Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
samanta33

problemy w zwiazkach

Rekomendowane odpowiedzi

witam.tak naprawde to sama nie wiem od czego zaczac.musze z kims pogadac bo tak naprawde to nie mam z kim.zaczne od tego ze 5 lat temu zmarl moj maz niestety oboje nie doroslismy do roli meza i zony na poczatku oczywiscie bylo idealnie slub wlasne miszkanie urodzila nam sie corka a pozniej wszystko zaczelo sie psuc nie zalezalo nam na sobie oboje zylismy swoim zyciem szukalam nowej milosci tego czego on nie mogl mi dac i tak sie stalo zakochalam sie w innym mezczyznie ktory stal sie idealem interesowal sie mna czulam sie przy nim jak prawdziwa kobieta piekna i ta jedyna na swiecie maz oczywiscie sie dowiedzial o tym ale nie zrobil z tym nic nie walczyl o mnie poddal sie i odebral sobie zycie.poczucie winy strach opinia ludzi zmierzalam sie z tym kazdego dnia a facet w ktorym sie zakochalam nagle sie przestraszyl i zostawil mnie rowniez.ja ciagle go kochalam nie moglam sie z tym wszystkim pogodzic cios za ciosem i tak minal rok i znowu nasze drogi sie zeszly walczylismy z calym swiatem rodzinami zeby byc razem .wyjechalismy mozna powiedziec ze byla to ucieczka od ludzi srodowiska zaczelismy nowe zycie przeszlosc zostala za nami.5 lat wspolnego zycia plany marzenia nie zawsze bylo idealnie ale kochalismy sie na zaboj .byly klotnie czasem bylo naprawde zle moj ideal nie stety mial tez wady jak kazdy alkohol zawsze z nim walczylam upartosc,agresja to mnie przerazilo kolejna szansa ze sie zmienie przeprosiny zawsze wybaczalam bo przeciez serce kocha .i znowu jestem sama nie wytrzymalam juz tego moja psychika nerwy odeszlam nie wiem czy zrobilam dobrze jestem tchorzem przyznaje sie nie wiem co jest dobre a co zle w co mam wierzyc co to jest milosc tyle razy sie zawiodlam mam metlik w glowie nie radze sobie z emocjami z sama soba on nie reaguje na moje sms prosby chce zeby sie zmienil przemyslal swoje zachowanie dobija mnie ta znieczulica z jego strony nie wiem co mam myslec a mysle o najgorszym nie wiem czy mnie nie zdradzil nie wiem nic rozsypal sie moj swiat...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

samanta33, z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że obarczałaś swojego zmarłego męża, a później partnera zadaniem, któremu nie byli w stanie podołać - oczekiwałaś od nich rekompensaty: może za niewielkie poczucie wartości, może za przeszłość, może za to, że nigdy nie czułaś się dość mocno kochana, a może jeszcze z jakiegoś innego powodu. Na dłuższą metę nikt nikomu nie jest w stanie zastąpić wszelkich życiowych braków. :roll:

 

szukalam nowej milosci tego czego on nie mogl mi dac i tak sie stalo zakochalam sie w innym mezczyznie ktory stal sie idealem interesowal sie mna czulam sie przy nim jak prawdziwa kobieta piekna i ta jedyna na swiecie maz oczywiscie sie dowiedzial o tym ale nie zrobil z tym nic nie walczyl o mnie poddal sie i odebral sobie zycie.
Myślę, że ten fragment potwierdza moją hipotezę. Szukałaś miłości, a skoro czułaś, że nie otrzymywałaś jej w małżeństwie, to poszukałaś poza nim. A gdy mąż się o tym dowiedział, to nawet wtedy liczyłaś na to, że w takiej sytuacji zawalczy o Ciebie. :?

 

Miłość można "sprowokować" jedynie miłością. Warto, byś pod okiem terapeuty rozliczyła się z tymi wszystkimi etapami Twojego życia, które powodują, że odczuwasz jakieś braki emocjonalne (a które chcesz uzupełniać za pośrednictwem mężczyzn). A wtedy łatwiej będzie Ci przede wszystkim pokochać siebie. :great: Dopiero dzięki temu uda Ci się stworzyć związek, w którym będziesz miała szansę być szczęśliwa. Bo dotychczasowy sposób (zapełnianie braków emocjonalnych mężczyzną) nie dawał i nigdy nie da Ci trwałego szczęścia. Każdy związek oparty na takich "fundamentach" prędzej czy później rozpadnie się. :roll:

 

Powodzenia !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie wiem nic rozsypal sie moj swiat...

 

Witaj... to co piszesz robi wrażenie.

Budowle idą w gruzy gdy fundament jest słaby.

Może teraz pora znaleźć w sobie oparcie pod piękny pałac z ogrodem?

Kiedy pałac jest piękny wielu gości do niego się zjeżdża.

 

Moim zdaniem to dobrze wróży. :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to nie tak ze obarczalam meza czy partena nie zgodze sie z tym opisalam to wszystko wielkim skrocie moze dlatego taki wniosek z jednym sie zgodze nigdy nie akceptowalam siebie i nigdy siebie nie pokocham nie wiem z czego to wynika od partnera oczekiwalam normalnego domu ciepla wsparcia milosci czy to tak wiele doroslam do tego w przeciwienstwie do niego tak wiele od zycia oczekuje :?: moze masz racje nigdy tak naprawde nie bylam kochana moze nie tak jak chcialam nie wiem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

God's Top 10 zgadzam się z Tobą :brawo:

 

Samanto

Wyraziłem to samo, tylko może zbyt lakonicznie... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem nieomylny. I popełniam błędy. ;)

z jednym sie zgodze nigdy nie akceptowalam siebie i nigdy siebie nie pokocham nie wiem z czego to wynika

...

nigdy tak naprawde nie bylam kochana moze nie tak jak chcialam

Właśnie dlatego warto, byś spotkała się z psychologiem, terapeutą. Oboje dojdziecie do tego, co jest przyczyną tego, co opisałaś w tych fragmentach.

 

od partnera oczekiwalam normalnego domu ciepla wsparcia milosci czy to tak wiele doroslam do tego w przeciwienstwie do niego tak wiele od zycia oczekuje :?:
Wiele zależy od tego, co dla Ciebie oznaczają te pojęcia (normalny dom, ciepło, wsparcie, miłość), a co oznaczały dla Twoich partnerów. A jak wiadomo kobiety i mężczyźni mawiają różnymi językami, postrzegają wiele spraw różnorako. ;)

 

Myślę, że w relacjach międzyludzkich wina nigdy nie spoczywa po jednej stronie. Może Twoją "winą" było to, że nie umiałaś przekazać czego oczekujesz, a może oni (mężczyźni) nie czuli, by ich oczekiwania były spełniane przez Ciebie na tyle, by się starać, a może jeszcze inna przyczyna ?

W każdym razie znów zachęcam do spotkania z psychologiem, by dociec przyczyn tego, że Twoje związki rozpadały się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
oczekiwalam normalnego domu ciepla wsparcia milosci czy to tak wiele doroslam do tego w przeciwienstwie do niego tak wiele od zycia oczekuje :?:

Niektórych ludzi takie oczekiwania przerastają,co jest przygnębiające.Nie oczekujesz zbyt wiele od życia,bo każdy marzy o takim domu;pełnym ciepła i miłości.Tylko niestety niektórzy ludzie nie są w stanie takiego domu "stworzyć".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samanto

Tak jak ci na pw napisałem najprawdopodobniej, pierwszą osobą w Twoim życiu, która obdarzyła Cię prawdziwą i bezwarunkową miłością jest God's Top 10

 

Czy jesteś gotowa ją przyjąć w tak prosty sposób, jak została wyrażona?

Mój wyraz bezwarunkowej miłości był może, jak pisałem bardziej lakoniczny w formie.

Czy jesteś gotowa ją przyjąć?

 

człowiek nerwica

Do tanga trzeba dwojga, dwojga dusz i dwojga ciał...

lub inaczej... Człek człekowi nie dorówna nie poleci orzeł w gó...na. (nooo to może droga dalszych skojarzeń, przez zaprzeczenie) :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiem o jakiej znieczulicy piszesz. Znieczulicy partnera - oczywiście. ja jestem zupełnie bezsilna wobec takowej "skierowanej" do mnie. On jest zimny, nie interesuje go czego pragnę, co myślę, jaka jestem "w środku". Jestem bardzo wrażliwa, on silny, stawia czoło temu światu. Potrzebuje czasem porozmawiać o tym co mnie boli. Nigdy nie miałam miłości i uznania od rodziców i innych, więc trochę mnie to skrzywiło. On myśli, że jest męski bo przemilczy co baba mówi i ją "oleje", zrobi focha i jutro będzie o.k. ja zaś robię z siebie kretynkę poprzez awanturę, to mnie naprawdę uwłacza - bo chcę krzty jego uczuć.ALE NASI PANOWIE SĄTACY I JUŻ. zakładam rozstanie choć mamy małe dziecko. Zawsze byłam samotna wśród ludzi, więc co mi tam, nie boję się być już sama. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiem o jakiej znieczulicy piszesz. Znieczulicy partnera - oczywiście. ja jestem zupełnie bezsilna wobec takowej "skierowanej" do mnie. On jest zimny, nie interesuje go czego pragnę, co myślę, jaka jestem "w środku". Jestem bardzo wrażliwa, on silny, stawia czoło temu światu. Potrzebuje czasem porozmawiać o tym co mnie boli. Nigdy nie miałam miłości i uznania od rodziców i innych, więc trochę mnie to skrzywiło. On myśli, że jest męski bo przemilczy co baba mówi i ją "oleje", zrobi focha i jutro będzie o.k. ja zaś robię z siebie kretynkę poprzez awanturę, to mnie naprawdę uwłacza - bo chcę krzty jego uczuć.ALE NASI PANOWIE SĄTACY I JUŻ. zakładam rozstanie choć mamy małe dziecko. Zawsze byłam samotna wśród ludzi, więc co mi tam, nie boję się być już sama. :(

 

Nooo smanto, gratuluję, już chętną do bicia piany masz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nie rozstanę się jednak, bo przyszedł z prezentem choć nie lubię tego typu zamienników, nie wierzę. Trwam jednak. Liczę na palcach dobre chwile. Cieszymy się z postępów córki, głośno się śmiejemy TAO, TAO, :blabla:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, u nie tez tak bywało... nie potrafiłem na zawołanie przytulić żony, życie było szybkie, człowiek na dorobku, miałem dodatkowo przez 4 lata nerwicę, później było lepiej, ale też i wspólnoty tej szczególnej brakowało. Miałem swoją ścieżkę, której niestety nie zona nie chciała ze mną dzielić.

Dbałem o swoje sprawy, było źle, dbałem o dom... też zawsze nie tak... ot komfortowa sytuacja!!! ZAWSZE ŹLE. Pewnego dnia spakowałem swoje ciuchy zostawiłem wszystko i dałem w długą...

To ja dopiero obudziło, poszła na terapię, i zaczęła łapać kontakt z tym co przeszkadzało jej się cieszyć drobiazgami.

Ja też miałem swoje za skórą, tez pracowałem.

Po czterech latach usłyszałem:

Gdybyś nie odszedł nie zrobiłabym takich postępów w życiu...

Cóż, żyjemy teraz oddzielnie, ale już bez agresji, frustracji, wzajemnych pretensji, dbamy wspólnie o dzieci, i dalej zajmujemy się sobą bez zwalania win na siebie. Każde z nas zrozumiało, że miało swój udział w całym tym cyrku.

Teraz oboje jesteśmy orędownikami stwierdzenia: Szukaj swojej części w związku, bo tylko za nią jesteś odpowiedzialny/a. Na nic więcej nie masz wpływu.

Zmieniając siebie zmieniamy swoją rzeczywistość, i tak to działa.

Pozdrowionka :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nie rozstanę się jednak, bo przyszedł z prezentem choć nie lubię tego typu zamienników, nie wierzę. Trwam jednak. Liczę na palcach dobre chwile. Cieszymy się z postępów córki, głośno się śmiejemy TAO, TAO, :blabla:

 

 

zycze wszystkiego dobrego z calego serca powodzenia mam nadzieje ze pokonacie wszystkie trudnosci i wytrwacie razem caluski dla coreczki

 

[Dodane po edycji:]

 

kazdego dnia mysle o tym co bylo jaka bylam co robilam zle doszlam do wniosku ze na sile nic nie zrobie czas pokaze moze zabardzo naciskalam moja wybuchowosc sama mnie to drazni nie mozna kochac za dwoje odpuszczam bardzo boli w glowie tylko on ale przetrwam mam w sobie sile powtarzam sobie kazdego dnia w kazdym momencie kiedy siegam po telefon pomaga ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Których punktów? Jestem otwarta (jak myślę) na konstruktywną krytykę. Powiedz proszę to czego O N I powiedzieć nie mają ochoty. :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moge rozwiac twoje watpliwosci pytaj

 

[Dodane po edycji:]

 

odpuscilam sobie chyba za bardzo naciskalam na niego zrozumialam ze robilam zle moje zachowanie i cala ja ciagle cos mi nie pasowalo nie cieszylam sie z zycia nie docenilam moze tego co mam to nie znaczy ze musialam wszystko akceptowac pewne sytuacje zachowania nie byly na miejscu rozmawialam z nim,ale ciagle slyszalam slowa 'nie wiem' obiecalam ze sie zmienie ze naprawie wszystko chodzby jutro ze znowy musismy walczyc o siebie nie mozna sie poddac czuje sie winna a przeciez to nie mnie ponioslo to nie ja zawalilam ale taka juz jestem moze troche naiwna serce mowi ze kocha a rozum kaze zwatpic stracilam nadzieje bardzo sie boje co bedzie ze juz nigdy nie bedziemy razem ze on sie podda nie zawalczy jak kiedys i uslyszalam chce byc sam dopuki nie minie zal zlosc i wszystkie emocje i to ze moze mamy byc sami moze takie nasze przeznaczenie ale przeznaczeniu trzeba pomoc .....juz nic nie moge zrobic czekac motam sie w tym wszystkim nie rozumie facetow :roll: czy to jeszcze ma jakis ses ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

samanta33,

 

lepiej nie :P

 

 

 

 

 

...no dobra :mrgreen:

 

Moje watpliwosci budzi lekkosc z jaka piszesz o samobojstwie meza, do ktorego doszlo po tym jak znalazlas sobie kogos innego. Rozumiem, ze to byla zdrada ? :roll:

 

Nie jestem od oceniania, nie znam waszych relacji, ale skoro chcesz rozwiac watpliwosci - to korzystam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

;lekkosc jaka piszesz o samobo meza'wiesz to juz 5 lat nie mam sily rozdrapywac kolejnych ran mam nowe problemy.i juz ci odp tak to byla zdrada .wyobraz sobie ze moj maz daje mi prezew...i mowi jedz do innego i badz szczesliwa a za dwa dni zdradza mnie nie chce juz do tego wracac i myslec o tym wszystkim zostawil corke a mnie z poczuciem winy do konca zycia ok zawinilam rowniez przyznaje ale nie tak sie rozwiazuje problemy nie w ten sposob...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
;lekkosc jaka piszesz o samobo meza'wiesz to juz 5 lat nie mam sily rozdrapywac kolejnych ran mam nowe problemy.i juz ci odp tak to byla zdrada .wyobraz sobie ze moj maz daje mi prezew...i mowi jedz do innego i badz szczesliwa a za dwa dni zdradza mnie nie chce juz do tego wracac i myslec o tym wszystkim zostawil corke a mnie z poczuciem winy do konca zycia ok zawinilam rowniez przyznaje ale nie tak sie rozwiazuje problemy nie w ten sposob...

 

Zgadzam się z Tobą, to nie Twoja odpowiedzialność to samobójstwo, myślę tak sobie tylko, że musiał być w ciężkim stanie, musiał mieć duże problemy z poczuciem własnej wartości.

Masz rację, że takie sprawy można rozwiązać inaczej.

Na to nie miałaś wpływu moim zdaniem, on był dorosły, zrobił to na co go było w danej chwili stać.

Uważam, że nad takimi sprawami przechodzi się do porządku dziennego i tyle, bo cóż innego?

Natomiast teraz, to co możesz zrobić to zająć się sobą, i tym czemu takie rzeczy Cię spotykają...?

Może jednak rozmowa z psychologiem da Ci co nieco?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×