Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy miłość/zakochanie pomaga w depresji?


arminn

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałabym żeby ktoś mnie kochał, ale też trochę się tego boje...Mam niską samoocenę i czasami zastanawiam się, czy w ogóle ktoś byłby w stanie mnie pokochać.

 

Mimo wszystko czasami w ciężkich stanach jest we mnie ogromna potrzeba miłości

 

Może nie całkiem odmówić, tylko że nie wiem, czy to dobre w moim przypadku...Zresztą poznanie dzisiaj kogoś wyrozumiałego, kogoś kto pokocha Ciebie takim jakim jesteś (czyli w chorobie również!) wydaję się trudne :-| No, ale właśnie jak pisałam wyżej człowiek nie jest w stanie zahamować w sobie potrzeby miłości.

 

Mam identyczne odczucia, choć wiem że miłość i wsparcie tej drugiej osoby nie rozwiązałyby moich problemów, mimo to wolałbym teraz mieć kogoś przy sobie, samotność boli podwójnie gdy spadamy na dno. Czasem oszukuję się że miałbym dla kogo się starać i walczyć gdy przestaje mi już zależeć na sobie, ale pewnie w rzeczywistości by tak nie było. Nie pomaga fakt że leci mi już 7 rok walki z depresją i nerwicą i końca nie widać, do tego samoocena leży gdzieś pod poziomem dna, w takim stanie ciężko uwierzyć żebym jakimś cudem znalazł drugą połówkę, więc nawet staram się nie rozmyślać nad tym tematem.

 

Ciężko sprawić żeby nas ktoś pokochał, gdy przynajmniej sami nie lubimy siebie.

You are res­ponsib­le, fo­rever, for what you ha­ve ta­med.

I am by myself, hidden in the shadow of life, you cannot see, acknowledge that there is a me.
These are my walls, this is my shelter, build it by myself, didn´t let nobody help me.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem nie warto szukać na siłę, .....

 

Co to znaczy "na siłę"?

 

 

Chodziło mi o to, aby nie szukać desperacko miłości i aby nie zakochiwać się w pierwszej lepszej napotkanej osobie... (mam taką znajomą, może nie ma depresji, ale coś z nią w kwestii związków jest nie tak).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie pomaga. Kiedyś mi się wydawało, że tak, ale to było przed terapią. Wydawało mi się, że jeśli tylko mnie ktoś pokocha wszystkie moje problemy znikną. Ale to nie prawda. Ja się po prostu chciałam przeglądać w czyimś zachwycie i sądziłam, że to mi wystarczy. No nie wystarczy. Teraz patrzę realnie na swoje odbicie w lustrze i to co widzę mnie nie zachwyca, chociaż mam teoretycznie ten zachwyt drugiej osoby, który ma znaczenie, to jasne, ale z punktu widzenia mojej osoby dla mnie ma znaczenie marginalne. Ważne jest to jak ja siebie widzę, a nie to jak widzą mnie inni. Ludziom potrzebna jest akceptacja innych, a mnie już nie. Wciąż nie do końca czuję się dobrze, ale doświadczenie nauczyło mnie żeby nigdy nie ufać na 100%, podchodzić do związków z dużym dystansem i nie przyzwyczajać się, to najważniejsze. Mieć świadomość, że jutro znów mogę być sama. Życie to twarda szkoła, a ludzie są najmniej pewnym punktem we wszechświecie.

______________

Wellbutrin XR 150 mg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałabym żeby ktoś mnie kochał, ale też trochę się tego boje...Mam niską samoocenę i czasami zastanawiam się, czy w ogóle ktoś byłby w stanie mnie pokochać.

 

Mimo wszystko czasami w ciężkich stanach jest we mnie ogromna potrzeba miłości

 

Może nie całkiem odmówić, tylko że nie wiem, czy to dobre w moim przypadku...Zresztą poznanie dzisiaj kogoś wyrozumiałego, kogoś kto pokocha Ciebie takim jakim jesteś (czyli w chorobie również!) wydaję się trudne :-| No, ale właśnie jak pisałam wyżej człowiek nie jest w stanie zahamować w sobie potrzeby miłości.

 

Mam identyczne odczucia, choć wiem że miłość i wsparcie tej drugiej osoby nie rozwiązałyby moich problemów, mimo to wolałbym teraz mieć kogoś przy sobie, samotność boli podwójnie gdy spadamy na dno. Czasem oszukuję się że miałbym dla kogo się starać i walczyć gdy przestaje mi już zależeć na sobie, ale pewnie w rzeczywistości by tak nie było. Nie pomaga fakt że leci mi już 7 rok walki z depresją i nerwicą i końca nie widać, do tego samoocena leży gdzieś pod poziomem dna, w takim stanie ciężko uwierzyć żebym jakimś cudem znalazł drugą połówkę, więc nawet staram się nie rozmyślać nad tym tematem.

 

Ciężko sprawić żeby nas ktoś pokochał, gdy przynajmniej sami nie lubimy siebie.

 

 

 

Fajnie, że ktoś czuje podobnie. Myślałam, że tylko ja czasem bujam w obłokach, jak to cudownie by było...Ale właśnie dochodze do wniosku, że w rzeczywistości wcale nie byłoby tak kolorowo.

Samotność jest wtedy, kiedy nie ma mnie we mnie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie do końca tak jest, że te motylki itd. i depresja przechodzi. Niestety. Ale miłość, bliskość, wsparcie drugiej osoby pomaga. Znaczy nie wiem czy znalazłbym jakiś sens życia, gdyby teraz nie było przy mnie ukochanej osoby. Pewnie nie. Jest jednak i druga strona medalu. Miewam wyrzuty sumienia, że wciągam drugą osobę w mój chory świat, przytłaczam swoimi nastrojami, niemal wyciągam z niej soki żywotne dla siebie. Wchodząc w ten związek doskonale zdawałem sobie sprawę, że moja choroba przez to nie zniknie, że nie powinienem się wiązać. wiem, że to dość egoistyczne z mojej strony, że nie potrafiłem / nie potrafię z niej zrezygnować. Chyba nie umiałbym bez niej żyć teraz. Chyba bym nie miał potrzeby życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znaczy nie wiem czy znalazłbym jakiś sens życia, gdyby teraz nie było przy mnie ukochanej osoby. Pewnie nie.

Chyba nie umiałbym bez niej żyć teraz. Chyba bym nie miał potrzeby życia.

 

Takie przypadki są piękne..

Samotność jest wtedy, kiedy nie ma mnie we mnie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie do końca tak jest, że te motylki itd. i depresja przechodzi. Niestety. Ale miłość, bliskość, wsparcie drugiej osoby pomaga. Znaczy nie wiem czy znalazłbym jakiś sens życia, gdyby teraz nie było przy mnie ukochanej osoby. Pewnie nie. Jest jednak i druga strona medalu. Miewam wyrzuty sumienia, że wciągam drugą osobę w mój chory świat, przytłaczam swoimi nastrojami, niemal wyciągam z niej soki żywotne dla siebie. Wchodząc w ten związek doskonale zdawałem sobie sprawę, że moja choroba przez to nie zniknie, że nie powinienem się wiązać. wiem, że to dość egoistyczne z mojej strony, że nie potrafiłem / nie potrafię z niej zrezygnować. Chyba nie umiałbym bez niej żyć teraz. Chyba bym nie miał potrzeby życia.

Czyli to nie miłosc a uzaleznienie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nicholas1981, no właśnie! Nie można się tak przywiązywać do nikogo. A co się stanie, jeśli Twojej pani się odwidzi? Kurna, dlatego nie chciałbym się już zakochiwać. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dobra, ja wiem, że to nie jest właściwe ani normalne. Ona też mi to mówi. Tylko co z tego wynika? No nic właśnie... Nie potrafię zmienić swojego sposobu odczuwania. A jak jej sie odwidzi i mnie zostawi to się wyloguję z życia i tyle

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na miłości nie znam się kompletnie, zakochana byłam raz i na dodatek dzisiaj nie jestem już taka pewna, ze to było zakochanie. Ale też lubię czasami udawać, że to mogłoby być prawdą, że jakbym nie była sama, miałabym więcej siły by walczyć, by się starać, bo miałabym dla kogo, że łatwiej byłoby mi się z tego wszystkiego wygrzebać. Ale myślę też, że to wszystko bajki, nie wierzę, że miłość jest lekarstwem, chociaż byłoby fajnie gdyby była.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja wierzę,że zdrowa miłość jest najlepszym lekarstwem na zranioną duszę i wszystkie te

depresje,nerwice biorą się z niedostatku lub braku tej miłości a zakochanie to naprawdę fajny stan.

 

Amen :uklon:

Samotność jest wtedy, kiedy nie ma mnie we mnie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyszło mi do głowy, że może też być odwrotnie - w sensie, że nieszczęśliwa miłość może wpędzić w depresję. Pamiętam, że po rozstaniu z narzeczoną (sto lat temu to było) nie tak prosto mi było dojść do siebie. To rozstanie było zresztą jedną z przyczyn (nie jedyną), że prawie strzeliłem samobója. No ale jestem nadwrażliwcem. Wtedy młody jeszcze byłem, ale pewnie dzisiaj w analogicznej sytuacji byłbym w stanie zrobić tak samo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miłość taka prawdziwa istnieje, ale u osób, które nie są neurotykami. Tylko takie osoby są w stanie stworzyć szczęśliwy związek i załozyć rodzine.

A jak sie jest zaburzonym/chorym, to niestety, ale gdzies ta miłość nie do końca jest spontaniczna i szczera. Często są zgrzyty i osoba zaburzona nieświadomie a czasem i świadomie chce skupiać na sobie całą uwage swojego partnera.

Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_puppy_slaughter_loc/?bZXMgjb&signup=1&cl=10010551052&v=76652

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Największą miłość można poczuć,jak się niepodziewanie zachoruje po wielu latach normalnego życia i druga osoba jest z nami na dobre i na złe.

Swoista próba związku i uczuć ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miłość taka prawdziwa ....

Czym się różni miłość "prawdziwa" od zwykłej?

 

A jak sie jest zaburzonym/chorym, to niestety, ale gdzies ta miłość nie do końca jest spontaniczna i szczera.....

A musi być spontaniczna?

Szczerym to można być w komunikacji - nie wiem jak się ma szczerość do miłości.

__regvar __no_init volatile unsigned char flags

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Czy miłość/zakochanie pomaga w depresji?" -myślę że pomaga -to tak jakby zapytać komu bardziej przyda się ciepło kominka? :

1) zmarzniętemu,

2) czy takiemu któremu jest ciepło.

 

Miłość to najpotężniejsza sprawa z jaką miałem do czynienia ! -potrafi przekraczać barierę śmierci -często nadal kochamy kogoś kogo już nie ma na tym świecie :( No ale jak coś ma tak ogromną moc to może działać też b.niszczycielsko -np : nieodwzajemniona miłość. Zgadzacie sie ze mną?

 

"A poszukiwania wpędzą w depresję, koklusz i frustrację" -z tym to jest często tak że miłość przytrafia sie sama ,przypadkowo ,bez poszukiwania :mrgreen:

 

Natomiast wydaje mi sie że DECYZJE czy spędzić resztę życia z tą osobą można podjąć sensownie dopiero po min 2 latach mieszkania razem... Dlatego najfajniej by było od razu zakochiwać sie w tych właściwych osobach ;)

 

Myślę że każda prawdziwa miłość jest jak uzależnienie /działa jak narkotyk 8)

 

TEN świat jest tak niegościnnym i pojeb__nym miejscem że bez Anioła (czyt. drugiej połówki) u boku egzystencja jest męczarnią ,jest nie do zniesienia...

 

A ja wierzę,że zdrowa miłość jest najlepszym lekarstwem na zranioną duszę i wszystkie te

depresje,nerwice biorą się z niedostatku lub braku tej miłości a zakochanie to naprawdę fajny stan.

Dokładnie.

 

:105: Cudownie mi się czytało ten wątek jak to leciało w tle:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miłość taka prawdziwa istnieje, ale u osób, które nie są neurotykami. Tylko takie osoby są w stanie stworzyć szczęśliwy związek i załozyć rodzine.

A jak sie jest zaburzonym/chorym, to niestety, ale gdzies ta miłość nie do końca jest spontaniczna i szczera. Często są zgrzyty i osoba zaburzona nieświadomie a czasem i świadomie chce skupiać na sobie całą uwage swojego partnera.

Trudno się z tym nie zgodzić ,uważam że miłość i zakochanie pomagają w depresji ponieważ zawierają ładunek pozytywnej energii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:yeah::yeah::yeah: Oczywiście, że pomaga. To cudowne uczucie. Kto nie kocha nie czuje tego zapewne. Człowiek jest pełen energii, chce mu się żyć.

"Zajmij się życiem albo umieraniem"

Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois

Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krótko: życie tak czy tak lekkie nie jest, ale razem jest "bardziej" :).

"Zaniedbuje sprawy, wkurwiający nawyk mam, byle dalej od problemów, obowiązków, oto ja! Cały czas byle jak, byle brak koncentracji, na znikających dniach ciągły brak akceptacji dla świata, który zjada mnie od środka niczym rak."

 

 

Łajz lajf...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×