Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Pracuś

Skrajna nadwrażliwość - ćwiczenia układu nerwowego lub stymulacja mózgu

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie forowicze 🙂 Mam do Was kilka pytań, na które nie znalazłem odpowiedzi w internecie, nawet na angielskich stronach (ale korzystałem z translatora, w dodatku kiepskiego).

 

Na początek o mnie: jestem nadwrażliwy, oczywiście od dziecka, strachliwy, słaby psychicznie jak i fizycznie. Zapewne mam też depresję, zespół stresu pourazowego, osobowość unikającą, sztywną i CHAD. Nie to jest jednak najgorsze. Największa trauma dla mnie to ogólna "miękkość" osobowości - jestem skrajnie niepewny siebie, zawstydzony,   inne  "zwierzęta" to wyczuwają. A ponieważ obok cech dobrych, mają też te złe, to w najgorszym razie tacy jak ja skazani są na bycie ofiarami. Najczęściej na lekceważenie. Tak się żyć nie da. To piekło. Wiara (w moim przypadku chrześcijańska) ani stworzenie sobie własnego światka rzecz jasna nie do końca pomagają. Ciekawa sprawa, że mam też olbrzymie wyrzuty sumienia z błahych powodów i wstydzę się dosłownie wszystkiego (zwłaszcza to ciekawe zaburzenie, nic na ten temat nie znalazłem).

 

To wszystko może być związane z różnego rodzaju chorobami, lecz nigdy nie chciało mi się leczyć. Chodziłem do endokrynologa, psychiatry, szprycowałem się antydepresantami. Psychoterapii nie podjąłem. Dlaczego? Bo jestem zdania (jako laik pewnie mylnego), że generalnie swojego temperamentu nie zmienię.

 

A teraz zagadnienie, o którym wspomniałem na samym początku (nikt tego tematu nie poruszał nigdzie!), mianowicie... siła układu nerwowego. W fachowej literaturze (Strelau itp.) mówi się o melancholikach, że mają słaby wspomniany system. A więc... temperament! Osobowość można (chyba) zmienić bądź poprawić, a temperament? Psychiatrzy i psycholodzy (np. w. w. Strelau) na ten temat milczą. Fizjolodzy z kolei polecają układ nerwowy ćwiczyć. Tyle, że im chodzi o przyrost siły fizycznej (okazuje się, że te dwie rzeczy są nierozerwalnie związane). I teraz: orientuje się ktoś, czy można efektywnie poprawić odporność psychiczną tą drogą? Lub jakąkolwiek inną? A jeżeli tak, to w jaki dokładnie sposób? Najlepiej, gdyby wypowiedzieli się również specjaliści. Poza tym liczę na literaturę lub linki.

 

Uważam, iż jest to prawdopodobnie jedyny środek pozwalający wyleczyć się z nadwrażliwości. Inaczej będą nas prześladowały wszelkiego rodzaju zaburzenia. Być może "trening" potrwa lat kilkadziesiąt, albo parę pokoleń (!). Ale... skądś się przecież brali silni ludzie, prawda? Bo właśnie genetyka ma tutaj pewnie sporo do powiedzenia.

 

Drugi rewolucyjny (chyba) lek na słabą psychikę to być może stymulacja mózgu. Na depresję potrafi pomóc, a na inne schorzenia?

 

Pozdrawiam, i życzę zdrowia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za dużo kombinujesz. Depresje,ptsd,zaburzenia osobowości wyleczysz psychoterapia. Wyleczenia tych zaburzeń spowoduje ze będziesz silniejszy psychicznie. To są zaburzenia psychiczne które rzutują na biochemie mózgu. Wspomagając biochemie mózgu możesz w pewnym stopniu sobie pomoc ale się nie wyleczysz.

 

Znając życie nie idziesz na psychoterapie bo się boisz i taki stan rzeczy ci pasuje bo lubisz robić z siebie ofiarę losu.

 

Słyszałem ze ćwiczeniami fizycznymi można wzmocnić układ nerwowy ale to chyba chodzi o sile fizyczna a nie psychiczna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do pojscia do lekarza tez uwazam, ze jest konieczne. Cwiczenia mozna robic ale nie sadze, zeby bez niczego pomogly. 

5 godzin temu, giroditalia napisał:

Znając życie nie idziesz na psychoterapie bo się boisz i taki stan rzeczy ci pasuje bo lubisz robić z siebie ofiarę losu.

 

Za ostro. Nie chcemy tu nikogo obrazac ;) Prosze starannie dobierac slowa odpisujac na posty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

giroditalia tak lubi z pozycji wyższościowej kopnąć człowieka z problemami. Może to jakiś nowy rodzaj empatii...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Pracuś napisał:

Zapewne mam też depresję, zespół stresu pourazowego, osobowość unikającą, sztywną i CHAD.

Autodiagnozowanie to nie jest dobra droga. Myślę, że swoje wątpliwości powinieneś skonsultować ze specjalistą. Bo tak, dokładasz sobie tylko zmartwień i niepotrzebnych etykietek.

Jeśli rzeczywiście Ci coś dolega, to specjalista na pewno Ci pomoże. Także głowa do góry- nie jesteś na to wszystko skazany ;)

 

@giroditalia, @bezniczego proszę, opanujcie emocje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Heledore, Giro z Włoch już od dawna uprawia na forum psychologię antypozytywną. Pojawia się tu wiele chorych, zrozpaczonych osób, które szukają pomocy, a taki Giro podsyca w nich bezradność i poczucie winy. Myślę, że to jemu należałoby zwrócić uwagę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@bezniczego temat uważam za zakończony. Uwagę zwróciłam obu stronom. Za kontynuowanie tematu posypią się ostrzeżenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt mnie nie obraził, szukam tutaj właśnie rad, mniejsza o formę. Czasem trzeba powiedzieć prawdę, nawet ostro. Tyle, że @giroditalia się myli. Według mnie, oczywiście ;) Tak samo powtarzała psychiatra, u której się przez kilka lat leczyłem - że rzekomo boję się psychoterapii. A to prawda połowiczna. Bo jestem w stanie zacisnąć zęby, ale... czy to mi pomoże? Sądzę, że nie! Lecz jestem otwarty na dyskusję.

 

Ktoś powie: a co ci szkodzi spróbować? To jednak nie będzie wypowiedź rzeczowa. W tym wątku chcę się dowiedzieć, czy da się wzmocnić temperament. Że jest to wykonalne, każdy z nas wie, ale jakim nakładem pracy? Być może należy zastosować ćwiczenia jak podczas badania siły układu nerwowego, to byłoby logiczne.

 

Do administracji - to post merytoryczny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm ja nie do konca rozumiem, co masz na mysli, mowiac o temperamencie? W zasadzie nie wiem, czy wspolczesna psychologia nadal stosuje ten podzial na melancholikow itd? Jesli jestem w bledzie, to prosze sie nie krepowac i mnie poprawic 🙂

Jesli chodzi o zaburzenia czysto neurologiczne, to teraz jest tego pelno. Co najmniej polowa dzieci moich znajomych chodzi na tzw "integracje sensoryczna". Ja mam corke nadwrazliwa i fizycznie i emocjonalnie i majaca jeszcze troche innych trudnosci czy tam zaburzen i moge potwierdzic, ze (u dzieci) cwiczenia majace na celu poprawienie przewodnictwa nerwowego i zmniejszenie nadwrazliwosci fizycznej bardzo pomagaja sie uspokoic - znika nadpobudliwosc, poziom stresu tez spada itd. Mysle, ze literatury na temat dzieci jest od groma, natomiast nie mam pojecia, jak to jest z doroslymi. Konkretnie cwiczenia polegaly np na pocieraniu calego ciala pod prysznicem dosc szorstka gabka, albo masowanie wnetrza dloni i spodu stop taka gumowa pileczka z wypustkami, albo zawijanie dziecka ciasno w koc jak taka "mumie" (tak w formie zabawy). To ma pomagac ukladowi nerowemu w uczeniu sie porzadkowania impulsow nerwowych pochodzacych z calego ciala. 

Co do cwiczen fizycznych, to mysle, ze maja one dwie bardzo wazne funkcje. Wszystkie cwiczenia, w trakcie ktorych robisz ruchy naprzemienne (np lewa noga - prawa reka) pomaga w integracji obu polkul. Uprawianie jakiegokolwiek sportu pomaga przelamywac wlasne slabosci, buduje hart ducha, zwieksza odpornosc na bol itd, poza tym podowuje wydzielanie endorfin, Tylko pamietaj, ze ciezkie cwiczenia z kolei bardzo moga obciazyc uklad nerwowy i zwiekszyc poziom kortyzolu. 

Co do genetyki, to sie chyba mylisz - ludzkie dna nie jest w stanie sie zmienic w trakcie paru pokolen. Raczej chodzi o setki tysiecy, lub nawet miliony lat. Dlatego np zwolennicy diety paleolitycznej twierdza, ze nie powinnismy jesc zboz, bo za krotko uprawiamy role, zeby sie przystosowac genetycznie do trawienia takiego pozywienia.

A co do diety, to oprocz wysilku fizycznego jest ona bardzo waznym czynnikiem, wplywajacym na samopoczucie. Mozg ludzki potrzebuje wielu skladnikow, zeby funkcjonowac, wiele z nich dostarcza sie wraz z dieta. Np prekursorem serotoniny jest tryptofan, ktorego wchlanianie jest uwarunkowane obecnoscia (a raczej brakiem) innych bialek w tym samym posilku itd itp. Trzeba dbac by jest roznorodnie i zdrowo. Plus odpowiednia ilosc snu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.10.2019 o 21:49, Pracuś napisał:

Ciekawa sprawa, że mam też olbrzymie wyrzuty sumienia z błahych powodów i wstydzę się dosłownie wszystkiego (zwłaszcza to ciekawe zaburzenie, nic na ten temat nie znalazłem).

Mmmmmmhhh... Osobowość unikająca? Ew. kombo silna nerwica + fobia społeczna? Oj panie drogi, zabieraj się pan za "poważniejsze" lektury, ino prędko. "Olbrzymie wyrzuty sumienia z błahych powodów" - oczywiście zakładając, że piszesz prawdę - to coś, co bardzo silnie sugeruje, że doświadczasz znacznego przerostu Superego, czyli tej części Twojego psychicznego szkieletu, na którą składa się m.in. koncepcja moralności, poczucia obligacji, (rzekome...) zasady współżycia społecznego. Jeżeli mam rację - rdzeń Twoich problemów jest nerwicowy. I już wiesz, na czym stoisz. 

 

W dniu 26.10.2019 o 21:49, Pracuś napisał:

Psychoterapii nie podjąłem. Dlaczego? Bo jestem zdania (jako laik pewnie mylnego), że generalnie swojego temperamentu nie zmienię.

 

W dniu 29.10.2019 o 21:20, minou napisał:

ja nie do konca rozumiem, co masz na mysli, mowiac o temperamencie? jestem w bledzie, to prosze sie nie krepowac i mnie poprawic 🙂

 

 Linkowałem to kiedyś w wątku poświęconym osobowości unikającej: 

 

Cytat

"Naukowy" termin na określenie tego, co potocznie nazywamy wrażliwością to wysoki poziom przetwarzania sensorycznego, który występuje u 15-20% populacji. To ma być bardzo mało? 

A jak to się ma to wszystko do osobowości unikającej... No cóż. Są badacze którzy uważają, że zaburzenie tworzy miks właśnie wysokiego poziomu przetwarzania sensorycznego i wpływów dysfunkcyjnego środowiska - spekulacje tyczą się także borderline, jednak z uwzględnieniem specyfiki doświadczeń: KLIK

 

Both APD and BPD were associated with temperamental sensitivity, but BPD was uniquely linked with a subscale measuring sensitivity to mental and emotive stimuli, whereas APD was uniquely linked with a subscale measuring the control and avoidance of aversive stimulation. Compared to APD, BPD was more strongly linked with negative moods (anxiety, anger, sadness) and insecure attachment to parents, whereas APD was more strongly linked (than BPD) to pessimistic cognitive-affective responses to rejection-related situations.

 

Materię tę można zdefiniować jako "konstrukcję układu nerwowego". Wiąże się ona chociażby z motywem zapotrzebowaniem na stymulację, ważnym podwymiarem na gruncie koncepcji osobowości. A tzw. próg aktywacji układu nerwowego w odpowiedzi na zewnętrzne stimuli u "uników" i "borderów" jest bardzo niski, co przynajmniej częściowo tłumaczy ich zachowania i sposób myślenia. 

Autorze tematu - według mnie masz do wyboru dwa rozwiązania; a gdybyśmy żyli w ekstremalnej utopii, zasugerowałbym połączenie obu naraz...

 

1) Miałeś już styczność z psychiatrami, masz już pewne doświadczenia z lekami na koncie, więc dysponujesz odrobinę większą szansą by wyżebrać receptę na pregabalinę, jedyny nakierowany typowo na lęk farmaceutyk, który nie uzależnia. Problem? Pregabalina jest koszmarnie droga - w kontekście zespołów lękowych skuteczna dawka terapeutyczna zaczyna się dopiero od 300 mg / doba. Rzecz refundują - ale dla osób chorujących na epilepsję. Nawet jeżeli posiadasz nielichy majątek pozwalający Tobie na zakup leku, musisz liczyć się z skutkami ubocznymi leku, mogącymi Ci znacząco zaszkodzić w tzw. codziennym funkcjonowaniu. Ale skoro "codzienne funkcjonowanie" i tak leży i kwiczy...

 

2) Wspomniana psychoterapia. Dobra informacja brzmi tak, że możesz mieć względnie wysoką pewność odnośnie trafienia na dobrego specjalistę, że to tak to "statystycznie" ujmę: ze wszystkich możliwych zaburzeń to właśnie klasyczne nerwice psychoterapeuci pojmują wystarczająco dobrze (z racji specyfiki rozwoju psychoanalizy) i wiedzą, jak z nimi pracować. Zła informacja zaś... terapia jest jeszcze droższa niż leki. Ta tzw. prawdziwa terapia: w ujęciu psychodynamicznym, najlepiej powinna obejmować 12 sesji w miesiącu po 50 minut, przez pół roku. Taki właśnie punkt odniesienia (i kilka innych...) zarysowali badacze, kiedy sprawdzali możliwy wpływ terapii na zdrowie psychiczne.

Najgorsza wiadomość brzmi następująco: kontakt ze złym specjalistą jest gorszy niż brak kontaktu z żadnym specjalistą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×