Jak dochodzicie do prawdy?

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Jak dochodzicie do prawdy?

Avatar użytkownika
przez refren 21 cze 2014, 01:16
"Panowie" - uff, to nie do mnie. :D
Avatar użytkownika
Online
Posty
3272
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Jak dochodzicie do prawdy?

przez torres 21 cze 2014, 01:36
Rozpatrujesz z etapu na którym masz poczucie, że wiara kłóci się z Twoimi wartościami (pragnieniami). Natomiast jeśli wiara się rozwija, to dochodzi do harmonii, uznajesz np. zasady moralne za coś, czym warto się kierować, a nie za coś zewnętrznego


Piszesz o momencie, w którym własne pragnienia i myśli zostały zastąpione przez zasady katolickie? Równie dobrze można to samo zrobić w sekcie i dopasować swoje zasady do tych stamtąd. Ja jednak podziękuję za coś takiego. Nie potrzebuję religii do tego żeby kierować się zasadami moralnymi. U mnie raczej wraz z rozwojem następuje odejście od tego typu zasad i przejście na zupełnie inny system moralny, w którym traktuje się siebie, innych i Boga na równi.

Zakochanie nie ubezwłasnowolnia. Takie od pierwszego wejrzenia nie jest dla mnie poważne, no ale może dla kogoś to wielka siła. Moim zdaniem nawet w zakochaniu się jest moment wyboru, w którym decydujesz czy chcesz się wkręcać i mieć na coś nadzieję czy nie. Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi na końcu, ale dla mnie sensem uczucia nie jest bezwarunkowość. Sensem uczucia jest uszczęśliwienie kogoś, a przez to siebie, co czasem nie jest możliwe, mimo, że jest jakieś uczucie.


Widocznie mamy inne doświadczenia w tym temacie ;) Gdybym miał wybrać w kim się zakochuję to dla mnie straciłoby to cały sens.

Dla mnie zniekształceniem jest odmawianie temu sportowcowi jego sensu życia. Owszem, są rzeczy, które uważamy uniwersalnie za takie, które nadają życiu sens, a inne za mniej nadające sens, robimy gradacje np. "zdrowie przede wszystkim", ale nigdy nie będzie zgody wśród wszystkich ludzi, co nadaje życiu sens, ponieważ sens życia jest kwestią indywidualną. Gdyby był tylko jeden, słuszny dla wszystkich, to nie bylibyśmy wolni.


Teraz nie jesteśmy wolni ponieważ żyjemy nie wiedząc jaki jest sens i musimy go sobie wymyślić. Raz, że nie każdy tak potrafi a dwa, że sens niektórych powoduje to, że na świecie jest tak chujowo bo kutasom jednemu z drugim marzy się władza absolutna a innym ludziom hajs i sława. Ludzie zdradzają, zabijają, oszukują, walczą ze sobą. No ale nie powiesz im, że to nie ma sensu bo tak jak w tym pogrubionym zdaniu - nie mamy prawa odmawiać nikomu jego sensu życia.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Jak dochodzicie do prawdy?

Avatar użytkownika
przez refren 21 cze 2014, 12:45
torres napisał(a):
refren napisał(a):Rozpatrujesz z etapu na którym masz poczucie, że wiara kłóci się z Twoimi wartościami (pragnieniami). Natomiast jeśli wiara się rozwija, to dochodzi do harmonii, uznajesz np. zasady moralne za coś, czym warto się kierować, a nie za coś zewnętrznego


Piszesz o momencie, w którym własne pragnienia i myśli zostały zastąpione przez zasady katolickie? Równie dobrze można to samo zrobić w sekcie i dopasować swoje zasady do tych stamtąd. Ja jednak podziękuję za coś takiego. Nie potrzebuję religii do tego żeby kierować się zasadami moralnymi. U mnie raczej wraz z rozwojem następuje odejście od tego typu zasad i przejście na zupełnie inny system moralny, w którym traktuje się siebie, innych i Boga na równi.

Nie bierzesz pod uwagę możliwości, że własne pragnienia, myśli i zasady nie wchodzą w sprzeczność z wiarą. Tymczasem nie tylko nie muszą wchodzić w sprzeczność, ale często wiara je wzbogaca i buduje w sposób nieopresyjny - pokazując dobra, do których chce się dążyć. Człowiek buduje siebie przez dokonywanie wyborów i nie jest możliwe przyjęcie zasad jakiejś "grupy religijnej", jeśli się tego nie chce. Zawsze jest wybór chcę/nie chcę, akceptuję/nieakceptuję. Sam przeżywasz swoje wątpliwości, konflikty, a uważasz, że inni są robotami, nie mają wątpliwości, pragnień, że dorośli ludzie przyjmują coś, bo ktoś im każe? Myślisz, że taki jesteś wyjątkowy, a inni nie myślą samodzielnie? To dość ograniczony punkt widzenia.

torres napisał(a):
refren napisał(a):Zakochanie nie ubezwłasnowolnia. Takie od pierwszego wejrzenia nie jest dla mnie poważne, no ale może dla kogoś to wielka siła. Moim zdaniem nawet w zakochaniu się jest moment wyboru, w którym decydujesz czy chcesz się wkręcać i mieć na coś nadzieję czy nie. Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi na końcu, ale dla mnie sensem uczucia nie jest bezwarunkowość. Sensem uczucia jest uszczęśliwienie kogoś, a przez to siebie, co czasem nie jest możliwe, mimo, że jest jakieś uczucie.


Widocznie mamy inne doświadczenia w tym temacie ;) Gdybym miał wybrać w kim się zakochuję to dla mnie straciłoby to cały sens.

Nie napisałam wcale, że można wybrać w kim się zakochać. Mówię, że ma się pewien wybór czy się zakochać, a jeśli się nie ma w tym wyboru, to nadal jest wybór, co z tym zakochaniem zrobić. Nie każde zakochanie musi się kończyć związkiem.

torres napisał(a):Teraz nie jesteśmy wolni ponieważ żyjemy nie wiedząc jaki jest sens i musimy go sobie wymyślić. Raz, że nie każdy tak potrafi a dwa, że sens niektórych powoduje to, że na świecie jest tak chujowo bo kutasom jednemu z drugim marzy się władza absolutna a innym ludziom hajs i sława. Ludzie zdradzają, zabijają, oszukują, walczą ze sobą. No ale nie powiesz im, że to nie ma sensu bo tak jak w tym pogrubionym zdaniu - nie mamy prawa odmawiać nikomu jego sensu życia.

Wymyślanie sensu kojarzy mi się z wolnością. Ja co prawda uważam, że dążenie do dobra, jakim jest Bóg jest sensem życia, ale można dążyć na różne sposoby, więc odkrywam/wybieram swój własny. Jeśli się z tym nie zgadzasz i nie jesteś skrępowany Bogiem czy "zasadami grupy religijnej", to tym bardziej powinieneś czuć się wolny.
Na innych ludzi nie masz wpływu, więc nie możesz uzależniać od ich postępowania swojej wolności.
torres napisał(a): U mnie raczej wraz z rozwojem następuje odejście od tego typu zasad i przejście na zupełnie inny system moralny, w którym traktuje się siebie, innych i Boga na równi.

Pytanie w jakiego Boga wierzysz. Bo jeśli jest on istotą wyższą od Ciebie, to nie jest logiczne ani słuszne traktować go na równi z sobą. Chyba, że się nie różni od człowieka.
Avatar użytkownika
Online
Posty
3272
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak dochodzicie do prawdy?

przez torres 23 cze 2014, 02:10
Nie bierzesz pod uwagę możliwości, że własne pragnienia, myśli i zasady nie wchodzą w sprzeczność z wiarą. Tymczasem nie tylko nie muszą wchodzić w sprzeczność, ale często wiara je wzbogaca i buduje w sposób nieopresyjny - pokazując dobra, do których chce się dążyć.


Biorę pod uwagę, że dojrzały człowiek dochodzi do innych wniosków niż takich, że Bóg stworzył nas tylko po to żeby na podstawie jednego życia pełnego uwarunkowań genetycznych i wzorców oceniać czy pójdziemy na wieczne potępienie czy wieczny raj. Wiem, że dobry Bóg nie pozwoliłby na tyle cierpienia gdyby mógł interweniować. kiedy ktoś interesuje się działaniem ludzkiej psychiki po prostu wie, że niesprawiedliwe byłoby takie ocenianie. Pada więc zdanie, że Bóg wie wszystko więc bierze pod uwagę wszystkie czynniki. Tylko, że gdyby brał je pod uwagę to każdy musiałby trafić do nieba lub dostać na kolejne szanse więc życie ziemskie nie miałoby sensu. Podczas medytacji również dochodzi się do ciekawych wniosków, które obnażają braki logiki w dogmatycznym rozumowaniu opartym na Biblii. Za to nauki Chrystusa to co innego więc jeśli tylko o nich mówisz to przyznaję Ci rację ale wtedy nie piszemy już o religii katolickiej pełnej dogmatów.

Człowiek buduje siebie przez dokonywanie wyborów i nie jest możliwe przyjęcie zasad jakiejś "grupy religijnej", jeśli się tego nie chce. Zawsze jest wybór chcę/nie chcę, akceptuję/nieakceptuję. Sam przeżywasz swoje wątpliwości, konflikty, a uważasz, że inni są robotami, nie mają wątpliwości, pragnień, że dorośli ludzie przyjmują coś, bo ktoś im każe? Myślisz, że taki jesteś wyjątkowy, a inni nie myślą samodzielnie? To dość ograniczony punkt widzenia.


Oczywiście tak by było gdyby nie chrzest i posyłanie dzieci do komunii i bierzmowania jeszcze zanim osiągną pełną dojrzałość. Te nauki wpływają na to kim dana osoba jest a potem już ciężko pozbyć się takich natłuczonych do głowy wzorców. Dlatego nie uważam nikogo za gorszego ze względu na jego wiarę ale samą religię zawsze uważam za zło niezależnie od tego, o której z nich mówimy. Podzielam tutaj zdanie Osho:
"Osho był przeciwnikiem jakiegokolwiek systemu wiary. Cenił natomiast i zalecał osobistą religijność, a nie bycie wyznawcą religii – wyraźnie te rzeczy rozgraniczał. Podkreślał wartość autentycznego, osobistego doświadczenia religijnego. Ku temu doświadczeniu prowadzą (bez szczególnej kolejności): bycie świadomym, miłość, medytacja, świętowanie, twórcze działanie oraz radość i śmiech. Mówił, że oświecenie jest naturalnym stanem człowieka[6], ale uwaga ludzi jest zbyt rozproszona by to zauważyć – rozproszona zwłaszcza przez nieustanne myślenie i ciągłą aktywność umysłu. Powiedział, że nie ma szczególnej różnicy pomiędzy nim, a innymi ludźmi, bo podobnie jak ci, którzy nie są teraz oświeceni i on kiedyś nie był oświecony, i tak samo jak on jest oświecony dzisiaj, tak inni będą oświeceni kiedyś."

Nie napisałam wcale, że można wybrać w kim się zakochać. Mówię, że ma się pewien wybór czy się zakochać, a jeśli się nie ma w tym wyboru, to nadal jest wybór, co z tym zakochaniem zrobić. Nie każde zakochanie musi się kończyć związkiem.


Taa wybór. Ludzie się zabijają z tego powodu właśnie dlatego, że nie mają wyboru. Niby teoretycznie on jest ale w praktyce to zupełnie inaczej wygląda. Zastanawiam się czy jest możliwość pozbycia się tego zniewolenia i jednocześnie kochanie tej osoby i szczęśliwy związek z nią.

Wymyślanie sensu kojarzy mi się z wolnością.


A mi ze zniewoleniem. Każdy wymyślony sens powoduje, że jesteśmy przez niego zniewoleni a jednocześnie to nie ma prawdziwego sensu bo ten jest wymyślony ;)

Ja co prawda uważam, że dążenie do dobra, jakim jest Bóg jest sensem życia, ale można dążyć na różne sposoby, więc odkrywam/wybieram swój własny. Jeśli się z tym nie zgadzasz i nie jesteś skrępowany Bogiem czy "zasadami grupy religijnej", to tym bardziej powinieneś czuć się wolny.


Zasadami grupy religijnej nie jestem skrępowany ale zasadami Boga już tak. Trzeba się pozbyć pragnienia miłości żeby nie była ona zniewoleniem a kiedy pozbędę się pragnienia to nie będzie mi już potrzebna taka miłość, o której teraz marzę. Dlatego uważam, że świat jest bezsensownym miejscem bo dopóki zależy mi na miłości i związku nie będę potrafił zaufać nikomu i cały czas będę żył w napięciu, że to się zepsuje. Kiedy przestanie mi zależeć przestanę się starać, związku i miłości nie będzie. Dlatego ludzie oświeceni kochają wszystkich ludzi i nie wchodzą w związki - z tego powodu nie chcę też być oświecony. Najlepiej by było nie istnieć wcale ale to nie jest możliwe bo świadomość jest nieśmiertelna. Pytanie jest jedynie na temat tego co się z nią dzieje po śmierci ciała fizycznego. Czy mamy indywidualną karmę czy może losowo świadomość przenosi się w inne miejsce. Ja mam nawet dowody na istnienie karmy ale przyjmuję możliwość, że to tylko złudzenie. Wydaje się to zbyt logiczne żeby mogło nie być prawdą ale ludzki umysł jest w stanie zdziałać cuda.

Pytanie w jakiego Boga wierzysz. Bo jeśli jest on istotą wyższą od Ciebie, to nie jest logiczne ani słuszne traktować go na równi z sobą. Chyba, że się nie różni od człowieka.


Nie możesz stwierdzić co jest słuszne, a logiczne to akurat jest. Bóg nie jest osobą i nie ocenia. Każdy z nas ma dostęp do swojej boskiej cząstki. Jednocześnie Bóg jest wyższy od każdego z nas ale też stworzył człowieka na swoje podobieństwo i w każdym z nas umieścił swoją cząstkę. Ja widzę to tak, że wszyscy jesteśmy jednością z Bogiem jak i ze sobą nawzajem. Tak jest na najwyższym poziomie, na którym jest Bóg. Jednocześnie każdy z nas jest odrębną jednostką ale to tylko iluzja bo to tak jakby nasze komórki w ciele myślały, że są sobą i mają na coś wpływ. Wszystkie komórki współoddziałują na siebie i nie mają wolnej woli. My różnimy się tym, że mamy możliwość używania wolnej woli ale przeważnie jedziemy na autopilocie i u większości ludzi tak schodzi całe życie. Człowiek, który postanawia używać wolnej woli jest uważany przez społeczeństwo za komórkę rakową i wtedy inni starają się taką osobę leczyć lub nawracać na "prawidłowe" myślenie. Tylko, że to jest najczęściej myślenie najbardziej nieprawidłowe bo opierające się na dualizmach.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Jak dochodzicie do prawdy?

Avatar użytkownika
przez refren 23 cze 2014, 03:09
Jaki wpływ ma chrzest na czyjąś samodzielność w myśleniu? Tak z ciekawości...

-- 23 cze 2014, 03:39 --

Twoje wypowiedzi odzwierciedlają mętlik, który musisz mieć w głowie. Osho, prawo karmy - samo to już wystarczy, żeby zryć sobie bańkę, a jeszcze sobie dokładasz pętlę determinizmu, że genetycznie jesteśmy uwarunkowani do jakichś wyborów życiowych, że pragnienie miłości zniewala. To nie pragnienie miłości zniewala, ale uzależnienie od miłości, miłość obsesyjna, która bierze się stąd, że ktoś nie zbudował sensu swojego życia, tkwi w pustce, a zakochanie ma być narkotykiem, który z tej pustki wyrwie czy ją przykryje. Może jesteś po prostu jeszcze młody, co by tłumaczyło Twoje podejście do zakochania się, bo w młodym wieku taki styl kochania jest częsty.

Pada więc zdanie, że Bóg wie wszystko więc bierze pod uwagę wszystkie czynniki. Tylko, że gdyby brał je pod uwagę to każdy musiałby trafić do nieba

To znaczy Ty sam jesteś w stanie wziąć pod uwagę wszystkie czynniki, skoro tak to oceniłeś?

Podczas medytacji również dochodzi się do ciekawych wniosków, które obnażają braki logiki w dogmatycznym rozumowaniu opartym na Biblii.

Nie wiedziałam, że medytacja jest sposobem rozumowania i dochodzenia do wniosków. Czy to nie jest czasem technika oczyszczenia umysłu ze wszystkich myśli?
Wiara nie jest tylko dogmatyczna, Sobór Watykański I mówi, że do Boga można dojść też drogą rozumową (a kto temu zaprzecza, podlega ekskomunice).
Avatar użytkownika
Online
Posty
3272
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Jak dochodzicie do prawdy?

przez torres 23 cze 2014, 14:40
Chrzest powoduje, że człowiek od dziecka ma wtłaczane do głowy pewne "prawdy", na podstawie których potem układa sobie świat. Naprawdę ciężko jest się tego pozbyć ludziom wychowanym w religijnych rodzinach. Mi się do dzisiaj nie udało pozbyć strachu przed Bogiem i myśleniem, że jest on zły. Dodatkowo to co myślimy o Bogu myślimy też o swoim ojcu. Kiedy wpaja się nam strach przed Bogiem automatycznie psuje się związki miłosne bo kobieta podświadomie wiąże mężczyzn, którzy jej się podobają z ojcem a mężczyzna bierze z niego przykład.

Twoje wypowiedzi odzwierciedlają mętlik, który musisz mieć w głowie. Osho, prawo karmy - samo to już wystarczy, żeby zryć sobie bańkę,


Zryć bańkę odkrywając prawdę? Wg mnie zryta bańka to wiara w gadające węże zamiast prawa karmy :)

a jeszcze sobie dokładasz pętlę determinizmu, że genetycznie jesteśmy uwarunkowani do jakichś wyborów życiowych


Bo jesteśmy, nie wiem na ile genetycznie ale na pewno jesteśmy zniewoleni wychowaniem. Chyba, że uważasz Murzynów za podludzi i dlatego przeważnie w Afryce żyją oni w biedzie? Czy może to wina środowiska i wychowania? Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Ktoś kto rodzi się w jakimś środowisku ma wielkie szanse przesiąknąć nim i choć zdarza się, że jest inaczej to jednak dosyć rzadko.

że pragnienie miłości zniewala.


Mnie zniewala. Bez tego życie nie ma sensu a z tym też nie ma bo skoro to sens życia to nie można dopuścić do straty tego sensu. Podobnie by było gdybym chciał jechać Ferrari po mojej ulicy i zamiast cieszyć się z jazdy denerwowałbym się, że się niszczy od dziur na drodze i bał się, że mogą je ukraść.

To nie pragnienie miłości zniewala, ale uzależnienie od miłości, miłość obsesyjna, która bierze się stąd, że ktoś nie zbudował sensu swojego życia, tkwi w pustce, a zakochanie ma być narkotykiem, który z tej pustki wyrwie czy ją przykryje


Nie rozumiem. Opisałaś właśnie pragnienie miłości i właśnie to zniewala i jest narkotykiem. Tutaj nie ma rozróżnienia na pragnienie i uzależnienie bo sama miłość jest czymś co powoduje, że jej brak jest automatycznie utratą sensu życia. Chyba, że ktoś jest egoistą i go zadowala gromadzenie pieniędzy i robienie kariery ale dla mnie pieniądze są jedynie środkiem do tego celu jakim jest miłość.

Może jesteś po prostu jeszcze młody, co by tłumaczyło Twoje podejście do zakochania się, bo w młodym wieku taki styl kochania jest częsty.


Na starość ludzie często dziadzieją i wypierają to pragnienie tłumacząc sobie, że nie da się go spełnić.

To znaczy Ty sam jesteś w stanie wziąć pod uwagę wszystkie czynniki, skoro tak to oceniłeś?


Oceniłem, że Bóg jest w stanie wziąć wszystkie czynniki a nie, że ja jestem w stanie ;)

Nie wiedziałam, że medytacja jest sposobem rozumowania i dochodzenia do wniosków. Czy to nie jest czasem technika oczyszczenia umysłu ze wszystkich myśli?


Jest ale kiedy oczyścisz umysł ze wszystkich myśli to stajesz się jednością ze wszystkim co istnieje i znika ego czyli poczucie odrębności. Potem wracasz do normalnego stanu i cały świat widzisz jako logiczny i spójny. Nawet te sprawy, o których wiesz, że ich nie umiesz pojąć rozumem wydają się jasne tylko nie do przetłumaczenia na zwykłe słowa.

Wiara nie jest tylko dogmatyczna, Sobór Watykański I mówi, że do Boga można dojść też drogą rozumową (a kto temu zaprzecza, podlega ekskomunice).


Do Boga można ale trzeba wykluczyć w tym celu dogmaty. Wiara w Boga nie jest jednoznaczna z religią.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Jak dochodzicie do prawdy?

Avatar użytkownika
przez Vitalia 23 cze 2014, 18:22
torres napisał(a):Nigdy nikt z nas nie dojdzie do prawdy i celu życia. Dlatego celem życia może być jedynie osiąganie własnej przyjemności (hedonizm) dbając o to żeby nie wchodzić w interes innych.

Też myślę, że do obiektywnej prawdy nikt z nas raczej nie dojdzie, ale może włąsnie chodzi oto aby nie złapać króliczka, ale by gonić go, czyli poszukiwać, wiecznie poszukiwać, po co? nie wiem. :bezradny: może takie poszukiwanie ma za zadanie nas rozwijać?

torres napisał(a):patrzysz na wszystko przez pryzmat własnych przekonań. Z zepsutym jedzeniem też tak jest. Patrzę na kogoś i uciekam bo intuicyjnie czuję, że to zły człowiek a ktoś inny lgnie do niego i zostaje skrzywdzony. W rzeczywistości to tylko ułuda i iluzja, że mamy jakąś intuicję. To podświadome programy, które zakodowało nam w głowie społeczeństwo, geny, rodzice i szufladkujemy świat do etykietek, których się nauczyliśmy. Można sobie zdać sprawę, że zakochujesz się w nieodpowiednich osobach a i tak do nich podświadomie lgniesz

Może celem naszego życia, jest pozbycie się tych nieświadomych programów po to , aby lepiej poznać siebie i świat i stać się szczęśliwym :bezradny:

torres napisał(a):Wg moich obserwacji najszczęśliwsi są ludzie, którzy wierzą w Boga ale nie w dogmaty. Takie poczucie, że Bóg ich wspiera w życiu i kocha, a po śmierci i tak jest reinkarnacja to najzdrowszy pogląd jeśli chodzi o szczęście ludzi, którzy to wyznają
.
Nie wiem, czy to najzdrowszy pogląd, bo ktoś kto wierzy w reinkarnację może na przykład ,jeśli cos jest dla niego za trudne, zamiast się z tym zmierzyć, to odwlekać to w nieskończoność bo myśli, że ma czas na wszytko (następne wcielenia). Może faktycznie najszczęśliwśi są ludzie którzy wierzą w Boga, który ich kocha, wspiera, nie za dużo wymaga, nigdy nie ukarze, bo w takiego Boga najłatwiej wierzyć, najprościej kochać.

refren napisał(a):Twoje wypowiedzi odzwierciedlają mętlik, który musisz mieć w głowie. Osho, prawo karmy - samo to już wystarczy, żeby zryć sobie bańkę,

Też mam taki mętlik w głowie, Osho dla mnie jest zbyt kontrowersyjny (np. http://blog.krolartur.com/anty-guru-osho/ ),nie wierzę w reinkarnację, ale prawo karmy wiele wyjaśnia, np. dlaczego jedna osoba rodzi się w rodzinie, gdzie jest miłość, poczucie bezpieczeństwa, pieniądze, a druga odwrotnie , wiara katolicka takiej niesprawiedliwości nie wyjaśnia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
457
Dołączył(a)
30 kwi 2008, 12:49

Jak dochodzicie do prawdy?

przez torres 23 cze 2014, 20:14
Obrażają Osho bo czują się dotknięci jego słowami. Zawsze jak ktoś jest na górze to jacyś ludzie ściągają go w dół i oczerniają.

Co do reinkarnacji to ja właśnie mam odwrotnie. Wiem, że trzeba przerobić wszystko żeby nie mieć złej karmy ale to też wynika z błędnego myślenia, które muszę wywalić. Problem jest w tym, że nie ufam sobie bo wiem, że mogę nie mieć racji.

Może celem naszego życia, jest pozbycie się tych nieświadomych programów po to , aby lepiej poznać siebie i świat i stać się szczęśliwym :bezradny:


No właśnie ale to są programy, których nie umiem się pozbyć bo uważam je za dobre a jednocześnie boję się, że są złe bo inni tak mówią :P I to jest właśnie źródłem mojego rozkminiania.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Jak dochodzicie do prawdy?

przez Zbychu 1977 23 cze 2014, 20:29
Jeśli ktoś ma wątpliwości czy prawda istnieje bądź nie istnieje to mówiąc "prawda nie istnieje" musi założyć że samo to stwierdzenie jest prawdziwe a zatem prawda istnieje .
Zbychu 1977
Offline

Jak dochodzicie do prawdy?

Avatar użytkownika
przez jetodik 23 cze 2014, 20:43
Jeśli ktoś ma wątpliwości że prawda nie istnieje to mówiąc "prawda nie istnieje" musi założyć że samo to stwierdzenie jest prawdziwe a zatem prawda istnieje .


ten problem rozpatrywano jak dobrze pamiętam u Nietzschego...można też nie stawiać twierdzenia, że prawda istnieje, tylko po prostu nie wierzyć w istnienie żadnej prawdy, wtedy postawa "prawda nie istnieje", nie będzie wiarą, czy założeniem tego twierdzenia, a raczej brakiem twierdzenia: "prawda istnieje".

poziom tematu jednak jest słaby, do filozoficznych rozważań potrzebne jest wyraźne nakreślenie problemu, wyjście od pewnych definicji, inaczej każdy pisze o czymś innym i tak też jest tutaj, jedni piszą o prawdzie w ujęciu Arystotelesa inni o pragmatycznej wersji prawdy, jeszcze inni o prawdziwości swoich poglądów, ja piernicze :time:
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Jak dochodzicie do prawdy?

Avatar użytkownika
przez refren 24 cze 2014, 01:14
Ja głównie o prawdach egzystencjalnych.
Avatar użytkownika
Online
Posty
3272
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Jak dochodzicie do prawdy?

Avatar użytkownika
przez jetodik 24 cze 2014, 01:24
dla mnie prawdą jest po prostu rzeczywistość :)
uważam, że rzeczywistość istnieje tym samym prawda istnieje i nie ma czegoś takiego, że jest wiele prawd, bo rzeczywistość jest jedna.
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Jak dochodzicie do prawdy?

przez torres 24 cze 2014, 01:36
Zbychu 1977 napisał(a):Jeśli ktoś ma wątpliwości czy prawda istnieje bądź nie istnieje to mówiąc "prawda nie istnieje" musi założyć że samo to stwierdzenie jest prawdziwe a zatem prawda istnieje .


Skąd założenie, że musi założyć? Mówiąc, że prawda istnieje albo, że nie istnieje dalej nie wiemy czy nasze stwierdzenie jest prawdą. Zresztą jeśli prawda nie istnieje to może samo stwierdzenie jest prawdziwe ale poza nim prawda by nie istniała. A na dobrą sprawę to nie powinniśmy rozważać tego zdania bo jest debilne. Przecież to klasyczny paradoks i sofizmat. Jeśli prawda nie istnieje to znaczy, że nie można powiedzieć, że to zdanie jest prawdziwe bo jeśli tak zrobimy to tworzymy sprzeczność i wtedy prawda by istniała ale przecież twierdzimy, że nie istnieje :)
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Jak dochodzicie do prawdy?

przez Zbychu 1977 24 cze 2014, 02:15
torres napisał(a):
Zbychu 1977 napisał(a):Jeśli ktoś ma wątpliwości czy prawda istnieje bądź nie istnieje to mówiąc "prawda nie istnieje" musi założyć że samo to stwierdzenie jest prawdziwe a zatem prawda istnieje .


Skąd założenie, że musi założyć? Mówiąc, że prawda istnieje albo, że nie istnieje dalej nie wiemy czy nasze stwierdzenie jest prawdą. Zresztą jeśli prawda nie istnieje to może samo stwierdzenie jest prawdziwe ale poza nim prawda by nie istniała. A na dobrą sprawę to nie powinniśmy rozważać tego zdania bo jest debilne. Przecież to klasyczny paradoks i sofizmat. Jeśli prawda nie istnieje to znaczy, że nie można powiedzieć, że to zdanie jest prawdziwe bo jeśli tak zrobimy to tworzymy sprzeczność i wtedy prawda by istniała ale przecież twierdzimy, że nie istnieje :)


Zabierasz sie za komentarze używając słów uczonych których nie pojmujesz i jeszcze nie umiesz czytac ze zrozumieniem.
Jeśli ktos jest przekonany "że prawda nie istnieje" to tym samym sam sobie zaprzecza ,bowiem za prawdziwe musi uznać conajmniej to zdanie "że prawda nie istnieje"-tak trudno to pojąć?
Zbychu 1977
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do