceptować, zawsze wydawało mi się, że jeśli nie mogę się z kimś dogadać to jest to moja wina, to ja coś źle robię. Mam na myśli osoby, na których jakoś tam mi zależało. Kolejna kestia, pomimo mojej nieprzystępności, niepewności, niezdecydowania ja dość szybko angażuję się w relacje - jednak to zaangażowanie wynika bardziej z moich fantazji, pragnień niż jest oparte na rzeczywistości.

 

Moje dzisiejsze wnioski i próba radzenia sobie z tymi problemami.

 

Po pierwsze zawsze ignorowałam swoje uczucia, odczucia. Dzisiaj widzę, zrozumiałam, że zazwyczaj niemal od razu człowiek jest w stanie zobaczyć, czy z kimś jest w stanie się dogadać, czy nie. Od razu widzi się jak się przy kimś czujemy, jakie mamy ogólne wrażenie, wewnętrzne odczucia, jak na kogoś reagujemy. Oczywiście nie należy kierować się tylko pierwszym wrażeniem, dobrze jest dać sobie i temu komuś czas, aby się przekonać. Jednak po którymś spotkaniu (szczególnie mam tu na myśli relacje damsko-męskie) widzisz jak jest naprawdę. I własnie kiedyś w takich momentach drążyłabym relacje dalej, trwałabym w niej dalej oczekując niemlże cudu! Ignorowałabym siebie, swoje odczucia poddając je w wątpliwość zgodnie z zasadą, że przeciez ja się nie znam, inni wiedzą lepiej. Radziłabym się znajomych, którzy zazwyczaj interpretują sytuację przez swoje doświadczenia (czyli to co dobre dla nich, nie musi być dobre dla mnie) albo mówią to co chcemy usłyszeć, a wówczas karmimy swoje fantazje.

 

Dzisiaj staram się bardziej sobie ufać, nie ignorować swoich uczuć, które jakby nie było po coś są, o czymś nas informują. Staram się postępować w zgodzie z sobą, stram się nie poddawać w wątpliwość siebie. Kto ma lepiej wiedzieć co jest dla mnie dobre jeśli nie ja sama?

 

Kolejna sprawa, często ulegałam fanatzją. Poznając kogoś często tak bardzo pragnęłam aby moje marzenia się w końcu spełniły, że zamiast patrzeć na rzeczywistość i sobie odpuścić kiepską jakościowo relację, która jest daleka od moich oczekiwań to ja uparcie chciałam tą rzeczywistość zmienić, rezultat jednak był taki, że postepowałam wbrew sobie, oddalając się od spełnienia marzeń. Wolałam się bezsensownie starać, rezygnować z siebie, dostosowywać do innych, zapominać o własnych potrzebach aby tylko tego kogoś nie stracić. Dlaczego tak bardzo obawiamy się starcić coś, co w rzeczywistości nigdy nie było i nie będzie tym o czym marzyliśmy? Czasem trzeba obiektywnie przyznać się, że może dana osoba zwyczajnie być jednak nie dla nas.

 

Uczę się również akceptować fakt, że jesli dana relacja trwa jakiś czas i pomimo mojego wysiłku, starań nie potrafię z kimś dojśc do pozorumienia (chociaż wydaje mi się, że może gdybym coś zrobiła lepiej, gdyby zaistaniały lepsze okoliczności to na pewno musiałoby się udać), to znaczy, że najwyraźniej z tym kimś nie da się tego osiągnąć i nie jest to niczyja wina. Nie każdy musi nas zrozumieć, podobnie myśleć jak my, podobnie interpretować sytuację. Pomimo uczucia niedosytu, pomimo, że niewygodne jest to uczucie wiem, że muszę powiedzieć sobie DOŚĆ.

 

 

Wciąż mam też problem z wyrażaniem gniewu, mówieniem, że coś może mi się nie podobać itp. Zazwyczaj ignoruje w sobie te negatywne emocje gdyż boje się utraty danych relacji, stracenia przychylności, sympatii danych osób.

 

Czy Wy też tak macie, że zawsze Wam się wydaje, że jest nieodpowiednia sytuacja aby coś powiedzieć, zrobić? Czekacie na tą "odpowiednią" sytuację, ale ona nigdy się nie pojawia, a nawet jak teoretycznie się pojawi to i tak nie potraficie o czymś dla Was waznym pogadać z drugą osobą? To taki problem aby wyrażać siebie, być autentycznym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam dokładnie to samo , gdy chcę powiedzieć cos co mnie boli komuś komu mam to powiedzieć to ZAWSZE jest nie odpowiednia sytuacja tzn ja ją tak oceniam i tak to zabieram ze sobą i dusze dusze i taki moment nie nadchodzi a poźniej zdarza mi się wypowiadać w złości to wszystko ale nagromadzone przez wiele tygodni , miesięcy a nawet lat. To tak jakby powiedzenie, wyrażenie siebie w tym złym momencie miało mi przynieść wstyd,że zepsuję coś komuś, że będe nie taktowna nie grzeczna itp. uciekam przed wyśmianiem lub odrzuceniem, oczywiście to tylko w mojej wyobraźni takim by było...

wiem , że można zrobić to np jutro wrócić do tego ale to powiedzieć co się chciało,wyrazić to , i uznać swoje emocje za ważne dla siebie własnie wtedy, bo unikając uznajemy je za nie ważne .czasami zdarza mi się wrócić i wyrazić co czuję ale jeszcze rzadko, poprostu się boję.... i to mnie boli najbardziej , choć wiem że przez to oddalam się od siebie i innych........ i tak się dostosowuję i nie umiem uznać siebie i swoich odczuć za ważne

 

-- 26 sty 2013, 13:31 --

 

Chcemy być kochane przez innych a nie umiemy pokochac siebie i na tym pierwszym bardziej nam zależy a teraz uczymy się to odwracać, zmieniamy cel w życiu i mimo cierpień to dojdziemy do tego ale jeszcze trochę.. jeszcze trochę..

napewno jak i w moim życiu i Ty w swoim miałaś tak że wyrażanie swoich emocji było niedozwolone , było krytykowane i tylko dlatego godziłyśmy się na to bo bałyśmy się że nie będziemy kochane takie jakie jesteśmy, że stracimy bardzo bardzo wiele...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×