Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)


Dryagan

Rekomendowane odpowiedzi

26 minut temu, bei napisał(a):

@Grouchy Smurf może to jest kwestia światopoglądu. Może nigdy nie byłam na "tej" granicy. Generalnie uważam, że nawet gdy ktoś chce popełnić samobójstwo to tak naprawdę tego nie chce, że życie się do tego przyczyniło.

No też się z tym zgadzam. Nie próbowałem odejść nikomu na złość a tylko przez sytuację, która wtedy miała miejsce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Jurecki napisał(a):

@Grouchy Smurf tak się tylko mówi. Żeby było ciepło to wyszedłbym na pole, siadł i posiedział albo bym się gdzieś przeszedł.

Ja lubię spacery w śnieżycę a Tobie potrzeba do tego słońca i temperatury?

Edytowane przez Grouchy Smurf

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, alone05 napisał(a):

siedzę w domu, jestem przeziębiona, mam kaszel i katar. Mama mi zaraz przyniesie mleko z miodem.

To zdrówka życzę. Odporności psychicznej mi brak, ale odporności na wirusy i przeziębienia to mam pod dostatkiem. Ja choruję raz na 3 lata :P 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest tak, jak acherontia pisze. Zdarzyło się raz, że mój psychiatra, kiedy wszedłem do gabinetu i usiadłem, zaczął pierwszy pytając "lęki?", co potwierdziłem. Czasem widać, kiedy ktoś jest odurzony, czy schorowany, niektórzy lekarze są na wszelkie zmiany dużo bardziej wyczuleni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie też największe znaczenie w leczeniu ma relacja z psychiatrą/psychologiem. Na studiach prawie 20 lat temu miałam super psychiatrę, ale to była starsza Pani u progu emerytury a później już było tylko źle. Dopiero jakieś 4 lata temu trafiłam na psychiatrę, specjalistę w leczeniu ADHD u dorosłych, do którego poczułam zaufanie. Leczę się tylko u niego, nawet jak zmienił miejsce pracy. 
Co do psychologów to ostatnio miałam zaleconą terapię, ale pierwsza psycholożka miała ze mną tylko spotkanie wprowadzające i przekierowała mnie na terapię łączoną z fizjoterapeutą i coachem zawodowym, gdzie ona nie była częścią tego zespołu. Następna psycholog rzuciła pracę po 2 sesjach ze mną. Okazało się, że dobrze, bo moja trzecia psycholog to był strzał w dziesiątkę. Od razu złapałyśmy kontakt i czuło się ten flow. Terapię już zakończyłam ale rozważam jeszcze kilka prywatnych sesji z nią, bo niestety ale dobór terapeuty ma kluczowe znaczenie. Jeśli Twój reumatolog to gbur a ortopeda to cymbał to trudno. Przemęczysz się na wizycie przewracając oczami i po prostu zastosujesz się do zaleceń, zrealizujesz receptę i jest duża szansa, że to wystarczy. Ale jeśli nie poczujesz zaufania do swojego psychiatry i psychologa to marne szanse, żeby terapia cokolwiek dała. Mam to szczęście, że miałam terapię poprzez prywatne ubezpieczenie i mogłam zmienić terapeutę na żądanie, ale to jest prostsze w teorii niż w praktyce. Jak jest Ci źle, nie masz energii i siły psychicznej na cokolwiek, to wątpisz też w swój osąd i np obwiniasz się, że brak porozumienia z lekarzem to Twoja wina, bo jesteś do niczego. Albo nie chcesz sprawiać kłopotu i wyjść na roszczeniową. Albo po prostu nie masz energii i napędu, żeby zadzwonić do ubezpieczalni i poprosić o zmianę terapeuty. Albo martwisz się, że kogoś urazisz. Albo po prostu masz wszystko w 🍑. Albo, albo…. To naprawdę trudne. Załatwienie sobie skutecznej pomocy psychiatrycznej i psychologicznej często przerasta możliwości osoby w miarę zdrowej i ogarniętej, a co dopiero chorej…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To i ja opowiem. Moja pierwsza psychiatra, specjalistka od młodzieży (miałam 17 lat), była bardzo zdroworozsądkowa i pomocna. Moja druga psychiatra, już dla dorosłych, była bardzo troskliwa, chociaż z perspektywy lat trochę powątpiewam w jej kompetencje. Następny psychiatra była bardzo życzliwy i pomocny, chociaż na niektórych wizytach wydawał się być taki trochę nieobecny. Psychiatrów szpitalnych nie liczę, bo leczyłam się u nich krótko, najwyżej parę tygodni.

U nowego psychiatry byłam dopiero raz. Załatwiłam wszystko, co było do załatwienia, ale lekarz wydał mi się niezaangażowany i mało empatyczny, taki jakoś obojętny, a to nie są pożądane cechy u psychiatry. No ale trudno, po recepty będę chodzić do rodzinnego, a w razie kryzysu do najbliższego centrum zdrowia psychicznego. No ale jednak trochę szkoda, bo psychiatra powinien być nieco bardziej życzliwy i otwarty, w końcu to nie ortopeda, który spojrzy na zdjęcie rtg i założy gips. Psychiatria opiera się na rozmowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja psychiatra też od razu widzi czy jest lepiej czy gorzej. Po jednej wizycie, na której mówiłam o depresji i lęku stwierdziła wstępnie, że jestem w spektrum autyzmu, co potem się potwierdziło. Ogólnie lubię do niej chodzić, bo ma fajny vibe i zachowuje się jak zwykły człowiek, bez przeintelektualizowanej psychologicznej gadki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałem kilku psychiatrów w przeciągu 15 lat ale to było na zasadzie królika doświadczalnego...Bo mało które leki na mnie działały i często miałem zmieniane.Początek nerwicy był tak na prawdę dla mnie śmiertelną chorobą i ataki paniki jeden za drugim,SOR i pogotowie gościło mnie bardzo często.Dopiero po kilku ładnych miesiącach lekarz z Soru powiedział że nie może tak być abym co chwilę przyjeżdżał po zastrzyk Relanium i w nocy zadzwonił do szpitala psychiatrycznego po karetkę aby zabrali mnie na oddział, zgodziłem się i pojechałem karetką do szpitala psychiatrycznego gdzie oburzona Pani ordynator szpitala obudzona o 3 w nocy stwierdziła że nie ma takiej podstawy abym teraz trafił na odział bo nie ma zagrożenia życia dla mnie jak i innych...Więc wstawiłem się na umówiony dzień na odziale już własnym transportem...Tam pobyt trwał 10 dni i najgorsze że był to odział zamknięty gdzie nie interesowali zbytnio terapią tylko szprycowanie lekami.. Zdiagnozowali jako zaburzenia nerwicowe gdzie ta diagnoza jeszcze nie była poprawna.. Dostałem Pramolan i do widzenia... Dalsze leczenie było tak samo trudne jak wcześniej i oczywiście ataki paniki się powtarzały coraz częściej a Pramolan słabo działał..Nie miałem dużo szczęścia aby trafić na dobrego psychiatrę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, mienta napisał(a):

U nowego psychiatry byłam dopiero raz. Załatwiłam wszystko, co było do załatwienia, ale lekarz wydał mi się niezaangażowany i mało empatyczny, taki jakoś obojętny, a to nie są pożądane cechy u psychiatry. No ale trudno, po recepty będę chodzić do rodzinnego, a w razie kryzysu do najbliższego centrum zdrowia psychicznego. No ale jednak trochę szkoda, bo psychiatra powinien być nieco bardziej życzliwy i otwarty, w końcu to nie ortopeda, który spojrzy na zdjęcie rtg i założy gips. Psychiatria opiera się na rozmowie.

Zawsze możesz spróbować znaleźć kogoś innego, chyba że dasz mu jeszcze szanse. Ja nie dałam i jak raz miałam takie odczucia to była to moja jedyna wizyta u tego psychiatry. 

Moja historia:

Pierwsza psychiatra-chodzialm 5,5 roku. Bardzo fajna, empatyczna, pomogła mi. 

Drugi psychiatra- 0,5 roku podczas leczenia na oddziale dziennym, miły facet, raczej dobrze wspominam.

Potem mialam jedna wizytę u pewnego lekarza, ale nie poczułam że chce kontynuować. 

Kolejny-pierwsza wizyta online, potem teleporady chyba ok 2 lat, odczucia takie sobie w końcu nie zadzwonił i się skończyło. 

Kolejny-doslownie kilka wizyt jak miałam gorszy okres, przestałam chodzić jak mi się polepszyło. 

Troche mi szkoda jak mówicie "mój psychiatra", że takowego nie mam, ale szkoda mi kasy na wizyty prywatne  to raz, a dwa zapytałam terapeutę ktory jest psychiatra czy on uważa, że powinnam wrócić do leków i powiedział, że niekoniecznie. Jak powiedziałam, że się męczę i nie wiem czy dam rady bez to odpowiedział żeby w takim razie wrócić, wiec no wiadomo decyzja należy do mnie. Ja jak myśle "mój psychiatra" to w głowie mam tą pierwszą panią doktor.  Ostatnią wizyte u niej miałam jakieś 5 lat temu. Gdyby przyjmowła na nfz to bym się pewnie zapisała, a tak to przy obecnych cenach i tym, że się po prostu źle czuje płacąc za wizyty chyba odpuszczę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, acherontia styx napisał(a):

Yyyy, @bei, dziwne podejście. Ja rozumiem, że ktoś może nie pracować i wtedy zrozumiałe, że go nie stać na wizyty prywatne, ale psychiatra to nie lekarz do którego latasz co 2 tygodnie, tylko przeważnie co 2-3 miesiące, albo i jeszcze rzadziej. Serio wydanie nawet 300zł na wizytę pracując jest dla Ciebie taką szkodą? 

To może być kwestia wychowania. Pamiętam może raz, że mama wzięła mnie na płatną wizytę jak byłam dzieckiem do dentysty i potem jak byłam w liceum to może z dwa razy do okulisty. Kojarzy mi się to źle, ww sensie ze byl to dla niej duzy wydatek. Ja do tej pierwszej pani doktor chodziłam chwile prywatnie jak przestała przyjmować na nfz i przestałam bo po prostu zeszłam z leków. Wydałam też  troche na terapię (wole chyba nie liczyć ile). Po prostu źle sie z tym czuje. Jak poszłam prywatnie do endokrynologa to stwierdziłam, że była to moja najgorsza wizyta u niego i że już wole zaczekać te 2-3 miesiące i pójść na nfz jak nie ma wcześniej terminu. Pozatym po coś płacimy te składki. To czy kogoś stać czy nie to inna sprawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×