Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

sebastian86 powiem Ci, że już nie mam na siebie za bardzo pomysłu. Miałem w życiu kilka psychoterapii zarówno grupowych jak i indywidualnych, przyjmuję regularnie leki i nic mi to nie pomogło na opisane w moim poprzednim poście objawy. To takie życie na siłę, niemal zero szczerej radości i zadowolenia ... To właśnie te objawy spowodowały, że moje życie zawodowe i osobiste legło w gruzach i mam obecnie taką a nie inną sytuację życiową.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

natrętek, wlasnie zycie na sile.idealne okreslenie,nie ma luzu i lekkosci egzystencji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Napisze to tutaj bo wszędzie indziej nikt nie odpowiada. Otóż czy zaburzenie osobowości paranoicznej leczy się tylko ssri skoro z tego co słyszałem występują urojenia? Dlaczego nie daję się neuroleptyków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

- wiecie co zabiło logika ?

- ???

- logika

 

Hahaha, logika zabiła logika :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brak uczuć to mój mechanizm obronny, jestem tego pewna, po prostu się odcinam, bo jest źle i nie chcę w tym uczestniczyć, to jakiś skrajny dystans, brak uczestnictwa. Nie wiem jak z tym walczyć. Myślałam że już wracam do siebie, że wystarczy że się oswoję z emocjami powoli, nauczę się sobie z nimi radzić, ale nie umiem, znowu się odcinam, to takie strzępkowe, ale wyraźne. To jest totalnie bez sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Guzik , bo to niestety wraca :(. jak pisalam wczesniej ja tez mialam epizody odcinania sie. nawet udawalo mi sie przytrzymac na dluzej emocje, ale potem znow tracilam it ak w koło macieju. Ja odcielam sie, bo smutku nie chcialam czuc ani zlosci + moze inne rzeczy jak zaburzenia hormonalne itd. można pogłębvić uczucia, ale niekiedy to wraca./ przerabiałam 2 krotnie. teskno (tak na rozum). brak poczucia bezpieczenstwa chyba bedzie sie ciagnal.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja rozpacz czuje. ból, pustke. tylko nic dobrego:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co u was ludziska ???

 

stonka nic nie lepiej?u mnie różnie raczej walka ale też błędy i błędne koło

typu depresja - lepiej - zaburzenia osobowośći - depresja

 

i tu jest sedno u mnie i koło macieja i mnie to wkurza

 

znam sie bardzo dobrze znam swoje myślenie itp

planuje oddział dzienny ogólnie jak jestem mocny jestem bardzo rozmowny i inteligentny

jak jest nie mam formy wiadomo i te różnice wkurzają najbliższych

 

ale cóż moja choroba powoduje na braku stabilizacji

 

MACIE JAKIŚ PUNKT ZACZEPIENIE POPRZEZ KTÓRY MOŻECIE SIE ODBUDOWAĆ ???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mogę powiedzieć tylko na priv.U mnie naprawdę super.Na pewno mam za sobą bardzo dobrą terapię u psycholog. Teraz też dobrze dobrane leki.Wszystko idzie ku dobremu(Mam nadzieję!0

Żyję se na luzie.Owszem czuję małą pustkę,czasem większą,lecz mówię o niej,piszę w pamiętniku i latam na mityngi dla osób z rodzin dysfunkcyjnych.To wszystko kosztuje i czasu i pieniędzy lecz nie mam innego słodkiego wyjścia.

Pozdrawiam!M. :comone:

 

-- 04 lip 2013, 07:05 --

 

Nie na tema!

Niektórzy ludzie czynią świat wyjątkowym tylko dlatego,że są.

Znalezione na pewnym obrazku. :<img src=:'>

Dopisek własny nawet jak nic nie czują i mają anhedonię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Cze. U mnie niezbyt kolorowo. Miałem kilka prześwitów gdzie dawne hobby zaczęło mi sprawiać chwilową przyjemność, niestety ustąpiło. W szkole same problemy, szkoda gadać - pamięć dziurawa jak szwajcarski ser, motywacji praktycznie żadnej, z ludźmi kontakty bardzo ograniczone - raz jest tak, że nie gadam z nikim, a raz jest tak, że robię się elokwentny do bólu. Raz jest, że w głowie pusto totalnie, a raz jest tak, że udaję mi się normalnie myśleć o czymkolwiek. Ciężko mi jest przypominać sobie wydarzenia z przeszłości, a miesiąc temu, mając prześwit, z łatwością mogłem sobie przypominać przeszłość co dawało mi jakąś małą motywację do walki. Aktualnie nie przyjmuję żadnych stricte psychotropowych leków, tylko piracetam i suplementy - ALC, tyrozyna, kofeina i kompleks witamin i minerałów. Nie wyobrażam sobie jak w takim stanie mam w ogóle przejść przez szkołę, kiedy ja nawet nie rozwijam się w swoim zakresie, swoich zainteresowań - informatyka, elektronika... Chyba jedynym plusem w tym wszystkim jest to, że dzięki temu wyszło na jaw kto tak naprawdę był mi przyjacielem. Co do chemii, to mam w planie spróbować kilka leków, bo na swoim koncie mam "mało" wypróbowanych. Najlepiej chyba zdał się NDRI - Wellbutrin 150. Więcej rzeczy wzbudzało we mnie salwę śmiechu. Już mam gdzieś już autodiagnozowanie się. W planie zmiana lekarza na bardziej kompetentnego i się zobaczy. Tak być nie może. Wiem, że choroba nie wybiera ale ja jestem zbyt młody - jeszcze nie zdążyłem poczuć czym jest prawdziwe życie.

 

Jak bym czytał o sobie. Co jakiś czas zaliczam małe prześwity, w czasie których tak jakby hobby do mnie wracało, wciągało mnie na jakiś czas. Raz ogarnia mnie totalna pustka, siedzę czekając na autobus i zastanawiam się, czy ja to na pewno ja, skoro nic nie czuję (totalna głupota), a raz jestem w stanie myśleć o czymkolwiek innym i mieć gdzieś to, co mi dolega. W tym wyjałowieniu emocjonalnym najbardziej dokucza mi ciągły niepokój i często zmęczenie - nie potrafię odpoczywać. W zasadzie przez ostatnie kilka lat żyłem ciągle moimi hobby, a było ich wiele. Staram się, czasami na siłę, trzymać dalej przy swoich zainteresowaniach. Boli mnie też w tym wszystkim brak chęci do życia towarzyskiego i brak jakichkolwiek potrzeb, a szczególnie brak potrzeby bliskości, potrzeby związku itp. Przez większość czasu czuję się pobudzony ze swoim brakiem uczuć, ale czasami zdarza się wybuchnąć złością albo atakiem depresji. Próbowałem prawie wszystkich SSRI, CRF (mirta+wenla), małe dawki amisulprydu i nic. Małe dawki pernazyny (pół tabletki) brane doraźnie, czasami pomaga mi po prostu na trzeźwo i na spokojnie się czymś zająć. Może wina tkwi w dopaminie? Obecnie biorę 150 wenli i 30 mirty. Ceny Wellburtinu się przestraszyłem. Jakich leków mogę jeszcze spróbować?

 

-- 11 lip 2013, 22:31 --

 

Ja mam właśnie podobny problem. Coś czuję, ale wszystkie emocje zarówno te pozytywne jak i negatywne są dość mocno stłumione.

Dodatkowo mam problemy z koncentracją i pamięcią. Nie skupiam się na tym co się dzieje na zewnątrz, a mój mózg tak jakby nieustannie coś analizował i przez to nie mógł się zająć tym co mnie otacza, czyli światem zewnętrznym.

Ten opis też do mnie pasuje idealnie, a bez jakichkolwiek leków z koncentracją jest jeszcze gorzej. Chyba rzucę wenlę w cholerę i zostanę przy mircie na sen.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak się u Ciebie to zaczęło? Chroniczna sytuacja stresowa? Od niedawna miałem znowu kilka prześwitów. Zdaję mi się, że mirtazapina zmniejszała mi anhedonię, gdyż znowu wziąłem konsolę do rąk i zacząłem po prostu grać, a wczoraj nawet wybuchłem głośnym śmiechem i zdarza mi się to coraz częściej. Ba, mniej się teraz zwieszam przy rozmowach, co nie zmienia faktu, że nadal się czuję jakbym nie miał w ogóle osobowości, myśli i "tamtego" intelektu. Śmieszne jest to, że niektórzy ludzie chcą pozbyć się uciążliwych myśli - ja, my - chcemy je odzyskać. Mniejsza, można by było o tym pisać non stop. Jeżeli chodzi o neurotransmitery - niedawno też myślałem, a nawet byłem pewien, że to musi być dopamina. Jednakże sprawa wygląda trochę bardziej skomplikowanie. Bardzo prawdopodobne jest to, że ma to związek z rec. opioidowymi. Być może dopamina po prostu nie dostaję sygnału, żeby zacząć działać, coś, jakiś neurotransmiter może nie dawać impulsu niezbędnego do funkcjonowania jej. Niestety to jest jedna wielka loteria w której do wygrania jest życie. Co ciekawe, na zagranicznym forum, którego link podałem kilka postów wcześniej jest identyczny temat z tą różnicą, że jest praktycznie najczęściej odwiedzanym wątkiem. Traktują to jako depresję melancholijną, która ku zdziwieniu wydaję się być jedna z najczęściej występujących. Czytając ten wątek zauważyłem pewną zależność miedzy nami - każdy z nas ma podobny, dość wysoki poziom intelektualny, podobne osobowości i zainteresowania. W planach na razie mam zdobyć noopept - jeden z najmocniejszych leków nootropowych, mirtazapine i może coś jeszcze dorzucę, muszę wycisnąć z leków jak najwięcej, byleby nie przesadzić. Jeżeli będzie trzeba i nic nie będzie pomagać satysfakcjonująco, rozważę ECT.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do zzYxx

Myslę,że idziesz w dobrym kierunku w swoich rozważaniach. To kwestia neurotransmiterów,na pewno.

W Francji badają z moczu dopaminę(oznaczają poziom)itd.Takie badanie na pewno nic nie da.Szkoda,ze nie ma łatwego dostepu do badania głowy(mózgu),gdzie można na kolorowo neurotransmitery.Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do zzYxx

Myslę,że idziesz w dobrym kierunku w swoich rozważaniach. To kwestia neurotransmiterów,na pewno.

W Francji badają z moczu dopaminę(oznaczają poziom)itd.Takie badanie na pewno nic nie da.Szkoda,ze nie ma łatwego dostepu do badania głowy(mózgu),gdzie można na kolorowo neurotransmitery.Pozdrawiam!

 

-- 13 lip 2013, 06:30 --

 

Jest dobrze!Naprawdę dobrze!

:<img src=:'>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ba, mniej się teraz zwieszam przy rozmowach, co nie zmienia faktu, że nadal się czuję jakbym nie miał w ogóle osobowości, myśli i "tamtego" intelektu

 

Albo ma sie ja bardzo skomplikowana/tak jakby wiele osob w nas siedzialo ..To moze prowadzic do takich problemow nie czucia, nie rozpoznawania siebie...Nie ma sie ze soba kontaktu. ..

 

Ja juz chyba 5 dzien biore metylofenidat. Czuje po nim wyrazny przyplyw sil witalnych i zdrowej motywacjii ale nie jest to jakis bum zebym zaraz stal sie kim innym. Na pewno to inna bajka niz ssri...bo to jest zdrowe dzialanie a przy ssri ciezko mowic o naturalnym dzialaniu.

 

zamierzam brac z rana metylofenidat+bupropion + naltrexon na noc. Nie wiem czy obecnie istnieje lepsza motywacyjna mieszanka..czas pokaze.

 

Ale zauwazylem , ze nasilily sie lęki i to dosyc powaznie...ale moze uda sie to jakos pogodzic. Niestety zycie ze zrypana osobowoscia(unikajaca) jst po prostu ciezkie.

 

 

Bede zdawal realcje co jakis czas..licze na jakies pozytywy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja juz chyba 5 dzien biore metylofenidat. Czuje po nim wyrazny przyplyw sil witalnych i zdrowej motywacjii ale nie jest to jakis bum zebym zaraz stal sie kim innym.

 

Bo od żadnego leku nie staniesz się kimś innym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytanie??????Zaburzenie schizotypowe

 

Witam

Choruje na zaburzenie schizotypowe nie mam już żadnych objawów nerwicowych i prawie nic mi nie dolega no właśnie prawie. Przyjmuje amitriptylinium, haloperidol, amizepin. lerivon. Mój problem zaczął się kiedy wyszedłem ze szpitala gdzie dali mi maksymalną dawkę permazyny. Właściwie oto chodzi że nie czuję nic nie mam uczuć ani pozytywnych ani negatywnych, straciłem swoje hobby jakim była historia,sport. Złożyłem podanie na studia i się dostałem co było moim marzeniem a teraz nie wiem co robić. Ma pytanie czy ta anhedonia kiedyś minie czy jest na to jakiś lek? Czy to może jest wywołane lekami które podałem wyżej? Czytałem że jest to wywołane brakiem dopaminy w mózgu jak ją zwiększyć? Mam jeszcze jedno pytanie czy zaburzenie schizotypowe jest uleczalne bo już straciłem nadzieje.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie-nie-czucie jest odpowiedzią ludzkiego umysłu na świadomy kontakt z "aktualnym" (żeby nie powiedzieć "chorym") światem. Jaki jest sens "naprawiania" lekami i terapiami decyzji, którą podjął za nas nasz umysł, by nas uchronić przed ogromem krzywd, które któregoś dnia nazbyt nas przerosły? "Cierpienie" (jeśli tak to można nazwać w przypadku istoty pozbawionej uczuć) jest tym większe im silniejsze są próby czucia, bo wtedy nasz umysł chroni nas jeszcze bardziej. JEDYNYM rozwiązaniem jest odcięcie się od bodźców (obecnie nieodczuwalnych), nawet jeśli oznacza to odcięcie się od przyjaciół, pracy, szkoły, a nawet całej cywilizacji. Tylko wtedy - ze zmniejszaniem się liczby schematów postępowania i myślenia, redukcją stresu i biegiem czasu zaczniecie czuć, bo jesteście zbyt wrażliwi, by żyć na tym pomylonym świecie... Czy można żyć bez niego, skoro nie uwarunkowali was inaczej? Być może tak, być może nie na długo... Ale spójrzmy prawdzie w oczy: Lepiej być radzącym sobie w życiu robotem, czy totalnie nieradzącym sobie nadwrażliwym samotnikiem? Wasz umysł już podjął tą decyzję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niewidzialny1, piszesz jak osoba chora. Zgadzam się tylko w jednym - nie-czucie jest odpowiedzią umysłu na coś, decyzją umysłu - ale jeśli uważasz, że nie można być nigdy szczęśliwym, będąc wrażliwym, to jest to twierdzenie destrukcyjne. Odcięcie się od życia, przyjaciół itd jest świetną metodą utrzymywania się w depresji. Jeżeli nie ma nowych impulsów, inspiracji - to jak można coś "czuć"? Jak można czuć, skoro nie ma czego czuć?

Moim zdaniem nie-czucie może być "odpowiedzią umysłu" na sytuację, w której ktoś siebie skreśla - uważa, że nic go już nie czeka, że zawsze będzie na marginesie życia. I jest to logiczne - bo jeżeli do umysłu dociera informacja, że jego właściciela nic już w życiu nie czeka ważnego - to umysł wyłącza/ zatrzymuje wyłączone uczucia i emocje - no bo do czego one w takim razie potrzebne? Brak nadziei jest zabójczy dla psychiki, najważniejsza walka, to walka o nadzieję.

Mądra wrażliwość to szukanie dobra, radości w świecie pomimo jego niedoskonałości, akceptacja cierpienia jako nieodłącznego - ale nie jedynego - elementu życia. Oczekiwanie braku cierpienia przez całe życie nie jest realne. Życie to upadki i wzloty i to jest w nim właśnie fascynujące. Cała paleta barw - to jest pełnia życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ale jeśli uważasz, że nie można być nigdy szczęśliwym, będąc wrażliwym, to jest to twierdzenie destrukcyjne.

 

Nie, że nie można być szczęśliwym w ogóle, ale nie można być szczęśliwym przynależąc do tego sztucznego świata - samo branie udziału w tym całym cyrku ogranicza egzystencję wrażliwych ludzi do minimum, zabiera jakąkolwiek wolność. Życie to słońce, wiatr, ziemia, noce i dnie, ludzie, świadomość tego wszystkiego - to jest szczęście - sam fakt, że się żyje. A nie praca, ciągłe załatwianie spraw, zamartwianie brakiem papierków z podobiznami klaunów potrzebnych, aby nie umrzeć z głodu, bo wszelkie należne nam źródło pożywienia zostało sprywatyzowane. Świat to gówno, życie to dar - nie myl tych dwóch pojęć.

 

Mądra wrażliwość to szukanie dobra, radości w świecie pomimo jego niedoskonałości, akceptacja cierpienia jako nieodłącznego - ale nie jedynego - elementu życia. Oczekiwanie braku cierpienia przez całe życie nie jest realne. Życie to upadki i wzloty i to jest w nim właśnie fascynujące. Cała paleta barw - to jest pełnia życia.

 

Oczywiście, że esencją życia jest ból przemijania - on w połączeniu z chwilami, kiedy można być wolnym i cieszyć się pozwala nam poczuć sens życia. Kiedy człowiek nieustannie o czymś myśli, zamartwia się, traci radość życia - a nie wciśniesz mi kitu, że aby przynależeć do świata nie trzeba planować, analizować i zamartwiać się - no chyba, że jest się robotem i nic cię nie rusza. Życie jest doskonałe, a ludzka działalność zbezcześciła je tworząc problemy tam, gdzie wcześniej ich nie było. Ludzie w tej chwili zniszczyli już prawie całą zieleń na ziemi na rzecz świata rządzonego pieniądzem - bezwartościowym papierkiem, któremu ludzi, niczym marionetki na sznurkach systemu nadają wartość sami sobie i swoim dzieciom wbijając nóż w plecy. Nie wiem po co maczać palce w tym rozpadającym się pomniku ludzkiej dumy, zamiast odejść z cichą nadzieją, że któregoś dnia cywilizowany świat się rozpadnie i ludzie staną się wolni.

 

 

Powiedz mi co czujesz, kiedy jesz śniadanie ze świadomością, że miliony ludzi nie mają co włożyć do ust. A co czujesz, kiedy widzisz dzieci rodzące się bez rąk albo bez twarzy, których każdy będzie darzył litością, zamiast nienawiścią wobec nieudolnego postępu technologicznego, którego są ofiarami. Gdzie w tym świecie widzisz piękno? Podaj chociaż jedną rzecz, którą stworzył człowiek i która chociaż w najmniejszym stopniu nadrabia te krzywdy, które wyrządził.

Jeśli potrafisz żyć na takim świecie, to znaczy, że jesteś znieczulony za sprawą twoich neuroprzekaźników w mózgu, które pozwalają ci zapomnieć i spać, kiedy inni nie potrafią.

 

I fakt - jestem chory, ale mam doskonałą świadomość tego co piszę i zapewne dla 99% czytających wyda się bzdurą, ale jak już powiedziałem - człowiek przynależący do społeczeństwa nie jest obiektywny i dopóki z matriksem będzie łączył go chociaż jeden kabelek, będzie mnie ignorował i uznawał za debila. Przerabiałem to, wiem się nie przejmuję, mam to gdzieś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×