proszę, pomózcie... :(

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

proszę, pomózcie... :(

przez figus88 21 gru 2010, 01:45
przepraszam jezeli w zlym miejscu zakladam temat... nie orientuje sie jeszcze na tym forum.
Chcialabym sie z Wami przywitac, jestem nowa. Mam 22 lata i problem ze soba.
Mialam bardzo szczesliwe dziecinstwo, kochajacych siebie nawzajem i mnie rodzicow.
Bylam wesola,zadowolona z zycia dziewczna. Wszystko sie zmienilo od pewnego najgorszego dnia w moim zyciu ponad rok temu...
Wtedy zmarl nagle na zawal moj Kochany Tatus... Tydzien czasu do pogrzebu, caly przeplakalam. A po pogrzebie zachowywalam sie co najmniej dziwnie. Jakos mi ulzylo,ze juz po najgorszym, odsuwalam od siebie mysli o tym co sie stalo ( wlasciwie do tej pory nie chce tego sobie uswiadomic), bylam na pozor silna, wszyscy mi mowili,ze doskolale sobie z tym radze i jestem wlasnie bardzo silna. nie potrafilam z nikim na ten temat rozmawiac (dalej nie rozmawiam, czasami mam wrazenie,ze dalej w to nie wierze). Martwilam sie strasznie o moją Mamę, jak ona to znosi, staralam sie jej zapelniac czas,rozmawiac o wszystkim tylko nie o tym co sie stalo. Mialam w tamtym okresie kłucie w klatce piersiowej ale zdawalam sobie sprawe,ze to z nerwow. Jednak od pewnego czasu dzieje sie ze mna cos strasznego... Klucie w klatce, kołotanie serca, silne bole glowy a ostatnio doszlo jeszcze zawroty glowy i uczucie,ze zaraz zemdleje. Ostatnio w pracy nagle zaczela mnie strasznie bolec glowa, mialam uczucie "ciezkiej glowy", zrobilo mi sie niedobrze, myslalam,ze zemdleje, powiedzialam o tzm wspolpracownikow,kzali mi sie polozyc, bylo mi strasznie goraco a za chwile cala sie trzeslam z zimna.Chcieli zadzwonic po pogotwie wtedy ja jeszcze bardziej spanikowalam i poprosilam zeby nie dzwonili,ze na pewno mi zaraz przejdzie. Pojechalam do domu, poplakalam sie,nie wiedzialam co sie ze mna dzieje,balam sie ,ze cos mi sie stanie a mieszkam teraz sama. Wieczorem przyjechal chlopak, pocuzlam sie lepiej. nawet zartowalam,smialam sie choc bylam oslabiona. Po paru godzinach on zaczal sie zbierac do domu a mi moentalnie zrobilo sie slabo,znowu zawroty glowy i strach,ze w nocy cos mi sie stanie. Od tamtej pory boje sie wychodzic z domu sama, boje sie,ze zemdleje, mam zawroty glowy. Teraz mam dwa dni lepszego okresu, ale przez tydzien od tamtego wydarzenia w pracy (mialam wolne)praktycznie cale dnie lezalam w lozku. Od paru miesiecy jestem tez ciagle zmeczona,nie mam na nic sily ani ochoty, nic mnie nie cieszy- chyba,ze mam dobry dzien kiedy ciesze sie tym,ze akurat mnie glowa nie boli czy nie wali serce. Ciagle chce mi sie tez spac choc w nocy nie moge zasnac, potrafie lezec do 4,5 i nic chociaz jestem strasznie zmeczona i spiaca. Za to moglabym przesypiac cale dnie...
Moim najgorszym problem jest to,ze strasznie boje sie isc do lekarza bo boje sie,ze wykryje mi jakas straszna chorobe. Nigdy nie mialam pobieranej krwi - ale to akurat ze wzgledu na to,ze od dziecka na widok krwi czy nawet szczepionek mdlalam i wczesniej jakos nie bylo sytuacjizeby byla koniecznosc do pobrania krwi. wiec teraz wmwiam sobie,ze na pewno mam bialaczke, mialam juz rowniez stwardnienie rozsiane, chore serce a ostatnio borelioze i raka mozgu przez ciagle bole glowy.Jestem osoba skryta, niechetnie mowie o swoich problemach,zawsze wolalam poradzic sobie sama. nie mowie nic chlopakowi, mamie. Ostatnio mialam mysli jak moja mama poradzi sobie z tym jak u mnie wkoncu wykryja jakas straszna chorobe i umre... Strasznie boje sie isc do lekarza,zrobic wyniki....wmawiam sobie,ze pewnie lekarz mi powie,ze jestem zdrowa i wtedy przestane sie bac,moje zycie wroci do normy ale nie umiem tego strachu pokonac.. Teraz zdecydowalam sie napisac do Was na forum bo nie chce zmarnowac swojego zycia...Ostatnio balam sie chodzic do pracy,chcialam sie zwolnic bo balam sie,ze znow tamta sytuacja sie powtorzy. Zawalam studia, nie jezdze na cwiczenia bo boje sie,ze zemdleje...
Przepraszam za tak strasznie dlugiego posta. Ale pierwszy raz przed sama soba i kims innym"wyspowiadalam sie" z tego co mi dolega. Nie potrafie porozmawiac o tym z kimkolwiek z mojego otoczenia...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 gru 2010, 01:09

Re: proszę, pomózcie... :(

Avatar użytkownika
przez agusiaww 21 gru 2010, 11:28
figus88, w 99% przypadkow to nie jest zadna smiertelna choroba, tylko zaburzenie lewkowo-depresyjne. Te objawy, ktore opisuejsz swiadcza o tym, zawroty, bezsennosc itd, ale zanim to powtierdzi lekarz psychiatra to trzeba zrobic podstawowe badania, plus tomografie, lub eeg glowy. Po 2) jak wyniki beda dobre isc do psychiatry, rozpoczac leczenie i terapie.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: proszę, pomózcie... :(

przez figus88 21 gru 2010, 13:28
Dziekuje Agus za odpowiedz. Wiem,wiem,ze powinnam isc porobic wyniki ale strasznie sie tego boje...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 gru 2010, 01:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: proszę, pomózcie... :(

Avatar użytkownika
przez agusiaww 21 gru 2010, 14:10
figus88, nie ma czego, ja kiedys to wymyslalam tez tysiace chorob, i czasami nadal sie boje, bo co jak moze nie wykryli, ale to tylko, albo az depresja/nerwica. :smile:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: proszę, pomózcie... :(

przez anna72 21 gru 2010, 18:57
Figus88,czytam twojego posta i widzę siebie sprzed trzech lat.
ja też miałam pierwszy atak lęku po śmierci mojego taty.Wyglądał dokładnie tak jak u ciebie.Zawroty głowy,duszność,wrażenie,że zaraz zemdleję a właściwie naprawdę udało mi się zemdleć w środku nocy.Walnęłam głową,rozciełam sobie wargę więc mąż wezwał pogotowie.Na neurologii zbadali mnie od stóp do głów.Oczywiście niczego nie wykryli.Wtedy nie wiedziałam jeszcze co mi jest więc im nie uwierzyłam.Dalej myślałam,że jestem ciężko chora.Atak który mnie wtedy złapał trwał prawie tydzien bez przerwy więc dodatkowo myślałam,że zaczynam wariować,że to choroba psychiczna.Koszmar!!!
Mam dla ciebie radę,idż jak najprędzej do psychiatry,lek wytłumi objawy i będziesz mogła wtedy zastanowić się co dalej.Inaczej te ataki będą cię męczyć,nawet jak na chwilę znikną.Odżyjesz.Zbadaj się dla świętego spokoju ale twoje objawy są takie klasyczne,że ja nie mam wątpliwości-jesteś zdrowa.Powód jest ewidentny.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
29 lis 2010, 13:28

Re: proszę, pomózcie... :(

przez Zenonek 22 gru 2010, 19:03
figus88,

Czas na wizyte u jakiegos dobrego psychiatry....

Dodatkowo moge powiedziec, ze i tak jestes bardzo dzielna osoba....Ktos wrazliwy jak straci kochajacego rodzica to moze nawet popasc w calkowity obłęd...Dobrze sie trzymasz, a tego typu nerwice to mozna bardzo skutecznie leczyc...

Znacznie gorzej jest z depresja, ale chyba z tym nie masz duzego klopotu.
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bagatelka i 18 gości

Przeskocz do