Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nie odczuwam potrzeby rozmowy z ludzmi


kanika_

Rekomendowane odpowiedzi

Ja na początku bałam się pisać, bo bałam się oceny innych, tego że ktoś mi napisze w odpowiedzi, że tutaj nie pasuję i mam spadać, bałam się nawet tego, że ktoś nie zgodzi się z moim zdaniem, że zostanę wyśmiana. Pamiętam, jak z nerwami otwierałam forum i patrzyłam, czy ktoś odpowiedział na to co napisałam. Teraz im więcej pisze, tym więcej nabieram pewności siebie i już się nie boję, że ktoś napisze coś co mi się nie spodoba. W realu wśród znajomych też nie mam dużych problemów z wyrażaniem opinii, jednak jeżeli chodzi o "osoby z autorytetem" typu wykładowcy, to mam z tym spore problemy, bo po prostu w stosunku do nich czuję się małym człowieczkiem, z bardzo mąłym rozumkiem. Mam nadzieję, że kiedyś również tego uczucia się pozbędę. Patrzę z podziwem na osoby, które potrafią na luzie i o wszystkim rozmawiać z wykładowcami, ja niestety jeszcze tego nie umiem. Może kiedyś...

dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie miałam problemów jeśli chodzi o rozmowę z innymi.

Ja wręcz to kocham ! Nawiązywanie nowych znajomości, żart, uśmiech.

Przecież człowiek potrzebuje drugiego człowieka.

 

A co do tych autorytetów.

Czuję ogromny szacunek, ale taki wykładowca jest takim samym człowiekiem jak i ja ;)

“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co do tych autorytetów.

Czuję ogromny szacunek, ale taki wykładowca jest takim samym człowiekiem jak i ja ;)

 

Człowiek z fobią społeczną i niskim poczuciem własnej wartości niestety tak ma, że czuje strach przed kontaktami z innymi ludźmi. Wykładowca jest takim samym człowiekiem, ale przez moją chorobę wydaje mi się, że jestem od niego gorsza i że robię lepiej nie odzywając się niż mówiąc coś, czym bym się zbłaźniła. K. niestety zdrowy człowiek nie jest w stanie do końca zrozumieć, co czuje ktoś taki jak ja. Pewnie nie czytałaś moich dawniejszych postów, tak w skrócie miałam ciężkie dzieciństwo, ojciec cały czas mnie poniżał, mówił i udowadniał mi, że jestem do niczego. Stąd się wzięło niskie poczucie własnej wartości. Teraz jest o niebo lepiej, m.in. dzięki studiom, ale z pewnymi rzeczami (właśnie z rozmową z wykładowcami) radzę sobie jeszcze nie najlepiej. Ale i tak dziękuję Bogu za to, że tak dużo osiągnęłam. Inni mają znacznie gorzej.

Co do poznawania nowych ludzi, to nie mam z tym większego problemu, oczywiście trochę czasu musi minąć zanim komuś zaufam chociaż trochę, a jak wyczuję, że osoba jest nieszczera, to trzymam na dystans, jednak rozmawiam i nie daję jej mocno odczuć, że coś jest nie tak. Gorzej jak w towarzystwie jest kilka takich osób, to mam skłonność do wyłączania się, czyli nic nie mówię i myślami uciekam gdzie indziej, zdarza mi się to b. żadko, tylko jak mam gorszy dzień, a te mam już żadko.

dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

luthien, oj nie nie, ja rozumiem takie osoby doskonale !

Ja czasem po prostu piszę o sobie, a może nie powinnam, bo przecież przyszłam tutaj aby komuś dać iskierkę nadziei, a nie mówić o swoich odczuciach.

Ale zdrowe osoby także tak mają, także nie potrafią rozmawiać, boją się.

Ja zawsze byłam wysyłana do nauczycieli, na akademie, wszędzie gdzie tylko trzeba było zabrać głos w większym gronie, bądź ze starszymi osobami, bo 'miałam gadane i potrafiłam w kwiatki ubrać' ..

 

Podziwiam Ciebie za Twoją wytrwałość, jesteś naprawdę pięknym przykładem na to, że silna wolna człowieka nie może nad nim zawładnąć, a on nad nią, gratuluję :smile:

“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki K.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem bardzo silna, bo mało kto bez pomocy innych przetrwałby w jednym kawałku to co ja w życiu przeszłam. Nie chcę się nad sobą użalać, bo wiem, że inni mają gorzej.

Ja mam gadane w gronie znajomych, bo czuję się po prostu bezpiecznie, z obcymi też już rozmawiam bez większych problemów, tylko z tymi autorytetami mam problem. Najlepszym przykładem na to była moja matura, z pisemnego polskiego mocne 4, a z ustego ledwo 3 :mrgreen: Moja polonistka całe liceum się dziwiła, bo prace pisemne zawsze pisałam na 4-5, ona strasznie lubiła je czytać, zawsze mnie wyróźniała, a odpowiadanie 1, zawsze z marszu rezygnowałam i mówiłam, że jestem nieprzygotowana, chociaż przeważnie byłam, ale strach mi nie pozwalał. Ona nie mogła tego zrozumieć. Ja też wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak jest tego przyczyna.

dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

znam to uczucie..meczarnia przychodzi w porze obiadu zwana tutaj pora lunchu kiedy ekipa siada do jednego stolu ..30 min przymusowego sluchania jap jap jap puls koniecznosc odpowiadania na niezliczone pytania, wymuszona konwersacja i ignorowanie faktu ze ja mam juz objawy smierci klinicznej..ciekawa strona depresji ostry towarzystwowstret i nadwrazliwosc na halas :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też to znam... znajomi chyba zaczynają juz myśleć, że jestem gburowata i że ich nie lubię. przynajmniej ja bym tak pomyslała. ale ja naprawdę nie wiem o czym miałabym z nimi rozmawiać i po co. w ogole mnie nie interesuje co do mnie mowią. co mnie to obchodzi? jestem jedynaczką, do niedawna mieszkałam z rodzicami dla ktorych dobre dziecko to dziecko ciche. potrafię całymi dniami milczeć...

 

boje sie czasem, że jak tak dalej pójdzie to wpadnę w jakąś fobię społeczną czy cos w tym stylu i całkiem się zamkne w sobie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"boje sie czasem, że jak tak dalej pójdzie to wpadnę w jakąś fobię społeczną czy cos w tym stylu i całkiem się zamkne w sobie"

 

to ja już chyba wpadłam, mam wrażenie że mogłabym własne życie spędzić w 4 ścianach z dala od wszytkich pretensji tego świata :evil:

Can as well die if cannot fly

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też to znam... znajomi chyba zaczynają juz myśleć, że jestem gburowata i że ich nie lubię. przynajmniej ja bym tak pomyslała. ale ja naprawdę nie wiem o czym miałabym z nimi rozmawiać i po co.

w ogole mnie nie interesuje co do mnie mowią. co mnie to obchodzi?

 

Skąd to znam, ale jeśli chodzi o mnie nie jestem jedynakiem, mam młodszą siostrę o 6 lat. Do tego zawsze byłem osobą mało rozmowną, co do znajomych ta zostao ich dwóch :twisted:

 

[ciekawostka]

Gdy byłem niemowlakiem sprawdzali czy jeszcze żyje, bo panowała cisza jak w grobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez mam z tym ogromny problem. Zawsze byłam osobą małomówną,wycofaną a odkąd zaczęłam chorować 10 lat temu zamknęlam się w sobie do tego stopnia,że czasem mam wrażenie ze juz nie potrafię normalnie rozmawiać,że nie potrafię normalnie egzystowac wśród ludzi.Żyję wśród swoich 4 scian...wypełzam na siusiu i papu.Babcia u której mieszkam jest dla mnie zupełnie obcą osoba i vice versa.Matka też nic o mnie nie wie.Imprezy rodzinne są dla mnie męczarnią.Wszyscy weseli,ożywieni a ja siedzę jak ten kołek i nawet nie potrafię się odezwać...boję sie ośmieszenia,a poza tym po prostu mi się nie chce...w takich momentach najlepiej znikam w swoim pokoju.Czuję się jak jakies dziwadło.Czy jak kiedys założę swoją rodzinę też będę taka?...czy nie będę rozmawiać ze swoim mężem,dziećmi? męczy mnie to a nawet ze swoim psychiatra nie potrafię o tym porozmawiac :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Potraficie chyba sobie wyobrazić jaką męczarnię przeżywam na wszelkich "dobrowolno-przymusowych" imprezach szkolnych. Ale i tak nie przepadam za tym towarzystwem klasowym (w większości), więc po co się mam pchać tam gdzie mnie nie chcą.

"Tatusiu, jaki jest sens życia?"

"Zaraz będą <> to się dowiesz!" :-D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Potraficie chyba sobie wyobrazić jaką męczarnię przeżywam na wszelkich "dobrowolno-przymusowych" imprezach szkolnych. Ale i tak nie przepadam za tym towarzystwem klasowym (w większości), więc po co się mam pchać tam gdzie mnie nie chcą.

 

Ojj potrafie mnie nie bardzo gdziekolwiek chca jak widza jak sie rozsypuje ale mimo to przychoche (np, studniowka) bo wierzylam ze cos jeszcze naprawie ale okazalo sie ze oni mnie ignorowali wiec ja nie bede z nimi rozmawiac nawet nie mam ochoty ... tak jak dzis na rodzinnym spotkaniu. Jestem sama i dobrze mi z tym .. do pewnego czasu :roll:

Zbudź się, motylu -

Późno, całe mile

Są przed nami.

 

Basho Matsuo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pamiętam jak ja nie chciałem z nikim rozmawiać. To wynika z tego, że oni są w zupełnie innym świecie a nasz tok myślenia to "co oni wiedzą; nic nie rozumieją" i gdzieś jeszcze wewnątrz zazdrościmy innym szczęścia. Prosty mechanizm, który powoduje że odechciewa się nam ze wszystkimi gadać.

 

Moja rada, to zacząć terapię dla tych co jeszcze nie zaczęli a dla tych co zaczęli i nie widzą skutków to przyłożyć się do tej terapii :!::!:;) bo to na prawdę ważne. Ja się trochę postarałem leki dobrałem, 3 miechy już nie potrzebuje psychologa/psychiatry sam jadę robię to co kiedyś robiłem i lubiłem gadam z ludźmi cały czas układam moje puzzle, moje życie. Kontakty z tatą się znacznie poprawiły, zaraził mnie nawet jego hobby ;) Jeden tylko wkurzający mnie fakt to to, że leki będę brał przez parę lat :shock: bo to stabilizatory nastroju. Anyway przykładać się do terapii i rozwiązywać problemy ;) . Ci którzy nie zaczęli to warto o tym pomyśleć, bo ludzie chorzy jak my nie rozumują logicznie zazwyczaj ;) a osoba zdrowa i owszem więc jest w stanie nam pomóc zwłaszcza jak się na tym zna. Więc jazda po pomoc, raz, dwa, trzy ;):mrgreen::mrgreen:

 

Ps. Pozdrawiam starych znajomych hehe :) i tych nowych też.

...to tylko kolejne rozwiązanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ha, no tak. Lubię rozmawiać z ludźmi, ale nie lubię być "przytrzymywana" zbyt długo. Robię to przelotem, potem lecę dalej, mogę pogadać z kimś innym, ale tylko wtedy, gdy to "czuję". Kiedy mnie ktoś zaskoczy, i wiem że rozmowa potrwa zbyt długo, np. gdy ktoś mnie odwiedza. Muszę się dobrze nastawić i może być przyjemnie. NIe lubię niespodzianek, potrzbuję chwili, by się nastawić na dłuższą gadkę, a czasem potem mówię, że jestem śpiąca, jeśli jest już "późna" godzina. No cóż, zależy kto to jest. Jeśli ktoś mnie dobrze zna, to wie, jak działam. MOgę opowiadać historie, dobrze prowadzić konwersację, a czasem siedzieć i słuchać lub siedzieć i nie słuchać. Natomiast okropnie nie cierpię telefonów. A właśnie będę musiała zadzwonić, gdzie rozmowa potrwa minutę, a mnie to tak dobija. Mam jakąś dziwną przypadłość - nie dzwoń, napisz!

"Trzeba mieć w sobie jeszcze chaos, by móc zrodzić tańczącą gwiazdę." ~ Friedrich NIetzsche

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze mam na sobie słuchawki i słucham czegoś, co pozwoli skupić mi się na zakupach i dobrze czuć się, gdzie wszędzie są krzykliwi ludzie. Udało mi się w ten sposób uniknąć zaczepek mojego sąsiada, choć nie zawsze, bo potrafi do mnie machać, że chce koniecznie porozmawiać, ale z nim się nie da skończyć rozmowy, nawet w biedronce. Często go widzę. Ostatnio też znajomy, którego ledwo kojarzy zaczyna ze mną gadkę po raz drugi, choć mu powiedziałam, że nie mam czasu. Za drugim razem przytula mnie i pyta czego tak ciągle słucham w tych słuchawkach. No tak, dość delikatnie powiedziałam, żeby odszedł. Słuchawki zatykają mi uszy, bo ci ludzie są natarczywi, nawet obcy. NIe chcę ich słyszeć. Porozmawiam tylko wtedy, gdy mam ochotę. Może w ten sposób narażam się na samotny tryb wychodzenia z domu. To jednak ja i mój styl życia/funkcjonowania.

"Trzeba mieć w sobie jeszcze chaos, by móc zrodzić tańczącą gwiazdę." ~ Friedrich NIetzsche

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam różnie raz lubię raz uciekam, bo marze tylko o słuchawkach i świętym spokoju i nie chce z nikim wracać np skądś i gadać, tylko sama. generalnie jestem wygadana w miarę i z łatwością nawiązuje rozmowę, ale jej podtrzymywanie strasznie wyczerpuje mi baterie, nawet jak rozmowa nie jest wymuszona jakos bardzo i mnie ciekawi, chyba że jest to b bliska mi osoba. Kiedyś sobie wkręciłam fazę, że z jakaś osoba nie będę mieć tematów i strasznie mnie to stresowało, zaczęłam to mocno analizować, nie wiem czemu bo raczej właśnie większych problemów z gadka nie miałam. Czułam na sobie ciężar że to ja mam sprawić że rozmowa jest fajna i się klei. Później mi przeszło, stwierdziłam że obowiązek leży po obu stronach, z jednymi ma się większe flow z innymi mniejsze i to nie jest jakiś problem.
Lubię rozmawiać jak mam jakiś temat, nie lubię small talków i takiej ‚obiadowej’ gadki z randomami w pracy, przerwa jest moja, bo i tak czuje się przebodzcowana zazwyczaj.

Edytowane przez lily was here

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, lily was here napisał(a):

Kiedyś sobie wkręciłam fazę, że z jakaś osoba nie będę mieć tematów i strasznie mnie to stresowało, zaczęłam to mocno analizować, nie wiem czemu bo raczej właśnie większych problemów z gadka nie miałam. Czułam na sobie ciężar że to ja mam sprawić że rozmowa jest fajna i się klei. Później mi przeszło, stwierdziłam że obowiązek leży po obu stronach, z jednymi ma się większe flow z innymi mniejsze i to nie jest jakiś problem.

Długo mi zajęło dojście do tego wniosku, bywało, że czułam na sobie ciężar rozmowy, że to ja mam zabawiać, a wcale wygadana nie jestem, najchętniej całe życie bym milczała. Zależało mi do tego stopnia na rozmowach bez krępującej atmosfery, że ćwiczyłam w domu, zgłębiałam tematy, raz nawet obejrzałam jakiś poradnik dotyczący small talków. A ile było analizowania każdego gestu, słowa, mimiki po nocach... A ile krzywdy wyrządzonej sobie, bo mogłam coś powiedzieć inaczej, bo ktoś mnie ocenił nie tak, jak bym chciała, bo ktoś tak zakręcił rozmową, że poczułam się, jakby mnie zdeptano obsranym butem. Jak dobrze, że mam to za sobą i nie przejmuję się już czymś tak głupim. Teraz jakkolwiek nie wypadnę przed kimś, nie myślę o tym, nie interesuje mnie jego zdanie, wręcz za każdym razem mam ochotę zrobić coś nieprzewidywalnego, dziwacznego, żeby wyłamać się z tego NPC-owego dialogu.

4 godziny temu, lily was here napisał(a):

Lubię rozmawiać jak mam jakiś temat, nie lubię small talków i takiej ‚obiadowej’ gadki z randomami w pracy, przerwa jest moja, bo i tak czuje się przebodzcowana zazwyczaj.

A to jest najgorsze. Nie wiem, co mają w głowach ludzie, którzy podchodzą i zaczynają rozmowę, gdy akurat jesz i masz te 20 min przerwy wyłącznie dla siebie. Każdy potrzebuje chwili na podładowanie baterii. Przez takich ludzi łazienki są dłużej zajęte.

 

Mnie ogółem wszystkie rozmowy męczą i zawsze tak było. Nawet przestałam lubić słuchać innych, często mam wrażenie, że o wszystkim, co do mnie mówią, już słyszałam, wszystko wiem, a ich życiowe historie nie są dla mnie za ciekawe.

Edytowane przez czarna rzodkiew

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

28 minut temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Długo mi zajęło dojście do tego wniosku, bywało, że czułam na sobie ciężar rozmowy, że to ja mam zabawiać, a wcale wygadana nie jestem, najchętniej całe życie bym milczała. Zależało mi do tego stopnia na rozmowach bez krępującej atmosfery, że ćwiczyłam w domu, zgłębiałam tematy, raz nawet obejrzałam jakiś poradnik dotyczący small talków. A ile było analizowania każdego gestu, słowa, mimiki po nocach... A ile krzywdy wyrządzonej sobie, bo mogłam coś powiedzieć inaczej, bo ktoś mnie ocenił nie tak, jak bym chciała, bo ktoś tak zakręcił rozmową, że poczułam się, jakby mnie zdeptano obsranym butem. Jak dobrze, że mam to za sobą i nie przejmuję się już czymś tak głupim. Teraz jakkolwiek nie wypadnę przed kimś, nie myślę o tym, nie interesuje mnie jego zdanie, wręcz za każdym razem mam ochotę zrobić coś nieprzewidywalnego, dziwacznego, żeby wyłamać się z tego NPC-owego dialogu.

I mnie podobnie wyglądała ta droga oduczania się zabawiania ludzi, a w domu cała reszta dnia polegała na analizie tego. Przecież większość ludzi gada o niczym, więc nara!

28 minut temu, czarna rzodkiew napisał(a):

ich życiowe historie nie są dla mnie za ciekawe.

Bo nigdy nie mają nic nowego do powiedzenia. Większość ludzi, których słucham w pracy opowiada ten sam żart od roku lub te same heheszki i historyjki i reszta się śmieje, a ja stoję że skwaszoną miną i odchodzę 

Edytowane przez Niewkopomonowana

"Trzeba mieć w sobie jeszcze chaos, by móc zrodzić tańczącą gwiazdę." ~ Friedrich NIetzsche

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, lily was here napisał(a):

Ja mam różnie raz lubię raz uciekam, bo marze tylko o słuchawkach i świętym spokoju i nie chce z nikim wracać np skądś i gadać, tylko sama. generalnie jestem wygadana w miarę i z łatwością nawiązuje rozmowę, ale jej podtrzymywanie strasznie wyczerpuje mi baterie, nawet jak rozmowa nie jest wymuszona jakos bardzo i mnie ciekawi, chyba że jest to b bliska mi osoba. Kiedyś sobie wkręciłam fazę, że z jakaś osoba nie będę mieć tematów i strasznie mnie to stresowało, zaczęłam to mocno analizować, nie wiem czemu bo raczej właśnie większych problemów z gadka nie miałam. Czułam na sobie ciężar że to ja mam sprawić że rozmowa jest fajna i się klei. Później mi przeszło, stwierdziłam że obowiązek leży po obu stronach, z jednymi ma się większe flow z innymi mniejsze i to nie jest jakiś problem.
Lubię rozmawiać jak mam jakiś temat, nie lubię small talków i takiej ‚obiadowej’ gadki z randomami w pracy, przerwa jest moja, bo i tak czuje się przebodzcowana zazwyczaj.

Edytowane 4 godziny temu przez lily was here

Ja czasem lubię porozmawiać z kim z fajną energia dla mnie, gdy jestem w jakimś mniejszym sklepie czy na targu. Z obcymi nie gadam, bo.nie czuję potrzeby. Mogę być rozgadana, i jestem lrzewaznke, gdy mam dobry dzień lub wśród bliskich. W pracy też, ale to wszystko zależy od dnia i w jakim stopniu akceptuję ludzi na niższym.poziomie intelektualnym..gdy mam to gdzieś, to coś gadam i czasem jest to dość ekscentryczne i wtedy zapada ta cudowna cisza i wiem, że wtedy oni mają w głowie: o co jej chodzi. Milczą, kuoiją i się oddalają. Umiem sprzedać, znam tebtriki na pamięć i jestem dość życzliwa. Chyba, że ktoś mnie wkurzy, no to ja go te wkurzam, ale lepiej olać tę osobę..ja to bardziej zaboli 😆small talki są okropne. Nie umiem w to, ani nie chcę.

"Trzeba mieć w sobie jeszcze chaos, by móc zrodzić tańczącą gwiazdę." ~ Friedrich NIetzsche

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Długo mi zajęło dojście do tego wniosku, bywało, że czułam na sobie ciężar rozmowy, że to ja mam zabawiać, a wcale wygadana nie jestem, najchętniej całe życie bym milczała. Zależało mi do tego stopnia na rozmowach bez krępującej atmosfery, że ćwiczyłam w domu, zgłębiałam tematy, raz nawet obejrzałam jakiś poradnik dotyczący small talków. A ile było analizowania każdego gestu, słowa, mimiki po nocach... A ile krzywdy wyrządzonej sobie, bo mogłam coś powiedzieć inaczej, bo ktoś mnie ocenił nie tak, jak bym chciała, bo ktoś tak zakręcił rozmową, że poczułam się, jakby mnie zdeptano obsranym butem. Jak dobrze, że mam to za sobą i nie przejmuję się już czymś tak głupim. Teraz jakkolwiek nie wypadnę przed kimś, nie myślę o tym, nie interesuje mnie jego zdanie, wręcz za każdym razem mam ochotę zrobić coś nieprzewidywalnego, dziwacznego, żeby wyłamać się z tego NPC-owego dialogu.

Też tak miałam z tym analizowaniem że coś palnęłam (a jakoś inni zawsze coś palna i maja to gdzieś). Ja to wyeliminowałam praktycznie do zera ale też bardzo się kontroluje w rozmowach z randomami żeby np się za mocno nie zwierzać. Zdystansowałam się i nie robię że swojego zycia prywatnego cyrku dla podtrzymania rozmowy z randomem i fajerwerków choć potrafię komicznie o sobie opowiedzieć 😄

Edytowane przez lily was here

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×