Skocz do zawartości
Nerwica.com

Psychoterapia nie działa


KrzysztofT

Rekomendowane odpowiedzi

Taka symulacja dzieciństwa w gabinecie psychoterapeuty jest skazana na niepowodzenie: po pierwsze osoba w wieku dorosłym ma inną neurobiologę mózgu niż dziecko w wieku kilku lat, po drugie terapeuta nigdy nie będzie w stanie w pełni zasymulować rodzica...

 

A oto dlaczego

 

http://kwejk.pl/obrazek/2372137/szczery-psycholog.html

Faktycznie naukowa publikacja jest się nad czym zastanawiać :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zakwalikowałem się na co najmniej roczną psychodynamiczną terapię grupową. Miałem w pamięci jak dobrze mi szło na ostatnim oddziale dziennym kiedy to brałem akineton i bardzo aktywnie uczestniczyłem w sesjach.

Od co najmniej roku nie biorę akinetonu i nie jestem już tak pozytywnie nakręcony, i to odbiło się bardzo na tej nowej terapii, która trwa już pół roku. W skrócie mój proces terapeutyczny można opisać w kilku etapach:

1. Nadzieja na aktywne zajmowanie się problemami.

2. Walka o czas dla siebie.

3. Frustracja brakiem miejsca w grupie.

4. Rozczarowanie pełnieniem roli widza.

5. Myśli rezygnacyjne.

6. Zaklinanie rzeczywistości, próba wmawiania sobie, że będąc w cieniu też coś z tej terapii mam.

7. Zobojętnienie i bierność. Pogodzenie się z rolą w grupie.

....

Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Po pół roku skuteczność terapii szacuję na blisko 0%, chyba że postęp odbywa się w tempie niedostępnym dla mojej percepcji. Tęsknię za terapią indywidualną. Powiedziałem o swoich problemach na grupie mojemu lekarzowi i on też stwierdził, że dla mnie powinna być indywidualna. Czekam póki co 2 miesiące na telefon czy dostałem się na indywidualną poznawczo-behawioralną.

Jestem rozczarowany, bo gdy byłem na akinetonie, bardzo fajnie pracowało mi się w grupie 12 osób, a teraz jestem wycofany i zdominowany przez nich. Ale to nie tylko dotyczy mnie. Naliczyłem, że spośród 12 osób , 4 osoby zabierają około 90% czasu dwugodzinnej sesji.

8 osób praktycznie jest wyłączonych z udziału i tak od pół roku. Postawa terapeutek jest bardzo bierna, aktywność ograniczona do minimum, a problem dominacji 4 osób nad resztą grupy potraktowany pobieżnie i szybko zapomniany.

Myślę, że trzeba głośno powiedzieć o tym powiedzieć i nie robić z tego tematu tabu, że najzwyczajniej w świecie żeby odnosić korzyści z pewnych rodzajów psychoterapii trzeba mieć odpowiedni profil problemów i odpowiedni profil psychologiczny. Nie wstydźmy się o tym mówić, i nie dajmy sobie wmawiać że to my mamy problem że terapia na nas nie działa. Z całym szacunkiem, ale forma terapii również może mieć wady, które przeszkadzają jej być skuteczną.

Zresztą po głębszym zastanowieniu, jak ma mi pomóc taka terapia w której terapeutki praktycznie nie uczestniczą, a wymiana opinii toczy się pomiędzy grupą losowych zaburzonych osób bez wiedzy psychologicznej i zainteresowanych uzyskaniem prywatnych korzyści?

Co cię nie zabije, to uczyni niepełnosprawnym.

 

Ayahuasca

Psylocybina

LSD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 osób praktycznie jest wyłączonych z udziału i tak od pół roku. Postawa terapeutek jest bardzo bierna, aktywność ograniczona do minimum, a problem dominacji 4 osób nad resztą grupy potraktowany pobieżnie i szybko zapomniany.

(...)

Zresztą po głębszym zastanowieniu, jak ma mi pomóc taka terapia w której terapeutki praktycznie nie uczestniczą, a wymiana opinii toczy się pomiędzy grupą losowych zaburzonych osób bez wiedzy psychologicznej i zainteresowanych uzyskaniem prywatnych korzyści?

 

To jest jakaś chora sytuacja, wygląda na to że te terapeutki mają wyrąbane na was i siedzą tam by sobie odpocząć, czują się pewnie tam jakby oglądały telewizję. Taka bierna postawa jest karygodna, szkoda że nie wiem czy można to gdzieś zgłosić. Wg mnie taka terapia jest bez sensu, bo jak tylko 4 osoby dominują i gadają to jest wielce niesprawiedliwe. W dodatku jak chorzy ludzie mają sobie pomóc gadając o swojej bezradności, jedyne co to mogą sie postraszyć nawzajem i licytować kto ma gorzej. Wg mnie terapeutki powinny ruszyć dupę i nadawać jakiś kierunek tej terapii w sensie, żeby rozwiązywać problemy, a nie tylko siedzieć i przyzwalać na marnowanie i przegadywanie czasu. Myślę że te panie nie są w stanie kogokolwiek wyleczyć i proponuje żebyś dodał ich nazwiska do czarnej lekarzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Korat, to niestety nie jest wyjątek, jeśli chodzi o grupową. Nie mam zbyt dużego pojęcia o prowadzeniu takich terapii i tym, co pomaga w takiej formie leczenia. Ale nie rozumiem takiego postępowania terapeutów, choć mi to tłumaczono, że "czynnikiem leczącym jest oddziaływanie grupy", dlatego terapeuci ingerują jak najmniej w to, co się dzieje. Ja mam dość podobne, przykre wspomnienia z grupowej, choć bardzo bym chciała na taką iść, ale nie mam pojęcia gdzie jest inaczej. A nie mam ochoty tracić paru miesięcy na walkę z wiatrakami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Korat, masz rację trzeba o tym głośno powiedzieć...w grupie. Jeżeli czekasz aż terapeutki coś zrobią, żeby tobie i pozostałym osobom było dobrze, to się tylko sfrustrujesz...weź sprawę w swoje ręce i wyraź głośno swoje odczucia.

Gdyby ludzie realizowali swoje marzenia, szpitale psychiatryczne byłyby puste...

Czekając na cud frustrujemy się staniem w miejscu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zresztą po głębszym zastanowieniu, jak ma mi pomóc taka terapia w której terapeutki praktycznie nie uczestniczą, a wymiana opinii toczy się pomiędzy grupą losowych zaburzonych osób bez wiedzy psychologicznej i zainteresowanych uzyskaniem prywatnych korzyści?

Powiedz o tym na terapii głośno na grupie co Ci nie odpowiada.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KoratAle nie rozumiem takiego postępowania terapeutów, choć mi to tłumaczono, że "czynnikiem leczącym jest oddziaływanie grupy", dlatego terapeuci ingerują jak najmniej w to, co się dzieje.

To może niech chorzy sami się gromadzą w takie grupy, przynajmniej nie będzie trzeba płacić takim terapeutom za nicnierobienie.

Żałosne, co ma w ogóle dać pogadanka chorych osób w kółeczku. Każdy pokwęka co mu dolega i rozejdą się w swoją stronę. To tak samo jak w poczekalni u lekarza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam za sobą prawie 6miesieczną terapie grupowa na oddziale i tez wlasnie frustrowalem sie ze nie jestem ciagniety za jezyk,nie potrafilem sam zawalczyc o siebie na zajeciach.to czy grupa ma dzialanie lecznicze zalezy od skladu grupy.im bardziej podobne objawy u innych tym lepiej.

We Are The Champions 2017(L)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zresztą po głębszym zastanowieniu, jak ma mi pomóc taka terapia w której terapeutki praktycznie nie uczestniczą, a wymiana opinii toczy się pomiędzy grupą losowych zaburzonych osób bez wiedzy psychologicznej i zainteresowanych uzyskaniem prywatnych korzyści?

Powiedz o tym na terapii głośno na grupie co Ci nie odpowiada.

 

A grupa może sprawę przemilczeć... Co nie oznacza, że nie warto próbować. Ale jednak mówienie swoich odczuć na głos nie zawsze ma wyłącznie pozytywne następstwa. Nie każda grupowa jest dobra, nie każda grupowa jest dla każdego.

 

bedzielepiej, w niektórych przypadkach, np. na oddziałach dziennych, masz jeszcze dodatkowe zajęcia i wtedy to, co się przerabia na tych zajęciach też jakoś wpływa na grupę, grupa się zmienia, oddziałuje na swoich członków itd. ;) Ale nie wiem, bo zwyczajnie tego nie ogarniam, choć większość była usatysfakcjonowana udziałem (pierwsza terapia), więc widać komuś to jednak pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi tez terapia w ogole nie pomaga. Nawet nie rozumiem jak ona moze dzialac? Chadzam na DDa indywidualnie raz na 2 tygodnie, nie wiem czemu tak rzadko, ale terapia polega na opowiedzeniu co robilem ostatnio i tyle. Czytam o terapiach, o tych mocnych, trudnych przezyciach, o jakiejs drodze do swiata uczuc i emocji i sie dziwie? Bo ja nigdzie nie ide i nie przezywam zadnych emocji, generalnie po wyjsciu z ganinetu to nie pamietam o czym zesmy gadali. W sumie to mojego t chyba wkurza bo zawsze sie pyta na poczatek czy pamietam na czym skonczylismy, a ja nigdy nie pamietam. Dzisiaj zas ide do tego goscia i zas bedzie to samo. Ta terapia to raczej zamiast pomagac to rodzi frustracje i poczucie beznajdziejnosci. Zmienil bym go juz dawno, znam go 5 lat, ale u nas w miescie nie ma innego terapeuty za darmo. Tzn sa, ale tylko od uzaleznien.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zakończyłem swoją przygodę z psychoterapią około miesiąc temu. Przez pół roku chodziłem do kobiety, która miała mi przede wszystkim pomóc w wyjściu z nerwicy i dodaniu pewności siebie. Ani jedno ani drugie nie drgnęło. Jestem dosyć ciężkim chronicznym przypadkiem, w którym nawet leki nie przynoszą wielkiej poprawy. Pracowaliśmy w terapii schematu.

Generalnie jeżeli ktoś się zmaga z zaburzeniami lękowymi lub nerwicą natręctw to zaleca się kilkanaście sesji terapii behawioralno-poznawczej, w razie braku poprawy po kilkunastu sesjach zmień terapeutę lub nie chodź już do żadnego. Terapie głębokie, w tym psychodynamiczna nie są skuteczne w leczeniu zaburzeń lękowych - brytyjczycy w ostatnich wytycznych udowodnili, że terapia psychodynamiczna nie jest skuteczniejsza od broszur samopomocowych. Rzekoma skuteczność psychoanalizy wynika z faktu, iż 2/3 nerwic same ulegają złagodzeniu po upływie 2 lat ( stąd taki nacisk na kilkuletnią terapię w wydaniu terapeutów głębi).

W zasadzie terapia psychodynamiczna ma jedyne uzasadnienie w stosowaniu leczeń zaburzeń osobowości, ale to rozpoznanie jest zzbyt szeroko stosowane w etykietyowaniu ludzi, toteż często terapeuci ci leczą ludzi zdrowych, nadając mi etykietę zaburzenia osobowości, potem chwalą się skucesami w leczeniu skądinąd zdrowych ludzi.

Nie mam zaufania do terapii głębokich, w tym psychoanalizy i psychodynamicznej, ponieważ nie mają one żadnych naukowych podstaw. Ichni wyznawcy uważają swoje myśli za teorie naukowe, a są to conajwyżej hipotezy. Ichnie dyrdymały nie można jednak uważać za teorie naukowe, bo nie da się ich zweryfikować lub obalić empirycznie tak jak istnienie BOga (https://pl.wikipedia.org/wiki/Brzytwa_Ockhama)

 

Mi terapia nie pomogła ani w redukcji lęku, ani w zmianie postrzegania świata.

Klomipramina 225mg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tez mam wrażenie ze ta cala terapia to jakas sciema i może przyniesc wiecej szkody niz pożytku. Tyle sie naczytałam jak to wygląda a w rzeczywistosci przypomina to raczej rozmowe z srednio zainteresowanym gosciem. " o czym dzisiaj ?" rozwala mnie za kazdym razem. Chodzę tam już prawie rok ( minie 7 kwietnia) i za kazdym razem jest tak samo. Czuję ze sie nie rozumiemy, tak jakbym co tydzień przychodziła do kogoś zupełnie obcego. T. odwala fuszere, twierdzi ze wszystko zalezy ode mnie a ona może tylko siedziec i pic herbatkę. Rozmowa o niczym, Wtf ? Nie raz więcej daje mi rozmowa z przypadkowa osobą, niż z kimś kto ma pomagać :szukam: Przyszłam tam z bardzo mała nadzieja na coś dobrego a wychodzę z kompletnie pozbawiona sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może powinnaś zmienić terapeutę. Ja jestem ze swojej zadowolony. Właściwie to czekam na spotkania z nią. Cieszę się, że mogę powiedzieć komukolwiek o tym co mnie zjada. I wierzę w psychoterapię. I czytałem gdzieś ostatnio, że psychoterapia wpływa na chemię mózgu. Najgorsze w psychoterapii jest jednak to, że 95% pracy trzeba wykonać samemu, a spodziewałem się, że będzie inaczej. Że pani rozwiąże moje problemy i zaburzenia znikną. A tutaj to jednak jest ciężka praca z samym sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eh, mnie psychoterapia indywidualna w ogóle nie pomogła. Może to kwestia nieodpowiedniego terapeuty, a może mojego nastawienia. Jest mi przykro, że już moja druga terapia indywidualna musiała zostać zakończona. Decyzję podjęłam wspólnie z terapeutą. Szkoda mi już zdrowia na kolejną próbę. Terapie indywidualne doprowadziły mnie na skraj rozpaczy, na którym jestem nadal. Więcej szkód i bólu niż poprawy samopoczucia.

Cieszę się, że przynajmniej grupowa była cokolwiek warta.

"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"

(John Lennon)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WinterTea, czyli terapia jednak jakoś działa. To jest tak, że udaje się dokopać do źródła Twojego złego samopoczucia, tylko nie potrafisz nic z tą wiedzą zrobić, czy w ogóle niewiele udało Ci się odkryć i to Cię frustruje?

Zaczynam terapię po raz kolejny i też się zastanawiam, o co w tym wszystkim chodzi, z tym że na szczęście nie mogę powiedzieć, że poprzednie mi w ogóle nie pomogły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

my_name, Moja pierwsza terapia była totalną katastrofą, tak się załamałam, że skonczyłam na całodobowym w psychiatrycznym.

W przypadku drugiej poczułam dotyk nadziei, ale terapeuta nie chciał dalej prowadzić mojej terapii- i to mnie najbardziej drażni.

Takze stwierdzenie, że terapia nie na wszystko i nie dla każdego, jest moim zdaniem jak najbardziej prawdziwe.

Albo po prostu nie ten moment na terapię. Może kiedyś. Choć nie sądzę.

Dużą rolę w tym, czy terapia działa, czy też nie odgrywa wsparcie bliskich osób, bo z terapią wiąże się pojawienie bólu, złości, smutku i wielu innych, czasem skrajnych emocji. Ja nie mam nikogo, kto by mi pomógł przejść przez terapię, więc pewnie też dlatego nie pomogła.

"Szczerość może nie da Ci zbyt wielu przyjaciół, ale na pewno da Ci tych właściwych"

(John Lennon)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WinterTea, to dziwne, że nie chciał. A można wiedzieć, jak to uzasadnił?

Mam nadzieję, że ten najgorszy okres w terapii już z mną, bo na pocieszenie mogę się co najwyżej przytulić do kotka:) Musiałabym się zmienić pod wpływem terapii, żeby mieć takie bliskie osoby i tak koło się zamyka :bezradny: Największe szansa chyba w tym, żeby terapeuta stał się taką osobą, przynajmniej na miarę moich możliwości, ale tu oczywiście też mam opory. Pewnie dlatego wcześniej łatwo mi przychodziło rezygnowanie z terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ponieważ ani wierzę w psychoterapię ani mam z nią pozytywne skojarzenia*...

 

"mieć takie bliskie osoby i tak koło się zamyka :bezradny: Największe szansa chyba w tym, żeby terapeuta stał się taką osobą, przynajmniej na miarę moich możliwości"

 

M_n- czy to znaczy, że chciałabyś/oczekiwałabyś, aby terapeuta był dla Ciebie bliską osobą? Ja bym się bał takiego układu, ale to moje prywatne zdanie. Terapeuta ma być, wg mnie, chłodnym obserwatorem, moderatorem, komentatorem, który w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie prowadzi lub udaje, że prowadzi. Obawiam się, że przy układzie "bliski terapeuta" zbyt szybko pojawił by się fałsz, złudne nadzieje i oczekiwania, nierówne relacje ze poczuciem odrzucenia na końcu. To jest "lekarz", a nie przyjaciel czy przytulanka.

 

* taka kwadratura koła, oparta na doświadczeniu. Kiepskie nastawienie już od początku terapeutę stawiają na przegranej pozycji. A w momencie, gdy miesiąc kosztuje dobrych parę stów, a o pierwszych efektach ani widu ani słychu, niechęć się pogłębia. A im większa niechęć, tym mniejsza wiara w końcowy sukces... a im mniejsza wiara...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mezus, też mam takie myśli, ale stwierdziłam, że mi nie ubędzie, jak będę lubić kogoś kto jest ważniejszy dla mnie niż ja dla niego. Wiem, że to nie jest to samo, co relacje poza terapią i nie zamierzam o tym zapominać. Jak się skończy terapia, to będzie mi smutno, ale od tego się nie umiera i po jakimś czasie przechodzi. W sumie nie mam powodu czuć się odrzucona, jeśli takie są reguły, a nie jakieś widzimisię. Takie są założenia, a co wyjdzie w praktyce, to się dopiero okaże:) No i może takie myślenie też jest chore. Już uważam za efekt uboczny psychoterapii to, że zbyt często się zastanawiam, czy to co robie i myślę jest normalne :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałem (nie)przyjemność spotkać w swoich problemach kilku terapeutów (?)..

Każdy z polecenia, każdy w ładnymi kolorowymi dyplomami na ścianach, każdy słono ceniący swój czas.

 

Pierwsza, dobrych dwadzieścia lat temu, właścicielka potężnej "fabryki" więcej czasu poświęcała na personel i sprawy administracyjne swojego przybytku. Po kilku spotkaniach dałem sobie spokój- później miała sprawę, za wystawianie lipnych papierów :twisted:

 

Druga- kilka lat temu zrobiła dość głupią rzecz, która jak się poniewczasie dowiedziałem jest od strony zasad nie do przyjęcia. Wiedziałem, że jednocześnie spotyka się z moją żoną, która po śmierci ojca nie mogła się pozbierać. Tyle, że wyszedł z tego groch z kapustą, gdzie nie bardzo było wiadomo z kim-o czym- dlaczego rozmawia. Ja przychodziłem z moimi problemami, aby przegadać całą sesję o dołach mojej żony. I dla odmiany- nader często miast rozmawiać o traumie mojej żony, rozmawiały o moich lękach. Nic mądrego z tego nie wyszło- zwłaszcza, że odkąd zaciągnęła kredyt hipoteczny, nie mogliśmy się opędzić od propozycji kolejnych terminów spotkać- najlepiej codziennie...

 

Trzecia- ja wiem, z dokładnością 99 % na czym polega mój podstawowy problem. A przy spotkaniach z tą terapeutką, przez kilka miesięcy przerabialiśmy dzieciństwo i okres nastoletni. Gdzie co prawda jest początek moich problemów, ale uznałem, że zanim ogarniemy następne dekady i ewentualnie do czegoś zaczniemy dochodzić, będę musiał kredyt wziąść :why: Jeśli dobrze pamiętam, tydzień w tydzień 180 zł/godzina. Poddałem się...

 

Czwarta, która miała plan. Rozpisany niemal co do każdego uderzenia serca i oddechu. Plany, tabelki, cele, metody- nie było istotne, z czym na bieżąco przychodzę, ważniejsze było, czy "zadanie domowe" wykonałem. Miałem napisać "wypracowanie", to tematem spotkania było wypracowanie- całkowicie nie miało znaczenia, czy jest coś ważniejszego do omówienia. A, że dodatkowo był standardowo problem z zaparkowaniem samochodu, to... podziękowałem.

 

Moja lek. psychiatra, do której od wielkiego dzwonu chodzę, sama przyznała, że ja w najmniejszym nawet stopniu nie jestem klientem na psychoterapię. I w sumie sama proponuje mi tabletki, widząc że w taki syf wierzę- szkoda, że jeszcze na działające w sposób porządny nie trafiliśmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ponieważ ani wierzę w psychoterapię ani mam z nią pozytywne skojarzenia*...

 

"mieć takie bliskie osoby i tak koło się zamyka :bezradny: Największe szansa chyba w tym, żeby terapeuta stał się taką osobą, przynajmniej na miarę moich możliwości"

 

M_n- czy to znaczy, że chciałabyś/oczekiwałabyś, aby terapeuta był dla Ciebie bliską osobą? Ja bym się bał takiego układu, ale to moje prywatne zdanie. Terapeuta ma być, wg mnie, chłodnym obserwatorem, moderatorem, komentatorem, który w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie prowadzi lub udaje, że prowadzi. Obawiam się, że przy układzie "bliski terapeuta" zbyt szybko pojawił by się fałsz, złudne nadzieje i oczekiwania, nierówne relacje ze poczuciem odrzucenia na końcu. To jest "lekarz", a nie przyjaciel czy przytulanka.

 

* taka kwadratura koła, oparta na doświadczeniu. Kiepskie nastawienie już od początku terapeutę stawiają na przegranej pozycji. A w momencie, gdy miesiąc kosztuje dobrych parę stów, a o pierwszych efektach ani widu ani słychu, niechęć się pogłębia. A im większa niechęć, tym mniejsza wiara w końcowy sukces... a im mniejsza wiara...

 

Mezus... taka moja sugestia i przemyślenie sprawy...

 

Osoba, która trafia na terapię ma swoje oczekiwania, każda osoba inne. Jeśli akurat, w danym etapie życia brakuje komuś tej bliskiej osoby... pacjent ma takie oczekiwaniawzględem terapeuty. W wielu przypadkach, żeby nie napisać, że w każdym... pacjenci traktują terapeutów na zasadzie przeniesienia, nieświadomie jak matkę, ojca, inną osobę bliską.

Dopiero w końcowym etapie psychoterapii, po wielu miesiącach pacjent może traktować terapeutę jak specjalistę. Chociaż tak jak napisałam wcześniej... nie zawsze tak jest. Nie jest to ani źle, ani dobrze. Na podstawie takich przeniesień terapeuta zyskuje wiele cennych informacji o pacjencie, wtedy wie, gdzie tkwi problem. Temat rzeka :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×