Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Angel26

Poczucie własnej wartości

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich, ponieważ jestem tutaj nowy - kilka słów o mnie. Mam 26 lat, mieszkam w Trójmieście, tu skończyłem studia i tu pracuję.

Moja historia by mogła posłużyć na pokaźnej grubości książkę. Wychowywałem się z ojcem alkoholikiem, którego choroba była zatajana przed resztą rodziny stąd nie mogłem liczyć na jakąkolwiek pomoc. Większość dzieciństwa to był horror - dzień w dzień lęk, co zrobi ojciec, co się będzie działo w domu, czy wyląduję w domu dziecka.

 

Potem też nie było lekko, na studiach miałem kłopoty zarówno z nauką, jak i finansowe.

 

Wszystko to sprawia, że mam kłopot z bardzo niską samooceną, co z kolei wywołuje stany depresyjne. Ta zerowa samoocena ma bardzo wymierne "owoce": zniszczony związek z wartościową dziewczyną, bo nie mogłem znieść że ona jest bardzo zaradna, zamożna, lepiej wykształcona, że tak naprawdę była (w mojej ocenie) we wszystkim ode mnie lepsza. Nie wytrzymałem tego, czułem się przy niej jak śmieć,

zdarzało się że zaglądałem do kieliszka, gdy ona odniosła kolejny sukces, a u mnie same porażki.

Oczywiście bardzo żałuję tego, że się związek rozpadł, ale no właśnie przez tą swoją zerową wartość nie wytrzymałem.

 

Inny "owoc" zdarzył się dosłownie kilka dni temu, kiedy przez brak wiary w siebie nawet nie spróbowałem w pracy dostać się na atrakcyjne stanowisko - po fakcie się dowiedziałem, że by mi się udało :why: wystarczyło spróbować, a ja skazałem się na porażkę, tracąc prestiż i spore pieniądze, które są mi potrzebne.

 

Czy ktoś z Was miał podobne kłopoty i jakoś je przezwyciężył???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Angel26, Witaj na forum.

 

Poczytaj o syndromie DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) oraz DDD (Dorosłe Dzieci rodzin Dysfunkcyjnych). Okres dzieciństwa i dorastania rzutuje na całe nasze późniejsze życie. W "prezencie" od rodziny otrzymałeś skrypt życiowy przegranego. Powinieneś zapisać się na psychoterapię pod tym kątem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Angel26, na temat DDA możesz przeczytać pod poniższym linkiem: http://portal.abczdrowie.pl/dorosle-dzieci-alkoholikow.

 

Niska samoocena, to:

- nadmierna samokrytyka,

- nadmierne wymagania wobec siebie (często nierealistyczne),

- brak pewności siebie,

- uzależnienie własnej samooceny od oceny innych,

- poczucie bezwartościowości,

- nieumiejętność określania swoich potrzeb,

- brak poczucia bezpieczeństwa i akceptacji,

- trudność w podejmowaniu decyzji,

- trudności z nawiązywaniem kontaktów i tworzeniem związków,

- nieufność,

- ciągłe opiekowanie się innymi, a zaniedbywanie siebie,

- niekorzystne porównania społeczne,

- poczucie niekompetencji, smutek i zamknięcie się w sobie.

 

O tym, czym skutkuje niska samoocena i jak podnieść poczucie własnej wartości, możesz przeczytać pod poniższym linkiem: http://portal.abczdrowie.pl/jak-podniesc-poczucie-wlasnej-wartosci

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam niską samoocenę mimo że nie miałem w rodzinie alkoholika i ogólnie rodzinę która nie wymagała wiele ode mnie. Odkąd pamiętam zawsze uważałem się gorszy od innych, nie dość dobry i pozbawiony pewności siebie. Nawet sny mam związane z tym tematem, mój umysł rzadko daję mi odpocząć od niekorzystnych porównań. Alkohol i narkotyki na pewno na dłuższą metę nie pomogą to tylko chwilowa ulga a później może być jeszcze gorzej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, niekoniecznie trzeba mieć rodzinę z problemem alkoholowym, by "nabawić się" niskiego poczucia własnej wartości. Niska samoocena funkcjonuje na zasadzie błędnego koła - człowiek widzi siebie w samym negatywnym świetle, wyostrza swoje zmysły, by dostrzegać tylko wady, porażki i słabe strony, a ignoruje sukcesy i zalety - w ten sposób przekonuje sam siebie, że nie nadaje się do niczego i nie jest zdolny do czegokolwiek. Jego niska samoocena dodatkowo się pogłębia, a on sam żyje w przeświadczeniu, że sytuacji nie da się zmienić, bo jakiekolwiek starania z jego strony na pewno okażą się daremne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się że jeśli ktoś przez całe życie słabo niezbyt dobrze ze wszystkim radził, nie odnosił jakichkolwiek sukcesów, miał słabe wyniki w szkole, żadnych uzdolnień, słabą praca albo nawet jej brak a jednocześnie nie pochodzi z jakiejś dziwnej patologicznej rodziny to wówczas samoocena jest chyba trafna. Przynajmniej ja tak mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja se częściowo nieźle radziłem w młodości nieźle się uczyłem, miałem jakieś tam osiągnięcia sportowe ale to zawsze dla mnie mało było. A po ukończeniu edukacji to tragedia totalna albo brak pracy albo taka której nie lubiłem i wstydziłem się przed innymi. Teraz to moja samoocena naprawdę chyba jest realna w porównaniu do tej ze szkoły, bo trudno znaleźć tak mało zaradnych życiowo i bez osiągnięć ludzi jak ja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, uwierz mi, że wiele osób boryka się z problemem braku pracy albo pracuje tam, gdzie nie chciałby pracować albo nie za takie pieniądze. To, że trudno znaleźć ci pracę, nie oznacza, że nie jesteś zaradny życiowo. Czasem tylko trzeba pozwolić sobie pomóc. Pójść do urzędu pracy albo do doradcy zawodowego... Albo pomyśleć o jakimś kursie finansowanym przez UE. Teraz jest dużo różnych kursów w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Po prostu, brak pracy albo wykonywanie nielubianego zawodu interpretuje się jako kolejną porażkę, która trafia do koszyka po tytułem "Moje niepowiedzenia", które dodatkowo napędzają niskie poczucie własnej wartości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

skrajnie niska samoocena- przyczyny i skutki

 

Mam bardzo niską samooceną i to odkąd pamiętam. Zawsze czułem się gorszy od innych, mniej zaradny, niezadowolony z siebie że nie jestem dostatecznie dobry. Z roku na rok jest coraz gorzej bo o ile kiedyś moja ocena może i była nieadekwatna do rzeczywistości ale teraz w wieku ponad 30 lat nie znam tak beznadziejnego człowieka jak ja który nic w życiu nie osiągnął. Nigdy w życiu legalnie nie pracowałem, nie mam prawa jazdy, żadnych konkretnych umiejętności czy fachu. Co najgorsze nawet na tym mi nie zależy żeby coś osiągnąć, jestem totalnie zrezygnowany z góry uważam że do niczego się nie nadaję i nie podejmuje żadnych działań zaradczych.

 

Moją przyszłość widzę tylko w czarnych kolorach albo samobójstwo, bezdomność, zakład psychiatryczny w najlepszym wypadku zamiatanie ulic czy kopanie rowów. Ciągle wydaję mi się że inny są ode mnie mądrzejsi, zaradniejsi, śmielsi, pracowitsi itd a ja jestem jakimś totalnym nieudacznikiem którego powinno się profilaktycznie wybić dla dobra społeczeństwa.

Nawet najprostsze rzeczy jak zawiązanie sznurowadeł, wbicie gwoździa, usmażenie jajek mi nie wychodzą, gdy pracowałem na budowie to ciągle ze mnie się nabijali i mówili że mózgu nie mam. Gdy sprzątałem na budowie robili mi ciągle instruktarze prawidłowego zamiatania, nigdy nie dawano mi niczego choć trochę bardziej skomplikowanego bo wiedzieli że to spieprzę doszedłem do wniosku że większych debili ode mnie na świecie nie ma.

 

Według tego co przeczytałem niska samoocena wynika często z zbyt dużych wymagań rodziców u mnie to odpada bo nigdy ode mnie dużo nie wymagali, chyba mniej niż większość rodziców. Nie pochodzę też z jakiejś dysfunkcyjnej czy nadużywającej alkoholu rodziny czyli powinienem być w miarę normalny. W szkole też nie miałem problemów, przynajmniej z nauką gorzej z rówieśnikami, którzy często się ze mnie naśmiewali. Nie jestem też ani brzydki, gruby, poważnie chory a mimo to mam uważam że jestem totalnym zerem.

 

Przyczyną mojej niskiej samooceny jest nadmierny perfekcjonizm chce być ze wszystkim najlepszy ale wiem że nie mogę i rezygnuję z robienia czegokolwiek z obawą przed zawiedzeniem się. Dodatkowo jestem nadwrażliwy na krytykę innych i ogólnie oczekiwania społeczne. Gdy porównuje się innymi ludźmi w moim wieku to ogarnia mnie przeogromny wstyd, urwałem większość moich znajomości, świadomie ich unikam bo wstydzę się siebie że jestem gorszy od innych. Boję się pytań typu co robisz, jakie plany na przyszłość itp bo wiem że będę się musiał tłumaczyć i czuć niekomfortowo.

 

Czasami idąc ulicą wydaję mi się że ludzie się ze mnie naśmiewają, obgadują, staram się unikać dalszej rodziny czy miejsc gdzie mogą być jacyś starzy znajomi bo wydaję mi się że stanę się dla nich obiektem drwin i męczących mnie pytań.

Wiem że zamiast żalić się na forum powinienem wziąśc się do roboty ale nie mam ochoty czekam na jakiś cud w który nawet nie wierze że nadejdzie.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czesc znam ten bol..tez staram sie byc perfekcjonista...we wszystkim.:utrudniam tym życie sobie moim pracownikom..wymagajac zbyt duzo od siebie przede wszystkim..Katujac sie tak ze pracuje za dwoch..zawsze musze najlepiej,najdokładniej place za to zdrowiem,jestem wykonczony...zmeczony..i niestety porownuje się z innymi.Zawsze wypadajac gorzej..Moje dziecinstwo to dom dziecka wiec to wiele tłumaczy...na terapii z tym walczę ...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciekawa sprawa. Ja mam podobnie z samooceną. Z tą tylko różnica, że jakoś od biedy radziłem sobie zawodowo. Skromnie i nędznie, ale coś tam było. Lecz poza tym.......mniej więcej się zgadza. I też nie miałem traumatycznego dzieciństwa, ojca alkoholika czy nawet dręczącej matki. Nikt nie stawiał wobec mnie celów niemożliwych do osiągnięcia, nikt nie miał wygórowanych oczekiwań. Samoocenę wyhodowałem sobie ja sam - patrząc na to jak sobie radzę w szkole, na uczelni czy ogólnie w życiu.

I była ona taka od dzieciństwa. Trudno zresztą by była inna skoro zawsze słabo sobie radziłem z nauką i nie miałem żadnych uzdolnień. Ja uważam że może moja samoocena jest niska, ale jednocześnie odpowiednia do moich możliwości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, Nadopiekuńczość rodziców też jest częstym błędem wychowawczym.

Rodzice często wyręczają dzieci nie wyposażając je w umiejętności radzenia sobie w dorosłym życiu. I to się tyczy wielu aspektów:począwszy od wbijania przysłowiowego gwoździa, skończywszy na pracy jako źródle utrzymania.

Szeroki temat.

Dlaczego nie pójdziesz na terapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, niska samoocena nie zasadza się tylko i wyłącznie na patologiach w rodzinie, np. alkoholizmie, apodyktycznej matce czy wygórowanych rodzicielskich wymaganiach. Jak słusznie zauważyła Monika1974, czasem niestawianie wymagań przez rodziców też jest błędem. Zacząłeś stawiać sobie w końcu te wymagania sam, ale za to stałeś się dla siebie zbyt wymagający i zbyt samokrytyczny, stąd perfekcjonizm i poczucie niedorastania do ideału. Po co tłumaczyć się innym ze swojego życia? Po co porównywać się z innymi? To tylko utwierdza Cię w przekonaniu, że nie nadajesz się do niczego. A to nieprawda! Być może "kluczem" do twojego niskiego poczucia własnej wartości są faktycznie nadopiekuńczy rodzice, o których możesz przeczytać tutaj: http://portal.abczdrowie.pl/nadopiekunczy-rodzice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dlaczego nie pójdziesz na terapię?

chodziłem ale zaprzestałem. Jakoś rezultaty mnie nie zadawalały pewnie za krótko chodziłem poza tym to kosztuje a ja mam problemy z ubezpieczeniem zdrowotnym(wynikające z problemami z urzędem pracy) i za darmo nie da rady. A na terapii to głównie temat moich relacji z matką był wałkowany że powinienem się od niej odciąć i mieć własne zdanie.

Ogólnie co do moich nadopiekuńczych rodziców a w zasadzie to rodzica matki bo ojciec praktycznie nigdy nie ingerował w moje wychowanie to macie racje. Przez to że wychowywała mnie głownie matka jestem mało męski i nie umiem tych wszystkich typowych męskich rzeczy robić typu wbijanie gwoździ, boje się elektryki, gazu, obsługi urządzeń i pojazdów i robiąc później na budowie byłem przedmiotem drwin.

Poza tym żyłem prawie 5 lat z dala od rodziców, Polski samodzielnie się utrzymywałem.

Początkowo cieszyła mnie wolność i własne pieniądze ale z biegiem czasu mój nastrój coraz bardziej siadał uczepiłem się jednej dołującej mnie psychicznie pracy i nie potrafiłem jej zmienić mimo że jej nie lubiłem i niektórzy traktowali mnie tam jak śmiecia. Coraz bardziej zaczynałem wszystko zaniedbywać potraciłem spore pieniądze (jak na polskie standardy) olewałem wszelkie formalności przez co nie mam żadnego legalnego stażu pracy, ścigają mnie mnie różne instytucje i ogólnie wszystko zaczęło mnie przerastać a ja nic z tym nie robiłem oprócz zalewania tego alkoholem. Powróciłem do Polski i rodziców w kiepskim stanie psychicznym, utwierdzony w swoim nieudacznictwie i jakoś nic mi się nie poprawia tylko problemy się zmieniły trochę.

Po co tłumaczyć się innym ze swojego życia? Po co porównywać się z innymi? To tylko utwierdza Cię w przekonaniu, że nie nadajesz się do niczego.

No niby wiem że nie powinienem tego robić ale nie potrafię się temu przeciwstawić ciągle się porównuje z innymi i wypadam blado mój świat się składa z samych porównań z ludzi lepszych i gorszych a ja jestem najgorszy. Czasami myślę że powinienem przystać do jakiś pijaczków i kloszardów żeby się nie dołować w porównywaniu z otoczeniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czasami myślę że powinienem przystać do jakiś pijaczków i kloszardów żeby się nie dołować w porównywaniu z otoczeniem.

To na pewno nie jest wyjście z sytuacji. Fakt, że koncentrujesz się tylko na tym, co negatywne w Twoim życiu wynika z mechanizmu samospełniającego się proroctwa. Psychologowie zwracają uwagę na przyczynową rolę samooceny. Co to znaczy? Oznacza to, że samoocena działa jak samospełniające się proroctwo. Kiedy człowiek ma niską samoocenę, wykazuje tendencje do zaniżania prawdopodobieństwa odniesienia sukcesu, nie wierzy we własne możliwości, co przekłada się na mniejsze zaangażowanie i mniejszy wysiłek podczas wykonywania zadań, faktycznie prowadząc do spadku uzyskiwanych wyników oraz potwierdzając i tak już niską samoocenę. Zatem niskie poczucie własnej wartości zaczyna korespondować z innymi „złymi” aspektami osobowości i funkcjonowania społecznego, choć korelacje te są dość słabe i dodatkowo komplikowane innymi zmiennymi. Zatem niska samoocena idzie często w parze z nieśmiałością, niezdecydowaniem, alienacją, samotnictwem, brakiem przyjaciół, spadkiem nastroju itp. Osoby z niską samooceną nie stawiają sobie żadnych ambitnych celów lub formułują zadania powyżej własnych możliwości. Są bierni, wycofują się z nowych zadań z obawy przed porażką. Bardzo mocno reagują na krytykę - albo są agresywni, albo usprawiedliwiają się, a potem popadają w przygnębienie. Są podejrzliwi wobec ludzi, nieufni, nadmiernie koncentrują się na swoich wadach i słabościach, a deprecjonują sukcesy i zalety. Wykazują minimalistyczną postawę wobec życia, bo się boją, że coś się nie uda. carlosbueno, najlepiej, byś kontynuował terapię, bo obawiam się, że sam sobie nie poradzisz, a próba rozwiązywania problemów za pomocą alkoholu może tylko spiętrzyć problemy, ale na pewno niczego nie rozwiąże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Boję się pytań typu co robisz, jakie plany na przyszłość itp bo wiem że będę się musiał tłumaczyć i czuć niekomfortowo.

okropne pytanie

Ja myślałam,że jak pójdę do szkoły to będę miała się czym pochwalić,a teraz i tak nie mówię bo to tylko szkoła policealna,a nie studia i tak jest ze wszystkim.

 

carlosbuenoa ja Cię polubiłam jak się spotkaliśmy bo tu na forum trudno Cie poznać bo mało się udzielasz.Urzekła mnie Twoja nieśmiałość to zn. cichy,zamyślony przez to bardziej intrygujący. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ciekawa sprawa. Ja mam podobnie z samooceną. Z tą tylko różnica, że jakoś od biedy radziłem sobie zawodowo. Skromnie i nędznie, ale coś tam było. Lecz poza tym.......mniej więcej się zgadza. I też nie miałem traumatycznego dzieciństwa, ojca alkoholika czy nawet dręczącej matki. Nikt nie stawiał wobec mnie celów niemożliwych do osiągnięcia, nikt nie miał wygórowanych oczekiwań. Samoocenę wyhodowałem sobie ja sam - patrząc na to jak sobie radzę w szkole, na uczelni czy ogólnie w życiu.

I była ona taka od dzieciństwa. Trudno zresztą by była inna skoro zawsze słabo sobie radziłem z nauką i nie miałem żadnych uzdolnień. Ja uważam że może moja samoocena jest niska, ale jednocześnie odpowiednia do moich możliwości.

 

Ja z nauką radziłem se nie najgorzej z wyjątkiem matematyki i pokrewnych a mimo to miałem niską samoocenę bo inni byli lepsi, bardziej kontaktowi a ja od dzieciństwa byłem przedmiotem drwin szczególnie wśród chłopaków bo nie oddawałem jak mnie bili, poniżali itd. Później jak wyrosłem to już mnie nie bili ale i tak czułem się gorszy bo byłem nieśmiały zwłaszcza w stosunku do dziewczyn, małomówny, tchórzliwy itd. Wielu nauczycieli pokładało we mnie nadzieje bo byłem taki porządny opanowany, poważny, zdolny i nie spełniłem pokładanych nadziei do dziś się boje ich spotkać, czy mówić o sobie to samo dotyczy "kolegów" z klasy.

Też nie mam żadnych uzdolnień chyba że jakieś zupełnie niepraktyczne, mam 2 lewe ręce, rozwalam wszystko czego się tknę i jeszcze niczego nigdy nie naprawiłem. W domu, w pracy ciągle po mnie się poprawia, powtarza jak co należy robić a ja mimo to mam problemy z najprostszymi rzeczami cierpię chyba na jakąś dysmanualie czy dystechnikalie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, wydaje mi się, że w Twoim przypadku problem nie tylko dotyczy niskiego poczucia własnej wartości, co dodatkowo samoodtrącenia. Samoodtrącenie oznacza poczucie bycia niedostatecznie dobrym, niezasługującym na miłość własną i innych ludzi. Powodem samoodtrącenia może być autokratyczny model wychowania, konieczność zasługiwania na opiekę ze strony rodziców, brak otwartości, zawód miłosny, brak akceptacji ze strony rówieśników albo niesprostanie stawianym sobie wymaganiom. Źródłem braku akceptacji własnej osoby mogą być również doświadczenia w późniejszym życiu, np. niezrozumienie ze strony kolegów (wyśmiewanie się, bicie, przezywanie, poniżanie itp.), zawód miłosny, śmierć kogoś bliskiego, trudności w nauce, stawianie sobie nierealistycznych celów czy znaczna rozbieżność między „Ja realnym” a „Ja idealnym”. Samoodtrącenie uniemożliwia bycie człowiekiem samorealizującym się, autonomicznym, niezależnym i wewnątrzsterownym. Niskie poczucie własnej wartości, które towarzyszy samoodrzuceniu, stanowi źródło bólu, cierpienia i braku satysfakcji z życia. Myślę, że w takim przypadku najlepiej udać się po profesjonalną pomoc psychologiczną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

samoodtrącenie - kolejne schorzenie do kolekcji. Przeczytałem o tym samoodtrącaniu na ABC... i rzeczywiście spełniam wszystkie kryteria tylko że większości przyczyn mających doprowadzić do tego nie doświadczyłem. W rodzinie to właściwie tylko niekorzystne porównywanie mnie z innymi to doświadczałem ale to w wieku dorosłym bardziej niż dzieciństwie. U mnie to raczej szkoła zwłaszcza podstawowa to spowodowała nigdy nie miałem właściwych relacji z rówieśnikami( wyśmiewanie, oszukiwanie, przezywanie itd) i później praca. W moich koszmarach nie pojawiają się rodzice tylko dawni "koledzy" z klasy i moi nielubiani szefowie także zniszczyło mnie otoczenie a nie rodzina ale najbardziej to ja sam swoim skrajnym pesymizmem i samokrtycyzmem

Najgorsze jest to że nie wierze że psychoterapia jest mi w stanie pomóc z góry zakładam że się nie uda widzę same negatywy i jak tu się terapeutyzowac skutecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, samoodtrącenie nie jest jakimś schorzeniem, które zostało sklasyfikowane w ICD-10. To po prostu syndrom objawów bardzo mocno skontaminowany z niską samooceną i pesymizmem, które są Twoim udziałem. Bardzo prawdopodobne, że niskie poczucie własnej wartości wynika u Ciebie z zaburzonych relacji z rówieśnikami, którzy zaszczepili w Tobie przekonanie, że jesteś do niczego, oraz ze złych relacji z pracodawcami. Nie możesz jednak zakładać, że psychoterapia Ci nie pomoże. Sam sobie nie pomożesz, bo nie zdołasz z dnia na dzień zmienić przekonań na własny temat i stosunku emocjonalnego do własnej osoby. Praca nad skrajnie niską samooceną wymaga często długotrwałej pracy. Nic samo się nie zmieni, niestety...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam problemy z długotrwałą pracą bo chce widzieć efekty od razu a jak nie to szybko się załamuje i utwierdzam że jestem do niczego. Wiem że to błędne podejście ale brak mi cierpliwości i to odnosi się wszystkich sfer życia wszystko chciał bym od razu umieć a niestety to tak nie jest a ja zamiast pracować nad sobą rozwijać to pogrążam się, uważam że do niczego się nie nadaje i użalam się nad swoim tragicznym losem.

Moje złe doświadczenia z rówieśnikami, kolegami spowodowały że jestem nieufny wobec ludzi, mam trudności z nawiązaniem jakiejś bliższej relacji a złe doświadczenia z pracy powodują że nie mam ochoty jej teraz szukać bo wydaje mi się że będę wszędzie wykorzystywany, że będą się ze mnie nabijać że nic nie potrafię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, Twój sposób myślenia to właśnie takie zasupłanie się w niskiej samoocenie, która sama się napędza. Wiesz, że masz niskie poczucie własnej wartości, nawet umiesz mniej więcej zidentyfikować potencjalne źródło swoich problemów, chcesz nad tym pracować, podjąć psychoterapię, ale w przypadku braku natychmiastowych efektów zarzucasz sobie, że jesteś do niczego, czyli wracasz do punktu wyjścia.

 

carlosbueno, dużo u Ciebie błędów logicznych w myśleniu, które prowadzą do pogorszenia się Twojego samopoczucia i niewiary we własne możliwości. Wśród tych błędów daje się zauważyć:

1) arbitralne wnioskowanie - polega na wyciąganiu wniosku w sytuacji niewielkiej liczby lub braku przesłanek,

2) selektywną uwagę - skupianie się na jednym nieistotnym szczególe przy jednoczesnym ignorowaniu ważniejszych elementów sytuacji,

3) nadmierną generalizację - wyciąganie na podstawie pojedynczych zdarzeń ogólnych wniosków na temat swojej jakości pracy czy zdolności,

4) wyolbrzymianie i pomniejszanie - błędy oceny - drobne przykrości i porażki są wyolbrzymiane, natomiast znaczące wydarzenia pozytywne są minimalizowane,

5) personalizację - błędne przypisywanie sobie odpowiedzialności za negatywne zdarzenia, zachodzące w najbliższym otoczeniu i świecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Logika nigdy nie była moją dobrą stroną. Z tymi błędami logicznymi zgadzam się( może poza personalizacją) jestem ich świadomy przynajmniej w części, ale mój pesymizm i nienawiść do siebie żywi się tymi nielogicznymi przesłankami, muszę se jakoś tłumaczyć i usprawiedliwiać moją sytuacje życiową. Łatwiej mi jest powiedzieć że nie nadaję się do pracy niż ją zacząć szukać to samo dotyczy związków, przyjaźni itp.

Wygodniej mi jest powiedzieć że do niczego się nie nadaje niż zacząć coś robić żeby się poprawić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łatwiej mi jest powiedzieć że nie nadaję się do pracy niż ją zacząć szukać to samo dotyczy związków, przyjaźni itp. Wygodniej mi jest powiedzieć że do niczego się nie nadaje niż zacząć coś robić żeby się poprawić.

 

Wiadomo, że wygodniej jest narzekać i uskarżać się na siebie niż zacząć działać. Niestety, bycie biernym do niczego konstruktywnego nie zaprowadzi. Nie wystarczy biadolić, trzeba zmienić swoją sytuację, kiedy nie jest się z niej zadowolonym. To trochę wygląda tak, jakbyś mówił: "Ale mam beznadziejne położenie", ale nie robił nic żeby to położenie zmienić. Od samego stwierdzenia, że jest kiepsko, nic się nie zmieni. Samo się nic nie robi. Trzeba zacząć działać, żeby się przekonać o efektach. Narzekanie i założenie rąk nie sprawi, że sytuacja sama się rozwiąże. Trzeba brać życie we własne ręce, a nie oczekiwać, że inni za nas przeżyją nasze życie. Owszem, to wygodne, ale niezdrowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego muszę się wynieść od rodziców wtedy będę coś musiał zrobić bo czekanie na motywacje nic nie daje. Mnie jako dystymika zadowalającego się byle egzystencją tylko jakieś warunki zewn. zagrażające mojej egzystencji są w stanie zmobilizować mnie do działania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×