Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Olimp Bathory

Po zerwaniu z dziewczyną, moje życie straciło sens...

Rekomendowane odpowiedzi

Yh. Witam. Wiadomo, jestem nowy. Uznałem, że tutaj napiszę coś o moich.. problemach. Jeśli nie macie nic przeciwko. Jeśli macie, to możecie skasować, nie zależy mi...

Właśnie, nie zależy mi. Zawsze uczyłem się dobrze lub średnio. Chciałem coś w życiu osiągnąć. Mieć rodzinę... zawsze chciałem założyć rodzinę mieć dzieci... ale to jest po prostu niemożliwe. Jestem gruby i brzydki. I cholernie nieśmiały. Jestem gruby przez cholerne leki na astmę które brałem jak byłem mały (teraz mam 21 lat), zawierały jakiś składnik podobny do sterydów, bez ćwiczeń, w tamtym wieku... po prostu przytyłem straszliwie. Do dziś mam brzuch i grube nogi. Nie mam czystej cery nawet! A rozstępów nawet nie liczę. Jestem gruby i brzydki.

Miałem dziewczynę, o ile można to tak nazwać. Poznaliśmy się przez neta, Ona mieszka na drugim końcu kraju. Spotkaliśmy się dwa razy, za każdym razem po tygodniu u jednego z nas (wakacje i ferie). Kocham ją. Bardziej niż cokolwiek innego. Jest po prostu cudowna i wiem, że to właśnię z nią chciałbym założyć rodzinę, zestarzeć się i umrzeć... Ona tez mnie kochała... ponoć. To własnie Ona chciała związku. Zostawiła mnie 1.5 tygodnia temu, po 1.5 roku znajomości. Jako powód podała odległość. Ale moim zdaniem po prostu szukała kogoś lepszego.

Teraz jestem sam i to się NIGDY nie zmieni. Nie potrafię nawet porozmawiać z innymi dziewczynami. Ciąglę myślę o tym jaki jestem brzydki, gruby i nic nie warty. I wiem, że każda inna dziewczyna to widzi i, że nie będzie chciała nigdy ze mną być. Mogę już chyba tylko liczyć na ślepe desperatki.

Przez to, że mnie zostawiła, straciłęm całkowicie chęć do życia. Pociąłem się i połozyłem do łóżka. A rano się obudziłem. Nic nie jadłem przez tydzień, teraz jem odrobinę. Nie byłem na uczelni, zaczałem palić nawet. Obecnie moje zycie kręci się wokół łóżka i komputera. Wstaję rano, siadam przed komputerem i gram bezmyślnie. Po prostu się wyłączam.Ciąglę płaczę nad swoim losem i tym, ze spełni się to czego jedynego się boje w życiu - że umrę samotnie. Naprawdę mam ochotę się zabić.

Biorę jakiś kretyński lek, który tylko powoduje u mnie jeszcze większą niechęć do wszystkiego. Nie chcę nawet wyjśc z domu do psychologa, a w rodzinie nie mam oparcia.

Naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić.

 

...

 

Trochę mi lepiej jak to napisałem. Nie musicie nawet tego czytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej Olimp.Wiesz co?pewnie nie jest tak strasznie jak mowisz i z pewnoscia mozna znalesc jakies plusy w tym wszystkim o czym piszesz.Jesli chodzi o tusze to nie powinienes o tym myslec bo kiedy ktos cie pokocha tak naprawde to nie bedzie widzial czy ty jestes gruby czy chudy.Skoro zdobyles milosc dziewczyny przez neta to zdobylbys tez w realu ale brak ci pewnosci siebie i to wszystko zawala.Teraz masz obnizony nastroj i niechec do zycia bo sie poprostu zalamales ale posluchaj-nie zostawiaj tego tak jak jest!nie wolno ci!!!idz do psychologa,poradz sie psychiatry-zmien leki i zacznij zyc!nie tylko ta jedna jedyna na swiecie-pamietaj!jesli jestes samotny pisz tu jak najczesciej i nie trwaj w tym w co wlazles od jakiegos czasu-bo nie warto-postaraj sie cos z tym zrobic bo moze byc za pozno kiedy zechcesz to zmienic za jakis czas.Teraz juz piszesz ze jest tragicznie-ale jeszcze wywalasz to z siebie a pozniej bedzie juz tylko tak ze nawet nie bedzie ci sie chialo mowic.Wywal to wszystko tutaj jesli to ci pomoze-tu jestes bezpieczny-nikt cie nie zgani ani nie wyszydzi-sa tu tylko tacy ludzie jak ty-z problemami-wiec pisz smialo i nie trwaj w tym dole!!!glowa do gory-choc wiem jak to ciezko zrobic-ale postaramy ci sie pomoc.Cieplutko cie pozdrawiam :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp na pewno nie jest aż tak źle. Myślisz, że wygląd jest najważnieszy? Odpowiedź:NIE. Najważniejsze jest wnętrze. A o wygląd zawsze można zadbać. Możesz chodzić na silownie, na basen i się odchudzić jeśli Ci to przeszkadza i na cere też jest mnóstwo sposobów. Ale najważniejsze jest to co w środku. Nie osądzaj tej dziewczyny, że miala inne powody, może rzeczywiście chodzilo o odleglość, albo nie byliście dla siebie. Znam mnóstwo par, w których i ona i on byli ladni i fajni, a nie wyszlo im. Może poprostu nie byliście dla siebie. Musisz siebie zaakceptować i polubieć. Bo przeciwko sobie będąc nie osiągniesz za wiele, z jak zostaniesz swoim przyjacielem możesz osiągnąć bardzo dużo. Jesteś na pewno fajnym wartościowym dobrym czlowiekiem. Pokochaj siebie i nie doluj się już. Glowa do góry, wszystko będzie dobrze ;) Spotaksz w swoim czasie dziewczynę swoich marzeń a Ty dla niej będziesz księciem z bajki, będziesz dla niej najpiękniejszy. Będzie dobrze ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CZesc Panie Olimp wiesz moze to Cie nie pocieszy ale ja jestem chuda wysoka brzydka i glupia i tez mi z tym zle, a Ty dasz sobie rade wierze w Ciebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Yh. Witam.

Czołem.

Miałem dziewczynę, o ile można to tak nazwać. Poznaliśmy się przez neta, Ona mieszka na drugim końcu kraju. Spotkaliśmy się dwa razy, za każdym razem po tygodniu u jednego z nas (wakacje i ferie). Kocham ją. Bardziej niż cokolwiek innego. Jest po prostu cudowna i wiem, że to właśnię z nią chciałbym założyć rodzinę, zestarzeć się i umrzeć... Ona tez mnie kochała... ponoć. To własnie Ona chciała związku. Zostawiła mnie 1.5 tygodnia temu, po 1.5 roku znajomości. Jako powód podała odległość. Ale moim zdaniem po prostu szukała kogoś lepszego.

Teraz jestem sam i to się NIGDY nie zmieni. Nie potrafię nawet porozmawiać z innymi dziewczynami. Ciąglę myślę o tym jaki jestem brzydki, gruby i nic nie warty. I wiem, że każda inna dziewczyna to widzi i, że nie będzie chciała nigdy ze mną być. Mogę już chyba tylko liczyć na ślepe desperatki.

W którymś momencie musiałeś się nauczyć, żeby nie budować sobie całego życia wokół kobiety. Niektórym ta wiedza przychodzi w wieku lat 16-tu, innym 21-den, a innym pewnie, gdy są za starzy, by się nauczyć. Widzisz, jesteś jakimś gościem, który coś potrafi, coś osiąga i dokądś zmierza. Jesteś sobią - Olimpem Bathory, czy jak Ci tam naprawdę na imię. Na pytanie "Kto ty jesteś?" nie możesz odpowiadać "Chłopak Kasi" (czy tam Basi czy Stasi). Nie możesz definiować siebie na podstawie kobity, z którą żyjesz. Bądź coś wart dla siebie - dopiero potem będziesz mógł być coś watr dla innych.

Ona odeszła - rozumiem, to boli. Teraz nie pałuj się domyślaniem się powodów - powiedziała, że to przez odległość i nie ma powodu jej nie wierzyć. Jesteś sam - i sam dalej jesteś wartościowym człowiekiem. Coś sobą reprezentujesz, masz potencjał, z którym możesz coś zrobić: dla siebie, dla innej wartościowej kobity. Albo możesz go roztrwonić na zamartwianie się - tylko komu to ostatnie da satysfakcję? Ani Tobie, ani nikomu innemu.

Dalej. Popełniasz błąd logiczny pt. "żadna baba nie będzie mnie chciała". Skoro jedna już chciała i wytrzymała z Tobą 1,5 roku to czemu inna wartościowa babka nie ma w Tobie zauważyć tego, co ona widziała?

Możesz sobie szukać ślepej desperatki. Czemu nie? Ślepym desperatkom też się coś od życia należy. Tylko jej szukaj - to wymaga jakiejś aktywności innej niż leżenie w wyrze z pociętymi nadgarstkami.

Ciąglę płaczę nad swoim losem i tym, ze spełni się to czego jedynego się boje w życiu - że umrę samotnie. Naprawdę mam ochotę się zabić.

Jeśli teraz się zabijesz to umrzesz samotnie. Zrobisz właśnie to, czego przez 21 lat życia się obawiałeś.

 

Ten akapit będzie brutalny. Nie chcesz, nie czytaj. I nie z mojego okrucieństwa, ale dlatego, że życie jest brutalne.

Facet: sam wlazłeś w to gówno. Przez półtora roku Twój świat kręcił się wokół kobitki - napewno wspaniałej skoro była warta Twojego zachodu. I w ciągu tego półtora roku widziałeś ją dwa razy. I twierdząc, że chcesz z nią spędzić resztę życia nie przeprowadziłeś się do jej miasta. Duży jesteś, mógłbyś tam chociaż pracować na budowie i mieszkać w wynajętym pokoju. Wiesz co? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że już w trakcie Waszego związku w skrytości ducha myślałeś sobie "jak ona mnie rzuci, to się załamię i zabiję". Autodestrukcja? Ona Cię przecież nie bawi.

 

Biorę jakiś kretyński lek, który tylko powoduje u mnie jeszcze większą niechęć do wszystkiego. Nie chcę nawet wyjśc z domu do psychologa, a w rodzinie nie mam oparcia.

Nie znam się na lekach. Pewnie psychoterapeuta pomógłby Ci wykopać te śmieci, które zakopałeś sobie w umyśle i pozbyć się schematów postępowania, których sobie wpoiłeś.

 

Chciałem coś w życiu osiągnąć.

Otrzep się i idź osiągać. Swoich celów nie osiągniesz za miesiąc, ani za rok. Ale po prostu rób coś i nie daj się samemu sobie zgnoić. Kiedyś je osiągniesz. I jeśli się nie poddasz, to w końcu nie umrzesz samotnie.

 

CZesc Panie Olimp wiesz moze to Cie nie pocieszy ale ja jestem chuda wysoka brzydka i glupia i tez mi z tym zle, a Ty dasz sobie rade wierze w Ciebie

Jeśli mamy się licytować, to jestem chudy jak śmierć i łysieję. I wiesz co? To naprawdę nie ma znaczenia.

 

PS. Olimp, gdybyśmy rozmawiali w cztery oczy, miałbyś teraz wybór. Albo strzelić mnie w pysk, albo zwrócić mi za to piwo, które wypiłem pisząc, a które było przeznaczone na wieczorne wyluzowanie się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Róża i kacha18PK

Dziękuję. Naprawdę.

 

Myślisz, że wygląd jest najważnieszy? Odpowiedź:NIE. Najważniejsze jest wnętrze. A o wygląd zawsze można zadbać. Możesz chodzić na silownie, na basen i się odchudzić jeśli Ci to przeszkadza i na cere też jest mnóstwo sposobów.

 

Ale bardzo liczy się pierwsze wrażenie. A co taka dziewczyna widzi? Brzydkiego gościa który się kuli jak ją widzi.

A schudnąc itd próbowałem już długo. Przez jakieś 10 lat straciłem może z 5 cm w pasie ;/ chociażbym nie wiem co robił. Nawet głodzenie się nic nie daje.

 

Musisz siebie zaakceptować i polubieć.

 

Trudno siebie polubić. Po prostu nie wiem jak. Zero zalet.

 

W którymś momencie musiałeś się nauczyć, żeby nie budować sobie całego życia wokół kobiety. Niektórym ta wiedza przychodzi w wieku lat 16-tu, innym 21-den, a innym pewnie, gdy są za starzy, by się nauczyć. Widzisz, jesteś jakimś gościem, który coś potrafi, coś osiąga i dokądś zmierza. Jesteś sobią - Olimpem Bathory, czy jak Ci tam naprawdę na imię. Na pytanie "Kto ty jesteś?" nie możesz odpowiadać "Chłopak Kasi" (czy tam Basi czy Stasi). Nie możesz definiować siebie na podstawie kobity, z którą żyjesz.

 

Widzisz, mam takie podejście, że jak się zakocham to całkowicie ijestem w stanie zrobić dla osoby wszystko o ile tylko da mi szansę. Całkowite oddanie. Zawsze uważałem, że tylko z kimś mogę być "kompletny" a moje życie dobre. Nic innego mnie nie interesuje, wierzę, ze posiadanie kogoś daje szczeście. Bycie samemu jest straszne. A ja chciałbym komuś dac opiekę i samemu być opieką otoczony.

 

Dalej. Popełniasz błąd logiczny pt. "żadna baba nie będzie mnie chciała". Skoro jedna już chciała i wytrzymała z Tobą 1,5 roku to czemu inna wartościowa babka nie ma w Tobie zauważyć tego, co ona widziała?

 

Widzisz, Ona jest wyjątkowa. Miała taki gust a nie inny. Niepowtarzalny. Czasem myśle, że wzieła mnie bo byłem łatwym celem.

 

I w ciągu tego półtora roku widziałeś ją dwa razy. I twierdząc, że chcesz z nią spędzić resztę życia nie przeprowadziłeś się do jej miasta. Duży jesteś, mógłbyś tam chociaż pracować na budowie i mieszkać w wynajętym pokoju. Wiesz co? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że już w trakcie Waszego związku w skrytości ducha myślałeś sobie "jak ona mnie rzuci, to się załamię i zabiję".

 

 

Chciałem się do niej przeprowadzić miliony razy. Miałem przenieśc się do niej na nowy rok akademicki. Zabraniała mi przenosić się wczesniej, żebym skończył rok, ale wątpie teraz, ze skończę.

W trakcie trwania związku nie myslałem o tym, że mnie rzuci. Nie brałem tego pod uwage.

 

Autodestrukcja? Ona Cię przecież nie bawi.

 

Pozwolę sobie zacytowac tekst z mojego ukochanego filmu:

Self-improvement is masturbation.

Self-destruction is the answer.

 

PS. Olimp, gdybyśmy rozmawiali w cztery oczy, miałbyś teraz wybór. Albo strzelić mnie w pysk, albo zwrócić mi za to piwo, które wypiłem pisząc, a które było przeznaczone na wieczorne wyluzowanie się.

 

Prawdopodobnie postawiłbym jeszcze parę kolejek.

 

 

Tak przy okazji - kto się osmielił zmienić tytuł tematu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Trudno siebie polubić. Po prostu nie wiem jak. Zero zalet.

Piszesz poprawnie po polsku. O wpół do trzeciej w nocy to zaleta dla moich oczu.

 

Widzisz, mam takie podejście, że jak się zakocham to całkowicie ijestem w stanie zrobić dla osoby wszystko o ile tylko da mi szansę. Całkowite oddanie.

Piękne ideały.

Zawsze uważałem, że tylko z kimś mogę być "kompletny" a moje życie dobre.

Tylko teraz nie uważasz się za "niekompletnego", tylko za "nic". Traktujesz swoje życie w kategoriach zerojedynkowych: jak jesteś z wspaniałą kobitą to jesteś szczęślwy i idziesz do przodu, a jak jesteś sam, to jest dół i zawalanie sobie życia. Nie zauważasz, że jest jeszcze wiele stanów pośrednich.

Nic innego mnie nie interesuje, wierzę, ze posiadanie kogoś daje szczeście. Bycie samemu jest straszne. A ja chciałbym komuś dac opiekę i samemu być opieką otoczony.

No i fajnie, że chcesz nosić jakąś Panią Kowalską na rękach i nieba jej przychylić. Ale nie możesz siebie samego definiować jako "gość od noszenia Pani Kowalskiej na rękach". Nie. Powtarzam, że jesteś jakimś gościem, który coś potrafi i coś sobą reprezentuje. Ona jest kimś i Ty jesteś kimś. Oboje poza Waszym związkiem macie jeszcze coś swojego i też ważnego.

 

Dalej. Popełniłeś strategiczny błąd stawiając wszystko na jedną kartę i opierając całe swoje poczucie wartości i spełnienia na jednej podporze. Wiesz, jak łatwo łamie się ludzi, którzy mają jedną podporę i jedną tarczę przed rzeczywistością? Sam widzisz, jak łatwo.

 

Chciałem się do niej przeprowadzić miliony razy.

Nie mam powodu Ci nie wierzyć. Z resztą z dolarami blefowałem.

 

Pozwolę sobie zacytowac tekst z mojego ukochanego filmu:

Self-improvement is masturbation.

Self-destruction is the answer.

Chcesz autodestrukcji? Naprawdę jej chcesz?

To czemu z radością nie ćpasz do nieprzytomności, nie prowokujesz bójek z przypadkowymi osobami i nie rozbijasz się kaszlakiem po polnych drogach, twierdząc, że to wszystko fantastyczne sposoby dodawania sobie endorfiny? Dlaczego zamiast tego leżysz pokaleczony w łóżku płacząc, że nie tak miało być? Czyżby dlatego, że tak naprawdę bawi Cię co innego?

 

Odpowiem też cytatem i też po angielsku. Ale nie z filmu, acz z myśliciela.

"Grow into your ideals so that life cannot rob you of them."

 

Dobra, to nie wszystko. Post miał być dłuższy, dalej miały się znaleźć przekleństwa, perełki błsykotliwości, sarkastyczne uwagi i nagie hostessy w przerwach na reklamy. Ale jest trzecia w nocy i idę spać.

Będzie po co, to dopiszę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp nikt nie powiedzial, że zaakceptować siebie i polubieć jest latwo. Ale chba każdy powie, że warto ;) I nie bądź taki skromny, na pewno masz mnóstwo zalet. Odnośnie wyglądu, każdy jest inny i każdemu się podoba co innego. Więc nie przekreślaj się, bo to nie ma sensu. Dasz rade, może źle się do odchudzania zabieraleś? Poszukaj jakiegoś dobrego sposobu, może udaj się do dietetyka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jestem gruby.
Jestem brzydki.
Jestem gruby i brzydki.
Czasem myśle, że wzieła mnie bo byłem łatwym celem.
A co taka dziewczyna widzi? Brzydkiego gościa który się kuli jak ją widzi.

 

Co Ty masz z tą brzydotą? Pokazałeś zdjęcia, nie masz na nich widocznych wad wrodzonych, szpecących blizn, ani zmian chorobowych. Wyglądasz, jak zwykły szary człowieczek. Reszta jest w Twojej głowie.

 

I od Twoje głowy się zaczyna. Bo Twoim prawdziwym problemem nie jest tusza, ani to, że rzuciła Cię dziewczyna (rozumiem, to ostatnie boli i jest kijowe, ale każdy z nas to przeżywał bez niszczenia sobie życia). Twoim problemem jest brak szacunku dla siebie. Możesz to tuszować stawiając wszystko na jedną kartę i twierdząc, że coś znaczysz tylko w związku z kobietą, ale jak widzisz, to nie działa. Sam coś znaczysz i kimś jesteś, nie przecz. Babka nie była z Tobą 1,5 roku, bo jesteś takim pociesznym ciamajdą. I nie kulisz się na widok fajnej dziewczyny dlatego, że jesteś pierdołą. Kulisz się dlatego, że uważasz się za pierdołę.

 

Swoją drogą znałem ludzi, którzy faktycznie byli pierdołami, ale mimo to żyli i szli do przodu - bo sami nie dostrzegali własnej pierdołowatości. Mieli dobrą postawę.

 

Dla własnego dobra zmień postawę. Możesz się realizować w życiu jako kochanek, mąż i ojciec, jeśli tego chcesz. Ale najpierw samego siebie, Olimpa Bathorego, czy jak Ci tam na imię, zaakceptuj. Bo inaczej dalej będziesz się wkopywał w to bagienko, w które wlazłeś. I zacznij zmiany od własnej głowy.

Olimp nikt nie powiedzial, że zaakceptować siebie i polubieć jest latwo. Ale chba każdy powie, że warto

Co nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp,no chyba żartujesz,że jesteś gruby i brzydki!!!Albo to forma kokieterii.Jesteś z wyglądu suuuper facet i na pewno charakter też masz w porządku.Och ci mężczyźni ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp, wiara w siebie to najtrudniejsza rzecz jaka jest możliwa, wiem to bo sama to przeżywałam. Kiedyś pewna pani chciała mnie upiększyć i efekt był odwrotny, wszczepiła mi gronkowca i na twarzy miałam jedną wielką ranę. Jak sobie to przypomnę to mną jeszcze trzęsie. Po kilku tygodniach pobytu w Anglii przytyłam 10 kg, wyglądałam jak słonica przed porodem. Udało mi się pokonać to ponieważ wierzyłam w siebie. Teraz zgubiłam 15 kg i wcale nie głodzeniem się a jedzeniem co 2 godziny bardzo małych posiłków. Metoda PŻ działa praktycznie zawsze. Ważny jest też ruch i to niestety nie tylko palców po klawiaturze :( Bądź dzielny i nie daj się!! A kobiet na tym świecie wiele, tego kwiatu to pół światu :) Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Yh. Witam. Wiadomo, jestem nowy. Uznałem, że tutaj napiszę coś o moich.. problemach. Jeśli nie macie nic przeciwko. Jeśli macie, to możecie skasować, nie zależy mi...

Właśnie, nie zależy mi. Zawsze uczyłem się dobrze lub średnio. Chciałem coś w życiu osiągnąć. Mieć rodzinę... zawsze chciałem założyć rodzinę mieć dzieci... ale to jest po prostu niemożliwe. Jestem gruby i brzydki. I cholernie nieśmiały. Jestem gruby przez cholerne leki na astmę które brałem jak byłem mały (teraz mam 21 lat), zawierały jakiś składnik podobny do sterydów, bez ćwiczeń, w tamtym wieku... po prostu przytyłem straszliwie. Do dziś mam brzuch i grube nogi. Nie mam czystej cery nawet! A rozstępów nawet nie liczę. Jestem gruby i brzydki.

Miałem dziewczynę, o ile można to tak nazwać. Poznaliśmy się przez neta, Ona mieszka na drugim końcu kraju. Spotkaliśmy się dwa razy, za każdym razem po tygodniu u jednego z nas (wakacje i ferie). Kocham ją. Bardziej niż cokolwiek innego. Jest po prostu cudowna i wiem, że to właśnię z nią chciałbym założyć rodzinę, zestarzeć się i umrzeć... Ona tez mnie kochała... ponoć. To własnie Ona chciała związku. Zostawiła mnie 1.5 tygodnia temu, po 1.5 roku znajomości. Jako powód podała odległość. Ale moim zdaniem po prostu szukała kogoś lepszego.

Teraz jestem sam i to się NIGDY nie zmieni. Nie potrafię nawet porozmawiać z innymi dziewczynami. Ciąglę myślę o tym jaki jestem brzydki, gruby i nic nie warty. I wiem, że każda inna dziewczyna to widzi i, że nie będzie chciała nigdy ze mną być. Mogę już chyba tylko liczyć na ślepe desperatki.

Przez to, że mnie zostawiła, straciłęm całkowicie chęć do życia. Pociąłem się i połozyłem do łóżka. A rano się obudziłem. Nic nie jadłem przez tydzień, teraz jem odrobinę. Nie byłem na uczelni, zaczałem palić nawet. Obecnie moje zycie kręci się wokół łóżka i komputera. Wstaję rano, siadam przed komputerem i gram bezmyślnie. Po prostu się wyłączam.Ciąglę płaczę nad swoim losem i tym, ze spełni się to czego jedynego się boje w życiu - że umrę samotnie. Naprawdę mam ochotę się zabić.

Biorę jakiś kretyński lek, który tylko powoduje u mnie jeszcze większą niechęć do wszystkiego. Nie chcę nawet wyjśc z domu do psychologa, a w rodzinie nie mam oparcia.

Naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić.

 

...

 

Trochę mi lepiej jak to napisałem. Nie musicie nawet tego czytać.

Dotrwałam :smile: wiem jak straszne są te tabletki, nazywają się Encorton zawierają sterydy po to, abyś się nie udusił podczas ataku astmy. Niestety przybiera się wtenczas na wadze, to nieuniknione, lecz to nie Twoja wina, że jesteś chory. Ratujesz przecież swoje życie, zdrowie a ono jest najważniejsze. Rodzina...na rodzinę jeszcze przyjdzie czas, korzystaj z tego co masz ( pewnie napiszesz, że nie masz z czego czerpać energii) owszem masz...świat otaczają także dobre strony i mili ludzie. Zamiast umartwiać się nad sobą zacznij ćwiczyć, pokaż dziewczynie, że jesteś silny! Zazwyczaj takie związki przez internet kończą się haniebnie...Jesteś nieśmiały, ale chcesz założyć rodzinę. Pomyśl nad tym, może warto się poświęcić dla najważniejszej sprawy w naszej krótkiej egzystencji. łatwo jest się pociąć i stchórzyć, trudniej podnieść się i zacząć wszystko od początku budować. Ten trud się opłaca...naprawdę warto spróbować, warto ruszyć się choć raz z domu i pójść na spacer, pooddychać świeżym powietrzem i przemyśleć wszystko na nowo. Ta sytuacja która miała miejsce to dla Twojego dobra bo im bardziej byś brnął w tę miłość, tym bardziej byś się pogrążał. Trzymaj się!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, przez święta się okropnie czuję i nie mam sił pisać.

 

Tylko teraz nie uważasz się za "niekompletnego", tylko za "nic". Traktujesz swoje życie w kategoriach zerojedynkowych: jak jesteś z wspaniałą kobitą to jesteś szczęślwy i idziesz do przodu, a jak jesteś sam, to jest dół i zawalanie sobie życia. Nie zauważasz, że jest jeszcze wiele stanów pośrednich.

 

Byłem na informatyce, pewnie temu myślę zerojedynkowo. Żartuję oczywiście.

Stany pośrednie mają to do siebie, że nie dają pełni szcześcia. Sa osoby którym jest dobrze samym, ale ja do takich osób nienależę.To jest po prostu, niepełne życie. Albo się ma, albo nie. Stan "prawie" nie daje nic.

 

No i fajnie, że chcesz nosić jakąś Panią Kowalską na rękach i nieba jej przychylić. Ale nie możesz siebie samego definiować jako "gość od noszenia Pani Kowalskiej na rękach". Nie.

 

Dlaczego nie? Osobno się coś tanowi, ale tylko będąc z kimś jest się jakby kompletnym. Przynajmniej ja tak mam. Opcja bycia dla samego siebie to dla mnie byłby egoizm. Wolę coś komuś dac niż zatrzymac dla siebie wszystko.

 

Dalej. Popełniłeś strategiczny błąd stawiając wszystko na jedną kartę i opierając całe swoje poczucie wartości i spełnienia na jednej podporze. Wiesz, jak łatwo łamie się ludzi, którzy mają jedną podporę i jedną tarczę przed rzeczywistością? Sam widzisz, jak łatwo.

 

Tak, ale ta podpora i tarcza to było wszystko co miałem i dlaczego wiodłem moją egzystencję. Podpora rodziny jest, moim zdaniem, najważniejsza. Samemu dla siebie... niewarto.

 

Chcesz autodestrukcji? Naprawdę jej chcesz?

 

Hyh, oczywiście, że nie. Cytat umieściłem tylko dlatego, że go naprawde lubię.

Nie mam co zniszczyć bo i tak już wszystko zniszczone.

 

Twoim problemem jest brak szacunku dla siebie. Możesz to tuszować stawiając wszystko na jedną kartę i twierdząc, że coś znaczysz tylko w związku z kobietą, ale jak widzisz, to nie działa.

 

Nie, to działa, ponieważ będąc z Nią nie miałem takich myśli, czułem się o wiele lepiej. To było 1.5 roku podczas których byłem lepszym człowiekiem bo szczęśliwym.

 

Dla własnego dobra zmień postawę. Możesz się realizować w życiu jako kochanek, mąż i ojciec, jeśli tego chcesz. Ale najpierw samego siebie, Olimpa Bathorego, czy jak Ci tam na imię, zaakceptuj. Bo inaczej dalej będziesz się wkopywał w to bagienko, w które wlazłeś. I zacznij zmiany od własnej głowy.

 

Potym, co przeżyłem, nie potrafię myslec o sobie pozytywnie. Poprostu nie mam już niczego co pozwalało mi myśleć o sobie w miarę dobrze. Dookoła widze ludzi ładniejszych i szczesliwszych. To straszliwie boli. Dodatkowo wiedza, że straciłem coś najwazniejszego na świecie (i to z mojej winy bo nie byłem dość dobry) tylko pogarsza moją samoocenę.

 

Olimp,no chyba żartujesz,że jesteś gruby i brzydki!!!Albo to forma kokieterii.Jesteś z wyglądu suuuper facet i na pewno charakter też masz w porządku.

 

Chciałbym, zdjęcia kłamią.

 

Jesteś nieśmiały, ale chcesz założyć rodzinę. Pomyśl nad tym, może warto się poświęcić dla najważniejszej sprawy w naszej krótkiej egzystencji. łatwo jest się pociąć i stchórzyć, trudniej podnieść się i zacząć wszystko od początku budować. Ten trud się opłaca...

 

Zawsze wszystko budowałem od nowa, i nigdy mi nic nie wychodziło. Nigdy nic nie trwa długo, wszystko się sypie.

 

naprawdę warto spróbować, warto ruszyć się choć raz z domu i pójść na spacer, pooddychać świeżym powietrzem i przemyśleć wszystko na nowo.

 

Próbowałem. Widziałem z 50 szcześliwych par na spacerze... Zazdrość o szczeście innych... ehh.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp jakbym słyszała siebie ,,Zawsze wszystko budowałem od nowa, i nigdy mi nic nie wychodziło. Nigdy nic nie trwa długo, wszystko się sypie''

Ja od małego dziecka buduje i wszystko się wali, a wiesz dlaczego? bo stawiam za słabe fundamenty. Staram się, ale jakoś to mi nie wychodzi. Oznaka słabości i braku cierpliwości. Zawsze chciałabym mieć to teraz, nie umiem czekać i walczyć. Tak zapewne jest i z Tobą. Chwila samozaparcia potrafi zdziałać cuda. Codziennie próbuję uświadomić sobie, że są ludzie na świecie bardziej nieszczęśliwi ode mnie. Lecz jest jednak coś co mnie dręczy...

Zżera Cię zazdrość o szczęście innych? Fakt bolesne uczucie widząc zakochane pary, ale pomyśl. Nie byłbyś szczęśliwy z tą dziewczyną z drugiego krańca Polski. Po co czekać tyle czasu, aby się spotkac. Nie lepiej postarać się i poszukać kogoś na miejscu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie byłbyś szczęśliwy z tą dziewczyną z drugiego krańca Polski. Po co czekać tyle czasu, aby się spotkac. Nie lepiej postarać się i poszukać kogoś na miejscu?

 

Oczywiście, ze teraz by było lepiej. Ale to się nigdy nie stanie. Nie umiem podejsc do dziewczyny. Chyba to Ona by musiałby mnie podrywać (nie byłoby to trudne zapewne) ale to się nigdy nie stanie, bo żadna do mnei nie podejdzie. Błędne koło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp nie mów że jesteś obrzydliwy,ja jestem obrzydliwy,ja jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny...i raczej miał nie będe ale chciałbym miec......niestety twarzy swojej nie zmienie...nawet zwykli ludzie wyzywają mnie na ulicy od debiliwięc nie moge marzyć o dziewczynie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Olimp nie mów że jesteś obrzydliwy,ja jestem obrzydliwy,ja jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny...i raczej miał nie będe ale chciałbym miec......niestety twarzy swojej nie zmienie...nawet zwykli ludzie wyzywają mnie na ulicy od debiliwięc nie moge marzyć o dziewczynie....

 

Nie mam powodow by Ci nie wierzyć. Jednak jestem w podobnej sytuacji, wychodzi na jedno.

 

Dziś znowu cały dzień myślałem nad tym żeby się zabić. Ona poszła do kina z "kolegą" dzisiaj a jutro ma urodziny... już naprawde nie wiem co mam ze sobą zrobić. Cały dzień praktycznie się nie ruszam z łóżka, na stoliku lezy cholerna paczka żyletek a ja płaczę. To wszystko mnie przerasta, jestem za słaby i nic tego nie zmieni bo taka prawda.

Człowiek czuje się taki strasznie pusty i nicniewarty kiedy traci wsyzstko. Nic nie bawi, nic nie cieszy. Wszystko wywołuje we mnie agresję i płacz. Tak źle jak dziś, jeszcze nie było.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najważniejsze polubić i zaakceptować siebie. Chłopaki nie jesteście potworami. Jak czytam wasze posty to widze jak sie licytujecie,który jest gorszy. Jesteście wartościowymi ludźmi i zasługujecie na zainteresowanie innych osób. I tak będzie tylko musicie sobie zdać sprawę z tego że nie tylko uroda liczy się w życiu. Najważniejsze jest wnętrze człowieka, to co sobą prezentuje.Więcej pewności siebie. Nie masz dziewczyny bo być może jeszcze nie poznałeś tej właściwej, tej dla Ciebie. Ja w was wierze i jestem pewna że nie będziecie sami, że poznacie fajne dziewczyny. Więcej pozytywnego myślenia i odwagi. Powodzenia. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp chłopie....naprawdę myślisz że uroda to warunek powodzenia u kobiet? Ja jestem podobno bardzo :P przystojny, a jestem sam choć jestem sporo starszy od Ciebie.Ale to inna historia. Ok , nie podejdzie do Ciebie dziewczyna żeby ,,zagadać'', może i nie przyciągasz wyglądem. Ale któregoś dnia poznasz koleżankę ze studiów-pożyczysz jej notatki, nie wiem ...będziecie siedzieć obok na zajęciach i dla zabicia czasu gadać ze sobą.Zaprzyjaźnicie się , ona Cię lepiej pozna, będzie traktować jak kumpla.....a potem ...potem inaczej Cię będzie postrzegać. Zresztą to może być zupełnie inaczej ..przypadkowe spotkanie gdzie kolwiek nawet u dentysty w poczekalni. Gościu Ty po prostu jesteś typem faceta o którym kobiety mówią : na pierwszy rzut oka nieciekawy ale po bliższym poznaniu bardzo wiele zyskuje..czy ,,ma coś w sobie(i nie jest to tusza)''. Posłuchaj tego co Ci Zorki napisał(ma gościu racje), posłuchaj Dziewczyn(widzisz są takie które patrzą do środka).Wy.......l te żyletki przez okno. Wiem jak ciężko jest samemu...ale Ty nie musisz być sam.Sam to tylko możesz się skazać na samotność. Ale widzisz,nawet nie wychodząc z pokoju nie jesteś sam-bo trafiłeś na to forum i parę osób Ci odpisało.Zycie potrafi zaskoczyć ale trzeba żyć, nie jesteś Wernyhorą-nie znasz przyszłości.Trzymaj się . ps moja siostra(ładna kobieta) wyszła za gościa z bardzo dużą nadwagą-szwagier jest wesoły i wszędzie go pełno no i mogła na nim polegać=to było dla niej najważniejsze.Wielu jest takich którzy mają podobne siostry...ale jeszcze nie mają szwagrów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Olimp,ja wcale nie żartowałam.Moim zdaniem jesteś atrakcyjnym facetem z wyglądu i na pewno znajdzie się taka dziewczyna,która cię poderwie.Zresztą na ogół tak jest,to tylko panom tak się wydaje,że nas zdobywają ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Endru Ja już po prostu w to nie wierzę. TO się nie stanie, nigdy.

Róża Nie dożyję tego.

Już totalnie NIC nie ma dla mnie sensu. Nie widzę celu w niczym. Dla siebie nic nie mam zmaiaru robić, skoro Ona mnie rzuciła to znaczy, ze jestem nic niewart. Cały świat mógłby w tej chwili umrzeć, zniknać. Mi by to było na rękę. Marzy mi się już tylko spokój i zapomnienie, a nie chcę czekać parunastu lat aż zapomnę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Już totalnie NIC nie ma dla mnie sensu. Nie widzę celu w niczym. Dla siebie nic nie mam zmaiaru robić, skoro Ona mnie rzuciła to znaczy, ze jestem nic niewart. Cały świat mógłby w tej chwili umrzeć, zniknać. Mi by to było na rękę. Marzy mi się już tylko spokój i zapomnienie, a nie chcę czekać parunastu lat aż zapomnę.

Chłopie, ale Ty się sam nakręcasz.

 

 

Skończ z tą swoją zerojedynkowością. Nie żyjesz w idealnym świecie. Nie zawsze jest cukierkowo i jedyną alternatywą nie jest kompletna załamka. Owszem, często jest fajnie, czasem nawet bardzo fajnie i dlatego warto się starać. Ale nie wmawiaj sobie, że żyjąc z kobietą będziesz zawsze miał wspaniałe życie, a bez nie już nic nie osiągniesz. Jest Ci źle, uwierz, ja to rozumiem. Ale jeśli jedno ważne się zepsuło, to nie powód, by psuć całą resztę.

 

 

Opowiem Ci bajkę:

Dawno dawno temu był taki mały zestrachany nastolatek, nazwijmy go... Zorki. Siedział i jojczał, że jego życie się zawaliło, że przecież to była jego jedyna szansa na miłość, że żadna już go nie zechce. Był nieśmiały, uważał się za ciapę i nieudacznika, nie wiedział, co dalej ze sobą zrobić. Ale zanim zdąrzył się zapłakać na śmierć, wciągnęło go życie. Ot tak powoli zaczął to tu wychodzić, to tam coś robić, to gdzie indziej czymś się interesować. Zbyt przyjemnie wtedy nie było, ale przynajmniej miał jakieś zajęcie. Gdy był już trochę większym Zorkim miał swoje zainteresowania, plany na przyszłość, krąg znajomych. Zajmował się organizacją imprez, wyjazdów wakacyjnych, zgłębiał swoją pasję. Idealnie mu nie było, czasem było źle, ale miał powody, by iść do przodu. Choć tygrysem pewności siebie się nie stał, to w niektórych dziedzinach się sprawdzał, mówił sobie "kurde niezły jestem". Po paru latach wpadł na bardzo fajną kobitkę i coś pomiędzy nimi zaiskrzyło. On nie był nieśmiały - nie dlatego, że był innym człowiekiem - był tym samym niegdyś zestrachanym nastolatkiem, ale teraz czuł swoją wartość, którą zdąrzył już sprawdzić. A ona, żeby było śmieszniej, na początku znajomości stwierdziła "Podobasz mi się, bo jesteś facetem, który wie, czego chce."

 

 

Swoim wyglądem się nie przejmuj. Jeszcze nie słyszałem, żeby baby narzekały na za dużych facetów. A nieudacznikiem jesteś tak długo, jak sam się za nieudacznika uważasz. I to w Twojej głowie są Twoje problemy. I to swoje podejście musisz zmienić, by móc szczęście zdobywać, a nie za nim płakać.

 

Na szczęście głowa jest naprawialna :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzi o wiazanie uczuciowe.

 

Jestem zrozpaczony. Jakis rok temu na tym forum poznalem osobe, z ktora jestem do dzis, ale na odleglosc. Zakochalismy sie strasznie. Spotykamy sie dosc rzadko, bo mieszkamy daleko siebie. Ostatnio mielismy spotkanie i obawiam sie, ze nie potrafie sie wiazac uczuciowo. Czulem sie okropnie podczas spotkania i nie byla to jej wina. Tak straszliwie depresyjne stany, ze nie potrafilem etgo opisac. Meczylem sie-szczerze mowiac. Tak jest prawie co kazde spotkanie. Choruje od ok. 5 lat, zaczelo sie od nerwicy, ktora wyleczylem w pewnym stopniu, glownie wlasnymi silami. Teraz czuje, ze mam depresje. Nie potrafie nazywac stanow, ktore mnie dopadaja, ale nie chce zyc. Czuje wielka niechec. Placze czesto. Koszmar. Apokalipsa, koniec. Czasem klade sie i placze, nic wiecej. Jesli to cos ma mi zabrac ostatnia nadzieje i milosc, to ja sie w to nie bawie. Eh.

 

Czy mial ktos uczucie, ze nie jest w stanie kochac, mimo ze potencjalnie darzy kogos tym uczuciem?

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:58 pm ]

Moje zycie od dawna dawna bylo dosc specyficzne; innymi mowiac dziecinstwo przezyte w sredniej akceptacji, do tego troche alkoholizmu. Pozniejszy okres to kolejny jeden wielki brak akceptacji, bunt, poswiecenie. Wiecznie sie czemus poswiecam, az zanadto i widze w tym jeden jedyny sens, reszta wartosci nie ma prawie zadnego znaczenia. Tak jest od najmlodszych lat. Czuje, ze nie potrafie czuc jak normalny czlowiek. Jestem rozbity emocjonalnie: mam wieczne hustawki nastrojow, wiecznie zaprzepaszczone nadzieje, wieczne nieszczescie.

 

lubie smutna, wrazliwa, dramatyczna muzyki. Jestem wrazliwy smutny. lubie dramaty. Moje zycie to jeden wielki smutek, wielki dramat i rozczarowanie. Przyzwyczailem sie do tego i swiat postrzegam tylko w takich barwach.

 

Uwazam, ze nie da sie mnie zmienic. Moj umysl to trwale zniszczona tarcza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Skończ z tą swoją zerojedynkowością. Nie żyjesz w idealnym świecie. Nie zawsze jest cukierkowo i jedyną alternatywą nie jest kompletna załamka. Owszem, często jest fajnie, czasem nawet bardzo fajnie i dlatego warto się starać. Ale nie wmawiaj sobie, że żyjąc z kobietą będziesz zawsze miał wspaniałe życie, a bez nie już nic nie osiągniesz. Jest Ci źle, uwierz, ja to rozumiem. Ale jeśli jedno ważne się zepsuło, to nie powód, by psuć całą resztę.

 

Ja nie wiem jak mam przeżyć nastepną godzinę. Nie mówię juz o nastepnym dniu i latach. Bo tego, że będe cierpiał, tęsknił i Ją kochał jeszcze bardzo, bardzo długo, jestem pewien. I taki dzien jaki mam dziś będzie ciągle. To mnie przeraża. Boję się przyszłości i tych wszystkich cierpień jakie zaznam. Nawet tabletki mi nie pomagają.

 

Opowiem Ci bajkę:

(...)

 

Gratuluję, naprawdę, sampozaparcia i ogromnego szczęścia. Jednak to co sie przydarzyło innym, niekoniecznie musi się przydarzyć mnie. Nie wierzę w to, jestem pewien tego jak będzie wyglądała moja przyszłość. Z tym sobie nie poradzę.

 

Swoim wyglądem się nie przejmuj. Jeszcze nie słyszałem, żeby baby narzekały na za dużych facetów. A nieudacznikiem jesteś tak długo, jak sam się za nieudacznika uważasz. I to w Twojej głowie są Twoje problemy. I to swoje podejście musisz zmienić, by móc szczęście zdobywać, a nie za nim płakać.

 

Niby jak, kiedy straciło się nadzieję i chęci do wszystkiego? W jaki sposób? Nie mam niczego co dawałoby mi siłę. Niczego. To walka z wiatrakami, nigdy sie nie wygra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

×