Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

Avatar użytkownika
przez libertynka 30 lip 2014, 08:34
ZmartwionaŻona, pomyśl o sobie i zajmij się sobą, swoim rozwojem, swoją kobiecością, poszukaj jakiegoś kursu asertywności, albo chodź do psychologa, zbuduj swoją samoocenę od nowa, dojrzej, mąż w końcu zobaczy,że się zmieniłaś, że nie ma już w domu cichej myszki tylko kobietę, która nie daje sobą pomiatać.
zgadzam się z radami, żeby razem z rodziną coś spróbować zadziałać. ale może nie ciągnij go do psychiatry, tylko weź jego mamę i wy idźcie razem, opowiecie lekarzowi jak się mąż zachowuje, a lekarz powie co dalej robić/jak się zachowywać wobec niego. czasem zaciąga się takiego osobnika do lekarza pod pretekstem wypisania recepty na leki nasenne na przykład. mnóstwo jest chorych ludzi, którzy sami nigdy nie pójdą do psychiatry, ale psychiatrzy o tym wiedzą i pierwszym krokiem jest wizyta kogoś z rodziny. a potem oceniają sytuację i mówią co dalej robić.
trudno powiedzieć, czy to początki choroby czy jakieś zaburzenie, czy po prostu frustracja i przytłoczenie sytuacją. to musi ocenić specjalista.
tak czy inaczej, nie daj się wyzywać, jak zacznie to robić nagraj go na dyktafon, później się może przydać np u psychiatry, i generalnie nie bój się, nie płacz przy nim, pokaż, że jesteś silna.
vel veganka
spotkam się we Wrocławiu, kto chętny proszę o pw
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1896
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 10:57
Lokalizacja
Wrocław

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez ZmartwionaŻona 30 lip 2014, 09:04
DZIĘKUJE bardzo za rady...
Zobaczymy co z tego wyniknie..
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 lip 2014, 21:38

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez Nastia 30 lip 2014, 09:23
Hej.

Przykro mi z powodu Ciebie i Twojego męża...
Ja uważam, że wszystko ma swoje konkretne powody. Skojarzenia mam takie:

1. Uaktywniły mu się zaburzenia osobowości, nerwicowe itp. Zazwyczaj dzieje się to we wczesnej dorosłości i potrafi mieć nagły początek (u mnie tak było). Jeżeli sam się nie chce leczyć, to sprawa jest kiepska. Zaburzeni zazwyczaj nie widzą problemu w sobie, szansa na wizytę u specjalisty jest dopiero wtedy, gdy cierpienie przerośnie. Ergo: na niego wpływu nie masz, ale masz na siebie i swoje decyzje.

2. Jak już inni pisali: możliwe, że dopadł go kryzys związany ze zbyt wczesnym wejściem w dojrzałą rolę: facet ma dopiero 23 lata, a ma już półtoraroczne dziecko (!), żonę, rodzinę, którą musi utrzymać. Być może go ta odpowiedzialność przerosła i nie wie, co z tym fantem zrobić, ale boi się do tego przyznać, może i przed samym sobą (duma i honor faceta). Może do niego dotarło, że jego rówieśnicy ciągle poznają różne atrakcyjne kobiety, dopiero próbują różnych związków, seksu, mają więcej okazji wyjścia na piwo czy gdziekolwiek z kumplami, są mniej uwiązani, kasę wydają tylko na siebie, a nie na rodzinę, a on? Może poczuł ochotę na taką wolność i sfrustrowany, że go to omija i się wyżywa na Tobie, że Ty "jesteś" ograniczeniem tej wolności. Jakby to "była" Twoja wina.. Z tym też nic nie zrobisz, jeśli chłop nie jest skory do rozmowy.

3. Jakkolwiek możesz nie przyjmować tego do wiadomości (jak większość kochających kobiet), to jest spore prawdopodobieństwo, że się zauroczył w jakiejś innej kobiecie. Która jest wolna, niezależna, nie wymaga jeszcze zobowiązań. On ma 23 lata! I może się czuć rozdarty, bo z jednej strony ona i pociągające beztroskie życie, a z drugiej strony żona i dziecko, odpowiedzialność.. Co z tym zrobić? Trudna sprawa. Więc jest sfrustrowany. Może swoim zachowaniem, nawet podświadomie, próbuje Cię zniechęcić do siebie, sprowokować do odkochania się w nim, do tego, abyś miała go dość i chciała odejść - wtedy to niejako Ty podejmiesz decyzję o rozstaniu, a nie on (i nie będzie miał poczucia winy).
->Próbując go nie denerwować, udobruchać, będąc rozumiejącą, itp. właściwie nasilasz problem. Facetów pociągają kobiety niezależne, takie o które trzeba zabiegać, które mają szacunek do siebie, a nie takie, które o nich (i ich łaskawość) zabiegają. Oni lubią zdobywać!

Moje rady: jego nie zmienisz - sam Ci to powiedział! - możesz zmienić tylko siebie. Swoje podejście do tego, zachowanie wobec niego. Zastanowić się, czego w zaistniałej sytuacji chcesz (od siebie!). Czujesz do siebie szacunek...? Jesteś szczęśliwa i spełniona? Wiesz, że nie podejmując żadnych kroków i zmian jesteś współodpowiedzialna za narażanie dziecka na taką atmosferę..? Skoro on ma w dupie to, jak Wy się czujecie, to pomóż przede wszystkim sobie i dziecku. Pomysł z wybraniem się z resztą rodziny do terapeuty też jest dobry - bo wszystkich Was to dotyka, skoro on ma to gdzieś, to przynajmniej Wy możecie sobie poradzić z Waszymi emocjami i obrać jakąś strategię.

Trzymaj się!
Offline
Posty
381
Dołączył(a)
23 kwi 2014, 18:46

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

Avatar użytkownika
przez Candy14 30 lip 2014, 11:13
Moje rady: jego nie zmienisz - sam Ci to powiedział! - możesz zmienić tylko siebie. Swoje podejście do tego, zachowanie wobec niego. Zastanowić się, czego w zaistniałej sytuacji chcesz (od siebie!). Czujesz do siebie szacunek...? Jesteś szczęśliwa i spełniona? Wiesz, że nie podejmując żadnych kroków i zmian jesteś współodpowiedzialna za narażanie dziecka na taką atmosferę..? Skoro on ma w dupie to, jak Wy się czujecie, to pomóż przede wszystkim sobie i dziecku. Pomysł z wybraniem się z resztą rodziny do terapeuty też jest dobry - bo wszystkich Was to dotyka, skoro on ma to gdzieś, to przynajmniej Wy możecie sobie poradzić z Waszymi emocjami i obrać jakąś strategię.


dokladnie
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez ZmartwionaŻona 30 lip 2014, 12:34
Nastia myslałam wiele razy o tym wszystkim co napisałaś...
Także o zauroczeniu w innej kobiecie... o tym, że tęskni za kawalerskim życiem, w którym nie miał obowiązków...
Jednakże on nigdy nie był typem faceta ganiającym za kobietami, zaliczającymi każdą okazję, zawsze był spokojną osobą, pił czasem z kolegami na ogniskach i domówkach, ale będąc ze mną też to robi, nigdy mu nie zabraniałam nawet sama zachęcałam go do tego w weekend aby się oderwać od zycia w domu.
On był odpowiedzialnym facetem od zawsze, zawsze wolał pracować niż siedzieć w domu. teraz także tak jest. w tym roku zaczynamy budować nasz dom, zawsze dbał o nas w każdy sposób...

JA cały czas myślę o córce, wiem, że ona potrzebuje nas dwoję ale szczęśliwych. Wiem też, że nie może patrzeć na sytuację gdy mąż mnie poniża, ale on raczej unika takich sytuacji gdy ona jest obok, nie ma krzyków przy niej, czasem podniesie głos... Wiem, że ona też go czasem denerwuje, ale nie krzyczy na nią. on jest teraz taki że nawet mały korek samochodowy go wyprowadza z równowagi...

Myślę o swojej córce i o jej dobrze, wiem że taka atmosfera może na nią źle wpłynąć i tego chcę uniknąć, dlatego wole siędzieć cicho gdy on coś źle powie, żeby nie było awantury przy córce. Sama wychowywana byłam w domu gdzie ojciec pił i robił awantury i wiem co czuje takie dziecko, jaki strach przed sobota, gdy tata znów się napił, moja mama nie umiała odpuścić i siedzieć cicho gdy ten coś powiedział i zawsze była wielka awantura i wyprowadzenie się ojca z domu, nabawiłam się nerwicy będąc dzieckiem... ja wole być cicho, powiedzieć co myślę o jego zachowaniu jak się uspokoi, niż zacząć się kłócić. mąż o tym wszystkim wie, co przeżywałam przez tyle lat chyba do 16roku życia. musiałam szybciej dorosnąć, stać się odpowiedzialna sama za siebie będąc dzieckiem... mąż także wie o tym, że nie pozwolę aby córka przeżywała to samo i ja nie będę znosić takiego traktowania... Na razie nie jest źlę, nie ma kłótni ani awantur, wyzwiska na razie zniosę dopóki córka tego nie słyszy i nie są jeszcze tak często, przy niej zawsze zachowuję się tak że nic się nie stało... ona na razie jest szczęśliwa, kocha tatę lubi się z nim bawić, przytulać do niego. liczę, że mąż rozwiąże swój problem i zmieni się, jeśli nie i zaczną się częstsze wyzwiska i awantury odejdę. tylko wtedy muszę być pewna , że on już się nie zmieni, żeby nigdy nie żałować. teraz raz jest dobrze raz źle...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 lip 2014, 21:38

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 30 lip 2014, 13:31
ZmartwionaŻona, myślę, że oczywiste jest, że Twój mąż nie radzi sobie z silnymi emocjami, które się w nim pojawiają (a w tym wypadku co byś nie zrobiła Ty, czy ktokolwiek inny, to wybuchów złości trudno uniknąć). Pytanie, co je wywołuje?
Napisałaś, że mniej więcej pół roku temu nastąpiła zmiana zachowania Twojego męża. Co się wtedy wydarzyło? Wtedy zaczął pracę u rodziny? A może wtedy całotygodniowe wyjazdy stały się dla niego tak frustrujące?
Jak mąż zachowuje się wobec swoich rodziców i rodzeństwa? Może wobec nich jest uległy, a później niestety odreagowuje na Tobie? A może ta konkretna praca jest dla niego frustrująca?

Jakby nie było: bez zaangażowania z jego strony, niewiele da się zrobić. :roll: A to oznacza dla ciebie, że tylko do pewnego stopnia jesteś w stanie mu pomóc.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

Avatar użytkownika
przez deader 30 lip 2014, 14:20
ZmartwionaŻona napisał(a):Mąż zapisał się nie dawno na prawko na tiry zawsze tego chciał, może gdy zda i zmieni pracę, wtedy się uspokoi...

Taki mały wtręcik: może nie być tak łatwo, kumpel ze dwa lata temu zrobił prawko na tiry i nigdzie roboty nie znalazł bo szukają zawsze kogoś z doświadczeniem. No a jak ma niby nabyć doświadczenie, kupić tira i sobie pojeździć?? :P Więc oby rzeczywistość nie wkurviła go jeszcze bardziej...

essprit napisał(a):To co przewija się przez twoje pisanie to ZMIANA ZACHOWANIA męża - widziana nie tylko przez Ciebie ale też jego rodzinę.

Ja bym się zastanawiał czy w takiej pracy w której nie ma go w domu 5 dni w tygodniu - nie zaczął sobie czymś "pomagać".

ZmartwionaŻona napisał(a):Dodam , że ostatnio zaczął uciekać w alkohol. Wcześniej pił rzadko teraz co dzień...
(...)
Dodam, że dziś wrócili z pracy i teraz ma kilka dni wolnych, i siedzi na podwórku i pije znowu...

Tym bardziej "patrz wyżej".

barsinister napisał(a):zaraz tam psychopata, albo mu się życie rodzinne nie podoba, albo żona ogarniająca dzieciaki przestała pociągać - więc frustracja, stres i wyżywanie się, nie trzeba mieć zaburzeń psychicznych, żeby dopuszczać się zachowań przemocowych

Psychotropka`89 napisał(a):Nie przesadzajmy z tymi psychopatycznymi zachowaniami... :roll:
Też mi się nie podoba zachowanie tego pana ale według mnie wynika to ze sfrustrowania. 23 lata to nie dużo jak na faceta, a tu żona, dziecko, opłaty, obowiązki. Dotarło do niego, że życie to nie taka prosta sprawa i że jest dopiero na początku zmagań z rzeczywistością.

Też uważam że najczęściej prawda okazuje się banalna. Nigdzie nie napisałaś - albo ja nie doczytałem - jaką ma twój facet pracę. Co w niej robi? Praca to jedno z najbardziej stresogennych draństw na świecie i tam zacząłbym szukać odpowiedzi.

Aranjani napisał(a):nie ma to jak diagnozy forumowe :hide:

C'nie? :D Więcej się dowiesz jakie problemy ma ten kto doradza niż sensowną poradę usłyszysz ;)
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez ZmartwionaŻona 30 lip 2014, 14:28
mąż pracuje tam już kilka lat, chyba 5... on jest bardzo pomocny, zawsze każdemu pomaga i sprawia mu to przyjemność... Rodzice ani rodzeństwo nie denerwują go, także nie wtrącają się w nasze życie.. z moją rodziną też mamy bardzo dobry kontakt i także nie wtrącają się w nasze życie. w mojej rodzinie nikt nie wie o jego zachowaniu... mąż ma taką prace że raz jest co noc w domu a raz wraca na weekend... teraz wypadł rok wyjazdów... męża denerwuje już ta praca, bo za często pracownicy piją po pracy, co dzień... chcę zdać prawko i jeździć na tirach myślę, że może wtedy przestanie być tak agresywny.... Dodam, że 2 mieś temu powiesił się jego kuzyn, z którym kiedyś miał dobry kontakt, i mąż bardzo to przeżył, od tamtej sytuacji coraz więcej zaczął mi ubliżać... nie powiem, bo jak mąż zaczął mi ubliżać około 6mieś temu to na początku odwdzięczałam się tym samym lecz bardzo rzadko wtedy to występowało więc były takie ze 3sytuacje wtedy i byłam obrażona na niego, niestety źle się z tym czułam i była rozmowa, że nie może tak być. mieliśmy się zmienić i ja się zmieniłam od tamtej rozmowy, on przez pewien czas też był inny, chodź czasem się denerwował ale bez wyzwisk..

Myślę, że praca i śmierć kuzyna są przyczyną jego zachowania...
Ale nie wiem czy nie ma czegoś jeszcze i czy moje domysły są prawdą...
Jeszcze chyba pieniądzę, myśli że mało zarabia, bo zawsze na coś brakuje i nie udaje się odłożyć i chciałby dodatkową prace znaleźć..
Ja mu mówię, że jest dobrze, starcza nam na życie, na córkę, nie wymagam od niego więcej.
Nie zależy mi na nowych ubraniach czy kosmetyczce, ubrania używane są w bardzo dobrym stanie i można fajne rzeczy kupić takiego jestem zdania. ale zawsze jestem ubrana ładnie i seksownie.
Nie zaniedbałam się będąc mama, dbam o siebie nawet bardziej. jestem szczupła, atrakcyjna, więc tu problemu nie widzę.
w łóżku też nam się układa, po porodzie mam tam bardzo ciasno, mąż też nigdy nie narzekał, zawsze jest zaspokojony będąc w domu i ja także , tu chyba przyczyny też nie ma...
ogólnie tworzymy dobrą parę, gdyby tylko nie ta agresywność męża było by b.dobrze...

-- 30 lip 2014, 14:32 --

deader mąż pracuje na budowie, rzadko pił po pracy, ostatnio częściej ale zawsze o tym wiem, co i ile pije...

Co do pracy mąż już ma załatwione 4 prace, 2 po polsce 2 za granicę wyjazdy...
Oni mają duże znajomości więc o to się nie martwi, aby zdał i prace będzie miał, już na zimę ma załatwioną...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 lip 2014, 21:38

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez Nastia 30 lip 2014, 14:33
Hmm, ja napisałaś o Twojej rodzinie i dzieciństwie to bardziej dla mnie zrozumiała jest dla mnie Twoja postawa - zrozumiała, ale nie usprawiedliwiona. Jesteś zatem DDA i Twoje podejście do sprawy jest typowe dla dziecka z rodziny alkoholowej:

- tłumaczysz chłopa mimo, że zachowuje się poniżej krytyki. Co z tego, że do tej pory BYŁ odpowiedzialny i dbający? BYŁ. Teraz jest teraz. I co z tego, że budujecie dom? Fajnie, tylko, że nie niweluje to jego chamskiego zachowania. Prawda?

- "Myślę o swojej córce i o jej dobrze, wiem że taka atmosfera może na nią źle wpłynąć i tego chcę uniknąć, dlatego wole siedzieć cicho gdy on coś źle powie" - czyli jesteś bierna, unikająca, potulna jak owieczka, nie robisz nic. Jak córka podrośnie to może czuć do Ciebie narastającą nienawiść (którą pewnie będzie dusić w sobie wzorem mamy - a to prosta droga do depresji/nerwicy/autoagresji) za to, że przyzwalasz na takie zachowania, że przymykasz oko i zachowujesz się "jakby nigdy nic", że się podporządkowujesz "humorzastemu" (lub agresywnemu) ojcu. Poza tym dziecko nie jest głupie, myślisz, że wyczuwa, czy między rodzicami jest ok czy pozornie ok? Nie mówiąc już o tym, że ona się nauczy od Ciebie takiej postawy i prawdopodobnie sama będzie dawała sobą pomiatać.

- "Sama wychowywana byłam w domu gdzie ojciec pił i robił awantury i wiem co czuje takie dziecko, jaki strach przed sobota, gdy tata znów się napił, moja mama nie umiała odpuścić i siedzieć cicho gdy ten coś powiedział i zawsze była wielka awantura" - no tak, to lepiej siedzieć jak mysz pod miotłą, masz rację.. Znam osoby DDA, których matki były jak potulne trusie i uwierz mi - z tego też nic dobrego dla dzieci nie wynikało. Bierna matka jest współwinna (przed swoim dzieckiem), uświadom to sobie.

- "ja wole być cicho, powiedzieć co myślę o jego zachowaniu jak się uspokoi" - aha, czyli dajesz mu się powyżywać na sobie, aż się uspokoi..? Nieźle ma ten chłop z Tobą ;)

- "mąż także wie o tym, że nie pozwolę aby córka przeżywała to samo i ja nie będę znosić takiego traktowania..." - Co..? No przecież właśnie pozwalasz się mu tak traktować i ZNOSISZ. Zerknij choćby na swój cytat powyżej.

-"wyzwiska na razie zniosę" - No to w końcu znosisz czy nie znosisz? I czy Ty w ogóle siebie "słyszysz"??

- "liczę, że mąż rozwiąże swój problem i zmieni się" - Widać, jak "przemyślałaś sobie" nasze posty.. Tak, tak, bądź nadal bierna i czekaj na cudowną samoistną zmianę męża. Z pokorą i cierpliwością. Nawet i rok, dwa, dziesięć lat. Sama absolutnie nic nie rób! Nic. Ufaj, że on coś ze sobą zrobi, nawet jak nie wykazuje żadnej inicjatywy - ufaj do skutku. Bądź bierna, ze stoickim spokojem znosząca kolejne wyzwiska, udawaj przed córką, że jest ok i módl się, aby Cię nie uderzył. I tłumacz go ciągle, na każdym kroku. Oczywiście gotuj mu też przepyszne obiady, co by utrzymywać dla dobra dziecka pozory szczęśliwej rodziny:) A, i jeśli jesteś wierząca to dziękuj Bogu, że mąż pije mniej niż żule z rynsztoku i że przynosi pieniądze do domu, a także módl się, aby Cię nie uderzył, a jeśli już - to żeby nie bolało za bardzo. A potem ufaj, że następny raz Cię nie uderzy. I tak za każdym razem!

Abstrahując od Twojego męża, Tobie przydałaby się terapia i to bardzo, bo imo masz spory problem ze sobą. Jeśli sama nie chcesz iść, to nie naciskaj na męża, że pójdzie.
Ostatnio edytowano 30 lip 2014, 14:43 przez Nastia, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
381
Dołączył(a)
23 kwi 2014, 18:46

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

Avatar użytkownika
przez deader 30 lip 2014, 14:42
ZmartwionaŻona napisał(a):Myślę, że praca i śmierć kuzyna są przyczyną jego zachowania...
Ale nie wiem czy nie ma czegoś jeszcze i czy moje domysły są prawdą...
Jeszcze chyba pieniądzę, myśli że mało zarabia, bo zawsze na coś brakuje i nie udaje się odłożyć i chciałby dodatkową prace znaleźć..

Pieniądze są związane bezpośrednio z pracą, więc wykreślam to jako że należy do tej samej "kategorii".

Czyli mamy zredukowaną ilość domysłów do konkretów: praca i śmierć w rodzinie. Jedne z najczęstszych przyczyn "pojebania". Praca na budowie jest jaka jest, dość koszmarna, zwłaszcza jak ktoś ma nieco pod kopułą a musi przebywać w towarzystwie innego sortu. Śmierci nawet nie komentuję bo i po co, każdy wie że śmierć jest przejebana.

Nie dziwi mnie też tym bardziej że do psychologa/psychiatry nie chce się wybrać. Zmuszanie, namawianie itd. = bezsens, człowiek musi czegoś sam chcieć żeby sobie pomóc.

Jedyne co możesz obecnie tak naprawdę zrobić to wyznaczyć swoje "terytorium" żeby facet wiedział na ile może sobie pozwolić.

Albo od niego odejść, co w tym przypadku było by strasznym draństwem.
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez Nastia 30 lip 2014, 14:53
deader napisał(a):Albo od niego odejść, co w tym przypadku było by strasznym draństwem.

A to niby dlaczego..?
Facet ją wyzywa, traktuje chamsko i w dodatku nie chce z tym nic zrobić, na próby rozmowy i zrozumienie ze strony żony reaguje atakiem, ma w dupie to, jak inni się z tym czują, nawet nie jest w stanie powiedzieć, o co chodzi, a do psychologa pójść nie chce. Krzyczy, popija, wyzywa. Kto tu jest draniem? Problemy ma każdy, zrozumiałe jest przejmowanie się pracą, śmiercią, odpowiedzialnością za rodzinę itd., ale przenoszenie tego na żonę i wyżywanie się na niej już raczej nie. Pomijając już to, że żona też ma problemy, nie on jedyny, a nie wygląda na zainteresowanego jej uczuciami.
Offline
Posty
381
Dołączył(a)
23 kwi 2014, 18:46

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez ZmartwionaŻona 30 lip 2014, 15:03
to, że mąż zaczął zachowywać się tak nie inaczej nie znaczy, że mam od razu od niego odejść... bo jest źle... albo robić awantury zwłaszcza przy dziecku... żeby jeszcze pogorszyć sytuację... uciekać od niego bo obraził mnie, wyprowadzić się od razu albo nie odzywać przez koleje tyg....
Przemyślałam wasze posty, zastanawiałam się cały wieczór nad tym jak zachować się gdy kolejny raz mnie obrazi, nad tym co może być przyczyną jego zachowania, nad tym, że nie mogę sobie na to dalej pozwalać... i nie mam zamiaru czekać roku aż on się zmieni ani dłużej...
postawiłam sobie miesiąc czasu, w którym będę obserwować jego zmiany, na lepsze lub gorsze. on o tym nic nie wie...
Pisałam , że wole być cicho bo zawsze tak było, byłam cicho.. ale jak na razie do tej pory mąż jest ok, nie wyzywa nie denerwuje się na mnie, więc nie mam jak zastosować się do tego.. a nie chcę już z nim drążyć tematu gdy jest teraz ok...
Nie uważam bym miała ze sobą jakiś problem...
Patrze na męża i obserwuje jego zachowanie...
każdy w swoim życiu ma jakiś kryzys z którym sobie nie radzi wyżywając się na wszystkich.

-- 30 lip 2014, 15:11 --

JA wiem, że on ma jakiś problem, który w nim siedzi. wiem jak przejął się śmiercią kuzyna i jak dobija go już ta praca.
Moim zdaniem odejście od niego w takiej sytuacji było by czymś koszmarnym, dla niego też, bo jak jest dobrze to on naprawdę jest wspaniałym mężem, nie jest cały czas chamem non stop dzień w dzień...
Wiem jaki był i widać po nim, że coś w nim siedzi, nie jest pewny moich uczuć do niego sam tak stwierdził choć to totalna bzdura, bo zawsze staram mu się pokazywać moje uczucia. wiem, że to, że go nie ma przy nas też nie jest dla niego łatwe, nawet pytał czy kogoś mam, czy spotykam się z kimś...

On tak jakby sam w siebie zwątpił i stwierdził, że nie spisuje się jako mąż i ojciec...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 lip 2014, 21:38

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

przez essprit 30 lip 2014, 15:53
Zmartwiona, pamiętaj że każdy tutaj pisze luźne swoje pomysły/rady etc. - a konsekwencje ewentualnych działań (za tymi radami) ponosisz Ty i twoi bliscy. Z nas wszystkich, Ty najlepiej znasz swojego męża.

Jedynie co chce jeszcze dodać, to zanim jakiekolwiek niefajne decyzje kiedyś tam podejmiesz (rozstanie, rozwód) to PAMIĘTAJ o jednym, że póki co jesteście bardzo młodymi ludźmi i oboje zmierzacie się z dużą zmianą w swoim życiu (młode małżeństwo, dziecko, praca, budowa domu) - dla wielu osób są to trudne chwile i nie każdy potrafi w "poprawny" sposób radzić sobie z frustracją/stresem.
A nade wszystko, ZAWSZE ale to ZAWSZE wpierw spróbujcie poszukać POMOCY u specjalistów (PSYCHOTERAPEUTA !) przed jakimiś ostrymi "cięciami" ;)
Offline
Posty
1421
Dołączył(a)
14 gru 2008, 13:21

Mój mąż bardzo się zmienił... Proszę o rady..

Avatar użytkownika
przez deader 30 lip 2014, 15:57
Nastia napisał(a):
deader napisał(a):Albo od niego odejść, co w tym przypadku było by strasznym draństwem.

A to niby dlaczego..?

A to dlatego, że, jak najładniej to podsumowała autorka tematu:

ZmartwionaŻona napisał(a):każdy w swoim życiu ma jakiś kryzys z którym sobie nie radzi wyżywając się na wszystkich.

I to jest święta prawda i to jest coś o czym wielu ludzi (nie tylko kobiety, facetom też się zdarza) nie chce dla własnej wygody pamiętać. "Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci" - czyż nie tak jakoś to leciało..? To w moich oczach jedne z niewielu sensownych rzeczy których ludzi uczy religia, tymczasem ludzie dzisiaj zdają się mówić: "pieprzyć to, jak coś się psuje to zwijam manatki zamiast próbować naprawiać". Nie twierdzę że należy wobec tego trwać do końca ślepo nawet jak gość bije żonę trzy razy dziennie, ale - dżizas, kobieta nie jest po kilku latach maltretowania, tylko od kilku miesięcy jej facet jest nadwkurwliwy! Nie sądzisz że to nieco zbyt naciągany powód do tego żeby odchodzić? Skazać dziecko na sieroctwo, bo "mój mąż miał problemy których nie próbowałam nawet znieść"?? Rany, cieszę się że są jeszcze takie babki jak ZmartwionaŻona bo podtrzymują we mnie jakieś strzępy wiary w ludzkość, przez kobiety o takim nastawieniu jak Nastia ludzkość wymrze.

Ja osobiście uważam że odejście w takim momencie to chamstwo bo zostawia się (ponoć) ukochaną osobę z problemem sam na sam. Gdyby pewna tępa cipa zechciała 10 lat temu nieco poczekać z odejściem to z dużym prawdopodobieństwem bym tutaj nie trafił. Oczywiście, miło was wszystkich poznać i tak dalej, ale obiektywnie rzecz biorąc wolałbym nie musieć się tu znajdywać. te 10 lat temu potrzebowałem wsparcia w chvjowatym momencie, wsparcie odeszło, a problemy + głupota + brak nadzoru = większe problemy.
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do