Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nie wiem co się dzieje


ooliwka

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

 

Mam ponad 30 lat i chyba od zawsze choruje na nerwicę. Jako mała dziewczynka kilka lat bałam się śmierci mamy, dochodziło do tego że prosiłam ją o nie wychodzenie by nic jej się nie stało. Jako nastolatka byłam pewna że umieram oczywiście co kilka miesięcy zżerała mnie nowa śmiertelna choroba. Do tego doszło niskie poczucie własnej wartości. Pewnie podobne objawy ma masa nastolatków ale u mnie zaczął występować również dziwny lęk przed ludźmi tzn. przed witaniem się, nie byłam wstanie przywitać się z drugą osoba udawałam że jej nie widzę lub nie poznaje (do tej pory wiele osób myśli że jestem strasznie wyniosła) co dziwne jeśli weszłam już w towarzystwo byłam jej duszą. Około 20 roku życia wszystko jakoś ucichło stwierdziłam że to co się działo było efektem dorastania no i teraz mam już spokój. Niestety kilka lat temu wszystko się zaczęło... Zaczęłam pracę zawodową i od tego momentu co kilka miesięcy mam kilkutygodniowe ataki lęku większość po części uzasadniona np. utrata pracy lub że przez niedopatrzenie komuś się coś stanie (co w moim zawodzie oznacza praktycznie kryminał) ale również nawiedza mnie niezdefiniowany lęk przed jakimś strasznym wydarzeniem (zazwyczaj rano). Raz zrezygnowałam z wakacji w ciepłych krajach z obawy przed porwaniem. Nawet jeśli te kilka tygodni katuszy mija to i tak ciągle przejmuje się tym co inni o mnie myślą.

Jedyne co mnie jeszcze nie spotkało to atak paniki z dusznościami i tą cała otoczką. Tzn. przeżyłam coś podobnego kilka miesięcy temu przed rozpoczęciem nowej pracy ale było to spowodowane bardzo silnym chwilowym stresem. Obraz mi wirował, czułam że oglądam jakiś film. Kilka tygodni po tym zdarzeniu zaczęłam miewać problemy ze wzrokiem, raz widziałam, raz nie. Okulistka stwierdziła że ten stan może być spowodowany nerwami. Do tej pory tracę ostrość widzenia....

Zawsze wszyscy w rodzinie mówili że jestem bardzo wrażliwa a do tego panikuje nad wyraz

i może bym się z tym zgodziła tylko dlaczego niektóre stresujące życiowe sytuacje potrafię przeżyć jak każdy inny

a przychodzi okres gdzie jakaś bzdura nie daje mi żyć przez kilka tygodni :(

 

 

dodam że całe życie towarzyszy mi lęk przed byciem samej w domu gdy jest ciemno

mimo mojego wieku nigdy nie byłam w nocy sama zawsze musi mi ktoś towarzyszyć

 

do tego nagłe dobre wiadomości też wywołują u mnie stres jest on odrobinę inny ale kompletnie nie mogę sobie z nim poradzić

 

 

Czy to nerwica?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

 

Mam ponad 30 lat i chyba od zawsze choruje na nerwicę. Jako mała dziewczynka kilka lat bałam się śmierci mamy, dochodziło do tego że prosiłam ją o nie wychodzenie by nic jej się nie stało. Jako nastolatka byłam pewna że umieram oczywiście co kilka miesięcy zżerała mnie nowa śmiertelna choroba. Do tego doszło niskie poczucie własnej wartości. Pewnie podobne objawy ma masa nastolatków ale u mnie zaczął występować również dziwny lęk przed ludźmi tzn. przed witaniem się, nie byłam wstanie przywitać się z drugą osoba udawałam że jej nie widzę lub nie poznaje (do tej pory wiele osób myśli że jestem strasznie wyniosła) co dziwne jeśli weszłam już w towarzystwo byłam jej duszą. Około 20 roku życia wszystko jakoś ucichło stwierdziłam że to co się działo było efektem dorastania no i teraz mam już spokój. Niestety kilka lat temu wszystko się zaczęło... Zaczęłam pracę zawodową i od tego momentu co kilka miesięcy mam kilkutygodniowe ataki lęku większość po części uzasadniona np. utrata pracy lub że przez niedopatrzenie komuś się coś stanie (co w moim zawodzie oznacza praktycznie kryminał) ale również nawiedza mnie niezdefiniowany lęk przed jakimś strasznym wydarzeniem (zazwyczaj rano). Raz zrezygnowałam z wakacji w ciepłych krajach z obawy przed porwaniem. Nawet jeśli te kilka tygodni katuszy mija to i tak ciągle przejmuje się tym co inni o mnie myślą.

Jedyne co mnie jeszcze nie spotkało to atak paniki z dusznościami i tą cała otoczką. Tzn. przeżyłam coś podobnego kilka miesięcy temu przed rozpoczęciem nowej pracy ale było to spowodowane bardzo silnym chwilowym stresem. Obraz mi wirował, czułam że oglądam jakiś film. Kilka tygodni po tym zdarzeniu zaczęłam miewać problemy ze wzrokiem, raz widziałam, raz nie. Okulistka stwierdziła że ten stan może być spowodowany nerwami. Do tej pory tracę ostrość widzenia....

Zawsze wszyscy w rodzinie mówili że jestem bardzo wrażliwa a do tego panikuje nad wyraz

i może bym się z tym zgodziła tylko dlaczego niektóre stresujące życiowe sytuacje potrafię przeżyć jak każdy inny

a przychodzi okres gdzie jakaś bzdura nie daje mi żyć przez kilka tygodni :(

 

 

dodam że całe życie towarzyszy mi lęk przed byciem samej w domu gdy jest ciemno

mimo mojego wieku nigdy nie byłam w nocy sama zawsze musi mi ktoś towarzyszyć

 

do tego nagłe dobre wiadomości też wywołują u mnie stres jest on odrobinę inny ale kompletnie nie mogę sobie z nim poradzić

 

 

Czy to nerwica?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ooliwka, udaj się do lekarza specjalisty - psychiatry. Tylko on może postawić diagnozę. Objawy masz typowo nerwicowe, ale tak jak mówiłem - tylko lekarz może postawić profesjonalną diagnozę, choć i to są ludzie, więc i oni mogą się mylić.

Z lękiem nie da się walczyć inaczej niż przez bezpośrednią walkę - każda forma ucieczki, nie tylko oddala Cie od celu, ale i wzmacnia objawy. Pamiętaj więc by starać się nie bać... lęku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ooliwka, udaj się do lekarza specjalisty - psychiatry. Tylko on może postawić diagnozę. Objawy masz typowo nerwicowe, ale tak jak mówiłem - tylko lekarz może postawić profesjonalną diagnozę, choć i to są ludzie, więc i oni mogą się mylić.

Z lękiem nie da się walczyć inaczej niż przez bezpośrednią walkę - każda forma ucieczki, nie tylko oddala Cie od celu, ale i wzmacnia objawy. Pamiętaj więc by starać się nie bać... lęku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przez te kilka lat nauczyłam się że lęk może przelatywać mi przez głowę nie rozmyślam, wiem że jest i trochę mi lepiej

ale przez tyle lat nie wpadłam na pomysł jak nie dopuszczać do siebie ataków :(

 

już kilka razy byłam u lekarza (po okresie dorastania zamiast napadów dostawałam nerwobólów- klatka piersiowa i brzuch) oczywiście tabletki ziołowe i zalecenie nie denerwować się :D

 

w moim mieście dostanie się do psychiatry graniczy z cudem (mój kolega się leczy)

są jakieś miejsca z darmowych psychologiem?

 

chętnie zaczęłabym brać tabletki ale wykonuje taki zawód w którym nie mogę sobie pozwolić na skutki uboczne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przez te kilka lat nauczyłam się że lęk może przelatywać mi przez głowę nie rozmyślam, wiem że jest i trochę mi lepiej

ale przez tyle lat nie wpadłam na pomysł jak nie dopuszczać do siebie ataków :(

 

już kilka razy byłam u lekarza (po okresie dorastania zamiast napadów dostawałam nerwobólów- klatka piersiowa i brzuch) oczywiście tabletki ziołowe i zalecenie nie denerwować się :D

 

w moim mieście dostanie się do psychiatry graniczy z cudem (mój kolega się leczy)

są jakieś miejsca z darmowych psychologiem?

 

chętnie zaczęłabym brać tabletki ale wykonuje taki zawód w którym nie mogę sobie pozwolić na skutki uboczne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ooliwka, widzisz chodzi o to, że lęk przelatywać będzie Ci przez myśli wolny od skupiania się na nim dopiero wtedy kiedy jego istota przestanie mieć dla Ciebie jakąkolwiek wartość. Kiedy przyzwyczajasz się do tremy to występy publiczne przestają sprawiać Ci problem stają się dla Ciebie naturalne i chociaż zdarza się, że odczuwasz jakieś tam lekkie "łaskotanie" związane z występem to w tym momencie nie jest to już strach czy trema, a raczej łechtające twoje pozytywne odczucia doznanie. Kiedy lęk dotyczy np utraty prawej nogi, to kiedy tej nogi już nie masz albo kiedy przestanie Ci na niej zależeć nagle okazuje się, że lęku nigdy nie było. Głupi może to przykład, ale chodzi o dewaluacje - przestać stawiać to co niesie ze sobą lęk, a więc przesłanie, że jeśli coś zrobisz, coś się stanie, gdzieś wyjdziesz, to stracisz sens życia, stanie Ci się wielka krzywda - jeśli więc przestaniesz stawiać na piedestale to co tak bardzo cenisz chociaż wydaje Ci się czasami, że wcale tak nie jest to lęk już nie będzie miał się czego uczepić :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ooliwka, widzisz chodzi o to, że lęk przelatywać będzie Ci przez myśli wolny od skupiania się na nim dopiero wtedy kiedy jego istota przestanie mieć dla Ciebie jakąkolwiek wartość. Kiedy przyzwyczajasz się do tremy to występy publiczne przestają sprawiać Ci problem stają się dla Ciebie naturalne i chociaż zdarza się, że odczuwasz jakieś tam lekkie "łaskotanie" związane z występem to w tym momencie nie jest to już strach czy trema, a raczej łechtające twoje pozytywne odczucia doznanie. Kiedy lęk dotyczy np utraty prawej nogi, to kiedy tej nogi już nie masz albo kiedy przestanie Ci na niej zależeć nagle okazuje się, że lęku nigdy nie było. Głupi może to przykład, ale chodzi o dewaluacje - przestać stawiać to co niesie ze sobą lęk, a więc przesłanie, że jeśli coś zrobisz, coś się stanie, gdzieś wyjdziesz, to stracisz sens życia, stanie Ci się wielka krzywda - jeśli więc przestaniesz stawiać na piedestale to co tak bardzo cenisz chociaż wydaje Ci się czasami, że wcale tak nie jest to lęk już nie będzie miał się czego uczepić :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×