Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

uht

Użytkownik
  • Zawartość

    298
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. uht

    nic nie czuję

    Fajny artykuł, magic, nawet dobrze opisuje ten stan. Tylko co z tego? Czy zmienia Twoją sytuację to, że jakaś babka daleko stąd napisała jacy jesteśmy biedni? Heh, może przemawia przeze mnie wrodzony negatywizm, ale jakoś mi to nie pomaga. sprite, zaciekawiłeś mnie tą medycyną chińską, chociaż z drugiej strony każda nibypomoc wydaje się być światełkiem w tunelu. A nadzieja i wiara to dwie matki głupców, jak wiadomo nie od dziś. Z jednej strony może faktycznie Ci to pomogło, z drugiej widać, że teraz zachowujesz się jak fanatyk medycyny chińskiej (z całym szacunkiem). Możliwe, że duży przyczynek miała właśnie Twoja wiara w zbawienne działanie tych ziół, a tak naprawdę to Ty sam się wyleczyłeś. Wiesz jak to działa - wmów komuś, że ma magiczny miecz, którym można pokonać każdego przeciwnika, to pokonasz samotnie nawet smoka. :) Ja ze swojej strony napiszę, że ostatnio pisałem o tych ćwiczeniach i medytacji dynamicznej. Oczywiście mój zapał jak zawsze okazał się słomiany, więc dużo z tego nie wyniosłem, nie będę więc oceniał tych metod. Może działają, może nie . Obecnie po raz kolejny wertuje książki Osho, Tony'ego De Mello i innych takich 'mistyków' i muszę przyznać, że mój wgląd stał się trochę głębszy. Wcześniej czytałem, przesuwając jedynie wzrok po kartce, można by rzec. Teraz robię to inteligentniej. Trochę mniej boję się prosić o pomoc innych i to też przyniosło jakieś owoce. Wczoraj słuchałem przed snem The Wall Pink Floyd i po raz pierwszy (a przesłuchałem już kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt razy) miałem dziwne uczucie jakbym wreszcie świadomość z głowy przeniósł niżej. Zaczął mi lecieć katar z zatok, poczułem bardziej swoje nogi. Chcę powiedzieć, że problem leży w tym (przynajmniej u mnie, ale spróbujcie zaobserwować czy u was nie jest podobnie), że cały czas spędzam w głowie i na samą myśl o jej opuszczeniu ogarnia mnie strach (przynajmniej na to wygląda, bo zaczynam się trząść). Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale jedno mogę z całą pewnością powiedzieć - uświadomcie sobie, że nie ma czegoś takiego jak umysł osobno i ciało osobno. Jest ciałoumysł, a mózg jako taki jest tylko komputerem do zapisywania danych. Człowiek jest skomplikowanym organizmem. Przecież maszyny są wzorowane na nas tak naprawdę. A co jest ważniejsze w samochodzie, dajmy na to - silnik bez którego nie ruszysz czy komputer pokładowy? Lowen mówił w jakimś wywiadzie, że większość szaleństwa w naszych czasach bierze się stąd, że wydaje nam się, że jesteśmy tym, co w naszej głowie. Spróbujcie sobie poobserwować jak układacie ciało, kiedy idziecie spać i w jakiej pozycji się budzicie. Napiszcie tu o tym (albo i nie). Byłbym wdzięczny, to zaspokoiłoby moją ciekawość w jakimś stopniu. Pozdrawiam
  2. uht

    nic nie czuję

    No to właściwie nie masz nic do stracenia. Możesz zacząć coś robić. Wiem, co powiesz - "człowieku, nie widzisz, że napisałem, że ledwo wstaję z łóżka"? No ale to będzie się ciągnąć w nieskończoność. Jak już mówiłem za leki nie ma się co brać, bo to jest tożsame z czekaniem aż samo się coś zmieni. To znaczy prawdopodobnie myślisz, że leki pomogą Ci się ruszyć z miejsca i może jakoś dalej pójdzie. No cóż, może jest w tym jakaś prawda, ale zażywanie leków tworzy niezdrową rutynę, która może przerodzić się w nawyk/nałóg, czyli innymi słowy uzależnienie. Ktoś przyjdzie, zabierze leki, zapomnisz zażyć i znowu wszystko zacznie się sypać. Nie ciągnę tematu dalej, bo aż mnie samego przeraża mój radykalizm w tej kwestii. :) Chyba dlatego, że sam jestem podatny na nałogi, dlatego wolę się w ogóle z daleka trzymać od jakichkolwiek ich form. Najbardziej zagorzałymi i fanatycznymi przeciwnikami czegoś stają się ofiary tego czegoś... No w każdym razie, wydaję mi się, że człowiek wpada w apatię i anhedonię jak jakiś bezpiecznik mu pęka. Czegoś jest za dużo i organizm, żeby nie zwariować wyłącza wszystko dla świętego spokoju. W świetle tego co wcześniej pisałem, zastanawiam się jak wyglądało Twoje dzieciństwo. Pytam, bo nie znam Twojej historii. Sorry w ogóle, że bawię się w takiego psychologa, ale jestem po prostu ciekaw. Może jak napiszesz, to Tobie też się coś rozjaśni.
  3. uht

    nic nie czuję

    A czego Ty właściwie oczekujesz od życia? Czego w ogóle chcesz? Co tak naprawdę Ci przeszkadza w Twojej egzystencji? Co według Ciebie mają naprawić leki? I w końcu... Czemu uważasz, że się tam nie nadajesz?
  4. uht

    nic nie czuję

    No wiadomo, że o sobie, a o kim innym miałeś pisać? Właśnie staram się powiedzieć, że wgląd w psychikę uzyskasz dzięki temu. To pozwala na wgląd w emocje, a bez tego nie zobaczysz swojej "psychiki", będziesz widział jedynie biokomputer jakim jest mózg, ale na pewno nie zrozumiesz jego działania bez ogarnięcia wcześniejszego ewolucyjnie etapu.
  5. uht

    nic nie czuję

    No dobrze, już olać tę medytację. I tak to nie wyjdzie jeśli pierwszy i drugi etap zrobi się źle, a żeby je poprawnie wykonać trzeba mieć jakiś dostęp do swoich emocji. Dlatego proponuję zacząć od tych ćwiczen bioenergetycznych. Juz łatwiejszego i mniej wymagającego startu nie ma. Można założyć ze to nic nie da ale to nic nie rozwiązuje wiec lepiej spróbować poświęcić te 10 minut w ciągu dnia zamiast stwierdzac od razu ze mózg jest zepsuty i nic się nie zmieni. Nie masz porażenia ciężkiego, jesteś świadom tego cO robisz. Właśnie to jest największe wyzwanie dla nas ludzi z zachodu żeby przestać traktować człowieka jak mózg który steruje jakaś kupa mięcha. Nie chce ciągnąć tego tematu bo to nie jest istotne i tylko zniechęca typowych intelektualistów. Sam jestem niewiernym Tomaszem ale spróbowałem i przyznaje ze teraz jest trochę ciężej bo stałem się bardziej depresyjny niż obojętny ale widocznie taka naturalna droga. Mózg się kształtuje całe życie a już na początku xx wieku Freud zauważył ze pierwsze parę lat życia ma największy wpływ na to jak się rozwinie dalej. Dlatego argument, że mam uszkodzony mózg teraz więc nic się nie da zmienić mnie nie przekonuje, bo to znaczy jedynie tyle ze twój mózg trwał w złym schemacie i oczywistym jest ze badając jego stan zobaczysz tylko i wyłącznie szkody. Oczywiście wiem ze są ludzie których uszkodzenia mózgu faktycznie mogą im nie pozwalać na pewne rzeczy ale po co z góry zakładać że ze mną tez tak jest? Podstawowa zasada doświadczeń naukowych jest obserwacja bez ingerencji. nie sprawdzisz tego o czym mówię jak Twój mózg w kolko będzie się wtrącał i mówił ze nie ma co go obserwować bo jest zepsuty.
  6. uht

    nic nie czuję

    Nie ma sprawy. Muszę się przyznać, że byłem na bioenergoterapii, ale zrezygnowałem z tego na razie, ponieważ zupełnie nie byłem w stanie nawiązać kontaktu z emocjami, więc płacenie co tydzień bajońskich sum mijało się z celem. Wziąłem się za robienie "ćwiczeń", które poznałem na terapii w domu i muszę powiedzieć, że to jakieś wariactwo. Nie wiem czy mogę umieszczać tutaj linki do YouTube'a, ale co mi tam. Po tym ćwiczeniu (zrobionym rzetelnie, włącznie z wydawaniem tego orgazmicznego dźwięku) poczułem mrówki na całej górnej połowie ciała. Dłonie zacisnęły mi się samoczynnie w "szpony" (albo jeśli ktoś oglądał Straszny Film 2, był tam taki koleś z powyginanymi dłońmi), prawe oko prawie się zamknęło, usta wygięły mi się w jakimś dziwnym grymasie, w ogóle cały zacząłem się samoczynnie kurczyć, jak gdyby w okolicach klatki piersiowej był obiekt o takiej grawitacji, że wciągał resztę ciała do środka. Przez jakieś 5 minut wyglądałem jak dzwonnik z Notre Dame i prawie nie byłem w stanie się poruszyć. Wiem, że opis jest niezachęcający, ale to coś wyraźnie pokazuje. Poza tym muszę się tym gdzieś podzielić, bo ludzie zaczynają mnie mieć już dość z tymi moimi świrustwami. Nakłaniam wszystkich do spróbowania i podzielenia się tym, co się wydarzyło.
  7. uht

    nic nie czuję

    O, bardzo się cieszę, że komuś się to przyda. :) http://www.bioenergetykalowena.pl/files/media/pliki/lowen1wilczynskikultura.pdf tu jest opis typów po polsku, ale w dużo większym skrócie niż ten, do którego wcześniej linka podałem. Może jeszcze coś takiego: http://www.ab-coaching.pl/psychoterapia/index.php/102-czytelnia/artykuly/charaktery/181-charakter-schizoidalny
  8. uht

    nic nie czuję

    Siema, nie wiem czy ktoś tu zaglądnie, ale tak sobie pomyślałem o was, bo ja też cały czas szukam rozwiązania na swój stan i dokopałem się do paru rzeczy, które mogą zaciekawić. Poszukiwałem raczej na własną rękę, bo już nie wierzę ani w lekarzy ani w leki i wam też to radzę (niekoniecznie lekarze, zdażają się w porządku ludzie, ale leki moim zdaniem to żadne rozwiązanie). To moja opinia, wyniesiona z doświadczenia - leki po prostu mnie rozstroiły jeszcze bardziej. Wracając do sedna, miałem teraz w swoim życiu okres zainteresowania duchowością, który właściwie zaczął się już parę lat temu, kiedy zaciekawiony podpisem jednego z użytkowników kupiłem książkę Eckharta Tolle "Potęga Teraźniejszości". Wtedy czytałem tę książkę i niby coś tam rozumiałem, ale bardziej patrzyłem na nią analitycznym wzrokiem - wszystko miało sens i w ogóle, ale właściwie nie umiałem nic odnieść do siebie a tym bardziej wprowadzić w życie. Ostatnio wróciłem do tej książki i o dziwo odkryłem, że jakaś prawda z tego prześwituje. Zaciekawił mnie najbardziej fragment o tym, że emocje to zwierciadło tego co dzieje się w umyśle w ciele - pewnie nic odkrywczego dla ludzi, którzy nie mają podobnych problemów. Jako że moje myśli właściwie nie są specjalnie emocjonalne postanowiłem poobserwować swoje ciało. Myślę, że wielu z was by się pod tym podpisało - uświadomiłem sobie, że właściwie nie czuję swojego ciała. Można to nazwać derealizacją czy depersonalizacją, ale te etykietki w niczym nie pomagają, tylko komplikują sprawę. Wchodzenie w całą terminologię medyczną to ślepy zaułek. Od tamtego czasu zauważyłem np. że cały czas czuję ból w karku, że straciłem już praktycznie kontakt z okolicą genitaliów, że brak mi energii w rękach, stopach, nogach i wiele innych rzeczy. Zacząłem szperać i znalazłem informacje na temat bioenergoterapii i jej twórcy Alexandra Lowena. Gość ma teorię, która w dużej mierze pokrywa się z wiedzą psychologiczną, że osobowość powstaje na skutek utrwalania jakichś schematów. W przypadku osób zaburzonych utrwalane są złe schematy - nieprzepracowane są emocje, w wyniku czego powstają blokady energetyczne w ciele i tak to się nakręca później w kółko, powstają mechanizmy obronne, fałszywe "ja" itd. Później tacy ludzie zaczynają żyć myśląc, że są tym fałszywym "ja" wypierając swoje prawdziwe emocje. Może właśnie dojść do takich poważnych stanów jak u nas, że ma się wrażenie, że nic się nie czuje. Ja siebie doskonale odnalazłem w tym opisie - http://reichandlowentherapy.org/Content/Character/Schizoid/schizoid_dreamer.html i tym razem wiem, że nie jest to syndrom studenta medycyny. Jakie jest rozwiązanie? Trzeba zwiększyć świadomość swojego ciała. Ja zacząłem biegać i robić medytację dynamiczną, którą chciałbym wam wszystkim polecić, bo jest naprawdę potężna, jeśli jest dobrze zrobiona. Można ją ściągnąć z torrentów. Zdaję sobie sprawę, że może się to wydawać sekciarskie, a sam pomysł w ogóle łączenia duchowości z nauką bardzo New Age'owy. Ja też tak myślałem i wzbraniałem się przed tym, dalej czuję trochę niepewności, ale w sumie co wam zaszkodzi spróbować? Co o tym sądzicie?
  9. uht

    nic nie czuję

    Rozumiem. A przeciwko czemu walczyłeś? Pamiętasz to?
  10. uht

    nic nie czuję

    Strasznie, ale to straaaaaaaaaszznieeeeee mnie to wkurwiało (nie będę czarował), jak ktoś mówił mi to, co ja Ci teraz powiem. A mianowicie - leki. Zły pomysł na początek, najgorszy. Musisz pamiętać, że co by się nie działo zawsze jesteś panem swojego umysłu. Używki, lekarstwa. Wszystkie wyciągają tylko to co jest w Tobie. Jasne, czasem są potrzebne, bo człowiek nie ma siły samemu z tym walczyć. Ale są dwa wyjścia. Albo pomożemy sobie lekami albo oprzemy się jakoś na innych. Pierwsza opcja wiąże się oczywiście z tym, że sam stajesz do walki. Sam bierzesz leki, to Twoja odpowiedzialność. Później będziesz musiał wiedzieć, kiedy z nimi skończyć. To jest to niebezpieczeństwo leków. Nie będziesz wiedział co było Twoim zwycięstwem, a co ich zwycięstwem. A ważne jest, żeby docenić SWOJE sukcesy i SWOJĄ pracę. Czy zastanawiałeś się w ogóle czemu anhedonia się pojawiła? Piszesz z przekonaniem, że 2 lata minie w listopadzie. Czy to znaczy, że w Listopadzie mogło się coś wydarzyć? Znów powiem to samo. Spójrz w głąb siebie. Spytaj się najbliższych, oni przecież Cię doskonale znają po 35 latach jakotako wspólnego życia. Może tak jak mówisz mama była Twoim największym przyjacielem i jej śmierć spowodowała w Tobie tak ogromny szok, że musiałaś się odciąć od tego, choć na chwilę, żeby nie zwariować? Wykorzystaj ten spokój, żeby zadać sobie i innym pytania. Nie myśl o tym, że jesteś zła. Teraz jesteś po prostu słaba i poddajesz się takim myślom, bo są łatwymi odpowiedziami. Pamiętaj, że inni zawsze są częściowo naszymi zwierciadłami. Może mama odbijała te Twoje najlepsze cechy i teraz kiedy umarła masz poczucie, że one też odeszły? Jak zwykle, tylko podsuwam tok rozumowania. Nie powinnaś najpierw słuchać randomowych ludzi z forum, tylko tych, których znasz najlepiej. Bo prawda jest taka, że TY na pewno znasz lepiej siebie samą niż MY. Też tak kiedyś myślałem. Nie rozumiem czemu negujesz fakt, że dałbyś każde pieniądze świata, żeby sobie jeszcze pożył. Myślę, że doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, jak pieniądze są w życiu ważne. A skoro byłbyś za dziadka skłonny dać wszystko, co posiadasz, to znaczy, że naprawdę go kochałeś i jego odejście było dla Ciebie ogromną stratą.
  11. uht

    nic nie czuję

    No to, bracie aleksytymiku, wyjaśnię Ci to, żebyś nie miał żadnych wątpliwości. Chyba zgodzisz się ze mną, że ten stan jest, brzydko mówiąc, chujowy. Nazywając go zasraną niedolą pokazałem moją niechęć i niezadowolenie z faktu, że jestem w dość poważnej kondycji mentalnej. Posta napisałem, tak jak już wspomniałem, tylko po to, żeby inni mogli poczuć nadzieję, która zawsze jest. Jakby jej nie było, to ich by już tutaj z nami też prawdopodobnie nie było. I to wszystko. Możecie po mnie cisnąć (choć nie wiem jak się ustosunkować do Twojego posta, w sumie był całkiem zabawny :) ), ale musiałem to zrobić i już. Nie zgodzę się. Ja żyłem słowami ZBYT WIELU osób. I w tym wszystkim nie było miejsca dla mnie samego. Znów się powtórzę, ale trzeba znaleźć osobę, której słowami warto żyć. Niestety trzeba to zrobić. Tylko że samemu wpada się zazwyczaj na złe tory, bo ta przypadłość jest zajebiście skonstruowaną maszyną. Jesteś aleksytymikiem -> zaczynasz nie rozumieć sam siebie, swoich odczuć i emocji -> kierujesz się zdaniem innych -> zdanie innych często jest krzywdzące bez powodu. Zaczynasz szukać powodów, wyjaśnień. Znajdujesz je w sobie, bo nie rozumiesz innych, więc dochodzisz do wniosku, że z Tobą jest coś nie tak -> Zaczynasz się zastanawiać co jest nie w porządku, ale nie znasz sam siebie, więc sugerujesz się opinią osób, które są Ci nieżyczliwe itd. itd. w kółko. Chciałbym więcej napisać, ale muszę teraz spadać. Dozo.
  12. uht

    nic nie czuję

    Witam wszystkich. Dawno już nie pisałem tutaj, myślę, że podświadomie w którymś momencie zrozumiałem, że to forum, a właściwie ten temat mi nie pomaga. Oczywiście nie mówię, że wszyscy jesteście w podobnej sytuacji, chcę tylko zwrócić uwagę, żebyście zaglądnęli w siebie i wyciągnęli wnioski. Czy dzięki temu buduję coś dobrego czy wręcz przeciwnie? Spotkałem wspaniałego człowieka, który pomaga mi się zmieniać. Zmiany, owszem, małe, ale bardzo pozytywne. Ta osoba pomogła mi dostrzec mój problem wyraźniej. Co było moim problemem? Między innymi to, że nie byłem w stanie go wskazać. Byłem tak zagubiony (dalej jestem, ale mniej), że zacząłem szukać idiotycznych wyjaśnień. Że straciłem emocje, że jestem i byłem ich pozbawiony od początku. Głupio mi teraz o tym pisać, bo wtedy przyjmowałem to za prawdę absolutną, a z perspektywy czasu widzę, że w swoim zagubieniu szukałem odpowiedzi. A jestem tak skonstruowanym człowiekiem, że jedyne odpowiedzi na jakie się natykałem były negatywne, degradujące i starające się zniszczyć mnie. Czemu nagle teraz zajrzałem na forum, po 2 latach milczenia? Szukałem informacji na temat aleksytymii i jeden z wyników przeniósł mnie właśnie tutaj. Może olałbym to całe pisanie, bo jest to w pewien sposób ciężkie dla mnie, ale przeczytałem post Korata, który był (jest?) jednym ze stałych bywalców tego tematu. Pomyślałem, że jestem wam to winny. Wielu z was pasuje do tej jednostki chorobowej. To co pisał Korat... Powinien za tym pójść już wtedy. Bo przeczytał znaki dobrze, ale nikt mu nie pomógł tego zobaczyć. A w aleksytymii człowiek nie jest w stanie działać samodzielnie, potrzebuje opiekuna. Wiem, że nie wszyscy mogą liczyć na takie osoby. Szczególnie absurdalne wydawać się to może starszym z was. Taki stary i potrzebuje opiekuna? Tak. Potrzebuje. To może być też psychoterapeuta tylko naprawdę trzeba znaleźć kogoś, kto podoła temu zadaniu. Nie chcę, żebyście mi wierzyli bezgranicznie, bo ja sam tak kiedyś robiłem. Żyłem słowami innych forumowiczów i często mnie to wpędzało w jeszcze większe zagubienie. Po prostu zastanówcie się na spokojnie, sami to zobaczycie, jeśli to będzie prawda. Stonka, wiele osób powtarzało Ci w kółko - jak to możliwe, że nie czujesz, a jesteś potwornie zmęczona i sfrustrowana. Zastanów się nad tym. Może to zmęczenie i frustracja to były właśnie jakieś emocje, których nie byłaś w stanie wyrazić. Twoje całe ciało nie mogło tego utrzymać w sobie, więc zaczynało się gotować skutkując w/w objawami. To tylko taka myśl. Nie będę pisał już więcej, bo chciałbym jakiejś dyskusji, ale byłbym wdzięczny gdybyście powiedzieli mi, co u was i jak wygląda wasze życie. Co robicie. Czy coś się zmieniło na lepsze? Niestety nie mam czasu na przeglądanie 100 stron forum, a miło byłoby wiedzieć. W końcu w jakiś sposób, mimo że nie znamy się osobiście, jesteśmy towarzyszami tej zasranej niedoli.
  13. uht

    nic nie czuję

    Borsuk, wyjscie do sklepu jest dla mnie problemem, bo nie wiem czy ogarne sytuacje. Jestem jakis taki roztrzepany, na niczym sie nie moge skupic. Mam sny, a wlasciwie jakies koszmary, ktore wydaja sie strasznie realistyczne. Jak wstaje rano, to dalej mysle, ze siedze w tym snie. Nie wiem czy to nie jest jakas psychoza lagodna. Nie moge sie po takim snie otrzasnac, caly czas mi staja sceny z niego przed oczami i ja je biore za prawdziwe wydarzenia. Nie wiem, kuzwa, sam, co jest nie tak. To jest najgorsze. Do pewnego momentu wiedzialem co chce zmienic, co bylo zle itp., a teraz juz nie mam zielonego pojecia.
  14. uht

    nic nie czuję

    Korat, ja chcialbym umiec sie tak bawic. Nie widze w tym nic gorszacego. To normalne, ze ludzie musza odreagowac w ten sposob, ZWLASZCZA na takim ciezkim kierunku jakim jest medycyna. Jestem u pani Beaty. Ja nie mam juz marazmu jako takiego. Raczej czuje, ze cos juz we mnie peklo totalnie. Nie jestem juz zdolny nawet do myslenia. Jeszcze jakis czas temu mialem duzo przemyslen itd., a teraz sie poruszam w wielkiej pustce. Nawet nie wiem co tutaj napisac, jak to opisac. Po prostu mam totalnie pusta glowe, czuje sie jakbym sie cofnal do wieku niemowlaczego. Nic nie jestem w stanie zrobic sam. Ludzie mi musza pomagac w najprostszych czynnosciach. To cud, ze w ogole tutaj pisze, bo ostatnio jakos nie mam o czym. Guzik, ja juz nawet tych mysli nie moge interpretowac, bo ich nie mam. To jest jakis koszmar, ten stan w ktorym jestem. A z drugiej strony tak jakby mam to w dupie. Chyba wlasnie o to chodzi, ze ja stracilem juz wole walki. Jedyne co mysle mnie jeszcze jakos uratuje to requip, ale musze poczekac, zeby namowic psychiatre na zmiane leku.
  15. uht

    nic nie czuję

    Zazzdroszcze Ci, Korat, ze masz tak jasno sprecyzowane cele i w ogole. Ja jestem na tym oddziale i nie mam zupelnie pojecia o czym mam tam rozmawiac. Jak w ogole z brakiem uczuc mozna o czyms gadac? zawilinski, nie odpowiedziales mi nic na temat requipu. magic, jak takie rzeczy Ci sprawiaja przyjemnosc to jak dla mnie jestes calkiem normalnym gosciem.
×