Czuję się, jakby ortodoksyjny katolicyzm rzucił mi kłody pod nogi w postaci wymogu rachunku sumienia, "biurokratycznych i buchalteryjnych przepisów", których "nie da się ogarnąć" i które stanowią "znakomite paliwo dla nerwicy natręctw".
"Wykładam się" na rachunku sumienia, jeśli chodzi o praktykowanie katolicyzmu Wciąż nie byłem u spowiedzi i komunii
Mam problemy z patrzeniem się na kobiety z ciekawości czy dla słodyczy Mam dość wyraźną otyłość Biorę pięć leków psychiatrycznych na dobę (w różnych dawkach).