Skocz do zawartości
Nerwica.com

Psychoterapia nie działa


KrzysztofT

Rekomendowane odpowiedzi

Monika, czy uważasz, że w relacji terapeutycznej pomiędzy pacjentem a terapeutą wszelkie pojawiające się uczucia są tylko kwestią przeniesienia?

Mnie wydaje się, że w krótkoterminowej pewnie tak jest, ale kiedy spotykamy się z terapeutą długo, to moim zdaniem pojawia się autentyczne przywiązanie i poczucie bliskości, które wynika ze spotkania z drugim człowiekiem. Moja T często używa słowa bliskość i nie wydaje mi się, aby miało ono oznaczać przeniesienie. Wydaje mi się, i terapeuci też często o tym mówią, że te autentyczne uczucia pojawiają się z czasem także u nich w stosunku do pacjenta, bo oni tez są ludźmi, też czują. Zatem przeniesienie jest, owszem, ale nie wyklucza chyba prawdziwej sympatii, przywiązania, bliskości pomiędzy pacjentem i terapeutą? Ale może się mylę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychiatra w stopniu dr, pełniący kilka lat funkcję ordynatora oddziału psychiatrycznego powiedział mi, że psychoterapeuta to nic innego jak mentalna dziwka. Wg mnie psychoterapia działa tak samo jak normalna rozmowa między ludźmi. Można rozładować stres, negatywny ładunek emocjonalny, pozytywnie się podkręcić. To może w jakimś stopniu prowadzić do poprawy samopoczucia. Reszta to pseudonaukowe wywody nie mające poparcia w żadnych dowodach czy badaniach.

Wszystko, czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Półtora roku, dwie terapeutki, dwa nurty i ciągle tylko gadam o dzieciństwie a nie usłyszałam co mam zrobić, żeby uporać się ze swoimi lękami, napięciem, stresem, stanami depresyjnymi itp. I na dodatek jak przyciskam terapeutkę, to ona tylko gada, że nie może mi udzielać rad. A przecież ja jej nie pytam o to czy mam wziąć kredyt, gdzie iść do pracy ani na jaki kolor pomalować mieszkanie tylko o radzenie sobie ze swoimi uczuciami, emocjami i myślami. Kto ma mi w tym pomóc jak nie ona?!

agorafobia, choroba sieroca, DDD, DDRR, mieszane zaburzenia lękowe, nerwica lękowa, nerwica natręctw, osobowość anankastyczna, osobowość unikająca, osobowość zależna, socjofobia, zaburzenia adaptacyjne, zaburzenia depresyjne... cdn. ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KoratAle nie rozumiem takiego postępowania terapeutów, choć mi to tłumaczono, że "czynnikiem leczącym jest oddziaływanie grupy", dlatego terapeuci ingerują jak najmniej w to, co się dzieje.

To może niech chorzy sami się gromadzą w takie grupy, przynajmniej nie będzie trzeba płacić takim terapeutom za nicnierobienie.

Żałosne, co ma w ogóle dać pogadanka chorych osób w kółeczku. Każdy pokwęka co mu dolega i rozejdą się w swoją stronę. To tak samo jak w poczekalni u lekarza.

Heh dobry pomysł, może spotkajmy się gdzieś przy piwku popłaczmy i będzie git.

A tak btw "będzie lepiej" czy to nie ty jesteś założycielką tego tematu pt "Jakie suple żrecie i jak się czujecie". Dawno mnie tu nie było, nick kojarzę ale avek chyba nowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem dobrym przykładem nieskuteczności terapii. Chodziłem 3 lata i efekty są niewielkie. Moje główne problemy, czyli natręctwa, fobia społeczna i zaburzenia osobowości nie zostały rozwiązane. Według mojej byłej już terapeutki wielkich efektów nie należy oczekiwać od psychoterapii. Można tylko trochę usprawnić moje funkcjonowanie. Wcześniej myślałem, iż poprzednie terapie były nieskuteczne, gdyż były za krótkie. Najdłuższa z nich trwała rok, łącznie uczestniczyłem w 4 psychoterapiach. Trochę straciłem wiarę w skuteczność terapii. Może nurt mi nie podpasował (dwie pierwsze były psychodynamiczne, dwie kolejne humanistyczne)? Może terapia grupowa by coś więcej dała?

Wcześniej: Ramanujan, Robinho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Malarz cieni, mam bardzo podobne wrażenia po paru latach psychodynamicznej (druga terapia) i też myślę, że grupowa i żywszy kontakt z ludźmi dałyby więcej efektów. O ile wiem, to w terapii lecznicza jest więź z terapeut(k)ą. Jak sądzicie, ile czasu trzeba poświęcić na jej tworzenie, a kiedy lepiej stwierdzić, że nie warto takiej terapii ciągnąć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja byłam raz na psychoterapii i nigdy więcej. Kiedy z niej wyszłam czułam się jeszcze gorzej, cały czas płakałam i czułam się "zdeptana przez buta psychoterapeutki". Przez całą rozmowę miałam wrażenie, że ta kobieta uważa mnie za dziwadło. Kiedy rozmawiałam o uczuciach (nawet tych pozytywnych) czułam, że traktuje je niepoważnie. Może źle trafiłam, ale na pewno nie zdecyduję się pójść już do psychoterapeutki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zle trafilas-zdecydowanie.

szkoda ze to cie zniecheca do terapii, moze sprobuj jeszcze raz, poszukaj kogos z dobrymi opiniami.

 

ja trafilam b.dobrze.polecam terapie.ale w jej trakcie tez czesto plakalam, rozpacz, dno nawet mysli s.

ale to sa etapy ktore trzeba przejsc zeby bylo lepiej.i jest lepiej-tyle rzeczy sie u mnie zmienilo i nastawienie

przede wszystkim :smile:

chciałabym byc spokojna jak woda w jeziorze, tymczasem jestem jak wzburzone fale....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zlasu, jak długo chodzisz na terapię? Ja w zeszłym tygodniu rozpocząłem grupową i powiem Ci, że bardzo ciężko jest.

Ok. 4 lata. Widzę postępy, choć czasem mam wrażenie, że np. w temacie budowania relacji, nad czym ostatnio mocniej pracuję, utknąłem w jakimś punkcie, gdzie mi ta terapia więcej nie pomoże, a sam sobie nie poradzę. O grupowej myślę, bo może być okazją do przyjrzenia się brakowi ochoty do bycia w centrum uwagi:) A jak tam Twoje wrażenia z grupowej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zlasu, to bardzo długo już chodzisz. Moje wrażenia są takie, że chodzenie na grupę kosztuje mnie sporo nerwów. Mam problem z mówieniem przed grupą i jestem jedną z tych osób, która najmniej się odzywa. Na razie za 2 mną 2 sesje i jest to dopiero taki wstęp. Moja była terapeutka mówiła, że na pewne rzeczy ciężko będzie u mnie indywidualną pomóc, że być może grupowa będzie bardziej przydatna. W Twoim przypadku może być podobnie. Pytałeś terapeutę o tą formę pomocy?

Wcześniej: Ramanujan, Robinho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Malarz cieni To Twój pierwszy kontakt z grupową terapią?

Pytałem, mówiła że indywidualna lepiej działa przy pracy nad budowaniem więzi. Kiedyś dawno temu chodziłem też na grupową i miałem podobnie jak Ty, że publiczne gadanie było cholernie trudne i z reguły siedziałem cicho. Na początku roku byłem na paru warsztatach prowadzonych z grupką (przez zupełnie innego terapeutę) i widzę, że się trochę zmieniło. Z tej ekipy może będzie jakaś obsada na grupę terapeutyczną, więc ten temat za mną teraz łazi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zlasu, to bardzo długo już chodzisz. Moje wrażenia są takie, że chodzenie na grupę kosztuje mnie sporo nerwów. Mam problem z mówieniem przed grupą i jestem jedną z tych osób, która najmniej się odzywa. Na razie za 2 mną 2 sesje i jest to dopiero taki wstęp. Moja była terapeutka mówiła, że na pewne rzeczy ciężko będzie u mnie indywidualną pomóc, że być może grupowa będzie bardziej przydatna. W Twoim przypadku może być podobnie. Pytałeś terapeutę o tą formę pomocy?

 

Hej! :D Widzisz jedziemy na tym samym wózku:). To jest moja pierwsza terapia grupowa i ogólnie pierwsza terapia w życiu;). Moje wrażenia są/były super, bo kontakt z fajnymi ludźmi, na przerwach można sobie porozmawiać o pierdołach i się pośmiać. Dopóki nie musiałam na sesji wczoraj wypowiedzieć się o sobie i jak minął mój tydzień. Dodam, że swojej sesji jeszcze nie miałam. Dopiero za 2 tygodnie;). I co się ze mną działo? Osoba po której ja miałam odezwać gębę, zaczęła podsumowywać swój tydzień, na luzie, na spokojnie. A ja wiedząc, że za chwilę będę musiała przy grupie (przy której na przerwach czuje się super i na luzie) mówić, a tym bardziej przy terapeutach, poczułam gorąc na twarzy , ręce zaczęły mi drzeć i się pocić, w głowie total pustka, a w tle głupi śmiech, że kobieta przede mną opowiadała o poważnych sprawach związanych ze swoim zdrowiem i chorą tarczycą, a wyglądało to tak, że się z tego śmieje ;) . I co? Moje podsumowanie wyglądało tak, że śmiejąc się mało co powiedziałam, bo czułam spojrzenia wszystkich na sobie i nie mogłam wyluzować, powiedziałam coś szybko , krótko i podziękowałam, aby kolejna osoba mogła mówić. Wiem, że terapeuci widzieli moją somatykę na bank, bo jak sobie siedzą wyprostowani, to zaczęli się nachylać prawie że nade mną :P

 

Malarz cieni napisz jak Ty się czułeś podczas swoich dwóch sesji i czy miałeś problem z tym, że musisz się odezwać w grupie? Bo wspomniałeś, że masz fobie społeczną.

I pytanie do Was czy moje zachowanie może świadczyć o fobii społecznej czy to lęk przed wystąpieniami publicznymi? Bo jak by terapeuci wyszli z sali, to z tymi ludźmi nawet mogłabym imprezę przysłowiowo zrobić;) .

Ja nie wiem jak sobie poradzę na swojej sesji, którą będę miała za 2 tygodnie :mrgreen: To mnie paraliżuje, a nie chciałabym zrezygnować z terapii przez coś takiego. Poza tym, jeśli będę się bała odzywać na sesjach, to nic z terapii nie wyniosę i nie pomoże mi.

Czy ktoś miał podobny problem i jeśli tak to jak sobie z tym radziliście? ;)

Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_puppy_slaughter_loc/?bZXMgjb&signup=1&cl=10010551052&v=76652

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I pytanie do Was czy moje zachowanie może świadczyć o fobii społecznej czy to lęk przed wystąpieniami publicznymi? Bo jak by terapeuci wyszli z sali, to z tymi ludźmi nawet mogłabym imprezę przysłowiowo zrobić;) .

Jeżeli przyczyną tych reakcji są terapeuci a nie sama grupa, to ja bym w tym widział raczej jakiś lęk przed kimś u władzy, autorytetem, szefem, rodzicem. Tak w ogóle to wy na grupie możecie tak swobodnie wygłupiać się na przerwach? Jak ja na grupową chodziłem to terapeuci walczyli z tym jak mogli.

"Każdy, kto kiedykolwiek zbudował jakieś nowe niebo, znajdował moc do tego dopiero we własnym piekle."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje wrażenia są/były super, bo kontakt z fajnymi ludźmi, na przerwach można sobie porozmawiać o pierdołach i się pośmiać.

Ja w ogóle nie rozmawiam z nikim przed terapią i wcale nie uważam uczestników za ciekawych, może z 3 osoby na 9 darzą niewielką sympatią. Oni natomiast przed i po terapii sobie gadają jakby się znali bardzo długo, ja mam problem z rozmową nawet w sytuacji mniej oficjalnej niż sesja.

 

A ja wiedząc, że za chwilę będę musiała przy grupie (przy której na przerwach czuje się super i na luzie) mówić, a tym bardziej przy terapeutach, poczułam gorąc na twarzy , ręce zaczęły mi drzeć i się pocić, w głowie total pustka, a w tle głupi śmiech, że kobieta przede mną opowiadała o poważnych sprawach związanych ze swoim zdrowiem i chorą tarczycą, a wyglądało to tak, że się z tego śmieje ;) . I co? Moje podsumowanie wyglądało tak, że śmiejąc się mało co powiedziałam, bo czułam spojrzenia wszystkich na sobie i nie mogłam wyluzować, powiedziałam coś szybko , krótko i podziękowałam, aby kolejna osoba mogła mówić. Wiem, że terapeuci widzieli moją somatykę na bank, bo jak sobie siedzą wyprostowani, to zaczęli się nachylać prawie że nade mną :P

Ja nie mam takich objawów somatycznych, u mnie jest tylko i aż duże zdenerwowanie. Najgorzej jest przed wypowiedzią, często wychodzi, że mówię na końcu i jak wiem, iż moja kolej ma nadejść, to zaczyna się paraliż. W trakcie mówienie nie jest tak źle, ale słychać, że jednak wypowiadanie się sprawia mi trudność.

 

Malarz cieni napisz jak Ty się czułeś podczas swoich dwóch sesji i czy miałeś problem z tym, że musisz się odezwać w grupie? Bo wspomniałeś, że masz fobie społeczną.

Tak jak pisałem wcześniej bardzo się denerwuję, najgorzej jest tuż przed samą sesją. Wtedy mam stan przedzawałowy, już 2-3 dni wcześniej zaczynam się stresować. Bez pytania odzywam się na grupie bardzo rzadko, mimo iż czasem chciałbym coś powiedzieć. Czuję się, jakby ktoś zasznurował mi usta.

Wcześniej: Ramanujan, Robinho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja byłam raz na psychoterapii i nigdy więcej. Kiedy z niej wyszłam czułam się jeszcze gorzej, cały czas płakałam i czułam się "zdeptana przez buta psychoterapeutki". Przez całą rozmowę miałam wrażenie, że ta kobieta uważa mnie za dziwadło. Kiedy rozmawiałam o uczuciach (nawet tych pozytywnych) czułam, że traktuje je niepoważnie. Może źle trafiłam, ale na pewno nie zdecyduję się pójść już do psychoterapeutki.

Raz tzn. na jednej sesji tylko?

 

Wizyty u terapeuty to nie wizyty u cioci Halinki na imieninach. To profesjonalna sesja, na której można wiele dowiedzieć się wraz z upływem czasu o sobie, o swoich "deficytach" na różnym polu. Potem wyciąga się wnioski i pracuje się nad sobą, żeby w przyszłości radzić sobie z problemami. trudnymi sytuacjami, relacjami etc.

 

Uważam, że pochopnie wyciągnęłaś wnioski. Z każdej sesji na początku wychodzi się z gorszym samopoczuciem, ale tylko po to, żeby przepracować to, co trudne. Czasami pracuje się nad sobą na takich sesjach parę lat. terapia w nurcie Psychodynamicznym, żeby mogła dać efekty, to trzeba na nią uczęszczać minimum 2 lata.

 

Po jednej sesji nie można niczego powiedzieć, a tym bardziej zwalić wszystkiego na terapeutę. To ty idziesz na sesję ze swojej własnej nieprzymuszonej woli bo chcesz nad sobą pracować. Jeśli jest inaczej, jesteś nieprzekonana do terapii... uwierz... nie ma to najmniejszego sensu.

Tak jak wcześniej napisałam... terapia to nie głaskanie po główce. to ciężka, mozolna praca nad sobą pod okiem terapeuty. Terapia to plac budowy... na początku jest na nim bałagan... wszystko porozrzucane, cegły, zaprawa murarska. Pod koniec budowy... widać już porządek... fundamenty-najważniejsza podwalina, później pierwsza, druga kondygnacja budynku... wszystko po to, żeby zbudować na placu budowy mocny, na mocnym gruncie stojący nowy dom. Tym domem masz być Ty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pół roku temu udało mi się załapać na NFZtowską terapię na rusznikarskiej, czekałam nie dłużej niż dwa tygodnie. Byłam na dwóch sesjach, na trzecią nie przyszłam, ponieważ miałam mały kryzys, zadzwoniłam dzień później – na moje miejsce kogoś już przyjęto, dadzą mi znać, gdy zwolni się miejsce ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłem na dwóch sesjach narazie. Rozumiem, że to malutko i to nawet nie jest początek, ale jakoś nie bardzo wiem, jak ma mi pomóc ta forma leczenia. Nawet jeśli wywalę swoje problemy grupie, to co to da? A terapeuci prawie w ogóle się nie odzywają. Narazie jestem rozczarowany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A terapeuci prawie w ogóle się nie odzywają.

 

Bo nie mogą. Sami wiedzą, że to nie działa (a przynajmniej nie tak jak się powszechnie reklamuje), więc zasada jest, jeśli nie możemy pomóc to chociaż nie wyrządzajmy szkody. Generalnie chodzi o to żeby zrzucić z siebie ładunek emocjonalny. Jeśli ktoś tego nie potrzebuje, to nijak mu to nie pomoże.

Wszystko, czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A terapeuci prawie w ogóle się nie odzywają.

Bo nie mogą. Sami wiedzą, że to nie działa (a przynajmniej nie tak jak się powszechnie reklamuje), więc zasada jest, jeśli nie możemy pomóc to chociaż nie wyrządzajmy szkody. Generalnie chodzi o to żeby zrzucić z siebie ładunek emocjonalny. Jeśli ktoś tego nie potrzebuje, to nijak mu to nie pomoże.

U mnie jest tak, że terapeuta doszedł do grupy po paru spotkaniach i mało się odzywa. Terapeutka natomiast jest bardzo aktywna, zadaje sporo pytań. Osobiście preferuję aktywnych terapeutów.

Wcześniej: Ramanujan, Robinho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że krótko chodzę, bo dopiero drugi miesiąc na grupę trzydniową, ale szczerze mówiąc nie wiem w czym ta forma leczenia miałaby mi pomóc. Oprócz tego że pomaga świadomość, że inni mają podobne problemy, nie dostrzegam innych korzyści. I terapeuci faktycznie odzywają się niezwykle rzadko i dość enigmatycznie. To wydaje mi się nienajlepszą formą pomocy. Wolałbym, żeby brali aktywny udział w sesjach. Narazie jeszcze chodzę jednak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teksas, to pewnie jest terapia psychodynamiczna. Też kiedyś tak miałem na indywidualnej, że psycholog mało się odzywała. Zwróciłem jej na to uwagę i zaczęła być trochę bardziej aktywna. Myślę, że o tej małomówności warto porozmawiać z terapeutami. Mógłbyś też podzielić się z grupą tym, że masz wątpliwości co do skuteczności terapii grupowej w Twoim przypadku.

Wcześniej: Ramanujan, Robinho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×