Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

mala_milka

Użytkownik
  • Zawartość

    88
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Nie martw się, każdy w życiu nie raz przez to przechodzi Nie ma cudownej formuły na to, żeby wyjąć Ci pannę z głowy, ale zawsze możesz popatrzeć na to z innej perspektywy - ludzie rozstają się po kilkudziesięciu latach związku... to dopiero musi boleć... --> mnie to pomaga jak ostro pokłócę się ze swoim menem.
  2. Chyba nie muszę tłumaczyć, że są przypadki gdzie człowiek człowiekowi robi świństwo z czystą premedytacją... Ktoś taki zasługuje na olanie. Kiedyś dałabym 2 szansę gdyby tylko przeprosił, dziś nie...
  3. No i właśnie "nie jest efektywna"... człowiek to niestety takie zwierzę, które coś daje od siebie i czegoś żąda w zamian. Nie oszukujmy samych siebie, że ofiarujemy komuś coś nie oczekując chociażby wdzięczności. Owszem, mam znajomych których bardzo lubię i dzielę się z nimi tym czy tamtym "bezinteresownie", ale fakt - nie zrobiłabym tego dla obcej istoty, albo dla kogoś kogo nie znam. Oczekuję w zamian szacunku i liczę, że i ja będąc w potrzebie będę mieć przy sobie przyjaciół. Tyle że tu jest taka sytuacja: razem pracujemy, gadamy, zwierzamy się, żeby nie zwariować siedząc 8 godz przed kompem ze słuchawkami na uszach. Jestem na pewien sposób wdzięczna, że mnie polubili, że jestem uznawana w firmie za personę prestige, bo wcześniej nikt mnie nie lubił. Doceniam to co mam i jestem jak każdy - nikomu dupy miodem nie smaruję i nie jestem milusią fajniusią maskotką, jestem do bólu szczera i czasem pizda ze mnie, ale to są właśnie wartości za które ja mam szacun. Czy słusznie? - sądzę, że tak. Każdy niech ma to na co sb zasłużył - zasłużył na opieprz, niech go opieprzą, zasłużył na to, żeby go olać, to go oleję... Nauczyłam się być silniejsza i dumnie manifestować swoje zdanie. Na uczelni jak nie mogłam się dogadać i próbowałam być fajna dając innym notatki, podpowiadając, robiąc im zadania. Nic w zamian nie dostałam poza tym, że obsmarowano mi dupę na lewo i prawo. Wyjście jest proste: nie starać się o niczyje względy, dawać im to, co i samemu się od nich dostaje, przeciwnie wyczuwają, że chcesz coś w zamian. Takie prawo bytu. Bardzo słuszne.
  4. Nie zawsze "dobre intencje" podszyte są dobrym charakterem. Powiem tak: znam osobę, która zupełnie bezinteresownie przynosiła mi notatki na studiach, zapraszała do siebie i chciała się ze mną przyjaźnić. Lubiłam dziecinę, chociaż drażniło mnie jej zachowanie momentami i przechwałki, tak samo jak pier*******e o tym, że mam beznadziejną cerę, że pewnie dlatego że czasem z kimś zapalę, napiję się... Z biegiem czasu wyszło szydło z worka... chciała żebym poleciła ją w miejscu mojej pracy i wkręciła w towarzystwo, bo była sama. Ja natomiast dowiedziałam się bezposrednio od niej, że jestem beznadziejna i tak jej nie lubilam.... ale ot jest odpowiedź na pytanie dlaczego czasem wk*****a mnie dobro u innych... Faktycznie ukazuje słabość, uległość i taką pozorną niewinność... A ja głupia słuchałam jak gada na cały świat że nie inteligentny, bo ludzie w akademiku piją, że nie odpowiedzialny, bo osoba 30-letnia na stanowisku kierowniczym też czasem lubi się napić... tylko ona idealna, bo dobra... sama o sobie tak mówi. Po dziś dzień mnie ciarki przechodzą jak ją widzę, a bezinteresowne dobre uczynki to wierzcie mi zuo...
  5. ona bawi się Tb, czyli raczej nie ma szacunku do Cb. Nie masz prawa czuć się gorszy niż tamten fagas, ponieważ takie wartości jak wiek, status, doświadczenie, przychodzą z czasem, na Cb też przyjdzie pora. Odnośnie Twojej wybranki... ona nie jest chyba dobrze prowadzącą się kobietą, skoro potrafi na Twoich oczach ot tak flirtować z kimś innym. Pomyśl sb - Ty już wiesz, że raz Cię okłamała, mówiąc, że nie miała z nim kontaktu, potem jarała ją Twoja zazdrość, do której miałeś pełne prawo,następnie urządziła sb pogadankę z nim, bezczelnie "żartując" że mogłaby umówić się z nim na kawę... Wiesz, ona nie bawi się nim, bawi się Tobą. Nie zasługujesz na takie traktowanie. Dajesz jej miłość, oczekując tego samego w zamian, a dostajesz od niej porządne pstryczki z nos, tak byś zrozumiał, że nie jest Twoją własnością. Skoro nie umie uszanować tego, że ktoś darzy ją uczuciem i gdzieś ma Twoje poczucie wartości, teraz Ty się nią zabaw i odejdź... ot tak sobie... Zobaczymy co ona na to... A nuż przeprosi i nauczy się, że facet to nie pies, a ty podbudujesz swoje ego w jej oczach, bo potem wszystko dobrze się wam ułoży... Jak nie to niech s*******a, bo uwierz mi, że takie jebane księżniczki są najgorsze, potem znajdzie se następnego i kolejnego i tak dalej, a Ty bedziesz się temu przyglądał.
  6. ja też tak mam. To chyba nie jest żadno "chore dziwactwo" na tle psychicznym, tylko Twój charakter. Ja np.: jestem bardzo niecierpliwa, nerwowa, wybuchowa, czasem przejmuję się głupotami, a w dodatku jestem małostkowa i bywam agresywna, zwłaszcza gdy ktoś nie gra ze mną fair. ale wiesz co... ma to też swoje strony. W srodowisku jest wiele osób o takich cechach, ale zauważyłam i wiem po sobie, że to są zazwyczaj ludzie godni zaufania, którym warto powierzyć zadanie, oni Cię nie zawiodą, nie oleją, nie zrobią świństwa. W dodatku łatwo zauważają prawdziwe "krzywe uśmiechy" innych, co zwykle świadczy, że coś jednak nie jest ok... Jako pierwsza widzę je u koleżanek na roku, na mieszkaniu, u rodziców... Zawsze coś się pod tym kryje. Człowiek ma to do siebie, że odreagowuje i faktycznie, nawet jak jest twardy, widać po nim że coś go zdenerwowało, rozjuszyło... Zwykle ludzie tego nie widzą, ja jako pierwsza dostrzegam symptomy niezadowolenia na twarzy moich znajomych...
  7. Być może masz rację, że jest niezrównoważona... ale, piszesz wydziera się, a nie piszesz z jakiego konkretnie powodu. Jeśli robi to ot tak, odruchowo, bo musi się na kimś wyżyć, to raczej ma pomieszane pod kopułą, ale jeśli Ty dajesz jej ku temu powody, to jest całkiem ok. Niestety wiem z doświadczenia, że rodzice bywają toksyczni, ale żeby móc określić ich niezrównoważonymi" trzeba mieć ku temu podstawy. Powiem tak: u mnie też nie jest kolorowo. Od dziecka mnie w domu gnojono, wyzywano, poniżano, po dziś dzień jest we mnie wiele gniewu, że matka dopuściła do sytuacji, bym kiedykolwiek pomyślała, że lepiej by było mieć inne dziecko niż ja. Podobnie ma się sytuacja mojego ojca. Kiedyś zdawało mi się, że mnie kocha, choć trochę, dziś jestem przekonana, że moje narodziny to w ogóle jedna wielka pomyłka. On wrzeszczał o wszystko, bił, wyzywał, nigdy nie przeprosił, zawsze on miał rację i c**j. Czuję się jak idiotka w towarzystwie, nie umiem rozmawiać z rówieśnikami, bo wpojono mi że ja tego nie umiem. Wiem, że dałabym radę, że mogłoby być fajnie, ale ja w szkole nie mialam za wiele znajomych, bo rodzice.... nie wolno mi wyjść, nie wolno mi się obronić jak ktoś mnie wyzywa... o wszystko płacz i strach, że rodzice.... :/ Też mogę powiedzieć, że zachowują się jak świry, ale to raczej kwestia ich ciężkich charakterów niż rzekomego schorzenia psychicznego.
  8. to chyba spowodowane nadciśnieniem, a nie jakimś uczuleniem..... Jak jest za wysokie, naczynka pękają, jest duże parcie na zyły itp, stąd te objawy. Po jakimś czasie schodzą, bo znika obrzęk - bo spada poziom kofy. -- 10 lut 2015, 23:02 -- to chyba spowodowane nadciśnieniem, a nie jakimś uczuleniem..... Jak jest za wysokie, naczynka pękają, jest duże parcie na zyły itp, stąd te objawy. Po jakimś czasie schodzą, bo znika obrzęk - bo spada poziom kofy.
  9. Nie wiem co to za dziwna przypadłość, ale myślę, że na pewien sposób jestem podobna do Twojego partnera. Podobnie jak on, krzywdzę swoją drugą połówkę i w kółko się powtarzam, że chcę odejść. Wiem, zadaję bardzo dużo bólu mojemu partnerowi, ale nad tym ciężko zapanować. To nie jest tak, że ja go nie kocham, choć często tak mówię, albo zachowuję się jakbym chciała odejść. Ciężko to wyjaśnić, ale to siedzi w czlowieku taka chora potrzeba wyżycia się, wyrzucenia z siebie wszystkiego. Ja oprócz tego jestem straszną zazdrosnicą i uwielbiam pokazywać jak to z innymi się świetnie dogaduję. U mnie to jest działanie impulsywne, choć momentami zamierzone. U mnie nawet delikatny bodziec jest w stanie wywołać takie zachowanie np: że mój facet powie jakiejś dziewczynie "cześć". Również z uwagi na to, że ma dobry kontakt z siostrą, ciągle powtarzam, że ja jestem inna, że że mną tak nie rozmawia, że nie możemy być razem. Nie uważam tak mimo wszystko. Ja potrzebuję uslyszeć, że to nieprawda, że mnie kocha, choć w sumie nawet jak usłyszę, nadal robię to samo. To zupełnie jakbym nie umiała "wybaczyć", że umie dogadać się z kimś innym niż ja. Może dzieje się tak przez to, że sama kiedyś byłam w dzieciństwie wyklęta przez społeczeństwo, a rodzice zbyt wiele oczekiwali. Dziś tak jakoś mam, że tez jestem strasznym pracoholikiem, bo bardzo dużo wymagam od siebie i pochlebia mi to, że ludzie uważają mnie za praktycznie "niezniszczalną", bo studiuję dziennie i pracuję w kilku miejscach właściwie, na noce tez i sypiam czasem nawet 1h. Pieniądze nie sa mi potrzebne aż tak, ale moja chora ambicja mi nie pozwala. Czasem wszystko się sypie, bo zaśpię, bo czegoś się nie nauczę i nie zaliczę w terminie na zadowalającą mnie ocenę i wtedy mam ochotę umrzeć. To jest kolejna dziwna sytuacja, ktora doprowadza mnie do szału. Wówczas czuję sie tak bardzo nikim, że nie mam ochoty z nikim gadać i znów rusza lawina moich wyrzutów względem chłopaka. Wiem, że to głupie może dla niektórych, może nie zasługuję na miłość faktycznie, ale uwierzcie mi, ja naprawdę go kocham. Zdaje sobie sprawę, że cierpi przeze mnie, mam wyrzuty i często chcę je czymś "zatrzeć" ale nie da się. Czuję się trochę beznadziejnym partnerem, mam wrażenie że jestem zasraną księżniczką, którą trzeba na rękach nosić, a i tak będzie źle, ale nie umiem zapanować nad tym..... Ja rozmawiam o tym z chłopakiem i te rozmowy mi naprawdę wiele dają, bo rozumiem, że on wie, że mi wybaczy i cały czas wierzy we mnie. Jest bardzo inteligentny, wartościowy, świetny z niego przyjaciel i dobry człowiek. Mimo mojej nieporadnosci i kompleksów, mimo, że czuję się dziwakiem, on ze mną jest. Nie pokochał najlepszej dziuni, tylko mnie - nieśmiałą, skromną.... Autorka posta, Twój facet może ma podobnie.... Może on Cb kocha tylko nie umie tego okazać i też ma potrzebę wykrzyczenia się i powiedzenia Ci, że jest z Tobą, choć macie inne perspektywy. Napisałaś, że mówi Ci "nie zostawiaj mnie nigdy jak b ędę chciał odejść, bo Cb kocham, choć mnie w*******z" - wiesz, to może jest sugestia, żebyś nie przejmowała się aż tak jego reakcjami i żebyś mimo to z nim była. On w głębi wie jaki jest, ale naprawdę Cb kocha. Jest zimny, bo się gniewa, nie na Cb tylko na wszystko właściwie. Mnie też w*****a mój facet... bo umiał iść z kimmś kiedyś na disco, a ze mną nie chodzi, bo coś tam... Ja wiem że to głupoty z kilku lat wstecz, bo długo jesteśmy razem, ale nawet takie drobnostki mają swój wpływ. Nie doradzę co zrobić.... Może najlepiej zastanów się czy chcesz być z kimś takim, czy chcesz mieć faceta, który jest straszsnie toksyczny dla Cb? A może spróbuj zapytać czemu raZ mówi, że Cię kocha, a potem że nie jest pewien. To o co chodzi?
  10. haha facet powinien mieć charakter i odrobinę inteligencji przede wszystkim Jeśli te 2 cechy będzie posiadał zapewne znajdzie sobie przyzwoitą kobietę... Nie wygląd jest najważniejszy, nie portfel i absolutnie nie samochód. Pewnie, że to super jak jest przystojny, ale grunt żeby dobrze czuć się w jego towarzystwie.
  11. nerwicę już mam zdiagnozowaną a apropos wkręcania sobie różnych podobnych głupot jestem akurat nieprzebijalna:P a że ma to wiele wspólnego z wychowaniem, rodzicami, doświadczeniami to 100% racja. Mam wrażenie że życie po swojemu, odkąd nie mieszkam na codzien z rodzicami dopiero zaczęło na poważne mnie kształtować, wcześniej to chyba jak dziecko przyjmowałam wszystko do swiadomości co mówili mi rodzice
  12. Ja też miewam coś w tym rodzaju, tylko u mnie trochę inaczej to wygląda. Otóż ja mam nerwicę, praktycznie żadnych znajomych, 0 wyjść, 0 jakiś tam swoich znajomych. Mój chłopak jest moim przeciwieństwem w tej kwestii i on zawsze miał swoją paczkę, bywało, że i mnie odsuwał przez to... Teraz trochę się zmieniło, bo ostatnio mieszkam w akademiku i oczywiście tu nie sposób uniknąć nowych kontaktów - teraz codziennie właściwie mam to czego mi brakowało od zawsze i z 1 strony się cieszę, a z 2 mam wyrzuty, bo czuję się tak jakbym robiła coś przeciwko mojemu partnerowi. Nie uważam, że napić się piwa z facetem, którego traktuję jak kolegę, jest czymś złym, ale momentami wkręcają mi się takie myśli, że nie jestem względem niego uczciwa. Nigdy nie pyta mnie z kim wychodzę konkretnie, a ja nie wyskakuję od razu z tekstem, że idę z 1 koleżanką i 5 facetami, bo to dziwnie brzmi, ale w sumie nie robimy nic złego. Myślę, że ma to też dobre strony, bo nie wyskakuję do chłopaka z pretensjami, nie focham się, nie jestem po prostu zazdrosna i co więcej, dużo zyskuje na tym moja pewność siebie i samoocena, bo czuję się w końcu zauważona, doceniona, normalna... do niedawna tak nie miałam. Nie zmienia to jednak faktu, że chodzi mi po głowie, że ja go oszukuję, zdradzam w ten sposób czy coś. Usilnie szukam w sobie winy i nie wiem sama czy dla spokoju powiedzieć mu o tym z kim wyszłam, czy lepiej nie budzić w nim zazdrości i siedzieć cicho... Czasami już nawet jest mi wstyd, że ja wychodzę z kimś, że piję piwo, ale bez tego też nie jestem szczęśliwa.
  13. hah też jestem nieśmiała dość i coś wspólnego z fobią społeczną też mam. Mój chłopak natomiast jest w tej kwestii moim całkowitym przeciwieństwem, bo on lubi towarzystwo itp, ale od początku widział we mnie jak on to określił "niedostępność". W związku z moją "niedostępnością", on nie wiedział w zasadzie na co może sobie pozwolić i w którym momencie, bo nie wiedział czy mi się spodoba czy go odepchnę i będzie przypał Znalazł wyjście z sytuacji - otóż najpierw były tylko rozmowy, spacerki, potem ze spotkań na neutralnym gruncie przeszliśmy na spotkania prywatne - raz u niego, raz u mnie, potem na gg słał tylko emotki w rodzaju " :* ", aż któregoś dnia napisał, że niebawem przytuli w realu Tak niby żartem i nawet bardzo adekwatnie do sytuacji. Heh:D potem jak już byliśmy razem to się tłumaczył, że sam nie wiedział czy może itp, bo podobno nie dawałam mu sygnałów
  14. Może sama nie wie czego chce? Dziwna jakaś i nie nazwałabym jej dobrze prowadzącą się kobietą. Wg. mnie nie warto sobie zaprzątać głowę kimś takim. Nawet jakby była z Tobą w związku to pewnie podobne zachowania miałyby miejsce, skoro ta tak szybko się zakochuje... Zresztą, mniejsza o to, ona raczej nic nie czuje do Cb. Ma faceta, którego cały czas chce i to się nie zmienia, z Tb chciała po prostu się zabawić.
  15. Aha czyli lepiej żyć wyobraźnią niż w realu? Rozumiem, że bogata wyobraźnia to w jakimś stopniu zaleta, ale może autorce posta i jej koleżance byłoby przyjemniej, gdyby ich życie było równie ciekawe jak i to, co dzieje się w ich umyśle? ... bo chyba o to chodzi, że obie wprowadzają się w jakąś dziwną euforię, bo to daje im więcej przyjemności niż codzienność... Myślę, że to nie jest do końca normalne i jest jakąś formą autorealizacji, w celu uzupełnienia jakiś braków.
×