witam.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

witam.

Avatar użytkownika
przez nienormalna. 15 sie 2008, 12:20
Witam wszystkich. Długo szukałam takiego forum, właściwie zastanawiałam sie czy istnieje.
Ale bardzo sie ciesze że je znalazłam, bo dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam taki problem.

Mam niecałe 18 lat, w tym roku czeka mnie matura, której bardzo sie obawiam, ale nie za względu na naukę, bo jestem dobrą uczennicą, tylko ze względu na nerwicę.

Właściwie to nie wiem czy mam nerwice, tzn. nikt tego nie potwierdził, ale wszystkie objawy sie zgadzają.
Mam takie połączenie nerwicy lękowej, fobii i nerwicy natręctw.

Jako dziecko panicznie bałam sie zwierząt, przede wszystkim psów. Największy problem był z pójściem do szkoły, a jak mnie już jeden zaatakował to w ogóle..
Po kilku latach przyzwyczaiłam sie i potrafię spokojnie przejść koło psa, ale nie ustoję w miejscu jeśli coś mi lata koło nogi. Od razu sie denerwuje, pocę itp. Reakcja otoczenia jest taka sama: "nie bój sie go, przecież to mały piesek, nie ugryzie Cie". Nom, fajnie, przecież wiem o tym, nie jestem głupia, tylko.. no właśnie, tylko co jest? Dlaczego tak sie dzieje.

To jest taki najłagodniejszy przykład mojej nerwicy, która właściwie nie niszczy mi życia.

Mam straszną fobię społeczną. Denerwuje sie przed każdym publicznym wystąpieniem. Już kilka dni przed szlag mnie trafia. Gdy przychodzi co do czego to albo wszystko jest ok, jestem nadzwyczaj spokojna, albo tak sie denerwuje, że nie mogę z siebie słowa wydusić. Zacinam sie, jąkam. Najgorsze jest to, że to sie pogarsza. Nie potrafię wejść do sklepu i poprosić o coś, bo mnie rozwala od wewnątrz. Doszło do tego, że z niektórymi ludźmi nie potrafię normalnie rozmawiać.
Owszem są osoby, przy których czuje sie dobrze i bezpiecznie, i chwała im za to.

Moja fobia społeczna nasiliła sie w marcu. Dokładnie w środę popielcową. Byłam wtedy pytana z geografii. Wszystko powiedziałam, ale strasznie sie denerwowałam, chwilami mną trzęsło. Nie wiedziałam co sie dzieje. W końcu z ulgą usiadłam na miejscu z oceną 5. Ale dużo mnie to nerwów kosztowało. Wróciłam do domu i pomyślałam, że to po prostu z przemęczenia. Później poszłam do kościoła. I znowu sie zaczęło. Wydawało mi sie, że każdy sie na mnie patrzy. Robiło mi sie gorąco, głowa mnie bolała. Tłumaczyłam sobie, że to gorączka i po prostu łapie mnie jakaś choroba.
Po wyjściu z kościoła wszystko ustąpiło. Położyłam sie spać.

Moje dalsze życie było jednym wielkim koszmarem.
Nie mogłam pójść spokojnie do kościoła, bo mną trzęsło, miałam problem z przełykaniem śliny, trudności z oddychaniem. Zaczęłam stać, przy samych drzwiach, i to w jak najmniej widocznym miejscu. Jakoś to poszło..
W szkole było coraz gorzej, zamknęłam sie w sobie, nie spotykałam ze znajomymi. Chwilami nie potrafiłam normalnie usiedzieć w ławce, musiałam sobie głowę podpierać, bo sama mi sie ruszała. I ten straszny ból głowy i żołądka.

Nie umiem sobie już z tym poradzić, boję sie, że nie będę potrafiła normalnie żyć.
Teraz jest niby lepiej, kilka razy byłam w kościele, i usiadłam tam gdzie wszyscy.
Ale to za mało, żeby nazwać poprawą.

Poza tym jako dziecko miała tiki nerwowe, mruganie oczami. W gim miałam dziwne duszności, na które nic nie pomagało. Teraz wiem, że to nerwica.
Mam też nerwice natręctw, czasem musiałam kilka razy dotknąć jakiejś rzeczy, żeby było "ok". Wchodząc do łazienki, po 5 razy sprawdzałam czy zamknęłam drzwi.
Zaczęłam mieszać w to modlitwę. Odmawiałam rano i wieczorem dziesiątek różańca, bo wmawiałam sobie, że bez tego dzień będzie przegrany. Wiem, że modlić sie trzeba, ale to nie była modlitwa, tylko odwalanie tego na siłę, czasem resztkami sił.

Chciałabym zacząć żyć jak inni, robić wszystko na co chce, nie być ograniczona przez tą chorobę. Pójść do kościoła, do sklepu, zdać maturę. Normalnie spotykać sie ze znajomymi. I w końcu pozwolić komuś żeby został przy mnie dłużej.
Dwa lata temu, po rozstaniu z moim pierwszy chłopakiem nie potrafiłam sobie poradzić ze wszystkim. Poszłam do nowej szkoły, czwarty rok musiałam znosić kłótnie rodziców.
To mnie przerosło. Wtedy zamknęłam sie w sobie, ale mimo wszystko najgorzej było od marca tego roku.

Powinnam pójść do lekarza, powiedzieć o tym rodzicom. Ale nie chce, oni mnie nie zrozumieją. Tata powie że wymyślam, jasne bo co on może wiedzieć, jeżeli go nigdy w domu nie ma. Mama powie, żeby sie tym nie przejmowała i samo przejdzie. Ku.rwa.
Nie przejdzie.

Nie wiem już co mam robić. Piję melisę przed snem, od dwóch lat. Bez tego nie zasnęłabym. Czasem biorę magnez i wit b. Ale to niewiele pomaga.
Boję sie, że jak pójdę do lekarza to da mi jakieś tabletki które mnie otumanią i uzależnią.
Ehh.. może ktoś z was mi pomoże..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
15 sie 2008, 11:36

Re: witam.

Avatar użytkownika
przez Ewa* 15 sie 2008, 13:15
Miła kolezanko, pojscie do lekarza przyniesie tylko ulge, leki których sie boisz nie otumaniajaą tylko pozwalaja na normalne funkcjonowanie, wiek nie ma znaczenie jestes młoda czy starsza, choroba dotyka kazdego, jak sama napisałas zebrało sie tego duzo w Tobie i teraz kazde niepowodzenie bedzie moze silniejsze, szczerze radze wybierz sie do lekarza psychiatry- psychologa to pomoze Tobie odzyskac wiare w siebie i sprawi ze swiat nabierze innych kolorów, trzymam kciuki :))za mature tez :)) :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
03 sie 2008, 11:49
Lokalizacja
Łódź

Re: witam.

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 15 sie 2008, 14:19
ja mam tak samo jak idę do kościoła, do sklepu, albo mam coś w wiekszym gronie powiedzieć... nie wiem czy to pomoże ale wybiorę się z tym chyba do psychologa... życzę Ci powodzenia!!:)
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: witam.

przez Pstryk 15 sie 2008, 16:44
Siema nienormalna., miło Cię poznać. Brr, czemu taka przykra ksyfka :?: Idź do lekarza - szkoda czasu, szkoda życia - powinnaś już dawno dojść do tego wniosku ;)
Pstryk
Offline

Re: witam.

Avatar użytkownika
przez nienormalna. 15 sie 2008, 17:22
Dla mnie to nie jest brzydka ksywka, po prostu taka jestem, przyzwyczaiłam sie do tego po tylu latach.

A jeśli chodzi o tego lekarza, to do którego pójść? Rodzinnego? Czy może od razu do jakiegoś psychologa?
I co mu powiedzieć?

Kurdę, codziennie łudzę sie że samo przejdzie.
Ale najgorzej jest przed okresem. Wtedy wszystko dodatkowo sie nasila. Jestem nie do życia. Tylko wysłuchuje od swoich bliskich jaka to ja zła jestem. A ja przecież taka nie jestem, nie chce być. Tylko czasem po prostu potrzebuję trochę więcej spokoju i zrozumienia. I muszę sie na czymś albo na kimś rozładować, żeby nie oszaleć.

Ale powiem wam, że dzisiaj wykonałam krok w przód.
Poszłam normalnie do kościoła, w końcu ubrałam sie jak człowiek czyli w ładną bluzkę i spódnicę, do tego szpilki.
Wcześniej tego nie robiłam, bo wiedziałam, że dodatkowo przez to ludzie będą sie na mnie patrzyć.
Na szczęście nie było tak źle, obeszło sie bez jakiś napadów paniki.
Owszem miałam problemy z przełykaniem śliny, chwilami bolała mnie głowa, było mi duszno, ale i tak było w porządku;).
Przez tą moją nerwicę strasznie sie zmieniłam, zamknęłam w sobie.
Teraz będzie musiała sie jakoś stopniowo nauczyć otwierać.

Doradźcie mi z tym lekarzem, bo ja na prawdę nie wiem co mu powiedzieć. Tak jakoś mi głupio prosto z mostu.
Aha i czy powiedzieć też o tym mamie? Może lepiej żeby wiedziała, żeby ktoś tam poszedł ze mną.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
15 sie 2008, 11:36

Re: witam.

Avatar użytkownika
przez Duran84 17 sie 2008, 10:25
Oczywiście, ze musisz powiedziec mamie (i kto to mowi :roll: :roll: ), bo inaczej będziesz to wszystko dusiła w sobie. I nic z tego nie wyjdzie dobrego...
Do lekarza sie też powinnaś wybrać i powiedziec mu co Ci na wątrobie leży. I to nie rodzinnego tylko psychologa. Może to Ci też chociaż odrobinę pomoże...
Za żadne skarby Świata NIE MOżESZ SIę W SOBIE ZAMYKAć.Bo potem za Chiny Ludowe (ani za co tam innego chcesz :P) nie będziesz mogła się otworzyć. Nawet przed ludźmi na których Ci bardzo zależy. Nawet zwykła rozmowa przez telefon będzie problemem. O spotkaniach w 4 lub więcej oczu nie mówię (teraz już wiem co mówię uwierz Mi :P).
Życzę powodzenia w walce z Nerwicą i zdania matury w tym roku.
Pozdrawiam serdecznie

P.S. I wcale nie jesteś nienormalna.
http://rockmaniak84.blogspot.com/ Pierwszy mój blog od dawna. O muzyce i nie tylko...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
766
Dołączył(a)
24 cze 2008, 09:49

Re: witam.

Avatar użytkownika
przez nienormalna. 17 sie 2008, 11:22
heh, dzięki.
Ale jest jeden problem, ja już sie w sobie zamknęłam, przed wszystkimi.
Nie wiem jak powiem o tym mamie, muszę ją na to jakoś przygotować, bo przecież ona niczego sie nie domyśla.
Ona tylko wie, że jestem nerwowa, ale to niby normalne i tak ma być.

Nom, ale do lekarza pójdę, najwyżej poczekam aż skończę 18 lat, bo to nastąpi lada dzień. A kasę najlepiej będzie wziąć od babcia i jej o tym wszystkim powiedzieć. Może i jest jaka jest, ale zawsze mnie rozumiała.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
15 sie 2008, 11:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do