Mozna pragnac smierci nie majac depresji ?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Mozna pragnac smierci nie majac depresji ?

Avatar użytkownika
przez Adamo 23 mar 2011, 21:05
talib napisał(a):A poza tym, mozna bardzo latwo podwazyc Twoja teze o tym, ze z czlowiekiem musi byc cos nie tak, jesli chce umrzec. Jesli ktos mial pozar, ulegl poparzeniom takiego stopnia, ze wlasciwie stracil twarz; jesli w pozarze zgineli wszyscy jego bliscy, zginal jego dobytek a poparzenia czynia z niego kaleke do konca zycia, to czy naprawde to jest chore, ze chce umrzec, skoro wlasciwie i tak juz nie zyje ?

W takim wypadku masz doczynienia z PSTD (Zespół stresu pourazowego) = zaburzona biochemia mózgu = myśli samobójcze.


Bardziej by to chore bylo, gdyby chcial zyc mimo wszystko. Albo dawni samuraje... Jesli ich honor zostal splamiony, to woleli umrzec niz zyc z tym. Czy to oznaka choroby ? Nie, to oznaka restrykcyjnego swiatopogladu.

To były uwarunkowania kulturowe.


Nie mam zaburzen emocjonalnych powodujacych apatie. Po prostu zachowuje racjonalnosc. Patrze w przeszlosc i widze tylko zmarnowane lata, same porazki. Patrze na dzien dzisiejszy i widze siebie bezradnego. Patrze w przyszlosc i nie widze siebie tam, bo nigdzie sie nie widze. Praca jakakolwiek mnie sfrustruje, wiec to kwestia lat, poki mnie to nie zniecheci do reszty i zabraknie wsparcia ze strony rodzicow, to wyladuje na bruku. Zmuszac sie nie umiem na dluzsza mete. A co poza praca na mnie czeka ? Chyba nic, bede zyl jakby zyl w obozowisku pracy, z malymi przerwami na kontemplacje w jakim g***nie siedze. Moze gdzies pomiedzy zatopie pare lez w butelce wina, moze obejrze pare filmow, ktore zmusza mnie do glebszych rozmyslen, albo takich, w ktorych usmieje sie do lez; moze przeczytam pare ksiazek, ktore uswiadomia mi, ile mi brakuje w zyciu; moze moja dusze ukolysze pare nowych wczesniej nie znanych mi piosenek; moze odmozdze sie na pare chwil ogladajac X Factora i You Can Dance; moze i nawet zalicze pare dziewczyn.

A może niedługo wejdą do obiegu mocne antydepresanty, które sprawią, że będziesz myślał pozytywnie i zapomnisz o tych problemach. Pewnie nie wypróbowałeś i tak wszystkich dostępnych.


Dochodze tylko do wniosku, ze to co trzyma zwykych, bezrefleksyjnych ludzi zdala od stryczka, to te male rzeczy, ktore na codzien dowartosciowywuja i trzymaja w poczuciu, ze jestesmy cos warci.

Bardziej zapisany w naszych genach instynkt przetrwania.
Wenlafaksyna 150 mg
Avatar użytkownika
Offline
obserwowany
Posty
536
Dołączył(a)
21 lut 2011, 15:46

Mozna pragnac smierci nie majac depresji ?

przez uht 23 mar 2011, 23:52
Ja mysle, ze to jednak podobna sytuacja talibie. To nie jest tak, ze ja siedze na lozku caly dzien, obejmujac wlasne nogi i bujajac sie do przodu i do tylu. Prowadze w miare normalne zycie. Tylko wlasnie pytanie - co z tego? To nie jest szczesliwe zycie. Twoje chyba tez nie za bardzo skoro napisales na tym forum. Niewazne jaki jest ku temu powod, wazne jak to zmienic.

Ostatnio wlasnie w tym temacie 'nic nie czuje' napisalem o tym co Ty mniej wiecej. Nie wiem, czy bedzie Ci sie chcialo to przeczytac, czy nie - niewazne. Wkleje to, co tam napisalem, zeby to troche usystematyzowac.

Ja nie wiem, co lubie, czego nie. Widze, ze ludzie kloca sie na roznych forach o to, kto ma racje, podczas gdy nie ma zadnych obiektywnych prawd. Wiec skoro nie ma, to o co walcza? O swoj wlasny maly swiat, w ktorym zyja i ktory zbudowany jest z mysli zaadaptowanych od innych. Cale zycie to tylko zderzenia subiektywnych rzeczywistosci, ktore na dobra sprawe do niczego nie prowadza. Wiec jak ja mam znalezc w tym wszystkim sens? Jak mam sie czegos chwycic? Ja nie mam zadnej kotwicy. Robie to, czego inni ode mnie chca, bo ufam, ze oni widza w tym cos wiecej niz ja. Ale tak naprawde nie widza. Zyja w swiecie wlasnych subiektywnych doznan, za ktore czesto potrafia zginac. Niech mi ktos powie dlaczego? Bo ja nie wiem. Czemu sie kloca? Czemu wola jedna druzyne bardziej od drugiej?

Tak naprawde cos w naszej konstrukcji sprawia, ze zyjemy, przemy do przodu. I wiekszosc sie temu poddaje. Ciesza sie zyciem, tworza rozne rzeczy. Mysla, ze sa niewiadomo jakimi innowatorami, choc prawda jest taka, ze tylko odtwarzaja rzeczy widziane juz wczesniej. Walcza ze soba nawzajem nie wiadomo o co. Jest nas ponad 6 miliardow, ale tak naprawde wszyscy jestesmy tacy sami w swojej istocie. Zlosc, zazdrosc, radosc, smutek - czym one sa? To tylko nasze reakcje na rozne zdarzenia w naszym zyciu, ktore wyzwalane sa przez podswiadoma pamiec o analogicznych sytuacjach z naszego bardzo wczesnego dziecinstwa albo pamiec ukryta w genach. Jestesmy marionetkami losu, a wlasciwie jakiejs wiekszej sily, nie Boga, raczej przypadku. Genów. Czymkolwiek one są, to one napędzają cały świat. Geny chciały, żebym był taki a nie inny. Fanom poglądu, że jestesmy kowalami wlasnego losu, powiem tak - na ile wybieraliscie czy bedziecie pewni siebie czy strachliwi? Czy bedziecie introwertykami czy ekstrawertykami? Czy chocby bedziecie lubic zupe pomidorowa z ryzem czy makaronem? Ciekawe. Cale nasze zycie to jeden wielki program. Programujemy sie, a wlasciwie jestesmy programowani, na taki albo inny sposob myslenia.

Moze nasz beznadziejny los polega wlasnie na tym, ze przejrzelismy ten mechanizm, tajemnice swiata i ZROZUMIELISMY ja? A jej ciezar nas przytloczyl. Nie mielismy mechanizmu jakiegos samowyparcia. Zdrowy czlowiek zaraz by wynalazl tysiac bledow w moim rozumowaniu, tylko po to, zeby nie dopuscic do siebie takiej mysli, obronic sie przed swiadomoscia takiej bezradnosci. A ja to akceptuje. Moglbym zniknac w tej chwili i nie mialoby to dla mnie znaczenia. I tak uwazam, ze dazymy do wlasnej zguby. Bo jesli nie do tego, to nie wiem do czego. Idealnego zycia? Nie ma czegos takiego. Swiat,w ktorym kazdy jest szczesliwy nigdy nie nadejdzie. NIGDY! Chyba ze wszystko sie nagle przewartosciuje. Ale chyba za duzo roznic sie w nas tworzy. Za duzo murow tworzymy wokol wlasnego 'ja'. Wlasnie sobie przypomnialem takie anime pt. Neon Genesis Evangelion, prawdopodobnie nikt nie ogladal i nikt tego nie zrobi, ale polecam. Tam byla wlasnie taka koncepcja konca swiata, ze wszyscy ludzie zamienia sie w plyn, jakas 'embrionalna' papke i w ten sposob wreszcie osiagna jednosc i calkowite zrozumienie. Znikna podzialy i staniemy sie jedna istota. Bardzo mi sie to podobalo. Czy to moze byc niebo? Bo jesli ktos wierzy w chrzescijanskie niebo, to jest za przeproszeniem naiwniakiem. Uwaga, tlumacze dlaczego - niebo zaklada ze trafimy do nieba, gdzie bedziemy szczesliwi. To znaczy kto bedzie szczesliwy? Ja - Mateusz? Czy ja bede Mateuszem w niebie? Czy kim bede? Czy trafiajac do nieba zachowam swoja tozsamosc? W takim razie bede dalej cierpial katusze. Nienawidzilem sie na ziemi. To w niebie tez sie mam nienawidzic? To jakas masakra przeciez. I tak cala wiecznosc na dodatek. A co z moja rodzina? Jak pojde do nieba, a oni pojda do piekla, to jak mam byc szczesliwy bez nich? Oni tworzyli cale moje szczescie. Nie chce wiecznosci bez nich. Mozna tak bez konca. Nie wykluczam koncepcji Boga, ani nie neguje calej religii chrzescijanskiej, bo przynajmniej jest o niebo lepsza niz taki Islam, ale cos tutaj nie gra.
Heh, ogladalem to anime w ginazjum i mialem mega traume po tym. Jak teraz sie nad tym zastanawiam, to mysle ze juz jak bylem maly, to lubilem tak doglebnie analizowac wszystko. Kiedy zdalem sobie sprawe z tego paradoksu chrzescijanskiego nieba i piekla, to chyba stracilem wiare... Mozliwe ze pozniej stracilem tez wiare w zycie. Ale mimo tego wszystkiego co tu napisalem, nie uwazam, zebysmy byli w totalnie beznadziejnej sytuacji. Wlasnie kluczem jest dobre zaprogramowanie siebie. Musze wyrzucic te mysli wszystkie z glowy, powiedziec sobie, ze to jest zle, stworzyc jakis kregoslup, na ktorym opre swoja rzeczywistosc. I budowac go na pozytywnych myslach. Przynajmniej o to bede walczyl.

Tak ja tez mam ich swiadomosc od 8-ego roku zycia. I tez wtedy bylem w stanie normalnie egzystowac. Czytalem artykul, ze kazde dziecko w tym okresie ma taki moment, ze lezy samo wieczorem w lozku rozmyslajac sobie i nagle ta mysl splywa na nie i bolesnie zderza sie z jego bezpieczna rzeczywistoscia. Taka dziecieca depresja moze trwac pare dni, ale ogolnie szybko sie o tym zapomina,a pozniej normalnie egzystuje. Tak bylo tez w moim przypadku. I mojej siostry. Pamietam to wyraznie, jak ona tez przez to przechodzila, biedna. Lezala w lozku, plakala i nie chciala wyjsc. A ja jako jej najwiekszy autorytet musialem ja przekonac, ze zycie jest piekne, ze wszyscy umrzemy i trzeba isc do przodu. :) Choc sam juz wtedy zaczynalem w to watpic.
Jednak nie do konca takie rzeczy jak ja napisalem sie wtedy rozkminialo. To bylo prostsze. To byla tylko swiadomosc tego, ze umrzemy, a nie ze zycie jest bez sensu. Ja tutaj wyraznie wyszczegolnilem, ze nasza wolna wola jest ograniczona do minimum. Wszystkim kieruja jakies przypadkowe dzialania, procesy ktorych my nie jestesmy w stanie zrozumiec. A uczucia, emocje sluza tym procesom tylko do tego, zeby mogly osiagac jakis swoj, nieznany nam cel. Poziom do ktorego doszlismy jako ludzkosc, zawdzieczamy wlasnie temu, ze te geny sobie postanowily, ze najlepiej bedzie jak nam stworza iluzje wolnej woli. Nasze zycie najlepiej mozna porownac do gry w karty. Dostajesz od zycia jakies karty, ktorych nie mozesz wymienic na lepsze. Musisz zagrac tym co dostales, nawet jesli to totalna chujnia. To sytuacja zupelnie niezalezna od graczy. I zwykli, zdrowi ludzie przyjmuja ten los, nie buntuja sie przeciwko niemu wychodzac z zalozenia, ze trzeba to zaakceptowac. Robia to co ludzie zyjacy w Matrixie. Wszyscy wydaja sie byc oburzeni ta wizja swiata z Matrixa, postawa Cyphera np., a robia dokladnie to co on, tylko nieswiadomie. Wybieraja klamstwo ponad prawde. Nigdy tak o tym nie myslalem, ale to ma sens. Chyba wychodzi na to, ze samobojstwo, to jedyny wolny wybor jaki mamy. ;P
A tutaj wracamy do mojego ulubionego powiedzenia, ktore brzmi: "Niewiedza to BLOGOSLAWIENSTWO." Alleluja dla glupich ludzi. Szczerze zazdroszcze im glupoty. :)

Tak, tak, ale wlasnie w tym rzecz. Ze cos sie stalo jak byles maly albo nawet byles jeszcze plodem, co spowodowalo, ze nie masz tej ambicji. To co mowisz, emocje sa produkowane przez orgranizm. Nie przez Ciebie, Twoja istote, tylko organizm. Jestes niewolnikiem swojego organizmu. Niewolnikiem samego siebie. Tych procesow, ktore Cie stworzyly. Tutaj sie upatruje tej ' matrixowosci' zycia. Jestesmy robotami, ktorym zostawiono namiastke wolnej woli, zebysmy mogli cos z nia zrobic. Fakt, ze subiektywnie doznajemy tych uczuc, ale obiektywnie nie ma zadnych prawd. To jest ta iluzja, na ktora wszyscy sie godza. Ze sa jakies prawdy. Prawda, czyli cos co wiekszosc uznaje za sluszne, czyli wlasciwie powszechnie akceptowany falsz. I chodzi mi o to, ze ktos bedzie twierdzil, ze dezodorant Axe jest lepszy od dezodorantu Rexona. Czemu tak bedzie uwazal? Bo w dziecinstwie, kiedy jeszcze nie mial wolnego wyboru, osobowosci, czul podobny zapach, gdy czul sie bezpiecznie. I to przywoluje w nim podswiadomie te uczucia. Koi jego 'ja'. I gdzie w tym wolny wybor? Do tego caly czas daze, ze jestesmy tylko wypadkowa chaosu, ktory trwal miliony lat. I mozemy sie zgodzic, na bycie marionetkami samych siebie (paradoks, ale moze teraz chociaz troche go rozumiecie?), co jest oczywiscie najlepszym wyborem, bo tylko wtedy mozemy byc szczesliwi.
Tylko teraz sie pojawia bardzo wazne pytanie: czym jest w takim razie dobro i zlo? Skoro nie ma obiektywnych prawd, to nie ma tez dobra i zla. To pojecia abstrakcyjne, ktore sa wynikiem ewolucji. Ewolucja dazy do zmian. Zmiany nie sa mozliwe bez trwania gatunku. Gdyby nie bylo pewnego systemu regulujacego, to gatunek by wymarl. Dlatego zeby utrzymac to wszystko w ryzach powoli zaczal wylaniac sie ksztalt wartosci, ktore sa nam dobrze znane, a ktorych my nie umiemy poczuc - system moralny, emocje, uczucia. Wszystko po to, zeby ta coraz bardziej chwiejna konstrukcje utrzymac w kupie. Im wiecej ludzi, tym trudniejsze sie to staje. Im wiecej roznic, tym wiecej sporow. To tez jest smieszne. Bo gdyby ludzie byli bez uczuc, to by nic nie szlo do przodu. Gdyby mieli ich za duzo, to by sie pozabijali nawzajem. Swiat nieustannie musi jakos utrzymywac zloty srodek. Chociaz podobno jest coraz gorzej. Przez te wszystkie media itd. stalismy sie najbardziej narcystycznym spoleczenstwem ever. I to sie pewnie bedzie coraz bardziej poglebiac az nastapi jakas wielka tragedia i silne przewartosciowanie.
No i wracajac do kwestii dobra i zla. Co jak ktos sie rodzi zly? Tzn. jego genetyczne uwarunkowania sprawiaja, ze zeby byc szczesliwym musi zabijac? Co w takiej sytuacji? Gdzie lezy wina? Na ile jest katem, a na ile ofiara? System moralny nie odpowiada na to pytanie. Bo on blednie zaklada, ze my jestesmy tacy jacy chcemy byc. Powiedzcie to dziecku z zespolem Downa (przyklad uzywany juz do zerzygania, ale skuteczny).
Teraz jedyna nadzieja jaka widze w tym wszystkim, to wyprzec te mysli z glowy, zamknac je w jakims pudle i wpoic sobie do glowy, ze jest inaczej. Zycie to zludzenie, tylko trzeba stworzyc takie, ktore nam sie bedzie podobac. Dlatego sposrod tych trzech - Wiara, Nadzieja, Milosc, najwazniejsza jest Wiara! Wiara!!


Voila...
Cztery rozne posty podzielone roznymi ripostami, ale chyba latwo bedzie dostrzec mimo wszystko sens wypowiedzi.
Czas może się posuwać przybierając nieregularne kształty.
uht
Offline
Posty
298
Dołączył(a)
12 sty 2011, 18:04
Lokalizacja
Kraków

Mozna pragnac smierci nie majac depresji ?

Avatar użytkownika
przez Badziak 24 mar 2011, 08:29
uht, poraził mnie Twój post. Jeszcze nic na tym forum nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Twoja teoria jest przykra, a przy tym zaskakująco prawdziwa. Z setek słów, jedno zdanie dobrze podsumowuje całość:
Jestes niewolnikiem swojego organizmu. Niewolnikiem samego siebie.

Złudzenie wyborów sprawiło, że wciąż żyjemy. Ten tekst pewnie będzie dewastował moją psychikę przez kolejny tydzień, ale bardzo Ci dziękuję, że go napisałeś. Otworzyłeś mi oczy.
Zaburzenia depresyjno-lękowe z elementami fobii społecznej:
Anafranil SR (klomipramina) 150 mg
Amizepin (karbamazepina) 400 mg

+ terapia behawioralno-poznawcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1412
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 23:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mozna pragnac smierci nie majac depresji ?

przez uht 24 mar 2011, 10:54
Tak. Zludzenia. To jedyne, co czlowiek potrzebuje do zycia.
Ostatnio ta teoria jakos uderza we mnie z roznych stron i zrodel. Bylem w kinie na 'Poznaj przystojnego bruneta' Woody'ego Allena i wlasnie takim moralem byl zakonczony ten film - zludzenia sa lepsze od rzeczywistosci.
I moze to juz zbyt poetycka interpretacja, ale depresja, czy jak by to tam nazwac, to moment, w ktorym otwieraja sie klapki, ktorymi zycie zaslonilo nam oczy. Obdzieramy je z warstw tego lukru i dochodzimy do nadzienia, ktorym bynajmniej nie jest slodka marmolada, a tylko i wylacznie twardy, szary kamien.
Czas może się posuwać przybierając nieregularne kształty.
uht
Offline
Posty
298
Dołączył(a)
12 sty 2011, 18:04
Lokalizacja
Kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 16 gości

Przeskocz do