Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wyrastanie z natręctw myślowych


krasnoludek74

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Wszystkich Forumowiczów.

 

Czytam wasze wpisy o walce z OCD i chciałem otworzyć temat i poznać wasze doświadczenia!

 

Obecnie cierpię na przewlekłą depresję, a natręctwa jakie przeszedłem to było piekło i zmarnowane najlepsze lata życia! Nie wiem kim bym teraz był gdyby nie mój koszmar. Może wykwintnym naukowcem, a nie człowiekiem który jest "odpadem ludzkości".

 

Jako że jestem już w "podeszłym" wieku z "5" na przodzie, chcę nadmienić, że zwykle natręctwa w bardzo silnej postaci przychodzą w wieku pokwitania np. 12,lat a kończą się ok 40-tki zamieniając w ogromną pustkę, wypalenie i "zmęczenie życiem po prostu". Zaczyna się nicość, tak jakbyś wpadł do czarnej dziury. Leczenie zmienia charakter. O swojej depresji napiszę nowy wpis, bo to odrębny temat "wózka inwalidzkiego, którego nie widać" Podobnie jak z prądem elektrycznym, który płynie w przewodzie, i którego nie widać do czasu aż się go dotknie (lub jak kto woli) zbliży w przypadku łuku elektrycznego. 

Ale otoczenie powie - "tobie nic się nie dzieję, popatrz na tych kaleków na wózkach!" -!

Pozostawiam to bez komentarza. Wolę tu zachować ciszę.

 

Trzeba jeszcze dodać, że profil natręctw u każdego jest inny ponieważ o ich treści i nasileniu może decydować m.in płeć i zdolność do fantazjowania oraz okoliczności z wczesnego dzieciństwa.

 

Ja urodziłem się jeszcze w pociesznym Socjalizmie, kiedy rządziła jedna partia PZPR stąd też sama stygmatyzacja zaburzeń takich w okresie lat 80, 90-tych była taka na zasadzie "powiedzmy sobie "charaszo!"". Chory często musiał być dorosły aby uzyskać fachową pomoc, a psychiatra dziecięca dopiero raczkowała. Placówki dla nieletnich były oddalone o setki kilometrów!, a dzieci chore na takie schorzenia prawdopodobnie "osłabiały" państwo i lepiej byłoby się ich jakoś pozbyć.

 

Co mnie uratowało z natręctw?... - w zasadzie Siła Wyższa bo otarłem się mocno o śmierć.

 

W największym nasileniu przeszedłem "wybuch jądrowy" bo zacząłem poważnie słupieć! i ledwo dowlokłem się do najbliższego szpitala!

Głowa  ręce, oczy i nogi gdzie indziej, myślałem że umrę. Głupia matka  myślała, że to udawanie i chciała mnie wysłać do szkoły następnego dnia, a ojciec zaprowadził na SOR (wtedy izba przyjęć). Badało mnie trzech lekarzy!, pomógł dopiero neurolog na dyżurze przez bardzo długie masowanie zwiotczałych części mojego ciała. Zrobiło się mi troszeczkę lepiej, ale lekarz po wypuszczeniu mnie do domu nadmienił, że jak to nie przejdzie do rana. Trzeba będzie zostać w szpitalu (byłem wtedy jeszcze nieletni).

 

Wyszedłem ze stupora katatonii po podaniu silnej dawki leku uspokajającego, ale tego nie da się zapomnieć i opisać! 

Po przespanej nocy dosłownie zmartwychwstałem na zasadzie odrzucania tego co mnie prześladowało. Chyba to był cud. Odżyłem!

 

Teraz po latach (jestem wierzący) wiem że uratował mnie Bóg (Pan Jezus).

 

A zaczęło się niewinnie od liczenia przedmiotów, czy powtarzania słów, potem były rytuały coraz bardziej nasilające się i żądające wykonania coraz bardziej rozbudowanych myśli.

Bałem się zostać sam w domu, myśląc że wezmę nóż i się okaleczę, albo wyskoczę przez okno (4 piętro).

Lekarz psychiatra powiedział wtedy, żeby z myślami natrętnymi nie walczyć. No to dobra!

 

Razu jednego stało się tak, że jechałem pociągiem do domu. Pociąg zatrzymał się na szlaku przed semaforem wjazdowym wskazującym sygnał "stój" do stacji na której miałem wysiąść. Jako, że obraz na kilka minut znieruchomiał, pociąg stanął na wysokości ROZDZIELNI ENERGETYCZNEJ 110 KV! - dosłownie kilka metrów od tego obiektu. Po krótkiej chwili włączyła się sprężarka, pociąg zatrąbił i ruszył. Widok ogromnych słupów i izolatorów oraz całego trafo z infrastrukturą energetyczną uciekł mi sprzed oczu.

 

Bodajże na drugi czy trzeci dzień natręctwo poleciło mi, aby przeszedł przez ogrodzenie tejże rozdzielni!... Horror!

Nie mogłem się uwolnić od tego uczucia, aż myślałem że ze mną koniec i trzeba mnie dobić! Reszty nie dopisuję, bo nie będziecie mogli zasnąć.

 

Ale wyszedłem z tego stanu równie szybko jak szybko wszedłem!!!

 

Mój dramat trwał ok 36 h, ale przeżyłem pamiętając swoją "Hiroszimę". Tego się nie zapomnieć, a  po latach trauma staje się bardziej wymowna patrząc przez pryzmat dziesięcioleci i upływu dużego odcinka czasu.

 

Ciekawe czy mieliście podobne historie z myślami natrętnymi. Bardzo chciałbym poznać inną historię i wasz wiek z takimi problemami i przeżyciami.

 

Pozdrawiam Wszystkich!

Trzymajcie się!

Teraz opieka jest duuużo lepsza jak za PRL-u! Żyjemy też w rzekomo " dużo lepszych czasach".

Ciekawi mnie co o tym myślicie?

 

Krasnoludek74

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słuchaj, to to zależy od bardzo wielu czynników które wystąpią równocześnie. W zasadzie to objaw bardzo silnej nerwicy natręctw, ale... . Człowiek doznaje palpitacji serca, myśli o czymś bardzo nieprzyjemnym intensywnie, zaczyna się potwornie męczyć. Trwa to całymi godzinami, aż przestaje się odzywać do bliskich, potem nieruchomieje, sztywnieje, robi dziwne pozy. Jest z nim niby kontakt, ale to wygląda tak jakby się było w  teatrze. Sęk w tym, że gdy nie ma pod ręką silnej benzodiazepiny np lorazepamu (dużej dawki) to człowiek zastyga i myśli o czymś strasznym do wykonania. Podejrzewam, że nawet masturbowanie, że tak powiem nie przyniosłoby ulgi. Robi się martwota ciała. Głowę sama odwraca się o 90 stopni aż boli szyja i człowiek nieruchomieje jest nieobecny, zastyga robiąc dziwne figury ciała. Myśli nawet o samobójstwie. Wierzy, że to już z nim koniec, że to nigdy nie przejdzie. Cały czas jest świadomy swojego stanu. Serce wali jak oszalałe. Teraz chyba już trochę inaczej przezywa się takie kulminacje u osób poczytalnych, ale tło w jakich tamte wydarzenia miały miejsce jest dla mnie traumatyczne. Do tego dochodziła jeszcze świadomość ewentualnego  przerwania nauki w szkole i ostracyzm społeczeństwa (otoczenia). Dawniej przerwa w nauce była strasznym obciachem zwłaszcza gdy Polska ludowa zaczęła przechodzić transformacje i przyszłość w kraju była bardzo niepewna. Dziś na pewno tak nie jest. Rozwijają się ludzie kreatywni, niekoniecznie wykształceni.

Miałem takie dwa epizody nazywam to "bombami na Hiroszimę i Nagasaki".

Nie chcę dokonywać osądu, ale to chyba gorsze jak desperackie  spadanie 400 m z wież WTC z 11 września. Kilka sekund - pac i spokój....

Po prostu były czasy ogromnego niedbalstwa wobec dzieci ze schorzeniami depresyjno - lękowymi jeszcze grubo ponad 35 lat temu.

Fakt. Wychodzi się z tego, potem człowiek jest nawet odporny na kolejne ataki takiej nerwicy, ale to tak czy tak bardzo poważna sprawa. Najgorsze jest  w tym wszystkim, że choroba niweczy człowieka. Jedni w tym czasie nie mają takich sytuacji i rozwijają się, a inni borykają z silnymi problemami emocjonalnymi, co nie jest bez znaczenia w przyszłości (młode lata już się nigdy nie wrócą)! Człowiek się cofa do tyłu o kilkanaście lub więcej lat od innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, krasnoludek74 napisał(a):

Człowiek doznaje palpitacji serca, myśli o czymś bardzo nieprzyjemnym intensywnie, zaczyna się potwornie męczyć. Trwa to całymi godzinami, aż przestaje się odzywać do bliskich, potem nieruchomieje, sztywnieje, robi dziwne pozy. Jest z nim niby kontakt, ale to wygląda tak jakby się było w  teatrze. Sęk w tym, że gdy nie ma pod ręką silnej benzodiazepiny np lorazepamu (dużej dawki) to człowiek zastyga i myśli o czymś strasznym do wykonania. Podejrzewam, że nawet masturbowanie, że tak powiem nie przyniosłoby ulgi.

 

Słyszałam, że to jest częsty syndrom u politycznych, którzy przeyebali wybory albo potracili posady w SSP i innych tego typu z politycznego nadania. Pytaj się tej całej rzeszy politycznych klakierów płci męskiej czy masturbacja przyniesie im ulgę po przegranych wyborach? Mówią że uprawa roli działa bardziej odstresowująco. 

 

Mówią chyba na to "syndrom odspawania od koryta". 

 

Godzinę temu, krasnoludek74 napisał(a):

Nie chcę dokonywać osądu, ale to chyba gorsze jak desperackie  spadanie 400 m z wież WTC z 11 września. Kilka sekund - pac i spokój....

 

Ale pierdzielisz głupoty. Porównywać to do takiej katastrofy to trzeba mieć nieźle w czubie. 

 

Edytowane przez mała_mi123

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, krasnoludek74 napisał(a):

Bardzo mnie ciekawi w jakim jesteś wieku, bo pewnie mógłbym być twoim rodzicem.

Nie przeszłaś tego to nie wisz.

Nie mógłbyś być moim rodzicem, chyba żebyś pyknął kaszojada w wieku 11 lat.

Trzeba być narcyzem żeby porównywać napady paniki do tego co przeszły ofiary 9/11.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak czy tak obowiązuje pewna kultura, bo ja nikomu osobiście nie ubliżam.

Tak byłem wychowywany.

Ludzie mają różne tragedie i różne problemy.

Czy dopuściłem się przesady? - być może, gdyż nikt nie jest idealny.

Wychodzę jednak z założenia, że normalny dialog to nie jest próba hejtu.

Wierzę, że są jeszcze osoby, które umią polemizować, ale zachowują się przyzwoicie.

Pisanie złośliwych komentarzy nie powinno mieć miejsca, to do niczego nie prowadzi i chyba się ze mną zgadzasz?

Lepiej napisać: "współczuję Ci, ale nieco przesadziłeś".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, krasnoludek74 napisał(a):

Słuchaj, to to zależy od bardzo wielu czynników które wystąpią równocześnie. W zasadzie to objaw bardzo silnej nerwicy natręctw, ale... . Człowiek doznaje palpitacji serca, myśli o czymś bardzo nieprzyjemnym intensywnie, zaczyna się potwornie męczyć. Trwa to całymi godzinami, aż przestaje się odzywać do bliskich, potem nieruchomieje, sztywnieje, robi dziwne pozy. Jest z nim niby kontakt, ale to wygląda tak jakby się było w  teatrze. Sęk w tym, że gdy nie ma pod ręką silnej benzodiazepiny np lorazepamu (dużej dawki) to człowiek zastyga i myśli o czymś strasznym do wykonania. Podejrzewam, że nawet masturbowanie, że tak powiem nie przyniosłoby ulgi. Robi się martwota ciała. Głowę sama odwraca się o 90 stopni aż boli szyja i człowiek nieruchomieje jest nieobecny, zastyga robiąc dziwne figury ciała. Myśli nawet o samobójstwie. Wierzy, że to już z nim koniec, że to nigdy nie przejdzie. Cały czas jest świadomy swojego stanu. Serce wali jak oszalałe. Teraz chyba już trochę inaczej przezywa się takie kulminacje u osób poczytalnych, ale tło w jakich tamte wydarzenia miały miejsce jest dla mnie traumatyczne. Do tego dochodziła jeszcze świadomość ewentualnego  przerwania nauki w szkole i ostracyzm społeczeństwa (otoczenia). Dawniej przerwa w nauce była strasznym obciachem zwłaszcza gdy Polska ludowa zaczęła przechodzić transformacje i przyszłość w kraju była bardzo niepewna. Dziś na pewno tak nie jest. Rozwijają się ludzie kreatywni, niekoniecznie wykształceni.

Miałem takie dwa epizody nazywam to "bombami na Hiroszimę i Nagasaki".

Nie chcę dokonywać osądu, ale to chyba gorsze jak desperackie  spadanie 400 m z wież WTC z 11 września. Kilka sekund - pac i spokój....

Po prostu były czasy ogromnego niedbalstwa wobec dzieci ze schorzeniami depresyjno - lękowymi jeszcze grubo ponad 35 lat temu.

Fakt. Wychodzi się z tego, potem człowiek jest nawet odporny na kolejne ataki takiej nerwicy, ale to tak czy tak bardzo poważna sprawa. Najgorsze jest  w tym wszystkim, że choroba niweczy człowieka. Jedni w tym czasie nie mają takich sytuacji i rozwijają się, a inni borykają z silnymi problemami emocjonalnymi, co nie jest bez znaczenia w przyszłości (młode lata już się nigdy nie wrócą)! Człowiek się cofa do tyłu o kilkanaście lub więcej lat od innych.

Opisałeś trochę taki misz masz. Wplotłeś do tego derealizacje. To co opisujesz to jest więcej jakby skumulowanych objawów nerwicowych niż sam stupor. Stupor jest objawem dysocjacji nic ci się wtedy nie dzieje typu duszności palpitacje ani derealki tylko zastygasz i nie możesz nic powedziec, kontaktu też nie tracisz. Tak czy inaczej to co przeżywałeś to bardzo silne objawy życzę aby zniknęły raz na zawsze i nigdy nie wróciły. By było lepiej;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dzięki.

Właściwie to nie wiem co to było, gdyż nie jestem związany zawodowo  z medycyną. Możliwe że w takich sytuacjach, a było to u mnie już grubo ponad 30 lat temu były to jedynie silne objawy nerwicowe z pogranicza stuporu.

Wtedy miałem takie rozpoznanie przez psycholog kliniczna.

Jedno jest pewne - była to silna natrętna myśl, która spowodowała oprócz lęku, silne uczucie obniżonego nastroju. Może też preparat był źle dobrany, wziąłem haloperidol - ciężki lek. Charakterystyczne było u mnie robienie dziwnych pozycji z tępym wzrokiem, ale kontakt ze mną był i mogłem opowiedzieć co mi się dzieje podczas wizyty w szpitalu.

 

Obecnie zmagam się z depresją i nawet nie wiem czy nie jest to wersja lekooporna, gdyż leki coraz mniej na mnie działają ssri, snri i inne, a na początku gdy brałem paroksetynę  to czułem się po niej  wyśmienicie. A tak naprawdę to depresja jest chyba jeszcze gorsza od tych natręctw pod względem wyleczenia, bo szybko weszło i szybko wyszło, a teraz jest ciągłą ociężałość i zaniżony nastrój. Wiek też robi swoje.

 

Napisz jeszcze coś, proszę;-). Może coś wiesz, czego ja nei wiem.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, mała_mi123 napisał(a):

👏👋

2 godziny temu, mała_mi123 napisał(a):

Nie ma się co obrażać. Ja wychodzę z założenia, że te forum powinno wzbudzić empatię i współczucie do Wszystkich. Nikt z nas nie ma problemów, chyba że jest tu w innym celu. Mamy się tu podtrzymać w trudnych czasach, gdzie różowo nie jest. Problemy natury psychologicznej są bardzo poważne i mało jest osób, które chcą drugiemu pomóc. Myślę że nasz kraj jest tu w czołówce. Racją jest to, że nikt nie ponosi winy za swoje samopoczucie, gdyż coś się przeoczy, ale taki ton wypowiedzi typu "przejebali wybory" świadczy o zwykłym prostactwie. 11 lat różnicy? Pewno że to nie jest strasznie dużo. Wiem natomiast to, że 11 lat temu miałem dużo lepszą kondycję niż obecnie i nie wiem jak będzie za kolejnych 11 lat - boję się myśleć. Jeżeli masz tupet to Ci bardzo szczerze zazdroszczę (serio) - typ mojej mamy:-), bo ja tak nie umiem żyć, a byłoby mi z całą pewnością dużo lepiej i lżej. Jest to swoista forma daru, a czy w dobrym kierunku? - nie umiem odpowiedzieć. Narcystyczna natura? I tak, i nie. Jeżeli faktycznie, teraz jest trudno odbudować coś co się straciło. Człowiek czuje że się starzeje. W wieku średnim funkcjonuje na zasadzie automatu do gry - wpada w matnię czy tego chce ,czy nie chce. Może nie wszyscy, ale cześć z nas na pewno. pomyśl nad tym. Pozdrawiam.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, krasnoludek74 napisał(a):

ale taki ton wypowiedzi typu "przejebali wybory" świadczy o zwykłym prostactwie. 11 lat różnicy? Pewno że to nie jest strasznie dużo. Wiem natomiast to, że 11 lat temu miałem dużo lepszą kondycję niż obecnie i nie wiem jak będzie za kolejnych 11 lat - boję się myśleć. Jeżeli masz tupet to Ci bardzo szczerze zazdroszczę (serio) - typ mojej mamy:-), bo ja tak nie umiem żyć, a byłoby mi z całą pewnością dużo lepiej i lżej.

 

Już nie bądź taki "ę, ą".

Prostak i cham podwórkowy? Tak, to właśnie ja. Co ty się politykami przejmujesz? Ja w ogóle. Bon żur i jedzmy Princze Polo 😎

Gorzej, bo oprócz tupetu mam jeszcze czelność.

Kondycję do zrobienia dziecka? Czy kondycję psychiczną? 

 

Piękny kot w avatarze. 

Edytowane przez mała_mi123

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A nie możemy porozmawiać miło, jak przyjaciel do przyjaciela? Wszyscy mamy jarzmo, które niesiemy...

A polityka? Wiesz - ja się nie interesuję polityką tylko ze względu na to, że nie czuję poprawy po wyborach parlamentarnych. Bardziej interesuje mnie polityka na świecie. Widzę ze zgrozą co się dzieje. Prawie całe wiadomości to zbrojenia. Na razie paliwo do samochodu jest, ale ekogroszku nie ma.... a wróciła zima.

Teraz jestem na L4 do końca miesiąca i stanąłem przed murem. Nie wiem jakie losy mnie spotkają - chodzi głównie o pracę, do której nie mam sił wracać.

Jeden z przełożonych powiedział, że mogę polecieć za burtę. Do emerytury jeszcze trooochę. Zawalczyłęm o taką rzeczywistość w roku 2023 bodajże. Do wyborów prezydenckich już nie poszedłem, bo dla mnie to "szopka" co się dzieje. Zazdroszczę tym, którzy są ode mnie młodsi i już na niej są lata.

Fakt, że kapcanieję w domu, chociaż zesypał się śnieg, który chętnie odwalę przed domem.

Jak jest dobra pogoda fotografuję niebo i obiekty na nim. Rodzice do mnie mówią gdy wracam z pracy - wiesz co jest kolejna wojna. Ja im tylko odpowiadam, a na Jowiszu są pasy chmur...:-) 

Mam taką depresję, że nie mam sił wejść do wanny i robię to coraz rzadziej.

Kondycja? Myślę, że jesteś osobowością odważną, jesteś przebojowa, a nie każdy tak ma. Myślę, że to się przydaje. A ja taki mięczak.

Mój kot w awatarze to kocur zrobiony w pracy, a u Ciebie jest kotka?;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

34 minuty temu, krasnoludek74 napisał(a):

Do emerytury jeszcze trooochę. Zawalczyłęm o taką rzeczywistość w roku 2023 bodajże.

Wiela lat masz do emerytury jeszcze? 

Tak sobie zagłosowałeś...o ile jeszcze nie podniosą wieku emerytalnego.

 

35 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

Jeden z przełożonych powiedział, że mogę polecieć za burtę

Dlaczego?

 

37 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

Fakt, że kapcanieję w domu, chociaż zesypał się śnieg, który chętnie odwalę przed domem

 

W górach mieszkasz, że masz śnieg przed chata? 

 

38 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

Rodzice do mnie mówią gdy wracam z pracy - wiesz co jest kolejna wojna. Ja im tylko odpowiadam, a na Jowiszu są pasy chmur...:-) 

 

Czy to jest przyczyna twej depresji i nerwicy? Posiadanie rodziców, a nie posiadanie żony i dzieci, czy tam partnerki i świętego bezdzietnego spokoju?

Tak tylko luźno myślę...

 

41 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

Mój kot w awatarze to kocur zrobiony w pracy, a u Ciebie jest kotka?;-)

Kotka-Psotka.

Masz kota w pracy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to odpowiadam na wszystkie pytania. Jeszcze nie śpię jestem przeziębiony, proszek na spanie trzeba dołożyć jak zwykle, aby zasnąć.

Do emerytury ok 8 lat, może wcześniej chorobowe wezmę dłuższe, tego nie wiem o ile jeszcze świat będzie istniał:-).

Zwalniają ludzi nieprzydatnych w danej branży, sektorze, jeszcze parę lat tego nie było. Znajomości nie mam, aby specjalnie na kogoś liczyć. Emeryturę mogą podnieść, bo nie będzie miał kto pracować, a trzeba będzie utrzymać, tych którzy pracowali ledwo parę (kilkanaście lat) - tych tez przybędzie, bo społeczeństwo się starzeje, a ja wg moich jestem coraz młodszy i silniejszy:-)

Nie mam żony i dzieci, za to rodziców, w których nie mam wsparcia i jestem maszynką do robienia pieniędzy. To faktycznie frustracja, ale tak w życiu wyszło. Nie wykluczam, że wygoda, czyli ten święty spokój odebrał mi szanse na to, aby spróbować czego innego. Mieszkam na Podbeskidziu, to śniegu trochę leży teraz.

Kot w pracy nie widziany już 2 lata - nie wiem czy żyje, bo moja praca jest w różnych miejscach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

Nie wykluczam, że wygoda, czyli ten święty spokój odebrał mi szanse na to, aby spróbować czego innego. Mieszkam na Podbeskidziu, to śniegu trochę leży teraz.

Jeszcze może nie jest za późno.

No to ładne regiony.

 

14 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

Do emerytury ok 8 lat, może wcześniej chorobowe wezmę dłuższe, tego nie wiem o ile jeszcze świat będzie istniał:-)

Różnie może być z tym światem.

Tendencja taka, że młodszym rocznikom będzie się wydłużać wiek emerytalny.

 

20 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

Zwalniają ludzi nieprzydatnych w danej branży, sektorze, jeszcze parę lat tego nie było.

I czym zastępują, AI?

 

 

21 minut temu, krasnoludek74 napisał(a):

No to odpowiadam na wszystkie pytania. Jeszcze nie śpię jestem przeziębiony, proszek na spanie trzeba dołożyć jak zwykle, aby zasnąć

Szybkiego powrotu do zdrowia 🫠

22 minuty temu, krasnoludek74 napisał(a):

Kot w pracy nie widziany już 2 lata - nie wiem czy żyje, bo moja praca jest w różnych miejscach.

To na nudę nie narzekasz. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję:-).

No w zasadzie ruch jest potrzebny dla zdrowia.

 

Co do pracy i młodzieży, to uważam tak (a obserwuje to u nas) jest bardzo roszczeniowa i nie chce wiązać się z zakładem na stałe, bo życie ich zdaniem jest za krótkie i za szybko leci aby popadać w rutynę. Jak widzą odpowiedzialność duża część rezygnuje mimo zarobków trochę lepszych jak nowym centrum handlu:-). Pracodawcy z kolei chcą zatrudniać młodych, bo są przede wszystkim w bardzo dobrej kondycji zdrowotnej (dobrze widzą, słyszą, pamięć gibka, elastyczna:-)). Nic im nie uchodzi uwadze. Na testach wychodzą po 5 minutach. A przede wszystkim bardzo szybko się uczą. U nas są braki, to odkryto że taki nawet prosto z ulicy pozna pracę do kilku miesięcy nawet nie przejdzie kursu, bo to są koszty.

A jak się ma 52 to jedynie zostaje założenie firmy np obserwatorium astronomiczne i korzystać z biletów klientów jako dodatek do skromnej wyżebranej renty:-). Wykształcenie? - dzisiaj na to zupełnie patrzą. Dla mnie to jest wiesz parodia jak kobieta mając doktorat robi prawko na autobus miejski nim dostanie posadę na uczelni za psie pieniądze. Mówię to tak trochę w przenośni, ale cos na rzeczy jest.

Regiony owszem ładne, zwłaszcza teraz w okresie wiosny, lata - to człowiek nawet lepiej się czuje jak zimą.

No nie jest za późno, ale bez leków się nie obejdzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć! 🙂

Z grubsza przeczytałem, co napisałeś. Ja jestem osobą, u której zaburzenia lękowe minęły po 5 latach. Trwały one w latach 2019-2024, choć już w roku 2015 pojawiały się początki, choć wtedy jeszcze nie były tak nasilone i bardziej przypominały zaburzenia adaptacyjne (zdaniem lekarzy). Po ich ustąpieniu miałem jakiś miesiąc spokoju, jednak później zaczęły się nieprzyjemne objawy sugerujące zaburzenia hormonalne. Chodziłem do lekarzy endokrynologów przez 1 rok, ale oni upierali się, że nie mam problemów hormonalnych. Błagałem ich o wdrożenie leczenia, bo wyników nie miałem dobrych (choć też nie były dramatyczne), ale moje samopoczucie było fatalne. Okazało się, że mam niedoczynność tarczycy, która początkowo przez pierwsze 1-2 miesiące objawiała się nadczynnością, która mocno przypominała OCD. Teraz po 1,5 roku nie mam kompletnie żadnych objawów psychiatrycznych. Mało tego, czuję się jakiś taki naprawdę bardzo stabilny, dojrzały. Już nie jestem tym rozjechanym emocjonalnie i psychicznie 22-latkiem niemogącym się samodzielnie utrzymać z pracą i nauką przez swoje problemy. Teraz mam 27 lat (za pół roku będę miał 28 lat) i czuję, że zaczyna się u mnie już ta poważna dorosłość, a nie ta taka w toku rozwoju i wielu wahań. Stabilność to podstawa. Plus napisałeś, że młodzi ludzie z reguły zawsze są zdrowi i silni - no i tutaj Twoja teza jest zaledwie półprawdziwa, patrząc na moją historię, hehe 🙂 Niestety to nie jest tak, że młodość jest zawsze rozwojowa. Często niektórzy zaczynają się naprawdę rozwijać i kształcić na poważnie w wieku blisko 30 lat, tak jak ja.

Ja w tym momencie w końcu myślę o wyrobieniu sobie zawodu. Pracę mam dobrą, w miarę spokojną, ale niestety bardzo słabo płatną, choć to na ten moment nie jest priorytet większy, bo jestem dopiero w okresie rozwijania stabilności i dorosłej dyscypliny. Na studia to nie wiem, czy się jeszcze wybiorę. Coś tam studiowałem w wieku 19-26 lat, ale to były takie nie na poważnie te studia, bo jeszcze wtedy ta huśtawka nie pozwała mi się w nich utrzymać. Cóż, przykre to dla mnie mocno. Ale wiem, że jest jeszcze opcja. Myślę dość mocno o farmacji. Czuję, że to mój kierunek - sądząc po tych przeprawach przez różne rzeczy w ciągu tych 19-26 lat. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję bardzo za obszerną wiadomość.

Jeśli samopoczucie masz dobre i wszystko na obecną chwile uspokoiło się, to super. W twoim wieku jest okres, który za jakieś może 20 lat lub mniej rozliczy Cię z tego co robisz obecnie. To poważny sygnał! Warto inwestować w siebie póki siła, ochota i wszelkie okoliczności na to pozwalają. Ja jeszcze do niedawna sądziłem, że praca państwowa jest lepsza jak u garażowych prywaciarzy. Tymczasem obecnie obserwuję że rozwijają się tylko jednostki kreatywne traktując zawód jako pasję, wtedy tak szybko nie wypalają się. Są np przyjęcia na kolej, do wojska i policji bo są braki. Gwarantuje się "apanaże", ale w rzeczywistości to lipa, bo sam dojazd bywa uciążliwy, a praca szybko się znudzi - lata upływają, do tego stres i stała mobilność na wezwanie nawet w  środku nocy.

Ja jeszcze pamiętam czasy schyłku socjalizmu, jak "karierę" robiła kelnerka na dworcu PKP, wręcz babcia klozetowa do samej emerytury, jeszcze do tego nieświadomie wciągała dzieci, znajomych. Nawet nie myślano że niebawem będzie "bum" i będą likwidować takie pamiątki po PRL, choć ludzie nie wierzyli, że coś takiego się stanie do samego runięcia tego. Później, gdy okazało się że kraj przechodzi przemiany było parcie na wykształcenie, ludzie tracili pracę z powodu nierentownych wakatów. Przyszła moda na zrobienie magistra na kolanie z czegokolwiek ze świadomością pójścia do łopaty - moim zdaniem to głupota ówczesnych dziejów. Dlatego ambitni ludzie z takich niedorozwiniętych krajów uciekali na zachód, który miał inny profil podejścia do kwalifikacji. Wykształcenie było szpanem bez pokrycia.

Mnie na inżynierce już dawno w 2009 powiedział doktor że obecnie to wykształcenie prawie nic nie znaczy, stwierdził że można kupić koparkę, założyć firmę i git:-). Np śmieję się z tego, że w socjalizmie zamiast próbować uczyć od razu dzieci angielskiego najpierw nas rusyfikowali, a pod koniec systemu germanizowali, szkoda że nie uczyli jeszcze czeskiego:-).

Czyż nie tak?

Nadczynność czy niedoczynność tarczycy - ja się z tym nie spotkałem, ale słyszałem, że to że może mieć istotny wpływ na samopoczucie (w tym psychiczne).

Farmacja - myślę że to dobry kierunek, choć żyjemy w tak niestabilnych czasach, że nie wiadomo, co będzie jutro - dron nad naszymi głowami?....

30 lat hmmmm. Ja w takim wieku zrobiłem dopiero prawko na auto, dziś bym chyba już nie zdał za 10 razem. Wolno dojrzewałem, a właściwie przebudziłem się po fakcie - właśnie koło 30-tki, poszedłem na studia jedne, drugie. Nie żałuję, ale to już tak dla proformy bardziej, myślę że trochę późno "obudziłem się z letargu" minionych czasów.

Co mi przeszkodziło? Zdrowie, tylko zdrowie, które odwracało uwagę od świata rzeczywistego - silne nerwice, natręctwa.

Dziś, gdy sobie pomyślę jako 52 latek co lubiłem 40 lat temu, to czuje równocześnie złość i śmiech. Zamiast interesować się tym, z czego zbudowany jest atom, ja uwielbiałem koleje i rozkłady jazdy - ten fetysz dawno mi przeminął.

Żałuję. Dlatego Tobie i młodym kolegom, nawet takim przed 30 mówię - inwestujcie w siebie, w coś intratnego, z przyszłością, nie przywiązujcie się zbytnio do tego, co jest obecnie, bo to błąd. Oczywiście nie w obecności przełożonego, który jakby to usłyszał dostałby furii i miał zepsuty do końca dzień:-) Pewnie jeszcze samochodem przejechałby czerwone:-) ze zdenerwowania. Później na szkoleniu starszyzna obrywa od naczelnika, który mówi prawie jak Jezus - "trzeba oddzielić ziarna od plew". Zostawić tylko fanów zawodu, reszta za burtę. No dobra, niech zwolnią 1/3 załogi - sami będą robić. W biurach ich jest całe mrowie, a na dole można b. poważnie podpaść dosłownie za pierdołkę - np błąd w dokumentacji - dlatego część woli pracować za porównywalne pieniądze lub nieco mniejsze gdzie indziej. Mowa o tych raczej młodszych bo po z 50 plus to tylko zostaje założenie firmy, tylko że jakiej?...

Tak jest...

Tak że pomyśl, jesteś w newralgicznym wieku. Można np wybrać się równocześnie na jakieś studia, potem zrobić podyplomówkę - może chęć do nauki wzrośnie i pracować w aptece. Albo rozwijać jakieś pasje, talenty. Przy okazji założyć może rodzinę (o ile jej nie masz). Po prostu rozwijać się na różnych płaszczyznach, nawet tam gdzie coś jest przydatne, a nie ma się zbytnio ochoty.

Takie jest moje zdanie.

Edytowane przez krasnoludek74

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×