Skocz do zawartości
Nerwica.com

nerwica natręctw związana z ubraniami, wyglądem


nantes

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Często przeglądałam tego typu forum, ale nigdy nie zdecydowałam się, żeby napisać o sobie. Nie będę przedstawiać całej historii, bo byłoby za długo, a poza tym chciałam się skupić na jednym z objawów, który mnie teraz szczególnie męczy. Wielokrotnie szukałam na różnych forach osób, które mają podobne objawy, ale nikogo takiego nie znalazłam. Chciałam zaznaczyć, że to co teraz opiszę to objaw i jest on związany z różnymi przykrymi przeżyciami, o których napiszę przy innej okazji.

Mam problem z kupowaniem ubrań. Bardzo trudno jest mi znaleźć coś co by mi się podobało i dobrze by na mnie leżało. Najgorsze jest jednak to, że widzę wszelkiego rodzaje defekty, których pewnie inni nie zauważają przez co kupowanie jest dla mnie super stresujące. Z drugiej strony, w wyniku powiedzmy „traumy”, potrzebuję dobrze wyglądać i dobrze czuć się w moich ubraniach, a to jest bardzo trudne, wziąwszy pod uwagę defekty, które widzę pewnie tylko ja. Jednym słowem kupione przeze mnie ubranie musi spełnić mnóstwo różnych kryteriów, tych „rozsądnych” i tych dyktowanych mi przez moją nerwicę i perfekcjonizm. Utrudnia mi to życie, za dużo czasu spędzam w sklepach, potrafię przymierzać kilka par tych samych spodni (ten sam rozmiar i wszystko) w poszukiwaniu tej najlepszej pary. A później martwię się, że to co kupiłam jest nie dobre, bo czegoś się w tym dopatrzyłam, co sprawia, że nie są idealne. Nie wiem czy oddać, czy nie, bardzo się stresuje, czasem do tego stopnia, że oprócz normalnego leku jaki biorę (asentra) muszę wziąć środki uspokajające. Zdaje sobie sprawę jak to beznadziejnie brzmi. Ale przez te wszystkie lata choroby nauczyłam się jednego: żaden problem, o ile sprawia komuś cierpieni, sprawia że ma myśli samobójcze itd., nie jest głupi.

Mam potrzebę, żeby być ubraną idealnie według moich standardów. Nie chodzi tylko o to, że wszystko musi do siebie pasować i ma sprawiać, że wyglądam naprawdę dobrze, ale też same ubrania muszą być perfekcyjne (np. szwy itd.). Oczywiście jeśli dokonam złego zakupu, to później mam wyrzuty sumienia, że straciłam bezsensownie pieniądze. Z drugiej strony, wstrzymywanie się od zakupów nie ma sensu, bo muszę w czymś chodzić, a jeśli mam jakieś „braki” w szafie i nie mam się w co ubrać, to czuję się zagrożona

Zasadniczo jedynie „liznęłam”temat, chciałam tylko z siebie szybko zrzucić to, co na chwilę obecną szczególnie mnie martwi.

Chciałam też dodać, że nie jestem „pustą laską”, która interesuje się tylko modą. Po prostu u mnie kwestie związane z ubraniem wiążą się z poczuciem bezpieczeństwa.

Chciałabym wiedzieć, co o tym sądzicie. Chciałabym po prostu o tym porozmawiać, bo nie chcę tym zamęczać ciągle mojego chłopaka i mamy. Jeśli ktoś ma podobnie, niech koniecznie się odezwie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie to nerwica natręctw, bądź jej początki. Piszesz, że tylko "liznęłaś" temat, więc zakładam, że tych czynności natrętnych jest u ciebie więcej. Dam ci pewien "domowy" sposób na pozbycie się natręctw, jeśli nie zadziała to udaj się do psychologa/psychiatry, to będzie najlepsze rozwiązanie.

 

Radzę ci spokojnie przeczytać całe, mimo że tekst jest długi. Myślę, że warto.

 

Czyli zaczynasz walczyć z rytuałami przez powstrzymywanie się.

 

Kiedy sięgasz po interesującą Cię książkę, zaczynają atakować obsesyjne myśli, które każą Ci wymyć ręce, chociaż dobrze wiesz, że myłeś je kilkanaście minut wstecz. Logiczne przekonanie o ich czystości nie działa. Obsesje nadal napierają („ A może wymyłem niedokładnie? Te kurki są takie brudne, mydło też mogło być zabrudzone, no i dotykałem jeszcze klamki, a teraz okładki książki”). Nie potrafisz się skupić, ale wiesz, że jeśli poddasz się przymusowi ponownego mycia rąk, nie poczytasz książki ani dzisiaj ani jutro (doskonale zdajesz sobie sprawę, że jutro będzie podobnie, a nie udajesz, że jutro wszystko się uda). Tym samym, dokonujesz pierwszego istotnego kroku: obiektywnie oceniasz sytuację i nie chcesz odwlekać na później. Cóż z tego: wobec intensywnych natręctw, które każą Ci wymyć ręce, zaczynasz odczuwać lęk (wcześniej był tylko niepokój). Co robić? Czy nie ma innego sposobu stłumienia lęku? Tylko realizowanie natręctw? Zadając sobie takie pytania, podejmujesz już walkę z chorobą!

Jeśli uda Ci się przeciwstawić obsesyjnej potrzebie mycia rąk i wytrzymasz następne kilkadziesiąt minut, zaczynasz odkrywać, iż nie doszło do żadnej katastrofy, chociaż rąk nie umyłeś. Ściany twojego pokoju stoją jak wcześniej, nie doszło także do kataklizmu pogodowego, nikt na Ciebie nie wrzeszczy, a Twoje ciało (pomimo pewnego napięcia) nadal funkcjonuje jak wcześniej. Powoli uspokajasz się. Lęk okazał się nie taki groźny, chociaż wcześniej nie dopuszczałeś nawet możliwości konfrontacji. Jesteś nieco pewniejszy siebie, ponieważ udało Ci się zapanować nad sytuacją (co przecież bardzo lubisz). Nie zmusiłeś się do wykonania irracjonalnych czynności, a pozostałeś cały i zaczynasz wreszcie inaczej oceniać sytuację.

Może i dzisiaj nie przeczytasz swojej ulubionej książki, ale przeczuwasz, że po kilkunastu dniach podobnych ćwiczeń, będziesz mógł ją czytać bez większych przeszkód. Stawiasz sobie inne niż dotąd zadanie:

Pokonać natręctwa! Zyskujesz pewność: Jeśli tak świetnie wykonywałem swoje natręctwa (bo chyba nikt inny nie potrafiłby wymyć rąk w podobnie doskonały sposób), to pewnie będą także świetnie się im przeciwstawiał! Potrafię to zrobić, chociaż nie od razu. Zdajesz też sobie sprawę, że to proste ćwiczenie (zaniechanie wykonywania rytuałów), nie spowodowało żadnej katastrofy, a wręcz przeciwnie: dzisiaj wygrałeś Ty.

Ten prosty przykład (który z powodzeniem możesz dopasować do swoich własnych natręctw), jest przykładem bezpiecznej terapii, którą z powodzeniem możesz stosować bez większego wsparcia osób drugich. Korzyści są oczywiste, ale spróbujmy raz jeszcze je powtórzyć:- przejmujesz kontrolę nad sytuacją: to Ty zaczynasz kontrolować natręctwa, a nie one Ciebie;

- lęk, okazał się emocją, którą można nie tylko przeżyć, ale także opanować. W końcu to nie ktoś obcy go nasyła, ale rodzi się w Tobie i zmusza do podejmowania wrogich Ci działań (kompulsji), które pochłaniają tak ważny przecież czas;

- czujesz się pewniej, bo nie odłożyłeś zadania na później, zatem nie pozwalasz obsesjom na nieustanny atak. Tym samym (zgodnie z rysunkiem obrazującym schemat „błędnego koła”), nie prowokujesz kompulsji;

- jako, że podjąłeś walkę z rytuałami, dostrzegasz wreszcie, iż po raz pierwszy, świadomie, udało Ci się przerwać błędne koło symptomów chorobowych. Przypominasz sobie także, iż wcześniej, często nie realizowałeś natręctw zgodnie z ich oczekiwaniami, ale działo się to z powodów niezależnych od Twojej woli – ktoś Ci przerwał, coś się wydarzyło. O ile wcześniej czułeś się zagrożony i zły, to teraz, możesz czuć zadowolenie. Udało się świadomie i – przede wszystkim – samodzielnie;

- walcząc z chorobą, zyskujesz możliwość realizowania swoich właściwych potrzeb: w tym przypadku, będziesz mógł spokojnie czytać interesującą Cię książkę. Zyskujesz, zatem przekonanie, że to nie natręctwa są tu najważniejsze. Najważniejsze jest, aby ustąpiły;

- może zdarzyć się, że pierwsze próby konfrontacji z rytuałami okażą się miernie skuteczne, jednak czujesz, iż to dopiero początek Twojej walki. Nie staraj się poddawać. Z każdym dniem powinno być nieco lepiej, a kiedy wreszcie ćwiczenia znudzą Cię, okaże się, że Twoje natręctwa zostały pokonane.

 

Co zrobić, jeśli mi się nie udaje?

 

Pamiętaj, że zespół natręctw, jak każda inna choroba, ma rozmaite nasilenie. Mogło się zdarzyć, że Twoje objawy nie poddały się powyższemu ćwiczeniu. Pomimo, że zrozumiałeś, na czym polega choroba i dostrzegłeś sens podejmowania ćwiczeń, to jednak nie umiałeś sprostać zadaniu przeciwstawienia się rytuałom. Kiedy chciałeś zaprzestać wykonania, kompulsji, niepokój przerodził się w paniczny lęk, a Ty sam popadłeś w poczucie winy. Mogłeś nawet pomyśleć: „Cóż z tego, że to wszystko przeczytałem? Przecież natręctwa są silniejsze ode mnie. Muszę je realizować. Jestem bezradny. I nigdy z tego nie wyjdę. Jest nawet gorzej. Teraz będę musiał podwójnie nadrobić zaniechane czynności. Nie ma sensu w tych ćwiczeniach”. - Błąd!

Jeśli podejmiesz regularne ćwiczenia i nie zniechęcisz się, po kilku miesiącach uda się także Tobie. Nie możesz zakładać, że uda się po dwóch, trzech próbach. Niekiedy udaje się po latach, ale nie oznacza to, że przez cały czas natręctwa będą tak samo silnne, jak na początku. Pamiętaj, że Twoja choroba jest uleczalna. Ale bez Twojego aktywnego udziału w leczeniu, będzie bardzo trudno. Ćwiczenie prowokowania objawów

 

Zdajesz sobie sprawę, że potrafisz powstrzymywać rytuały mycia się i znacząco skróciłeś czas ich trwania. Ale jesteś tak bardzo skupiony na unikaniu kontaktu z czymkolwiek, co mogłoby Cię zbrudzić, że styl Twojego życia staje się coraz bardziej dziwaczny. Boisz się dotykać zwykłych rzeczy, w specyficzny sposób otwierasz drzwi czy puszki, nie jesteś pewien czy możesz pójść do restauracji w obawie przed kontaktem z obcymi Ci ludźmi czy przedmiotami dotykanymi przez innych. Zaczynasz, więc unikać objawów, a tym samym wycofujesz się z większości przeciętnych aktywności.

Jest to bardzo istotny błąd! Co zrobić, aby tego uniknąć?

Spróbuj sprowokować objawy. Podobnie jak wcześniej, zacznij od tych najprostszych. Jeśli lękasz się dotknięcia klamki, nie staraj się unikać z nią kontaktu, a wręcz przeciwnie. Raz jeszcze przypomnij sobie, że to nie klamka Ci zagraża. To Twoje natręctwa są właściwym przeciwnikiem. Początkowo ledwo muśnij klamkę, chociaż jednym palcem, potem wszystkimi palcami i powtórz to raz jeszcze, aby wreszcie pochwycić ją całą dłonią.

Wytrzymaj tyle ile potrafisz (znowu ten lęk). Uprzytamniaj sobie, że klamka nie parzy, że przetrwałeś ćwiczenie cały i że wokół Ciebie nie zachodzi nic, co obiektywnie mogło by być groźne. Powróć do tego ćwiczenia możliwie szybko i bądź konsekwentny. Pamiętaj: raz pokonane natręctwo, staje się wręcz śmieszne. Możesz ćwiczyć właściwie wszędzie. Jeśli mijasz szczeliny w chodnikach, celowo na nie wchodź. Jeśli nie możesz dotknąć obcych sztućców, zrób i to.

Boisz się czytać w obawie, że nic nie rozumiesz, czytaj na głos i nie staraj się wracać do początku strony. Musisz sprawdzić zapisane wcześniej kartki, zrób to sam, ale tylko jeden raz i nie pozwól, aby objawy Cię uprzedziły.

Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ponieważ nie sposób odgadnąć treści akurat twoich obsesji czy kompulsji. Mechanizm objawów pozostaje bez zmian.

Jak zauważyłeś, najistotniejszym sukcesem tego ćwiczenia, jest samodzielne zanurzanie się w sytuacje, w których zawsze przeżywasz natręctwa. A już sam fakt, iż zrobiłeś to z własnej inicjatywy, stanowi o możliwości kontrolowania choroby. Przestałeś być bierny!ak to bywa w każdym podsumowaniu, tak i tu, nie sposób uniknąć powtórzeń. Jednak nie każde powtórzenie jest kompulsją czy obsesją, zatem raz jeszcze chcemy Ci przypomnieć podstawowe informacje zawarte w tym Poradniku:

 

- zespół natręctw jest chorobą, której możesz się skutecznie przeciwstawić. Cierpią na tę chorobę także inni i uwierz, że pacjenci, którzy podejmują właściwe leczenie, odzyskali swoje zdrowie bądź odczuli na tyle znaczącą poprawę, że mogą poprawnie funkcjonować;

- jako „poprawne funkcjonowanie” rozumiemy możliwość realizowania zainteresowań, utrzymanie Twojej pracy, edukacji czy właściwych relacji międzyludzkich. Nie uznawaj, że „ja już taki jestem i nic w sprawie tych natręctw nie mogę zrobić”, ponieważ przytakujesz wtedy wersji życia w chorobie, która uniemożliwa Ci swobodę egzystencji;

- pamiętaj, że istnieją skuteczne sposoby terapii, a obok zleceń Twojego lekarza istnieje możliwość aktywnego udziału w walce z chorobą, co obrazują powyżej opisane sposoby terapii zwanej behawioralno-poznawczą;

- nie oszukuj się, że w Twoim przypadku nic z tego nie wychodzi, jeśli po ledwie kilku próbach wycofałeś się z terapii behawioralnej bądź odstawiłeś zlecane leki bez konkretnego uzasadnienia. Staraj się pamiętać, że na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne cierpisz od dawna (być może od wielu lat) i nie sposób uznać, iż to w jeden miesiąc miałeś odzyskać dobrą formę;

- staraj się obiektywnie oceniać natręctwa. Przede wszystkim – nazywaj je i prawdziwie podsumowuj czas, który Ci zabierają. Nie pomniejszaj ich znaczenia, nie odwlekaj i nie udawaj, że „jutro jakoś to będzie”;

- nie wstydź się prosić o pomoc. Jeśli nawet nie od razu spełni ona Twoje oczekiwania, to poprzez pokazanie tego Poradnika, możesz wreszcie zyskać lepsze wsparcie bliskich, często zagubionych i nierozumiejących co właściwie się z Toba dzieje! moze moj przyklad powie osoba ktore choruja na nn, ze nerwica natrectw jest wyleczalna i z tego co sie dowiadywalam sa tez osoby ktore wlasnie dzieki tej metodzie tez natrectw sie pozbyly! zdrowia !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już od około 8 lat się leczę i biorę leki, więc niestety nie jest to początek nerwicy natręctw, ale pełen rozkwit ;) Odstawiłam jakiś czas temu leki i w wyniku różnych stresów wszystko mi wróciło i teraz już od ok. 2 miesięcy biorę z powrotem leki.

 

Bardzo dziękuję za odpowiedź i rady. Niestety znam siebie i wiem, że nie da mi się tego w taki sposób wytłumaczyć, inaczej mówiąc wydaje mi się, że moja nerwica natręctw jest "oporna na rozmowę"... Może wypowiadam się trochę lakonicznie, ale średnio mam już siłę na to wszystko.

 

Kupiłam na przykład ostatnio spodnie. Przymierzyłam pierwsze i dobrze leżały, tylko trochę szew w jednej nogawce szedł inaczej niż w drugiej. Nie jakoś bardzo do środka ale jednak trochę. Przymierzyłam więc drugie z tego samego rozmiaru i modelu, ale już inaczej leżały, odstawały w pasie itd. Kupiłam w końcu te pierwsze, bo doszłam do wniosku, że egzemplarze tego samego modelu w tym samym rozmiarze tak bardzo się różnią (zaobserwowałam to wielokrotnie na zakupach), że moze już nie znajdę tak dobrze leżącej pary spodni. Ale teraz bardzo mnie ten szew denerwuje.

 

Natrafiłam na takie forum:

 

http://harel.blox.pl/2009/04/Kryzys.html

 

Więc widzę, że nie tylko ja mam taki problem, ale niektórzy nie traktują tego jako natręctwo. Zastanawiam się po lekturze tego bloga, czy nie oddać tych spodni w ramach reklamacji.

 

Już sama nie wiem, czy przesadzam czy nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. opisujesz ciekawy problem z którym ja chyba też trochę miałam/mam do czynienia choć wydawało mi się ze bardziej jest to związane z moim perfekcjonizmem niż natręctwami, ale teraz widzę że nie.

 

Mi często zdarza się nie kupić czegoś , a potem wrócić po tę rzecz i jak jest sprzedana, to nie umiem tego odżałować i długo do tego wracam i opowiadam ludziom naokoło.

 

Wydaje mi się że to jest typowy mechanizm "wkręcania się" gdyż tak naprawdę łączy się to z jakimś napięciem i zamartwianiem się. Myślę ze może się dziać to wtedy kiedy nie radzę sobie z jakimiś "większymi" sprawami i jestem z ich powodu niespokojna, więc świetnie się z tego robi taki mały stresik na punkcie ubrań...

 

Może spróbuj pomyśleć że te rzeczy nie mają KOMPLETNIE żadnego znaczenia dla Twojej przyszłości. I czy Ty w ogóle potrzebujesz tych nowych spodni? Daj sobie jakiś limit na miesięczne zakupy, do przymierzalni bierz GÓRA 3 pary spodni, zacznij chodzić do lumpeksu albo na wymiany odzieży, popatrz na świetnie ubrane dziewczyny na ulicy i poszukaj niedoskonałości w ich stroju!

 

Weź też kilka przedmiotów (nie ubrań) i wypisz 1 cechę jaka Ci się nasuwa patrząc na każdy z nich.

Sprawdź czy to była cecha negatywna czy pozytywna. Jeśli są same negatywne, postaraj się poszukać p[pozytywnych albo poproś kogoś innego żeby Ci podał swoje cechy, nie mówiąc o co chodzi w tym ćwiczeniu, np.

kartka - Ty mówisz: stara, pognieciona

 

a ktoś: użyteczna, czysta. Postaraj się sama widzieć najpierw pozytywy, a potem negatywny.

 

Nie ma rzeczy idealnych!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cieszę się, że zainteresował Cię mój post i dziękuję za odpowiedź.

 

Ja sama nie wiem czy na pewno jest to związane z natręctwami, wydaje mi się że raczej tak, bo wykazuję skłonności również do innych czynności typu zbyt częste mycie rąk. Poza tym jestem na lekach i zdaję sobie sprawę, że chociażby z tego powodu nie patrzę na wszystko jak "przeciętny" człowiek.

Na pewno jest to też związane z moim perfekcjonizmem, chcę żeby wszystko było idealne.

 

A twój problem polega na tym, że czegoś nie kupujesz, a później to rozpamiętujesz, czy również masz problem z "niedoskonałością" rzeczy?

 

Co ciekawe, u mnie cały proces kupowania ubrań opiera się o racjonalne "przesłanki":

- rzeczywiście potrzebuję coś kupić

- rzeczywiście ubrania dostępne na moją kieszeń (sieciówki) mają często wady, dlatego próbuję znaleźć rzecz tych wad pozbytą.

- jeśli przymierzam spodnie i widzę, że dobrze pasują, ale mają jakaś drobną wadę (np. ten szew, który prawdopodobnie nie jest widoczny dla innych (jest tylko lekko przesunięty, a nici są tego samego koloru co spodnie), to je kupuję. Bo zdaję sobie sprawę, że wprawdzie mogę znaleźć inny egzemplarz tych samych spodni bez tej wady, ale który już nie będzie tak dobrze pasować (będzie np. odstawać w pasie - tak miałam ostatnio)

- więc biorąc to wszystko pod uwagę podejmuję decyzję, bo też nie chcę, żeby było tak, że nie kupię tych spodni, a później będę się źle czuła, bo nie będę miała co na siebie włożyć

 

Ale taka "racjonalizacja" jakoś na mnie nie działa. I tak się zamartwiam. Chciałabym mieć wpływ na rzeczy, na które nie mogę mieć wpływu, jak mi powiedziała kiedyś psycholog. Ale ja zaczynam analizować, czy na pewno nie mam na nie wpływu. Przecież mogłabym Przymierzyć wszystkie egzemplarze tego samego modelu w tym samym rozmiarze dostępne w sklepie, albo nawet wybrać się do tego sklepu w innych centrach handlowych. Ale przecież wiem, że zajęło by to strasznie dużo czasu. I w pewnym momecnie już nie będę wiedziała, gdzie postawić granicę.

 

Jestem ciekawa co o tym sądzicie. Będę wdzięczna za wasze wrażenia z "lektury" i jak oceniacie moją sytuację, stan.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×