na dobranoc...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

na dobranoc...

przez sandalek 29 sty 2009, 00:33
Witajcie,

Jest wieczór i jest mi o wiele lepiej niż będzie rano, chciałabym to przedłużyć, nie iść spać, nie pisać tu o problemach...
Ale wiem, że rano obudzę się przed budzikiem, będę się trząść i myśleć o tym, że jednak chciałabym napisać o sobie na forum...

Mam nerwicę natręctw, obecnie jakiś rozpaczliwie depresyjny (???) epizod. Od ok. 2 lat psychoterapia, potem leki (Seronil), odstawiłam ponad pół roku temu, ale widzę, że trzeba będzie do nich powrócić (za 2 dni lekarz! potem jakieś 3 tygodnie i... lepiej?).

Z dużą częścią natręctw już sobie poradziłam - sprawdzanie gazu, klamek, uporczywe mycie - takie 'standardy'.
Gorzej z takimi związanymi z moralnością. Miałam duże skrupuły w życiu religijnym, poczucie winy do obłędu. Też w pewnej mierze wyleczone.
Nie do końca jednak.

Do teraz męczy mnie poczucie odpowiedzialności za czyny innych - chcę (a tak naprawdę wcale nie chcę!) zapobiegać niebezpieczeństwom, które stwarzają, bo jeśli tego nie zrobię, to ja będę winna szkodzie... [która powstanie lub nie].
Widzę, że mój język robi się pokrętny.
Właśnie jedna taka sprawa bardzo mnie męczy i strasznie dezorganizuje mi życie.

W życiu - średnio. Bardzo pragnę zwykłości i codzienności, spokoju, bez ciągłego szarpania mojego wrażliwego sumienia i ciągłych dylematów w zwykłych nawet sytuacjach. Nie chcę naginać moich zasad i przekonań, a moje poczucie własnej wartości i pewności jest niskie, także sprzeciwianie się jest niełatwe.

W pracy nie najciekawsza sytuacja: jeden na jeden z przełożonym lub zupełnie sama w biurze, w domu jestem przed 18.00, do pracy wstaje o 7.00. I gdzie czas na życie?

Nigdy nie miałam wielu znajomych, miałam za to bliskich znajomych. Teraz, jakiś czas po studiach, znajomi gdzieś się rozpierzchli... i samotność dobija :( W pracy, jak pisałam, ludzi nie mam... Są bliżsi znajomi, ale na odległość.
I tak troszkę wyszłam do ludzi, ale nie są to bliskie relacje, takie, jakich bardzo potrzebuję.

Problemy z dorosłością, dojrzałością. Cały czas odwołuję się do autorytetów, w dużej mierze opieram się na rodzicach. Ale jeśli ktoś mi nie powie, "zrób tak i tak", albo "nie jesteś za to odpowiedzialna", moje własne myśli mnie zamęczą!!!!

W najbliższym czasie chcę zmienić pracę, nie wiem jak mi się to uda w moim obecnie nie najlepszym stanie. Ale nie mogę już tam być. Ze zmianą pracy wiąże się oczywiście sterta odpowiedzialności za dobro/ zdrowie a nawet życie (!) innych.
Nie boję się rzucić niby dobrej w sumie pracy... bo i tak wiem, że w razie wtopy i tak rodzice mnie nie wyrzucą i pewnie nawet nie wypomną...
Przeprowadzka w ogóle nie wchodzi w grę, finanse to raz; ale nie jestem w stanie być sama 24h/ dobę.

No to się wygadałam.

Teraz jestem w stanie myśleć o walce, nie wiem jak będzie jutro rano....

Jeśli ktoś choćby ciepło o mnie pomyśli - dzięki.
Pozdrowienia.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
23 sty 2009, 19:15

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do