Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam i pytam ;)


eunice88

Rekomendowane odpowiedzi

Hej,

 

Na forum jestem nowicjuszem ale jeśli chodzi o nerwicę to jestem "starym wyjadaczem".

 

Moja przygoda z nerwicą zaczęła się ponad 7 lat temu. Śmierć ojca alkoholika była czynnikiem wyzwalającym chorobę, niepokojące sygnały pojawiały się już wcześniej. Po pierwszym epizodzie dobrze się poskładałam i myślałam, że będzie już ok. W związku z pozytywnym doświadczeniem poradzenia sobie z chorobą postanowiłam studiować psychologię i świadczyć jako żywy przykład, że można z tego wyjść i jeszcze pomagać innym - blablabla cóż za idealizm - najgłupszy wybór w moim życiu.

 

Na drugim roku studiów rozstałam się z chłopakiem i choroba wróciła. Trzeba było wtedy rzucać studia i zmieniać zawód, ale ja się uparłam, że sobie poradzę. Studia minęły, zaczęłam pracę a nerwica jak była tak jest. Zawsze chciałam pracować z ludźmi, gdyż jestem osobą kontaktową i jak niektórzy twierdzą "o wysokich zdolnościach interpersonalnych". No i co z tego, skoro lęk mnie paraliżuje i uniemożliwia normalne funkcjonowanie.

 

Po skończeniu studiów wiedziałam, że nie mogę się pchać w psychologię kliniczną ze względu na własną przypadłość, z którą sobie nie poradziłam, tak jak radośnie zakładałam. Zaczęłam więc pracę w przedszkolu. Dałam radę pół roku. Miałam niemiłe współpracownice (mówiąc delikatnie) i nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Jestem osobą bardzo wrażliwą. Nie boję się zatłoczonych miejsc itp., nie mam żadnych objawów agorafobii. Boję się wrednych, niemiłych, niewyrozumiałych, chamskich ludzi. Sama jestem osobą z natury może zbyt życzliwą, zbyt wyrozumiałą i ugodową (czego wcale nie uważam za cnoty w dzisiejszej rzeczywistości) i chyba nie radzę sobie z tempem dzisiejszego świata. Nie chce, żeby mój post wybrzmiał w ten sposób, że świat jest "be" a ja jestem "cacy". Wiem, że przyczyna tkwi w mojej nadwrażliwości. Teraz pracuję z osobami niepełnosprawnymi i pomagam im w znalezieniu pracy. Projekt Unijny = straszny młyn. Minęło pół roku, a ja myślę o zwolnieniu się z pracy. I tak młoda, inteligentna dziewczyna, wyląduje przez nerwicę na zmywaku... ;) Taka maluje się powoli przede mną przyszłość.

 

Powiedzcie jak radzicie sobie z nerwicą w pracy, na jakich stanowiskach pracujcie? Jakie waszym zdaniem jest dobre stanowisko pracy dla osoby z zaburzeniami lękowo-depresyjnymi?

 

Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"eunice88" Moja historia jest podobna.

 

Moja przygoda z nerwicą zaczęła się ponad 7 lat temu.

 

Ja choruję od 12 lat na nerwicę natręctw. Teraz natręctw prawie nie mam, za to inne problemy psychiczne.

 

Śmierć ojca alkoholika była czynnikiem wyzwalającym chorobę.

 

U mnie duży wpływ na moje zdrowie psychiczne miał alkoholizm matki. Teraz mama nie pije.

 

W związku z pozytywnym doświadczeniem poradzenia sobie z chorobą postanowiłam studiować psychologię i świadczyć jako żywy przykład, że można z tego wyjść i jeszcze pomagać innym - blablabla cóż za idealizm - najgłupszy wybór w moim życiu.

 

Ja poszłam na psychologię, żeby pomagać takim zagubionym nastolatkom jak ja w LO. Oczywiście myślałam, że po studiach już będę silną, zdrową, dojrzałą kobietą. Cha,cha,cha.... Też trochę żałuję, że nie poszłam na coś innego. Teraz nie mam żadnego konkretnego zawodu, a terapeutą, to raczej nie będę :/ Przynajmniej w najbliższym czasie.

 

Na drugim roku studiów rozstałam się z chłopakiem i choroba wróciła.

 

Ja w 3 klasie LO i na 1 roku studiów byłam w szczęśliwym związku, który mnie "wyleczył" na jakiś czas. Potem coś mi odbiło, odesząłm od tego chłopaka i moje problemy psychiczne wróciły.

 

Zaczęłam więc pracę w przedszkolu. Dałam radę pół roku.

 

Też pracowałam w przedszkolu - dla dzieci ze spektrum autyzmu. Pracowałam tam 10 m-cy, po czym odeszłam ze względu na nawrót depresji :/

 

Miałam niemiłe współpracownice (mówiąc delikatnie) i nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Jestem osobą bardzo wrażliwą. Nie boję się zatłoczonych miejsc itp., nie mam żadnych objawów agorafobii. Boję się wrednych, niemiłych, niewyrozumiałych, chamskich ludzi.

 

Moje współpracownice może nie były niemiłe, ale chyba niespecjalnie mnie lubiły (nie wiem, czemu) i nie miałam z nimi bliższych kontaktów.

 

Sama jestem osobą z natury może zbyt życzliwą, zbyt wyrozumiałą i ugodową (czego wcale nie uważam za cnoty w dzisiejszej rzeczywistości) i chyba nie radzę sobie z tempem dzisiejszego świata.

 

Pod tym też się podpisuję, chociaż czasem mam już dosyć bycia miłą.

 

I tak młoda, inteligentna dziewczyna, wyląduje przez nerwicę na zmywaku... ;) Taka maluje się powoli przede mną przyszłość.

 

Teraz nie mam pracy. Nie wiem, co chcę robić. Mam wrażenie, że niczego nie umiem, do niczego się nie nadaję i podejrzewam, że wyląduję na kasie w supermarkecie :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedzcie jak radzicie sobie z nerwicą w pracy, na jakich stanowiskach pracujcie? Jakie waszym zdaniem jest dobre stanowisko pracy dla osoby z zaburzeniami lękowo-depresyjnymi?

ja sobie nie radziłem, dla mnie każdy dzień pracy to była tortura psychiczna. Obecnie świetnie się sprawdzam na stanowisku bezrobotnego :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do pracy to mnie nawet najprostsze prace o zerowej odpowiedzialności typu praca w fabryce na taśmie, czy jako pomocnik na budowie męczyły psychicznie niemiłosiernie, a w mądrzejszych pracach z większą odpowiedzialnością to bym chyba już w ogóle nie wytrzymał, no ale nawet nie mam na takie szans. Jedyna praca o której marze to narzekacz forumowy, ale za to nic nie płacą niestety. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki wszystkim za miłe przywitanie :)

 

Powietrzny Kowalu, trafne komentarze.

Tylko jedna kwestia do sprostowania - leczę się farmakologicznie od 7 lat, regularnie od 3. Uczęszczam również na psychoterapię psychodynamiczną od 3 lat, ale właśnie ją zmieniam na pozn-beh.

 

Na szczęście nie jest ze mną aż tak źle, więc z pracą dam radę oby tylko była w miarę spokojna. Nadal pracuje w projekcie. Byłam naprawdę bliska zwolnieniu ale po gorącym okresie wakacyjnym trochę się poluzowało i jest znośnie.

 

Nie przemawia przeze mnie gorycz - stąd buźki z przymrużeniem oka. Mimo iż choruję to nie pozwalam, żeby choroba odbierała mi ogólne poczucie szczęścia i radość życia. Ja i choroba to nie jedno. Wiadomo, że w stanie depresyjnym trudno czuć się szczęśliwym ale to tylko stan, a nie ja cała i całe moje życie - ogólnie rzecz biorąc nie jestem frustratem.

 

Trochę przeraża mnie perspektywa chorowania przez 17 lat.... Czyżby tyle ile Ty? Czy w ogóle można z tego wyjść....?

 

Chusteczko napisałam na priv :)

 

-- 22 paź 2013, 18:42 --

 

No i jestem sobie tutaj od jakiegoś czasu ale rzadko zaglądam bo szczerze przyznam, że nie potrafię i nie lubię rozmawiać na forach. Za dużo ludzi, za dużo wątków - podsumowując nie ogarniam ;) Szczerze to zawsze unikałam jak ognia tego typu komunikacji i fora internetowe budziły moją niechęć :P Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam. Może jest tutaj ktoś, kto ma podobne odczucia i wolałby popisać na priv - taka forma komunikacji jest dla mnie bardziej znośna :) Zapraszam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×