Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Rudeemily

Pilnie prosimy o pomoc.. Jazda autem.

Rekomendowane odpowiedzi

Drodzy użytkownicy, jestem tu nowa i bardzo potrzebuję pomocy. Problem dotyczy mojego męża, nie bardzo wiemy gdzie znaleźć jakiekolwiek wyjście z obecnej sytuacji, a wizyta oko-w-oko z psychologiem budzi w mężu wstyd i duży dystans. A teraz krótko o problemie: Mąż posiada prawo jazdy od wielu już lat, jest wspaniałym kierowcą, nigdy nie spowodował żadnego wypadku, kolizji, nie był też uczestnikiem podobnego wydarzenia. Jednakże od jakiegoś czasu, nie potrafię dokładnie określić ile to trwa, może ok roku, dwóch lat zrodził mu się w głowie dziwny lęk. Wsiadając do auta i jadąc gdziekolwiek, bez względu czy jest to odcinek 100m czy kilkudziesięciu km, kilka razy zastanawia się czy aby na pewno nie potrącił pieszego, czy nie zahaczył nikogo cofając autem, co prowadzi do tego, że wysiada z auta, przechodzi ileś tam metrów, ogląda drogę, kładzie się i zagląda pod auto- czy nie ma tam nikogo, a najczęściej wsiadamy do auta razem i milion razy przejeżdżamy ta samą trasę potwierdzając mu że naprawdę nic złego nie zrobił. Prowadzi to do wielu stresów, wielu pieniędzy wydanych na stracone w tych zwrotnych podróżach paliwo, a także nerwów między nami. Mąż jadąc do pracy prosi mnie bym wyszła z domu i przeszła się drogą którą jechał, w celu sprawdzenia sytuacji. Jestem w ciąży, nie łatwo mi codziennie wychodzić o 7.30 z mieszkania, ale nie chcę żeby mąż czuł się samotny z problemem... Błagam, czy jest jakakolwiek racjonalna przyczyna tej fobii? Czy zna ktokolwiek z Was sposób na poprawę sytuacji? Mąż nie śpi po nocach, oddala się ode mnie i dziecka, te nerwy go wykańczają... Prosimy o pomoc!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Drodzy użytkownicy, jestem tu nowa i bardzo potrzebuję pomocy. Problem dotyczy mojego męża, nie bardzo wiemy gdzie znaleźć jakiekolwiek wyjście z obecnej sytuacji, a wizyta oko-w-oko z psychologiem budzi w mężu wstyd i duży dystans. A teraz krótko o problemie: Mąż posiada prawo jazdy od wielu już lat, jest wspaniałym kierowcą, nigdy nie spowodował żadnego wypadku, kolizji, nie był też uczestnikiem podobnego wydarzenia. Jednakże od jakiegoś czasu, nie potrafię dokładnie określić ile to trwa, może ok roku, dwóch lat zrodził mu się w głowie dziwny lęk. Wsiadając do auta i jadąc gdziekolwiek, bez względu czy jest to odcinek 100m czy kilkudziesięciu km, kilka razy zastanawia się czy aby na pewno nie potrącił pieszego, czy nie zahaczył nikogo cofając autem, co prowadzi do tego, że wysiada z auta, przechodzi ileś tam metrów, ogląda drogę, kładzie się i zagląda pod auto- czy nie ma tam nikogo, a najczęściej wsiadamy do auta razem i milion razy przejeżdżamy ta samą trasę potwierdzając mu że naprawdę nic złego nie zrobił. Prowadzi to do wielu stresów, wielu pieniędzy wydanych na stracone w tych zwrotnych podróżach paliwo, a także nerwów między nami. Mąż jadąc do pracy prosi mnie bym wyszła z domu i przeszła się drogą którą jechał, w celu sprawdzenia sytuacji. Jestem w ciąży, nie łatwo mi codziennie wychodzić o 7.30 z mieszkania, ale nie chcę żeby mąż czuł się samotny z problemem... Błagam, czy jest jakakolwiek racjonalna przyczyna tej fobii? Czy zna ktokolwiek z Was sposób na poprawę sytuacji? Mąż nie śpi po nocach, oddala się ode mnie i dziecka, te nerwy go wykańczają... Prosimy o pomoc!

Wydrukuj to i skontaktuj się z psychiatrą/psychologiem - pokaż mu to, jeśli mąż nie chce iść na pogawędki.

Nie jest to normalne i jak piszesz, musisz to być bardzo uciążliwe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest uciążliwe, jest, zarówno dla mnie, ale chyba bardziej dla niego. gdzie do pracy dojeżdża codziennie, a dodam też, że jest mechanikiem samochodowym i w pracy również jeździ autami, testując je..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi bardzo pomogła ta ksiązka, jest to mistrzowska pozycja..http://www.gwp.pl/4077,pokonac-leki-i-fobie-jak-radzic-sobie-z-niepokojem-i-napadami-paniki.html

 

Moze znjadziesz cos co moze pomóc. Nie moge Ci napisac nic więcej bo nie jestem specjalista ale daję Ci cos co pomogło wielu ludziom :) Może pomoze, spróbój. Było tam sporo o jezdżeniu samochodem, chcoiaz moze bardziej w kontekscie agorafobii.. ja jej nie mam ale mi bardzo pomogły te porady i tak.

 

A wizyty u psychologia nie ma sie co wstydzic.. nawet duzo tzw. "ludzi sukcesu" tam zagląda. Warto podnosic komfort życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mi bardzo pomogła ta ksiązka, jest to mistrzowska pozycja..http://www.gwp.pl/4077,pokonac-leki-i-fobie-jak-radzic-sobie-z-niepokojem-i-napadami-paniki.html

 

Moze znjadziesz cos co moze pomóc. Nie moge Ci napisac nic więcej bo nie jestem specjalista ale daję Ci cos co pomogło wielu ludziom :) Może pomoze, spróbój. Było tam sporo o jezdżeniu samochodem, chcoiaz moze bardziej w kontekscie agorafobii.. ja jej nie mam ale mi bardzo pomogły te porady i tak.

 

A wizyty u psychologia nie ma sie co wstydzic.. nawet duzo tzw. "ludzi sukcesu" tam zagląda. Warto podnosic komfort życia.

Bardzo dziękuję,znajdę ją gdzieś, łapię się już wszystkiego żeby mu pomóc :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jednakże od jakiegoś czasu, nie potrafię dokładnie określić ile to trwa, może ok roku, dwóch lat zrodził mu się w głowie dziwny lęk. Wsiadając do auta i jadąc gdziekolwiek, bez względu czy jest to odcinek 100m czy kilkudziesięciu km, kilka razy zastanawia się czy aby na pewno nie potrącił pieszego, czy nie zahaczył nikogo cofając autem, co prowadzi do tego, że wysiada z auta, przechodzi ileś tam metrów, ogląda drogę, kładzie się i zagląda pod auto- czy nie ma tam nikogo, a najczęściej wsiadamy do auta razem i milion razy przejeżdżamy ta samą trasę potwierdzając mu że naprawdę nic złego nie zrobił. Prowadzi to do wielu stresów, wielu pieniędzy wydanych na stracone w tych zwrotnych podróżach paliwo, a także nerwów między nami. Mąż jadąc do pracy prosi mnie bym wyszła z domu i przeszła się drogą którą jechał, w celu sprawdzenia sytuacji.

 

To objaw zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego(nerwicy natręctw). Kiedyś w programie dokumentalnym poświęconym OCD był identyczny przypadek mężczyzny, który też miał natręctwo związane z irracjonalnym lękiem przed potrąceniem kogoś samochodem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A moze poprostu niedowidzi, pogorszyl mu sie wzrok i boi sie przyznac?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie jestem fachowcem, ale dla mnie to nerwica natręctw jak nic. Bez wizyty u psychiatry i leków się nie obędzie.

Ta obsesja może przybierać na sile, mogą dojść inne objawy. Im szybciej zacznie leczenie, tym lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A moze poprostu niedowidzi, pogorszyl mu sie wzrok i boi sie przyznac?

 

Taaa... i z powodu złego wzroku jeździ milion razy tą samą trasą, żeby sam siebie *utwierdzić* w przekonaniu, że nic się nie stało, a po godzinach na te trasy wysyła swoją ciężarną żonę. Okuliści się nie zajmują problemami natury psychicznej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A moze poprostu niedowidzi, pogorszyl mu sie wzrok i boi sie przyznac?

 

Taaa... i z powodu złego wzroku jeździ milion razy tą samą trasą, żeby sam siebie *utwierdzić* w przekonaniu, że nic się nie stało, a po godzinach na te trasy wysyła swoją ciężarną żonę. Okuliści się nie zajmują problemami natury psychicznej.

Panie Dark Passenger a pamieta pan może tytuł programu który o tym mówił? Moze znajdę go gdzieś i mu włączę, uświadomi sobie wtedy że to powazna choroba i zdecyduje coś z tym zrobić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że mógł to być The OCD Project. Jest w języku angielskim, ale niektóre odcinki można znaleźć w sieci po polsku. Tam są ludzie, którzy prezentują naprawdę rozmaite "odmiany" tego zaburzenia i lęki przed różnymi rzeczami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że mógł to być The OCD Project. Jest w języku angielskim, ale niektóre odcinki można znaleźć w sieci po polsku. Tam są ludzie, którzy prezentują naprawdę rozmaite "odmiany" tego zaburzenia i lęki przed różnymi rzeczami.

Są faktycznie różne odcinki w sieci, prześledzę je na pewno. Jak za 2 miesiące pojawi nam się maluch w domu to nie będzie wiedział jak tatuś wygląda, bo będzie jeździł i jeździł...

 

-- 28 mar 2014, 14:11 --

 

A może pomogłaby ( chociaz chwilowo) kamerka do auta? Miałby dowody na tasmie, nie musiałby jeździć sto razy tylko daną sytuację obejrzał i już.. :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nerwica natrectw jak napisał Dark, mąż niestety ale musi iść z tym do psychiatry i za pomocą leków czy terapii behawioralno-poznawczej można to ładnie ogarnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Drodzy użytkownicy, jestem tu nowa i bardzo potrzebuję pomocy. Problem dotyczy mojego męża, nie bardzo wiemy gdzie znaleźć jakiekolwiek wyjście z obecnej sytuacji, a wizyta oko-w-oko z psychologiem budzi w mężu wstyd i duży dystans. A teraz krótko o problemie: Mąż posiada prawo jazdy od wielu już lat, jest wspaniałym kierowcą, nigdy nie spowodował żadnego wypadku, kolizji, nie był też uczestnikiem podobnego wydarzenia. Jednakże od jakiegoś czasu, nie potrafię dokładnie określić ile to trwa, może ok roku, dwóch lat zrodził mu się w głowie dziwny lęk. Wsiadając do auta i jadąc gdziekolwiek, bez względu czy jest to odcinek 100m czy kilkudziesięciu km, kilka razy zastanawia się czy aby na pewno nie potrącił pieszego, czy nie zahaczył nikogo cofając autem, co prowadzi do tego, że wysiada z auta, przechodzi ileś tam metrów, ogląda drogę, kładzie się i zagląda pod auto- czy nie ma tam nikogo, a najczęściej wsiadamy do auta razem i milion razy przejeżdżamy ta samą trasę potwierdzając mu że naprawdę nic złego nie zrobił. Prowadzi to do wielu stresów, wielu pieniędzy wydanych na stracone w tych zwrotnych podróżach paliwo, a także nerwów między nami. Mąż jadąc do pracy prosi mnie bym wyszła z domu i przeszła się drogą którą jechał, w celu sprawdzenia sytuacji. Jestem w ciąży, nie łatwo mi codziennie wychodzić o 7.30 z mieszkania, ale nie chcę żeby mąż czuł się samotny z problemem... Błagam, czy jest jakakolwiek racjonalna przyczyna tej fobii? Czy zna ktokolwiek z Was sposób na poprawę sytuacji? Mąż nie śpi po nocach, oddala się ode mnie i dziecka, te nerwy go wykańczają... Prosimy o pomoc!

ZOK jak się patrzy ;) Z czasem mu mogą zaniknąć te natręctwa a pojawią się inne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja bym inaczej do tego podszedł

 

Twój facet jest zdrowym chłopem tak? Do tego nigdy nie miał wypadku drogowego czy nawet stłuczki? A więc może powinniście poszukać czy przypadkiem w Waszym otoczeniu nie ma jakiś substancji chemicznych czy on w pracy nie styka się z czymś co go truje. Ja rozumie ktoś ma nerwicę przez zajechane dzieciństwo, ktoś przezył traumatyczne wydarzenia ale Twój facet jeżeli tego nie miał to pasuje mi to do tego że może coś go truje a on sobie sprawy z tego nie zdaje nawet.

 

Może to śmieszne, bawienie się w Sherlocka ale ja bym się rozglądnął dookoła, poczytał na internecie co może dawać objawy nerwicy czym zatrucie i porobił testy, badania - to tylko moja rada i nie popadaj w panikę, ale warto przeanalizować problem na wielu płaszczyznach

 

A wiem że niedobory czy substancje toksyczne mogą naprawde układ nerwowy przytulić pięknie i człowiek może się zachowwyać naprawdę bardzo nieracjonalnie.

Sam jestem przypadkiem chyba wyleczenia z tego shitu za pomocą suplementacji chociaż nie mówie że wizyty z psychologiem nie pomogły bo naprawdę dowiedziałem się dużooo cennych informacji które przełożyłem na swoje życie. Ale odkąd zeżarłem z tone magnezu i witamin dla sportowców i zacząłem się odżywiać racjonalnie i wyeliminowałem cukry, sól i inny badziew to mimo tego że sytuacji w życiu stresujących mam masę to jestem spokojny jak nigdy.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W poście powyżej nie żartuję w żadnym wyrazie przez mnie napisanym i będę mojej tezy bronił. Ja wiem że tutaj jest kółko wzajemnej adoracji, że każdy ma najwieksze problemy i najlepszym rozwiązaniem dla więkoszości to pocieszanie w każdym poście, psycholog no i dla większości to SSRI. Też byłem w tym kółeczku przez dłuższy okres ale patrząc z perspektywy czasu na to chłodno naprawdę warto powalczyć na różnych frontach z naszymi niedomaganiami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mightman, ale ten post co napisałes nie brzmi racjonalnie. Sama choruje od ponad 10 lat na ZOK i nijak się ma to do tego co Ty piszesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedz mi co Ci dokładnie tam nie pasuję? Że zachęcam (nie zmuszam) kogoś żeby podszedł do problemu nie tylko na płaszczyźnie psychologicznej ale także czysto fizycznej?

 

Ja wiem że to może brzmi jak jakiś odcinek dr Housa czy innego seriala medycznego ale jak dasz mi potwierdzenie że ZOK bierze się tylko z płaszczyzny czysto psychologicznej/duchowej człowieka to grzecznie przeproszę i przyznam się do błędu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mightman, ZOK to zaburzenie które leczy się lekami i/lub terapią a Ty sugerujesz, że ma ZOK przez trucie toksycznym substancjami :roll: brzmi to jak sorry ale urojenia bo gdyby przez łykanie suplementów i magnezu mogło się wyleczyć to co bysmy na tym forum robili? ja choruje bardzo długo na ZOK i tylko leki pomagają w znacznym stopniu.

A ten człowiek wyrażnie ma ZOK własnie po tym pogrubionym zdaniu a Ty tutaj podajesz przykłady by sprawdził czy go cos nie podtruwa. No litości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Okej tak więc to ja mam urojenia i niech autorka tego tematu idzie do psychiatry ( nie musi być mąż bo i tak większość daje SSRI już na 1wszym spotkaniu, opisze tylko jego problem) i niech łyka dropsy do usranej śmierci. Będzie jadł - będzie szcześliwy, nie będzie jadł - będzie taki jaki jest. Acha.... zapomniałbym o jednym, proszę o cierpliwość bo leki rozkręcają się po min 2 tygodniach, no i jeszcze kwestia później zejścia z tych leków jak np. psychatra nie trafi i mąż będzie musiał brać inne - wtedy większość ma jazdy jeszcze lepsze niż przed braniem.

 

Tak to był post uszczypliwy dla Ciebie khaleesi 8)

 

I nie mówie że ktoś go truję specjalnie - nie wiem żona mu sypie arszenik do każdego dania itp. Ale pracuje jako mechanik, ma do czynienia z bilionem substancji chemicznych w ciagu dnia, może mieszkają w obrębie jakiejś fabryki, albo mają grzyba w piwnicy no cholera nie wiem chciałem tylko pomóc ale widzę że się nie da bo wszyscy się tutaj leczą tylko SSRI i psychoterapią no i tak juz 5, 10, 15, 20 lat....

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja wiem że to może brzmi jak jakiś odcinek dr Housa

Cóż... dokładnie sam się podsumowałeś ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×