Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
franek100

Nerwica Natrectw a Katolicyzm

Rekomendowane odpowiedzi

dzien dobry nazywam sie franek od  prawie 6 lat choruje na nerwice natrectw istny koszmar i pieklo najbardziej meczyly mnie mysli bluzniercze i przeklinajace na temat Boga , jestem bardzo wierzacym czlowiekiem dlatego to jeszcze bardziej wzmagalo natrectwa pewnego dnia postanowilem ze bede katolikiem "odpoczywajacym" to znaczy nie bede wogole praktykowal niczego z kk i nie bede myslal o Bogu  po prostu wierzyl i okazalo sie ze natrectwa na Boga praktycznie calkowicie zniknely , nadal zmagam sie z nerwica ale jest owiele lzej bez tych natrectw , moja rada dla osob wierzacych i cierpiacych na NN zrobcie podobnie do mnie a bedzie o wiele lzej i natrectwa znikna , do tego psychoterapia bechawioralno poznawcza i moze wyjdziecie z tego calkowicie pozdrawiam 

Edytowane przez franek100

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pewna dziewczyna ponoc wyzdrowiala z nn poprzez ignorowanie ale ona miala podobno natrectwa na punkcie mycia rak itp 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam natręctwa związane z religią od ponad 10 lat. Nie pamiętam, ile razy w życiu chodziłem do spowiedzi generalnej. Mam skłonności do skrupulantyzmu. Czasem pojawią się jakieś bluźniercze, wulgarne pokusy.

Około 10 lat temu dużo się modliłem, ktoś mógłby powiedzieć, że niektóre z modlitw były z powodu natręctw, ale nie uważam, że tak musiało być.

Mam od kilku lat lęk przed wieprzowiną, dotykaniem jej, kontaktem z tym, co dotykało świńskiego mięsa, wieprzowina jest zakazana w Starym Testamencie i w islamie, ale nie w katolicyzmie, mimo tego i tak mam lęk przed nią. Mam pokusy mówiące, że Prawo Mojżeszowe nadal obowiązuje albo że islam jest prawdziwy, że Koran jest słowem Boga. Mogę mieć wątpliwości co do prawdziwości wyznawanej religii katolickiej. Myśl o tym, że Prawo Mojżeszowe dalej obowiązuje, towarzyszy mi może od około 10 lat. Myśli o tym, że może islam jest prawdziwy, mam chyba od około 2012 roku.

Bardzo się męczę z pokusami. Nie chcę, aby ktokolwiek miał grzech śmiertelny na sumieniu i popełniał go. Wierzę, że wolą Najwyższego było, aby żadna istota nie zgrzeszyła. Gdyby nie było grzechu, nie byłoby chorób fizycznych i zaburzeń psychicznych.

Wielkim problemem jest dla mnie przyjmowanie sakramentów - Eucharystii i pokuty. Trudniejsze od wyznawania grzechów, które dla wielu są wstydliwe jest dla mnie ogarnięcie moich grzechów, na spowiedziach raczej od dawna przesadzałem z ciężkością moich grzechów czy ich liczbą, bo boję się, że spowiedź nie będzie ważna, stanie się świętokradzka. Nie chcę, aby świętokradztwo w ogóle było popełniane.

W ostatnim czasie miałem bardzo dużo natręctw związanych z przysięganiem. Zwłaszcza przysięganiem Allahowi (w mojej psychice jest podejrzenie, że Koran jest prawdziwy), zdarzało mi się to bardzo często, ale były też przysięgi składane tak po prostu. Przysięgałem na przykład jakoś tak (niekoniecznie ustami, mogło być też w myślach): przysięgam szczerze, solennie, z całego serca, po trylion razy nieodwołalnie, po trylion razy nieodwracalnie, po trylion razy to wszystko, po trylion razy ostatnia szansa, po trylion razy wtedy, tylko wtedy i naprawdę, prawdziwie tylko wtedy, że przejdę obydwoma stopami na ten kafelek na chodniku (nie jest to to, co dosłownie powiedziałem). 

Pewien ksiądz chyba w 2014 roku powiedział, że bardzo możliwe, że nigdy nie będę zdolny do małżeństwa i że bardzo możliwe, że osoba taka jak ja nie może popełnić świętokradztwa, ksiądz ten stwierdził też, że należy mi się zasiłek pielęgnacyjny. Inny ksiądz, któy był moim w miarę stałym spowiednikiem, stwierdził, że nie mogę popełnić grzechu ciężkiego, bo jestem na tyle chory. Z tych wypowiedzi można wyciągnąć wniosek, że jestem bardzo poważnie zaburzony psychicznie i że nie nadaję się do małżeństwa i rodzicielstwa (a jest, niestety, u mnie "potrzeba" związku romantycznego, ckliwości z żoną).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość LanaBanana
W dniu 2.11.2018 o 16:42, franek100 napisał:

dzien dobry nazywam sie franek od  prawie 6 lat choruje na nerwice natrectw istny koszmar i pieklo najbardziej meczyly mnie mysli bluzniercze i przeklinajace na temat Boga , jestem bardzo wierzacym czlowiekiem dlatego to jeszcze bardziej wzmagalo natrectwa pewnego dnia postanowilem ze bede katolikiem "odpoczywajacym" to znaczy nie bede wogole praktykowal niczego z kk i nie bede myslal o Bogu  po prostu wierzyl i okazalo sie ze natrectwa na Boga praktycznie calkowicie zniknely , nadal zmagam sie z nerwica ale jest owiele lzej bez tych natrectw , moja rada dla osob wierzacych i cierpiacych na NN zrobcie podobnie do mnie a bedzie o wiele lzej i natrectwa znikna , do tego psychoterapia bechawioralno poznawcza i moze wyjdziecie z tego calkowicie pozdrawiam 

Ponad 15lat zajęło mi zmaganie się z nerwicą natręctw na punkcie religii. Poprawę zaobserwowałam dopiero, gdy odstawiłam religię na bok. Nie twierdzę, że powinieneś przestać wierzyć - wiara ma też swoje plusy. Polecam spotkać się z zakonnikami, kiedyś bardzo mi pomogli jeśli chodzi o zmianę spojrzenia na wiarę (z domu wyniosłam obraz bardzo surowego boga).

Na natręctwa nadal cierpię, co prawda w innej formie, ale mniej przerazającej dla mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie chcę stracić łaski uświęcającej przez natręctwa. Nie chcę grzeszyć. Mam dużo trudności w wierze. Szczególnie doskwierają mi natręctwa związane z przysięganiem. Nie zamierzam odstawiać religii na bok. Nie chcę zostać heretykiem, może pojawić się pokusa, aby odrzucić "niewygodne" prawdy wiary albo zmienić religię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałam napisać, że przez 10 lat towarzyszył mi problem takich myśli. Było to tak silne że zdarzyło mi się nie iść do komunii tuż po spowiedzi, bo pojawiła się taka czy inna myśl, co wywoływało we mnie ogromne poczucie winy. To było koszmarne 10 lat, już myślałam że przyjdzie mi tak umrzeć, w stanie wiecznej winy i niepokoju. Od jakiegoś roku to zniknęło...wzięło się to stąd, że za zachętą kierownika duchowego zaczęłam chodzić codziennie na mszę św i przyjmować Eucharystię, przy regularnych spowiedziach i adoracjach w miarę możliwości. Szkaplerz s. Michała Archanioła pomógł mi w przełamaniu lęku przed spowiedziami. Myśli odeszły, a ich miejsce zajął pokój. 10 lat zmagania, dwa lata codziennych Eucharystii i sam Pan mnie uwolnił. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy komuś z Was udało się uporać z nerwicą związaną z religią bez odrzucenia Boga i bez przesadnego zbliżenia się w Jego kierunku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja już dawno stałem się niepraktykującym poganinem.I nie mam nerwicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Temat mnie zaciekawił. Jako zbuntowany katolik przewiduję, że ta religia może mieć złe skutki. Gdyby była taka dobra, to pewnie właśnie bym się modlił a nie pisał na jakimś forum.

Sam miałem kiedyś natrętne myśli na tle religijnym. Zasada jest ta sama, że stanie się coś złego. Z reguły chyba o to chodzi. O jakąś niewiadomą, o jakieś tajemnicze zło. Czyste zło, że tak powiem. To trochę lęk przed nieznanym. Można to chyba jakoś oswoić. Czasem się zastanawiam czy są jakieś limity poznania ludzkiego. Jak daleko sięga niewiadoma. Czy to jedyny świat, ten w którym żyją ludzie? Czy jest coś o czym nie śniło się filozofom? To trochę może pomóc. Ta poznawalność świata. Lęk przed nieznanym to często zjawisko. No bo w ciemności może się czaić wszystko. 

 

Wracając do wiary. Kościół lubi straszyć terminem okultyzmu. To jest takie złe, że nawet lepiej nie wiedzieć o co w tym chodzi. Czytanie o okultyzmie to już jakieś zagrożenie. To już budzi jakiś lęk. Jakaś tajemnica. Jakiś szatan, demon, zjawiska nadprzyrodzone i niewyjaśnione. Znów ta ciemność, ten mrok. 

 

Odnośnie natręctw, miałem kiedyś takie, że jeśli wypowiem słowa: chcę być opętany, albo chcę trafić do piekła, to stanie się jakieś wielkie zło. Takie słowa zakazane. A te natręctwa tak działają. Nie chcesz tego pomyśleć, no i dlatego właśnie zaczynasz to myśleć. To tak działa. Nie da się nie myśleć o czymś. Ponoć w hipnozie nie stosuje się zaprzeczeń bo umysł lepiej rozumie zdania oznajmujące. 

 

No i ta cała kara boża, szatan, grzech, zło. To jest jakieś takie szalone i irracjonalnie. Dobrze, że w katolicyzmie Bóg jest miłością. Zawsze się można pocieszyć, że nas nie ukarze tylko będzie wyrozumiały. 

 

A od religii trudno uciec. Można przestać praktykować, ale ta wiara i tak ciągle tam siedzi. Ja bym chciał żyć ateistycznie, tu i teraz. Niestety zaraz się ukazuje ta tajemnica życia i ta cała nadprzyrodzona otoczka. 

Edytowane przez naftan_limes

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.04.2020 o 22:13, Atmena napisał:

Chciałam napisać, że przez 10 lat towarzyszył mi problem takich myśli. Było to tak silne że zdarzyło mi się nie iść do komunii tuż po spowiedzi, bo pojawiła się taka czy inna myśl, co wywoływało we mnie ogromne poczucie winy. To było koszmarne 10 lat, już myślałam że przyjdzie mi tak umrzeć, w stanie wiecznej winy i niepokoju. Od jakiegoś roku to zniknęło...wzięło się to stąd, że za zachętą kierownika duchowego zaczęłam chodzić codziennie na mszę św i przyjmować Eucharystię, przy regularnych spowiedziach i adoracjach w miarę możliwości. Szkaplerz s. Michała Archanioła pomógł mi w przełamaniu lęku przed spowiedziami. Myśli odeszły, a ich miejsce zajął pokój. 10 lat zmagania, dwa lata codziennych Eucharystii i sam Pan mnie uwolnił. 

To miłe czytać o czymś takim. Udało Ci się. Ja niestety jestem w gorszej sytuacji, jeśli chodzi o praktyki religijne (w chwili obecnej). Dawniej nieraz modliłem się przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, na klęcząco, nie chcę się tu chwalić, ale informuję o faktach. 

 

Po tym, czego się naczytałem od monoteistów, mam Wielki Zamęt. Straszą wiecznym potępieniem, męczarnią bez końca różne religie, np. sedewakantyzm (herezja czy przynajmniej schizma wobec katolicyzmu? zwykle są to rygorystyczni ludzie, mający restrykcyjną wizję zbawienia w niejednym przypadku) czy islam (moja psychika jest jakby przekonana do Koranu pomimo bycia katolikiem przez ukryte cuda Koranu, związane z jego oryginalnym tekstem, zwłaszcza liczbowe i literowe). 

 

07.05.2020 byłem u spowiedzi i Komunii. Do spowiedzi zbyt długo się nie przygotowywałem, ale przed nią wiele razy modliłem się o dobrą spowiedź w różne dni, przez wiele dni, tygodni. Wcześniejszą spowiedź odbyłem w połowie sierpnia 2019 (prawie 9 miesięcy wcześniej). W dorosłości nie miałem tak dużej przerwy od spowiedzi jak ta od VIII 2019 do V 2020. Mam duży problem z ogarnięciem moich grzechów. "Boję się", że grzechem (śmiertelnym czy chociaż powszednim) jest słuchanie pewnej muzyki (często bez tekstu), oglądanie sportu (zwłaszcza rozgrywanego w niedzielę). Na dobę odmawiam średnio dwa pacierze po ok. 1,5 min każdy (kilka modlitw: Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Wierzę w Boga, Dziesięć przykazań, Dwa przykazania miłości, Aniele Boży stróżu mój... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×