Piszemy opowiadanie!

Różnego rodzaju gry oraz zabawy. Subforum powstało w celu odciążenia innych, bardziej merytorycznych działów, które były bombardowane nowymi postami.

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez Psychoanalepsja_SS 27 wrz 2014, 13:43
Joł.
Idea jest taka: mamy tworzyć (nie stworzyć, bo z założenia ma to być niekończący się tasiemiec, brazylijska telenowela, opera mydlana z Ekwadoru) opowiadanie, każdy dopisując po jednym zdaniu do niego. Zdanie ma być logicznie połączone ze zdaniem poprzednim. Nie ma czegoś takiego jak 'idea przewodnia'.

Ja zaczynam:

Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza.
Posty
1406
Dołączył(a)
16 mar 2014, 19:38
Lokalizacja
Warszawa

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez Zielka 27 wrz 2014, 13:49
Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu.
Mogę wszystko, ale nie chce mi się nic... Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
26 sie 2014, 21:35

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez Pieprz 27 wrz 2014, 13:51
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie.
Uwag, z racji problemów technicznych mam 2 konta, drugie jest do rozmów na PW.
Avatar użytkownika
Offline
Król Balu
Posty
16632
Dołączył(a)
28 mar 2012, 13:31
Lokalizacja
Trójmiasto

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Piszemy opowiadanie!

przez lojantka 27 wrz 2014, 14:51
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.
lojantka
Offline

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez bittersweet 27 wrz 2014, 15:02
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Piszemy opowiadanie!

przez lojantka 27 wrz 2014, 15:14
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich.
lojantka
Offline

Piszemy opowiadanie!

przez Nicholas1981 27 wrz 2014, 17:18
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Nicholas1981
Offline

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez refren 27 wrz 2014, 17:44
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Słońce chowało się coraz bardziej za horyzontem, co znaczyło, że przybliża się moment, w którym jak co tydzień będzie odrabiał swoją pańszczyznę. Jaś przyspieszył kroku nucąc sobie pod nosem "miała matka syna, syna jedynego", aż usłyszał warkot za swoimi plecami, który robił się coraz głośniejszy. Odwrócił głowę i nie wierzył własnym oczom - na polu wylądował helikopter miażdżąc część wspaniałej kukurydzy wujka Eustachiusza.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3273
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Piszemy opowiadanie!

przez lojantka 27 wrz 2014, 17:55
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Słońce chowało się coraz bardziej za horyzontem, co znaczyło, że przybliża się moment, w którym jak co tydzień będzie odrabiał swoją pańszczyznę. Jaś przyspieszył kroku nucąc sobie pod nosem "miała matka syna, syna jedynego", aż usłyszał warkot za swoimi plecami, który robił się coraz głośniejszy. Odwrócił głowę i nie wierzył własnym oczom - na polu wylądował helikopter miażdżąc część wspaniałej kukurydzy wujka Eustachiusza.
Nim Jaś zdążył oszacować poziom strat lub nawet poprawić gumkę w świeżo zmienionych koronkach, drzwi znanej dotąd chłopcu jedynie z kolorowych magazynów machiny otworzyły się. To, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
lojantka
Offline

Piszemy opowiadanie!

przez Nicholas1981 27 wrz 2014, 17:59
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Słońce chowało się coraz bardziej za horyzontem, co znaczyło, że przybliża się moment, w którym jak co tydzień będzie odrabiał swoją pańszczyznę. Jaś przyspieszył kroku nucąc sobie pod nosem "miała matka syna, syna jedynego", aż usłyszał warkot za swoimi plecami, który robił się coraz głośniejszy. Odwrócił głowę i nie wierzył własnym oczom - na polu wylądował helikopter miażdżąc część wspaniałej kukurydzy wujka Eustachiusza.
Nim Jaś zdążył oszacować poziom strat lub nawet poprawić gumkę w świeżo zmienionych koronkach, drzwi znanej dotąd chłopcu jedynie z kolorowych magazynów machiny otworzyły się. To, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
Z helikoptera wysiadły dwa zielone stwory z wielkimi czułkami i czarnymi, hipnotyzującymi ślepiami. Jeden z nich miał na klacie liliową przepaskę, coś jak biustonosz. "Widocznie samica" - pomyślał zafascynowany Jaś i poprawił stringi, które boleśnie wpijały mu się w tyłek.
Nicholas1981
Offline

Piszemy opowiadanie!

przez lojantka 27 wrz 2014, 18:08
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Słońce chowało się coraz bardziej za horyzontem, co znaczyło, że przybliża się moment, w którym jak co tydzień będzie odrabiał swoją pańszczyznę. Jaś przyspieszył kroku nucąc sobie pod nosem "miała matka syna, syna jedynego", aż usłyszał warkot za swoimi plecami, który robił się coraz głośniejszy. Odwrócił głowę i nie wierzył własnym oczom - na polu wylądował helikopter miażdżąc część wspaniałej kukurydzy wujka Eustachiusza.
Nim Jaś zdążył oszacować poziom strat lub nawet poprawić gumkę w świeżo zmienionych koronkach, drzwi znanej dotąd chłopcu jedynie z kolorowych magazynów machiny otworzyły się. To, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
Z helikoptera wysiadły dwa zielone stwory z wielkimi czułkami i czarnymi, hipnotyzującymi ślepiami. Jeden z nich miał na klacie liliową przepaskę, coś jak biustonosz. "Widocznie samica" - pomyślał zafascynowany Jaś i poprawił stringi, które boleśnie wpijały mu się w tyłek.
Po opuszczeniu helikoptera stwory stały nie ruszając się z miejsca i patrzyły świdrująco na chłopca. Minuty mijały i Jaś powoli zaczął wpadać w popłoch nie wiedząc, jak się zachować. Poczuł zimne krople potu spływające po karku i żłobiące sobie tor w dole pleców, by w końcu zatopić się w czerwonym materiale bielizny.
lojantka
Offline

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez bittersweet 27 wrz 2014, 20:23
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Słońce chowało się coraz bardziej za horyzontem, co znaczyło, że przybliża się moment, w którym jak co tydzień będzie odrabiał swoją pańszczyznę. Jaś przyspieszył kroku nucąc sobie pod nosem "miała matka syna, syna jedynego", aż usłyszał warkot za swoimi plecami, który robił się coraz głośniejszy. Odwrócił głowę i nie wierzył własnym oczom - na polu wylądował helikopter miażdżąc część wspaniałej kukurydzy wujka Eustachiusza.
Nim Jaś zdążył oszacować poziom strat lub nawet poprawić gumkę w świeżo zmienionych koronkach, drzwi znanej dotąd chłopcu jedynie z kolorowych magazynów machiny otworzyły się. To, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
Z helikoptera wysiadły dwa zielone stwory z wielkimi czułkami i czarnymi, hipnotyzującymi ślepiami. Jeden z nich miał na klacie liliową przepaskę, coś jak biustonosz. "Widocznie samica" - pomyślał zafascynowany Jaś i poprawił stringi, które boleśnie wpijały mu się w tyłek.
Po opuszczeniu helikoptera stwory stały nie ruszając się z miejsca i patrzyły świdrująco na chłopca. Minuty mijały i Jaś powoli zaczął wpadać w popłoch nie wiedząc, jak się zachować. Poczuł zimne krople potu spływające po karku i żłobiące sobie tor w dole pleców, by w końcu zatopić się w czerwonym materiale bielizny.
Wreszcie zadecydował ze musi powitac ufoki, najlepiej jak potrafi, aby je obłaskawic i nastawic pozytywnie do siebie. Zaczął przypominac sobie zagraniczne jezyki poznane w szkole, niestety pamietał tylko ze angielskie slowo pokój to cos jak pas, pos ? moze powinien przywitac ich tradycyjnie bochenkiem chleba i kieliszkiem wódki ? wódke na szczescie miał ze sobą, jednak w zdenerowaniu wszystko poplątał - zamiast poczestowac trunkiem, sam pociagnał z flaszki a potem krzyknął : paszoł won !
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 27 wrz 2014, 21:02
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Słońce chowało się coraz bardziej za horyzontem, co znaczyło, że przybliża się moment, w którym jak co tydzień będzie odrabiał swoją pańszczyznę. Jaś przyspieszył kroku nucąc sobie pod nosem "miała matka syna, syna jedynego", aż usłyszał warkot za swoimi plecami, który robił się coraz głośniejszy. Odwrócił głowę i nie wierzył własnym oczom - na polu wylądował helikopter miażdżąc część wspaniałej kukurydzy wujka Eustachiusza.
Nim Jaś zdążył oszacować poziom strat lub nawet poprawić gumkę w świeżo zmienionych koronkach, drzwi znanej dotąd chłopcu jedynie z kolorowych magazynów machiny otworzyły się. To, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
Z helikoptera wysiadły dwa zielone stwory z wielkimi czułkami i czarnymi, hipnotyzującymi ślepiami. Jeden z nich miał na klacie liliową przepaskę, coś jak biustonosz. "Widocznie samica" - pomyślał zafascynowany Jaś i poprawił stringi, które boleśnie wpijały mu się w tyłek.
Po opuszczeniu helikoptera stwory stały nie ruszając się z miejsca i patrzyły świdrująco na chłopca. Minuty mijały i Jaś powoli zaczął wpadać w popłoch nie wiedząc, jak się zachować. Poczuł zimne krople potu spływające po karku i żłobiące sobie tor w dole pleców, by w końcu zatopić się w czerwonym materiale bielizny.
Wreszcie zadecydował ze musi powitac ufoki, najlepiej jak potrafi, aby je obłaskawic i nastawic pozytywnie do siebie. Zaczął przypominac sobie zagraniczne jezyki poznane w szkole, niestety pamietał tylko ze angielskie slowo pokój to cos jak pas, pos ? moze powinien przywitac ich tradycyjnie bochenkiem chleba i kieliszkiem wódki ? wódke na szczescie miał ze sobą, jednak w zdenerowaniu wszystko poplątał - zamiast poczestowac trunkiem, sam pociagnał z flaszki a potem krzyknął : paszoł won !
Te stwory okazały się jednak zielonymi ludzikami, rosyjskimi zielonymi ludzikami i na słowa paszoł won wyciągnęły karabiny i za ta zniewagę chciały zabić Jasia . Ten jednak obłaskawił ich gorzałeczką i skończyło się na wspólnej biesiadzie przy wódeczce i pieczonej kuropatwie. Po kilku flaszkach Jaś i zielone ludki postanowiły zawojować świat.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17058
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Piszemy opowiadanie!

Avatar użytkownika
przez refren 27 wrz 2014, 21:40
Szedł se Jaś porą wieczorną po polu kukurydzy swojego dziadka Eustachiusza. Zbliżała się pełnia więc musiał jak najszybciej dotrzeć do domu. Nagle przypomniał sobie że zesrał się w gacie. Wyjął tedy z kieszeni zapasowe majteczki i dał nura w pobliskie krzaki celem przebrania się.Ubrał stringi La Perla i pasujące eleganckie pończoszki. Wiedział, że musi się spieszyć; był to tradycyjny wtorkowy wieczór - jak co tydzień musiał odtańczyć 'taniec - przebieraniec' przed matką i jej kumami z Koła Gospodyń Miejskich. "Obleśne babska" - pomyślał. Jedynym pocieszeniem był mu fakt, że po tejże imprezie zza stringów wyjmował pomięte banknoty o sporych nierzadko nominałach i mógł znowu uzupełnić barek ulubionymi zagranicznymi trunkami.
Słońce chowało się coraz bardziej za horyzontem, co znaczyło, że przybliża się moment, w którym jak co tydzień będzie odrabiał swoją pańszczyznę. Jaś przyspieszył kroku nucąc sobie pod nosem "miała matka syna, syna jedynego", aż usłyszał warkot za swoimi plecami, który robił się coraz głośniejszy. Odwrócił głowę i nie wierzył własnym oczom - na polu wylądował helikopter miażdżąc część wspaniałej kukurydzy wujka Eustachiusza.
Nim Jaś zdążył oszacować poziom strat lub nawet poprawić gumkę w świeżo zmienionych koronkach, drzwi znanej dotąd chłopcu jedynie z kolorowych magazynów machiny otworzyły się. To, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
Z helikoptera wysiadły dwa zielone stwory z wielkimi czułkami i czarnymi, hipnotyzującymi ślepiami. Jeden z nich miał na klacie liliową przepaskę, coś jak biustonosz. "Widocznie samica" - pomyślał zafascynowany Jaś i poprawił stringi, które boleśnie wpijały mu się w tyłek.
Po opuszczeniu helikoptera stwory stały nie ruszając się z miejsca i patrzyły świdrująco na chłopca. Minuty mijały i Jaś powoli zaczął wpadać w popłoch nie wiedząc, jak się zachować. Poczuł zimne krople potu spływające po karku i żłobiące sobie tor w dole pleców, by w końcu zatopić się w czerwonym materiale bielizny.
Wreszcie zadecydował ze musi powitac ufoki, najlepiej jak potrafi, aby je obłaskawic i nastawic pozytywnie do siebie. Zaczął przypominac sobie zagraniczne jezyki poznane w szkole, niestety pamietał tylko ze angielskie slowo pokój to cos jak pas, pos ? moze powinien przywitac ich tradycyjnie bochenkiem chleba i kieliszkiem wódki ? wódke na szczescie miał ze sobą, jednak w zdenerowaniu wszystko poplątał - zamiast poczestowac trunkiem, sam pociagnał z flaszki a potem krzyknął : paszoł won !
Te stwory okazały się jednak zielonymi ludzikami, rosyjskimi zielonymi ludzikami i na słowa paszoł won wyciągnęły karabiny i za ta zniewagę chciały zabić Jasia . Ten jednak obłaskawił ich gorzałeczką i skończyło się na wspólnej biesiadzie przy wódeczce i pieczonej kuropatwie. Po kilku flaszkach Jaś i zielone ludki postanowiły zawojować świat.
- Jeszcio pa lampoćkie ! - kwitły braterskie stosunki między narodami - Paliak, Ruskije, my wsjo wmiestie raspizdzjom! - cieszyły się zielone ludziki polewając sobie nawzajem.
- A co Ty się tak ubrałeś jak ciota? - zapytał jeden z ludzików, Jaś nie mógł sobie potem przypomnieć, w jakim to było języku, ale zrozumiał o co mu chodzi. Może to był uniwersalny język Słowian czy wręcz uniwersalny język Ziemian.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3273
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do