Wasze relacje z otoczeniem...?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Justynia 06 lut 2006, 22:55
No i czasem wkurzam się na siebie, że w czasie imprezy wszyscy się bawią a ja siedzę jak na jeżu bo mam zły dzień i mam taki sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy a wszyscy tańczą śpiewają wtedy im zazdroszczę tej beztroski. Ale tłumaczę sobie to tak,że gdyby to ich spotkało to pewnie by dawno zwariowali, zabili się itd. a spotkało to mnie bo jestem silniejsza i sobie poradzę to taki mój krzyż i tak go sobie niosę powoli do przodu.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
29 sty 2006, 19:30
Lokalizacja
Łódź

Avatar użytkownika
przez niqqa 06 lut 2006, 22:56
Moje ataki paniki, moja choroba zaczela sie w LO.
Na tabletkach zdałam mature dostalam sie na studiach.
Teraz jestem na pierwszym roku. Rok temu zaprzestalam leczenia tabletkami bo sadzilam, ze wszystko bedzie okej.(Dobrze sie czulam)
Teraz jestem na pierwszym roku studiow, wiadomo to jest przezycie (zycie sie bardzo zmienia, tryb tego zycia, kiedy studiujesz zaocznie tym bardziej) Do tego dochodza nowe przezycia, kontakty, praca, nowe obowiazki.
Czuje, ze ostatnio ponownie zaczelo mi cos odbijac.

Jesli chodzi o te ataki paniki.
Ja na poczatku mialam je w domu.
Pozniej wszedzie- w szkole, w mieszkaniu, na dworzu.
Nawet jak szlam sie wykapac balam sie, ze cos mi sie stanie- ze mi cisnienie podskoczy itp i wylew gwarantowany!! ( a to paranoja bo jak bylam zdrowa moglam lezec w wannie pelnej piany prawie caly dzien!!!)
Pozniej noce- nie spalam. Nie dlatego , ze nie moglam spac. Dlatego, ze balam sie zasnac. Balam sie, ze zaraz umre. A jak czulam, ze zasypiam to nagle czulam jak serce szybciej mi bije i ogarnial mnie taki bezdech.
Zawsze wtedy szybko wstawalam lecialam do lazienki (czasem to bylo nawet o 3-4 w nocy) i myslalam, ze zwymiotuje przy czym dlawilam sie jak ryba :(
Zreguly kladlam sie pozniej cala roztrzesiona do lozka i wkoncu kolo 5 nad ranem z wyczerpania zasypialam.....tak bylo pratycznie co noc przez kilkanascie miesiecy :(
Po takich nocnych atakach zawsze nastepnego dnia mialam takie wrazenie "wychodzenia z siebie". TAk jakby moje cialo nie bylo moje...nie wiem jak Wy to nazywacie.... matrix???? :(
Zreszta niewazne.
Co jeszcze???
Jedzenie!!!!
Balam sie jesc!! Dlaczego??? Nie, nie dlatego, ze myslalam, ze jest zatrute. Bałam sie przelykac. Balam sie , ze sie zadlawie i udusze. Choc czulam okropny glod nie moglam jesc. Strach byl zbyt duzy. Mam 170 cm wzrostu a wazylam 44 niepelne kg!!! ( Proszki mi w tym pomogly i doszlam do 52 kg- taka obecnie mam wage)
Ja nie wiem ta choroba jest straszna.
Ale z drugiej strony wiecie co???
Mnie to wrecz zaskakuje.
Bo przeciez to wszystko tak naparwde pochodzi z naszych urojen. Z naszej chorej wyobrazni. Z naszego mozgu..... czlowiek to naprawde ma wyobraznie, zeby doprowadzac sie do takiego stanu.
Fajnie by bylo jakby potrafil jeszcze nad takim czyms zapanowac .... :(
Niby mozna..ale to jest trudne.

Ja staram sie w takich momentach zajac sie czyms. Nawet nauka. Ostatnio to mi jakos pomaga.



Pozdrawiam!!
Niebo jest na wyciągnięcie ręki,tylko ciągle nie wiemy jak tam dojść....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
17 sty 2006, 22:32

Avatar użytkownika
przez Mada 06 lut 2006, 23:45
Wiesz Niqqa, tez sie zastanawialam nad tym jaka sile ma nasza podswiadomosc na nasz organizm! Niesamowita sprawa.

Wszystkie znaki przychodzily powoli a ja nie zdawalam sobie sprawy ze ignorujac stopniowe wolanie o pomoc swojej podswiadomosci, ona sama bedzie musiala sobie poradzic sama ze soba i ze mna, tylko ze na jej wlasnych warunkach, juz nie na moich....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
200
Dołączył(a)
25 sty 2006, 02:11
Lokalizacja
NY

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez agnes635 07 lut 2006, 10:01
Moje życie wygląda zupełnie normalnie jeżeli wiem,że nie muszę się ruszać poza obręb mojego miasta tutaj nauczyłam się żyć,funkcjonować i czuję się bezpiecznie.
Boję się nowych sytuacji,nowych miejsc,ale już pomalutku zaczynam z tym walczyć i jestem na dobrej drodze.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
365
Dołączył(a)
22 sty 2006, 21:42

przez Krzysztof 07 lut 2006, 13:15
wiesz agnes ja mam to samo, boje się ruszać poza miasto bo mam uczucie że cos mi sie stanie a nie będzie lekarza w pobliżu. Ale co ciekawe że jak wyjeżdżałem na urlop to nie miałem takiego uczucia. Jak jechałem służbowo pociągiem to miałem ochotę wysiąść jeszcze zanim wyruszył. Ale zostałem i miałem okropne napady lęku.
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
09 sty 2006, 15:01

przez Krzysztof 07 lut 2006, 13:20
Mada, powiedz mi (bo w skąd pochodzisz masz Nowy Jork, Trójmiasto) czy Ty przemieszczasz się pomiedzy Nowym Jorkiem a Trójmiastem? Jezeli tak to jak wytrzymujesz przelot samolotem. Ja bym nie dał rady. Bałbym sie że bedę miał napad w samolocie (gwarantowane) i że nikt mi nie pomoże
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
09 sty 2006, 15:01

Avatar użytkownika
przez agnes635 07 lut 2006, 13:58
Krzysiu myślę,że na wakacje jedziemy bardziej wyluzowani i dlatego mniej nas stresuje taki wyjazd.Ja mam podobnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
365
Dołączył(a)
22 sty 2006, 21:42

przez Krzysztof 07 lut 2006, 14:09
czyli wracamy do punktu wyjścia - wszystko zależy od naszego mózgu i naszego nastawienia do życia
walczący
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
09 sty 2006, 15:01

Avatar użytkownika
przez bibi 07 lut 2006, 14:28
a ja myślę że jeżeli chodzi o wyjazd latem to poprostu nie chcemy dopuścić do tego że możemy sobie popsuć wakacje czy jakiś wyjazd, dlatego ryzykujemy.
2 lata temu miałam naprawdę ciężki dojazd do Jagniątkowa ( tylko 2 godziny) ale dojechałam , a resztę strachu wypociłam na szklaku w górach
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

przez Krzysztof 07 lut 2006, 14:35
ja na sylwestra jechałem zaledwie godzinę a myślałem ze strachem o tym wyjeździe przez dwa miesiące naprzód. Przeszło mi dopiero w trakcie kuligu od odniesionych ran :lol:
walczący
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
09 sty 2006, 15:01

przez atrucha 07 lut 2006, 15:00
Qrcze..Jak Was czytam,to dochodzę do wniosku,że jestem teraz w naprawdę komfortowej sytuacji. Co miesiąc jadę samochodem w jedną stronę ok.7h. Tabletki spowodowały,ze nic większego nie dzieje się ze mną. Jedynie czasem mam wrażenie,ze zwymiotuje,ale szybko zmuszam się do myslenia o czymś innym. Przed terapią lekową nie byłam w stanie przetrwać w samochodzie nawet 1/2 godziny. Pamiętam raz sytuację,kiedy po 15 minutach płakałam tacie,by zawrócił do domu. Porażka całkowita pod każdym względem.. :?
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

przez Krzysztof 07 lut 2006, 15:12
ja już też zawracałem z drogi gdy miałem bardzo ważny wyjazd - pojechałem na pogotowie - tam oczywiście nic nie stwierdzono poza wysokim tętnem - pełna skucha
walczący
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
09 sty 2006, 15:01

Avatar użytkownika
przez Mada 07 lut 2006, 18:08
Czesc Krzystof.

Tak wiec, nie przemieiszczam sie az tak czesto jakbym chciala 1-2 razy w roku. Na stale mieszkam w stanah od 12 lat a do Polski przyjezdzam raz w roku, na 2-6 tygodni, odwiedzic rodzenstwo. BYlam w Polsce okolo miesiaca temu. Balam sie przelotu ale jakos nic mi sie nie stalo. Przed i w trakcie lotu, stwierdzialm ze nie mialam juz autentycznego ataku (bralam wtedy leki) od 2 miesiecy wiec teraz tez nie ma prawa nastapic, przyznam nie bylo latwo ale przezylam. Bardziej balam sie turbulencji, ale pozniej wytlumaczylam sobie, ze przeciez najwiecej wypadkow samolotowych jest przy startach i ladowaniu, jezeli juz jestesmy w powietrzu to prawdopodobienstwo wypadku jest znikome. Poza tym setki samolotow lata 24/7 i nic sie nie dzieje, no prawie nic. W ten wlasnie sposob sie uspokoilam i czekalam az do ladowania w PL!:)

Wiedzialam ze atak nie trwa wiecznie i ze od tego nie umre, poza tym do tej pory mialam ataki tylko i wylacznie w domu.
Nie boje sie autbosow, pociagow, nawet samolotow, ani zatloczonych miejsc.
Po porstu ciagle zle sie czuje i tyle.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
200
Dołączył(a)
25 sty 2006, 02:11
Lokalizacja
NY

Swiat wokol...

przez Signum 26 kwi 2006, 20:23
Dla mnie swiat wokol i to co dzieje sie w moim otoczeniu jest jakas bezksztaltna forma,zbitka obrazow,postaci,wydarzen,dzwiekow,slow.Odkad mam problemy 'ze soba'(nerwica)nic nie jest juz jasne...nic nie jest drzewem,czlowiekem,mysla,uczuciem.To wszystko to jest jakas bezksztaltna i bezimienna forma.Nie wie co jest czym,nie wiem kim ja jestem,nie wiem czy to dzieje sie naprawde,czy to tylko sen...
Czy macie podobne stany?

[ Dodano: Czw Kwi 27, 2006 8:20 am ]
Czyli brak jakiejkolwiek odpowiedzi oznacza ze nie macie takich problemow?Dziekuje.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 kwi 2006, 17:18
Lokalizacja
Sam nie wiem skąd...

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 13 gości

Przeskocz do