poczucie męskości

Inne zaburzenia.

poczucie męskości

przez rav71 10 sty 2012, 22:54
Mężczyzna po prostu ma umieć zachowywać się adekwatnie do określonej sytuacji.
Jednak agresja jest dla mnie pojęciem, które nie powinno być przypisane wzorcowi mężczyzny, do jakiego powinniśmy dążyć.
To słowo bardziej mi się kojarzy z utratą kontroli nad sobą, z czymś, co jest ode mnie silniejsze i nad czym cięzko mi zapanować. Nawet w sytuacji przytoczonej przez Midasa, stanięcie w obronie ukochanej, nie określiłbym mianem agresywnego zachowania, lecz mężnej, odważnej postawy.
W życiu codziennym powinna u nas dominować postawa asertywna, polegająca na swiadomym wyznaczaniu granic swojego terytorium wewnętrznego i taktownym komunikowaniu innym, gdy chcą w jakis sposób na nie wkroczyć.
Ile razy zdarzało się nam, ze chociaz wcale nie byliśmy do czegoś przekonani, w obawie przed opinią innych mówilismy im to, co chcieliby usłyszec, zamiast tego , czego naprawde w danym momencie pragnęliśmy ?
Asertywnośc to niestety nie jest domena ludzi z niską samooceną. Częściej przejawiamy zachowania bierne, uległe, lub właśnie agresywne..gdy już sytuacja nas przerasta i wybuch złości jest niczym innym, jak efektem naszej bezradności wobec problemu.
Ja sporo się naczytałem o tym, jak być osobą asertywną w życiu, lecz z takim mniemaniem o sobie trudno wdrożyć te zalecenia. Nawet jeśli zacznę je stosować, nie będę sprawiał wrażenia osoby naturalnej. Tu jest potrzebna gruntowna rekonstrukcja psychiki, mechanizmów reagowania na dane sytuacje, a to wymaga już czasu, współpracy z psychologiem, terapeutą, lub po prostu znalezienia swojego miejsca na ziemi..wsród męzczyzn, którzy przyjmą nas takimi jacy jestesmy i nie odrzucą, a kontakt z nimi obudzi w nas prawdziwą męskość.
Tego życzę sobie i Wam wszystkim :)
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
03 lis 2010, 16:43

poczucie męskości

przez Nel 10 sty 2012, 23:10
wykraczacie poza problem męskości....
to są problemy ogólnoludzkie...
niezależne od płci....

tez mnie bolał brzuch przed wfem
bałam sie ze zostane wybrana ostatnia do dwóch ogni....
nie chodziłam na dyskoteki na wszelki wypadek
jakby mnie nikt do tańca nie poprosił
tez nie jestem asertywna
tez sie boje decyzji
tez o nic nie potrafię walczyc
tez jestem bierna niepewna czasem agresywna, cześciej smutna
tez sobie nie radze
tez mnie przerasta
tez nie potrafię, boję sie wszytskiego
mam przeraźliwie niską samoocenę
tez jestem uległa i zależna
tez męcza mnie ludzie, nudzą
mam ochote uciec ....
powinnam umiec sie zachowac
a reaguję nadmiernie na kazdy bodziec
tez nie miałam wzorca kobiety ani mężczyzny...
tez tez tez .....

nie mam juz siły dalej wymieniac

ale jestem kobietą....
problem polega chyba na tym ze u kobiety jest to łatwiej akceptowalne.... :(
nie wiem sama...
...Wracam w siebie i znajduję świat!
Znowu raczej w przeczuciu i niejasnym pożądaniu niż w rzeczywistym kształcie i żywej sile...

Johann Wolfgang von Goethe
Nel
Offline
Posty
6089
Dołączył(a)
20 cze 2011, 16:44

poczucie męskości

przez etien 10 sty 2012, 23:33
rav71 skoro dużo czytałeś o asertywności to uważam, że też nie ma co czekać z wdrażaniem jej w życie. Owszem pewnie terapia z psychologiem jest i tak niezbędna, aby te zachowania asertywne nie tylko były zachowaniami ale wynikały z charakteru, z odbudowywanej na nowo osobowości. Jednak myśle, że czekając na "dobry grunt", czyli sytuację, w której poczujesz się już w dużej mierze "właściwy" jest odkładaniem doświadczeń w czasie. Tym bardziej, że wydaje mi się, że najbardziej zmieniamy się poprzez życie, działanie, doświadczenie. Czekając na lepszy stan w głowie można zupełnie się zawiesić i stać w miejscu czekając na cud.
Dlatego myślę, że próbując zachowywać się asertywnie choćby w bardzo małych sprawach jest dużym krokiem do przodu. A jak zorientujesz się, że sobie radzisz w tym co małe przyjdzie i większa odwaga i poczucie satysfakcji, że coś w sobie pokonałeś.

BłękitnaAbstrakcja myślę, że masz tu dużo racji, zarówno mężczyźni, jak i kobiety stresują się, boją, nie potrafią odnaleźć się w sytuacjach społecznych, mają te same problemy.
Tyle tylko, że wydaje mi się, że mężczyźni podchodzą do tych spraw nieco ambicjonalnie. A z drugiej strony kobiecie niby wypada być "biedną i zagubioną", ktoś ją pocieszy, przytuli, zaopiekuje się nią.
Natomiast kiedy mężczyzna ma takie oczekiwania to wydaje się to być już niemęskie, tak jak pisał Vilgefortz. I mężczyźni mają problem aby w sobie zaakceptować tego typu potrzeby, jednocześnie spodziewają się braku akceptacji społecznej.
Mężczyźni za bardzo przejmują się opinią innych, może nieco na wyrost. W ich gronie pewnie jest jakaś rywalizacja i przekonanie, że zawsze trzeba coś udowadniać.

My kobiety bardziej akceptujemy nawzajem swoje słabości, bardziej się wspieramy niż rywalizujemy.

-- 10 sty 2012, 23:48 --

Jakby nie było my kobiety pragniemy mieć silnych, odpowiedzialnych, zdecydowanych mężczyzn.

Tylko co naprawdę oznacza ta odpowiedzialnosc, zdecydowanie, czy konsekwencja?

Może mężczyźni zbyt dużo od siebie wymagają i same te wymagania ich przerastają, czyli sami z siebie dążą do jakiegoś ideału, który tylko powstał w ich głowie. Nie dorównując ideałowi nie ackeptują siebie, nie zauważają swoich mocnych cech, zaś takie myslenie nie pozwala im wierzyć w siebie.

Może za dużo w nich właśnie myślenia na zasadzie "czarne albo białe"? Nastawieni są na zadanie i osiągnięcie wyniku, a wynik może być tylko albo DOBRY albo ZŁY.
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

poczucie męskości

Avatar użytkownika
przez Sorrow 11 sty 2012, 00:59
Nie mam problemów z "męskością", bo dla mnie nie istnieje definicja "męskości" oparta na uczuciach i zachowaniach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

poczucie męskości

przez Tacyt 11 sty 2012, 02:30
Z ciekawościa przeczytałem wszystkie wątki w tym temacie i też chciałbym dodać coś od siebie, ponieważ czuje, że i mnie ten problem dotyczy.
Juz dwa razy zaczynałem pisać swojego posta ale skasowałem wszystko bo zaczynałem opowiadać całe swoje życie zbytnio odbiegając od tematu... może kiedy indziej, w innym wątku...?
Postaram się napisać zwiężle.
Dlaczego czuje się mało męski:
- brak odpowiedniego wzorca z dzieciństwa (ojciec jest dobry, ale zawsze byłem do niego w opozycji, różnica charakterów , jestem zupełnie inny).
- nieśmiałość
- mało kontaktów z ludźmi w ogóle
- ciągle mieszkam z rodzicami, brak samodzielności
- brak osiągnięc na polu kariery zawodowej (1,5 roku pracy w restauracji, teraz u ojca w kiosku, na niejsasnych zasadach (zazwychaj po 3 godz. dziennie, za darmo - resztę czasu spędzam z chorą mamą)
- kompelksy wobec jedynego, bliższego kumpla (jest młodzy ode mnie a wydaje mi się, że osiągnął o wiele więcej)
- tłumienie w sobie emocji
- mało stereotypowo męskich zainteresowań
- mało bliższych kontaktów z kobietami (nigdy nie stworzyłem dłuższego związku)
- strach przed bliskością i otwarciem się (mam wrażenie, że prawdziwego ja nikt nie zechciałby kochać czy lubić)
- brak wiary we własne siły (mam plany i marzenia ale ciągle mam wrażenie, że nie uda mi się ich zrealizować)
- często oceniam się jako nieciekawego toważystko (choć nie zawsze)
.... na pewno coś jeszcze by się znalazło, ale na razie ciężko mi zebrać myśli...

chcę jeszcze napisać co czyni, że czuje się męski:
- pewne sukcesy (ukończenie studiów z b. dobrymi wynikami)
- plan zrobienia doktoratu (gdy mysle, że może mi się udać)
- siła do stawiania czoła codziennym problemom (bycie oparciem dla mamy chorej na stwardnienie rozsiane, opieka nad nią, zabieranie jej na spacery, dbanie o pogdna atmosferę w domu mimo choroby, troska o dom, pomoc ojcu w pracy, poświęcanie czasu na naukę w kierunku przyszłego doktoraatu)
... Na razie tyle napiszę, bo o tej porze nie jestem w stanie już myśleć...
dobranoc i powodzenia :zzz:
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 sty 2012, 18:33

poczucie męskości

Avatar użytkownika
przez Vilgefortz 11 sty 2012, 20:51
BłękitnaAbstrakcjaW moim przekonaniu dużo prawdy jest w tym co napisałaś - mi ciężko rozłożyć cała moją konstrukcję psychiczną na czynniki pierwsze tak, żeby oddzielić poczucie samotności, niską samoocenę, nieumiejętność zawalczenia o swoje interesy od problemu mojej zniszczonej męskości. Dodatkowo - jak ojciec mnie zawiódł nie spełniając moich oczekiwań jako syna - wówczas łatwo było mi odwołać się do stereotypów, które każdy wie jakie są. No i do oczekiwań w stosunku do mnie jako do faceta. A że nie spełniam ich a chcę być akceptowany no to żyję tak jak sobie wyobrażam, że żyć powinienem a nie tak jak chcę.


Tacyt,
- strach przed bliskością i otwarciem się (mam wrażenie, że prawdziwego ja nikt nie zechciałby kochać czy lubić)
Przykuło to moją uwagę bo tym samym poczuciem jestem na maksa naznaczony więc mam pytanie - jak sobie wyobrażasz swoje prawdziwe ja?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
01 sty 2012, 19:47

poczucie męskości

przez rav71 11 sty 2012, 21:53
Ja mam chwile, choć sporadycznie one występują, gdy tryskam energią i wręcz ludzie postrzegają mnie jako pozytywnego kolesia. Nie ukrywam, że tego typu komentarze bardzo pozytywnie wpływają na moje ego, lecz zwykle były to komplementy ze strony kobiet.
Mnie, człowieka z kryzysem męskości najbardziej podbudowałoby uznanie drugiego mężczyzny ..i to najlepiej takiego, który w moich oczach jest prawdziwym facetem.
Trudno mi nawet odpowiedzieć sobie na pytanie, co dla mnie oznacza być prawdziwym facetem, jednak rozmawiając z kimś, obserwując..mogę stwierdzic kto te cechy posiada, a komu ich brakuje.
I nie jest to bynajmniej opinia na podstawie weryfikacji męskich zainteresowań u danego osobnika, lecz sposób zachowania, odwaga, nawet niekoniecznie smiałość w kontaktach, bo małomównych facetów jest sporo i według mnie to nie swiadczy o kryzysie męskości.
Ja jednak przez większość czasu czuję sie po prostu spięty, a najgorzej jesli stoję przed wykonaniem jakiegoś zadania po raz pierwszy. Od razu w mojej głowie rysuje się najczarniejszy z możliwych scenariusz.
To pewnie wynika w znacznej mierze z tych lekcji w-f . Nie wiem, może to trochę nadinterpretacja z mojej strony, że tak wiele swoich niepowodzeń przypisuję temu, iż nie radziłem sobie na tych lekcjach w szkole, jednak pamiętam chwile, a było ich niewiele, gdy udało mi się wyprowadzic dobrze jakieś zagranie.
Koledzy bili mi wtedy brawo, a ja czułem się tak, jakby mi urosły skrzydła. Nie zapomnę jaki entuzjazm mi wtedy towarzyszył..Zauwazylem tez, ze po udanej jednej akcji, zaczynałem lepiej grać i tego dnia jeszcze kilka dobrych zagrywek wchodziło.
Niestety nie działało to długoterminowo. Idąć na kolejną lekcję w-f czułem znów to samo co wcześniej. Skurcz zolądka, telepanie serca, suchość w ustach i wszelkie inne objawy silnego stresu. Stojąc na boisku i widząc piłkę, często czułem sie jak w jakiejs innej rzeczywistości, odrealniony zupełnie. Ile razy było tak, ze np jak gralismy w kosza, łapałem piłkę i rzucałem do złego kosza lub podawałem osobie z przeciwnej druzyny.
U mnie problemem nie był brak sprawności fizycznej, ponieważ w indywidualnych ćwiczeniach radziłem sobie dość przyzwoicie.
Problem od początku leżał w psychice i dotyczył nie tylko samej lekcji w-f, ale nawet przeróznych zabaw grupowych. Nawet będąc na jakimś wyjeździe - choć miało to miejsce bardzo rzadko, robiłem wszelkie możliwe uniki zeby wymigać się od tego typu rozrywek, jednak na jednej zostalem prawie siłą zmuszony do wzięcia udziału i nie wypadło najgorzej..a co więcej, czułem się po tym duzo lepiej..
Wniosek z tego taki, że przez utrwalone i głęboko zakorzenione lęki, mogę nawet mylnie twierdzic, że danej czynności nie lubię..to przesłania sporą część mojego prawdziwego JA.
Wracając do dawnych lat..nie doświadczyłem nigdy takiej prawdziwej jedności między kolegami.. Juz nie chodzi tutaj o jakies super zażyłe przyjaźnie, bo trudno o tym mówić gdy się jest w podstawówce, ale rzadko bylo tak zebym gdzies wychodził z kolegami. Miałem co prawda kilku, jednak z tego co pamiętam, wolałem siedziec w domu i ogladac tv lub siedziec na kompie. Czasami nawet sami przyjezdzali do mnie i chcieli bym wyszedl z nimi na rower, ale juz wtedy miałem poczucie bycia kimś słabszym, gorszym, dlatego najbezpieczniej było mi we własnym pokoju.
W liceum natomiast tez zacząłem byc traktowany jak oferma..w pierwszej klasie na poczatku koledzy zaczęli mi dogryzać, obrzucali papierkami, itd..Wyczuli, ze jestem dupa wołowa i chcieli mnie zgnoić. Wiedziałem, ze brak mi wystarczająco siły, aby się im przeciwstawic, więc załozyłem maskę. Zeby nie reagować smutkiem lub gniewem na ich zaczepki, przybralem postawe swira, ktory smieje się z tego , choc naprawde nie bylo mi do smiechu.
Tym oto sposobem stalem się maskotką klasową, takim błaznem z ktorego się mozna pośmiać. Poźniej się sytuacja uspokoiła i pod koniec liceum nikt mnie nie zaczepiał, jednak to nie zmienia faktu, ze przeszłość odcisneła piętno na mojej psychice.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
03 lis 2010, 16:43

poczucie męskości

przez Tacyt 12 sty 2012, 00:32
Vilgefortz, pisząc to na co zwróciłeś uwagę, miałem na myśli problem dość złożony:
Po pierwsze nie uważam, że jestem osobą nie zasługującą na miłość czy przyjaźń, sądzę, że należą mi się one i mógłbym sie sprawdzić w roli osoby dającej te uczucia i nimi obdarowywanej. Ja siebie rozgrzeszam ze wszystkiego, mam wady, ale ogónie nie oceniam się źle. Są jednak rzeczy, których najnormalniej się wstydzę i bałbym sie być z kims zupełnie szczerym - a jak wiadomo, miłość wymaga szczerości. Tutaj, anonimowo mogę łatwiej jest o tym mówić.
Wstydze się tego, że w szkole pewne osoby zaczepiały mnie a ja nie umiałem sie im odgryźć (może i to głupie ale tak jest; kto chciałby kochać faceta, który nie umiał sie obronić?) wstydze się swoich marnych osiągnięć; boje się, że jeśli ktoś wiedziałby jak wyglądało dotąd moje życie (mało znajomych, siedzenie w domu, mało bliskich kontaktów z kobietami) to nie chciałby się ze mną zadawać myśląc, że coś ze mną nie tak.
Na prawdę zakochany byłem tylko raz, ale przed każdym spotkaniem z tą kobietą (od momentu, gdy zaczęliśmy juz być ze sobą nieco bliżej) bardzo się stresowałem; i choć było bajecznie, bałem się, że gdyby ona wiedziała o mnie więcej to nie chciałaby ze mną być - zgrywałem osobę bardziej pewną siebie niz jestem. Miałem wobec niej kompleksy (ona studia i praca, samodzielne mieszkanie, ja wówczas tylko studia i mieszkanie z rodzicami). To wszystko szybko się rozpadło z jej winy oficjalnie (a może i faktycznie z mojej bo nie byłem z nią szczery, bo nie zawalczyłem o nią, kiedy prosiła o czas, nie ma co wgłębiać się w szczegóły). Juz na tym przykładzie zauważyłem jak bardzo boje sie odrzucenia i skrywam swoje prawdziwe ja przed innymi, bojąc się, że wydałoby im się ono mało atrakcyjne.

Mam nadzieje że w miarę udało mi się to wytłumaczyć, ale słowa i tak nigdy nie oddadzą do końca tego, co chciałoby się wyrazić.
Pozdrawima
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 sty 2012, 18:33

poczucie męskości

przez etien 12 sty 2012, 23:35
rav71 z tego co piszesz mam takie przemyślenia, że to co się z Tobą dzieje bardziej przypomina lęk uogólniony i możliwe, że jako mężczyzna nie akceptujesz w sobie tych odczuć - łączysz je z brakiem męskości, bo nie czujesz się pewny siebie, silny. Tyle, że według mnie te Twoje odczucia nie są ani męskie, ani niemęskie to po prostu lęk, który tak samo dopada i dotyczy kobiet, jak i mężczyzn. Czyli jest lęk nerwicowy.

Ten lęk pewnie ogranicza Cię w znaczącym dla Ciebie stopniu, jednak to nie jest według mnie problem męskosci, tylko Twoich wewnętrznych przeżyć dotyczących Ciebie jako osoby, doświadczeń, które warto by było przerobić z psychologiem.

Jednak piszesz też, że bardzo potrzebujesz pochwały, akceptacji ze strony mężczyzny - autorytetu. To akurat niewątpliwie wiąże się z Twoją męskością. Może masz poczucie, że nie potrafisz, do tej pory nie potrafiłeś spełnić oczekiwań kogoś dla Ciebie ważnego (np. ojca), gdzie uznanie tego kogoś byłoby dla Ciebie potwierdzeniem Twojej męskości, poczuciem "przyjęcia"?
Nie wiem jakie miałeś relacje z ojcem i czy on w ogóle był dla Ciebie jakimkolwiek autorytetem... Tak tylko mi się skojarzyło!


Tacyt to o czym piszesz, dzięki czemu czujesz się męski jest dla mnie niezrozumiałe.
Ja jako kobieta też czuje się gorsza jak cos mi nie wychodzi, kiedy widzę, że jestem bezradna wobec codzinności, kiedy doświadczam porażek w pracy itp. To powowduje, że tracę poczucie pewności siebie, czuje się beznadziejna.
I też uważam za swój sukces ukończone studia, czuje się dzięki temu dobrze, bo mam poczucie, że jednak coś potrafię.
Czuje się ogólnie super kiedy zamierzone cele udaje mi się realizować, kiedy mogę być pomocna dla innych itp.



Nie uważam aby robienie doktoratu świadczyło o jakiejkolwiek kobiecości, czy męskości itp?

Niezależnie od płci czujemy się dobrze kiedy widzimy, że odnosimy sukcesy, kiedy widzimy, że coś potrafimy dobrze zrobić - to podonosi naszą samoocenę, poczucie wartości.
I podobnie porażki, niepowodzenia, nasza bezradnośc powoduje, że czujemy się gorsi, nieporadni, zacofani i niedostosowani. To zaniża samoocenę.
Natomiast niewiele ma to z męskością, czy kobiecością.

Niektórzy mężczyźni chyba uważają, że bycie męskim oznacza najpierw bycie mężczyzną, a dopiero później człowiekiem - osobą.

rav71 ja też byłam w szkole tzw. "kozłem ofiarnym" gdzie zarówno dziewczyny, jak i chłopacy (głownie chłopacy) bardzo mi dokuczali, nabijali się ze mnie. To nie są miłe wspomnienia.
Jednak już dawno nie jestem w szkole...
Dzisiaj jestem inną osobą. Może mam problemy ale wynikają ona z jeszcze innych kwestii.
W każdym razie nie mam żadnych wątpliwości co do swojej kobiecości.
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

poczucie męskości

przez Tacyt 13 sty 2012, 00:49
Etien, chciałbym, żebys mnie dobrze zrozumiała. Broń Boże nie twierdzę, że robienie doktoratu, radzenie sobie z problemami życia itd. jest czymś typowym dla mężczyzn a dla kobiet już nie. Daleko mi od jakiegokolwiek seksizmu. Nie twierdzę też, że kobieta nie musi sie przejmować, gdy coś jej nie wychodzi BO jest kobietą. Nie znaczy to jednak, że to o czym napisałem nie ma prawa dawać mi poczucia męskości. Jest to wszytko dla mnie dowodem mojej siły, sprawności, zaradności - tak samo jak to co czyni, że nie czuje sie męski dowodzi mi mojej słabości i bezradności.
Zwróć uwagę, że zyjemy w społeczeństwie, które wymaga od mężczyzn tych wyżej wymienionych przeze mnie pozytywnych cech. Stereotypowo też, kobieta ma społeczne przyzwolenie na więcej słabości. Rozumiem, że zawalając coś ważnago, na czym danej osobie zależało (zwłaszcza na polu kariery) osoba ta zawsze czuć się będzie fatalnie i słabo - z tym, że w przypadku kobiety nie będzie to (przynajmniej w większości sytuacji) skutkować obniżeniem poczucia jej kobiecości a u mężczyzny może poczuciem męskości zachwiać. Kobieta może, jak sądzę, osiągnąć w życiu nie mniej niż mężczyzna, jednak to społeczeństwo wymaga więcej od mężczyzny; dlatego my też, będąc mężczynzami, odczuwamy porażki życiowe bardziej z uszczerbkiem dla swej tożsamości płciowej, choć na innych polach bolą nas one tak samo jak Was.
Przykładowo:
1. Co myśli kobieta, która traci pracę?: Jestem beznadziejna, jak ja teraz utrzymam rodzinę, do niczego się nie nadaję... itd.
2. Co myśli mężczyzna, który traci pracę?: Jestem beznadziejny, jak ja teraz utrzymam rodzinę, do niczego się nie nadaję, co ze mnie za facet?... itd.
(oczywiście nie każda kobieta i nie każdy mężczyzna tak pomyśli, ale załóżmy że mamy do czynienia z osobami o takiej a nie innek kondycji psychicznej. Raczej trudno sobie wyobrazić, by sytuacja ta zachwiała poczuciem kobiecości a męśkości jak najbardziej).
Pozdrawiam
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 sty 2012, 18:33

poczucie męskości

przez rav71 13 sty 2012, 23:16
Hmm..juz byłem skłonny napisać kolejnego mega długiego posta, ale to chyba niczego nie zmieni w moim życiu, ani raczej nikomu z forumowiczów nie pomoże. Fajnie jest się tak wygadac na forum, podzielić z kimś tym, co jest wstydliwym tematem i poczuc, iż nie jest się ze swoim problemem samemu..
Jednak takie poklepywanie siebie po ramieniu i mówienie " rozumiem CIę stary, mam to samo" na dłuzszą metę nie służy.
Możemy siebie tylko zachęcać nawzajem do podjęcia konkretnych kroków w kierunku wyjścia z tego stanu. Ja postanowiłem zapisać się do specjalisty i omówić z nim to wszystko, co poruszyłem tutaj.
Zyczę Wam wszystkim zdecydowanych działań na polu walki o swoją męską tożsamość.
Obiecuję, że podzielę się postępami. Może to będzie dla kogoś jakąś wskazówką.
Pozdrawiam
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
03 lis 2010, 16:43

poczucie męskości

przez vintage 14 sty 2012, 13:01
Ja chodzę do psychologa i wałkujemy mnie pod różnymi kątami. Wiem, że wszystkich moich problemów nie można podpiąć pod nikłe poczucie męskości, jak i być może nie wszystkie pasują do tego tematu, ale trudno postawić konkretną granice między problemami, to nie nauka ścisła, wszystko się zazębia. Spróbuję ograniczyć się do aspektów, które, według mnie najlepiej pasują do tematu.
Nie czuję się mężczyzną, czuję się chłopcem. Bardzo boję się odpowiedzialności i dorosłości, jestem tragicznie niesamodzielny i niezmotywowany. Z całym szacunkiem dla nich, bo staram się uzdrowić nasze relacje, uważam, że duża w tym zasługa moich rodziców. Taty w naszym życiu za dużo nie było, wyjeżdżał do Stanów przez 10 lat, zazwyczaj na rok, półtora, ale nawet wcześniej nie pamiętam, żeby było dużo wspólnych momentów. Pamiętam "biegunowe" sytuacje, tzn. albo beztroskie zabawy, albo totalny wkurw, ojciec ma poważne problemy z kontrolowaniem złości. Do niedawna jeszcze odczuwałem strach przed tymi napadami, a żeby ich nie wywoływać, obrałem "strategię" siedzenia cicho jak trusia. Niestety, widzę to dopiero teraz, przeniosłem to też na płaszczyznę kontaktów z innymi ludźmi, przez co generalnie jestem ciepłą kluchą. Perspektywa kłótni lub choćby wymiany zdań z kimś paraliżuje mnie, samo odezwanie się w dużej grupie "wysysa" ze mnie całą energię, więc moje interakcje wyglądają tak, że czasem odważę się rzucić słowo czy dwa, po czym się wycofuję.
Co do mamy, to jest nadopiekuńcza. Właściwie wszystko miałem podane na tacy, jedynym moim obowiązkiem była nauka. Mama robiła za mnie i braci wszystko. Do dziś towarzyszy mi uczucie, że zawsze mogę się wycofać, albo coś może mi nie wyjść, bo zawsze będzie ktoś, kto mnie wyręczy. Chyba stąd moja kompletna nieumiejętność przejęcia inicjatywy, obawiam się, że na walę, bo nie mam żadnego przygotowania. Widzę teraz, jak mama rozpieszcza swojego siostrzeńca, mały dostaje jakiś prezent praktycznie za każdym razem, kiedy ciocia przychodzi, a bywa i tak, że jest tak co drugi dzień. Ja miałem tak samo, jestem cholernie rozpuszczony i do tego tak naprawdę dopiero teraz to widzę.
Jest cholernie ciężko zdać sobie z tych rzeczy sprawę, bo w środku nada siedzi zahukany, zgorzkniały, rozpieszczony bachor, który krzyczy, że miało przecież być inaczej, a trzeba z nim walczyć.
Jeśli nadasz myślom formę słów, łatwiej będzie Ci prowadzić wewnętrzny dialog.
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
12 lis 2011, 14:19

poczucie męskości

Avatar użytkownika
przez Vilgefortz 14 sty 2012, 15:43
vintage, Ja też wałkuję temat z psychoterapeutką i nic tylko się frustruję bo z jednej strony wszystko rozumiem a czuję swoje.

samo odezwanie się w dużej grupie "wysysa" ze mnie całą energię, więc moje interakcje wyglądają tak, że czasem odważę się rzucić słowo czy dwa, po czym się wycofuję


Dokładnie tak samo mam, czego próbkę doświadczyłem wczoraj na zlocie osób z forum. Plus był taki, że nie katowałem się dodatkowo za to jaki jestem i teraz zastanawiam się nad tym dochodząc do wniosku, że muszę próbować tak długo aż się uda mi przełamać - choć to jest strasznie frustrujące i strasznie podcina mi skrzydła.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
01 sty 2012, 19:47

poczucie męskości

przez etien 15 sty 2012, 16:45
Vintage to co napisałeś o sobie w tym ostatnim poście w ogóle nie lączę z męskością tylko z byciem dorosłym i tym wszytskim co oznacza być dorosłym zarówno w odniesieniu do kobiet, jak i mężczyzn.

W zasadzie niektóre opisane przez Ciebie sytaucje są bardzo podobne do moich. Też z jednej strony nadopiekuńczy rodzice, a z drugiej wymagający, zmienne nastroje itp. (nie będę wchodzić w szczegóły).

Ja w każdym razie na dzień dzisiejszy już nie mam problemu aby udzielać się w grupie, dyskutować. Ale jeśli zaczynam kogoś lubić, zaczyna mi na kimś zależeć to wówczas robię się brena i uległa. Perspektywa kłótni, konfliktów starsznie mnie przeraża i dla dobra relacji często rezygnuję z własnych potrzeb, ustępuje. Jestem potulna, nijaka. Natomiast całą frustarcję i złość ukrywam w sobie.



W kontaktach z nowymi osobami myslę, że ważne jest sobie uświadomić, że nie wszyscy muszą nas lubić. My też nie wszystkich lubimy. Jełśi ktoś podczas pierwszego spotkania z nami sobie coś "dziwnego", złego o nas pomyśli to w zasadzie to tego kogoś jest problem, że ocenia powierzchownie, stereotypowo itp. ;)
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do