Problem w związku.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Problem w związku.

przez Anka3000 21 sty 2015, 00:35
Witam,
Postanowiłam poprosić o pomoc psychologa, ponieważ sama nie wiem co mam robić. Jestem z partnerem 16 miesięcy. Zanim zaczęliśmy ze sobą być niemalże codziennie się ze mną kontaktował. Było widać, że go interesuję, był u mnie śmiał się ze mną.. Odkąd zapytał czy chcę z nim być i ja się zgodziłam wszystko zaczęło się zmieniać. Na początku sypialiśmy ze sobą często, sam o to nawet prosił, chciał, żebym przyjeżdżała do niego a teraz widać jakby wolał w wolnym czasie bywać sam. Fakt faktem rozkręca teraz swoją wymarzoną firmę, jest ciężko, stał się pracoholikiem. przesiaduje przed komputerem od rana do 22.00. jak wraca do domu często dalej pracuje. Jak widzimy się w weekendy też przywozi do mnie papiery, laptopa i pracuje. Rozumiem, że to lubi, że czuje, że musi jak chce rozwinąć firmę, ale wydaje mi się, że na dłuższą metę to go wykończy. Poznałam wielu jego przyjaciół, rodzinę, znajomych i z kim nie rozmawiam to mówi że on ma strasznie ciężki charakter. Mój mężczyzna ma 32 lata. Mieszka sam od 6lat. Wyprowadził się
z domu z powodu konfliktu z rodziną. Sama nie wiem od czego zacząć. Jego życie jest przepełnione różnymi zdarzeniami które wydaje mi się rzutują na to jaki jest teraz. Jest zimny. Niesamowicie denerwuje go płacz, okazywanie uczuć, rozmowy o miłości, związku, emocjach.. Jest bardzo zamknięty w sobie nigdy nie opowiada o tym co go może ucieszyło, jak mu minął dzień, nie opowiada o rodzinie o sobie.. a jak już to zawsze kończy jak mnie wkur**** takie
rozmowy! To przykre. Rzadko na mnie patrzy czuję jakbym go w ogóle nie interesowała. Jak jesteśmy gdzieś to do mnie słowem się nie odezwie a z innymi się śmieje, żartuje... nie rozumiem tego :-( Podziwia patrzy na inne kobiety.. na mnie nigdy tak nie patrzy. nigdy nie widziałam zainteresowania jesgo oczach... może na początku ale teraz... kiedyś mi powiedział, że zawsze chciał mieć kobietę heterę a co ma? "-kur***uczuciową blondynkę." - jakbyś wiedziała jakie mi się podobają to byś się załamała - usłyszałam.. nie wiem czemu to znoszę. szkoda mi go bo jak rzeczywiście dzieciństwo go skrzywdziło? chce kochać ale nie umie bo go tego nie nauczyli? wtedy go zranię.po co ze mną jest.Niemal wszystkiego dowiedziałam się od jego sióstr, znajomych.. Chciałam go poznać bo bardzo się do niego przywiązałam. Kocham go nad życie, ale chwilami jest mi bardzo ciężko. Gdy go pocałuję albo przytulę to on jakby zamieniał się w kamień. Czuje jak mu
wzrasta ciśnienie i zaczyna się denerwować. Sam też nigdy mnie nie przytulił tak prawdziwie. Jak
mu się zdarza to jak jest pijany (nie jest alkoholikiem. Czasem jak bywamy na imprezach to może
nienormalne ale lubię jak wypije bo wtedy okazuje mi uczucia.) Przepraszam, że tak mieszam, ale sama nie wiem od czego zacząć. Może od jego dzieciństwa. Stracił tatę jak miał 9 lat. Zmarł na raka. Mojego chłopaka wychowywały siostry i chwilę mama która jak "mój" miał 19 czy 20 lat
wyjechała za granicę. Jest tam do tej pory. Mama "mojego" jest ogromnie silną kobietą. Przetrzymała śmierć swojego męża, wychowując w tym samym czasie 5cioro dzieci, i prowadząc 3 dobrze prosperujące sklepy. "mój" wciąż powtarza że jego mama jest the best. A ja uważam że nie nauczyła go najważniejszego - jak kochać. Nie nauczyła go jak opiekować się partnerem. Może w życiu mężczyzny jest to rola ojca którego nie miał i dlatego tego nie potrafi....? nie wiem. W każdym razie "mój" często powtarza że jego tata zanim zmarł wybudował 3 domy więc on też musi umieć zapewnić byt swoim dzieciom w przyszłości. To jest chore bo czasy się bardzo zmieniły. Mój pracował od kiedy tylko mógł. mama jak wyjeżdżała za granicę podzieliła domy, zarządziła co kto komu ma spłacić i tak jego rodzeństwo mieszka w tych domach, on sam ma jeden, musiał go oczywiście spłacić(nie chcę wnikać jak to dokładnie się odbywało bo sama dokładnie nie wiem. nie
ma to znaczenia) W każdym razie kilka tyg. temu wyszło na jaw dlaczego wyprowadził się z domu w którym po wyjeździe mamy mieszkał z bratem i jego rodziną. Którejś niedzieli zadzwoniła do niego siostra, że brat znowu źle się czuje i trzeba jechać z nim do szpitala. Musiałam "mojemu" pożyczyć samochód więc opowiedział wszystko. Jego brat ma depresję, "mój" tego nie wytrzymywał i się wyprowadził. W każdym razie mieszka teraz 6rok sam. Zdaję sobie sprawę z
przyzwyczajeń w tym wieku, ale zawsze myślałam, że jak się kocha to zawsze można znaleźć jakiś kompromis, tu ulec tu zgodzić się na coś. Nie mówię o tym ,żeby kogoś zmieniać na siłę, bo tak nie
można robić. Ale mój wciąż powtarza że on nie będzie taki jakiego ja oczekuję czyli uczuciowy i żebym go nie zmieniała a jak ja sama robię to czego potrzebuję czyli po ciężkim dniu przytulić się do niego to sam się wkurza i mi mówi jak ty mnie wk**sz. To jest przykre bo ja jestem bardzo uczuciową osobą. Ostatnio jest coraz gorzej. bywa u mnie rzadko, a jak już jest to w ogóle prawie nie rozmawiamy. Każde słowo jest strasznie na siłę. nie wiem co robić. jak ja rozwinę jakiś temat to on tylko odburknie i siedzi w milczeniu albo uczy się czy pracuje. Najbardziej przykro mi jest jak

cały dzień nie odzywa się do mnie (będąc ze mną i nagle zaczyna pisać czy dzwoni do niego jakaś dobra znajoma(ma ich dużo- przyjaciółki z lat szkolnych) wtedy on jakby dostał skrzydeł uśmiecha się pod nosem głupio żartuje... Boli mnie to, że ze swoimi koleżankami żartuje "zboczonymi żartami" a ze mną nigdy nie rozmawia w taki sposób. nigdy się tak nie śmieje, denerwuje go jak
najnormalniej jak to w związku bywa zasugeruję mu że mnie pociąga albo z żartów powiem do niego coś zboczonego... Czuję się wtedy strasznie odepchnięta. Na ostatniej zabawie nieźle się wstawił. Jak tańczyliśmy zapytał mnie czy może być szczery. Ja mówię -zawsze powinieneś być. A on: - bo wiesz ja nie wiem już co mam robić, czuję, że utknęliśmy. Codziennie chcę z tobą zerwać ale ja wiem, że ty jesteś tą ostatnią z którą przyjdzie mi założyć rodzinę bo ja już nikogo nie znajdę. Wiesz ja sam nie wiem co mam o nas myśleć. Kocham cię strasznie (popłakał się) ale myślę, że mamy inne patrzenie na życie. ja uważam tak: rodzę się, pracuje, dzieci rodzina umieram. a ty wydaje mi się że strasznie wszystko chcesz przeżywać a mnie to wkur** ale jak bym chciał z tobą zerwać to błagam cię nie pozwól mi bo ja nie mogę żyć bez ciebie... kocham cię strasznie ale mnie strasznie wku***sz. Powiedział mi wtedy jeszcze coś co mnie zabolało, chociaż rozumiem chyba z czego to się bierze. Ja leczę się na serce. nic poważnego -wypadająca zastawka ale biorę
regularnie leki. Akurat na imprezie gdy siedzieliśmy przy stole zażywałam je i "mój mi wtedy powiedział"- nie obraz się. ja słucham mojej mamy, nie we wszystkim ale jest dla mnie wzorem. zawsze mi powtarzała żeby wiązać się ze zdrową kobietą i strasznie mnie denerwuje i nienawidzę w tobie tego że ty jesteś chora na jakieś serce.. zamarłam. ale tłumaczę sobie to tak, że może po stracie taty został mu strach przed utratą kogoś bliskiego ponownie. może boi się, że tego nie
udźwignie jakby odpukać coś złego się przydarzyło. nie czuję się źle ale mój mi wtedy powiedział, że on chce zdrową kobietę. Strasznie denerwuje mnie też w nim to, że on strasznie chce
dziecka. chce mieć sowje dziecko" i uważa ze to jest naturalne małżeństwo dziecko. nie, że miłość
dwóch osób i wspólne dziecko które jest częścią 2ch kochających się osób. Po prostu. naturalnie. jak zwierzęta (przepraszam za prymitywność). Mam wrażenie, że on jest trochę narcyzem. nigdy nie mówi o sobie zle nigdy. A jak jest jakiś poważny problem to mam wrażenie, że woli od niego uciec... Powiedział mi też (podczas tej imprezy, że ja zawsze będę przez niego upokorzona, bo mamy te same zawody ale on jest bardziej doświadczony i wie więcej.(ja dopiero zaczynam, on jest w zawodzie ok7lat) Dla mnie to naturalne, że doświadczenie przychodzi z czasem, stażem. Ja staram się jak mogę żeby mu dorównać ale mam świadomość, że fakt faktem on ma większą wiedzę, nadaje się bardziej do zawodu, no i jest mądrzejszy (nie mówię tu ze jestem ja głupia bo tak nie uważam) .. Kończąc, przytoczę jeszcze jedno. Od pół roku jest tak nawet nie wiem jak to opisać... może gorzej? że nie sypialiśmy ze sobą praktycznie w ogóle. ja zapytałam go dlaczego. że nie da się tak być razem a osobno. bez bliskości, bez uczucia... Dla mnie to tragedia. A on mi wtedy odpowiedział, że już sam nie jest niczego pewien i boi się ryzykować ze zajdę w ciąże. na dziecko jeszcze ma czas a my się ostatnio ciągle kłócimy i on nic już nie wie. kłócimy się bo on nie potrafi słuchać. jak ja chcę porozmawiać o jakimś problemie o którym on nie chce słyszeć to zaczyna się złość. i nerwy. i milczenie. Jeśli komukolwiek będzie chciało się przejrzeć ten potok słów, i będzie miał cierpliwość coś mi doradzić, jak rozgryźć tego człowieka to bardzo proszę o pomoc. Nie chcę go stracić. bardzo Go kocham, uważam, że to los go skrzywdził i sprawił, że ma taki problem z uczuciami. Proszę o radę psychologa bo to chyba najbardziej odpowiednia osoba i ostatnia chwila, żeby coś spróbować zmienić. Ja sobie zdaję sprawę tego, że ja też nie jestem zapewne ideałem. nikt nie jest. Ale ja jestem w stanie poświęcić się dla mojego partnera. Nie wiem tylko w którą stronę mam iść... Proszę o jakąkolwiek pomoc.
Pozdrawiam
A.
Ostatnio edytowano 21 sty 2015, 00:41 przez Anka3000, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 sty 2015, 00:28

Problem w związku.

Avatar użytkownika
przez Argish 21 sty 2015, 00:40
Anka3000, jak dla mnie to on nie chce już z tobą być, a powiedzieć ci o tym też sie boi i stąd to wszystko. Nie widzisz, że daje ci wyraźne sygnały, że coś się w nim wypaliło. Przeczytaj drugą połowe swojego postu.
Tegretol 1-0-1
Deprexolet 0-0-1
Propranolol - doraźnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3062
Dołączył(a)
30 lis 2014, 19:16

Problem w związku.

przez mala_milka 21 sty 2015, 01:59
Nie wiem co to za dziwna przypadłość, ale myślę, że na pewien sposób jestem podobna do Twojego partnera. Podobnie jak on, krzywdzę swoją drugą połówkę i w kółko się powtarzam, że chcę odejść. Wiem, zadaję bardzo dużo bólu mojemu partnerowi, ale nad tym ciężko zapanować. To nie jest tak, że ja go nie kocham, choć często tak mówię, albo zachowuję się jakbym chciała odejść. Ciężko to wyjaśnić, ale to siedzi w czlowieku taka chora potrzeba wyżycia się, wyrzucenia z siebie wszystkiego. Ja oprócz tego jestem straszną zazdrosnicą i uwielbiam pokazywać jak to z innymi się świetnie dogaduję. U mnie to jest działanie impulsywne, choć momentami zamierzone. U mnie nawet delikatny bodziec jest w stanie wywołać takie zachowanie np: że mój facet powie jakiejś dziewczynie "cześć". Również z uwagi na to, że ma dobry kontakt z siostrą, ciągle powtarzam, że ja jestem inna, że że mną tak nie rozmawia, że nie możemy być razem. Nie uważam tak mimo wszystko. Ja potrzebuję uslyszeć, że to nieprawda, że mnie kocha, choć w sumie nawet jak usłyszę, nadal robię to samo. To zupełnie jakbym nie umiała "wybaczyć", że umie dogadać się z kimś innym niż ja. Może dzieje się tak przez to, że sama kiedyś byłam w dzieciństwie wyklęta przez społeczeństwo, a rodzice zbyt wiele oczekiwali. Dziś tak jakoś mam, że tez jestem strasznym pracoholikiem, bo bardzo dużo wymagam od siebie i pochlebia mi to, że ludzie uważają mnie za praktycznie "niezniszczalną", bo studiuję dziennie i pracuję w kilku miejscach właściwie, na noce tez i sypiam czasem nawet 1h. Pieniądze nie sa mi potrzebne aż tak, ale moja chora ambicja mi nie pozwala. Czasem wszystko się sypie, bo zaśpię, bo czegoś się nie nauczę i nie zaliczę w terminie na zadowalającą mnie ocenę i wtedy mam ochotę umrzeć. To jest kolejna dziwna sytuacja, ktora doprowadza mnie do szału. Wówczas czuję sie tak bardzo nikim, że nie mam ochoty z nikim gadać i znów rusza lawina moich wyrzutów względem chłopaka. Wiem, że to głupie może dla niektórych, może nie zasługuję na miłość faktycznie, ale uwierzcie mi, ja naprawdę go kocham. Zdaje sobie sprawę, że cierpi przeze mnie, mam wyrzuty i często chcę je czymś "zatrzeć" ale nie da się. Czuję się trochę beznadziejnym partnerem, mam wrażenie że jestem zasraną księżniczką, którą trzeba na rękach nosić, a i tak będzie źle, ale nie umiem zapanować nad tym..... Ja rozmawiam o tym z chłopakiem i te rozmowy mi naprawdę wiele dają, bo rozumiem, że on wie, że mi wybaczy i cały czas wierzy we mnie. Jest bardzo inteligentny, wartościowy, świetny z niego przyjaciel i dobry człowiek. Mimo mojej nieporadnosci i kompleksów, mimo, że czuję się dziwakiem, on ze mną jest. Nie pokochał najlepszej dziuni, tylko mnie - nieśmiałą, skromną....

Autorka posta, Twój facet może ma podobnie.... Może on Cb kocha tylko nie umie tego okazać i też ma potrzebę wykrzyczenia się i powiedzenia Ci, że jest z Tobą, choć macie inne perspektywy. Napisałaś, że mówi Ci "nie zostawiaj mnie nigdy jak b ędę chciał odejść, bo Cb kocham, choć mnie w*******z" - wiesz, to może jest sugestia, żebyś nie przejmowała się aż tak jego reakcjami i żebyś mimo to z nim była. On w głębi wie jaki jest, ale naprawdę Cb kocha. Jest zimny, bo się gniewa, nie na Cb tylko na wszystko właściwie. Mnie też w*****a mój facet... bo umiał iść z kimmś kiedyś na disco, a ze mną nie chodzi, bo coś tam... Ja wiem że to głupoty z kilku lat wstecz, bo długo jesteśmy razem, ale nawet takie drobnostki mają swój wpływ. Nie doradzę co zrobić.... Może najlepiej zastanów się czy chcesz być z kimś takim, czy chcesz mieć faceta, który jest straszsnie toksyczny dla Cb? A może spróbuj zapytać czemu raZ mówi, że Cię kocha, a potem że nie jest pewien. To o co chodzi?
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
28 sie 2014, 23:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Problem w związku.

przez magnolia84 21 sty 2015, 12:22
Argish napisał(a):Anka3000, jak dla mnie to on nie chce już z tobą być, a powiedzieć ci o tym też sie boi i stąd to wszystko. Nie widzisz, że daje ci wyraźne sygnały, że coś się w nim wypaliło. Przeczytaj drugą połowe swojego postu.


Jestem tego samego zdania. Przez ostatnie 7 miesięcy przechodziłam to samo. Czytając Twojego posta miałam wrażenie, że czytam o swoim byłym. Męczyłam się bardzo. Nie chcę przytaczać finału, ale skróciłam jego cierpienia, w tym również swoje i rozstaliśmy się. Boli nadal, ale muszę być wobec siebie szczera i wiem, że to nie miałoby sensu. Nie można nikogo zatrzymac na siłę, ani tym bardziej rozniecić na nowo tej iskierki, która była na początku.
magnolia84
Offline

Problem w związku.

Avatar użytkownika
przez Argish 21 sty 2015, 12:33
magnolia84, dokładnie. Im dłużej człowiek tkwi w czymś takim tym więcej krzywdy sobie robi. Przykre to, ale zrobiłaś mądrze i na pewno jeszcze los się uśmiechnie do ciebie. Jestem pewna! ;)
Tegretol 1-0-1
Deprexolet 0-0-1
Propranolol - doraźnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3062
Dołączył(a)
30 lis 2014, 19:16

Problem w związku.

przez magnolia84 21 sty 2015, 12:38
Argish, mając na uwadze swoje doświadczenie w tym temacie, coraz gorzej to widzę :?
magnolia84
Offline

Problem w związku.

Avatar użytkownika
przez Argish 21 sty 2015, 12:40
magnolia84, domyślam się, ale jesteś "świeżo" po rozstaniu i teraz widzisz wszystko na czarno, ale to się z czasem zmieni, na pewno nie od razu, ale jestem pewna, że będzie inaczej. Musisz dać sobie czas niestety uczucia to nie zadrapanie, które zniknie po 4 dniach, ale będzie dobrze ;)
Tegretol 1-0-1
Deprexolet 0-0-1
Propranolol - doraźnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3062
Dołączył(a)
30 lis 2014, 19:16

Problem w związku.

przez magnolia84 21 sty 2015, 12:44
Argish, to nie o to chodzi, bo oczywiście mam pełną świadomość tego, że tak tuż po człowiek nie jest w stanie na trzeźwo ogarnąć sytuację, ale uwierz mi, że rachunek prawdopodobieństwa tego, że karta się odwróci, jest z biegiem czasu coraz mniejszy, choć nie twierdzę, że nie ma na to szans. Po prostu jestem trudnym przypadkiem.
magnolia84
Offline

Problem w związku.

Avatar użytkownika
przez Argish 21 sty 2015, 12:50
magnolia84, może ta terapia się okaże skuteczna i ci pomoże?
Tegretol 1-0-1
Deprexolet 0-0-1
Propranolol - doraźnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3062
Dołączył(a)
30 lis 2014, 19:16

Problem w związku.

przez magnolia84 21 sty 2015, 15:45
Argish, bardzo na to liczę ;)
magnolia84
Offline

Problem w związku.

Avatar użytkownika
przez zima 21 sty 2015, 18:00
Anka3000, uwazam ze Twoj partner nie nadaje sie do zycia.trudny to mało powiedziane- on jest popierdolony, a jego rodzina jest na wskros dysfunkcyjna.
ogarnij sie kobieto i zadbaj o siebie.
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

Problem w związku.

Avatar użytkownika
przez Candy14 21 sty 2015, 22:16
zima, rzadko sie z Toba zgadzam bo jestes czarno biala w swoich pogladach ale tu masz racje. Facet sie nie ogarnie bo nie widzi probemu, ma zle wzorce
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Problem w związku.

przez Anka3000 22 sty 2015, 09:11
Dziękuję Wam bardzo. Dużo mi dają Wasze opinie, mam nadzieję,że albo się polepszy, albo znajdę w sobie na tyle siły odwagi żeby odejść. Rozmowy nic nie dają. Za każdym razem jest tylko gorzej. Po prostu nie potrafi słuchać i nawet próbować wyciągać jakichkolwiek wniosków. Fakt nie wolno nikogo zmieniać. ale chyba można zwrócić uwagę jak ktoś robi źle, albo krzywdzi druga połowę. Nie jestem masochistką jeśli chodzi o toksyczne związki. To jest mój pierwszy mężczyzna z którym jestem tak długo, bardzo się zaangażowałam i po porostu cały czas żyłam nadzieją że to nie jest koniec, że coś jeszcze z tego będzie. Jaszcze pół roku temu mówił,że chce mieć ze mną dzieci .. Wszystko jest takie pogmatwane :-/
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 sty 2015, 00:28

Problem w związku.

przez Izabela91 05 lut 2015, 15:17
Witam!
Zapoznałam się z Twoim problemem i na myśl przyszły mi następujące wnioski. Po pierwsze, czy jesteś pewna, że Twój partner jest odpowiedni dla Ciebie, a Ty dla niego? Piszesz, że mówi Ci wiele przykrych rzeczy, a co najważniejsze-nie spełnia on Twoich oczekiwań. On również wolałby, żebyś była mniej uczuciowa. Nie potrafi się z Tobą rozstać, Ty też wolałabyś tego uniknąć. Ale czy powodem jest prawdziwa miłość? Być może to przyzwyczajenie, a może strach, że już nikogo innego sobie nie znajdziecie? Faktem jest jednak to, że chciałabyś go zmienić. Szukasz w nim problemu, który chciałabyś rozwiązać, wyleczyć go, żeby spełniał Twoje oczekiwania i stał się kochającym, czułym partnerem. Jego oczekiwania wobec Ciebie również są inne. Równie dobrze on mógłby zagłębić się w Twoją przeszłość i szukać powodów, dla których teraz jesteś taka uczuciowa. Chcieć Cię zmienić. Co, jak sama powiedziałaś, nie jest dobrym pomysłem. On nie ma problemu ze sobą, Ty masz problem z nim, a on z Tobą.
Druga sprawa, że Ty jesteś gotowa się dla niego poświęcać, czego on, tak mi się wydaję z tego co piszesz, nie lubi. Napisałaś, że chciałby kobietę heterę, a taka się nie poświęca, ma swoje zdanie, jest stanowcza. Zamiast się męczyć ze sobą mogłabyś pomyśleć o rozstaniu. Pomyśleć o sobie i poczekać na kogoś odpowiedniego. Chyba źle się oceniliście na początku, zbyt szybko zaangażowaliście, bez uprzedniego poznania swoich oczekiwań. Teraz trudno wam się rozstać.
Moja rada jest taka. Zastanów się czego Ty chcesz i poszukaj problemu w sobie. Nie zmienisz faceta. Jedyne co możesz zmienić to swoje życie w piekło pozostając w toksycznym związku.
Pozdrawiam!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 lut 2015, 14:10

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do