Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Abbey, to rodzice tobie kupują ubrania ? Budyń akurat zawsze waniliowy, więc nie mam problemu :P Piszesz, że nie wiesz co ze studiami; ja też nie wiedziałem. We wrześniu bronię pracę magisterską. Pracy po kierunku próżno szukać... Skończyłem studia techniczne, mam inżyniera, jakieś tam doświadczenie... heh, ale nie mam znajomości ;/

Dzisiaj w sklepie motoryzacyjnym 20 min zastanawiam się nad wyborem żarówek. Za dzieciaka gdy jeździłem na ryby potrafiłem godzinami zastanawiać się jaką przynętę w sklepie wędkarskim zakupić. Ciągle towarzyszy mi ta "analiza"... o ile na gruncie studiów to duży plus, tak w życiu towarzyskim to przekleństwo. Bo takie ciągłe myślenie rodzi wiele pytań bez odpowiedzi i wątpliwości. Nigdy nie będę idealny i moja przyszła partnerka też nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Transfuse, akurat w kwestii studiów to ja zazwyczaj jestem bardziej pewna niż w kwestii jedzenia czy ubrań. :lol: (chociaż nadal nie wiem, 'co', ale wiem jaki zarys kierunków) Jeśli już mam jakieś nowe ubrania, to ja ich nie kupuję... :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Transfuse, coś z nauk ścisłych, ażeby opierało się na matematyce.

Ale nie róbmy OT :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Transfuse, coś z nauk ścisłych, ażeby opierało się na matematyce.

Ale nie róbmy OT :oops:

To już coś bo co najmniej połowa ludzi idzie na studia z przypadku bo na nie się dostali (np.ja) a później one nic nie dają no ale jako ścisłowiec ma się dużo większe pole manewru niż humanista no i często płacą za studiowanie kierunków ścisłych i technicznych.

A co do jedzenia i ubrań to żyjemy w skomercjalizowanym świecie ogromnej ilości wyboru i czasem rzeczywiście coś wybrać trudno bo tyle tego wszystkiego jest, to nie czasy komuny i pustych półek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, on właśnie tak robi. Lęk co prawda odczuwam dość często z różnych powodów. Jednak poczucie winy jest juz zdecydowanie efektem jego działań- zawsze jest tak niezwruszony i przekonany o własnej nieomylności, że to w końcu ja czuję się winna wszystkiemu.

 

Abbey- ja też mam skłonności do zbytniego polegania na ludziach. Nieraz w swoim życiu czułam się zawiedziona czyimś zachowaniem, ale czasami myślałam też, że może za dużo wymagam. Najbardziej męczy mnie ta niepohamowana potrzeba, żeby się żalić ze swoich problemów. Zawsze muszę opowiadać ludziom, co mnie gryzie, nie potrafię tego zachować do siebie. A sama nie lubię takich wiecznych marud.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj terapeutka mocno sprowadziła mnie na ziemię. Powiedziała, że raczej nie jestem osobą zależna od innych, że staram się samemu ze wszystkim radzić. Uważa, że w ten sposób szukam własnego "ja". Ulżyło mi... Taka skrzywiona osobowość dałby mi wiele powodów do smutku, mój obraz osoby perfekcyjnej byłby mocno zamazany... :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dużo osób tu ostatnio napisało w tym watku. Z każdej wypowiedzi jest coś co pasuje niestety do mnie.

 

Ja bardzo długo nie potrafiłam sama kupować ubrań, zawsze mi się wydawało, że źle wybiorę. Kupię coś złej jakości, coś co nie za bardzo do mnie pasuje. Potrzebowałam zawsze potwierdzenia! Zresztą obecnośc drugiej osoby dodawała mi odwagi, sama ta świadomość, że ktoś ze mną jest, ktoś zaufany, to powodowałao, że czułam się jakbym tą odpowiedzialność za decyzję dzieliła z tą drugą osobą. Czasem też zwyczajnie bałam się tak sama chodzić po sklepach, natrętnych sprzdawców itp. Na szczęście są już w tej kwestii postępy! ;) Okazało się też, że to nie jest aż tak trudne kupić samodzielnie jakiś ciuszek!

 

Co do partnerów, to też zazwyczaj trafiałam na takich co wykorzystywali moje słabości, bazowali na moim lęku i poczuciu winny - manipulowali, a ja zawsze dawałam się w to wkręcić. Wystarczyło, że rzucili focha i obarczyli mnie nim, a ja od razu biegłam i robiłam co chcieli. Często rezygnowałam z własnych potrzeb aby tylko partner się nie pogniewał, nie zostawił mnie. Były też sytuacje, że kiedy partner mnie potrzebował to był cudowny, kiedy zaś nie byłam potrzebna odtrącał mnie. Natomiast kiedy to ja czegoś chciałam, potrzebowałam wóczas partner robił się na mnie zły, również odtracał mnie. Taka ciągła huśtawka ze strony partnera, a ja czując się w ten sposób niepewnie, zagrożona paradokslanie jeszcze bardziej kurczowo się jego trzymałam bojąc się go stracić. Łatwo manipulować kimś kto nie jest pewny siebie, kto swoje własne osądy często poddaje w wąpliwość.

 

Ciągłe rozmyślania i analiza. Niekończący się proces decyzyjny. Ogromny lęk przed podjęciem złej decyzji i nieufnośc, że potrafię podjąć dobrą decyzję. Ciągła potrzeba aby ktoś mnie wspierał, poprowadził za rączkę. Potrzeba radzenia się innych, potrzeba wygadania się, aby inni razem ze mną uczestniczyli w tym co przeżywam.

W pracy usprawiedliwianie się przed szefem i szukanie w nim aprobaty jak u rodzica.

 

Dużo tego...

Na szczęście są postępy i sukcesy. Najważniejsze zauważyć problem i zauważyć z czego biorą się pszczególne zachowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dzisiaj terapeutka mocno sprowadziła mnie na ziemię. Powiedziała, że raczej nie jestem osobą zależna od innych, że staram się samemu ze wszystkim radzić. Uważa, że w ten sposób szukam własnego "ja". Ulżyło mi... Taka skrzywiona osobowość dałby mi wiele powodów do smutku, mój obraz osoby perfekcyjnej byłby mocno zamazany... :roll:

Nie chce Cie zdołować, ale niezależność to często jest druga strona osobowości zależnej. Podświadomie można czuć się tak zależnym od innych, że jest to nie do zniesienia - wtedy demonstracyjnie podkreśla się własna odrębność i niezależność, podejmując działania które wskazują na krańcową samodzielność. Ja tak mam a cierpię na to zaburzenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, W obecnym stanie nie mogę powiedzieć, żebym był od kogoś zależny, powoli uczę się mówić "nie", wyrażać swoje zdanie na dany temat i mówię jeśli coś mi się nie podoba. Nie jest to manifest. To raczej normalność... tak wygląda moje zdanie na ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cóż, zależność może występować chyba na różnych poziomach :roll: ja np. jestem cholernie samodzielna w sensie bytowym, natomiast równie cholernie uzależniam się od ludzi psychicznie, do tego stopnia, że pożyczam im kasę (choć np. są hazardzistami) lub ufam bezgranicznie mimo, iż widzę jak traktują innych (i mnie zresztą też...). w moim przypadku oprócz osobowości zależnej jest jeszcze problem kochania za bardzo :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2Proof, dokładnie tak... do tego dochodzi niechęć /u mnie/ do krytykowania lub oceniania innych i przymus, by ludzie z mojego otoczenia mnie lubili/kochali. No i nadmierna empatia często... każdemu chciałabym pomóc :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, nie da się każdego zbawić. Niestety niektórzy perfidnie potrafią to wykorzystywać. STOP takiemu traktowaniu ! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Transfuse, wiem... ale wiedzieć a czuć to dwie różne sprawy. Emocje nie są logiczne ani racjonalne :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, patrząc wstecz mam ochotę sobie strzelić w pysk. Więcej nie zgodzę się na szantaż ani uzależnienie od partnerki. Mam nauczkę... ale i cenne doświadczenie a przyszłość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tzw. brak instynktów samoobronnych... mnie szczególnie gubi nadmierna empatia i wręcz brak umiejętności oceniania. pakowanie się w relacje coraz bardziej skomplikowane i z osobami coraz bardziej niebezpiecznymi, z marginesu, maxymalnie zaburzonymi i skrajnie złymi - bo przecież nie mogą być tak źli do szpiku kości, bo przecież docenią moją troskę, bo być może będę im potrzebna - i będą mnie lubić itp itd... blech. na szczęście, jestem już świadoma tej mojej 'patologii' i niedługo zaczynam terapię, która ma nauczyć mnie trochę rozsądku i instynktów przetrwania... wierze, że się uda :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2Proof, a może to jest tak, że przy tych "gorszych" osobach chcesz się poczuć lepiej, stać się ich wybawicielką ? Maskujesz w ten sposób swoje wady, bazujesz na nienagannym wizerunku ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez się pakuje w chore relacje, im bardziej chore, skrzywione, tym lepiej :oops: dają niezłego kopa adrenaliny no i poczucie wyjątkowości - nikt sobie z tym nie poradził a JA tak - patrzcie jaka jestem wspaniała ..... moje życie czasami przypomina argentyńska telenowelę :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tego jeszcze nie wiem :smile: zapewne na terapii się dowiem :P ale większość moich wieloletnich znajomych oraz psycholog twierdzą, że to raczej problem 'wyniesiony z domu' w postaci braków w 'wychowaniu' - czyli nie wykształciły się we mnie pewne cechy, które tworzą się w dzieciństwie. taka 'diagnoza' też bardziej przemawia do mnie biorąc pod uwagę moją przeszłość i sytuację rodzinną, w jakiej się wychowywałam. no i raczej nie miałam dobrego zdania o sobie i tego nie ukrywałam (10 lat anoreksji i spora jazda z autodestrukcja). teraz jest spor samoświadomość i ogromna motywacja więc zabieram się za to :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, nie warto pakować się w takie związki, są z góry wskazane na niepowodzenie. kilka razy angażowałem się w coś takiego i nigdy nic fajnego z tego nie było.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, rozumie, co masz na myśli mimo, że u mnie to jest wręcz na odwrót (nie zasługuję na nic więcej itede) - kiedyś miałam koleżankę z podobnym podejściem i bardzo ją lubiłam :D chciałabym mieć choć 1/3 przekonania o sobie jak osoby z takim podejściem - oczywiście, w sensie 'zdrowego' podejścia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2Proof, symbiotyczne zaburzenie osobowości powstaje już od wczesnego dzieciństwa, z powodu niewłaściwego traktowania dziecka przez rodziców. Najprościej rzecz ujmując, schematy wyuczone w domu rodzinnym są potem powtarzane w relacjach z innymi ludźmi. No i schematy traktowania nie tylko innych, ale i siebie... stąd pewnie autodestrukcja. Ja mam głęboko zakorzeniona nienawiść do siebie i przymus samokarania, który może sie objawiac na 1000 różnych sposobów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2Proof, symbiotyczne zaburzenie osobowości powstaje już od wczesnego dzieciństwa, z powodu niewłaściwego traktowania dziecka przez rodziców. Najprościej rzecz ujmując, schematy wyuczone w domu rodzinnym są potem powtarzane w relacjach z innymi ludźmi. No i schematy traktowania nie tylko innych, ale i siebie... stąd pewnie autodestrukcja. Ja mam głęboko zakorzeniona nienawiść do siebie i przymus samokarania, który może sie objawiac na 1000 różnych sposobów.

 

dziękuję, aż sobie zapisałam Twój cytat :D ostatnio mam problemy związane z koncentracją zatem ciężko mi przekładać myśli na słowa ale dokładnie o to mi chodziło :D jak sobie radzisz z przymusem samokarania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2Proof, symbiotyczne zaburzenie osobowości powstaje już od wczesnego dzieciństwa, z powodu niewłaściwego traktowania dziecka przez rodziców. Najprościej rzecz ujmując, schematy wyuczone w domu rodzinnym są potem powtarzane w relacjach z innymi ludźmi. No i schematy traktowania nie tylko innych, ale i siebie... stąd pewnie autodestrukcja. Ja mam głęboko zakorzeniona nienawiść do siebie i przymus samokarania, który może sie objawiac na 1000 różnych sposobów.

Jakbym czytała o sobie :shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×