Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 18 lis 2011, 13:24
a ja mam teraz wieczne lęki przed tym że wariuje, że tracę zmysły, że już nie da mi się pomóc...mam tego dość, teraz przez pms mi się to jeszcze nasila :why:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez George 18 lis 2011, 16:56
ddd napisał(a):A ja drugi dzień bez alprazolamu. Jest strasznie zapewne dziś pęknę i wezmę, nie wyobrażam sobie że wytrwam tak do końca dnia. Dziś zjadłam 2 aviomariny. Żałuję jak nie wiem alprazolamu, wczoraj mnie wzieło dopiero wieczorem, dzis od rana. Mimowolne skurcze mięśni, tiki nerwowe, ataki paniki, nie wiem czy urojone czy realne poczucie jakbym miała zwymiotować, zawroty głowy, czuję się jakbym miałą zaraz zemdlec, szumy w uszach, nie polecam nikomu...

Też mam podobne objawy. Jedno co mogę powiedzieć - pomaga wysiłek fizyczny, najlepiej taki do granic wytrzymałości. Wieczorem zaś gorąca kąpiel i sen.
Na razie bronię się od leków jak mogę, na to zawsze przyjdzie czas...
Ad maiora natus sum
Avatar użytkownika
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
16 lis 2011, 13:03
Lokalizacja
Konin

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez martu 18 lis 2011, 16:58
dominika92, ja to samo ... wytrzymac sie nie da ;//
Avatar użytkownika
Offline
Posty
118
Dołączył(a)
16 lip 2010, 19:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Siasia 18 lis 2011, 17:02
martu, może też masz pms? :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
305
Dołączył(a)
18 cze 2011, 18:46

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez martu 18 lis 2011, 17:17
Siasia, ja po prostu juz mam te dni :P
Avatar użytkownika
Offline
Posty
118
Dołączył(a)
16 lip 2010, 19:57

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Siasia 18 lis 2011, 17:18
martu, może też z tego powodu lęki się nasiliły. Ja właśnie na "te dni" czekam i samopoczucie jest BE.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
305
Dołączył(a)
18 cze 2011, 18:46

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez martu 18 lis 2011, 17:23
Siasia, w sumie też mozliwe, ze przez to. uh. mam nadzieje ze to niedlugo minie. :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
118
Dołączył(a)
16 lip 2010, 19:57

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Siasia 18 lis 2011, 17:25
martu, też się o to modlę, było już w miarę dobrze, a tu taka niemiła niespodzianka.. :/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
305
Dołączył(a)
18 cze 2011, 18:46

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez martu 18 lis 2011, 17:26
Siasia, ostatnio spojrzałam w swoja 'dokumentacje' dotycząca choroby. i za każdym razem jest opisane to samo. i w sumie przechodziło. to i teraz musi przejść.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
118
Dołączył(a)
16 lip 2010, 19:57

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 18 lis 2011, 17:27
łącze się z wami w bólu.. martu, a byłaś u psychiatry tej mojej już ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Siasia 18 lis 2011, 17:33
martu, moja siostra też miała lęki, ale jak twierdzi - słabsze i też jej przeszło tylko z pomocą psychologa...wizyty co 2 tyg. przez poł roku.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
305
Dołączył(a)
18 cze 2011, 18:46

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez dalmanka 18 lis 2011, 21:16
Witam.Jestem nową użytkowniczką ale weteranką jeżeli chodzi o nerwicę lękową.Męczę się już z tą chorobą około 17 lat z przerwami gdy miałam remisję objawów.Kiedy zaczynałam chorować nie było dostępu do internetu więc umierałam w samotności z przeświadczeniem ,że jestem jedyna w tym kosmosie.Teraz , gdy mam kolejny nawrót choroby to właśnie takie forum trzyma mnie przy "życiu" i jest ukojeniem dla "'roztelepanego" ciała.Dzisiaj tylko nadmienię,że moje ciało od poniedziałku zachowuje się jak w niezłej delirce poalkoholowej mimo że nie piłam (a szkoda bo przynajmniej bym wiedziała po czym mnie tak telepie).
Zacznę więc od początku mój koszmarek z nerwicą. W normalny (tak mi się wydawało) dzień wyszłam z dzieckiem po zakupu i bum nagle zdawało misi się że przez moje ciało przechodzi prąd od żołądka do gardła i w stronę głowy, zrobiło mi się gorąco i ciemno przed oczami.Pod nosem miałam aptekę więc wpadłam zziajana i kupiłam Validol bo taki lek polecił mi kiedyś lekarz kiedy w liceum miała epizod zasłabnięcia.Pomogło na moment ale niestety dopadł mnie rozstrój żołądka (czyli normalne rozwolnienie) ,tak biegłam w poszukiwaniu toalety (a w takich pipidówkach gdzie mieszkam to toalety jak na lekarstwo) że moje 3- letnie wówczas dziecko to prawie fruwało żeby za mną nadążyć. Po powrocie do domu o "naiwności ludzkiej" złożyłam to na niskie ciśnienie.Potem jakiś czas był spokój ale pech chciał że któregoś ranka wstając z łóżka zemdlałam i poszłam z tym problemem do neurologa.Miła Pani neurolog bez wcześniejszej diagnostyki stwierdziła ,że to pewnie padaczka i trzeba zrobić EEG. Zrobiła i okazało się,że mam nieprawidłowy zapis ale Pani neurolog nie przepisała mi żadnych leków bo cytuję "zapisu się nie leczy tylko objawy" .Po tej diagnostyce zaczęłam się bać wychodzenia z domu bo a nuż dostanę napadu padaczki w miejscu publicznym.Ale najgorszy był pierwszy nocny atak (teraz wiem że paniki a nie padaczki), obudziłam się zlana potem, serce mało mi nie wyskoczyło z piersi,nie mogłam złapać oddechu i na przemian zlewały mnie poty albo miałam dreszcze.Ten atak na moment się uspokajał po czym po kilku sekundach wracał.Myślę ,że sama sobie rozkręcałam ten atak bo w tamtym momencie myślałam że to już mój koniec i umieram.Pół nocy przesiedziałam w oknie .Pobiegłam na drugi dzień do neurologa i dostałam Xanax.Brałam go przez kilkanaście dni po czym odstawiłam bo myślałam że już jest ok. Ale nie było ok.Po tygodniu dostałam takiego ataku paniki że wyłam u mojej mamy na łóżku i krzyczałam o pomoc,Całe moje ciało w środku było jedną wielką trzęsącą się galaretą,leżałam na łóżku w pozycji embrionalnej żeby zatrzymać tę wewnętrzną galopadę i błagałam o pomoc.Znowu Xanax i ta beznadzieja że jestem jedyna z takimi objawami.Bałam się wychodzenia z domu, bałam się nocnych ataków. Wstydziłam się mojego męża, bo jak wytłumaczyć zdrowemu facetowi co się ze mną dzieje a widział różne moje akcje ,kiedyś np. wyłam w panice w samochodzie żeby mnie zawiózł na pogotowie bo umieram.Takich różnych sytuacji było nieskończenie wiele .Wiele razy w biegu wracałam do domu bo ziemia mi się usuwała spod nóg i wydawało mi się że wszyscy to widzą. Wychodziła np.z moim synem do dziadków i praktycznie pod koniec drogi biegiem,, z jakimś kłamstwem, wracałam do domu.Myślałam,że mój 10 letni syn nic nie widzi i nie rozumie ale on za którąś taką akcją powiedział żebym sobie wzięła leki to mi pomogą. Miałam dosyć życia, zmuszałam się do codziennych czynności.Widziałam, że rozwalam życie sobie i rodzinie. W dodatku mój mąż wyjeżdżał na 2-3 tyg. do pracy za granicą i zostawałam sama. Wkurzały mnie rady rodziny żebym się wzięła w garść bo mam super męża i dziecko. To nie pomagało wręcz przeciwnie.Nic mnie nie cieszyło.Wsłuchiwałam się cały czas w swoje ciało i czekałam na kolejne ataki paniki. Bałam się,że mąż będzie miał dosyć mojej niedyspozycji, bo zbliżenia ,kiedy w środku ci się wszystko wywraca do góry nogami i czekasz na atak to koszmar. Więc zaczynasz grać przed sobą i rodziną że jest wszystko cacy.I tak trafiłam do psychiatry. Przepisał mi Anafranil ale niestety nie pomógł, potem Prozac ale po Nim bałam się nawet wyjść sama do łazienki, aż w końcu dostałam Seroxat.Początki były okropne ,miałam wrażenie nierealności,puchnięcia głowy,kaskada kolorów w mózgu,pustka w głowie ale przetrwałam.Było super ,skowronki z radości śpiewały mi w duszy. Odzyskałam swoje życie. Ale coś mnie podkusiło po kilkunastu miesiącach odstawić lek.Wtedy już pracowałam więc wydawało mi się ,że zdobędę góry.Po 3 miesiącach wszystko wróciło bałam się wyjść do pracy. Wyłam z bezsilności i strachu. Wzięłam kilka dni wolnego na "niby zatrucie żołądkowe" zaczęłam ponowną "zabawę" z Seroxatem ale już nie było skowronków i radości tylko porażka.Niby lek pomógł ale czułam jakby gdzieś w oddali czekał przyczajony tygrys zwany nerwicą. I znowu jak ten ciemniak po 2 latach odstawiłam lek bo przecież sama sobie dam radę.Następny atak położył mnie do łóżka , nie miałam siły chodzić tak mną targało, miałam wewnętrzne drgawki,palpitacje ,poty i wiele innych objawów, nierealnych zresztą,.Tym razem dostałam Efectin. I znowu początek brania leków koszmarny, trochę pomógł .Teraz myślę, że nie tyle pomógł, co nauczyłam się żyć z chorobą.Wiedziałam jak przeczekać atak i że to nie nadchodzi kostucha tylko mój umysł płata mi figle.Zdarzały się ranki kiedy wstając nie myślałam o tym czy dzisiaj mnie coś zaatakuje.Efectin brałam 4 lata i odstawiłam.Przez rok był względny spokój. I niestety od 2 tygodni powoli zaczęłam się sypać. W czasie zakupów nie mogłam wystać w kolejce więc pogoniłam męża z pracy żeby przyjechał mnie odebrać ze sklepu. Znowu wrażenie że za chwilę zemdleję. W ten poniedziałek nie mogłam się zebrać do pracy.Całe ciało tańczyło w środku rocka. Trzymałam się umywalki żeby nie upaść.Najgorszy jest ten wewnętrzny dół który cię wciąga,beznadzieja że znowu nawrót,w środku chce ci się wyć,ucisk gardła i kamień w żołądku.Myśl o wyjściu z domu paraliżuje wszystkie nerwy. Dostałam na początek Afobam,żeby zacząć funkcjonować.Wiem,że to syf ale biorę 1 x dziennie 0.5mg. bo bez tego nie mogłabym iść do pracy a nie mogę wmawiać ludziom że mam wieczny rozstrój żołądka. Mam też przepisany Aurex ale po przeczytaniu objawów ubocznych i po wcześniejszych katuszach po lekach boje się go brać.Przez tydzień jakoś funkcjonowałam.W pacy jak zaczyna się atak liczę kroki albo staram się skupić na oddychaniu.Jestem teraz świadoma co się ze mną dzieje więc inaczej reaguję.Tylko chce mi się wyć i ciągle gnębi mnie to pytanie "dlaczego ja". Przepraszam że tyle nasmędziłam ale to pomaga.To taka psychoterapia przez internet.Zresztą 17 lat nie da się opisać w 1 zdaniu.Proszę piszcie , cokolwiek bo to naprawdę pomaga.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 lis 2011, 15:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez kornelia_lilia 18 lis 2011, 21:42
dalmanka, witaj. Czuj się tu dobrze.
Ja na razie jestem na etapie Validolu. I chyba pomaga.
Najtrudniej jest widzieć słońce… wierzyć w słońce i nie czuć ciepła. /H. Poświatowska/
Nigdy, nigdy nie żałuj, że zrobiłaś cokolwiek, jeśli robiąc to, byłaś szczęśliwa /Dorotea de Spirito/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6325
Dołączył(a)
04 lip 2011, 15:12
Lokalizacja
Wielkop./ Dolnośl.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ewa7723 18 lis 2011, 22:30
witam ja obecnie tez afobam i setaloft a objawy eh.... znam je mam dosc i tak bardzo chcialabym poczuc sie dobrze a tu co.... ciagle bole serca pieczenie w gardle ,zawroty i bole glowy i cale mnostwo innego dziadostwa :why:
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 lis 2011, 18:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 15 gości

Przeskocz do