Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, dawno się nie odzywałam.

 

Czy ktoś w Was zaobserwował u siebie cykliczne zaburzenia postrzegania siebie czego wynikiem bywa/bywała chęć upodlenia się?

 

Chodzi mi konkretnie o pijaństwo do nieprzytomności, tudzież inne formy masochistycznych upodleń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc , ja mam takie destrukcyjne naloty ale tylko jesli chodzi o alko , upijanie sie tak do urwanego filmu , nawet jesli juz czuje ze styka to i tak musze sie dobic bo co mi tam gorzej by nie moze.(na daną chwile)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Robisz to mając świadomość. Próbowałeś to powstrzymać?

 

Jak myślisz, dlaczego właśnie to daje Ci ukojenie? Przecież upodlenie powinno wprawiać w zły nastrój, nie w dobry. Poza tym to chyba jest podwójne zło, bo wracając do trzeźwości ogarnia Cię poczucie winy i wstydu, że nie udało Ci się opanować tej chęci. Więc kolejne zło.

 

Założyłam ten topic, bo takie cykliczne zachowania dotyczą jednej z bliskich mi osób i staram się to rozgryźć. Dodam iż sama kiedyś borykałam się z tym problemem, ale z racji, że chciałam i nie byłam w 'zaawansowanym stadium' bez problemu udało mi się opanować. Chęć pozostała, ale pojawiła się kontrola.

 

Pomimo iż mnie także to dotknęło nie potrafię dotrzeć do źródła 'owego' problemu. Zastanawia mnie, co jeszcze kieruje człowiekiem, który tak naprawdę jak zauważyłeś ucieka się do czynów destrukcyjnych. Co najgorsza nie jest to destrukcja fizyczna, ale psychiczna czyli chyba ta bardziej dotkliwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno do tych mysli teraz trafic , ciezko jest to wytłumaczy ale ten brak kontroli wyzwala we mnie poczucie spełnienia (w tym przypadku udanej imprezy ) nie wiem czy wiesz ale taka jazda po bandzie bez trzymanki moze uzaleznic . Dziwne to pewnie nawet bardzo ale picie bedzie udane gdy doprowadzisz sie do takiego stanu ze bedziesz potem tego załowac .

 

 

Penie ciezko za mną nadązyc ale w głowie mętlik .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dosyć ciężko jest mi to rozwikłać, ale nie za Twoją przyczyną.

 

Wydaje mi się, że prawidłowym odruchem po upodleniu się powinno być poczucie winy i odbicie się od dna czyt. zaniechanie kolejnych czynów destrukcyjnych. Tak było ze mną. Ale widzę, że nie każdy tak ma, a ci, którzy wciąż to robią - coraz wyżej podnoszą poprzeczkę i to, co dla jednego byłoby szczytem podłości, dla nich jest normą.

 

I tu miejsce na refleksję. Bardzo ciężko jest przekonać uzależnionego, że to nie jest dobry pomysł na życie. A jeszcze ciężej wdrożyć nowy plan w codzienność, bo może rzeczywiście to stało się uzależnieniem...

 

 

Wypadałoby opracować plan działania w kryzysowej sytuacji i podczas jej nadejścia wiedzieć, co robić.

Najważniejsze jest przekonanie, że to nie jest dobre dla samego zainteresowanego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może chodzi o dopasowanie się do świata, który nie miałby nic przeciwko zniszczeniu nas wszystkich?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może chodzi o ucieczkę przed problemami? Jeśli w rzeczywistości jest źle, czuje się strach, niepewność, smutek, ból to pojawia się chęć żeby tego nie czuć. Kiedy jest się narąbanym mocno to się nie czuje. "Nieczucie", błogi stan zapomnienia o problemach mogą być przyjemne. Mimo, że pojawiają się wyrzuty sumienia czy coś w ten deseń w "dzień po" to szybko oddala się od nas to uczucie. Nakładają się na nie kolejne problemy i pojawia się chęć, żeby znowu nie czuć, nawet za cenę wyrzutów sumienia poźniej. To jest nie tyle upodlenie co właśnie ucieczka.

 

A jak sobie z tym poradzić? Trzeba polubić rzeczywistość :) Czyli jakoś porozwiązywać te problemy, które wywołują chęć ucieczki od nich.

 

Tzn., to jest taka moja interpretacja, bo naprawdę to nie wiem co kieruje osobą, o której piszesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chęć ucieczki to jedno. Takie uzasadnienie jest dla mnie całkowicie zrozumiałe, co innego jeżeli ktoś Ci otwarcie wyznaje, że "raz na jakiś czas TRZEBA, że potrzebuje sie tak upodlić".

 

Nie mogę tego rozgryźć. Co to za potrzeba...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A jak sobie z tym poradzić? Trzeba polubić rzeczywistość :) Czyli jakoś porozwiązywać te problemy, które wywołują chęć ucieczki od nich.

Większość ludzi nie jest zainteresowana rozwiązywaniem problemów. Dlatego ten kraj wygląda tak jak wygląda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

potrzeba zapomnienia. W momencie sięgania dna zapomnia się o wszytkim, nieważne co robisz i jak się na sobie wyżywasz. Po prostu dręczenie siebie pozwala zapomniec o potwornej rzeczywistosci. A potem faktycznie przychodzi poczucie winy i obiecanki że to był już ostatni raz co tez paradoksalnie pozwala odciągnąć myśli od realnych problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lepiej rozwiązać trudny problem i mieć spokojny łeb, niż zapijać w nieprzytomność bez końca i czuć się coraz gorzej.

 

Jeżeli to rzeczywiście chęć zapomnienia... Nieświadomości.

 

Tylko, że on/ona chce pić kolejny raz na umór i mówi o tym otwarcie. Jak efektywnie zmienić nastawienie takiej osoby?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

dać ultimatum. Albo jego/jej picie albo ty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W realcji z uzależnionym zawsze grasz drugie skrzypce.

Stawiając ultimatum licząc na pozytywny skutek w tej sytuacji można się bardzo przeliczyć. Jeśliby jednak od niej/niego odejść... to uważam, że nie powinno się zostawiać w potrzebie. Nawet jeśli ktoś odtrąca naszą rękę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Lepiej rozwiązać trudny problem i mieć spokojny łeb, niż zapijać w nieprzytomność bez końca i czuć się coraz gorzej.

Niektórych problemów nie da się rozwiązać bez pozyskania współpracy sporej liczby ludzi, którym zwykle nie chce się rozwiązywać problemów, bo w nic nie wierzą.

A zwykle to są te problemy, które stanowią największe zagrożenie dla ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wyimaginowana tez tak kiedyś myślałam, że nie można zostawiać w potrzebie, ale robiąc to pozwalasz temu człowiekowi pić. On/ona czuje się bezpiecznie, bo wie, ze moze sobie pozwolic. Jeżeli boisz się, ze dasz ultimatum i ten ktoś wybierze nałóg a nie ciebie to chyba czas uświadomić sobie, że trzeba odejść. Skoro ty już nie jesteś dla niego/niej wazna.

Bardzo polecam książkę o relacjach z uzaleznionym mężem pt Taniec z gronostajem. Autor: Maryla Ścibor Marchocka. Na ogół ksiązki takie mało do mnie przemawiają, ale ta jest absolutnie wyjątkowa, bo pokazuje wprost co trzeba robić z uzależnionym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wciąż mnie nie przekonałaś. Sięgnę po tę książkę, może tam znajdę odpowiedź.

 

Na razie dziękuję za odpowiedzi. Jeśli ktoś z Was ma dalsze spostrzeżenie tudzież doświadczenie - przeglądam forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, uważacie, że postawienie ultimatum i ewentualne zostawienie popadającej w nałóg osoby daje jej na tyle do myślenia, żeby porzuciła szkodliwe przyzwyczajenia. Nie wiem. Taki wstrząs być może rzeczywiście otrzeźwi. Ale czy na pewno? Wydaje mi się, że nie w każdej sytuacji.

 

Żeby rozwiązać tego typu problem trzeba chyba siegnąć do jego przyczyn. Czyli dowiedzieć się dlaczego człowiek wybiera autodestrukcyjne zachowania. U korzeni mogą leżeć jakieś kłopoty, z którymi osoba nie potrafi sobie sama poradzić. Czasem tak jest, że potrzeba czyjejś pomocy.

 

Tylko znowu pojawiają się wątpliwości. Trudno zmienić kogoś bez jego zaangażowania i woli zmiany. Być może troszczenie się o tą osobę, której zachowań nie rozumiemy i która nas nimi rani, będzie wzbudzała u niej poczucie bezpieczeństwa i nie będzie ona widziała konieczności zmian. Taka sytuacja będzie niszczyła osobę upodlającą się i jej "opiekuna".

 

Tak więc należałoby pomóc dostrzec konieczność zmiany. I wesprzeć w procesie rozwiązywania leżących u podstaw nałogu problemów. Z tym, że zakłada się tutaj cały czas, że przyczyną zachowań autodestrukcyjnych są jakieś problemy. Ja jak na tą chwilę nie potrafię wymyśleć jakiejś innej sensownej. Nie wiem, chęć zaimponowania innym? To dość dziecinne. Może jakieś "wrodzone" skłonności - też brzmi mało prawdopodobnie. Jeśli przyczyną byłyby problemy to zachowania autodestrukcyjne mogłyby mieć dwa cele - szukanie ucieczki i zapomnienia oraz zwrócenie uwagi innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak człowiek przestanie upadlać się w jeden upatrzony przez siebie sposób to wymyśli inny. Z destrukcją tak jest. Nie wiem czy jest na to jakiś sposób, bo to jest jak tu przedmówca napisał ;) coś w rodzaju "wrodzonych skłonności". Gdyby moja rodzina potrafiła czarować nie oznacza, że znałabym się na tajnikach czarnej magii :) Akurat to porównanie nie pasuje do tematu ale mi się podoba:) A wracając do tej destrukcji upodlenia itp. to cholernie niedobrze jak przynosi to przyjemności, ale przynosi. Sposób na destrukcję? To zastąpienie tego rodzaju przyjemności innymi "dobrymi"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja od lat upadlam sie na rozne sposoby...dzięki czemu ludzie maja mnie za kogo mają,nawet często,własciwie codziennie to robie,mam sprawdzone sposoby.Wiem jak sprawic żeby ludzie mysleli o mnie zle.Musze z tym skończyć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może... oczekujesz współczucia? Może budujesz relacje przybierając rolę tzw. biedactwa? Jakie korzyści z tego czerpiesz? Czy nie przypadkiem więź?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myślę, że updlenie powoduje przywrócenie równowagi jak się człowiek upodli, to staje się harmonijną częścią tego syfiatego świata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedno nie wyklucza drugiego. Po prostu zbyt długi taki brak może wywoływać nasilenie obiawów nerwicowych co może być bardziej szkodliwe/uciążliwe a upodlenie powoduje ich czasowe zmniejszenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samookaleczenie sie to czeste przypadki "upodlenia" chociaz to chyba zle slowo, ktos kto nie lubi swojego ciala a dodatkowo ma depresje czy nerwice no to dosc jasne, ze to sie tak konczy. Wiekszosc tego nie rozumie ale daje gwarancje, ze jest po tym ulga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×